stan odmienny (1)

– …spocznij!… aaa… co wy tam czytacie?
– pożegnanie z bronią, towarzyszu kapitanie
– nie podlizujcie się i tak wam to nic nie pomoże,
znowu jagielski o dywersji czytacie, co?
– nie, obywatelu sierżancie, romans
– a… ha, ha, ha… no i jak tam, ta bronia,
duże niebieskie oczy, he, he?”

– …spocznij! aaa… co wy tutaj znowu knujecie jagielski?
– tak jest! pilnuję ekwipunku kompanii, obywatelu sierżancie, na rozkaz!
– nie walcie kopytami i nie róbcie z siebie małpy jagielski
i tak widzę, że znowu pijecie…
– ale to tylko kompot morelowy, na rozkaz!
– pokażcie!… brrr!!!… rzeczywiście!

– spocznij! dlaczego wy tyle pijecie, jagielski?
– bo moj dziadek był strażakiem, towarzyszu kapitanie.
– trzy dni koszarniaka! za towarzysza, kapitana i kłamstwo!
– ależ to szczera prawda, obywatelu sierżancie,
w warszawie wisi nawet tablica, zginął w  44, w powstaniu.
– ach… hm… a co wy tam dzisiaj pijecie?”

“…spocznij! widzę, że chcecie przepustkę na piątek i…”
– tak jest! obywatelu sierżancie!
– nie przerywać! i co wyście tam znowu wysmażyli w tym waszym podaniu,
wizyta w synagodze??!
– tak jest, słynny kantor jest przejazdem i chciałbym go koniecznie posłuchać…
– wiecie co jagielski? ja tam się przez was sprowokować nie dam…”
– ale to szczera prawda, obywatelu sierżancie, od dziecka chodzę na koncerty,
czasami nawet razem z waldorfem, zna go pan? serio…
– nie wymądrzajcie się! i tak wiem co zamierzacie…
hm… bierzcie przepustkę… i wypijcie za moje zdrowie!

Mgiełki myśli

Teresa Rudolf

***

Na twej
ręce
pozostają 
linie
papilarne
mojej
bliskości.

***

Oczy;
czasem
flirtem
zagadką
zabawą
przygodą
żałobą.

***

Usta;
szepcą
kochają
śpiewają,
okłamują
manipulują
zdumiewają.

***

Miłość;
dar losu
szczęście,
szaleństwo
gorycz życia
doświadczenie
gorzkie winogrona.

***

Zdrada;
sprzedaż
miłości
nadziei
wiary…

…za 30
srebników.

***

Zdrowie;
luksus
wygoda
cielesna,
naiwność
stabilności
oczywistości.

Wiersze z brodą i bez 12

Rose Ausländer (1901 -1988)

Plaster

Plaster czasu
Pijesz
ten słodki
i ten gorzki miód

Każda kropla
jeden dzień

heute linsensuppe mit pilzen, liebe hannelore, 
und wie wir es gefunden haben am liepnietzsee
habe ich auf polnisch beschrieben

straszny mam charakter,
jeszcze tydzień temu skakałem z radości na widok kurek,
a teraz zaczynają mi się nudzić:

– patrz – mówię do hannelore – to był prawdziwek…
– gdzie?
– tutaj – wskazuję na coś jasnobrunatnego, wielkości dębowego liścia, 
na którym siedzi metalicznieniebieskawy żuk – 
została tylko skóra z kapelusza…
– bierzemy – mówi hannelore nie mrugając okiem,
strzepuje żuczka na ziemię i wkłada resztkę grzyba do koszyka;

——————————————————-

prawdziwek – steinpilz

metalicznieniebieskawy – metalischblau

żuk – käfer

to był – es war (einmal)

Dzień Kota

i z tej okazji

Teresa Rudolf

Kocie migawki

***

***

Koci-Koci-Łapci;
rafinezja oczu,
miau dzienny,
mruk nocny,

…jak Cię nie 
kochać?

