Stone, wood, glass, paper

or art in it’s incredibility

found on https://artsartistsartwork.com

you can buy it

José Manuel Castro López works the stone in an amazing way, for him stones are malleable, they melt, liquefy, form and deform. It manages to give them a soft and organic look. Real optical illusions, his sculptures are beautiful and well made of quartz, granite and other rocks all harder than the others.

***

This is a fascinating sculpture made of wood. It must be carved but no matter how he created it, it appears so delicate. I can just imaging the skill Alain Mailland has with his tools to create something so complex and beautiful out of wood. ❤

***

Master glassblower and stained glass artist Loren Stump in California has created a “loaf” of glass, called murrine, out of carefully layered glass rods that, when sliced, reveal a painstakingly detailed work of art in cross-section. 😮

***

Intricate paper sculptures by @juliaibbini [IG} are meticulously crafted to appear as though they have been made in nature. Artist Julia Ibbini and computer scientist Stephane Noyer, who are behind the Abu Dhabi-based studio, spent the last year working on a collection of geometric cylindrical pieces swirling with vine-like forms, mirrored geometric designs that resemble the repeating patterns in honeycomb, and sculptures that look like delicate shells. 😍

Reblog: Nataniel

Wolność Równość Demokracja

Maciej Kawecki

Z FB, 21.07.2022

Wielki młody człowiek który własnymi rękami zmienia polski system edukacji! Nataniel Brożnowicz ma 21 lat i stworzył wart już dziś 14 milionów złotych startup Maturalni.com który tylko w tym roku pomógł 60 tysiącom maturzystów zdać maturę! Nataniel w wielu 18 lat przystąpił do 19 olimpiad przedmiotowych z czego jako jedyny Polak wtedy w 6 został ich laureatem! Mógł pójść na każde studia jakie chciał ale postanowił założyć startup, który pomaga młodym Polakom zdać najważniejszy egzamin w życiu i wybrać dalszą drogę. Nataniel przełamuje też wszelkie stereotypy influencera. Założył TikToka by w pięknych słowach mówić młodym ludziom jak zdać maturę i jakie studia wybrać. Są tam same mądre treści, które dziś obserwuje 400 tysięcy uczniów z całej polski! Na moim blogu makeway.pl mój wywiad i historia skromnego chłopaka, który w wieku 21 lat naprawdę zmienia oblicze polskiej edukacji!

Na moje pytanie o pomysł na pomaganie innym Nataniel odpowiada „nasz startup nazywa się „Maturalni”. Stworzyliśmy go w piątkę jako paczka przyjaciół z Mielca. W dużym skrócie pomagamy uczniom napisać maturę na wymarzonym poziomie, oszczędzając przy tym ich czas. Można powiedzieć, że to całe nasze życie, bo 1 stycznia przeprowadziliśmy się wszyscy do jednego domu pod Krakowem, by rozwijać te nasze działania na 110%. Pomysł się wziął stąd, że już jako uczniowie zauważyliśmy, że szkoła jest bardzo mało wydajna i tą całą wiedzę można przekazywać zdecydowanie ciekawiej”.

Mimo, że poznaję ogromną ilość młodych ludzi, którzy dają mi energię i są solą mojej działalności, system wartości jaki reprezentuje Nataniel jest czymś absolutnie niepowtarzalnym. Skromność. Poczucie misji. Szacunek do drugiego człowieka. Jako pierwszemu zaproponowałem, by w 2023 odwiedził ze mną najważniejsze sceny technologiczne na świecie, by to, co ja relacjonuje Wam, on pokazywał młodym ludziom. Dziękuję Nataniel, za to co robisz i jakim jesteś człowiekiem. Nadzieja na przyszłość. A Państwu polecam wywiad, który z nim przeprowadziłem i dzielenie się nim z innymi. To są gwiazdy warte naszej atencji.

Wywiad: https://makeway.pl/pl/wywiad-z-natanielem

Ewelina Wanke, Radziwiłł & UTP


www.UTP.berlin

Szanowni Państwo, drodzy Przyjaciele,
zapraszamy naszych słuchaczy 15 lipca o godz. 18.00 na wykład Dr Eweliny Wanke

Radziwiłłowie w Berlinie — Ferdynand książę Radziwiłł (1834–1926) i jego wkład w budowanie stosunków polsko-niemieckich w XIX wieku

Wykład przybliży postać jednego z najistotniejszych członków berlińskiej linii rodu — wybitnego polityka konserwatywnego, posła do Reichstagu i szefa działającego tam Koła Polskiego, członka Izby Panów pruskiego Landtagu i wreszcie marszałka-seniora Sejmu Ustawodawczego niepodległej Polski.

Dr Ewelina Wanke, historyczka, nauczycielka akademicka, tłumaczka, muzealniczka i pedagożka. Mieszka i pracuje w Berlinie. Autorka wielu publikacji z zakresu historii stosunków polsko-niemieckich w XIX i XX wieku, w tym najnowszej biografii Ferdynanda księcia Radziwiłła.
Poza pracą naukową i pedagogiczną tworzy filmy dokumentalne oraz teatr i kino dwujęzyczne.

Moderator: dr Piotr Olszówka

Życzymy dużo przyjemności.
Rada Programowa UTP


Meine Damen und Herren, liebe Freunde,
Wir laden unsere Zuhörer zum Vortrag ein: 15. Juli 2022 um 18.00 Uhr.

Dr. Ewelina Wanke, Historikerin, Hochschullehrerin, Übersetzerin, Museologin und Pädagogin. Lebt und arbeitet in Berlin. Sie ist Autorin zahlreicher Veröffentlichungen zur Geschichte der polnisch-deutschen Beziehungen im 19. und 20. Jahrhundert, darunter eine kürzlich erschienene Biografie über Ferdinand Fürst Radziwill. Neben ihrer wissenschaftlichen und pädagogischen Arbeit macht sie Dokumentarfilme, Theater und zweisprachiges Kino.

Der Vortrag Die Familie Radziwill in Berlin – Ferdinand Fürst Radziwill (1834-1926) und sein Beitrag zu den deutsch-polnischen Beziehungen im 19. Jahrhundert stellt einen der bedeutendsten Vertreter der Berliner Linie der Familie vor – einen prominenten konservativen Politiker, Mitglied des Reichstags und Leiter des Polnischen Kreises, Mitglied des Oberhauses des Preußischen Landtags und schließlich Oberpräsident des Sejm des unabhängigen Polen.

