Sobota, 1 listopada 1755 roku

czyli Dzień Wszystkich Świętych. Lizbona. Trzęsienie Ziemi.

W 1755 roku dzień Wszystkich Świętych wypadał w sobotę. Wszyscy zgodnie twierdzą, że poranek tamtego listopadowego dnia był przepiękny. Rześkie powietrze, błękitne niebo i blask słońca zapowiadały, że ładna pogoda, którą przyniósł lizbończykom poprzedni miesiąc, utrzyma się i mieszkańcy będą się rozkoszować babim latem, które do dziś jest jednym z uroków jesiennej Lizbony.

Skala zniszczenia była niewyobrażalna. Tysiące ludzi zginęły straszliwą śmiercią. Było to najsilniejsze trzęsienie ziemi w Europie Zachodniej w czasach nowożytnych i miało wymiar iście apokaliptyczny.

Przytaczam tu fragmenty dwóch tekstów. Oba pożyczyłam.

Reblog / Przedruk

Tekst 1 stanowi fragment książki Barry’ego Hattona Lizbona. Królowa Mórz, która ukazała się w roku 2022 w Wydawnictwie Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Barry Hatton

Wydawnictwo UJ 2022

Mieszkańcy wspominali później, że krótko po tym, jak kościelne dzwony wybiły 9:30, rozległ się głęboki, dudniący dźwięk, który przypominał odległy grzmot. Odgłos ten poprzedzał najsilniejsze trzęsienie ziemi, jakie nawiedziło Europę Zachodnią w czasach nowożytnych. Trzy gwałtowne wstrząsy, przedzielone krótkimi przerwami, obróciły w perzynę dwie trzecie lizbońskich budynków, które zawaliły się z ogłuszającym hukiem. W głąb koryta Tagu wdarła się sześciometrowa fala tsunami, która wywracała statki i porywała z lądu ocalałych ludzi, odbierając im szansę na ratunek.
W ruinach wybuchł potężny pożar, który szalał przez sześć dni. Nocami w płonącym mieście było jasno jak w dzień. Ziemia, woda, ogień: kataklizm przypominał starotestamentowy gniew Boży. Klęska podcięła Lizbonie skrzydła po trwającym pół wieku okresie prosperity. Miasto spełniało wzniosłe ambicje, finansowane brazylijskim złotem.

Długa, powolna odbudowa miała na zawsze odmienić oblicze stolicy. Owych siedem tragicznych minut wstrząsnęło także Europą, która stanęła w obliczu ważkich pytań o intencje Boga i znaczenie nauki.

Joao Glama Ströberle, Terramoto1755

Trzęsienia ziemi nie były niczym nowym dla lizbończyków. W ciągu 400 lat stolicę nawiedziło aż 15 takich kataklizmów, a trzy z nich – w latach 1356, 1531 i 1597 – spowodowały poważne zniszczenia. Trzęsienie z 1755 roku było jednak najsilniejsze. Jego epicentrum znajdowało się pod dnem morskim, w odległości 250 kilometrów na południowy zachód od miasta. Pod wpływem ruchów płyt tektonicznych zatrzęsło się piaszczysto-żwirowe podłoże pod częścią najstarszych dzielnic Lizbony. Budynki z kamienia i drewna rozsypały się jak domki z kart. Wąskie lizbońskie uliczki, które przez stulecia nie były wytyczane według jakiegoś odgórnego, przemyślanego planu, ale rozrastały się bez ładu i składu, zależnie od potrzeb i możliwości, zamieniły się w śmiertelne pułapki.

Skala zniszczenia była niewyobrażalna. Tysiące ludzi zginęły straszliwą śmiercią: pod gruzami domów, na skutek uduszenia, w płomieniach albo pod wodą. Ci, którzy ocaleli, opowiadali przerażające historie. Ich wstrząsające relacje przypominają scenariusze współczesnych filmów katastroficznych.

Ojciec Manoel Portal leżał pod gruzami Convento da Congregaçao do Oratório, z nogą uwięzioną pod kamiennym elementem muru. Na szczęście dwóch mężczyzn wydobyło go spod gruzowiska. Ocalony zakonnik pokuśtykał na ulicę „z oczyma zalanymi krwią”. Widok, jaki tam ujrzał, zmroził mu krew w żyłach. Kiedy tylko wyszedłem przez bramę wjazdową, stanąłem pośród ciał zabitych, wspominał w napisanej rok później książce pod tytułem Historia o zniszczeniu miasta Lizbony za sprawą przerażającego trzęsienia ziemi i pożaru, które obróciły w proch i popiół najlepszą i największą część tego nieszczęsnego miasta.

Thomas Chase, Anglik mieszkający w Lizbonie, który przebywał na najwyższym piętrze budynku, kiedy ten zawalił się pod jego stopami, spadł z czwartego piętra. Mimo że mężczyzna był poważnie ranny – miał kilka złamań i zwichnięć, liczne rany i stłuczenia – zdołał się wyczołgać spod gruzów o własnych siłach. Ocaleni, na których natknął się na ulicy, wpadli w panikę, kiedy powietrze poszarzało. Ludzie, pokryci szarym pyłem, oddawali się gorącej modlitwie, światło zaś było takie, jak w bardzo pochmurny dzień, napisał Chase w liście, który wysłał do domu miesiąc po trzęsieniu ziemi.

Wielebny Charles Davy, anglikański duchowny, który przebywał z wizytą w Lizbonie, także wspominał o bardzo wielkich tumanach kurzu i pyłu wapiennego, które wzbijały się przypuszczalnie dlatego, że od wielu tygodni w mieście nie spadła ani kropla deszczu. Chmury pyłu, które przesłaniały słońce, były tak gęste, że duchowny przez dziesięć minut z najwyższym trudem łapał powietrze w płuca i drżał z przerażenia na myśl, że jest świadkiem apokalipsy.

Ocaleni, którzy pod wpływem szoku snuli się dokoła bez celu, byli obsypani szarawym pyłem, podobnie jak ci, którzy 11 września 2001 roku znaleźli się w pobliżu miejsca ataków terrorystycznych w Nowym Jorku. Zakrwawieni ludzie błąkali się pośród ruin w poszukiwaniu swoich najbliższych. Dzieci krzyczały. Wyjące psy i żałośnie porykujące muły konały, pozostawione na pastwę losu.

Zdaniem wielebnego Richarda Goddarda, proboszcza Lacock Abbey w południowo-zachodniej Anglii, który w stanie kompletnego oszołomienia wędrował, potykając się, ulicami miasta, które drżały od wstrząsów wtórnych, przesądni mieszkańcy Lizbony byli bardzo wystraszeni. Dzień Wszystkich Świętych jest jednym z najważniejszych świąt katolickich, podczas którego wierni oddają hołd świętym. Pastor napisał:

Żadne słowa nie zdołają wyrazić nędzy mego położenia w tamtej chwili, gdym stał w kompletnych niemal ciemnościach, w mieście walącym się w gruzy, pośród tłumów krzyczących i błagających o zmiłowanie ludzi, gdyśmy się wszyscy spodziewali, że lada chwila pochłonie nas ziemia wstrząsana gwałtownymi konwulsjami.

Pod wpływem kataklizmu ludzie wpadali w religijne uniesienie. Klękali na ulicach i pogrążali się w modlitwie; całowali krzyże i wznosili je ku niebu. Wielebny Goddard wspominał, że kiedy natknął się na grupę ocalałych, ci zmusili go by natychmiast przeszedł na katolicyzm. Duchowny bał się, że ponadstuosobowa „tłuszcza” zabije go, jeśli nie zgodzi się zmienić wyznania. Później ludzie ci rzucili się na niego i o mało mnie nie udusili swymi uściskami; kilku księży padło przede mną na ziemię, by obejmować kolana i całować stopy swego nowo nawróconego współwyznawcy.

