#GlobalScream #Globalny Krzyk #AufschreiGlobal

Globalny Krzyk to akcja artystyczna i performance polityczny polegający na minucie krzyku kobiet w określonej intencji, stworzony przez przez polską artystkę i aktywistkę Annę Krenz z kolektywu Dziewuchy Berlin (www.dziewuchyberlin.org) w 2019 roku. (https://www.dw.com/en/my-body-my-choice-anna-krenz/av-56776102)

Akcja powstała jako propozycja na obchody Międzynarodowego Dnia Kobiet w 2019 roku dla niemieckiego Feministycznego Strajku Kobiet (Feministischer Frauen*Streik). Podczas zjazdu organizacyjnego 17 lutego 2019 roku w Berlinie propozycja została przedstawiona i przyjęta w głosowaniu większością głosów jako jedna z głównych akcja Feministycznego Strajku w Niemczech (obok akcji #IchStreike również zaproponowanej przez Annę Krenz / Dziewuchy Berlin). Akcja #GlobalScream po raz pierwszy odbyła się 8 marca 2019 roku w Berlinie i innych niemieckich miastach, w niektórych miejscach w Polsce (Poznań – Black Venus Protest, Kraków – Siostry Rzeki), Danii, Belgii czy Afryce Zachodniej. W samym Berlinie, krzyczało 25.000 osób (https://kommon.jetzt/globalscream-womenstrike-2019-berlin-2/).

W 2020 roku akcja ponownie przeprowadzona była w Berlinie i innych miastach podczas Międzynarodowego Dnia Kobiet (https://frauenstreik.org/event/aufschreiglobal-global-scream-globalnykrzyk/) (https://www.neues-deutschland.de/artikel/1134009.frauentag-ein-schrei-aus-tausenden-kehlen.html ) (https://www.altersdiskriminierung.de/themen/artikel.php?id=10972&search=Streik&searchin=all), na przykład w Norymberdze o godzinie 17.00 (https://femstreiknbg.home.blog/2020/03/11/8-marz-20-feministischer-sitzstreik-demonstration/) lub we Freiburgu (https://www.badische-zeitung.de/suedwest-1/um-17-uhr-aufschrei–167469460.html)

28 września 2020 Safe Abortion Day Foto Oliver Feldhaus

Koncepcja

Kolektyw Dziewuchy Berlin zainicjował #GlobalnyKrzyk jako symboliczną, ale i realną akcję solidarności kobiet ponad granicami, w której każda osoba może wziąć udział, bez względu na różnice ideologiczne, narodowość, język, wyznanie czy płeć.

Globalny Krzyk powstał również jako próba zjednoczenia podzielonego środowiska feministycznego w Berlinie w Międzynarodowy Dzień Kobiet. Tego dnia odbywają się dwa różne marsze, organizowane przez dwa kolektywy: Frauen*Kampftag i Alliance of Internationalist Feminists, które mają różne programy, ideologie i trasy przemarszów. (https://berlinlovesyou.com/anna-krenz/)

Dzięki symbolicznej akcji przeprowadzonej o tej samej godzinie uczestniczki obu marszy mogły zrobić coś wspólnie, choć znajdowały się w różnych miejscach – krzyczały przez minutę, razem choć osobno, a każda z osobistych powodów.

Z opisu akcji: „Global Scream jest kobiecym krzykiem wściekłości, gniewu, żalu a może i radości – każda z nas zna te emocje, nawet jeśli ich przyczyny są różne. I każda może krzyczeć. Nie musimy nawet mówić tym samym językiem, aby stać się jednym głosem. Głosem kobiet.
Krzyk staje się rodzajem katharsis, który wyzwala emocje. Fizycznie krzyk zamienia nasze negatywne emocje na pozytywne, a tlen uwalnia moc i energię.
Oddajemy nasz głos! Jesteśmy kobietami, jesteśmy wściekłe i nie poddamy się! Wszystkie kobiety razem!

To tylko minuta dla kobiety, ale globalny krzyk dla kobiet świata!
Będziemy głośno!
Dołącz do nas! Podnieś głos!” (Anna Krenz / Dziewuchy Berlin)

Hashtag

Globalny Krzyk posługuje się hashtagami: #GlobalScream, #AufschreiGlobal, #GlobalnyKrzyk, #ElGritoGlobal. Niemiecka wersja nazwy jest nawiązaniem i ukłonem w kierunku hasła #Aufschrei, spopularyzowanego przez niemiecką feministkę Anne Wizorek 23 stycznia 2013 roku na Twitterze (https://de.wikipedia.org/wiki/Aufschrei#). Była to reakcja na seksistowskie wypowiedzi polityków w niemieckich mediach i zapoczątkowała lawinę komentarzy w mediach społecznościowych – dotycząych doświadczeń seksizmu w życiu codziennym. Hashtag #Aufschrei był niemieckim odpowiednikiem hashtagu #MeToo, który powstał kilka lat później – w 2017 roku (https://www.augsburger-allgemeine.de/themenwelten/leben-freizeit/Chauvinimus-Debatte-MeToo-wir-alle-der-neue-Aufschrei-id43026451.html)

Kolejne performance Globalny Krzyk (#GlobalScream)

Kolektyw Dziewuchy Berlin (https://www.exberliner.com/features/zeitgeist/poland-abortion-protests/) organizuje Globalny Krzyk w Berlinie i współorganizuje akcje w innych krajach. Wybrane przykłady:

“Wir leben Widerstand! Für ein Ende der Gewalt gegen Frauen*” / Dość! Stawiamy opór!

Dziewuchy Berlin wzięły udział w Proteście na rzecz zaprzestania przemocy wobec kobiet*” 16.11.2019 na Hermannplatz w Berlinie i przeprowadziły akcję #GlobalScream.

(https://www.youtube.com/watch?v=05PxlO_CR6I)

Dzień BezpiecznejAborcji 2020

W Międzynarodowy Dzień Bezpiecznej Aborcji 28 września 2020 pod Bramą Brandenburską Dziewuchy Berlin zorganizowały protest i performance „Voices“, którego częścią była mobilna instalacja Ambasada Polek (Botschaft der Polinnen*) i Globalny Krzyk. Na proteście głos zabrały członkinie organizacji jak Ni una menos Berlin, Berlin-Ireland Pro Choice Solidarity czy Bündnis für sexuelle Selbstbestimmung.

(https://www.dziewuchyberlin.org/2020/09/30/28-9-2020-voices-botschaft-der-polinnen-performance/) (https://www.sexuelle-selbstbestimmung.de/15893/pressemitteilung-berlin-feiert-den-internationalen-safe-abortion-day/)

CZARNY SPACER, czyli nigdy nie będziesz szła sama

Marsz solidarności z kobietami w Polsce, zorganizowany przez kolektyw Dzieuwchy Berlin w ramach Krwawych Tygodni, który odbył się 5 listopada 2020, prowadził z Bebelplatz do Bramy Brandenburskiej, gdzie zakończył się Globalnym Krzykiem.

(https://www.dziewuchyberlin.org/2020/11/03/2-bloody-week-5-11-2020-czarny-spacer-black-walk-you-will-never-walk-alone/)

GlobalScream w Brukseli

Kongres Kobiet w Brukseli i Black Brussels Balloons zorganizowały protest 25 listopada 2020 “Protest #SolidarityWithPolishWomen – Manif de soutien“, którego częścią był Globalny Krzyk (https://www.facebook.com/events/400180964501763/)

Protest “Hańba! Schande! Disgrace! Soli demo with Polish women”

Po opublikowaniu przez Trybunał Konstytucyjny wyroku dotyczącego zakazu aborcji z powodu wad letalnych płodu, Dziewuchy Berlin zorganizowały protest solidarności z Polkami na Placu Paryskim, którego częścią był Globalny Krzyk.

(https://www.dziewuchyberlin.org/2021/01/30/31-1-2021-hanba-schande-disgrace-soli-demo-with-polish-womxn/);

Międzynarodowy Dzień Kobiet 2021

Na demonstracji zorganizowanej wspólnie z Omas Gegen Rechts Berlin na Nettelbeckplatz w Berlinie, Dziewuchy Berlin zorganizowały performance z manifestem „Jesteśmy Istotne“ oraz poezją poznańskiej aktywistki zamordowanej podczas II Wojny Światowej w więzieniu w Ploetzensee w Berlinie – Ireny Bobowskiej (https://www.dziewuchyberlin.org/2021/03/11/irena-bobowska-die-vergessene-heldin-zapomniana-bohaterka/). Częścią performance był Globalny Krzyk.

Więcej linków:

#AufschreiGlobal / #GlobalScream / #GlobalnyKrzyk 2019:

“8M in Berlin” (in spanish) / von Radosveta Strumenlieva >>>

“O prawach kobiet w Polsce i w Niemczech: Anna Krenz i Anna Czechowska” – Radio COSMO Po Polsku >>>

Global Scream –  video by kommon.jetzt/

Berlin: “Um 17 Uhr soll es eine Aktion geben, die auch diejenigen anspricht, die weniger gut Deutsch sprechen: Beim „globalen Aufschrei“ soll durch Schreien auf Arbeitskämpfe, fehlenden Klimaschutz oder Kinderbetreuung aufmerksam gemacht werden.” taz.de >>>

Leipzig: “Dort findet um 17 Uhr der globale Aufschrei statt: Wir werden bundesweit 100 Sekunden schreien, um darauf aufmerksam zu machen, dass Frauen* und Queers jeden Tag 100 Minuten mehr arbeiten müssen, um das gleiche zu verdienen wie Männer. ” kreuzer-leipzig.de >>>

Stuttgart: Internationaler Frauentag in Stuttgart / StN.de >>>

Hamburg: “Um 17 Uhr startete die Demo „Ohne uns steht die Welt still“ mit dem „globalen Aufschrei“, der bundesweit mit Trillerpfeifen, Töpfen etc. durchgeführt wurde. Die Demonstration kam auf halber Strecke mit der Demonstration des Pflegebündnisses zusammen. Insgesamt waren 10.000 Menschen auf den Straßen”. anfdeutsch.com >>>

Halle: “Kreative Protestformen wie ein globaler Aufschrei, die Niederlegung der Erwerbs- und Hausarbeit, Fahrraddemos, Performances zeigen, dass der Unmut unter den Frauen* wieder zunimmt und vielfältige Ausdrucksformen findet.”  www.hallelife.de >>>

Bonn: „Wir schreien 100 Sekunden für die 100 Minuten, die Frauen in Deutschland pro Tag unbezahlt mehr arbeiten“ www.rundschau-online.de >>>

“Internationaler Frauenkampftag am 8. März: Aktionsformen vom kollektiven Aufschrei bis zum diskreten Bummelstreik” www.jungewelt.de >>>

68. Berlinale

Polinnen (und Polen) bei der Berlinale

Es ist nicht der wichtigste Filmfestival der Welt, aber er ist groß und wichtig genug, um alles inne zu haben. Unter den 400 Produktionen und Events des diesjährigen Festivals gibt es sowohl Noam Chomsky in der Reihe “Kulinarisches Kino” als auch Ai Wei Wei’s Doku-Film über Flüchtlinge Human Flows. Wie seit Jahren schon gibt es jede Menge Polen bei der Berlinale, bei dem Wettbewerb, bei verschiedenen Reihen, bei mehreren sehr interessanten Koproduktionen, von denen eine  (Dovlatov) auch im Wettbewerb läuft. Mich jedoch interessierten vor allem zwei junge Frauen, die von unserer Generation, den sog. Solidarność-Flüchtlingen als Kinder aus Polen weggeführt und nach Deutschland “gebracht” wurden.  Über diese Kinder eben schrieb Emilia Smechowski in ihrem 2017 erschienen Buch, dass sie “Strebermigranten” sind. Der Name ist nicht gerade schmeichelhaft, aber hat vielleicht was Wahres an sich. Und Schönes!