Moderation: Dr. Piotr Olszowka

Mit herzlichen Grüßen,


Link do rejestracji w spotkaniu ZOOM / Link zur Registrierung im ZOOM-Meeting

https://us02web.zoom.us/webinar/register/WN_bZoJp-O1TnmcaEI9Ztc3ag

Mit Simultanübersetzung ins Deutsche


Współfinansowane przez / Gefördert durch:

Księga Piasku. Don Kichot.

Jorge Luis Borges (ktoś jeszcze i ja)

Tamten

Stary Borges spotyka podczas spaceru siebie samego sprzed 50 lat. Starzec siedzi na ławce w Ameryce, młodzieniec w Szwajcarii.

– Jestem w Genewie, na ławce, o parę kroków od Rodanu. Dziwne wydaje mi się jedno, że jesteśmy do siebie podobni, choć pan, z tą siwą głową, wygląda na o wiele starszego.
Odpowiedziałem:
– Mogę ci dowieść, że nie kłamię. Opowiem ci o sprawach, o jakich nie może wiedzieć nieznajomy. W domu jest srebrne naczynie do mate na nóżce udającej węża, które nasz pradziad przywiózł z Peru. Jest też srebrna miska, którą przytraczał do siodła. W twojej szafie stoją dwa rzędy książek. Trzy tomy bajek “Księgi tysiąca i jednej nocy” Lane’a ze stalorytem i notkami zamieszczonymi petitem pomiędzy rozdziałami, słownik łaciński Quicherata, “Germania” Tacyta po łacinie w wersji Gordona, “Don Kichot” wydany przez Garniera, “Tablas de sangre” Rivery Indarte, z dedykacją autora, “Sartor Resartus” Carlyle’a, biografia Amiela i schowana za innymi w tekturowej oprawie książka o obyczajach seksualnych ludów bałkańskich. Nie zapomniałem również pewnego popołudnia na pierwszym piętrze domu przy placu Dubourg.
– Dufour – poprawił.
– Zgoda. Dufour. Czy ci to wystarcza?
– Nie – odpowiedział. – Te dowody niczemu nie służą. Jeżeli śni mi się pan, to nic dziwnego, że wie pan to, co ja wiem. Wszystkie pańskie staranne wyliczania są daremne. (…)

Kongres

Bogaty właściciel ziemski postanawia powołać do życia Kongres Świata, co w zamyśle oznacza Kongres Reprezentatntów Całego Świata, a okazuje się Całym Świata:

Twirl, powołując się na Pliniusza Młodszego, wedle którego nie było książek tak złych, by nie zawierały w sobie czegoś dobrego, zaproponował nabycie z kolekcji “La Prensa” trzech tysięcy czterystu egzemplarzy rozmaitych wydań “Don Kichota”, całej korespondencji Balmesa, rozpraw uniwersyteckich, rachunków, biuletynów i programów teatralnych.
“Wszystko jest świadectwem” – oznajmił. Nierenstein poparł go; don Alejandro “po trzech burzliwych sobotach” zaaprobował ten wniosek. Nora Erfjord zrezygnowała ze stanowiska sekretarki; miejsce jej zajął nowy członek, Karliński, człowiek Twirla. Olbrzymie paki gromadzono teraz, bez katalogów i fiszek, w pokojach położonych w głębi oraz w piwnicach wielkiego domiska don Alejandra. W początkach lipca Irala spędził tydzień w Kaledonii; murarze porzucili pracę. Zapytany, zarządca odpowiedział, że tak im rozkazał szef i że w końcu zawsze jest na wszystko dosyć czasu.
(…) W piątek poszedłem przywitać się z don Alejandrem. Towarzyszył mi Fernández Irala. Zmierzchało i do wnętrza domu napływał wiatr z pampy. Na wprost frontonu domu, od strony ulicy Alsina, stał wóz zaprzężony w trzy konie. Dotąd widzę ludzi zgiętych pod ciężarem pak, które składali na ostatnim patio.
Komenderował nimi władczo Twirl. Jakby coś przeczuwając, znaleźli się tam również Nora Erfjord, Nierenstein, Cruz i Donald Wren oraz jeden czy dwóch kongresmanów.
Nora uściskała mnie i ucałowała. Dobrotliwy i wesoły Murzyn pocałował mnie w rękę.
W jednym z pokoi otwarta była kwadratowa klapa w podłodze prowadząca do sutereny, ceglane stopnie ginęły w mroku.
Nagle usłyszeliśmy kroki. Zanim go ujrzałem, wiedziałem, że to don Alejandro. Nie wszedł, ale raczej wbiegł. Miał zmieniony głos. (…) Nie patrząc na nikogo, rozkazał:
– Proszę wynieść to wszystko, co zostało złożone na dole. W suterenie nie może zostać ani jedna książka.
Wykonanie zadania trwało niemal godzinę. Na klepisku ostatniego patia ułożyliśmy bardzo wysoki stos. Chodziliśmy tam i na powrót, jedynym, który się nie poruszył, był don Alejandro.
Po czym padł rozkaz:
– A teraz proszę to podpalić.
Twirl był bardzo blady. Nierenstein wybełkotał:
– Kongres Świata nie może się obejść bez tych drogocennych naukowych pomocy, które tak troskliwie wybierałem.
– Kongres Świata? – powiedział don Alejandro. Roześmiał się gorzko, a nigdy przedtem nie słyszałem, żeby się śmiał.

W niszczeniu tkwi jakaś tajemnicza rozkosz; płomienie rozbłysły hucząc, ludzie zaś przytulili się do murów lub schronili po pokojach. Noc, popiół i zapach spalenizny pozostały na patio. Przypominam sobie jakieś zabłąkane kartki; ocalone – teraz bieliły się na ziemi. Nora Erfjord, która kochała don Alejandra miłością, jaką młode kobiety darzą starych mężczyzn, powiedziała, nie wiedząc właściwie, co mówi:
– Don Alejandro wie, co robi.
Irala, wierny literaturze, wypowiedział zdanie:
– Co ileś wieków biblioteka aleksandryjska musi spłonąć.