Jurema Oliveira
Tsunami, które wdarło się w głąb miasta, było tak potężne, że spowodowało zniszczenia także w Afryce Północnej

Zdaniem pastora żywili oni przekonanie, że jeśli nawrócą kogoś na swoją wiarę, odkupią część swych grzechów i unikną dalszych cierpień. Ale ich gehenna jeszcze się nie skończyła. Niektórzy zdesperowani lizbończycy, uciekając przed śmiercią pod walącymi się gruzami i w pułapkach zablokowanych ulic, kierowali się w stronę najbliższego otwartego terenu: Terreiro do Paço, rozległego placu nad Tagiem, obok pałacu królewskiego. Jak się okazało, dokonali fatalnego wyboru.

Niebawem woda w rzece i w Słomianym Morzu zaczęła się burzyć i pienić, rwąc łańcuchy kotwiczne i porywając statki jak zabawki. Davy, wspomniawszy o falowaniu i przybieraniu wód, dodał:

… w jednej chwili nieopodal pojawiła się wielka masa wody, która wznosiła się niczym góra. W bryzgach piany, rycząc, runęła na brzeg z takim impetem, że wszyscy rzuciliśmy się natychmiast do ucieczki i biegliśmy, ile sił w nogach, by ocalić życie. Jedne statki przewracały się i miotały jak podczas gwałtownego sztormu, podczas gdy inne wirowały z zawrotną szybkością; kilka dużych łodzi wywróciło się kilem do góry. Masywne kamienne nabrzeże oraz ludzie, którzy szukali na nim bezpiecznego schronienia, zostali porwani i wchłonięci przez olbrzymi wir, i zniknęli na zawsze.

José Moreira de Mendonça, który także przeżył trzęsienie ziemi, wspominał, że kiedy tsunami pędziło w górę Tagu, odsłoniło jego dno, a powracając, porywało ludzi i wciągało w rwący nurt rzeki. Davy zanotował, że kiedy tuż za miastem ludzie „jechali konno szeroką drogą, która wiedzie do Belém i której jedna strona otwiera się na rzekę, fale nadciągnęły z tak wielką szybkością, że musieli rzucić się galopem ku wyżej położonym terenom, by ich woda nie porwała”. Tsunami, które wdarło się w głąb miasta aż do placu Rossio, było tak potężne, że spowodowało zniszczenia także w Afryce Północnej, a po około dziesięciu godzinach dotarło do Karaibów.

Chase stwierdził, że ludzie, którzy przeżyli kataklizm i zgromadzili się na placu Terreiro do Paço, byli przekonani, że nadszedł dzień sądu ostatecznego. Modlili się, przyciskali do piersi krucyfiksy i po każdym wstrząsie wtórnym wołali Litości!… głosami przepełnionymi niewyobrażalną boleścią”. Davy zwrócił uwagę, że status społeczny nagle przestał mieć jakiekolwiek znaczenie, ponieważ ludzie obydwu płci, wszelkiego stanu i pozycji, pośród których dostrzegłem kilku najgłówniejszych kanoników kościoła patriarchalnego, w ich purpurowych szatach i rokietach, modlili się na klęczkach, uderzając się w piersi i bez ustanku wołając: Misericordia meu Dios! 

W tłumie były także damy na poły odziane, a niektóre z nich bez obuwia. Chase zapisał, że o 14:00 pył zaczął opadać i pokazało się słońce. Zauważył wówczas, że pałac królewski stoi w ogniu. Świece, lampy i paleniska w domach i kościołach w całej Lizbonie wywołały trzeci kataklizm tamtego dnia. Silna bryza z północnego wschodu, typowa dla tego wietrznego atlantyckiego portu, rozdmuchiwała płomienie, wywołując burze ogniowe, które błyskawicznie trawiły drewniane domostwa. Większość ocalałych uciekła nad rzekę lub do okolicznych wiosek, a w mieście pozostała ledwie garstka ludzi zdolnych i chętnych do gaszenia płomieni.

Davy wspominał, że miasto paliło się równocześnie w co najmniej stu różnych miejscach i płonęło tak przez sześć dni bez przerwy, nikt też nie podejmował najmniejszej choćby próby powstrzymania płomieni. Mendonça napisał w swojej relacji, że ogień rozprzestrzenił się z nadrzecznej dzielnicy Ribeira do Rossio i Bairro Alto, a następnie do Alfamy. Jego zdaniem pożar ogarnął jedną trzecią miasta, w tym najzamożniejsze i najgęściej zaludnione dzielnice. Po zmierzchu, jak zanotował Davy, całe miasto stało w płomieniach, które były tak jasne, żem mógł bez trudu czytać w ich blasku.

Georges Clerc Rampal

Chase stwierdził, że ogień rozprzestrzeniał się z niepohamowaną szybkością. Obydwie strony zamieszkiwanej przez bogaczy Rua Nova stały w ogniu. Wystarczyło kilka razy nabrać do płuc toksycznego dymu, by stracić życie. Tamtej nocy Chase widział jeszcze mnóstwo ciał leżących na ulicach i słyszał wołania o pomoc. Pożar strawił większość budynków, które oparły się trzęsieniu ziemi w sercu jednego z najwspanialszych miast Europy.

Ogień przypieczętował los skarbów Lizbony. Gdyby budynki tylko się zawaliły, można by było coś uratować. Płomienie unicestwiły jednak prawie wszystko, czego nie zniszczyło trzęsienie ziemi. Mendonça w swojej książce Historia Universal dos Terremotos (Powszechna historia trzęsień ziemi) wymienia 3 tuziny kościołów i około 60 klasztorów, które zostały całkowicie zniszczone tamtego dnia. Jeszcze dziś, kiedy Portugalczycy chcą powiedzieć, że doszło do jakiegoś dramatycznego wydarzenia, często posługują się wyrażeniem Cai o Carmo e a Trindade (przewracają się Carmo i Trindade). Nawiązuje ono do dwóch ważnych lizbońskich klasztorów, które legły w gruzach podczas trzęsienia ziemi.

W bibliotekach wszystkich klasztorów, które uległy zniszczeniu, przechowywano  tysiące rzadkich ksiąg. Ponadto Lizbona straciła sześć szpitali, w tym wspaniały szpital Todos os Santos, pałac królewski, operę, archiwum królewskie, arsenał królewski, pałac arcybiskupa, Dom Indii i urząd celny. W bibliotece pałacu królewskiego, która doszczętnie spłonęła, znajdowało się kilkadziesiąt tysięcy książek. Ściany i podłogi pałacu zdobiły gobeliny i perskie kobierce. Przepadła także bezcenna dokumentacja z czasów ekspansji terytorialnej.

Brytyjski historyk T.D. Kendrick sporządził zestawienie bezpowrotnie utraconych bezcennych przedmiotów i dzieł sztuki z jednego tylko lizbońskiego pałacu, który należał do markiza Louriçal, by dać nam pewne wyobrażenie o ogromie strat, jakie Lizbona poniosła w wyniku trzęsienia ziemi. Wśród zniszczonych  skarbów znajdowało się między innymi około 200 obrazów, w tym dzieła Tycjana, Correggia i Rubensa, 18 tysięcy drukowanych książek, tysiąc manuskryptów, w tym historia spisana własnoręcznie przez cesarza Karola V, bogaty zbiór map lądów i mórz z naniesionymi trasami portugalskich wypraw odkrywczych.

Kiedy ogień dogasł, Lizbona wyglądała jak miasto po bombardowaniu. Davy napisał:

Zapewniam was, że to rozległe i zamożne miasto jest teraz niczym więcej jak tylko wielką stertą gruzów; że obecnie bogaci nie różnią się niczym od biedaków; tysiące rodzin, które ledwie dzień wcześniej żyły beztrosko i w dostatku, teraz, rozpierzchłe, koczują pośród pól, pozbawione wszelkich wygód i nadziei na poprawę swej doli.

Jacques Philippe Le Bas 1757

Kiedy ogień dogasł, Lizbona wyglądała jak miasto po bombardowaniu.

Oceny wielkości strat w ludziach znacząco się różnią. Niektórzy historycy uważają, że mogły sięgać nawet 60 tysięcy, ale według skromniejszych – i powszechnie uznawanych – szacunków zginęło od 10 do 20 tysięcy ludzi. Miasto miało wówczas ponad 200 tysięcy mieszkańców. Dwie trzecie domów w Lizbonie nie nadawało się do zamieszkania.