Wettbewerb
Twarz | Mug (Weltpremiere)
von
Małgorzata Szumowska

Jacek liebt Heavy Metal und seinen Hund. Die Feldwege vor der Haustür funktioniert er zur Rennstrecke um, die er mit seinem kleinen Auto entlangbrettert. Wenn er mit Freundin Dagmara die Tanzfläche betritt, gehen alle anderen sofort in Deckung. Er genießt das Dasein als cooler Außenseiter in einem ansonsten eher spießigen Umfeld. Die Muskeln trainiert er bei seiner Arbeit auf einer Großbaustelle nahe der polnisch-deutschen Grenze, wo die größte Jesusstatue der Welt entstehen soll. Doch ein schwerer Arbeitsunfall lässt sein Leben aus dem Groove geraten. Vollkommen entstellt, wird an Jacek unter reger Anteilnahme der polnischen Öffentlichkeit die erste Gesichtstransplantation im Land vollzogen. Als Nationalheld und Märtyrer gefeiert, erkennt er sich im Spiegel selbst nicht wieder. Die Jesusstatue aber wird immer höher und höher. Während sich die Ereignisse rund um Jacek überschlagen, behält der Film die Übersicht und scheint das Kameraobjektiv noch schärfer zu stellen. In Form einer bösen Farce reflektiert Twarz polnische Zustände, erkundet das Leben in der Provinz und zeigt ein Land, das seinen Glauben in Stein meißeln lässt.


Panorama
Wieża. Jasny dzień. | Tower. A Bright Day.
von
Jagoda Szelc

Frühsommer, die Natur leuchtet in sattem Grün. Mulas Tochter Nina wird ihre Erstkommunion feiern und die Verwandten reisen an. Unter ihnen auch Mulas Schwester Kaja, Ninas biologische Mutter, die sechs Jahre verschwunden war. Ihre Rückkehr löst bei Mula Verlustängste aus. Misstrauisch beäugt sie jede Annäherung der beiden. Die Kamera bewegt sich agil, wie ein weiteres Familienmitglied in einem Beziehungsdrama in schicker Landhauskulisse. Doch immer wieder laufen kleine Erschütterungen durch den Film, wie seismische Wellen, die von einem größeren Beben künden. Auf der Tonspur, durch jähe, blitzartige Schnitte und seltsame Vorkommnisse. Vielleicht sind die überraschende Genesung der Großmutter, der stammelnde Priester, der den Gebetstext vergisst, die Geräusche in der Wand Vorboten? Nur sind alle zu beschäftigt, um sie zu erkennen. Als Ereignisse aus der Zukunft beschreibt ein Zwischentitel den Film. Aus einer Zukunft, in der zunächst alles beim Alten ist, aber nicht bleibt. Sprengen die dezenten Genreelemente, die sich in der sommerlichen Idylle bemerkbar machen, einfach nur die Grenze zwischen Beziehungsdrama und Psychothriller, oder hat Kaja vielleicht eine ganz andere Mission?


Generation 14plus (Zeichentrickfilm)
Na zdrowie! | Bless You!
von
Paulina Ziółkowska

Vorsicht, Ansteckungsgefahr! Im urbanen Getümmel fliegen die Keime bunt umher. Einmal neben der falschen Nase gestanden, und schon ist es passiert. Auch beim Flirt mit dem schönen Gegenüber bekommt man eine Ladung ab. Und was, wenn man sich selbst ansteckt, wieder und wieder? Mit expressionistischer Farbigkeit und surrealen Formen und Figuren spielend, stellt die Animation Fragen an unseren Umgang miteinander.


Mitarbeit /Koproduktion:

Hommage an Willem Dafoe
Antichrist
von
Lars von Trier

Dänemark / Deutschland / Frankreich / Schweden / Italien / Polen 2009

Nach dem Unfalltod ihres kleinen Sohnes zieht sich ein Ehepaar in die Einsamkeit einer abgelegenen Waldhütte zurück. Während die Frau eine Mitschuld an dem Unglück empfindet, versucht ihr Mann, ein Psychotherapeut, die Angstpsychose, die sich bei ihr entwickelt hat, durch Gespräche und Übungen abzubauen. Doch anstatt ihre Trauer und ihren Schmerz zu lindern, steigert dies nur ihre Verzweiflung. Ihre zunächst autoaggressiven Schübe wenden sich schließlich mit aller Vehemenz gegen ihren Therapeuten … In Lars von Triers dunklem Psychohorror, in dem sich ein Ehepaar buchstäblich selbst zerfleischt, gelingt Willem Dafoe die intensive Darstellung eines liebevollen Ehemannes, der seine Emotionen nur schwer mit jener Rationalität in den Griff bekommen kann, die für einen behandelnden Therapeuten geboten wäre. Dabei spiegelt sein markantes Gesicht die Sorge über seine von Zwangsvorstellungen heimgesuchte Frau ebenso glaubwürdig wider wie sein Entsetzen über deren Verwandlung in eine rasende Furie. Nicht weniger bravourös meistert Willem Dafoe auch die hohen physischen Anforderungen seiner Rolle – die eines schließlich schrecklich gemarterten Mannes.


Panorama

Koly padayut dereva | When the Trees Fall (Weltpremiere)
von
Marysia Nikitiuk
Ukraine / Polen / Mazedonien 2018

Es sind Sommerferien, und 40 Tage sind vergangen, seit Larysas Vater gestorben ist. In einer märchenhaften Sequenz durchquert die junge Frau ein Sumpfgebiet, in dem sich eine Gruppe von Paaren ihren sexuellen Begierden hingibt. Larysas Freund Scar, ein schöner Krimineller, steckt in einer Spirale des Verbrechens, in die er sich im Laufe der Erzählung immer weiter und radikaler hineinbegibt. Seine Welt sind die postsowjetischen Plattenbauten, Larysas Welt ist die trügerische Idylle einer dörflichen Gemeinde irgendwo in der Ukraine. Ihr Verhältnis wird Larysa zum Verhängnis, denn es dauert nicht lange, bis familiäre Sanktionen gegen die Beziehung in Gewalt umschlagen. Auch das kleine Mädchen Vitka will sich nicht anpassen, rebelliert gegen seine Großmutter und deren Regelwerk und träumt sich immer weiter in eine Fantasiewelt aus surrealen Bildern.
Die Welt in Marysia Nikitiuks Langfilmdebüt scheint wie unter Strom, brutal in ihrer Wirklichkeit und betörend, sobald sie ins Fantastische umschlägt. Die Regisseurin und Autorin gilt als wilde neue Hoffnung des ukrainischen Films und gewann für das Drehbuch zu Koly padayut dereva bereits den ScripTeast Award in Cannes.


Perspektive Deutsches Kino

Whatever Happens Next (Weltpremiere)
von
Julian Pörksen
Deutschland / Polen 2018

Klar, gehen könnte man immer. Jetzt. Sofort. Man könnte aus dem Auto, dem Zug, vom Fahrrad steigen und einfach weg sein. Diesem Gedanken, den man normalerweise rasch verdrängt, gibt der 43-jährige Paul Zeise eines Tages nach und lässt alles zurück: Frau, Beruf, die gesamte bürgerliche Existenz. Fortan gondelt er als freundlicher Taugenichts, Schnorrer und Hochstapler durchs Land. Ungebeten setzt er sich in fremde Autos, ebenso ungebeten taucht er auf Partys und Beerdigungen auf, macht gemeinsame Sache mit einer dementen Großmutter und versetzt unabsichtlich eine Kleinfamilie in Angst und Schrecken, weil er sich schamlos in deren Leben drängt. Von einem Studenten nach Polen mitgenommen, irrt er dort als Wohnungsloser durch die Straßen, zieht zwischenzeitlich ins Krankenhaus ein und verliebt sich schließlich in die etwas durchgeknallte Nele (29), die ihn ihrerseits ins Wunderland ihres Lebens hineinzieht. Dass ihm inzwischen ein von seiner Frau beauftragter Privatdetektiv auf den Fersen ist, ahnt Paul nicht. Julian Pörksens Film ist ein ebenso komischer wie melancholischer Streifzug durch unsere Gesellschaft, eine von schönen, dubiosen und verirrten Charakteren bevölkerte Welt.


Wettbewerb
Dovlatov (Weltpremiere)
von
Alexey German Jr.
Kamera
Łukasz Żal
Russische Föderation / Polen / Serbien 2018

Leningrad, November 1971. Die Stadt liegt im Nebel. Wieder wird der Jahrestag der Revolution gefeiert, doch das Land tritt auf der Stelle: politisch, ökonomisch, kulturell. Sergei spürt es am eigenen Leib. Die Manuskripte des jungen Autors werden von den offiziellen Medien regelmäßig abgelehnt, seine Sicht auf Dinge und Menschen ist nicht gewollt. Anderen ergeht es ähnlich, auch seinem Freund Joseph Brodsky, den die Staatsmacht ins Exil zwingt. Sergei aber will bleiben, ein normales Leben führen, mit seiner Frau Lena und Tochter Katya. Und er will über die Entdeckung der Wirklichkeit schreiben, über die Arbeiter der Werft oder den Bau der Metro, wo eines Tages dreißig Kinderleichen aus dem Zweiten Weltkrieg gefunden werden.
In großen Tableaus und langen Kamerafahrten porträtiert Alexey German Jr. den russisch-jüdischen Schriftsteller Sergei Dovlatov (1941–1990), dessen brillante ironische Texte in der Sowjetunion der Breschnew-Zeit nicht gedruckt werden durften. Aus einem tragikomischen Reigen aus Rebellion und Anpassung, Schmerz und Müdigkeit entsteht ein Zeitbild der Stagnation und ihrer zerstörerischen Wirkung.


Lola at Berlinale
Der Hauptmann | The Captain
von
Robert Schwentke
Deutschland / Frankreich / Polen 2017

Das Ende des zweiten Weltkriegs ist abzusehen, die soziale Ordnung in Deutschland liegt in Trümmern. Mit der Moral der Wehrmacht geht es bergab, die Truppe zerfällt. Die Anzahl der Fahnenflüchtigen steigt dramatisch, versprengte Soldaten werden automatisch als Deserteure erschossen. Statt Recht regiert Gesetzlosigkeit. Eine Gruppe betrunkener Hauptmänner macht erbarmungslos Jagd auf einen 19-jährigen Gefreiten – mehr aus mörderischem Spaß denn aus Pflicht. Der Gefreite, Willi Herold hetzt durchs Gehölz. Verzweifelt, am Ende. Wie durch ein Wunder entgeht Herold seinen Jägern und irrt nun – verfolgt von Bauern, die er bestiehlt um zu überleben und der eigenen Truppe, die ihn für einen Deserteur halt – durch die unerträgliche Einöde des Emslandes. Durchnässt, verschlissen, halb verhungert und kurz vor dem Erfrierungstod, macht Herold einen folgenschweren Fund: Eine Hauptmannsuniform.


Und die zwei, schon angesagten Filme, die “die Streber-Migrantinnen” schon für ihre neue Heimat gemacht haben, Alexandra Wesolowski und Alina Skrzeszewska.

