Poezja – Poetry – Poesía / Llach

Lluis Llach

Najsłynniejsza piosenka Solidarności – “Mury” (A mury runą…) przetłumaczona i śpiewana przez Jacka Kaczmarskiego, została napisana za czasów dyktatury Franco przez Lluisa Llacha po katalońsku, ma mniej lub bardziej inną treść, a jej tytuł oznacza… “Słup”.

Poniżej wersja katalońska i hiszpańska, a pod spodem polska i angielska, która jest tłumaczeniem polskiej.

Czy wiecie, że wydźwięk tej piosenki jest strasznie pesymistyczny? Wydaje mi się, że nikt z nas nie chce tego pamiętać!

L’ESTACA

L’avi Siset em parlava
de bon matí al portal
mentre el sol esperàvem
i els carros vèiem passar.

Siset, que no veus l’estaca
on estem tots lligats?
Si no podem desfer-nos-en
mai no podrem caminar!

Si estirem tots, ella caurà
i molt de temps no pot durar,
segur que tomba, tomba, tomba
ben corcada deu ser ja.

Si jo l’estiro fort per aquí
i tu l’estires fort per allà,
segur que tomba, tomba, tomba,
i ens podrem alliberar.

Però, Siset, fa molt temps ja,
les mans se’m van escorxant,
i quan la força se me’n va
ella és més ampla i més gran.

Ben cert sé que està podrida
però és que, Siset, pesa tant,
que a cops la força m’oblida.
Torna’m a dir el teu cant:

Si estirem tots, ella caurà…

Si jo l’estiro fort per aquí…

L’avi Siset ja no diu res,
mal vent que se l’emportà,
ell qui sap cap a quin indret
i jo a sota el portal.

I mentre passen els nous vailets
estiro el coll per cantar
el darrer cant d’en Siset,
el darrer que em va ensenyar.

Si estirem tots, ella caurà…

Si jo l’estiro fort per aquí…

LA ESTACA

El viejo Siset me hablaba
al amanecer, en el portal,
mientras esperábamos la salida del sol
y veíamos pasar los carros.

Siset: ¿No ves la estaca
a la que estamos todos atados?
Si no conseguimos liberarnos de ella
nunca podremos andar.

Si tiramos fuerte, la haremos caer.
Ya no puede durar mucho tiempo.
Seguro que cae, cae, cae,
pues debe estar ya bien podrida.
Si yo tiro fuerte por aquí
y tú tiras fuerte por allí,
seguro que cae, cae, cae,
y podremos liberarnos.

¡Pero, ha pasado tanto tiempo así !
Las manos se me están desollando,
y en cuanto abandono un instante,
se hace más gruesa y más grande.

Ya sé que está podrida,
pero es que, Siset , pesa tanto,
que a veces me abandonan las fuerzas.
Repíteme tu canción.

Si tiramos fuerte…

El viejo Siset ya no dice nada;
se lo llevó un mal viento.
– él sabe hacia donde -,
mientras yo continúo bajo el portal.

Y cuando pasan los nuevos muchachos,
alzo la voz para cantar
el último canto que él me enseñó.

Si tiramos fuerte…

MURY

On natchniony i młody był, ich nie policzyłby nikt
On im dodawał pieśnią sił, śpiewał, że blisko już świt.
Świec tysiące palili mu, znad głów podnosił się dym,
Śpiewał, że czas by runął mur…
Oni śpiewali wraz z nim:

Wyrwij murom zęby krat!
Zerwij kajdany, połam bat!
A mury runą, runą, runą
I pogrzebią stary świat!

Wkrótce na pamięć znali pieśń i sama melodia bez słów
Niosła ze sobą starą treść, dreszcze na wskroś serc i głów.
Śpiewali więc, klaskali w rytm, jak wystrzał poklask ich brzmiał,
I ciążył łańcuch, zwlekał świt…
On wciąż śpiewał i grał:

Wyrwij murom zęby krat!
Zerwij kajdany, połam bat!
A mury runą, runą, runą
I pogrzebią stary świat!

Aż zobaczyli ilu ich, poczuli siłę i czas,
I z pieśnią, że już blisko świt szli ulicami miast;
Zwalali pomniki i rwali bruk – Ten z nami! Ten przeciw nam!
Kto sam ten nasz najgorszy wróg!
A śpiewak także był sam.

Patrzył na równy tłumów marsz,
Milczał wsłuchany w kroków huk,
A mury rosły, rosły, rosły
Łańcuch kołysał się u nóg…

Patrzy na równy tłumów marsz,
Milczy wsłuchany w kroków huk,
A mury rosną, rosną, rosną
Łańcuch kołysze się u nóg…

WALLS

He was inspired and young, they were a legion
He gave them strength with his song, singing that the dawn is near.
They’d light thousands candles for him, smoke rising over their heads,
He sang it was time for the wall to fall…
They sang together with him:

Pull the teeth of bars from the walls!
Tear off the chains, break the whip!
And the walls will fall, will fall, will fall
And will bury the old world!