Tłumaczenie Zofia Chądzyńska, Wydawnictwo Literackie, seria Proza Iberoamerykańska, Kraków 1980

Ja

Od kilku lat przepisuję, rebloguję, powielam wszystko, co znajdę w życiu i w sieci na temat Don Kichota (Don Kichota), Miguela Cervantesa, Sancho Pansy i Baratarii. Zajmują mnie też utopie i wyspy. Dostały one kiedyś zbiorczą nazwę baratarystyka. Myślałam, że robię coś w rodzaju blogowego bałaganu z Cambridge i że to wolno, no, bo kto mi zabroni cytować? O Borgesie w kontekście tych zabaw i poszukiwań już kilka razy pisałam, cytowałam też całe jego opowiadanie pt. Pierre Maynard, autor Don Kichota, tekst o człowieku, który napisał od nowa Don Kichota. Okazało się jednak, że życie prześcignęło fikcję literacką i…

Ktoś jeszcze

Za przerobienie opowiadania Borgesa grozi mu sześć lat więzienia

29 czerwca 2015

6-lat-wiezienia-za-borgesa

Pablo Katchadjian, argentyński pisarz, który przerobił opowiadanie Jorge Luisa Borgesa „Alef” na nowy utwór o tytule „Spasiony Alef”, może trafić do więzienia nawet na sześć lat, jeśli jego działanie zostanie uznane za plagiat, a nie borgesowski eksperyment.

W swym opowiadaniu „Pierre Menard, autor Don Kichota” Borges pisał o pisarzu, który zamierzał odtworzyć dzieło Cervantesa. Czynił to, przepisując słynną powieść słowo w słowo, litera w literę, a dzieło, dzięki nowemu kontekstowi, miało zyskać nowe znaczenie. „Pierre Menard nie chciał stworzyć innego Don Kichota, co z pewnością jest dość proste, on chciał stworzyć Don Kichota, pisał Borges.

Ideą zawartą w opowiadaniu „Pierre Menard, autor Don Kichota” inspiruje się od jakiegoś czasu amerykański artysta Tim Youd, który jak dotąd przepisał na maszynie m.in. „Listonosza” Bukowskiego, „Wściekłość i wrzask” Faulknera i „Jima Szczęściarza” Kinglesya Amisa. Jak się okazuje, nie on pierwszy inspirował się pomysłem Borgesa. W 2009 roku argentyński pisarz Pablo Katchadjian wziął na warsztat opowiadanie Borgesa „Alef” i przepisał je na nowo, dodając od siebie drugie tyle tekstu. Tak powstała książka „El Aleph engordado” („Spasiony Alef”). Wydało ją w nakładzie 300 egzemplarzy małe, podziemne wydawnictwo. Rezultatem tego eksperymentu był pozew złożony w sądzie przez Maríę Kodamę (na zdj. poniżej), wdowę po Borgesie i strażniczkę jego spuścizny.

maria-kodama-borges

W zeszłym tygodniu podano do informacji, że Katchadjian został oficjalnie oskarżony o kradzież własności intelektualnej, za co grozi mu sześć lat więzienia. Argentyńskie środowisko literackie trzyma stronę pisarza i raczej nikt nie wątpi, że jego gest miał być eksperymentem literackim. Zresztą Katchadjian poszedł dalej niż bohater opowiadania „Pierre Menard, autor Don Kichota”, bo nie tylko przepisał tekst, ale do 4000 słów Borgesa dodał 5600 swoich.

6-lat-wiezienia-za-borgesa-2

Katchdjian (na zdj.) znany jest ze swego performatywnego podejścia do literatury. A Borges? Borges był mistrzem wymyślonych cytatów, literackich odwołań, fikcyjnych recenzji oraz poczucia humoru. Można zastanawiać się, co zrobiłby ze „Spasionym Alefem”. Raczej mało prawdopodobne, by pozwał swego adepta do sądu. Można też potraktować całą sprawę jako głos w dyskusji na temat coraz większej różnicy pomiędzy prawem dotyczącym własności intelektualnej a rzeczywistością z jej Internetem, w którym remiksuje i przerabia się dosłownie wszystko.

[aw]
źródło: The Guardian

Ja

Sprawdzam, czy Katchdjian poszedł do więzienia. Jego książka się na pewno ukazała.

Nie, nie poszedł. Książka ukazała się w niskim nakładzie (jedne źródła podają liczbę 200 egzemplarzy, inne 300) i wdowa po Borgesie wystąpiła na drogę sądową.

W 2017 roku Sąd Apelacyjny uchylił akt oskarżenia i oddalił go. Ważną rolę w decyzji sądu odegrała interwencja uniwersytetów w USA, Niemczech, Chinach i Japonii, wskazujących, że El Aleph Engordado jest legalnym zabiegiem literackim.

1 lipca 2021 r. prawa wdowy do dzieła Borgesa zostały chwilowo zawieszone, po tym jak adwokat Katchadjiana złożył pozew, żądając zapłaty 888 500 pesos na koszty sądowe. Zawieszenie praw miało uchronić wdowę przed koniecznością zapłacenia takiej sumy. W przeciwnym razie jej prawa do dzieła Borgesa zostałyby zlicytowane.

Trochę to przypomina proces Johnny’ego Deppa przeciw Amber Heard i vice versa. Zastanawiam się: czy nie ma już czegoś takiego jak jasna wykładnia prawa? Don Kichot byłby bardzo niezadowolony. Borges zresztą też.

Kupmy Bayraktara Ukrainie!

Kupmy Ukraińcom Bayraktara!

🇺🇦 Українська версія – BELOW

🇬🇧 English version – LINK

Sławomir Sierakowski Zweryfikowany przelewem i dowodem osobistym

Wczoraj, gdy ja wpłacałam na konto i wstawiałam ten wpis wpłynęło już 6 892 316 zł 

z 22 500 000 zł, jakie inicjatorzuy chcą zebrać, czyli 30%.

Zostało 21 dni do końca (dziś już 20).

Było 62429 wspierających.

Zrzutka została udostępniona 74 640 razy.

Tu można wpłacić

https://zrzutka.pl/na-polskiego-bayraktara-dla-armii-ukrainy

Opis zrzutki

Kupmy Ukraińcom Bayraktara!

Litwini zebrali środki błyskawicznie i firma produkująca Bayraktary postanowiła przekazać drona za darmo Ukrainie, a zebrane pieniądze przeznaczyć na pomoc ludności. Później to samo stało się z kolejną zbiórką na trzy Bayraktary! Czas na nas. Pamiętacie Buczę, Irpień, Mariupol? Weźmy udział w tej walce. Kupmy polskiego Bayraktara. 

Suma jest wyjątkowo ambitna, ale zrzutka idzie doskonale! Jeśli zbierzemy mniej, przekażemy wszystko na fundusz Sił Zbrojnych Ukrainy w Narodowym Banku Ukrainy. To samo zrobimy z nadwyżką. Działamy!

Love, S 

Jeśli chcesz wesprzeć akcję, możesz równocześnie wziąć udział w konkursach i licytacjach organizowanych na grupie na Facebooku Zrzutka.Licytacje pod #goBayraktar lub na Allegro. Listę aktualnych konkursów i licytacji znajdziesz w aktualnościach zrzutki. Możesz także wystawić własne aukcje w tych kanałach, aby dochód z nich zasilił zrzutkę! Dołącz do nas!