Kiedy kataklizm dotknął miasto, rodzina królewska przebywała w swojej wiejskiej rezydencji w Belém i nie została poszkodowana. Ale nuncjusz papieski w Lizbonie, Filippo Acciaiuoli napisał do brata, że król uciekł z pałacu w koszuli nocnej. Przez kilka dni, dopóki nie znaleziono namiotu, władca i cała rodzina królewska spali w powozie. Tragedia tak wstrząsnęła królem Józefem I, że od tamtej pory mieszkał w namiotach z drewna i płótna, by uniknąć śmierci pod gruzami kamiennej budowli i powrócił do centrum miasta dopiero po sześciu latach. Lizbońska szlachta także została zmuszona do życia w trudnych warunkach. Prawie 40 stołecznych pałaców legło w gruzach. Arystokraci, pozbawieni dachu nad głową, zbierali w stoczniach rzecznych kawałki drewna i płótno żaglowe, z których budowali prowizoryczne szałasy.

Acciaiuoli zauważył, że ci, którzy ocaleli, trwali w głębokim szoku. Stwierdził, że ujmując rzecz w skrócie, panują tu przerażenie i niedola, Lizbona zaś jest stertą gruzów. Davy napisał, że trzęsienie ziemi zmieniło to niegdyś kwitnące, bogate i ludne miasto w obraz skrajnej nędzy i rozpaczy. Najlepiej widoczną blizną, którą pozostawił po sobie tamten tydzień, gdy dorobek sześciu stuleci został unicestwiony, a wszystkie skarby Lizbony bezpowrotnie utracone, jest klasztor Karmelitów.

Joao Glama Ströberle

Trzęsienie ziemi zmieniło to niegdyś kwitnące, bogate i ludne miasto w obraz skrajnej nędzy i rozpaczy.

Tragedia Lizbony odbiła się szerokim echem w całej Europie. Stała się inspiracją dla wierszy i powieści, dla filozoficznych i teologicznych traktatów, rozpraw naukowych i dzieł sztuki. Najwybitniejsze umysły epoki oświecenia, takie jak niemiecki filozof Immanuel Kant, francuski filozof Jean-Jacques Rousseau i pisarz Voltaire, włączyły się do rozważań nad sensem i wymową tamtego trzęsienia ziemi. Swoją opinię na ten temat wyraził także angielski metodysta John Wesley. Czy był to palec boży, czy raczej zjawisko, które można wytłumaczyć naukowo? Dlaczego Bóg wybrał Lizbonę, gdzie tak prężnie działała inkwizycja i skąd Portugalczycy zanieśli słowo Boże do najdalszych zakątków świata? I czemu tragedia wydarzyła się w dniu tak ważnego święta?

Wiadomość o nieszczęściu, jakie spadło na Lizbonę, wzbudziła przerażenie na całym kontynencie. Czy gdziekolwiek można czuć się bezpiecznie i mieć pewność, że uniknie się podobnego losu? Niemiecki poeta Johann Wolfgang von Goethe nazwał ten kataklizm wydarzeniem o światowej randze. W jego pamiętnikach czytamy: Demon grozy nigdy chyba nie szerzył lęków na świecie z taką prędkością i mocą.
W styczniu 1756 roku niemiecka Gazette de Cologne stwierdziła, że trzęsienie ziemi wciąż jest na ustach wszystkich.

Słonie i nosorożce nie były już wizytówkami Lizbony.


Autorem tekstu numer 2 jest Jacek Pałasiński, który napisał na FB 11.01.2022:

Oświecenie zapoczątkowało proces, który umożliwił połączenie wszystkich jedną siecią, wszystkich ludzi na całej planecie. Utopiści mówili, że kiedy człowiek skontaktuje się z drugim człowiekiem, kiedy jeden pozna drugiego, kiedy zrozumie, że jego ból i cierpienie, jego radość i przyjemności są identyczne, jak jego własne – wtedy nie będzie już powodów do wojen.

Oświecenie jednak myliło się…

Wybitny dziennikarz, Włodek Goldkorn, przytoczył na FB fragmencik wywiadu, jaki z przeprowadził w 2008 roku z Zygmuntem Baumanem: „Miło byłoby pomyśleć – mówi Bauman – że nasza cywilizacja zmierza w kierunku rozsądku i moralności, choć z pewnymi wpadkami po drodze. Niestety tak nie jest. Niektórzy bardzo wykształceni obserwatorzy twierdzą, że impertynenckie ambicje nowoczesności, zaczęły się od szoku, wywołanego trzęsieniem ziemi w Lizbonie (w 1755): ślepa natura, pozbawiona jakiejkolwiek racjonalności, obojętna na rozróżnienie cnoty i grzechu, między zasługą i winą, uderza przypadkowo. Należy zatem powstrzymać siłę żywiołów, zmusić naturę do korzystania z kategorii dobra i zła. A za pomocą rozumu i technologii ludzkość nada moralny porządek amoralnemu chaosowi”.

– Właśnie dokonał pan syntezy myśli oświeceniowej. Wynik? – pyta Włodek Goldkorn.

– Skutki różnią się od intencji. Nie udało nam się przekonać natury do posłuszeństwa ludzkim wyobrażeniom o cnotach i występkach. Ale konsekwencje naszych działań, bezbłędne z technicznego punktu widzenia, uderzają nas irracjonalnym okrucieństwem, okrucieństwem, które do tamej pory przypisywaliśmy tylko i wyłącznie naturze.

A zatem to, co łączy nas z naturą to okrucieństwo?

Mysia utopia

Reblog (Wikipedia)

Eksperyment Calhouna zwany mysią utopią – doświadczenie naukowe prowadzone od lipca 1968 do 1972 roku przez amerykańskiego etologa Johna B. Calhouna i kilkakrotnie powtarzane.

Założenia

Doświadczenie polegało na stworzeniu populacji myszy, składającej się najpierw z ośmiu osobników (4 pary), idealnego środowiska do życia. Myszy miały nieograniczony dostęp do pożywienia, wody i materiałów do budowy gniazd, z ich środowiska usunięto wszystkie drapieżniki, a także zapewniono im opiekę medyczną, by uchronić populację przed chorobami zakaźnymi. Jedynym ograniczeniem była powierzchnia – klatka o podstawie kwadratu o bokach długości 2,7 metra i wysokości 1,4 mogła pomieścić maksymalnie 3840 osobników.

Przebieg

Eksperyment trwał 1588 dni. Jego przebieg podzielono na cztery fazy:

  • Okres przystosowywania się – trwał do 104 dnia, kiedy to urodziły się pierwsze myszy nowego pokolenia. Jest to najkrótsza faza eksperymentu. W tym okresie myszy dokonały podziału terytorium i zaczęły budować pierwsze gniazda.
  • Okres gwałtownego rozwoju – trwał od dnia 105 do dnia 314. Liczebność myszy dubluje się co 55 dni. Osobniki dominujące, których pozycja społeczna jest wyższa, posiadają liczniejsze potomstwo niż słabsze osobniki. Zauważyć można, że myszy chętniej niż w pierwszej fazie przebywają w towarzystwie innych, obcych myszy.
  • Okres stagnacji – trwał od dnia 315 do dnia 559. Na początku tej fazy żyło 620 osobników. Populacja dubluje swoją liczebność co 145 dni. U samców następuje stopniowy zanik umiejętności obrony własnego terytorium, natomiast u samic powszechniejsze stają się zachowania agresywne i następuje zanik instynktu macierzyńskiego – potomstwo jest odrzucane przez matki. W fazie tej populacja myszy osiągnęła szczytową liczebność wynoszącą 2200 osobników. Stale zamieszkanych była tylko jedna piąta boksów przeznaczonych dla myszy.
  • Okres wymierania – trwał od dnia 560, w którym wskaźnik przyrostu naturalnego stał się ujemny, do dnia 1588, w którym zdechła ostatnia mysz, kończąc tym samym eksperyment. Samice coraz rzadziej zachodziły w ciążę, a w końcowej fazie eksperymentu populacja całkowicie utraciła zdolność reprodukcji. Dnia 600 nastąpiło ostatnie żywe urodzenie. W dniu 920 doszło do ostatniej kopulacji. Była to najdłuższa faza eksperymentu. Wśród myszy nastąpił całkowity zanik zachowań społecznych takich jak obrona własnego terytorium i potomstwa. Ich czynności sprowadzały się do zaspokajania potrzeb naturalnych i czyszczenia futra.