Soon they knew the song by heart and just the melody without the words
Carried the old meaning, shivers through hearts and heads.
So they sung, clapped to the rhythm, their applause sounding like gunshots,
And the chain was a burden, the dawn was dawdling…
And he still sung and played:

Pull the teeth of bars from the walls!
Tear off the chains, break the whip!
And the walls will fall, will fall, will fall
And will bury the old world!

And they saw their numbers, they felt their strength and the time,
And singing that the dawn is near, they marched into the streets;
They destroyed monuments and uprooted pavements
— This one is with us! This one is against us!
Who’s alone is our worst enemy!
And the singer was also alone.

He looked at the steady march of the crowds,
Silent he listened to the thunder of their steps,
And the walls grew, grew, grew
The chain dangled at the feet…

He looks at the steady march of the crowds,
Silent he listens to the thunder of their steps,
And the walls are growing, growing, growing
The chain dangles at the feet…

Pierwszy piątek sierpnia

Roman Brodowski

Sen Filozofa

Podniosłem z ziemi kamień.
Nie leżał na mojej drodze.
Ona raczej w ciernie obrosła,
Raniąc bezlitośnie naiwność
Mojej błędnej interpretacji bytu.

Noszę ten kamień na szyi
Jak talizman jak przeznaczenie.
Nawet nie czuję jego ciężaru.
Kark mam twardszy od skały
Hartowany latami cierpień.

Tylko ciało kłania się ziemi
Niejako w potrzebie spoczynku.
A ziemia otwiera swoje ramiona,
Matczyny symbol spokoju,
Jakby chciała ochronić swoje dziecię.

Wciąż nie potrafię zrozumieć,
Nie potrafię pojąć istoty
Konstrukcji ludzkiego życia,
Która pozwala ogromem cierpień
Budować iluzorycznie prawy Raj.

Ja ponoć z ziemi powstałem
Do ziemi także powrócę.
I stanę się jej wieczną częścią.
Być może leżącym przy drodze
Niepozornym szarym kamieniem,
Elementem stwórczej koncepcji…

Berlin, 11. 02. 2009

Dziwne Pytanie

Czy odnalazłem
Mojego Boga?
Zwyczajnego
Ludzkiego Boga.
Wieczną Ideę,
Pana w modlitwie.
Codzienną radość
Na drodze cierni,
Ojca potrzeby,
Drogowskaz
Mojej logicznej
prostej prawdy?

Nie! – bo prawda,
Właśnie ta prawda,
Nie jest Logiczna
I nie jest prosta.
Tak jak bóstwo,
Samo w sobie
Nieosiągalne
Moim zmysłom,
Niepojęte rozumem,
A będące częścią
Mojego wnętrza.

Od poczęcia
Błądzę drogą
Poznania.
Kieruję kroki
Ku słońcu.
A ono jest raz tu
Raz tam.
Czasami znika,
Kryje swoją
Potęgę w chmurach,
Lecz zawsze
Powraca.

Może to Ono
Jest Boską
Światłością.
Pokarmem
Dla głodnych,
Nektarem
Dla spragnionych
Nadzieją
Dla wątpiących
Nie wiem.
Więc podnoszę
Oczy ku górze
I w myślach
Układam psalmy

Berlin, 09.04.2006

Architektura wnętrza

Dorota Cygan – festiwal, dzień drugi

Architektura wnętrza

Wchodząc do
środka siebie
lepiej starannie zamknąć
za sobą drzwi
by ktoś za nami
nie wszedł
lub co gorsza nie wcisnął
między drzwi a framugę
brudnego buta
a pod podeszwą
pokiereszowany ochłap
cudzego serca
bezdomny

Domykać szczelnie wynalazek
strażników tożsamości
klamek nie ruszać
w wariatkowie własnego ja
nigdy nie wiadomo
może być tak sobie
albo i gorzej

Wejście awaryjne
czy głuche echo
niedoczekanego pukania
no bądź tu mądry

Gedanke des Tages / Myśl dnia
“Stop making stupid people famous”
Street text somewhere in the world

Poezja – Poesía / Como Acordeón

Piosenka zespołu La Troba Kung-Fú z Barcelony – zespół gra Rumbę, Cumbię, Dub, Blues… Na koncertach budzi niekłamany entuzjazm.

Na akordeonie gra Joan Garriga, który również śpiewa, stąd te aluzje w tytule i tekście do tego instrumentu: http://www.latrobakungfu.net/index.php/fotos

Uwaga: tu nagranie na Youtubie, którego NIE WOLNO odsłuchać (tak! dobrze czytacie – nie wolno nawet odsłuchać) w Niemczech.
http://www.youtube.com/watch?v=2qQ_pnIZDbc