_________________________________

Придбаймо українцям Байрактар!

Придбаймо для українців Байрактар!

Литовці зібрали кошти миттєво, і фірма, що виготовляє Байрактари, вирішила віддати безпілотник Україні безкоштовно, а зібрані гроші перерахувати на допомогу населенню. Пізніше так само відбулося і з наступним збором коштів на три Байрактари! Тепер наша черга.

Пам’ятаєте Бучу, Ірпінь, Маріуполь? Візьмімо участь у цій боротьбі. Придбаймо польський Байрактар.

Потрібна велика сума, але збір коштів проходить чудово! Якщо ми зберемо менше, то все перерахуємо для ЗСУ через Національний банк України. Так само зробимо з різницею коштів, якщо зберемо більше. Діймо!

З любов’ю, С

_________________________________

Let’s buy Bayraktar for Ukrainians!

The Lithuanians immediately raised money. The Bayraktar-making company decided to give the drone for free to Ukraine. What about money? All the gathered funds were donated to help people.

Later the same thing happened with the next fundraising for three Bayraktars! Now is our turn. Do you remember Bucha, Irpin, Mariupol? Let’s take part in the battle. Let’s buy the Polish Bayraktar!

The amount of funds is tremendous, but fundraising is going perfectly. If we collect less, we will transfer everything to the account of the Armed Forces of Ukraine to the National Bank of Ukraine. We’ll do the same if we’ll raise more money. Let’s do it together!

With love, S.


A może Bayraktar to Barataria?

Dalai Lama

GRATULIERE DALAI LAMA ZUM GEBURTSTAG! ZŁÓŻ ŻYCZENIA DALAJ LAMIE! WISH DALAI LAMA A HAPPY BIRTHDAY!

Am 6. Juli 2022 hat der Dalai Lama Geburtstag: Das geistliche Oberhaupt der Tibeter wird 87 – hier könnt Ihr Eure Grußbotschaft hinterlassen!
Die Anzahl aller gesammelten Glückwünsche und einzelne, ausgewählte Wünsche werden dem Dalai Lama übermittelt.

Dalaj Lama obchodzi urodziny 6 lipca 2022: Duchowy przywódca Tybetańczyków kończy 87 lat – tutaj możesz zostawić wiadomość z życzeniami!
Dalaj Lama otrzyma informację, ile osób złożyło mu życzania, otrzyma też kilka wybranych życzeń.

The Dalai Lama’s birthday is on 6 July 2022: The spiritual leader of the Tibetans turns 87 – you can leave your greeting message here!
The number of all collected wishes and some individual ones are sent to him.

https://savetibet.de/dalai-lama-geburtstag

Aktion / Akcja / Action of International Campaign for Tibet Deutschland e. V.

Menschenrechtsorganisation, International Campaign for Tibet (ICT) wurde 1988 gegründet und hat ihre Büros in Washington, Amsterdam, Brüssel, Berlin und in Dharamsala, Indien. Internationaler Vorsitzender ist der Schauspieler Richard Gere.

Wir wollen, dass das tibetische Volk in Freiheit und Selbstbestimmung lebt und die Menschenrechte geachtet werden. Wir treten für

– ein demokratisches Selbstbestimmungsrecht

– die Sicherung der Menschenrechte

– den Schutz der landeseigenen Kultur und Umwelt in Tibet ein.

International Campaign for Tibet Deutschland e. V.
Schönhauser Allee 163
10435 Berlin
E-Mail: info@savetibet.de
Tel.: 030 / 27 87 90 86

			

FilmPOLSKA: Bukolika

Ela Kargol

Bukolika, piękny film o szczęściu, miłości, przywiązaniu, trwaniu, symbiozie o świecie innym, do którego dostęp nie każdemu jest dany. Reżyser bardzo długo zabiegał o względy matki i córki, żeby móc uczestniczyć w ich życiu, gdzieś w centralnej Polsce, na skraju wsi, na skraju biedy i na skraju modelu życia, modelu przez innych uznanym za obowiązujący.
Sielanka (bukolika, idylla, ekloga, skotopaska, pasterka) – gatunek literacki, utwór poetycki, przedstawiający w sposób wyidealizowany uroki życia wiejskiego. To cytat z wikipedii. Dalej jest o genezie, Teokrycie i Wergiliuszu, Kochanowskim i Miłoszu i o stylu Cottagecore, o którym nie miałam pojęcia, że tak się nazywa. Wystarczy upleść wianek z polnych kwiatów i założyć go na głowę.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Sielanka

Karol Pałka, reżyser – foto Ela Kargol

Bukolika jest filmem młodego reżysera Karola Pałki, filmem nagrodzonym słusznymi nagrodami w kraju i na świecie, filmem pokazanym berlińskim widzom w ramach 17. festiwalu filmPOLSKA.