***

Tak wzruszasz;
kiedyś szybki
skok “na niebo”,
dziś z trudem
na mini stolik,

staruszek
…Moritz,
zostań
jeszcze,
proszę…

***

Ty, mruczadło
na kolanach,
Twoje 
i moje
ciepło, 
to wspólny
serca piecyk…

…jak Cię nie
kochać?

***

Tak patrzysz
dziwnie 
filozofie,
zgubiłeś 
ząbki
Drakulo
mój,

od myślenia, 
czy ze starości?

Reblog++ (Matka Boska Solidarności 3)

Ewa Maria Slaska

Im Sommer 2018 erzählte mir Tibor Jagielski, dass sich in der Polnischen Kirche ein Bild befindet, das von den sog. Solidarność-Flüchtlinge in den 80ern bestellt und der Kirche übergeben wurde. Einer der Initiatoren dieser Spende waren seine Eltern, Frau Magdalena Jagielska und Herr Krzysztof Jagielski, dessen Memoiren aus der Streik-Zeiten in Stettin (August 1980) ich HIER publizierte (bitte auch vier weitere Posts lesen; jeweils eine Woche später). Wir gingen in die Kirche, um uns das Bild anzuschauen. Es gab es aber nicht. Die Büroangestellte in der Kirche wusste sogar nicht, wovon wir überhaupt reden. Erst Herr Priester, der bald kam, wusste Bescheid. Die polnisch-solidarische Mutter Gottes hing in der Garderobe, versteckt hinter einer Reihe der weißen Messdienerkleider.
Damals schrieb Tibor den folgenden Text:

Tibor Jagielski
Das Bild wurde von einer Vereinigung der polnischer Exilanten in Auftrag gegeben und in Westdeuschland, von einem Flüchtling aus, durch den Kriegszustand (1981-83) erschütterten, Polen gemalt. Wie die Ikone genau enstanden ist, weiss ich nicht zu berichten, ausser dass hier auch meine Mutter, Magdalena Jagielska, eine Rolle gespielt hat.
Die Einweihung fand (1985?) in der kleinen polnischen Kirchengemeinde in Mariendorf statt, und es hing dort, bis zum Mauerfall an der Wand und fand allgemeines gefallen sowie genoss Verehrung. Doch, vermutlich nach dem Umzug der Gemeinde in die geräumige Basilica in Kreuzberg verschwand es, wie ich und Frau Ewa Maria es neulich feststellen mussten, in Rumpelkammer.
Persönlich finde ich das Bild schön, harmonisch, sanft und milde, und vielleicht gerade deswegen passt sie, diese Mutter der Hoffnung, nicht in die, ehrlich gesagt, grauenvolle und gruftartige Ausstattung der Kirche.


Ewa Maria Slaska:
Jetzt, als wir uns mit Tibor wieder trafen
, schmieden wir den Plan, wie wir das Bild aus der Vergessenheit holen sollen und wollen. Zeit wäre’s, dass es bald anders wird.


Tibor Jagielski

porca madonna!
krzyczy się zazwyczaj nie tylko w italii, gdy czas biegnie, a ty stoisz;
serio nie wiem, co zrobić: obraz matki boskiej “solidarności” jest nadal pod kluczem!
oczywiście kościół zdobią teraz imponujące witraże, ale serce jest nadal w szafie
– ponad ćwierć wieku!
wyrwijmy wreszcie to światło z  ciemności!

Ewa Maria Slaska

13.02.2023
Eine Minute nach Mitterancht: Heute versuchen wir es erneut! Drückt uns die Daumen!

Später: Es wid was werden! Hoffen wir! Wir haben mit dem Pfarer gesprochen, uns das Bild genau angesehen und in der Kirche bei der “Konkurenz”´Blumen gelegt. Wir wissen auch, wie der Maler heißt, der das Bild 1984 gemalt hat: Mieczysław Zygmoniak.