Wnioski

Badacz wskazuje, że redukcja naturalnej umieralności w warunkach ograniczonej przestrzeni doprowadziła do nadmiernego zagęszczenia populacji. Młode osobniki dojrzewając nie znajdowały miejsca dla siebie w organizacji społecznej, w której wszystkie role były już obsadzone. W warunkach naturalnych wyjściem z takiej sytuacji jest emigracja, ale w eksperymencie była ona niemożliwa. Walczyły więc o te role tak zaciekle, że efektem ubocznym stał się upadek normalnej organizacji społecznej. Ponadto nadmierna liczba spotkań z innymi osobnikami doprowadziła do unikania kontaktów społecznych. Kolejne młode urodzone w takich warunkach były przedwcześnie porzucane przez matki oraz grupy rodzinne i, wychowując się w zaburzonych warunkach, nabywały cech autystycznych. W szczególności stawały się same niezdolne do podjęcia prokreacji i wychowania młodych[1].

Calhoun podsumowywał te obserwacje pisząc, że śmierć śmierci cielesnej („śmierć do kwadratu” z tytułu jego pracy) prowadzi do śmierci organizacji społecznej i w konsekwencji do śmierci duchowej jednostek i formułował hipotezy, że w analogicznych warunkach społeczność ludzi także podlegałaby podobnym procesom.

Z drugiej strony zwracano uwagę, że eksperymenty laboratoryjne badają organizmy umieszczone w warunkach całkowicie odmiennych od naturalnych. Wpływa to na morfologię i funkcjonowanie ich mózgów, a więc na ich zachowania, rytm dobowy, rozród, reakcje na stres. W efekcie uzyskane wyniki nie muszą prowadzić do wniosków dotyczących organizmów w warunkach innych niż założone w badaniu.

***

Cały czas myślę, że coś mi to przypomina.

Schweine

Ich fand dies im FB meiner ehemaligen Schülerin. Die Zeiten sind gar nicht lustig, daher…

Tanja Lakatos is feeling amused.

WICHTIGE INFO 😂😂😂

Der Orgasmus eines Schweins dauert 30 Minuten. (Oh. Mein. Gott !!!)

Eine Küchenschabe lebt ohne Kopf noch neun Tage bevor sie verhungert.
(Gruselig. Ich habe das mit dem Schwein noch nicht ganz verarbeitet.)

Eine männliche Gottesanbeterin kann sich nicht paaren, während sein Kopf noch mit seinem Körper verbunden ist.
Das Weibchen leitet den Sex ein, indem Sie den Kopf des Männchens abreist.
(Liebl……ing, ich bin zu hause. Was soll …..?)

Ein Floh kann das 350-fache seiner Körperlänge springen.
Das ist so als ob ein Mensch die Länge eines Fußballfeldes springen kann.

(30 Minuten. Glückliches Schwein! Kannst du dir das vorstellen?)

Der Wels hat über 27.000 Geschmacksknospen. (Was könnte auf dem Grund eines Weihers so wohlschmeckend sein?)

Manche Löwen paaren sich mehr als 50 Mal am Tag. (Ich kann das mit dem Schwein immer noch nicht glauben …. Qualität über Quantität)

Schmetterlinge schmecken mit Ihren Füßen.
(Etwas was ich schon immer wissen wollte.)

Elefanten sind die einzigen Tiere, die nicht springen können. (Okay, das ist auch gut so)

Der Urin einer Katze leuchtet unter Schwarzlicht. (Ich frage mich wie viel die Regierung ausgegeben hat um das heraus zu kriegen)

Das Auge eines Vogel Strauß ist größer als sein Hirn (Ich kenne einige solche Leute).

Seesterne haben kein Hirn (solche Leute kenne ich auch)

Eisbären sind Linkshänder.

Menschen und Delfine sind die einzigen Gattungen die Sex zum Vergnügen haben.
(Was ist mit dem Schwein? Wissen die Delfine von dem Schwein?)

Jetzt da du mindestens ein Mal gelächelt hast, ist es an dir diese verrückten Tatsachen in Umlauf zu bringen. (und denk an das Schwein 🐷 )

🤣

Wiera


Montag 24. Oktober ACUD Theater 20.00 Uhr
Acud Theater, Veteranenstraße 21, 10119 Berlin


Event by Celina Muza, ACUD Theater and Verein Kultur-Schmuggel

Tickets: www.acud-theater.de/programm/5259-wiera.html

Regie: Krzysztof Stasierowski
Text: Cezary Rossa
Arrangements: Paweł Stankiewicz
Übersetzung: Andreas Visser

Agnieszka Babicz – Schauspielerin, Sängerin und Produzentin. Sie studierte an der Schauspielschule am Musiktheater Gdynia, die sie mit Auszeichnung absolvierte. Dort spielte sie u.a. Fantine in „Les Misérables“, Fiona in „Shrek“ und Lorraine in „Dracula”. Viel Anerkennung brachte ihr die Darstellung der Anita in „West Side Story“ an der Stettiner Oper und die Arbeit am Stadttheater Gdynia ein, wo sie 2008 den Publikumspreis für die Rolle der Witwe in „Zorba“ erhielt. Ein breites Publikum kennt Agnieszka Babicz dank ihrer Auftritte in populären TV-Serien: „Na wspólnej“ und „Na dobre i na złe“. In den Filmen von Andrzej Kostenko „Lokatorzy“ und Janusz Kondratiuk „Faceci do wzięcia“ bewies sie ihr Talent.
Am 24. Oktober zeigt die Künstlerin ein neues Solostück „Wiera“
Ein musikalisches Monodrama der Schauspielerin Agnieszka Babicz aus der Dreistadt. Es basiert auf der Biografie und den Liedern aus dem Repertoire von Wiera Gran. Die große, bereits vergessene Künstlerin, polnische Sängerin jüdischer Herkunft, Kabarettistin und Filmschauspielerin, die während des Krieges im Warschauer Ghetto sang und nach dem Krieg durch den Vorwurf der Kollaboration mit den Deutschen verfolgt wurde und Opfer einer damaligen Hetzkampagne wurde.
Sie war das einzige Mitglied ihrer Familie, das die Besatzungszeit überlebte. Für den Rest ihres Lebens wehrte sie sich gegen Anschuldigungen, sie habe mit der Gestapo kollaboriert, um das Ghetto verlassen zu können. Trotz ihrer Erklärungen und gewonnener Prozesse wurde sie von Menschen, die den Anschuldigungen Glauben schenkten, ausgegrenzt. Sie wollte sich sehr von diesen Verleumdungen befreien – einer der Gründe, warum sie das Buch „Staffellauf der Verleumder – Autobiographie einer Sängerin“ schrieb (1980), auf dem der Text des Monodramas basiert.

Vorstellung in polnischer Sprache mit deutschen Untertiteln.

Karten: 15,00 / 10,00 EUR, https://www.acud-theater.de/
oder Anmeldungen an: info@kultur-schmuggel.org

Schauspielschulstudenten: Eintritt frei!

Fotos © Adam Krajewski

Die Inszenierung wird gezeigt im Rahmen des Projektes: HERBSTschläge – neue deutsch-polnische Solostücke in Berlin. Gefördert von der Berliner Senatsverwaltung für Kultur und Europa.

Utopia (wirklich?)

Im Internet fand ich dieses schöne Foto! Ein Engel der modernen Welt – jung, schön, geheimnisvoll. Und dazu noch dieses Wort: UTOPIA. Magische Versprechung.