Z kilkunastu filmów prezentowanych na festiwalu lub kilkudziesięciu, wliczając filmy ze Zbyszkiem Cybulskim, zobaczyłam cztery, w tym Bukolikę. O innych nie chcę pisać, że słabe, bo wszystkie cztery były dobre, ale najlepsza była Bukolika, sielanka nie z tego świata, choć mogłoby się wydawać, że sielanką nie jest.
Dom z czerwonej cegły, rozpadajacy się ze starości, w domu dwie izby ogrzewane zimą kozami i dwie kobiety, matka i córka, Danusia i Basia. Jan Paweł na obrazkach i z kalendarza nad wszystkim czuwa, choć na Watykanie już inne rządy. Brak łazienki, bieżącej wody, ale w mocno zużytym pojemniku po lodach dzwoni komórka, taka zwykła, żaden smartfon. Basia, córka Danusi kilka razy podczas filmu odbiera rozmowy od tajemniczego Franka. Kim jest Franek, pyta ktoś z publiczności reżysera, już po seansie. Franek jest tajemnicą, pomostem między światem tych dwóch kobiet, a światem modelowym, w którym my żyjemy. Dla mnie Franek nie jest tajemnicą, Franek jest bratem, kuzynem, przyjacielem, prawdopodobnie jedyną osobą, z którą się Basia kontaktuje, osobą, która zaakceptowała Basię, taką jaką jest. Franek, tak jak Jan Paweł opiekuje się Basią na odległość. Karol Pałka, reżyser nie dowiedział się kim jest Franek. Basia nie chciała wyjawić tajemnicy.
Widzowie dopatrują się w filmie horroru, reżyser nazywa swój film, choć dokumentalny, baśnią. Jest dużo pytań dotyczących biedy, rozmów z duchami i dalszych losów dwóch kobiet.
Dla mnie jest wszystko zrozumiałe, od początku do końca.
Bukolika to film o mojej siostrze i mojej mamie i o ich świecie, do którego rzadko jestem zapraszana.
Znam ten świat, w nim i obok niego wyrosłam i chciałam z niego czym prędzej uciec. Może dlatego wyszłam szybko za mąż, może dlatego wyemigrowłam z Polski.
Ale cały czas wracam i wracałam do świata matki i siostry, do ich symbiozy i sielankowego życia. Ojciec trwał obok, jak ja, ale uciec nie mógł. Mama urodzona na wsi wśród kóz, psów i kotów, nauczyła nas kochać wieś, pasać krowy i kozy, palić ogniska, a z kukurydzy wyczarowywać lalki z długimi włosami. Jej siostra, rowerzystka (rower tylko prowadziła) wielbiąca proboszcza i usługująca w kościele, wieczorami opowiadała nam, tak jak Danusia (matka Basi) w filmie, o wisielcach i diabłach.
Basia i Danusia żyją w symbiozie z naturą. Nie jest to ich świadomy wybór, życie za nie wybrało. Obie są osobami sprawnymi inaczej, ale sprawnymi, sprawnymi intelektualnie i fizycznie. Reżyser nie wchodzi butami w ich życie, jest raczej czułym obserwatorem. Z daleka filmuje tańce Basi i prawie ze wstydem przygląda się czynnościom higienicznym. Zwierzęta są wszędobylskie, przede wszystkim psy, które mącą spokój oglądania filmu. Wręcz przeszkadzają. Zapach, ja go czuję. Pamiętam zapach obory, chlewu, zapach niemytych ciał i brudnych izb. Pamiętam zapach siana, mleka, dymu z komina, chrustu, śniegu i kwitnącego rzepaku. Ktoś z publiczności powiedział, że Danusia (matka) jest osoba silniejszą i władczą, a Basia nie zawsze zgadza się z matką. Basia nie ma wyboru, a lepszej matki niż Danusia nigdzie by nie znalazła. To jest film o wielkiej miłości.
Filmowi towarzyszy wspaniała muzyka, zwłaszcza na początku i końcu filmu.

Bukolikę otwiera i zamyka melancholijny utwór ukraińskiej grupy DakhaBrakha, w którym wybijają się słowa: “Wszyscy są dla ciebie, wszystko specjalnie dla ciebie” (https://www.filmweb.pl/reviews/recenzja-filmu-Bukolika-24001)

Moja siostra Marylka ma podobną dwudziestoletnią starą komórkę, posklejaną taśmą, innej nie umialaby obsłużyć. Trzyma ją, jak Basia, w dość zużytym pudełku po lodach. Gdy rozmawia ze mną, tak jak Basia po dwóch, trzech zdaniach kończy rozmowę. Marylka ma świnkę morską, która bardzo śmierdzi, a Marylka ją tuli, jak Danusia koźlątko.
Sielanka? Nie zawsze.

Kino Bundesplatz już od kilku lat udziela miejsca i gościny festiwalowi filmPOLSKA. Tytuły filmów są codziennie zmieniane ręcznie. Wspaniały widok w czasach sztucznej ineligencji i komputerowego sterowania.

foto Ela Kargol

Gdy wakacje są ważniejsze niż wojna

Tekst znaleziony na Facebooku 22 czerwca 2022 roku. Tytuł ogólny tego wpisu pochodzi ode mnie. Wydaje mi się, że wakacje, słońce, plaża, jezioro sprawiają, że zapominamy, co się dzieje na wschód od Polski. Tekst opublikowała na Facebooku Justyna Sobolewska, która podała go za Tomaszem Sikorą. Autorką tekstu jest Halyna Kruk, ukraińska pisarka i poetka, która wygłosiła go w Berlinie podczas otwarcia Festiwalu Poezji.

Zdjęcie tytułowe na stronie facebookowej Halyny

Halyna Kruk

Wojna nie jest metaforą

W czerwcu 2014 roku, kiedy rosyjskie kolumny czołgów wjeżdżały na ukraińskie regiony Doniecka i Ługańska, powiedziałam podczas odczytu w starej, dobrej Europie, że w takiej sytuacji nam, Ukraińcom, trudno będzie rozmawiać o poezji. Po czym moderatorka – 30-letnia Rosjanka z Berlina – wzięła się za pouczanie, że poezja jest ponad wojną, że wielka kultura rosyjska jest ponad wojną, że Cwietajewa, Achmatowa czy Pasternak nigdy nie zniżali się do tak przyziemnych, zwykłych tematów jak wojna, patrzyli na wieczność, byli ponad tym wszystkim. A w ogóle co to miałoby mieć wspólnego z Rosją? Przez osiem lat staraliśmy się, aby nasze głosy były słyszalne: hej, jesteśmy na wojnie, część naszego kraju jest okupowana, tu codziennie giną ludzie. Upominano nas i pouczano jak uparte dzieci: nie mów o tym, przestań, bądź mądrzejszym, bądź ponad tym.

Rosja od ośmiu lat budowała swoją armię i przygotowywała się do inwazji na pełną skalę, a apetyt rósł. Rosyjscy poeci nadal uparcie spoglądali w wieczność, nie zdając sobie sprawy, jak ich kraj stał się autorytarnym państwem imitującym demokrację, kultywując jednocześnie narrację o własnej wielkości. Ci, którzy nie mogli już sobie poradzić, wyemigrowali i nadal prezentowali rosyjską kulturę jako wysublimowaną rosyjską fasadę. Przypuszczam, że moje słowa nie spodobają się wam, zaznajomionym z najlepszymi świadectwami kultury rosyjskiej. Nie musicie w to wierzyć, tak jak mieszkańcy Borodjanki , Hostomla i Buczy pod Kijowem nie chcieli uwierzyć, że Rosjanie przyszli ich zabić, nieuzbrojonych cywilów, bez powodu, bez przyczyny, bez różnicy. Mężczyźni i kobiety, dzieci i starcy. Zabijaj, gwałć, niszcz. Nie przychodzi mi do głowy żadna metafora, która uczyniłaby te słowa bardziej atrakcyjnymi lub przynajmniej mniej szokującymi.