A jest to o tyle śmieszne, że na stronie zespołu są wszystkie (WSZYSTKIE) posenki z nanowszej płyty “Santalegria” w tym również ów Akordeon. Trzeba po prostu kliknąć na strzałeczkę po prawej stronie od tytułu piosenki:

trobakungfuhttp://latrobakungfu.net/santalegria/temes/

COMO ACORDEÓN
Te abrazaré toda la noche,
te cantaré y te bailaré,
te encontraré tus mil botones
como si fueras acordeón.
Respiraré con tu compás,
caminaré siguiendo el paso
dejando el peso en tu regazo
como si fueras un danzón.
Y la noche cantará
qué bonito bailas.
Y regarás todos mis ríos
bombeando en clave de pasión,
serás el ritmo de mi brío
como si fueras mi corazón.
Y seguiré medio dormido
sabiendo que tu lejanía
me robará toda alegría
como si fueras una ilusión.
Y la noche llorará
porque tú te marchas.
Apareciendo en la sorpresa
a mi boca sin previo aviso
resistirás siempre el olvido
como si tú fueras canción.
Y la noche cantará
qué bonito bailas tu.
JAK AKORDEON
Będę cię obejmował przez całą noc
śpiewał ci i tańczył,
odnajdę u ciebie tysiąc przycisków
jak gdybyś była akordeonem.
Będę oddychać w twoim rytmie,
pójdę za twymi krokami
obejmując cię w pasie
jak gdybyś była tańcem.
I noc zaśpiewa,
że tak pięknie tańczysz.
Nawodnisz wszystkie moje rzeki
z namiętnością,
staniesz się napędzającą mnie energią
jak gdybyś była moim sercem.
I tak będę trwać w półśnie
wiedząc, że twoje oddalenie
zabierze mi całą radość
jak gdybyś była tylko złudzeniem.
I noc zapłacze
że odchodzisz.
Pojawiając się niespodzianie
u moich ust
zawsze oprzesz się zapomnieniu
jak gdybyś była piosenką.
I noc zaśpiewa,
że tak pięknie tańczysz.
Przekład KwikTV

Поэзия – Poésie – Poezja – Poesie – Poetry / Francois Villon

François Villon & Булат Окуджава

Молитва / La Prière / Modlitwa / Gebet / Prayer

Пока Земля еще вертится, пока еще ярок свет,
Господи, дай же Ты каждому, чего у него нет:
Мудрому дай голову, трусливому дай коня,
Дай счастливому денег… И не забудь про меня.

Пока Земля еще вертится, Господи, – Твоя власть! –
Дай рвущемуся к власти навластвоваться власть,
Дай передышку щедрому хоть до исхода дня.
Каину дай раскаянье… И не забудь про меня.

Я знаю: Ты все умеешь, Я верую в мудрость Твою,
Как верит солдат убитый, что он проживает в раю,
Как верит каждое ухо тихим речам Твоим,
Как веруем и мы сами, не ведая, что творим!

Господи, мой Боже, зеленоглазый мой,
Пока Земля еще вертится, и это ей странно самой,
Пока еще хватает времени и огня,
Дай же Ты всем понемногу… И не забудь про меня.

***

Tant que la terre tourne encore, tant que la lumière est vive,
Seigneur, donne à chacun ce qu’il n’a pas:
au sage une tête, au poltron un cheval,
à l’heureux de l’argent… Et ne m’oublie pas!

Tant que la terre tourne encore, Seigneur, c’est en ton pouvoir!
Donne à ceux qui veulent le pouvoir de régner à loisir,
Donne à souffler au généreux, au moins jusqu’au soir,
A Caïn donne le remords… Et ne m’oublie pas!

Je le sais : tu peux tout, je crois en ta Sagesse,
Comme un soldat tué croit vivre en Paradis,
Comme chaque oreille croit à tes doux propos,
Comme nous croyons nous-mêmes, ne sachant ce que nous faisons!

Seigneur, mon Dieu, mon doux Seigneur aux yeux verts!
Tant que tourne encore la terre, et cela paraît bien étrange,
Tant qu’il lui reste encore du temps et du feu,
Donne à chacun un peu… Et ne m’oublie pas.

Plik:Francois Villon 1489.jpg

***
Dopóki nam ziemia kreci się,
Dopóki jest tak czy siak
Panie ofiaruj każdemu z nas
Czego mu w życiu brak.
Mędrcowi darować głowę racz
Tchórzowi dać konia chciej,
Sypnij grosza szczęściarzom
I mnie w opiece swej miej. / 2x

Dopóki nam ziemia kręci się
O Panie, daj nam znak.
Władzy spragnionym uczyń
By władza im poszła w smak.
Hojnych puść między żebraków
Niech się poczują lżej
Daj Kainowi skruchę
I mnie w opiece swej miej.

Ja wiem, że ty wszystko możesz
Wierzę w Twą moc i gest.
Jak wierzy żołnierz zabity
Że w siódmym niebie jest.
Jak zmysł każdy chłonie z wiarą
Twój ledwie słyszalny głos
Jak wszyscy wierzymy w Ciebie
Nie wiedząc co niesie los.

Panie zielonooki mój,
Boże jedyny spraw
Dopóki nam ziemia kręci się
Zdumiona obrotem spraw.
Dopóki czasu i prochu
Wciąż jeszcze wystarcza jej
Dajże nam wszystkim po trochu
I mnie w opiece swej miej.

Przełożył Tadeusz Boy-Żeleński

***
Solange die Erde sich noch dreht,
Solange es noch das wärmende
Licht gibt
Bitte ich Dich Herr, gibt jedem,
das, was er nicht hat

Dem Klugen gib einen Kopf,
Dem Feigen gib ein Ross,
Gib dem Glücklichen Geld,
Und vergiss auch mich nicht.
Solange die Erde sich noch dreht,
Oh Herr, es liegt in deiner Macht.
Gib dem Machthungrigen,
die Macht die ihn befriedigt.