Teodor Currentzis


Teodor Currentzis wird in der Saison 2022/23 vier Konzerte leiten, zwei davon im Rahmen des Projekts Utopia

Teodor Currentzis wurde in Griechenland geboren und wuchs in Athen auf. Er studierte am St. Petersburger Konservatorium bei Ilya Musin und gilt heute als Ikone der modernen Musik und des Theaters. Seit vier Jahren steht er an der Spitze des SWR Symphonieorchesters. In der Saison 2022/23 ist der fesselnde Freigeist vier Mal zu Gast in der Berliner Philharmonie.
Neben der Position als Chefdirigent des 2016 neu fusionierten Orchesters und der Gründung des unabhängigen Orchesters und Chors „musicAeterna“ startet Teodor Currentzis im Herbst ein weiteres Projekt: „Utopia“ ist ein internationales Orchester, das einige der besten Musiker aus aller Welt vereint. Vor einigen Jahren entstand die Idee, Solisten und Konzertmeister aus verschiedenen Orchestern in einem Ensemble zusammenzubringen. Utopia ist daher kein Orchester im üblichen Sinne des Wortes, sondern eine einzigartige kreative Gemeinschaft von Gleichgesinnten, die sich der Suche nach dem besten Klang und dem wahren Geist des Musikwerkes verschrieben haben. Currentzis ist der künstlerische Leiter des Ensembles: „Wir betreten ein eher experimentell geprägtes Feld. Das erste Opfer von Globalisierung ist die Intimität, deren Spannung, Einigkeit und Hingabe man am ehesten in der Musik eines Solisten oder einem kleinen Ensemble findet. Wir streben danach, diese Kammeratmosphäre und Vertrautheit zu verkörpern, nun aber auf der Ebene eines großen Symphonieorchesters. Wir verzichten auf das Bekannte und wagen einen Sprung ins Neue. Die Idee ist utopisch, natürlich. Unsere Träume können nur dann wahr werden, wenn wir das Verbot des Unmöglichen aufheben. Utopia ist etwas Unmögliches, aber genau das fasziniert uns so: das Unmögliche zu schaffen
.

Dienstag, 11. Oktober 2022 20 Uhr, Philharmonie

Strawinsky „L’oiseau de feu“ („Der Feuervogel“) Fassung von 1945
Ravel „Daphnis et Chloé“ – Suite Nr. 2
Ravel „La Valse“

***

Dienstag, 13. Juni 2023 20 Uhr, Philharmonie
Mahler Symphonie Nr. 3 d-moll


Früh am 11. Oktober prüfe ich nach. Es gibt noch Karten. Die kosten zwischen 50 und 100 Euro.
Viel.
Ich schreibe eine Mail an die Konzertagentur Adler, die die Utopia-Konzerte veranstaltet:

Sehr geehrte Damen und Herren,
ich bin eine Journalistin, Schriftstellerin und Bloggerin.
Seit mehreren Jahren beschäftige ich mich mit dem Thema Utopie.
Daher wollte ich fragen, ob ich für den heutigen Konzert (Currentzis, Utopie, Ravel) eine Pressekarte bekommen könnte?
Mit freundlichen Grüßen

Eine Antwort kam erst ein Tag nach dem Konzert.

Sehr geehrte Frau Slaska,
vielen Dank für Ihre Mail.
Als privater Veranstalter ohne Subventionen ist unser Pressekontingent leider sehr eng gefaßt.
Verfügbare Karten können Sie hier bestellen:
https://musikadler.eventim-inhouse.de/webshop/webticket/seatmap?eventId=1179

Mit freundlichen Grüßen
Konzert-Direktion Hans Adler

Hmmm… Wenn sie nicht alle Karten verkauften, hätten sie eigentlich keine Kosten getragen, dass sie mir eine Pressekarte zur Verfügung stellten. Daher hat es Sinn, so spät nachzufragen. Aber… Na ja, Utopia, so ein schönes Wort, ein Ort ohne Ort, ein magisches Nirgendwo, wo sich höhe Geister treffen. Die müssen sich nicht um 50 Euro sorgen.

Alone against Bolsonaro

Apel Avaaz

Przyjaciele i Przyjaciółki!

Nazywam się Gregorio.

Przewodzę ponad 500 rdzennym społecznościom w Puszczy Amazońskiej. Ale dziś piszę jako Wasz przyjaciel.
Amazonia, nasza matka, jest mordowana. Prezydent Brazylii Bolsonaro sprowadził tu armię drwali i górników, którzy nie spoczną, póki jej doszczętnie nie zniszczą. Jeśli ich nie powstrzymamy, cały las deszczowy może umrzeć.
Ale wciąż jest nadzieja.   
Za kilka tygodni światowi przywódcy będą negocjować końcową wersję globalnego traktatu o ochronie przyrody. Nie możemy pozwolić, by w imieniu Amazonii przemawiał tam Bolsonaro, podczas gdy nas się ucisza, a nasze siostry i bracia morduje. Nasze dzieci nigdy by nam tego nie wybaczyły. Dlatego potrzebuję Twojej pomocy.
Dzięki Twojemu wsparciu na tych ważnych negocjacjach pojawi się delegacja rdzennych społeczności. Z ostatnich ostoi naturalnej przyrody dotrzemy tam, gdzie zapadają najważniejsze polityczne decyzje. Od ponad 10 tysięcy lat nasze społeczności szanują i chronią przyrodę – dlatego musimy mieć miejsce przy stole rozmów, gdy decydują się losy całej planety.
Chcemy stanąć twarzą w twarz z politykami, by móc sprostować kłamstwa i wspólnie z zespołem Avaaz zdecydowanie domagać się przyjęcia ambitnego traktatu, który będzie skutecznie chronił życie na Ziemi. Jedno obiecuję: nie zamierzamy ustąpić.
Przyjaciele z całego świata! Stańcie razem z nami w obronie życia na naszej kruchej planecie. Wpłać teraz, by zasilić naszą walkę o przetrwanie:

WPŁACĘ 3 €
WPŁACĘ 5 €
WPŁACĘ 9 €
WPŁACĘ 17 €
WPŁACĘ 33 €
INNA KWOTA

Odkąd Bolsonaro doszedł do władzy, straciliśmy już niemal 4 miliony hektarów Amazonii – obszar większy niż cała Belgia! Teraz może ponownie wygrać wybory, a wtedy czekają nas kolejne cztery lata polityki wyniszczenia, po której Puszcza Amazońska może się już nie podnieść. Bujne lasy zastąpi sucha sawanna, diametralnie zmienią się wzorce pogodowe, a zmiana klimatu przyspieszy jeszcze bardziej.
Traktat broniący przyrody we wszystkich zakątkach globu może być jedyną, ostatnią szansą dla Amazonii i dla planety.
Czas się kończy, ale wyłania się silna delegacja rdzennych przywódców z całego świata. Jeśli zbierzemy wystarczającą kwotę, weźmiemy udział w dwóch globalnych szczytach. Razem z zespołem Avaaz i specjalistami ds. mediów dostarczymy miliony głosów z żądaniem realnej międzynarodowej ochrony przyrody i rozpoczniemy kampanie Avaaz zmierzające do tego samego celu.
Ruch Avaaz od lat dodaje siły rdzennym społecznościom. Nie mamy żadnych własnych zasobów – ale razem jesteśmy niepokonani. Wpłać teraz, ile możesz. Pomóż nam walczyć o Amazonię i o życie na całej Ziemi:

WPŁACĘ 3 €
WPŁACĘ 5 €
WPŁACĘ 9 €
WPŁACĘ 17 €
WPŁACĘ 33 €
INNA KWOTA

Tak jak nasza planeta ludzkość jest krucha. Nie przeżyjemy bez powietrza, wody i żywności – a mamy je tylko dzięki naturze. A mimo to ścinamy wielkie drzewo życia, narażając Ziemię i własne przetrwanie. Ale świadomość, że tak się dzieje, powinna tylko wzmocnić naszą determinację, bo walczymy o wszystko, co mamy. Głęboko wierzę, że możemy powstrzymać dzieło zniszczenia i żyć w harmonii z naturą. Będzie to jednak wymagać udziału każdego i każdej z nas. To ostateczna walka o nasze życie, o naszą matkę Ziemię i o wszystko, co dla nas najważniejsze. Dołącz do nas.
Dziękuję z całego serca!
José Gregorio Díaz Mirabal, przywódca rdzennej społeczności Wakuenai Kurripaco i główny koordynator Rdzennych Organizacji Dorzecza Amazonii (COICA)