Metafory nie działają przeciwko ludziom z karabinami maszynowymi. Kiedy twój samochód, którym ty i twoje dzieci próbujecie uciec przed wojną, zostanie przejechany przez czołg, żaden wiersz nie pomoże. Kiedy siedzisz całymi dniami przed zawaloną piwnicą wieżowca i słyszysz w środku krzyki swoich dzieci i wnuków, ale nie możesz ich wydostać, poezja jest nie na miejscu. Wydarzenia te są mocnym materiałem, europejski autor mógłby napisać o nich książkę na wieczność, a którą będzie czytać się w kółko. Ale ktoś, kto sam tego doświadczył, nie napisze tej książki. Ponieważ nikt nie ma siły, by przez to wszystko przejść, a potem tłumaczyć ten ból innym.

Wojna tworzy przepaść między tymi, którzy jej doświadczyli, a tymi, którzy znajdują się w bezpiecznej oddali. Widzę, że z każdym dniem coraz trudniej jest wytłumaczyć osobom z zewnątrz, jak się czujemy my, którzy jesteśmy w środku. A moja potrzeba wyjaśniania czegoś znika. Mówimy językiem, który staje się coraz bardziej niezrozumiały, nie mamy nastroju na poezję. Kiedy twój mąż jest na froncie, część krewnych jest poddawana straszliwej okupacji w obwodzie chersońskim, a inni w obwodzie charkowskim są pod ciągłym ostrzałem; kiedy ciągle trzeba być przygotowanym na kolejny alarm przeciwlotniczy, bo czasem naprawdę przylatuje coś, co zabija – wtedy trudno być wzniosłym. Poezja przybiera wtedy swoje własne formy, jako spontaniczna modlitwa, lament, a nawet przekleństwo przeciwko wrogowi. Te formy poezji są obce współczesnej poezji europejskiej, są funkcjonalne i rytualne, niezwykle istotne w swoich emocjach, niezwykle subiektywne, bardzo żałosne i nietolerancyjne. Trudno być tolerancyjnym wobec wroga, który zabija ciebie lub twoje dzieci. Kiedy zabije jednego, bierze się za następnego. Nie sądzę, że możesz być ponad to.

Obecnie jedna piąta mojego kraju jest czasowo zajęta. I niestety to nie jest metafora. Ludzie z okupowanych terytoriów są zabijani, terroryzowani, deportowani do obozów filtracyjnych w Rosji, rodzice i dzieci rozdzielani, wynaradawiani. Żadna poezja nie ma na to słów. Moja tablica na Facebooku aż roi się od zdjęć niesamowicie pięknych ludzi – mężczyzn i kobiet, rodziców, dzieci, zamordowanych przez Rosję. To nie jest metafora. Facebook blokuje lub usuwa te zdjęcia jako informacje zawierające intymne treści, które mogą zdenerwować użytkowników mediów społecznościowych. Ci ludzie nie urodzili się, by zginąć na wojnie, nie dostali dyplomu ukończenia studiów lub jakiegoś niższego stopnia, by zginąć na wojnie, nie rozwinęli swoich talentów, by umrzeć na wojnie. Utrata tych ludzi rozdziera ziejącą ranę, która pozostaje – w naszych duszach, w naszej kulturze, nauce, gospodarce, przemyśle, społeczeństwie. To nie jest metafora.

Nie znam żadnej poezji, która mogłaby uleczyć tę ranę. Ta wojna zabija nas wszystkich, każdego na swój sposób, chociaż na zewnątrz możemy wyglądać bezpiecznie i zdrowo, ale teraz poruszamy się małymi skokami, nawet na otwartej przestrzeni, głośne dźwięki sprawiają, że drżymy, a nasze małe dzieci, które miały doświadczenie siedzenia w piwnicy pod ogniem, nie płaczą już, kiedy się boją. Nawet najmłodsi wiedzą, że płacz może kosztować ich życie. I to też nie jest metafora.

Wojna wszystko wyjaśnia do tego stopnia, że ​​praktycznie nie ma już miejsca na poezję. Tylko na świadectwa.

Tymczasem nasi rosyjscy koledzy tworzą wzruszającą i głęboką poezję o wieczności, w bezpiecznym miejscu, na emigracji, gdzie nie ma strzelania, mając na uwadze artystyczne podejście i nie rozpraszając się brudem i przeciwnościami rzeczywistości. I ani syrena, ani kule, ani okupant z karabinem maszynowym lub czołgiem nie powstrzymują ich od skoncentrowanej pracy.

Bardzo żałuję, że poezja nie zabija.

9-Euro-Ticket (2): wycieczka do Szczecina

9-Euro-Ticket – bilet miesięczny na całą komunikację regionalną w Niemczech. Termin znany już w tym języku, ba, w tej konstrukcji językowej chyba w całej Europie. Ela Kargol jest niestrudzoną użytkowniczką tego biletu. A ja zapraszam Was wszystkich, byście opisywali swoje przygody podczas tych podróży. W czwartki czekają na autorów zawsze gościnnie zapraszające szpalty ewamaria.blog

Ela Kargol

Szmugiel brylantów i inne ciekawe historie 

Już raz szmuglowałam brylanty, z Berlina do Szczecina, dzisiaj znowu się udało. Jechałyśmy we trzy, Zosia, Irena i ja Basia (imiona celowo zmienione) Torebka się podarła, całe szczęście miałyśmy drugą torebkę, równie niedoskonałą. Brylanty nie były moje, należały do Zosi.  
W pociągu przechodziły z rąk do rąk. Konduktor nie był nimi zainteresowany, ani naszym szmuglem. W pewnym momencie nie byłyśmy nawet pewne, czy je wszystkie oddamy w wyznaczone miejsce. Irena wzięła do ręki te czerwone i z tęsknotą na nie spojrzała, ale szybko wrzuciła z powrotem do niedoskonałej torebki. Jak nie dostarczymy wszystkich, mogą być kłopoty.

Osoba kontaktowa odebrała nas pod dworcem i woziła po Szczecinie, narzekając na ruch, korki, spaliny, zachwalając kuchnię swojej żony i ciesząc się na rychły obiad. W pewnym momencie nie byłyśmy pewne, czy to jest właściwa osoba. 
W końcu dopiero, gdy Irena podała hasło, „we wtorki są korki“, a on długo sprawdzał w kalendarzu, czy dzisiaj na pewno wtorek, stwierdziłyśmy, że chyba wszystko jest w porządku, a każdy człowiek jest inny. 
Pod Książnicą nie mógł zaparkować, nie mógł nawrócić, był wyraźnie niezadowolony i bardzo głośny. A to był nasz pierwszy punkt kontaktowy do którego musiałyśmy dostarczyć bibułę. Udało się. 
Brylanty dowiozłyśmy wszystkie pod Globusa. Miejmy nadzieję, że na czas. A potem czekało nas śledztwo w sprawie zaginięcia „Wiążącej snopek”. Choć jeszcze czas żniw się nie zaczął, dziewczyna zniknęła, w niewyjaśnionych okolicznościach. 
Próbowałyśmy rozwikłać zagadkę. Osoba, która pierwszy raz była w ten dzień w pracy, tłumaczyła się, że ona nic nie wie, biegała z góry na dół, szukała na próżno eksponatu, druga pracownica pokazała nam ślad po rzeźbie, a trzecia próbowała połączyć się z naczelnym, nadaremnie. Nawet kierowniczka naszej małej grupy Irena nic nie wskórała. Zastępca naczelnego był na urlopie.  

