Międzynarodowy Dzień Seksu

Dzień Seksu dopiero jutro, ale u nas już dziś, bo jutro pierwszy piątek miesiąca i nie będziemy go przecież odbierać Romanowi Brodowskiemu tylko z tak błahej przyczyny, że dziesięć lat temu… Ale o tym pisze już nasz autor:

Zbigniew Milewicz

Bykowe…

No i znowu mamy najprzyjemniejszy dzień roku. Dziś, po raz dziesiąty już z kolei, obchodzimy Międzynarodowy Dzień Seksu, ustanowiony przez samą Radę Tradycji Unii Europejskiej, w trosce o podniesienie spadającej na łeb, na szyję populacji w krajach członkowskich. Dzisiaj więc naszym patriotycznym wręcz obowiązkiem jest  zaparcie się seksualnej frustracji i oziębłości, żadnych rozmów o bólu głowy, stresie cywilizacyjnym, cukrzycy i impotencji. Panie i panowie do dzieła… przynajmniej ten jeden raz w roku. A propos, taka anegdota: uniwersytecki wykład z seksuologii, pan profesor wylicza, jak często ludzie kopulują ze sobą, w zależności od rasy, kultury, temperamentu. Potrafią zbliżyć się – mówi – kilka, a nawet kilkanaście razy w ciągu dnia, inni tylko raz, przy zmniejszonym libido, raz albo dwa w tygodniu, miesiącu, kwartale, a w skrajnych przypadkach zaledwie raz, albo dwa w roku. A pan z czego się tak cieszy – pyta jednego ze studentów. Ach, bo to dziś będzie ten drugi raz! – pada euforyczna odpowiedź.

barabaraHanna Märker, polska pisarka, mieszkająca w Berlinie poświęca seksualności praktycznie całą swoją twórczość. Autorkę poznałem pod koniec marca b.r., na święcie Marzanny, w Lübars. W pękającej pod naporem kobiecości „małej czarnej” a la Coco Chanel  prezentowała swoją najnowszą powieść, pod znamiennym tytułem „Bara@Bara”. Nigdy nie uciekaj od miłości – nie warto… Ona i tak cię dogoni! – głosiło motto. Pisarka i jej książka miały jakiś magnetyzm w sobie, wokół stoiska  kręciło się sporo osób obojga płci i nie tylko ja miałem problem z koncentracją. Były to czary, albo dobry marketing, a może jedno i drugie, wzrok wędrował od głębokiego dekoltu poprzez kuszący, krwisty make up, niewinne spojrzenie błękitnych oczu, na obwolutę powieści. Oczywiście kupiłem, dostałem autograf, czytało się dobrze, choć za literaturą obyczajową nie przepadam. Nie była to książka miłości, bardziej o życiu i skomplikowanych relacjach międzyludzkich, ale miłość cały czas była przecież w tle.

Seks w czystej, fizjologicznej postaci, bez jakiegokolwiek pierwiastka uczuciowego, oddałbym robotom. Miałem kiedyś okazję rozmawiać ze znaną aktorką dochodowej branży pornograficznej. Powiedziała mi, że mimo iż posiada dużą rutynę, w trakcie kręcenia castingowych scen, które wielokrotnie trzeba powtarzać, cały czas myśli sobie o pierwszym mężu, albo o zaprzyjaźnionych facetach, jeżeli filmowy partner jest jej obojętny. Jeśli jest między nimi choć odrobina chemii, to gra się znacznie lepiej, naturalniej, zdjęcia trwają krócej i można dostać lepsze honorarium.

krupowkiJeżeli już mowa o materialnych korzyściach i seksie, to są one ze sobą od zawsze związane. Potwierdza to najstarszy zawód świata, o którym niedawno pisałem, ale też tzw. prostytucja małżeńska (nie dam, jak nie dostanę nowych butów) czy… kościół na bykowym w Zakopanem. Historia sięga XIX wieku i związana jest z postacią pierwszego zakopiańskiego proboszcza, ks. Józefa Stolarczyka, słynącego z niekonwencjonalnych metod duszpasterskich. Kiedy w trakcie budowy nowego, kamiennego kościoła przy ul. Krupówki zaczęło brakować budulca, cudzołożnicy w charakterze pokuty zobowiązani byli  dostarczać go na miejsce. Ilość tórebek  kamieni Ksiądz Jegomość wyznaczał grzesznikowi, w zależności od rozmiarów jego winy i ten rodzaj ekspiacji obowiązywał tylko mężczyzn. Wolno im było odpokutowywać swoje winy pod dyskretną osłoną nocy, ale na drugi dzień i tak wszyscy w gminie wiedzieli, o ile i dzięki komu kościół będzie wyższy. Krupówki nazywano wtedy drogą grzeszników. „Grzeszą” słowem od zarania dziejów poeci. Oddaję na zakończenie głos naszej noblistce Wisławie Szymborskiej, w jej limerykach:

limerykiRaz pewna dama w Lubomierzu
tarzała swego gacha w pierzu.
“Czemu to czynisz?”- jęczał gach,
A ona na to dictum: “Ach,
Zbyt goły jesteś, Kazimierzu”.

Raz Mozarta bawiącego w Pradze
Obsypały z komina sadze.
Fakt, że potem w ciągu godziny,
Wymorusał aż cztery hrabiny,
Jakoś uszedł biografów uwadze.

Jawnogrzesznica z miasta Kłaj
W swoim zawodzie była „naj“
Ale to zależało,
Czy jej się chciało, czy nie chciało –
Taki już miała obyczaj.

Sekscytacje, Antologia Polskiej Literatury Frywolnej, Rubasznej i Obscenicznej. Wyd. Interwers, 2009

PS.
Dla uzupełnienia i równowagi: jutro Międzynarodowy Dzeń Seksu, a dziś czyli 6 czerwca – Światowy Dzień Pocałunku

Leave a comment