Perspektive Deutsches Kino
Impreza – Das Fest | Impreza – The Celebration
von
Alexandra Wesolowski

Sommer 2016, in Polen regiert seit etwa einem Jahr die rechtskonservative PIS. Die Matriarchin Danuta bereitet das Programm für ihre Goldene Hochzeit vor und nimmt dabei ihre ganze Familie in die Pflicht. Danutas Enkelkinder sind es gewohnt, die kreativen Eskapaden ihrer Großmutter mitzutragen, und fügen sich ihrem Schicksal. Für dieses Jahr hat Danuta eine Modenschau geplant, bei der die Mädchen die Lieblingskleider ihrer Großmutter aus den vergangenen Jahrzehnten präsentieren sollen. Die Grande Dame will dazu aus ihrem Leben plaudern, Anekdoten zum Besten geben, die sie in den modischen Kreationen erleben durfte. Einige Tage vor dem großen Ereignis reist Alexandra, die deutsche Nichte, in Warschau an und will bei den Vorbereitungen helfen. Aber kaum sitzt sie am Tisch, dominiert Politik jedes Gespräch nicht nur mit Danuta, auch mit allen anderen Mitgliedern des Clans. Alexandra merkt, dass sie mit ihren liberalen Ansichten alleine dasteht und dass die Frauen in ihrer Familie sich kein bisschen mit Zielen wie Emanzipation, Frauenrechten oder offenen Grenzen identifizieren. Sie möchte herausfinden, wie der ideologische Graben zwischen ihr und ihrer Familie so groß werden konnte.


Panorama Dokumente
Game Girls
von
Alina Skrzeszewska
Frankreich / Deutschland 2018

Die Gegend Skid Row in L.A. ist bekannt als „Hauptstadt der Obdachlosen“ der USA. Dort zu überleben ist ein hartes Spiel, in dessen Regeln uns die Geschichten der porträtierten Frauen Teri und Tiahna einführen. Das Leben des lesbischen Paares spielt sich zwischen Gefängnis, Alkoholsucht und Drogenverkauf, aber auch Hoffnung ab, ihr Schicksal ist paradigmatisch für das Leben afroamerikanischer Frauen an den Rändern der amerikanischen Gesellschaft. In einem von der Filmemacherin initiierten Workshop für Frauen aus der Community verarbeiten sie ihre Erinnerungen und Traumata und beginnen einen Transformationsprozess, in dessen Verlauf sie nicht als Opfer, sondern als selbstermächtigte Subjekte sichtbar werden. Soziale Proteste gegen Obdachlosigkeit in der Nachbarschaft oder die Black-Lives-Matter-Bewegung sind genauso Teil ihres Lebens wie die Selbstverständlichkeit, mit der sie ihre Homosexualität leben, oder der hartnäckige Kampf mit den Behörden um die eigenen vier Wände.
Mit einer beobachtenden, intimen Kamera erzählt der Film die Geschichte zweier Frauen, die es schaffen, der Skid Row zu entkommen, und dennoch in den Grenzen ihrer Lebensumstände gefangen sind.

 

 

Fotoausstellung des UMBRUCH Bildarchivs

Respekt!
Solidarische Begegnungen

20.5.17 – 24.8.17 im RegenbogenCafé

Eine Fotoausstellung des Umbruch Bildarchivs in Zusammenarbeit mit der Regenbogenfabrik als Kontrapunkt zu Fake-News, Hasstiraden und destruktiver Stimmungsmache in den sozialen Medien.

Mit Fotos von: Andrea Linss, Jutta Matthess, Christina Palitzsch, Monika v. Wegerer, Oliver Feldhaus, Peter Homann, Michael Hughes, Adrienne Gerhäuser, Nicholas Ganz, Merchi, Jan, Omer Fadl und Hermann Bach.

Für kurze Zeit öffneten sich in Deutschland Grenzen:
“Welcome Refugees” stand für eine gesellschaftliche Offenheit und Solidarität, die auf das Sterben in Syrien und die Toten im Mittelmeer antwortete.
Diese Stimmung begann nach wenigen Monaten durch eine aggressive Berichterstattung der Medien zu kippen, Brandanschläge und Angriffe auf Geflüchtete nahmen ein entsetzliches Ausmaß an. In diesen Attacken und der Flut der Fake-News und Hasstiraden auf Geflüchtete und Nicht-Deutsche scheint der reale gesellschaftliche Rassismus auf der Straße und in den sozialen Medien auf.
Ob sich hier gesellschaftliche Mehrheiten widerspiegeln oder nur scheinbare Mehrheiten virtuell erzeugt werden, ist nicht leicht zu erkennen.

Die Ausstellung setzt der virtuellen Hetze eine andere Welt entgegen. Statt der Aus- und Abgrenzung von Menschen zeigt sie solidarische Begegnungen voller gegenseitigem Respekt: Menschen, die sich mit Offenheit, Freundlichkeit und ohne Vorurteile begegnen. Virtualisierten Feindbildern und Hass stellt sie die Wirklichkeit alltäglichen Widerstands entgegen. Die Ausstellung versucht, die Subjektivitäten aller Menschen wie auch das allen Gemeinsame durch die fotografische Linse zu sehen, zu erkennen und zu respektieren.

Ein Versuch, der im alltäglichen und im perspektivischen Zusammenleben unverzichtbar ist.

Öffnungszeiten:
Mo. 13-20h, sonst 10-20h

Die Fotos hat für uns Christine Ziegler ausgesucht

Wien im März 2017 / Wiedeń marzec 2017

Ewa Maria Slaska

Groby i muzyka / Gräber und Musik

für Deutsch bitte Bissl nach unten skrollen oder einfach die Blaueschrift verfolgen

Nie znałam tej piosenki, w życiu nie słyszałam o Wolfgangu Ambrosie, muzyka w Wiedniu to byli zmarły tajemniczą śmiercią Mozart, Haydn, stary i głuchy geniusz -Beethoven, mój ulubiony Franz Schubert, może jeszcze Johann Strauss, którego każdy zna, nawet jak nie lubi operetki, no i oczywiście Falco, którego akurat teraz wszyscy w Wiedniu przypominają, bo w lutym przyszłego roku minie 20 lat od jego tragicznej śmierci w wypadku samochodowym.

Tymczasem jednak opowieść o umarłych muzykach z Wiednia zaczynam od Wolfganga Ambrosa, a dlatego że świetny piosenkarz berliński, Andrzej Klukowski czyli Andy Klukos, podsunął mi na Facebooku linka do tej piosenki. Samym Andrzejem zajmę się kiedy indziej, tu tylko powiem, że jest autorem inteligentnych piosenek antyrządowych. Podczas protestu kobiet 23 października zeszłego roku na Warschauer Brücke Andrzej śpiewał Kto się boi czarnej baby, ale posłuchajcie też takich piosenek jak Ballada o Lechu, Mam dość czy Tu przyjdą za nami miliony.

Ich war in Wien auf dem Zentralfriedhof (endlich… seit Jahren wollte ich und immer kam etwas dazwischen) und schaute mir die Musikergräber an. Passend dazu beginne ich mit dem Lied von Wolfgang Ambros, Es lebe der Zentralfriedhof. Lustiges Lied… Ambros widmete es tatsäschlich dem Friedhof zu seinem 100. Geburtstag. Es war das Jahr 1975.

Es lebe der Zentralfriedhof, und olle seine Toten.
Der Eintritt is’ für Lebende heit’ ausnahmslos verboten,
weü da Tod a Fest heit’ gibt die gonze lange Nocht,
und von die Gäst’ ka anziger a Eintrittskort’n braucht.
Wann’s Nocht wird über Simmering, kummt Leben in die Toten,
und drüb’n beim Krematorium tan’s Knochenmork ohbrot’n.
Dort hinten bei der Marmorgruft, durt stengan zwa Skelette,
die stess’n mit zwa Urnen on und saufen um die Wette.
Am Zentralfriedhof is’ Stimmung, wia’s sei Lebtoch no net wor,
weu olle Tot’n feiern heite seine erscht’n hundert Johr’.
Es lebe der Zentralfriedhof, und seine Jubilare.
Sie lieg’n und sie verfeul’n scho durt seit über hundert Jahre.
Drauß’t is’ koit und drunt’ is’ worm,
nur monchmol a bissel feucht,

A-wann ma so drunt’ liegt, freut man sich, wenn’s Grablaternderl leucht’.
Es lebe der Zentralfriedhof, die Szene wirkt makaber.
Die Pforrer tanz’n mit die Hur’n, und Juden mit Araber.
Heit san olle wieder lustich, heit lebt ollas auf,
im Mausoleum spü’t a Band,
die hot an Wohnsinnshammer d’rauf.

Am Zentralfriedhof is’ Stimmung, wia’s sei Lebtoch no net wor,
weu olle Tot’n feiern heite seine erscht’n hundert Johr’.
Es lebe der Zentralfriedhof, auf amoi mocht’s an Schnoiza,
da Moser singt’s Fiakerliad,
und die Schrammeln spü’n an Woiza.

Auf amoi is’ die Musi stü, und olle Augen glänz’n,
weu dort drü’m steht da Knoch’nmonn
und winkt mit seiner Sens’n.

Am Zentralfriedhof is’ Stimmung, wia’s sei Lebtoch no net wor,
weu olle Tot’n feiern heite seine erscht’n hundert Johr’.

Der Wiener Zentralfriedhof wurde 1874 eröffnet und zählt mit einer Fläche von fast 2,5 km² und rund 330.000 Grabstellen zu den größten Friedhofsanlagen Europas. Er gehört aufgrund seiner vielen Ehrengräber, der Jugendstil-Bauwerke und des weitläufigen Areals zu den besonderen Sehenswürdigkeiten der Stadt Wien.

Allerseelen 1903, Friedhofsbesucher auf der Simmeringer Hauptstraße auf dem Weg zum Zentralfriedhof

Wikipedia, von der ich die obigen Zeilen geliehen habe, berichtet noch dazu, dass zu seiner Geburtsstunde der Zentralfriedhof häufig kritisiert wurde und bei der Bevölkerung nicht sehr beliebt war. Es wurde die Trostlosigkeit des Areals bekrittelt, da im Vergleich zu heute nur eine karge Vegetation vorherrschte, außerdem verzögerte sich die Errichtung der dazugehörigen Bauwerke. Friedhofsbesucher mussten eine lange und mitunter beschwerliche Anreise auf sich nehmen, da es zu dieser Zeit noch keine direkte Bahnverbindung zum Friedhofsgelände gab. Im Oktober 1874 fasste eine Wiener Zeitung diese Stimmung in der Frage zusammen: „Eine Stunde Fahrzeit, zwischen Schlachthäusern und Heide und Bauern, und wofür?“

Heute ist der Friedhof verkehrs-technisch sehr gut erschlossen, vor allem mit der berühmten Strassenbahn Nummer 71, und bietet dem Besucher ein einmaliges Erlebnis, einen Spaziergang durch ein groszügig angelegtes Areal mit den interessanten Bauwerke, üppigem Grün und faszinierender Geschichte der hier Begrabenen.

A więc groby muzyków (na więcej nie starczyło czasu)
Also die Musikergräber (fürs mehr reichte die Zeit nicht)

Oto lista, na pewno niekompletna / Hier die Liste, ohne den Vollständigkeitsanspruch

Ludwig van Beethoven 1770–1827
Johannes Brahms 1833–1897
György Ligeti 1923–2006
Arnold Schönberg 1874–1951
Franz Schubert 1797–1828
Robert Stolz 1880–1975
Johann Strauß (Vater) 1804–1849
Johann Strauß (Sohn) 1825–1899
Franz von Suppé 1819–1895
Hugo Wiener 1904–1993
Hugo Wolf 1860–1903
Joe Zawinul 1932–2007
Falco (Johann Hölzel) 1957–1998
Fatty George 1927–1982
Hans Gillesberger 1909–1986
Ferdinand Grossmann 1887–1970
Hermann Leopoldi 1888–1959
Peter Wehle 1914–1986
Carl Zeller 1842–1898

Oczywiście na wszystkich muzyków też nie starczyło czasu, a częstokroć i wiedzy; poza tym i tak pokażę tu tylko tych, których muzykę lubię.

Natürlich die Zeit reichte gar für alle Musiker nicht, dazumal auch nicht immer das nötige Wissen vorhanden war; und sowieso zeige ich hier nur die, die ich mag.