Wiersze z brodą i bez 11

Tibor Jagielski


RAPORT NURKA

Na chwilę przed ostateczną inwazją

Najeźdźcy z kosmosu przygladają się Ziemi

A kontynenty połyskują rubinowo 

Na ich błękitnych ekranach.

Rakokształtny dowódca sprawdza raz jeszcze

Punkt po punkcie

Wszystkie szczegóły planu

Który jest bezlitosny

Ale niezwykle humanitarny.

Umieszczony na orbicie satelita

Wprowadzi w atmosferę planety

Specjalny megawirus

Który w przeciągu kilku minut 

Opanuje każdy zakątek powietrznej przestrzeni.

Chochla wypadnie z ręki kucharki

Kielnia z ręki murarza

A pieczątka z dłoni urzednika

Mysz zesztywnieje w martwych pazurach kota

A trup pasterza legnie wśród martwych owiec.

Ocaleją tylko nieliczni

Jak nurkowie

Zanurzeni w głębinach

Z których nie ma odwrotu.

                                          Berlin, 1989

Tryptyk

Teresa Rudolf

A gdyby tak…

Ach, gdyby tak w ludziach
zaczynać piękno 
od śmieci oddzielać?

Piękno? 
Jakże dziś
często

mała to doniczka
te kwiaty kolorowe,
przy tym ogromnym,

…ogromnym wysypisku.

Na dobre i na złe

Pies patrząc,
wciąga w głębię
swych oczu
przesmutnych,

a tam kłęby
czarnej rozpaczy,
bez zielonej,
delikatnej nadziei,

nie ma tu radości,
strach bezbrzeżny
nie widać już dna…
aby mógł się odbić.

Mężczyzna powoli
odwiązuje smycz
od ławki w poradni
lekarskiej…

patrząc w oczy psu
powtarza kłamiąc,
“wszystko będzie,
będzie, dobrze”.

Patrzy znów
w bolącą głębię,
i nie mówi już nic,
obaj już to wiedzą…

…nie będzie 
już nigdzie, 
nikomu,
dobrze.

To i to

Między kroplami deszczu 
złocą się porozrywane 
promyki słońca, 
władcy nieba.

Na twarzach uśmiech,
psów radosne szczekanie,
dzieci śmiech taki  beztroski…

samo życie;
to i tamto
i TO..

Wiersze z brodą i bez (10)

Tibor Jagielski

Rose Ausländer (1901 – 1988)

Nowe znaki
Płoną
na firmamencie

lecz

nie przybywa jasnowidz
który by je wyjaśnił

i

moi umarli
milczą głeboko


Prośba II

Prawdę
powiedz mi prawdę

Nieś mnie
na ramionach
aż do gwiazd

Chcę
tobie pomóc w dźwiganiu
róży i miecza

Rozkaz

Wiersz
Czai się

Przechodzę beztrosko
obok niego
Rzuca się na mnie
Szepcze mi słowa
do ucha
rozkazuje: pisz

Nie mogę się uwolnić
niecierpliwie
piszę

Papier jest cierpliwy


eselsohren

w niedzielę zrobiliśmy wycieczkę nad jezioro

i szliśmy skrajem lasu a ja (jak zazwyczaj)
rozglądałem się za grzybami w przydrożnych chaszczach i zagajnikach
 
 nagle moja dziewczyna zawołała

– sieh! da kommt eine frau mit einem weissen pferd –

– das ist kein pferd, das ist ein esel, ich erkenne es an den ohren –
 powiedziałem do niej,

– ein esel?! – fragte sie erstaunt

die alte frau nickte zustimmend mit dem kopf
und ging energisch mit dem tier an uns vorbei
am rande des feldes richtung see
das hinter dem buchenwald lag

pomyślałem wtedy
że na takim ośle wjechał chrystus do jerozolimy;
i rzekłem do dziewczyny
– właściwie powinniśmy byli upaść na kolana –
a ona roześmiała się
– nur du kommst auf solche ideen!

liepnitzsee, X 2017