Gib eine Atempause dem Grosszügigen,
und wenn, dann wenigstens bis zum Abend.
Gib Kain (die Möglichkeit) zur Reue
Und vergiss auch mich nicht.

Ich weiss das Du der Allmächtige bist,
Ich glaube an deine Weisheit,
So wie der getötete Soldat glaubt,
dass er weiterleben wird – im Paradies.

So wie jedes Ohr
deinen leisen Worten glaubt,
So wie wir uns selber glauben,
nicht wissend, was wir tun!

Oh Herr, mein allmächtiger Gott,
mit deinen Immergrünen Augen!
Solange die Erde sich noch dreht,
worüber sie sich selbst wundert,

Solange sie noch
genung Zeit und Feuer hat,
Gib doch allen ein wenig,
Und vergiss auch mich nicht.

***
While the world is still turning, while the daylight is broad,
Oh Lord, pray, please give everyone what he or she hasn’t got.
Give the timid a horse to ride, give the wise a bright head,
Give the fortunate money and about me don’t forget!

While the world is still turning, Lord, You are omnipotent,
Let those striving for power wield it to their heart’s content.
Give a break to the generous, at least for a day or two,
Pray, give Cain repentance, and remember me, too!

I know You are almighty, and I believe You are wise
Like a soldier killed in a battle believes he’s in paradise.
Like every eared creature believes, oh, my Lord, in You,
Like we believe, doing something, not knowing what we do.

Oh Lord, oh my sweet Lord, my blue eyed Lord, You’re good!
While the world is still turning, wondering, why it should,
While it has got sufficient fire and time, as You see,
Give each a little of something and remember about me!

Poesis – Poetry – Poesie – Poezja / Carl Orff

Carl Orff “Carmina Burana”

Carmina Burana is a scenic cantata composed by Carl Orff in 1935 and 1936. It is based on 24 of the poems found in the medieval collection Carmina Burana. Its full Latin title is Carmina Burana: Cantiones profanæ cantoribus et choris cantandæ comitantibus instrumentis atque imaginibus magicis (“Songs of Beuern: Secular songs for singers and choruses to be sung together with instruments and magic images.”) Carmina Burana is part of Trionfi, the musical triptych that also includes the cantata Catulli Carmina and Trionfo di Afrodite. The best-known movement is “Fortuna Imperatrix Mundi” (“O Fortuna”) that opens and closes the piece.
Carl Orff (July 10, 1895 – March 29, 1982) was a 20th century German composer, best known for his cantata Carmina Burana (1937). In addition to his career as a composer, Orff developed an influential method of music education for children.