Niepocieszone wyszłyśmy przed gmach budynku, jeszcze tylko szybkie zdjęcie na tle Herkulesa walczącego z centaurem, dokumentujące nasz pobyt w miejscu, w którym nie udało nam się rozwiązać zagadki i ruszyłyśmy dalej. Żeby zmylić ślady pojechałyśmy okrężną drogą do Bramy Berlińskiej, która tak naprawdę jest Portową. Pewnych spraw nie udało się załatwić.  

Brama Portowa zwana przed wojną Berlińską

Ze Stefanem i Tadeuszem umówione byłyśmy przy Sedinie.  
W sprawie Sediny, dawno już toczy się śledztwo. Sedina zaginęła parędziesiąt lat temu w niewyjaśnionych okolicznościach. Została po niej tylko kotwica. I fontanna bez wody. Ale sprawą Sediny zajmują się inni. 

Sedina

Usiadłyśmy w spelunie. Zasłużyłyśmy na obiad, na piwo też. Zamówiłyśmy i znowu czekałyśmy na kontakt. Stefan i Tadeusz się spóźniali. Byłyśmy niespokojne, tak niespokojne, że Zosia nie wytrzymała. Nawiązała kontakt z Żabką i zdobyła proszek. W końcu zza rogu wyłonili się dwaj panowie, jeden z nich miał na sobie różowe spodnie. To byli nasi ludzie.
Zdałyśmy relację z naszych działań i omówiłyśmy następne. Odebrałyśmy książki, przekazałyśmy co trzeba i ruszyłyśmy do Książnicy. 

Tak mogło być i tak tę historię opowiadamy, z przymrużeniem oka. 

A teraz żarty na bok i na poważnie, prawie: 
 
Książnica Pomorska, budynek stary i nowy wznosi się na skarpie dawnej twierdzy. Ilość przejść, schodów, łączników, wind, sal, klatek schodowych tworzy istny labirynt, w którym łatwo się zgubić. 
Książnica jest dla książąt, księży, księżniczek, księgowych i wszystkich innych zainteresowanych książkami, księgami, książeczkami, rozmowami o nich. Książnica to królestwo książek. 
14 czerwca 2022 opowiadałyśmy tu w sali Stefana Flukowskiego o Murze Berlińskim i naszej książce: „Śladami Muru Berlińskiego”.  
Dziękujemy bardzo Sylwii Wesołowskiej, która zorganizowała spotkanie, Bogdanowi Twardochlebowi, który spotkanie poprowadził, przyjaciółkom i przyjaciołom i wszystkim gościom przybyłym. 
Ja szczególnie dziękuję panu, który zwrócił mi uwagę, gdy opowiadałam o kolei szczecińskiej, że nie mówi się grobla kolejowa, tylko nasyp kolejowy. Naprawdę bardzo dziękuję.  

9EuroTicket to świetny pomysł niemieckiego rządu:
https://punkt.media/pl/poradniki/niemcy/transport-i-mieszkania-d/13575-wszystko-co-musisz-wiedziec-o-9-euro-ticket-w-niemczech
https://www.bundesregierung.de/breg-de/aktuelles/faq-9-euro-ticket-2028756


Agata Zbylut jest szczecińską artystką, twórczynią bezoarów 
To jej dowozimy naszą starą, często plastikową biżuterię, a ona zamienia je w „brylanty sztuki“ 

 
Osoba kontaktowa, to kierowca taksówki, który woził nas z punktu do punktu i bardzo nie lubił niemieckich napisów w mieście. 

Następne osoby kontaktowe, to Przemek i jego przyjaciel. 
Pomogli nam w transporcie książek, podtrzymywali na duchu, a kierowniczkę naszej grupy, o czym dowiedziałam się później poczęstowali niebieską herbatą. Spodnie przyjaciela Przemka były koloru łososiowego. 

Autobus linii 90 jedzie przez całe miasto, zwłaszcza, gdy wsiądzie się do niego w złym kierunku. 

Muzeum Narodowe, zaprojektowane przez “stettińskiego” architekta Wilhelma Meyera-Schwartau mieści się przy Wałach Chrobrego (dawnej Hakentarasse). W tej chwili oprócz wystaw stałych muzeum proponuje wystawy czasowe, w tym wystawę dwóch rzeźb urodzonego w Stettinie artysty Bernharda Heiligera – „Panta Rei III” oraz „Wiążąca snopek”. „Wiążąca snopek” to jedna z pierwszych rzeźb artysty powstałych jeszcze w Stettinie. Bardzo ważne dzieło, ponieważ tych dzieł stettińskich jest mało, a późniejsze jego prace utrzymane są już w zupełnie innym stylu. Niestety rzeźby nie było na wystawie i pracownice muzeum nie umiały nam powiedzieć, gdzie się znajduje, „bo przecież była i nawet został po niej ślad”. Druga rzeźba, „Panta rhei III” jakże inna od tej pierwszej, i to po niej można byłoby się spodziewać, że gdzieś sobie popłynie, jest i jakiś czas można ją jeszcze podziwiać. 
Na placu przed Ratuszem Staromiejskim oglądać można od roku 2007 rzeźbę „Wielki łuk”, przekazaną muzeum w depozyt przez fundację Bernhard Heiliger Stiftung w Berlinie. Przechodnie ją często mijają, a dzieciom służy jak plac zabaw. 
https://muzeum.szczecin.pl/wystawy/czasowe/1380-panta-rei-iii-oraz-wiazaca-snopek-bernharda-heiligera.html

Speluna, to Pub Piwnica przy ulicy Dworcowej, blisko Książnicy. Ja to miejsce poznałam tylko z dobrej strony i tylko w dzień. Domowe obiady, dobre i w przystępnej cenie. Nie polecamy potraw wegetariańskich. Przepraszam, jeśli kogoś uraziłam, za spelunę. 