Falco, ein Grab mit den Titeln seiner Hits wie Vienna calling, Komissar, Ganz Vien und Rock me Amadeus / Na płycie nagrobnej tytuły jego największych przebojów (koniecznie posłuchajcie! pierwszy porządny europejski rap!)

Pomnik Wolfganga Amadeusa Mozarta (grobu, jak wiemy nie ma) – do posłuchania Aria Królowej Nocy w wykonaniu Bogny Sokorskiej / Mozarts Denkmal (das Grab gibt es, wie wir wissen, nicht) – zum hinhören die Arie der Königin der Nacht

Franz Schubert – zapewne powinnam tu przywołać Pstrąga, ale zdecydowałam się jednak na Śmierć i dziewczynę. Pstrąg zaraz potem. / Das berühmteste Lied von Schubert ist zweifelsohne Die Forelle; ich entschied mich aber dafür, hier das Lied Der Tod und das Mädchen zu zittieren. Die Forelle folgt…

Johannes Brahms Wieges Lied / Kołysanka / Lullaby – najsłynniejsza melodia Brahmsa i jedna z najbardziej rozpoznawalnych melodii na świecie. Mój wnuk zaraz po urodzeniu dostał kaczuszkę, która grała mu tę właśnie kołysankę.

Ludwig van Beethoven

Cóż nie ma wyjścia, bo sprawa jest polityczna – Hymn Europy jako super Flash Mob (Oda do radości / Ode an die Freude). Łatwo się wzruszam, więc zawsze płaczę jak tego słucham… / Europa Hymne. TU słowa po polsku w przekładzie Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego / HIER der Text auf Deutsch

PS dla dociekliwych: Beethoven, Schubert, Strauss (ojciec) i inni umarli zanim powstał Cmentarz Centralny i ich groby zostały przeniesione /Beethoven, Schubert, Strauss (Vater) sind gestorben bevor der Zentralfriedhof gegründet wurde; deren Gräber wurden umgebettet.

Reblog: Polen ist nicht verloren!

Polenwircover

Uwaga Czytelnicy polskojęzyczni – poskrolujcie na dół, dla  was też coś jest!

Łukasz Szopa

Hätte mir jemand vor einem halben Jahr prophezeit, dass ich jede zwei-drei Wochen auf Berliner Straßen die polnische Hymne singen würde, hätte ich mir auf die Stirn getippt und die Idee ausgelacht. Erst recht, dass ich die berühmten wie mehrdeutigen Zeilen „Jeszcze Polska nie zginęła / kiedy my żyjemy!l“ („Noch ist Polen nicht verloren / solange wir leben!“) ins Mikrophon oder Megaphon anstimmen würde! Noch im Oktober führte ich mit meiner deutschen Freundin einen Disput über den Sinn und (aus meiner Sicht) Unsinn von Demonstrationen. lch – auf einer Demonstration?? Mit polnischen Fahnen, mit selbst gebastelten Transparenten? Unmöglich, höchstens eine Erinnerung an „die guten alten Zeiten“, als man/frau als junger Mensch sich zu einer politischen Demo hinreißen ließ. Das letzte Mal demonstrieren war ich vielleicht 1991, als ich noch in Wien lebte, gegen den Golfkrieg, und tags darauf gegen die lntervention sowjetischer Panzer vor dem litauischen Parlament. Dann vielleicht mal vor der chinesischen Botschaft wegen verfolgter Uiguren oder Tibeter. Und die erwähnte Hymne sang ich zuletzt – da ich kein Besucher von Sportveranstaltungen bin – wohl mitten in den 80er Jahren auf einer offiziellen Schulveranstaltung im kommunistischen Polen. Und nun das.

So wie mir geht es den meisten Polen hier in Berlin, aber auch in Polen selbst, die auf einmal ihre gemütlichen Sofas verlassen, um im kalten, windigen Winter für ihr Land zu demonstrieren. Wir hätten uns alle nicht gedacht, dass es mal so kommt, dass wir dem Aufruf des KOD (Komitet Obrony Demokracji – Komitee zur Verteidigung der Demokratie) folgen würden, oder gar Aktivisten werden. Dass wir über 26 Jahre nach 1989 wieder oder zum ersten Mal für Freiheit, für Demokratie, für eine offene Bürgergesellschaft demonstrieren würden. Oder gar für die Verfassung – die, zugegebener maßen, zuvor kaum jemand von uns richtig kannte.

Der Anlass der ersten Proteste, hier in Berlin vor der polnischen Botschaft am 19.12.2015, war sogar noch abstrakter: Wir demonstrierten gegen die von der neuen Regierung geplanten (und inzwischen leider erfolgten) Gesetzesänderungen zur faktischen Ausschaltung des Verfassungsgerichts (Trybunał Konstytucyjny). Hier in Berlin waren wir vielleicht 200, in ganz Polen, in mehreren Großstädten – zig Tausende.

Warum eigentlich? Was trieb uns auf die Straßen? Der Haß auf die PiS-Partei, die nun nach dem Präsidenten-Amt nun auch beide Kammern des Parlaments (Sejm und Senat) übernahm, um mit absoluter Mehrheit zu regieren? Nein, wir akzeptieren das gewählte Parlament und die eingesetzte Regierung, wir verlangen auch nicht (noch nicht…) nach Neuwahlen. Was uns aber nicht nur Sorgen bereitet, sondern erzürnt, war und ist die Art und Weise, wie diese Regierung nur wenige Wochen nach der Machtübernahme vorgeht. Die PiS-Regierung unter Beata Szydlo legt im Eil-Tempo neue Gesetzesvorlagen vor, die ihre Macht festigen, aber auch langfristig das demokratische System untergraben.

Das Verfassungsgericht wird praktisch außer Gefecht gesetzt – indem einerseits der Präsident Andrzej Duda die Vereidigung neuer Richter ablehnt, vor allem aber, indem das Verfassungsgericht ab sofort gezwungen ist, mit größerem Quorum zu entscheiden und die Fälle nicht nach deren Priorität, sondern in deren chronologischer Reihenfolge zu behandeln. In der Praxis bedeutet es, dass das Gericht erst mal über zwei Jahre braucht, um die bisher unbehandelten Fälle abzuarbeiten. Ziel war es, das Verfassungsgericht als „störenden Faktor“ unschädlich zu machen.


Łuksz Szopa (kniend) mit den Vertretern von KOD_Polen in Berlin

Ähnlich schnell und undemokratisch ging die Regierung mit den öffentIich-rechtlichen Medien um – dem polnischen Fernsehsender TVP, dem Polskie Radio und dessen regionalen Ablegern, Ab sofort entscheidet nicht der staatliche Fernsehrat, sondern alleine der Minister für Staatseigentum über die Neubesetzung der Direktor- und Chefredakteurposten und somit über das Programm selbst. Es dauerte wenige Tage, bis dann fast alle diese Posten neu besetzt wurden – linientreu, zum Teil mit „Vertrauten“ aus PiS-freundlichen oder „Radio Maryja“-freundlichen Medien wie „TV Trwam“ oder „TV Republika“. Einige eifrige PiS-Parlamentarier wie Katarzyna Pawłowicz bestritten gar nicht, dass es ihr Ziel sei, die bis dato öffentlich-rechtlichen Medien zum Sprachrohr der Regierung zu machen – so sieht für sie „Demokratie“ aus. Es war somit nur logisch, dass die Anstalten durch dieses „kleine“ MedienGesetz (ich will mir nicht vorstellen, was ein „großes“ Mediengesetz bringen wird…) in „nationale Medien“ umbenannt wurden. Es gibt somit in Polen keine „öffentlichrechtlichen“ Medienanstalten mehr.

Weitere Gesetzesänderungen wurden ebenso schnell durchs Parlament gepeitscht und durch den braven, schnellen, ohne nachzudenken oder nachzufragen unterschreibenden Präsidenten Duda zur Realität: das neue Abhörgesetz sowie die Zusammenlegung der Funktion des Generalstaatsanwalts mit dem Justizminister. Hinter all diesen Vorhaben steht der „einfache Abgeordnete“ Jaroslaw Kaczynski, Vorsitzender der PiS-Partei, der seine Puppen Szydło und Duda tanzen lässt. Aber gerade sein Eifer, seine Hast, hat uns Bürger geweckt und aktiviert.

Ja, er hat uns geweckt- denn wir haben gedöst, wenn nicht geschlafen. Seit 1989 erlebten wir unzählige Regierungswechsel, von der ersten Regierung unter Tadeusz Mazowiecki, über liberale, nationalkatholische, konservative, sozialdemokratische, christ-soziale, konservativ-liberale Regierungen. Auch die PiS war für zwei Jahre, 2005-2007 dabei. Aber jedes Mal dachten wir, die Demokratie ist – einmal erkämpft und etabliert – ein festes System, in dem die Präsidenten, Abgeordneten und Regierungen fröhlich Wechseln, manchmal auch die Politik – doch deren Grundsätze, in unserer Verfassung verankert, fast wie physikalische Gesetze ewig und unveränderlich bleiben. Vielleicht haben wir uns daher nicht zu sehr um diese Demokratie gekümmert?

Jedenfalls ist es diesmal anders. Manche von uns meinen gar süffisant, wir werden Kaczynski und seiner Truppe noch… dankbar sein. Dass sie uns durch ihr undemokratisches Handeln nicht nur geweckt und zum Handeln motiviert hätten, sondern auch dazu, sich tiefer gehend und langfristiger mit dem Sinn und den Werten von Demokratie, Freiheit, Solidarität und Bürgergesellschaft zu befassen.

Und nun stehen wir regelmäßig da – mit unseren Transparenten, mit unserer Hymne – da, auf den polnischen und europäischen Straßen. Bürgerprotest auf den Straßen.

KOD ist zwar zum Teil dank Internet und Facebook entstanden, doch die wahre Stärke des Bürgerprotestes zeigt sich auf den Plätzen und Straßen, wo wir uns treffen. ln der Realität, in der wir – Polen und Bürger – uns ein bisschen auch die Augen reiben. Nicht nur, weil wir uns wundern, dass wir wieder auf der Straße sind und so viele – seit 1980 gab es in Polen keine vergleichbaren Kundgebungen. Nicht nur, weil wir entgegen der Propaganda der PiS und der Nationalisten, keine „reiche Elite“ sind – unter uns sind Schreiner, Lehrer, Musiker, Künstler, Arbeitslose, Putzfrauen, lnformatiker, Rentner, Studenten. Vor allem reiben wir uns die Augen, und fragen – froh, hier zu sein – Wo waren wir alle bisher? Warum sind wir nicht früher auf die Strassen gegangen?

diskuszopaUnter dem Titel „lst Polen noch zu retten?“ luden die Deutsch-Polnische Gesellschaft der Bundesrepublik Deutschland e. V und die Vereinigung der Verfolgten des Naziregimes – Bund der Antifaschistinnen und Antifaschisten ins Haus der Demokratie und Menschenrechte in Berlin. Diskutiert wurde über die aktuelle Entwicklung in Polen, die Frage ob Polen sich ähnlich wie Ungarn entwickelt, und wie in Polen damit umgegangen wird. Auf dem Podium (von links) Prof. Dr. Christoph Koch (DeutschPolnischen Gesellschaft der BRD), Łukasz Szopa (Komitet Obrony Demokracji KOD), Dr Przemysław Witkowski (Krytyka Polityczna Wrocław) und Moderator Thomas Willms (WN-BdA). Foto K. Forster

Warum kommen wir erst jetzt dazu, uns untereinander über unsere Gesellschaft, unser Land, über Demokratie und Gerechtigkeit und Freiheit zu unterhalten? Aber wir tun es, vielleicht etwas spät, genießen es, und sind sogar etwas stolz – aufeinander. Zumal wir bei jedem Treffen, bei jeder Demo in unseren Gesichtern nicht nur Sorge, sondern vor allem Wärme und Freundlichkeit sehen.