FORTUNA IMPERATRIX MUNDI
O Fortuna
velut luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis;
vita detestabilis
nunc obdurat
et tunc curat
ludo mentis aciem,
egestatem,
potestatem
dissolvit ut glaciem.Sors immanis
et inanis,
rota tu volubilis,
status malus,
vana salus
semper dissolubilis,
obumbrata
et velata
michi quoque niteris;
nunc per ludum
dorsum nudum
fero tui sceleris.Sors salutis
et virtutis
michi nunc contraria,
est affectus
et defectus
semper in angaria.
Hac in hora
sine mora
corde pulsum tangite;
quod per sortem
sternit fortem,
mecum omnes plangite!
O Fortune
like the moon
you are changeable,
ever waxing
and waning;
hateful life
first oppresses
and then soothes
as fancy takes it;
poverty
and power
it melts them like ice.Fate – monstrous
and empty,
you whirling wheel,
you are malevolent,
well-being is vain
and always fades to nothing,
shadowed
and veiled
you plague me too;
now through the game
I bring my bare back
to your villainy.Fate is against me
in health
and virtue,
driven on
and weighted down,
always enslaved.
So at this hour
without delay
pluck the vibrating strings;
since Fate
strikes down the strong man,
everyone weep with me!
Fortune plango vulnera
stillantibus ocellis
quod sua michi munera
subtrahit rebellis.
Verum est, quod legitur,
fronte capillata,
sed plerumque sequitur
Occasio calvata.In Fortune solio
sederam elatus,
prosperitatis vario
flore coronatus;
quicquid enim florui
felix et beatus,
nunc a summo corrui
gloria privatus.Fortune rota volvitur:
descendo minoratus;
alter in altum tollitur;
nimis exaltatus
rex sedet in vertice
caveat ruinam!
nam sub axe legimus
Hecubam reginam.
I bemoan the wounds of Fortune
with weeping eyes,
for the gifts she made me
she perversely takes away.
It is written in truth,
that she has a fine head of hair,
but, when it comes to seizing an opportunity
she is bald.On Fortune’s throne
I used to sit raised up,
crowned with
the many-coloured flowers of prosperity;
though I may have flourished
happy and blessed,
now I fall from the peak
deprived of glory.The wheel of Fortune turns;
I go down, demeaned;
another is raised up;
far too high up
sits the king at the summit –
let him fear ruin!
for under the axis is written
Queen Hecuba.
O Fortuna!
Wie der Mond
So veränderlich,
Wachst du immer
Oder schwindest! –
Schmähliches Leben!
Erst mißhandelt,
Dann verwöhnt es
Spielerisch den wachen Sinn.
Dürftigkeit,
Großmächtigkeit
Sie zergehn vor ihm wie Eis.Schicksal,
Ungeschlacht und eitel!
Rad, du rollendes!
Schlimm dein Wesen,
Dein Glück nichtig,
Immer im Zergehn!
Überschattet
Und verschleiert
Kommst du nun auch über mich.
Um des Spieles
Deiner Bosheit
Trag ich jetzt den Buckel bloß.Los des Heiles
Und der Tugend
Sind jetzt gegen mich.
Willenskraft
Und Schwachheit liegen
Immer in der Fron.
Drum zur Stunde
Ohne Saumen
Rührt die Saiten! –
wie den Wackeren
Das Schicksal
Hinstreckt; alle klagt mit mir!Die Wunden, die Fortuna schlug,
Beklage ich mit nassen Augen,
Weil sie ihre Gaben mir
Entzieht, die Widerspenstige.
Zwar, wie zu lesen steht, es prangt
Ihr an der Stirn die Locke,
Doch kommt dann die Gelegenheit,
Zeigt sie meistens ihren Kahlkopf.Auf Fortunas Herrscherstuhl
Saß ich, hoch erhoben,
Mit dem bunten Blumenkranz
Des Erfolges gekrönt.
Doch, wie ich auch in der Blüte stand,
Glücklich und gesegnet:
Jetzt stürze ich vom Gipfel ab,
Beraubt der Herrlichkeit.Fortunas Rad, es dreht sich um:
Ich sinke, werde weniger,
Den anderen trägt es hinauf:
Gar zu hoch erhoben
Sitzt der König auf dem Grat:
Er hüte sich vor dem Falle!
Denn unter dem Rade lesen wir:
Königin Hecuba.
O Fortuno
niby Księżyc
nieustannie zmienna,
ciągle rośniesz
lub zanikasz
ciemna lub promienna.
Życie podłe
wciąż kapryśnie
chłodzi nas lub grzeje,
niedostatek
lub bogactwo
jak lód w nim topnieje.Kołem toczy
się Fortuna
zła i nieżyczliwa,
nasze szczęście
w swoich trybach
miażdży i rozrywa,
z twarzą szczelnie
zasłoniętą
często u mnie gości,
by na kręgach
mego grzbietu
grać swe złośliwości.Los zbawienia,
cnót zasługi
przeciw mnie są teraz,
w mej słabości
albo woli
wspierały mnie nieraz.
A więc zaraz
nie mieszkając
uderzajcie w struny
i użalcie
się nade mną,
ofiarą Fortuny!Rany od Fortuny ciosów
opłakuję łzami
nigdy zresztą mnie nie psuła
skąpymi łaskami.
Wprawdzie mówię, że jej czoło
zdobią pukle złote,
lecz czas spod nich też obnaży
łysiny sromotę.Na Fortuny złotym tronie
siedziałem wyniosły,
zdobny w wieniec powodzenia
z wszystkich darów wiosny.
Lecz choć stałem u zenitu
o swe szczęście wsparty,
nagle spadłem z wszystkich darów
do szczętu obdarty.Obróciło się Fortuny
koło nieżyczliwe,
innego już po mnie wznosi
na szczyty zdradliwe,
król im wyżej nad tłum siędzie,
tym pewniejsza zguba,
gdyż na kole tym czytamy:
“Królowa Hekuba”.

Poezja – Poesie – Poetry – Poésie / Baudelaire

It is a virtual movie of the legendary French poet Charles Baudelaire (1821 — 1867) reading his poem L’Albatros” The Albatros. Kind Regards Jim Clark All rights are reserved on this video recording copyright Jim Clark 2011

Charles Baudelaire L’Albatros / Albatros / Albatross / Der Albatross 1861

L’Albatros

Souvent, pour s’amuser, les hommes d’équipage
Prennent des albatros, vastes oiseaux des mers,
Qui suivent, indolents compagnons de voyage,
Le navire glissant sur les gouffres amers.

À peine les ont-ils déposés sur les planches,
Que ces rois de l’azur, maladroits et honteux,
Laissent piteusement leurs grandes ailes blanches
Comme des avirons traîner à côté d’eux.

Ce voyageur ailé, comme il est gauche et veule!
Lui, naguère si beau, qu’il est comique et laid!
L’un agace son bec avec un brûle-gueule,
L’autre mime, en boitant, l’infirme qui volait!

Le Poëte est semblable au prince des nuées
Qui hante la tempête et se rit de l’archer;
Exilé sur le sol au milieu des huées,
Ses ailes de géant l’empêchent de marcher.

Albatros

Czasami dla zabawy uda się załodze
Pochwycić albatrosa, co śladem okrętu
Polatuje, bezwiednie towarzysząc w drodze,
Która wiedzie przez fale gorzkiego odmętu.