Dowiedz się więcej:
Noizz: Wylesianie Amazonii osiągnęło rekordowy poziom
National Geographic: Znaczna część Amazonii już nigdy się nie zregeneruje. Co czeka „płuca Ziemi”?Gazeta.pl: Prezydent Jair Bolsonaro oskarżony o zbrodnie przeciwko ludzkości
W jęz. angielskim:
Forbes: Rdzenny przywódca pokonał koncern naftowy, by chronić Amazonię. A co Ty możesz zrobić?The Conversation: Lasy deszczowe Amazonii zanikają szybko. Ich utrata zagraża zamieszkującym je rdzennym społecznościom
P.S. Jesteś częścią ruchu Avaaz i otrzymujesz od nas wiadomości od momentu dołączenia do naszej kampanii 12 września 2010.
Avaaz działa wyłącznie dzięki drobnym darowiznom od osób takich jak Ty? Nie przyjmujemy pieniędzy od nikogo innego, dlatego jesteśmy niezależni, elastyczni i skuteczni. Już ponad milion osób przekazało darowizny, by Avaaz mógł zmieniać świat na lepsze.
Avaaz to globalna społeczność licząca sobie ponad 70 mln osób. Prowadzimy nasze kampanie po to, by przekonania i poglądy ludzi na całym świecie kształtowały globalne decyzje. („Avaaz” w wielu językach oznacza „głos” lub „pieśń”). Członkowie i członkinie społeczności Avaaz pochodzą ze wszystkich krajów na ziemi, a nasz zespół pracuje w 18 państwach na 6 kontynentach i mówi w 17 językach. Poznaj niektóre z największych kampanii Avaaz tutaj.
Możesz nas obserwować na Facebooku, Twitterze i Instagramie.

www.avaaz.org/pl/contact.
Avaaz.org
27 Union Square West
Suite 500
New York, NY 10003

Fizyka i muzyka

Szanowni Państwo, drodzy Przyjaciele,

zapraszamy na kolejny wykład w sali wykładowej Uniwersytetu Humboldtów przy Unter der Linden 6.

Wykład odbędzie się 14 października 2022 roku o godz. 18.00 w sali 3038.

Z tłumaczeniem symultanicznym na niemiecki

Tematem wiodącym w tym semestrze będzie “Nowa humanistyka”

Dr habil. Andrzej Dragan poświęci swój wykład tematowi: Nauka to antyhumanizm.

Moderacja: dr habil. Brygida Helbig

HomeDragan

Andrzej Dragan jest profesorem fizyki teoretycznej i laureatem kilkudziesięciu nagród za działalność naukową oraz fotograficzną, filmową i muzyczną.
Jako nastolatek działał w grupach crackerskich, obecnie wstrząsa światem nauki. W 2020 roku wraz z profesorem Arturem Ekertem opublikował pracę Kwantowa zasada względności, która może okazać się największym przełomem w rozumieniu teorii kwantowej od czasów Einsteina.

Andrzej Dragan (ur. 16 maja1978) – polski fizyk teoretyk i artysta: fotograf, kompozytor oraz twórca filmowy, a także popularyzator nauki. Doktor habilitowany fizyki, profesor uczelni na Wydziale Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego (FUW) i profesor wizytujący na Narodowym Uniwersytecie Singapuru (NUS). Zdobywca wielu nagród krajowych i międzynarodowych.
Jako fizyk zajmował się m.in. informacją kwantową w wersji relatywistycznej, habilitując się właśnie na ten temat. Jako fotograf stworzył własny styl portretu.

Studiował na Wydziale Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego. 9 stycznia 2006 roku uzyskał tamże stopień doktora nauk fizycznych na podstawie pracy pt. Komunikacja przy użyciu pojedynczych fotonów poprzez niedoskonałe kanały kwantowe. 15 grudnia 2014 roku habilitował się tamże na podstawie pracy pt. Relatywistyczna informacja kwantowa.
Pracował w Imperial College London oraz w University of Nottingham. Został profesorem wizytującym na Narodowym Uniwersytecie Singapuru.
W Instytucie Fizyki Teoretycznej Uniwersytetu Warszawskiego kierował grupą badawczą, która zajmowała się relatywistycznymi aspektami zjawisk kwantowych.

Twórczość
Fizyka
Napisał 50 prac z zakresu optyki kwantowej, relatywistycznej teorii informacji kwantowej, teorii względności, kwantowej teorii pola w zakrzywionych czasoprzestrzeniach oraz dwie książki:
• podręcznik teorii względności pt. Unusually Special Relativity wydany w 2021 roku przez World Scientific Publishing;
• w 2019 roku nakładem wydawnictwa Fabuła Fraza ukazała się jego książka popularnonaukowa poświęcona m.in. fizyce kwantowej pt. Kwantechizm, czyli klatka na ludzi.
Popularyzował fizykę także przez artykuły i publiczne wykłady, np. dla FUW i konferencji TEDx w Poznaniu. Udzielał też wywiadów internetowemu Radiu Naukowemu i polskim youtuberom.
Fotografia
Fotografować zaczął w 2003 roku. Wypracował własną technikę cyfrowej obróbki fotograficznej, nazywaną efektem Dragana. Obróbka ta polega na stosowaniu, oprócz prostej manipulacji kolorem i filtrowania tonalnego, kombinacji charakterystycznego oświetlenia modela oraz ręcznej edycji zdjęcia przy użyciu zestawu specjalnych pędzli, sztucznie korygujących oryginalne oświetlenie.
Publikował swoje zdjęcia na okładkach kilkudziesięciu czasopism i książek w wielu krajach świata.
Dragan znany jest z szokujących, prowokacyjnych i kontrowersyjnych sesji fotograficznych. Wykonał m.in. serię portretów anorektycznej modelki i portret poranionego mężczyzny w koronie cierniowej (obydwie sesje z 2006 r.) Znany jest również jako autor zdjęć do kampanii reklamowych takich marek jak Energizer, Playstation, XBox, Play czy Converse.
Jest też zdobywcą tytułu Fotograf Rok 2007 brytyjskiego czasopisma Digital Camera.
Muzyka i film
W latach 90 komponował, pod ksywą „Dreamer”, muzykę na komputerach Amiga.
Andrzej Dragan stworzył także:
• nagradzane krótkometrażowe filmy artystyczne, inspirowane teoriami fizycznymi,
• krótkie filmy i reklamy m.in. dla HBO oraz Netflixa,
• teledyski, m.in. dla Behemotha, Quebonafide i Hani Rani.

Po wykładzie będzie okazja do rozmów przy lampce wina i preclach.

Życzymy dużo przyjemności.
Rada Programowa UTP


Meine Damen und Herren, liebe Freunde,

wir laden Sie zu einem Vortrag in den Hörsaal der Humboldt-Universität, Unter der Linden 6 ein. 
Am 14. Oktober 2022 um 18.00 Uhr in Raum 3038.
Mit Simultanübersetzung ins Deutsche.
Das Leitthema dieses Semesters wird Der Neue Humanismus sein.
Dr. habil. Andrzej Dragan widmet seinen Vortrag dem Thema: Wissenschaft ist Antihumanismus.

Moderation: Brygida Helbig-Mischewski.

Nach dem Vortrag gibt es Gelegenheit zu Gesprächen bei einem Glas Wein und einem kleinen Imbiss

HomepageDragan

Andrzej Dragan hat in Warschau, Oxford, Amsterdam sowie Lissabon Physik studiert. Seine Abschlussarbeit wurde 2001 als beste Master Thesis von Polen ausgezeichnet.
2001 und 2002 erhielt er ein Stipendium der Europäischen Wissenschaftsstiftung. 2005 promovierte er mit einer Arbeit über Quantenmechanik. Danach erhielt er die Stelle eines wissenschaftlichen Assistenten im Bereich der „Quantenoptik und Atomphysik“ am Institut für Theoretische Physik der Universität Warschau. Im akademischen Jahr 2008 war er Research Fellow am Imperial College London. Seit 2010 ist er Dozent an der University of Nottingham. Im gleichen Jahr erhielt er ein zweijähriges Stipendium vom polnischen Bildungsministerium für hervorragende junge Wissenschaftler.