Das war es vielleicht, was Kaczynski & Co. unterschätzt haben. Den Stolz und den Idealismus seiner Landleute. Dass wir nicht wegen einer Steuererhöhung oder einer Reiseverordnung auf die Straße gehen, sondern wegen Bürgerrechten und Demokratie.

Das mag der Grund sein, dass PiS auf das positive Gesicht des KOD und seiner Anhänger mit Wut und Beleidigungen reagiert. Wir werden als „Polen schlechtester Sorte“, „Verräter“, „Gestapo“, „Judasse“, oder gar als „Schickeria in Pelzmänteln“ beschimpft. Es fehlt nicht mehr viel, und man wird uns nach der Krümmung unserer Nasen beurteilen.

Argumente sind es keine, somit kein Grund, die Proteste auszusetzen. Wir wiederholen es immer wieder: wir fordern keine Neuwahlen, wir sind selbst keine politische Partei, sondern eine Bürgerbewegung – die die Einhaltung der Verfassung fordert, nichts mehr und nichts weniger. Gewaltenteilung, Freiheit der Medien, kein Überwachungsstaat, weltanschauliche und konfessionelle Neutralität.

Es wird ein langer Weg sein, die Demokratie in Polen zu verteidigen, zu stärken, womöglich zu erhalten, länger als diese Legislaturperiode. Denn es ist im Grunde kein Kampf gegen die PiS oder Kaczynski – es ist ein Kampf für die Achtung und Einhaltung der Verfassung, für das Verstehen und das Leben der Demokratie, und für eine bewusste, offene, aktive Bürgergesellschaft, Polen ist nicht verloren, so lange wir diese Ziele haben und nicht aus den Augen verlieren.

Dodatek od Redakcji czyli pod-tekst poetycki:

Łuksz Szopa, (ur. w 1973 r. w Tychach) – poeta, prozaik, tłumacz, założyciel ukazującego się w Sarajewie pisma literackiego Album oraz ukazującego się w Mostarze pisma literackiego Kolaps. Jest redaktorem działu literatury chorwackiej w piśmie Pobocza. W latach 1997-1999 przebywał w Bośni-Hercegownie. Mieszka w Berlinie i Włosieniu. Wydał tomy wierszy: Roadmovie (2000), Film (2001, wspólnie z Mehmedem Begiciem) oraz zbiór opowiadań Kawa w samo poludnie. Opowiadania bośniackie (FORMA 2009).

 Kawa w samo południe to zbiór dziesięciu opowiadań, w których Łukasz Szopa opisuje życie w Bośni-Hercegowinie bezpośrednio po zakończeniu bratobójczej wojny, w latach 1992-1995. Autor, który był naocznym świadkiem tamtych wydarzeń, nie koncentruje się jednak na faktach, czy refleksjach polityczno-historycznych; w formie przypominającej zapisy z dziennika, przedstawia raczej atmosferę panującą w tamtym czasie, w którym mimo pokoju, nadal występowało realne zagrożenie rozpalenia tlących się nacjonalizmów. Okres ten Łukasz Szopa ukazuje jako czas zaskakującej swobody i luzu – czas, w którym odbywa się szalony taniec pod mieczem Damoklesa. Jego uczestnikami są bośniaccy i zagraniczni poeci, artyści, aktywiści pokojowi, pracownicy misji humanitarnych, globtroterzy oraz zwyczajni obywatele pokiereszowanego kraju. To właśnie ich doświadczenia i towarzyszące im emocje, są osnową poszczególnych opowiadań. Wskutek zastosowanej przez autora chronologii i ponownego przywoływania pewnych postaci oraz wątków, opowiadania te układają się w spójną opowieść o tworzeniu nowego życia, obserwowanego przez “snajperów”, ukrytych w ruinach odbudowywanej rzeczywistości.
X
KAWA
X
Kubek
trzy łyżki kawy Jacobs
dwie śmietanki Completa
dwie i pół cukru
zalać gorącą wodą
pomieszać
kawa mój
narkotyk
rkotyk
kotyk
tyk
tyk
tyk
nar
tyk
tyk
narkotyk
tyk.

Metropolinnen zwischen Rassismus und Küche

Aśka & Reńka

UNSER AUSLANDSMANN

REŃKA: Weil das war so:

AŚKA: Reńka fällt ins Haus verzwitschert wie der Kanarienvogel im Frühling.

REŃKA: Du Aśka, hock dich hin, sonst der Kiefer fällt dir gleich bis zum Knie, weil ich hab getroffen, normal, meine zweite Hälfte, einen echten Typen, auf maximal, aus 1001 Nacht, und dazu noch fliegt er mit Flugzeugen, und wenn mir die Füsse wehtun, auf den Händen trägt er mich.

REŃKA: Aber Aśka sitzt in diesem unserem Schrank in der Wand,

AŚKA: die Decke über dem Kopf,

REŃKA: und an meinem Glück partizipiert sie nicht.

AŚKA: Du Reńka, weil mich hat so eine Lust überfallen, in diesem Fernseher was anzugucken und wir haben doch keinen, also sofort ging ich in diese U-bahn, weil die haben da welche, und in jedem Waggon sogar zwei. Und da: dieser Sarrazzin, von dieser ihrer Bank, und der, normal, hat ein Buch geschrieben: DASS DER EINWANDERER DEUTSCHLAND DUMM MACHT. Also greif ich zu einem alten Spiegel,

REŃKA: – diesem ihren Nachrichten-Magazin –

AŚKA: den ein Deutscher liegen liess, um mein Bildungsniveau zu heben, gegen diesen Sarrazin. Und Reńka, weißt du, was da geschreiben steht? Die haben diesen Schädel gefunden, den von diesem Hitler.

REŃKA: Den, wo die ganzen KGBs, CIAs und STASIs suchen schon seit dem Krieg? AŚKA: Du wirst schon sehen, jetzt nehmen die diese DNA, klonen diesen Hitler, und wieder wird es diesen Nazismus geben, und dann weißt du, was wir machen können, normal, emigrieren auf die Antarktis zu den Pinguins.

REŃKA: Aśka, dich hats zerkloppt, aber wie: auf die Antarktis fahre ich nicht, weil ich in diesem deutschen Land bezahle die GASAG, und billig ist das nicht. Und dazu hab ich jetzt wichtigeres, weil ich bin doch verknallt wie der Specht.

AŚKA: Reńka, begreif doch – hast du vergessen, wer ich bin? Ich bin doch diese Jüdin und mit meinem Look, wenn es nicht verboten wäre, hätte ich garantiert die Hauptrolle in Jud Süss. Und dazu noch mein unehelicher Mann, den ich hab lieb von hier bis zum Kosmos, der ist doch so schwarz wie meine Haare und wie die sternlose Nacht. Und damit er nicht ins Maul kriegt, schläft er doch jetzt schon mit einem Stock, der immer mich in den Rücken drückt. Wenn er hört, dass die diesen Hitler restaurieren, gehen wir gar nicht mehr raus aus dem Haus.

REŃKA: Aśka, wieder machst du aus dem Löffel einen Elefanten, du überschätzt die plastische Chirurgie: als sie das Schaf Dolly geklont haben, ist die ihnen gleich krepiert. Aber Aśka heult wie das Maultier:

AŚKA: Reńka, du kapierst gar nichts, auf den ersten Augenwurf sieht man schon, dass mein Freund kein Spross ist von den Wickingern. Und sogar, wenn ihm die deutsche Eisenbahn einen Gratis-Fahrschein spendiert, nach Dresden fährt er im Leben nicht. Da muß er ja durch die Kanäle gehen, weil die da jetzt doch laufen diesen ihren nazistischen Trauermarsch, und das wo?

REŃKA: auf dem jüdischen Umschlag-Platz, wo sie die Juden versammelten, um sie zu verschicken, direkt ins KZ.

AŚKA: Und sogar auf Facebook kannst du schon diesen Hitler zu deinen Freunden hinzufügen. Der hat da schon 2802 Fans und ein Profil. Und Reńka wird weiss wie das unbenutzte Kleenex vor Angst:

REŃKA: Du Aśka, guck was du sagst, weil doch dieser mein geliebter Prinz, statt zu Mekka zu beten, rasiert er sich drei Mal am Tag das Kinn, sonst denken alle sofort „Taliban.“ Der ist doch ein 100%-er Perser, direkt aus Teheran und mit der germanischen Rasse hat er soviel zu schaffen, wie der Putzlappen mit deiner Hand.

AŚKA: Und jetzt kommt dieser ihr Hitler wieder und dazu noch dieser Sarrazzin, und der hat doch auch schon geschrieben, dass ich irgend so ein Gen habe, weil ich doch Jüdin bin.

REŃKA: Oh Aśka, für uns gibt es kein Leben mehr in diesem deutschen Land.

AŚKA: Und Reńka ins Geheul, aber wie, unmittelbar.

REŃKA: Und Aśka verstopft es und durch den gepressten Hals sagt sie, und eine Stimme hat sie, als sässe sie schon in diesem Güterzug von der Deutschen Bahn.

AŚKA: Komm Reńka, wir gehen aus, heute abend nach Neukölln, da sind immer viele Ausländer, in der Gruppe ist man munter.

REŃKA: Und da: Fete volle Pulle,

AŚKA: bäuchige Roma-Männer blasen in die Trompeten,

REŃKA: wie damals in Jericho, der Wodka fliesst aus Springbrunnen

AŚKA: und alle tanzen wie auf der türkischen Hochzeit.

REŃKA: Und natürlich was?

AŚKA: Die einzige Deutsche von der Fete,

REŃKA: so ein eingenähtes Modell,

AŚKA: driftet zu uns,

REŃKA: in diesen ihren High-Heels,

AŚKA: dass Reńka nicht einen Schritt damit macht,

REŃKA: und Aśka tut selbst vom Gucken schon weh der Rücken.

AŚKA: Und die heult uns die Brüste voll,

REŃKA: weil doch diese Schwarze Sarah gewonnen hat in diesem ihrem Next-Model-Programm, und weil sowas wird jetzt tip-top-trend, und nur solche Sarahs haben jetzt Aussichten auf die Karriere, und das ist doch eine Schande für die BundesRepublik.

AŚKA: Und wir schleichen raus, eine Miene haben wir,

REŃKA: als hätte uns eine Taube auf den Kopf geschissen.

AŚKA: Komm Reńka, wir fahren via Ostbahnhof, direkt zurück nach Polen.

REŃKA: Dich hats wohl zerschossen, sind wir wie dieser ihr Heidegger, der seine Hannah im tiefsten Nazismus zurück lässt und selber nach Amerika fährt?

AŚKA: Reńka, wir sind doch keine Kanaillen. Unsere Typen nehmen wir doch mit.

REŃKA: Aha. Nach Polen willst du, wo dort doch regiert dieses katholische Radio,

AŚKA: das Mutter Maria heisst, mit seinen alten Weibern,

REŃKA: diesen Renterinnen, wo ihr Erkennungszeichen sind die Baskenmützen aus Mohär, und 15mal am Tag beten sie, nicht vor einem Altar, nein zu diesem Radio, das schimpft, dass sogar Donald Duck ist ein Jude und Satanist. Und wenn die uns da aufspüren, mit unseren geliebten Exoten, spucken die über die linke Schulter, du avancierst gleich zur Afro-Dirne und als 7. Frau vom Maharadscha beschimpfen die mich. Und du wirst dich noch freuen, wenn die auf uns schmeissen mit einem verwesten Ei und nicht mit einem Pflasterstein.

AŚKA: Und wir schleppen uns in diese U-Bahn,

REŃKA: die Diskriminierung schielt auf uns aus jeder Ecke,

AŚKA: die Leber verfault uns davon.