Ptaki dalekolotne, albatrosy białe,
Osaczone, niezdarne, zhańbione głęboko,
Opuszczają bezradnie swe skrzydła wspaniałe
I jak wiosła zbyt ciężkie po pokładzie wloką.

O jakiż jesteś marny, jaki szpetny z bliska,
Ty, niegdyś piękny w locie, wysoko, daleko!
Ktoś ci fajką w dziób stuka, ktoś dla pośmiewiska
Przedrzeźnia twe podrygi, skrzydlaty kaleko!

Poeta jest podobny księciu na obłoku,
Który brata się z burzą, a szydzi z łucznika;
Lecz spędzony na ziemię i szczuty co kroku –
Wiecznie się o swe skrzydła olbrzymie potyka.

Tłumaczyła Bronisława Ostrowska

Albatross

Often, to amuse themselves, the men of a crew
Catch albatrosses, those vast sea birds
That indolently follow a ship
As it glides over the deep, briny sea.

Scarcely have they placed them on the deck
Than these kings of the sky, clumsy, ashamed,
Pathetically let their great white wings
Drag beside them like oars.

That winged voyager, how weak and gauche he is,
So beautiful before, now comic and ugly!
One man worries his beak with a stubby clay pipe;
Another limps, mimics the cripple who once flew!

The poet resembles this prince of cloud and sky
Who frequents the tempest and laughs at the bowman;
When exiled on the earth, the butt of hoots and jeers,
His giant wings prevent him from walking.

Translated by William Aggeler

Der Albatros

Oft kommt es dass das schiffsvolk zum vergnügen
Die albatros • die grossen vögel • fängt
Die sorglos folgen wenn auf seinen zügen
Das schiff sich durch die schlimmen klippen zwängt.

Kaum sind sie unten auf des deckes gängen
Als sie • die herrn im azur • ungeschickt
Die grossen weissen flügel traurig hängen
Und an der seite schleifen wie geknickt.

Er sonst so flink ist nun der matte steife.
Der lüfte könig duldet spott und schmach:
Der eine neckt ihn mit der tabakspfeife
Ein andrer ahmt den flug des armen nach.

Der dichter ist wie jener fürst der wolke
Er haust im sturm • er lacht dem bogenstrang.
Doch hindern drunten zwischen frechem volke
Die riesenhaften flügel ihn am gang.

Übersetzt von Stefan George

Rozmyślania co dziesięć lat

Roman Brodowski

Elegia (pieśń)

Kiedy odejdę starym kalendarzem
Zapięty klamrą niespełnienia
Zamilkną usta spraw codziennych
Czekając swego przebudzenia

W szufladzie usną żółte kartki.
Pokryte kurzem i… tęsknotą,
Nie przeczytane jeszcze wiersze.
I to pytanie – komu, po co?

A na pianinie, od lat już niemym
Chopina zagra ktoś nokturny.
Lecz tej melodii nie usłyszą
Prochy mej szklisto-czarnej urny.

I tylko pamięć gdzieś zapuka
W sercu przypadkiem się obudzi
Chwile zostanie w tym niebycie
Pośród bytowych jeszcze ludzi.

Tyle zostaje nas dla innych
Ile nas w myślach swoich noszą,
Jakaś elegia, krzyż lub kamień
I to pytanie – komu, po co?

Kiedy odejdę starym kalendarzem
Odziany w zgrzebny strój przeszłości
To pozostawię w pustym miejscu…,
Tak! te pytania dla potomności.

Berlin 01.10.2011

Jestem

Usiadłem zwyczajem wędrowca
Na chłodnej kamiennej skale.
Jak Sokrates oparty troską,
Pogrążony ciałem w zadumie.

Czyżby to kamień prawdy?
Filozoficzna zagadka niebytu.
Jeśli tak, to i ja niemędrzec
Nie odkryję w nim dalszej drogi,

Czyżby konflikt mojego wnętrza,
Był bezbarwiem banalnej prozy,
Elementem dysharmonii świata.
Pytaniem o to – kim jestem?

Ja jestem przyjacielem i wrogiem,
Syntezą ludzkiej siły i słabości,
Ofiarą wężowego uścisku temidy
I panem własnego Logosu.

Jestem historią spisaną na piasku,
Wietrzno-porannej pustyni,
Tajemnicą Bożego zamierzenia
Wyrwaną z ram kreacjonizmu.

Jestem marnym aktorem bytu
Niewolnikiem własnej filozofii.
Embrionem w łonie ponadczasu
Dla innych po prostu – Jestem –

Berlin 21.02. 2001

Poezja – Poetry – Poesie / Tuwim

2013 to rok Tuwima. Niezależnie od tego, czy Sejm tak chciał (a w końcu jednak chciał), albo czy Młodzieszy Wrzehpolskiej się to podoba czy nie (się nie podoba).  Poeta urodził się w roku 1894, zmarł w 1953. Ale jest inny powód, dla którego obchodzimy rok tuwimowski. Przed stu laty – 6 stycznia 2013 roku – Kurier Warszawski opublikował wiersz Prośba. Autor miał wtedy 18 lat i była to jego pierwsza publikacja. Wiersz, który dziś publikuję – Berlin 1913 – powstał dopiero kilkanaście lat później, ale chyba jasne jest, dlaczego z całego bogactwa wierszy Tuwima wybrałam właśnie ten.