Dragans veröffentlichte Fotografien sind ausnahmslos Porträts. Die Sitzungen mit den Modellen dauern nur kurz, er sagt dazu: „Ich mag es nicht, zu fotografieren.“ Der Nachbearbeitung einer Fotografie
hingegen widmet er bis zu einem Monat. Seine Bilder werden mit flämischer Malerei verglichen. Das von ihm eingesetzte Licht erzeuge sowohl Nüchternheit als auch Düsterkeit, wodurch die Details Kraft
und Klarheit gewännen. Die verwendeten Farben wirkten rein. Er vermeidet es, seine Modelle in einer Bewegung einzufangen. Seine Bilder überarbeitet er mit Photoshop, u. a. zur Montage verschiedener
Aufnahmen in ein Bild. Dragan äußert zu seiner Arbeitsweise, diese sei dem Malen ähnlich, nur dass er einen digitalen Pinsel nutze. Er füge keine neuen Elemente hinzu, sondern arbeite bereits Vorhandenes
heraus und betone es. Dragan arbeitet als Werbefotograf, wie z. B. für Converse, Fairy, Pilsner Urquell, Avon und Playstation. Er verwendet digitale Spiegelreflexkameras und Objektive von Canon, wie die Canon 10D.

Werke

Physik
Er hat 50 Arbeiten über Quantenoptik, relativistische Quanteninformationstheorie, Relativitätstheorie, Quantenfeldtheorie in gekrümmter Raumzeit sowie zwei Bücher geschrieben:
– ein Lehrbuch zur Relativitätstheorie mit dem Titel Unusually Special Relativity, das 2021 bei World Scientific Publishing veröffentlicht wurde;
– 2019 erschien sein populärwissenschaftliches Buch, das unter anderem Quantenphysik gewidmet ist, mit dem Titel Quantenchismus oder der Menschenkäfig beim Verlag Fabula Fraza.
Er popularisierte Physik auch durch Artikel und öffentliche Vorträge, z. B. für den FUW (Fachbereich Physik der Universität Warschau) und die TEDx-Konferenz in Poznań. Außerdem gab er auch Interviews, u a. dem Internet-Sender Wissenschaft und polnischen Youtubern.

Fotografie
Er begann 2003 zu fotografieren und entwickelte seine eigene Technik der digitalen Fotobearbeitung, den so genannten Dragan-Effekt. Bei dieser Bearbeitung wird neben einfacher Farbmanipulation und Tonwertfilterung eine Kombination aus charakteristischer Beleuchtung des Modells und manueller Bearbeitung des Fotos mit einem Satz spezieller Pinsel verwendet, um die ursprüngliche Beleuchtung künstlich zu korrigieren.

Der Fotograf hat seine Fotos auf den Titelseiten von Dutzenden von Zeitschriften und Büchern in vielen Ländern der Welt veröffentlicht.

Dragan ist bekannt für seine schockierenden, provokanten und kontroversen Fotoshootings. Unter anderem hat er eine Serie von Porträts eines magersüchtigen Models und ein Porträt eines verletzten
Mannes mit Dornenkrone angefertigt (beide Sessions aus dem Jahr 2006). Er ist auch als Autor von Fotos für Werbekampagnen von Marken wie Energizer, Playstation, XBox, Play und Converse bekannt.
Außerdem gewann er den Titel Fotograf des Jahres 2007 der britischen Zeitschrift Digital Camera.

Musik und Film
In den 90er Jahren komponierte er unter dem Spitznamen ‚Dreamer‘ Musik mit Amiga-Computern.
Andrzej Dragan schuf auch:
– preisgekrönte, von Physiktheorien inspirierte Kurzfilme,
– Kurzfilme und Werbespots u. a. für HBO und Netflix,
– Musikvideos, z. B. für Behemoth, Quebonafide und Hani Rani.Moderation: Dr. habil. Brygida Helbig

Reblog. Nobel z archeologii!!!

Proszę o wybaczenie Teresę, której obiecałam, że dziś umieszczę jej wiersze, ale niestety, przesuwam je na jutro, no bo dziś muszę się po prostu zachłysnąć faktem, że archeolog dostał nagrodę Nobla. Wiem, wiem, to nagroda Nobla z medycyny, ale naprawdę chlubę przynosi archeologii.

Wasza Adminka

Crazy nauka

Ola Stanisławska

Bez Svante Pääbo, który 3 października otrzymał nagrodę Nobla z medycyny, nie poznalibyśmy genomów neandertalczyka i denisowianina, no i nie umielibyśmy wskazać, jaki odsetek genów dzielimy z tymi wymarłymi krewniakami 🧬🔬🧐

To Pääbo jako pierwszy na świecie uznał, że możliwe jest zsekwencjonowanie DNA faraona sprzed 3000 lat i neandertalczyka sprzed 30 tysięcy. Wymyślił to w czasach, kiedy samo sekwencjonowanie było wyczynem, nie mówiąc już o sekwencjonowaniu genomu uszkodzonego lub, co gorsza, należącego do dawno wymarłego gatunku!

Fot. PLoS

Svante Pääbo to geniusz i prekursor w jednym. A do tego niezwykle barwna postać.

Od fascynacji egiptologią i mumiami egipskimi szwedzki naukowiec przeniósł zainteresowania na neandertalczyka i niezwykle tajemniczego człowieka z jaskini Denisowej, który okazał się jeszcze jednym wymarłym gatunkiem Homo.

To w dużej mierze dzięki drobiazgowości Pääbo zrekonstruowane zostały trasy wędrówek Homo sapiens po opuszczeniu kolebki ludzkości, Afryki.

Szwedzki naukowiec sam obsesyjnie wypracowywał metody pracy w laboratorium, z których korzystają teraz wszyscy genetycy, a które pozwoliły mu uniknąć kompromitacji wynikającej z zanieczyszczenia genomów wymarłych gatunków DNA pochodzącym od pracowników laboratorium czy też od przyniesionych przez nich bakterii. Bo jakby to było, gdyby światło dzienne ujrzał nie genom neandertalczyka czy denisowianina, tylko genom jednego z laborantów z pracowni Pääbo?

Pääbo całymi latami był uznawany za naukowca niepokornego i trochę niewygodnego, wskutek czego w zasadzie został “zesłany”, jak sam napisał w książce “Neandertalczyk”, do Instytutu Maxa Plancka w Lipsku. A następnie, ku zaskoczeniu wielu osób, wprowadził ten instytut, założony w miejscu poenerdowskiego ośrodka, do ścisłej światowej czołówki!

Pääbo to jeden z najwybitniejszych współczesnych genetyków, twórca nowej dyscypliny naukowej – paleogenomiki. To nazwisko po prostu trzeba znać.

O tym, czego dokonał Svante Pääbo przeczytajcie TU.

PS. A może to jest Don Kichot? Taki chudy. I tak robi w nauce wszystko na opak.

Koty, groby, don Kichoty

czyli sprzątanie komputera

Groby, na cmentarzu, gdzie leżą Viki Korb, Marlena Dietrich i Helmut Newton.

Don Kichoty, chyba raczej wszystkie awangardowe

Koty, wszystkie artystyczne

Jom Kipur

Inspiratorką tego wpisu jest Anna Dobrzyńska

Współautor(k)ami są Motty Steinmetz, Henryk Grynberg, Ewa Maria Slaska i Mareike Winnemuth

Anna napisała:

Ewo, przesyłam Ci rysunek, który narysowałam, zainspirowana utworem Mottiego Steinmetza:

Anna daje mi ten rysunek do dyspozycji. Mogę go umieścić, kiedy chcę. Wybieram dzisiejszy dzień. Dziś wigilia żydowskiego święta Wybaczenia, ale jako antopolożka kultury wiem: to starożytne święto lęku przed demonami. W końcu sam Jahwe, zanim stał się abstrakcyjnym bogiem Jedynym i Tym, Którego Imienia Się Nie Wymawia, też był takim właśnie górskim demonem. Demony mogą zrobić z nami wszystko i dlatego należy im się od nas bezwzględne posłuszeństwo, pokora, pokuta. Dlatego Jom Kippur to dzień zgrozy. Holokaust też tu przynależy. Zgroza życia.