REŃKA: Und in der U-Bahn, Sodom und Gomorrah,

AŚKA: dicht, dass du nicht eine Nadel reinsteckst,

REŃKA: normal, Paradies für Frottierer, und Onanierer,

AŚKA: wie zur Rush-hour in Tokyo,

REŃKA: Mensch an Mensch:

AŚKA: aus dem Orient,

REŃKA: Ex-Jugoslavien,

AŚKA: Afrika, Istanbul

REŃKA: und sogar aus Fidel-Castros Kuba-Land. Und ist hier ein Deutscher, versteckt er sich gut.

AŚKA: Und Reńka weiss sofort Bescheid, weil die kennt sich doch aus.

REŃKA: Siehst du, Aśka, diese Politiker in dem deutschen Lande, die sind so pc, und locken uns alle her, küssen Füsschen und Händchen am Anfang, um zu schlagen dieses ihr politisches Kapital und vor allem vor diesen Wahlen, und dann selbst dieser Sarrazzin von dieser sozialen Partei, der sagt dass alle Anhänger von Mohammed in diesem Deutschen Lande kleine Kopftuchmädchen produzieren und schmarotzen nur auf diesem Staat.

REŃKA: Und auf einmal auf Aśka fällt die Offenbarung.

AŚKA: Reńka, heiliges Recht hat er, wir machen’s einfach, wie er sagt. Ab sofort bepflanze ich ganz Deutschland mit kleinen beschnittenen Schokobabys, und du nimm dich an die Arbeit und zacki-zacki, produziere wie am Laufband, kleine islamische Prinzessinen, normal, zwei volle Fussballmannschaften.

REŃKA: In ganz Deutschland soll es werden wie bei diesem UnoTreff.

REŃKA UND AŚKA:

UND SO HABEN REŃKA UND AŚKA DEM SARAZZIN SEIN
POLITISCHES KONZEPT GEKLAUT.

Metropolinnen zwischen Klamottenladen und Küche

Aśka & Reńka

UNSER WEIB

REŃKA: Weil das war so.

AŚKA: Reńka kommt nach Hause

REŃKA: und mit sofortiger Wirkung flieg ich zu Aśka,

AŚKA: die Miene lacht ihr und Reńka holt raus aus einer Schachtel

REŃKA: ein Paar wunderschöne Schühchen,

AŚKA: das Modell Sandaletten, auch Schraubstöcke für die Zehen genannt.

REŃKA: Aber Aśka sitzt in ihrem Sudelbett, in diesem ihren T-Shirt, mit Fleck und Loch direkt auf dem Bauch, und klopft wie bekloppt an sich rum: die Wange, das Kinn, die Stirn und die Nase noch dazu.

AŚKA: Reńka, ich lebe jetzt nach dieser neuen Klopfakupressur – nach der Technik der Emotionalen Freiheit. Weil ich bin doch Polin

REŃKA: und für unsere Freiheit und Unabhängigkeit sind wir doch bekannt.

AŚKA: Und die in diesem deutschen Land bombardieren uns jeden Tag mit diesen Frauen, wo die fressen zwei Äpfel am Tag,

REŃKA: und aussehen, wie Skelette extra dafür gezüchtet um auf diesen Laufstegen zu spazieren.

AŚKA: Und dazu noch haben die Kinder und diese Karriere,

REŃKA: wie diese ihre Heidi, dieses Deutschland-Superweib.

AŚKA: Und jetzt denke ich, wenn ich nicht so bin, bin ich weiblicher Abfall. Aber Reńka zwängt sich in ihre neuen Schuhe, und in dieses ihre Blümchenkleid, wie ausgeschnitten aus dem polnischen Folklore-Verein.

REŃKA: Aśka, geh nach dem polnischen Frauenideal, sogar im Kommunismus, wenn es in den Läden nichts gab – haben wir uns Blümchenkleider genäht – und zwar aus der Gardine die am Küchenfenster hang. Alles was du brauchst, ist ein geblümtes Kleid, und Schühchen, wie ich sie hab, und gleich wirst du dich lieben und akzeptieren, wie wir in der Heimat, als die hochwertigste Frau.

AŚKA: Und schon fahren wir mit diesen Fahrrädern, aber leicht, so langsam, um uns nicht müde zu fahren,

REŃKA: zu diesem Klamottenladen, diesem Markt der Eitelkeit.

AŚKA: Kaum drinnen, Reńka grast zwischen diesen Regalen und Kleiderständern,

REŃKA: und Aśka steht in der Ecke wie zur Strafe, und beobachtet ein Weib:

AŚKA: eine Deutschland-Mutter, komplett ausgestattet mit Babykram, schwanger und noch mit einem Kind auf dem Arm.

REŃKA: Und Aśka klopft sich mit Anteilnahme unter der Brust, und flüstert:

AŚKA: Ich muß mich gut durch klopfen, daß ich mich akzeptiere, daß ich in meinem Alter noch nicht schwanger war.
Aber Reńka wirft sich zu mir, der Arm von dem Kleiderhaufen fällt ihr fast ab:

REŃKA: Marsch, in die Kabine, guck die nicht an. Die packt die Mamilla raus und säugt mitten in der Öffentlichkeit. Würde das eine polnische Mutter machen? Nimmer und nie! Wo ist der Sinn für Anständigkeit? Und außerdem, Aśka, die Typen in diesem deutschen Lande zwingen diese Deutschlandfrauen zu dieser Schwangerheit, damit sie sich sicher fühlen weil so schnell kannst du nicht weglaufen, wenn du ein Kind im Bauch hast und das zweite am Arm.

AŚKA: Auf einmal aus der Kabine kommt die Kudamm-Hyäne, ein Kleiderbügel, dünn, ausgetrocknet, die Titten wie Ballons, garantiert dazu gemacht.

REŃKA: Aśka fängt an sich die Fingerspitzen abzuklopfen.

AŚKA: Reńka, ich hab Angst, wenn ich mich nicht klopfe, dann will ich auch so sein, wie die Deutschlandfrauen, die haben die Brille von einem Projektanten von diesen ihren Accessoires

REŃKA: und ein Paar Socken, das dazu paßt.

AŚKA: Aber Reńka flüstert, damit die Hyäne sie nicht hören kann:

REŃKA: Das ist nicht so ein Himmel, wie man denken kann – die hat n Typ, ist in einer Ehe, und das ist ein Druck, weil die liebt den nicht, und muß den immer begütigen, damit er ihr gibt, für die ganzen Accessoires. Und du willst doch unabhängig sein, wie das polnische Frauenideal?

AŚKA: Und Reńka fischt raus, aus dem Textilienberg, ein Kleid,

REŃKA: Wunder-Honig: mit Mohnblumen auf grünem Material,

AŚKA: wie eine Wiese in der masowischen Landschaft.

REŃKA: Los, zieh das an. Aber Aśka hört nicht zu, starrt durch das Schaufenster, weil da, auf der Strasse, schmiert ein Weib,

AŚKA: normal eine Businesswoman, auf Maximal, direkt aus dem Potsdamerplatz, gut erhalten, gepflegt, mit Aktentasche und Kostümchen in Mäuse-grau, in Stöckelschuhen, und stolpert nicht ein halbes Mal,

REŃKA: und Aśka fängt an sich zu klopfen. Aśka, hör auf, du weißt es noch nicht, aber du willst nicht so sein! Schau die doch an – die ist uniformiert, wie eine Soldateneinheit, die hat kein Eigenstil und keinen Sinn für wahre Weiblichkeit. Weil nämlich, Aśka, diese Deutschland-Manager in diesem post-industriellen Deutschland-Staat, zwingen diese Frauen in diese Uniform, und das, weil sie Angst haben, daß die Deutschlandfrau ist im Vormarsch, und sagen ihr ständig diese Komplimente, daß sie hat in diesen hohen Stöckelschuhen Waden wie ein Stossgebet, aber in Wirklichkeit wollen die doch, daß ihr die Knochen kaputtgehen, damit sie nicht mehr konkurrieren kann.

AŚKA: Und Reńka pellt mich aus meinem T-Shirt raus,

REŃKA: Aśka läßt geschehen, weil sie glotzt wie verzaubert, und klopft sich nicht mehr einmal, weil in der Tür steht ein Weib,

AŚKA: aber was für eins: im Holzfäller-Stil, Haare auf Igel, ¾-Wattjacke, Null Maquillage,

REŃKA: und ausgeleiertes T-Shirt, Modell Unisex, um nicht eine Kurve zu zeigen aus Versehen.

AŚKA: Reńka, guck, das ist eine polnische Seele, das ist das Ideal der Unabhängigkeit – die schämt sich nicht, die ist doch ein Wunder der Selbstakzeptanz.

REŃKA: Aha, polnische Seele – so ziehe ich mich nicht mal an, wenn ich in den Keller geh.

AŚKA: Und Reńka zwängt mich in das Blumenkleid. .

REŃKA: Aśka, in diesem neuen Kleid siehst du aus wie der polnische Frühling – ich höre die Musik von Chopin, fühlst du dich jetzt wie diese hochwertige Frau?

AŚKA: Guck, die Wattjackenfrau, die schaut mich an, und zwar mit Mitleid.

REŃKA: Aśka, die hat unter ihrer Wattjacke einen Taillenmangel, die würde sich auch hübsch anziehen, nur daß sie keine Konditionen hat. Und noch arbeitet sie diese ihre Ideologie dazu, als wäre sie so befreit, aber in Wirklichkeit, Aśka: so aussehen wie du in diesem Kleid, romantisch, wie die polnische Wiese, das will doch jede Frau!
Aber Aśka, stolz, mit ihrem T-Shirt

AŚKA: mit dem Loch und dem Fleck am Bauch,

REŃKA: schießt aus dem Laden raus.

AŚKA: Und Reńka schmiert hinter mir her,

REŃKA: mit demolierter Miene,

AŚKA: hinkend wie ein angeschossener Hund,

REŃKA: weil mein Fuß in dem neuen Schühchen schwimmt, wie im roten Meer, im Blut.

AŚKA: Reńka, deine Hacke, abgewetzt, bis zum Knochen, bis zum Fleisch, bis zur Sehne. Du solltest dich auch klopfen, und zwar in die Mitte deines Kopfes. Du machst ein Krüppel aus dir und das im Namen des polnischen Frauenideals?

REŃKA: Und Aśka schmiert in den nächsten Haushaltswaren-Shop, kommt raus, und normal,

AŚKA: ziehe ich Reńka an:

REŃKA: Latschen a la deutsche Oma,

AŚKA: gesund, grob geschnitten und aus Flausch. Und auf einmal Reńka fühlt, daß ihre Füße, haben es geräumig und haben so viel Luft, normal, als ob sie fliegt.

REŃKA: Aśka, ich hab schon ganz vergessen, wie es ist, auf den eigenen Füssen zu gehen.

AŚKA: Und Reńka, erleichtert,

REŃKA: weil von den Schraubstöcken endlich befreit,

AŚKA: mit erhobenem Haupt, geht sie durch die Strasse der Eitelkeit.

REŃKA & AŚKA:
UND SO HAT AŚKA REŃKA BEIGEBRACHT, SICH SELBST ZU AKZEPTIEREN, ALS UNABHÄNGIGE FRAU.

Metropolinnen zwischen Streit und Küche

Aśka & Reńka

askarenka
UNSER HELMUT

AŚKA: Weil das war so:

REŃKA: Aśka, kommt zurück, aus der Heimat, beladen mit echter Wurst mit Knoblauch und sauren Gurken, aufgewühlt wie die Ostsee im Sturm, und schon ab der Schwelle schreit sie:

AŚKA: Es wird keine Freundschaft zwischen unseren Völkern geben, nimmer und nie in der Welt! In dem Eurocity-Warszawa-Berlin-Express, an der Grenze, als die deutschen Zollbeamten kamen, normal, der Frost ist mir über die Knochen gegangen, weil ein Gemurmel ging durch den Zug, und alle Polen, die nach Berlin schmieren, flüsterten: „Gestapo, Gestapo.“

REŃKA: Aśka, mach keine Mistgabel aus einer Nadel.