Julian Tuwim, Berlin 1913, śpiewa Leszek Długosz, muzyka Leszek Długosz albo Zygmunt Konieczny, źródła plączą się w zeznaniach.

O, smętne, śnieżne, nevermore!
Dni utracone, ukochane!
Widzę cię znów w Cafe du Nord
W mroźny, mglisty poranek.

Strach, słodki strach od stóp do głów,
Dygot błękitnych, czułych nerwów,
I sen był znów, i list był znów:
Mgła legendarnych perfum.

Lecz nie ma mnie i nie ma mnie,
I nigdy w życiu mnie nie będzie.
Zostanę w liście, zostanę w śnie,
W tkliwej, śnieżnej legendzie.

Nic o tym nie wiesz. Czekasz, drżąc.
Dzień sennie sypie się i szepce.
Ach, serce moje i młodość mą
W srebrnej nosisz torebce.

Wczoraj? A co to było? Tak:
Carmen, kareta, wino, walce…
Mignęło w oczach. Nie – to ptak,
Wyszyty na woalce.

Pusto i ciepło w tym Cafe.
Zima się w oknie szronem perli.
Nie przyjdę. Idź. Nie spotkasz mnie.
… Wielki, Wielki jest Berlin.

Wiersz powstał w roku 1926. Podobno poeta nie znał Berlina, ani w roku 1913 ani 1926. Podobno było to miasto symbol wolności twórczej i mit pięknej epoki.

Oh klägliches verschneites nevermore!
Verlorene geliebte Tage!
Ich seh´dich erneut im Café du Nord
An einem frostigen Morgen im Nebel.

Angst, süßer Angst, vom Scheitel bis zur Sohle.
Ein Zittern der blauen, empfindsamen Nerven.
Und der Traum war wieder da, und der Brief war wieder da:
Der Nebel der legänderem Pärfume.

Doch ich bin nicht da und bin nicht da,
und nie im Leben werde ich da sein.
Ich bleibe im Brief, ich bleibe im Traum,
in der zärtlichen, verschneiten Legende.

Nichts weißt du darüber. Du wartest zitternd.
Der Tag plätschert schlaftrunken dahin und flüstert.
Ach, mein Herz und meine Jugend
trägst du in einer silbernen Handtasche.

Gestern? Und was war das? Ja:
Carmen, Kutsche, Wein, Walzer…
Es blinkte in den Augen. Nein – es war ein Vogel,
Gestickt an einem Hutschleier.

Leer und warm ist´s in diesem Café.
Der Winter perlt am Fenster mit Rauhreif.
Ich komme nicht. Du triffst mich nicht.
… Groß, groß ist Berlin.

Übersetzt RL Andreas, wobei RL “Reiseleiter” bedeutet. Er ist nämlich einer.

Oh, dismal, snowy nevermore!
Days lost and adored!
I see you again in the Café du Nord
On a frosty, foggy morn.

Fear, sweet fear from head to toe,
The quiver of blue and tender nerves,
A dream came so, and a letter came so:
Fog of legendary perfumes.

Though I am not and I am not,
And I will never be.
In a letter caught; in a dream, caught
In a gentle, snowy mythology.

You know not of this. Only wait, trembling.
As the day sleepily spills and whispers.
Oh, this heart of mine, this youth,
You carry with you in your silver purse.

Yesterday? But what was that?
Carmen, coaches, wine, and waltzes…
Flash before my eyes. No – a bird,
Sewn onto the veil around your hat.

It’s empty and warm in this Café.
Winter frosts the glass like skin,
I won’t come. You won’t see me. Go away.
…Great, great is the city of Berlin.

Translation Pacze Moj

Wiersze babci

Sigil of Scream, którego poznaliśmy już tu jako tajemniczego poetę i pełnego fantazji prozaika, tym razem w roli archeologa wartości kulturalnych.

Wiersze babci

Poniższe wiersze to swego rodzaju białe kruki. Są zapomnianymi perłami polszczyzny – ich szczególne piękno i liryzm nie pozwalają przejść obok nich obojętnie. Postanowiłem opublikować je tutaj, aby uchronić je od zaginięcia, albowiem sądzę, iż znane są aktualnie bardzo niewielu osobom. Wszystkie przedstawione tu wiersze zostały przeze mnie spisane z pamięci, tak jak przedstawiła je mi moja babka, Halina. Pochodzą one z czasów przedwojennych, przynajmniej część z nich znajdowała się wtedy w podręcznikach szkolnych. Dokładne datowanie, czy nazwiska autorów nie są mi jednak, niestety, znane – choć ostatni utwór, jak wierzę, jest autorstwa mojej babci. Sam staram się od kilku lat odnaleźć źródła tych tekstów, lub jakiekolwiek informacje związane z ich genezą – dotychczas jednak nie było mi to dane. W związku z powyższym, prosiłbym każdego z czytelników, który mógłby pomóc w ustaleniu tych informacji, o kontakt.