Ponad 10 lat temu niemiecka dziennikarka, Meike Winnemuth, spędziła Yom Kippur w Tel Avivie. Myślała, że będzie to przeżycie podobne do tego, kiedy jako turysta spędzasz na przykład święto kwitnącej wiśni w Japonii – przybysz z innego świata może świętować razem z tubylcami. A tymczasem…

Ulice puste, sklepy zamknięte, restauracje nieczynne, puste plaże – to piątkowe popołudnie w przededniu najważniejszego święta żydowskiego było ciche jak cichy jest pierwszy śnieg. Jakby ktoś wyłączył cały świat i opakował go w watę. Cicho.

W dniu Jom Kippur Izrael wstrzymuje oddech. Nawet ci, którzy głoszą, że są areligini, poszczą przez 25 godzin, nawet łyka wody nie wolno wypić. Nie jeżdą pociągi i autobusy. W telewizji specjalny program, po to, żeby był jakiś program. Dzień Spokoju i Żałoby, który zaraz się zacznie, jak tylko zajdzie słońce. Same zakazy. Nie wolno uprawiać seksu, nie wolno nosić skórzanego obuwia, trzeba włożyć białe ubrania. Dzień, który wszyscy spędzą w synagodze…


Przetłumaczyłam tę piosenkę Motty’ego Steinmetza.

To było krótko po straszliwym Holokauście.

Spokojnie szedł sobie ulicami Jerozolimy
Maggid Shiur Reb Chaim, który właśnie dokończył Daf Chayomi.
Jego serce było radosne, bo za dwa dni
miał dokończy shas z pomocą jednego z nich.

I nagle zobaczył go w mroku, taki był smutny,
mężczyzna ze sklepiku na ulicy Hillela
Mówił z trudem.
Rebe, nazywam się Jankiel Broch,
czy mogę Ci zadać pytanie.

Rebe spojrzał na niego i zobaczył ból w jego oczach.
Czy przyszedłeś stamtąd?
Tak, Rebe, przyszedłem stamtąd.
Chcę Ci zadać krótkie pytanie.
Ale najpierw powiem Ci, dlaczego pytam.

Nazwano mnie Jankiel Hakones.
Pamiętam dawne wspomnienia.
I mnie pamiętają ci, co przeszli przez Buchenwald.
Urodziłem się w roku 1930.
Byłem synem rabiego Szlomi i jego żony, Gitel z Szadiku.
Niech Pan pozwoli pomścić ich krew.

Codziennie chodziłem do chederu.
Smutny i przygnębiony, bo niestety
serce było zatrzaśnięte i nie rozumiałem ani słowa
Rabi nas uczył, ale dla mnie nauka to był jeden wstyd.
Tata i mama płakali ze wstydu.

Pewnego dnia siedziałem w milczeniu
gdy tata powiedział, głuptasie, lecz powiem ci,
że przyjdzie dzień a zrozumiesz.

Odwiązał czerwony sznurek z sakiewki
i pokazał mi złotą monetę.
Dostaniesz je, gdy nauczysz się gemary na pamięć.

Od tego dnia uczyłem się każdego wieczora
po powrocie z chedaru.
Mama i tata już świątecznie ubrani
na przywitanie szabasu
czekali aż nauczę się słów na ten wieczór.

A ja codziennie uczyłem się na pamięć dwóch linijek.
Marząc o sakiewce pełnej złotych monet.

Aż pewnego wieczora, nigdy tego nie zapomnę,
wszedłem do taty, wiedząc, że wiem.
Zamknąłem oczy i wyrecytowałem wszystko,
a głos miałem donośny i czysty.

A gdy otworzyłem oczy, tata i mama płakali
jak jeszcze nigdy w życiu.
I wtedy, nagle, straszliwie, niebo pociemniało
i całe nasze miasteczko, Szadik, 
zostało wygnane, tego jednego dnia gniewu.

Tato, mamo, och, wciąż płaczę,
byłem chłopcem, i zastało mi tylko to słowo.
Pociągi wiozły nas po szynach śmierci
przez cały kraj.

Kiedy czasem myślałem, że może się nie udać,
szeptałem do siebie te linijki.
Które wtedy im powiedziałem z zamkniętymi oczami.
A cały Buchenwald mówił o mnie Jankiel Hakones.

Przyjechałem do Jerozolimy,
siadywałem w pokoiku za sklepem
i myślałem, że może nauczę się jeszcze czegoś.
Ale byłem sam, nie było mamy i taty.
Więc kto miał mieć dla mnie czas i wsparcie?
Dla mnie, słabego na umyśle?

Miałem tylko tę kartkę,
kartkę z dzieciństwa.
Każdego wieczora, po dniu ciężkiej pracy,
zamykam oczy i, tak jakbym znowu był w naszym miasteczki
jakbym był w domu
powtarzam z pamięci słowo po słowie.

Powiedz mi teraz, Reb Chaim,
Czy mogę, tylko przez dwa dni,
być z wami w gronie tych, którzy...

Bo powtarzałem to już dwa tysiące siedem razy
choć może nie tak jak trzeba

Och, tak, Jankielu, tak Jankielu,
jaka piękna jest twa mowa i twa historia, 
Umówmy się, ja wezmę to, co ty mówisz.
Ty powiedz to, co ja mam powiedzieć.

Bo piękna jest twa historia.
Teraz już na pewno dokończę nowej sza.
A ty już zawsze będziesz znał gemarę.
Chodź Jankielu, chodźmy do szkoły.

To jest tak, jakbyś był w Szadiku,
a z tobą mama i tata,
ci, których wrzucono do ognia.

Zmówimy za nich kadisz.
Zabijałeś się każdego dnia
więc poczuj się, jakbyś już tam był,
tam gdzie są  Mosze, i Chaim, i Awram, i Chana

I teraz będziemy razem śpiewać.

Przy okazji układania tego wpisu znalazłam chyba podobny wiersz Henryka Grynberga, zatytułowany

Między życiem a śmiercią
(Holokaust)

Dziadka w pobożnej jarmułce z babką w czepku cnotliwym
rozebrałeś do naga przed chamem
a gdy o pomoc wołali cyklon B im do gardła wsypałeś
a drugiemu dziadkowi entuzjazm wiary miłości nadziei
odpłaciłeś zhańbieniem najlepszej z chasydzkich córek
a gdy biegł jej na pomoc zastrzeliłeś go ręką chama
a drugiej babce jak Chamie kazałeś
patrzeć na śmierć wszystkich dzieci i świata
całego jaki miała
zanim jej pozwoliłeś by sama się położyła do grobu
a ojca mi zarąbałeś chamską siekierą w tył głowy
żeby się nie mógł obronić
a brata półtorarocznego znalazłeś
bo miał znak Twojego Przymierza (zgodnie z Twym
Przykazaniem)
nie oszczędziłeś nawet ojczyma który (wbrew Twojej woli)
z ognia getta cyklonu treblinki między oczodołami przeszedł aż
do kalifornijskiego sklepiku
gdzie bandyta strzelał a Tyś kule nosił
tylko matce przysłałeś legalnie wyrok swój przez lekarza
żeby rok w celi śmierci
bez odwołania czekała
i żebym mógł się napatrzeć na swoją własną bezradność
piękna Twoja muzyka wieniawskiego i perelmana
i wspaniałe Twoje kolory każdego kwietnia i maja
wszędzie gdzie zarzyna się dusze
ale nie dziw się że mi wszystko jedno
jakim zarżniesz mnie nożem i kiedy
bo choćbym żył wiecznie nie zdążę
opowiedzieć

[Henryk Grynberg, Rodowód, z tomu „Wśród nieobecnych”, Londyn 1983]

Sławomir Żurek* pisze o tym wierszu, że Choć Żydzi nadal pozostają w opozycji do
otaczającego świata, to pozbawieni zostają przychylności Boga. (…) poeta postępuje dalej – Bóg jest nie tylko zaangażowany emocjonalnie po stronie oprawców, ale także jest uczestnikiem wszystkich zbrodni.

* Obyczaje – Magazyn Międzynarodowy 2002, nr 9-10, s. 8-11.