AŚKA: Und auf dem Hauptbahnhof – dieses Poster, gross wie ein 3-Stock-Werk-Haus, und was steht drauf?

REŃKA: „Entdecke Polen, Polen ist nicht so wie du denkst“.

AŚKA: Reńka, das impliziert doch, dass jeder schlecht von Polen denkt, als wäre Polen ein komplettes Arsch und normal die dritte Welt. Und noch schlimmer, eine Deutsche hat zu mir gesagt: „Oh, Sie sind Polin, hätte ich nicht gedacht“ – und die dachte noch das ist ein Kompliment.“

REŃKA: Du Aśka, brüll nicht wie der Hund, wo sie ihm auf den Schwanz getreten sind, sonst hört noch dieser Helmut, was du über ihn sagst.

AŚKA: Dieser patentierte Deutsche, Baujahr 1933?

REŃKA: Genau, dieser unser Quasi-Nachbar aus der vierten Etage, ist unter uns gezogen, weil er nicht mehr soviel Treppen laufen kann.

REŃKA: Und Aśka überkommt die unbenannte, unbestimmte Angst.

AŚKA: Reńka, der ist doch ein Periskop und Seismograph. Wenn der wohnt direkt unter uns, kommt er ständig in unsere Bude, macht seinen privaten Blitzkrieg und schreit, dass wir trampeln, und polnisch reden, und das ist laut und überhaupt emotional, der ist doch wie diese Erika Steinbach – im Kleinformat.

REŃKA: Und Aśka greift zu einer Aldi-Tüte.

AŚKA: Reńka, hier, pack deine Kippen und unsere Katze – wir ziehen aus.

REŃKA: Aldi-Tüten zum Packen? Bin ich ein Penner?

AŚKA: Nicht Penner, aber Polin und nicht gerade up-to-date: die nennen hier die Alditüten „Polenkoffer“ – das ist doch allgemein bekannt. Los, beweg dich, worauf wartest du, auf Applaus?

REŃKA: Und Aśka schaufelt in ihre Alditüte alles was sie schafft:

AŚKA: drei Lockenwickler,

REŃKA: ihre Trockenhaube

AŚKA: weil die noch neu ist,

REŃKA: den Elefanten,

AŚKA: mit dem Rüssel nach oben, zuständig für Glück

REŃKA: den Espresso-Café

AŚKA: für teures Geld,

REŃKA: den Computer von dem sie sich nie trennt,

AŚKA: und zwei rosane Decken für das Ambiente.

REŃKA: Dich hat wohl in Polen ein Braunbär überfallen, der einzige der da noch lebt – wo sollen wir wohnen? Unter der Oder-Neisse-Brücke?

REŃKA: Aber Aśka rennt wie eine Ameise durch unsere Küche und die dritte Alditüte hat sie schon vollgepackt.

AŚKA: Aber Reńka hat vor nichts Angst,

REŃKA: und garantiert nicht vor so einem Helmut,

AŚKA: und damit Helmut es hört, lacht und trampelt sie wie das Militär. Reńka, hör auf zu gehen, und überhaupt zu atmen, sonst sagt Helmut, dass du ihm die Ruhe klaust, weil wir klauen doch alles, so hat es ihnen beigebracht dieser ihr Harald in diesem ihren Programm um Mitternacht:

REŃKA: „Willst du nach Polen fahren, dein Auto ist schon da.“ – Ha, ha, ha. Aśka, im Geiste dieses unseres polnischen Katholizismus: wir vergeben ihnen. Weil wir haben einen spezifischen Sinn für Gerechtigkeit: wenn wer hat, warum hab nicht auch ich? Darum haben wir den Deutschland-Protzwagen mitgehen lassen – was sollten wir machen, wenn wir waren arm.

AŚKA: Und auf einmal ein Geräusch,

REŃKA: dass Aśka vor Schreck ihre Polenkoffer fallen lässt,

AŚKA: wir gucken durch das Fenster – und da:

REŃKA: Helmut bis zum Gürtel in der Mülltonne

AŚKA: trampelt rum, auf diesem Müll, dass die Funken springen,

REŃKA: normal, wie ein Rumpelstielzchen.

AŚKA: Reńka, guck diesen Helmut an, er stampft den Müll zusammen und hofft, wenn er fleissig stampft, passt mehr rein und die Betriebskosten sinken. Wenn ein Pole sieht diesen Helmut-Geiz, bekommt er Kieferndruck.

REŃKA: Aśka, lieber du fühl dich ein, in diese seine Situation, weil normal diese Alliierten, haben ihm alles weggenommen, damit er nicht wieder Waffen machen kann, und jede Mark vier Mal von allen Seiten hat er angeguckt, bevor er sie ausgegeben hat. So hat er eben diese Geizsucht bekommen. Aber Aśka stopft Reńka die polnische Knoblauchwurst in den Mund, damit sie sich verstopft und endlich schweigt.

AŚKA: Das war doch seine eigene Schuld, nicht wir haben die Helmuts, sondern die Helmuts haben uns überfallen. Aber Reńka ist heute ganz pc und pädagogisch.

REŃKA: Aśka, du leidest an der Verstopfung nach diesem Krieg, aber ich jetzt, normal, werde die erste Ehrenpatronin der deutsch-polnischen Freundschaft, und verkünde die neue zwischen-nationale Amnesie.

AŚKA: Terefere und blablabla, dein Bewusstsein spaltet sich dir, weil selber sagst du: „Rede nicht deutsch in der Küche und nicht wenn ich koche, weil mir die Suppe verdirbt.“

REŃKA: Du sagst es, Aśka, hier ist das Schwein begraben, weil wir den Hass auf die Deutschen in die Wiege gelegt bekommen haben, aber mit gutem Beispiel schreite ich voran und den Helmut gleich begütige ich: ich bringe ihm die polnischen Gurken und Wurst und Wodka noch dazu und auf gute Nachbarschaftsbeziehungen werde ich mit ihm trinken bis wir beide unter den Tisch fallen, ganz nach polnischer Art! Aber Aśka nimmt die Wurst und die Gurken und versteckt sie in ihrem Bett, unter ihrer Bettdecke, und setzt sich obendrauf.

AŚKA: Nichts gibst du dem. Du weißt doch, wie die polnischen Weiber an der Grenze sagen: die Helmuts sind gekommen, wieder fressen sie uns alles leer. Heile endlich diese Krankheit der polnischen Seele, diese deine Gastfreundschaft!

REŃKA: Aber Aśka, wenn du ihn genau anschaust, diesen Helmut, von einem Polen unterscheidet er sich nicht, sogar den Schnurrbart hat er wie Walesa.

AŚKA: Wieso nimmst du den in Schutz, hat es dich verdreht oder was? Da wird Reńka ganz blass, weil sie alles kann, nur lügen kann sie nicht. Sie krabbelt unter den Tisch, und mit einem schwachen Stimmchen, wie der Vogel, der aus seinem Nest gefallen ist, flüstert sie:

REŃKA: Weil Aśka, eine deutsche Leiche in meinem polnischen Keller habe ich. Weil ich stamme doch aus Posen, und das war eine deutsche Stadt, und mein eigener privater Opa, mein Dziadzia, der wie ein Pflaster für meine Seele war, der war doch ein patentierter Deutscher. Und Aśka sieht aus, als träfe sie ein Schlag.

AŚKA: Dein Opa ein Helmut? Du, meine Reńka, die Slavin in Persona, bist eine Deutsche? Hätte ich nie gedacht.

REŃKA: Ja, Aśka, die Deutschheit habe ich mit der Milch meiner Mutter gesaugt. Und Aśka bekommt eine emotionale Überflutung.

AŚKA: Aber Reńka, wenn du auch ein Helmut bist, dann hat sich doch alles schon vermischt, und dann an dieser deiner zwischennationalen Amnesie beteilige ich mich.

REŃKA: Und Aśka holt aus ihrem Bett die Wurst, packt sie sogar auf einen Teller, und sie fliegt, normal, Richtung Tür, wie ein Torpedo, zu Helmut.

REŃKA UND AŚKA:

UND SO HAT REŃKA AŚKA WEICHGEKLOPFT UND SIE MIT
DEN HELMUTS VERSÖHNT.

Metropolinnen zwischen Aldi und Küche

Aśka & Reńka

UNSER FLEISCH

REŃKA: Weil das war so:

AŚKA: Reńka steht den ganzen Vormittag und den halben Nachmittag in unserer psychodelischen Küche und klopft diese unsere polnischen Buletten aus Fleisch,

REŃKA: Die, die man in meinem Dorf nur für Sonntag macht, na die ganz weichen, die Aśka von der ganzen Welt am meisten mag. Und Aśka fällt ins Haus und schon von der Schwelle reisst sie, wie ne alte Unterhose, das Maul auf.

AŚKA: Reńka, weil ich will jetzt so leben wie die von diesem Kudamm, die mit den Kamelhaarmänteln und dem Teint wie Hochglanzpapier, na die, die jeden Nachmittag sitzen vor diesem Kempinski-Hotel und trinken diesen Bio-Saft, und jeden Tag essen die in diesem Butter-Lindner für diese Feinschmecker. Normal, drei Stunden lang hab ich die observiert, und davon habe ich jetzt Hunger!

REŃKA: Na, Aśka, das ist doch Honig auf mein Herz, weil grad hab ich hier doch gebraten, wie du es am liebsten magst!

AŚKA: Reńka, du hast Läuse auf den Lungen, oder von der Hitze beim Herd ist dein Gehirn geschrumpft, ab heute kannst du selber essen dieses Fleisch aus dem Aldi. Das ist doch vollgepumpt mit diesen ihren Antibiotika und Schlaftabletten, weil aus normalen Tieren ist das nicht. Würmer kriegt man davon!
Und Reńka beleidigt sich tödlich.

REŃKA: Wie du willst Aśka, friss doch nur Grünzeug, Gemüse, und Unkraut noch dazu, wie die Kaninchen auf der Wiese.

AŚKA: Aber Reńka. Ab jetzt gehen wir doch nur noch in diesen normalen Laden!
In diesen echten, mit diesem echten Fleisch, wo es keine Würmer hat und von alleine vor uns nicht wegläuft!

REŃKA: Aśka, dich hats schon total verbogen oder hast du im Lotto gewonnen und versteckst es vor mir. Dieses „echte“ Fleisch ist so kostbar – das ist doch aus Gold und mit Diamanten besetzt – und du denkst, wenn wir gehen in diesen Laden, geben die uns dieses Fleisch umsonst, oder was? Und daraufhin Aśka ins Geheul,

AŚKA: und Reńka schneidet sich das Herz in hundert Stücke.

REŃKA: Aśka komm, flenne nicht wie dieser unser undichter Wasserhahn.

AŚKA: Weil du kapierst doch nicht. Wenn wir diese ihre Lebensqualität nicht haben, dann sind wir doch zurückgeblieben, und in diesen 90% wo die arm sind und nicht in den 10%, dieser Gewinner, wo die diese obere Fettschicht sind. Und auch wenn wir getroffen haben wie das blinde Huhn das Korn und wohnen

REŃKA: einen Mützenwurf von diesem ihren Kudamm –

AŚKA: wenn wir nicht in diesen echten Läden kaufen, normal, gehören wir nicht dazu. Und du wirst sehen, vielleicht schon in drei Monaten, schmeissen sie uns aus der Bude raus, damit der Reichtum hier einziehen kann, weil so ein Gesetz hat sich diese ihre schwarz-gelbe Regierung ausgedacht. „Gentrifizierung“ nennen die das. Und Reńka zum Trost:

REŃKA: Aśka, komm, ich weiss was. Wenn wir schon haben keine Aussicht auf dieses ihr Fleischstück, geben wir uns wenigstens ein Theaterstück. Wir sind doch nicht zurückgeblieben sondern total kulturell. Wenn schon nicht materiell, geistig können wir mithalten.