Przystępując do lektury, warto mieć na uwadze, iż wiele elementów tworzących formę tych utworów, mogło zaniknąć lub ulec przekształceniu w przekazie ustnym. Z tego powodu cała interpunkcja i wersyfikacja zostały przeze mnie powtórnie stworzone, dla potrzeb tego zapisu. Tytuły utworów mają także często charakter roboczy, ponieważ nie wiem, jak brzmiały w rzeczywistości. Miejscami teksty zostały zrekonstruowane, co zostało zaznaczone w nich przy pomocy nawiasów kwadratowych. Utwór Głód nastręczał w tej mierze największych trudności, z uwagi na swą nieharmonijną budowę – możliwe więc, iż nie udało mi się w nim zachować oryginalnego układu wersyfikacji. Moje wątpliwości dotyczą tutaj głównie budowy i położenia szóstej zwrotki. Przy wprowadzaniu własnych poprawek kierowała mną chęć podtrzymania unikalnego charakteru każdego z wierszy. Mam nadzieje, iż udało mi się to osiągnąć, właściwa ocena mych wysiłków należy jednak do czytelnika.

[Wiosna]

Ukołysałaś mnie, wiosno cicha,
Ukołysałaś…
Jestem jak lilia, co w polu wzdycha,
W zadumie cała.
W blaskach się słońca kąpię co rano,
W rosie przejrzystej.
I patrzę w przestrzeń
Łzami zalaną,
Lub w błękit czysty.

Z dala dochodzi cicha muzyka
Brzóz i topoli.
I cichy spokój duszę przenika,
Serce mniej boli.
Nad wodą zwiesza srebrzyste puchy
Wierzba płacząca
I senne brzozy – stoją jak duchy
W blaskach miesiąca.

A nad [głębiami], na ciemnym stawie
Łódź się kołysze.
Sen to, czy jawa?
Nie wiem już prawie
Idąc w tę ciszę…

Opale

Na wyświetlone poświatą dale
Kładą się złudnych blasków opale.
Przed ścichłym sercem kraina czarów
Urokiem błyska z nocnych oparów,

Ach, iść tak ciągle przed siebie nocą,
Kiedy na niebie gwiazdy się złocą!
W duszy nie zgasić swojej tęsknoty
I ukraść gwiazdom ich uśmiech złoty.

Marzenia swoje w blaskach zanurzyć
I nie dać szczęścia swojego zburzyć!
Uściskiem objąć ziemię ojczystą,
W błękitach przetrwać modlitwą czystą.

Rozmawiać nocą mową bez słowa,
Gdy księżyc swoją tarczę już schowa.
I oczy wysłać na senne dale
Gdzie świecą złudnych blasków opale.

 
Głód

Przyszedł…
Na progu chaty przywarował,
Ostatnie kęsy z ust wyjmował,
Przyszedł do naszej chaty głód.

I z każdym dniem,
I z każdą chwilką
Niedola w sercu jak płomień wzrasta.
Nie czas rozpaczać,
Trudno!
Trzeba iść do miasta…

Raz jeszcze wierzbę przytulić przed chatą
Jak za dawnych dni…
Jak za dawnych, minionych
I słonecznych dni…

 A potem? Cóż potem
W świat…
Przestańcież płynąć z oczu
[Natrętne], nieznośne łzy!

 Coraz dalej i dalej,
I sad czerniejący,
I ostre kolce przydrożnego głogu,
I dach słomiany, złotogłowy,
I matka stojąca jak posąg na progu…

Coraz dalej i dalej…
A w sercu ostał się jeno ten zagon ojcowy.
Nie moje ręce będą go orały,
W świat mnie wygnano,
Mnie, tej ziemi syna…
Więc nie bądź [mi gniewny] zagonie ojcowy,
Że ja, choć cię tak kocham, jednak odejść muszę.

Hej, przylecą z wiosną marcową bociany,
Radośnie w gnieździe swoim z rana zaklekocą!
Sroczka płochliwie na płocie zakracze,
Rozkołysze się sad [upojną] wonią wśród nocy!

Tylko ja tego nie będę już widział,
Tylko ja tego już nigdy nie zobaczę…

 O ziemio, która byłaś dla duszy mej chłopskiej
Jedyną prawdziwą i bliską kołyską!
Zostawiam tobie serce,
Proste i uczciwe,
Zostawiam tobie, ziemio moja, wszystko!
I może kiedyś ciężar z ramion moich zrzucę,
Na złoto się zmieni ma dola i praca –
A wtedy, jak bóg na niebie, do ciebie powrócę,
Ziemio matko, do której się zawsze powraca.

Artur-Grottger-GlodArtur Grottger, Głód (rysunek z cyklu Wojna, 1866-1867)

Halina Solska

Zima

Teraz, kiedy już pola bieleją,
Jak dobrze jest marzyć o wiośnie!
O łąkach zalanych słońcem,
O kwiatach pachnących radośnie.

I o tym wszystkim dalekim,
Co gdzieś za nami zostało.

Teraz, kiedy na ziemi
Tak cicho,
Tak pusto,
Tak biało…

PS.
Bóg nie mógł być wszędzie, więc stworzył babcię.
Autor nieznany