Żabka to żabka, a proszek to kisiel.

Sedina i Herkules walczący z centaurem, to dzieła wybitnego rzeźbiarza Ludwiga Manzla. Herkules walczy nadal przed Gmachem Głównym Muzeum Narodowego w Szczecinie, a Sedina „pożeglowała” podczas II wojny światowej w niewiadomym kierunku. 

Mogolska* imambara** w Lucknau***

Tanja & Joasia (& Wikipedia & Adminka)

czyli labirynt****

Przypis Adminki: Joasia przysłała zdjęcia z takim podpisem: “mogolskie imambary w Lucknau, czyli labirynt”. Wstawiłam zdjęcia do wpisu i wydało mi się, że być może nie wszystko jest jasne. Więc opatrzyłam je przypisami i własnymi komentarzami.

*

Mogolska, czyli zaliczana do kultury mogolskiej. W polskiej Wikipedii czytamy:

Państwo Wielkich Mogołów (pers. ‏امپراتوری گورکانی‎) – muzułmańskie państwo w północnych Indiach rządzone przez dynastię pochodzenia turecko-mongolskiego zwaną Mogołami lub Wielkimi Mogołami. Istniało od XVI do XIX wieku, a jego założycielem był Babur, władca wywodzący się ze środkowoazjatyckiej dynastii Timurydów. U szczytu potęgi (od końca XVI do początku XVIII wieku) było jednym z najpotężniejszych imperiów epoki nowożytnej.

**

Imabara – w niemieckiej Wikipedii czytamy:

Imambara (Urdu چھوٹا امامباڑا, Hindi छोटा इमामबाड़ा) znaczy dosłownie „domek imama“ (chodzi o imamów szyickich), ale w rzeczywistości jest to mauzoleum a czasem po prostu miejsce kultu.

W angielskiej Wikipedii czytamy:

Bara Imambara, albo Asfi Imambara – zespół imambar w Indiach, w miejscowości Lucknow*** wzniesiony przez Asaf-ud-Daula, nabab***** prowincji Awadh****** w roku 1784. Bara oznacza wielki. Budynek jest jednym z największych pomieszczeń przykrytych sklepieniem na świecie – jest wysoki na 15 m, ma długość 50 metrów i szerokość – 16 m. Poddasze Wielkiej Imambary jest ogromnym trójwymiarowym labiryntem.

Chhota Imambara została zbudowana w roku 1837, była początkowo hussainią******, w której pochowany został kolejny nabab Awadh, Muhammad Ali Shah wraz z matką. Chhota Imambara z uwagi na swe wspaniałe oświetlenia nazywana jest też pałacem światła. Imambarę otacza Char Bagh********, czyli typowy ogród perski.

***

Lucknow

We francuskiej Wikipedii czytamy:

Lucknow lub Luknau (hindi: लखनऊ – urdu : لکھنو) jest stolicą indyjskiego stanu Uttar Pradesh. Przez miasto przepływa rzeka Gomtî, dzieląc je na dwie części (Trans-Gomti i Cis-Gomti). Miasto Lucknow jest położone w strefie sejsmicznej 3 stopnia.

W angielskiej Wikipedii czytamy:

W Luknau urodził się w roku 1940 Cliff Richard (prawdziwe imię i nazwisko: Harry Rodger Webb), brytyjski piosenkarz rockowy; był pierwszą gwiazdą rocka, którą w roku 1995 królowa Elżbieta uhonorowała tytułem arystokratycznym i w ogóle pierwszą gwiazdą brytyjskiego rocka. Był założycielem i frontmenem zespołu The Shadows; dziś jest trzecim po Beatlesach i Presleyu najlepiej sprzedawanym muzykiem angielskim. Jego piosenkę Move it z roku 1958 uważa się za pierwszy prawdziwy hit muzyki rockowej.

****

Labirynt

Zob. przypis **

Plucie w labiryncie i w ogóle

To jest labirynt przodków i dziedzictwo kultury, nie profanuj jego znaczenia plując.

Nie pluj

Przypis adminki: Napis może wydawać się dziwny, ale w Indiach wszyscy mężczyźni plują i charczą. Również sikają. Gdy byłam w Indiach w 1994 roku, spotykałam się z tym na każdym kroku. Pluli nawet w basenie w eleganckim i drogim hotelu. Na pytanie dlaczego plują, odpowiadali, że powietrze jest suche i pełne pyłu. Na pytanie, dlaczego zatem kobiety nie plują, nie odpowiadali. Jeśli chodzi o męskie sikanie w miejscach publicznych – zjawisko wydaje mi się znacznie bardziej powszechne i nie ograniczałabym jego występowania do Indii.

*****

Nabab

W arabskiej Wikipedii czytamy, że jest to arabski tytuł نائب oznaczający gubernatora, czyli wielkorządcę. Przypis adminki: Czyli Sancho Pansę w Baratarii.
W polskiej Wikipedii czytamy, że jest to tytuł muzułmańskiego księcia w Indiach, zwłaszcza w Bengalu, potocznie bogacz. Tytuł nadawany przez władców mogolskich namiestnikom prowincji.

******

Awadh

W polskiej Wikipedii czytamy:

Region w stanie Uttar Pradesh graniczący od północy z Nepalem. Mieszkańcy używają języka Awadhi. Nazwa regionu pochodzi od miasta Ayodhya, stolicy starożytnego królestwa Kosala.

*******

Hussainia (z Wikipedii po niederlandzku)

Hoseiniye (arabski حسينية Husainīya, perski: حسینیه Hosseinieh) inaczej Ashurkhana lub Imambargah – sala szyickich spotkań rytualnych, która jednak nie jest meczetem, gdzie odprawia się nabożeństwa.

********

W angielskiej Wikipedii czytamy:

Charbagh or Chahar Bagh (perski: چھار باغ chahār bāgh, hindi: चारबाग़ chārbāgh, urdu: چار باغ chār bāgh, oznacza dosłownie “four gardens”) to perski i indyjsko-perski czworokątny ogród, mający przypominać Raj, tak jak został opisany w Biblii i w Koranie. Niekiedy czworokątne ogrody otaczają okrągłe sadzawki. Dróżki, trotuary lub strumienie dzielą ogród na cztery części. Czworokątne ogrody perskie znaleźć można w całej Azji zachodniej, w tym oczywiście również w Iranie i w Indiach. Wiele dywanów perskich, które z założenia miały na pustyni zastępować prawdziwy ogród, jest podzielonych na cztery części jak ogród rajski.

Baburnama | Collection of the National Museum New Delhi

I wszystko jasne, prawda?