AŚKA: Und wenn die sehen, dass wir in dieses Theater gehen, dann denken die, wir gehören dazu!

REŃKA: Genau, Aśka, wir wohnen doch gegenüber von diesem Theater auf diesem ihren Luxus-Kudamm, da haben wirs nicht weit, die Beine fallen uns nicht aus.

AŚKA: Reńka, Du hast einen Schädel für das Titelblatt! Wir haben doch diese gefälschten studentischen Dokumente, damit lassen die uns rein für wenig Geld!

REŃKA: Und weil wir jetzt gehen unter die Menschen, und da zieht man sich doch an, geht Aśka, mit Tip-Top, als hätte sie Angst, dass er sie beisst, zu diesem unseren Schrank in der Wand.

AŚKA: Schwanz, nichts mit Theater! Wir können nirgendwo hin, weil sag du mir Reńka, aber frag deine Seele ernsthaft davor, was soll ich anziehen für diese kulturelle Angelegenheit? Der lacht mich doch aus, der Schrank, dass es zu hören ist, bis nach Warschau.

REŃKA: Aber Aśka, wir wohnen doch in diesem deutschen Land, und hier die Hälfte wird kommen in diesen ausgesessenen Jeans und die andere Hälfte wie die Buchhalterin auf ihren ersten Ball. Los, zieh schon an deine gefakten Perlen aus dem Ein-Euro-shop, und du wirst sehen, sowieso werden die denken, dass du aussiehst, einfach „France-Elegance“, normal, wie aus dem Journal.

AŚKA: Und endlich sitzen wir in diesem Theater und natürlich in der ersten Reihe, weil wir müssen alles ganz genau sehen,

REŃKA: weil wir sind doch diese Generation von diesem Fernseher.

AŚKA: Und beide gucken wir wie die Kühe auf das Scheunentor.

REŃKA: Weil diese ihre Schauspieler die haben es ja doof, weil die ihnen befehlen, ein halbes Theaterstück lang, zu Onanieren auf der Bühne, ganz in der Öffentlichkeit,

AŚKA: und dazu noch labern sie diese ihre Theatersprache – immer auf fäkal oder koital.

REŃKA: Und brüllen

AŚKA: als hätten wir denen was Schlimmes getan.

REŃKA: Und Aśka flüstert:

AŚKA: Reńka, ich kapiere gar nichts, von diesem ihren Stück. Und vielleicht ist kein Platz für mich in diesem ihrem Land, und nie werd ich zu der Fettschicht gehören, nicht materiell, und schon gar nicht kulturell.

REŃKA: Nein, Aśka, das ist doch nicht wahr, du hast mehr im Kopf als diese ihre Fettschicht, weil die denken, wenn man schon ist in diesem Theater, muss man sich langweilen, auf maximal, und ein winziges Stück Unterhaltung wäre schon eine Schande und Verbrechen obendrauf.

AŚKA: Und endlich ist es zu Ende, und das ganze wohlernährte Publikum, klatscht los. Und nur wir zwei gucken wie der Hartz-IV-Empfänger vor Butter-Lindner.

REŃKA: Die klatschen nur, weil sie denken, dass es sich gehört, und es muss so sein. Weil die haben Schiss, dass jemand sieht, dass sie nichts kapieren, und noch dazu haben sie dafür bezahlt.

AŚKA: Und wir schleppen uns nach Hause, in diese unsere psychodelische Küche, und Reńka macht sich sofort an diese ihre polnischen Buletten ran, und mit vollem Mund verkündet sie:

REŃKA: Aśka, eins sag ich dir: wenn DAS diese deine Qualität ist, und eine hohe Kultur da steige ich aus – in dieses Theater, da zerrst du mich nicht mal mit einem Ochsen, auch wenn die uns unsere Bude wegnehmen wegen dieser Gentrifizierung, da geh ich nie wieder hin. Da bleibe ich lieber in diesen 90%, und mit dieser deiner Fettschicht bleib mir von dem Leib.
Und Aśka guckt und sieht,

AŚKA: das Fleisch zwinkert mich an, na, normal, diese Fettaugen auf diesen Bouletten, die zwinkern mir zu, wie beim Speed-Dating die alte Jungfrau.

REŃKA: Und Aśka hält es nicht aus, stopft sich eine Bulette rein, und auf einmal lächelt sie von Ohr zu Ohr.

AŚKA: Reńka, wenn du was sagst, lügst du nicht. DAS ist doch die grösste Qualität auf der ganzen Welt, diese unsere polnischen Buletten, so wie du die machst. Und wenn ich schon zu dieser Fettschicht nicht gehören kann, wenigstens ess ich die auf.

REŃKA: Und so hat Reńka Aśka beibgebracht:

REŃKA UND AŚKA:

WENN MAN NICHT HAT, WAS MAN MAG, MAG MAN HALT
DAS, WAS MAN HAT.

Metropolinnen zwischen Bett und Küche

Aśka & Reńka

UNSER DEUTSCHLANDMANN

AŚKA: Weil das ist so: Reńka hat es am blödsten und am schlechtesten aus der ganzen Welt.

REŃKA: Und Schuld daran ist: DER DEUTSCHLANDMANN.

AŚKA: Weil Reńka hat zuviel Patriotismus gefressen und denkt, sie muss so machen wie Wanda, diese polnische Prinzessin, die den Deutschen nicht wollte, und, normal, hat sie sich lieber von der Klippe runtergeworfen, als dass sie den geheiratet hat. Und Reńka trippelt, in diesem ihrem engen Rock, wo der ist die Rache der chinesischen Textilindustrie, damit die EU-Frauen gehen müssen wie die Gejschas.

REŃKA: Ich weiss schon was geht in diesem Deutschland-Mann, der hat eine Tendenz zu extremen Verhalten: Entweder will er wie ’ne wilde Pershing mich knallen, sofort im Club, noch auf den Kacheln, im Klo, und ich muss fliehen wie das Pferd in dem Western. Oder er geht an mich wie der Hund zum Igel, und aus allem macht er gleich ein Partisanenkrieg. Und wie er sich abplagt, wenn er mich einladen will zum Rendez-Vous, als würde er tragen ein Sack mit Zement.

AŚKA: Weil du ziehst dich an wie die Frau von Lukaszenko, wenn die in die Oper geht. Du siehst aus, dass normal „Näher dich ohne Messer nicht“. Und auch wenn schon ein Kamikaze-Selbstmörder würde einfach davonlaufen müssen. Weil wer will schon freiwillig, dass jemand ihm mit dem Messer in Rücken sticht?

REŃKA: Willst du, dass ich gehe, wie die Ratte zur Kanaleröffnung, wie du? Eher sollen mir die Zähne ausfallen. Oh nein, ich bin Polin – noblesse oblige. Aber Aśka hört nicht zu, sie liegt da, wie immer, den Computer auf dem Bauch, in diesen sexuellen Seiten, passion.com oder was:

AŚKA: Du, Reńka, weil hier normal, kann man sich treffen, sogar mit ei’m Paar. Und Reńka wird ganz traurig, am traurigsten auf der Welt, weil sie muss doch, um zu haben diesen Sex, bis nach Polen fahren. Weil sie ist Romantikerin und Traditionalistin, und nur in Polen ist es jedem klar, was er mit Reńka machen soll:

REŃKA: erobern, Blumen, einladen zum Rendez-vous, sich romantisch mit mir unterhalten –

AŚKA: dann kann sie haben Sex, sogar zwei Nächte und drei Tage, non-stop-kolor.

REŃKA: Weil dort alles passiert, wie es passieren soll. Weil in Polen, wenn du am Freitagabend über die Strasse gehst, musst du dich durchschlagen. Weil sie da strömen, ganze Kolonnen, mit Blumen, und manche sogar mit Plüschteddies, zum Date. Und hier – Romantismus haben die soviel, wie die Katze ausheult –

AŚKA: Und Reńka weiss, wieso das so ist.

REŃKA: Weil die gucken nie in die Sterne sondern immer nur unter die Füsse.

AŚKA: Und wenn sie schon nicht unter die Füsse gucken, glotzen sie ihr immer auf den Busen, als hätte sie auf dem Busen ein Fleck.

REŃKA: Und es ist doch seit Hunderten von Tausenden Jahren, dass der Typ einlädt, und der Deutschland-Mann, der ist ein Feigling und hat kein Mut. Und Aśka hat eine Offenbarung, weil sie hat doch immer ein Haufen Ratgeber, normal, wie andere die Bibel:

AŚKA: „DIE ANGST VOR NÄHE, BEZIEHUNGSANGST UND IHRE FOLGEN, DIE SEHNSUCHT NACH DEM STARKEN MANN“.

REŃKA: Und Aśka weiss Bescheid.

AŚKA: Weil du jetzt hier in deren Land wohnst, hast du dir das eingefangen – diese Beziehungsangst. Du, das kriegt man hier wie ’ne ansteckende Krankheit. Die hatte ich auch, und du hast das bestimmt.

REŃKA: Du glaub nicht, was die da schreiben, weil in Sibirien bei Stalin, in den Steinbrüchen, da geb ich den Kopf für hin, dass niemand das hat. Und auch in Polen – da wird einfach geheiratet – da kriegst du n Kind, nimmt man ne Wohnung auf Kredit und da liest man nicht sowas, sondern lebt. Und überhaupt in diesem deutschen Lande bin ich verloren für die Population und Demographie. Und Aśka jammert:

AŚKA: Jedem deutschen Mann müsste man eine Gebrauchsanleitung für Reńka reichen, damit`s was wird. Und Reńka schliesst sich an, an das Jammern:

REŃKA: Und überhaupt, das ist die Schuld von diesen Deutschlandfrauen, die haben so diese Männer gemacht, weil nur in Deutschland ist es so, dass die Frau zum Mann geht und sagt: Wenn du willst, will ich auch.

AŚKA: Aber weil Freitag abend ist,

REŃKA: haut sich Aśka auf den Boden vor den Spiegel, weil sie muss sofort in die Clubs, und schmiert sich, normal, dick auf zwei Finger, diese Lippen, und die Farbe wie der Po von dem Weibchen vom Pawian.

AŚKA: Und Reńka schreit zum Abgang:

REŃKA: Du Aśka, wenn Du ein Date hast, hab lieber Geld, weil du wirst noch bezahlen müssen, nicht nur für dich, sondern auch für ihn. Und die Blume kannste gleich überhaupt vergessen – die hatte schon Recht, die Wanda, die den Deutschen nicht wollte – du weißt wie die Kellner fragen in den italienischen Kneipen: Bezahlen sie normal oder auf deutsch? Und überhaupt: n Typ findet man nicht in der Diskothek – sondern in der Bibliothek!

AŚKA: Und ausgerechnet an diesem Abend

REŃKA: lernt Aśka ihren Freund kennen,

AŚKA: in einer Kneipe die „Muschi“ heisst.

REŃKA: Mutter Gottes, Jesus Christus, und Papst, du polnischer, natürlich. Die Liebe seines Lebens in der Muschi kennen zu lernen, die Aśka, die hatte immer schon Schwein.

AŚKA: Und daraus folgt:

REŃKA: Auch auf der Müllkipppe kannste deinen Zukünftigen kennenlernen. Und die blöde Wanda, die ist nicht ganz dicht unter der Kuppel! Soll die doch erblinden!