Reblog: Marysia Kwaśniewska

Znalezione na Facebooku, u Anity Kucharskiej-Dziedzic

Zdjęcie z Hitlerem

Jest sierpień 1936 roku. Igrzyska olimpijskie w Berlinie. Na stadionie trwa właśnie konkurs oszczepniczek. Do rzutu przygotowuje się dwudziestotrzyletnia Polka, Marysia Kwaśniewska. Ciemnooka, zgrabna i śliczna. Staje na starcie, dmucha w grot oszczepu, jakby chcąc dodać mu lekkości, potem rozbieg, rzut i… świetnie! Oszczep wbija się w trawę ponad czterdzieści metrów dalej. Wynik jest znakomity, ale dwie Niemki rzucają jeszcze lepiej. Polka zdobywa brązowy medal.
W czasie dekoracji stoi na podium wyprostowana, w dresie z orłem na piersi, jak wycięta z innego świata, bo wszyscy wokół niej unoszą rękę w hitlerowskim pozdrowieniu. Na trybunach siedzi Adolf Hitler. Nikt z organizatorów nie miałby nic przeciwko temu, by to on dekorował najlepszych, na szczęście regulamin olimpijski tego zabrania. Natomiast Führer chce osobiście pogratulować medalistkom. Prowadzą je do loży honorowej. Wokół wodza cała nazistowska wierchuszka, jest Göring i Goebbels. Uśmiechnięty Hitler ściska dłonie dziewcząt, a do Marysi mówi:
– Gratuluję małej Polce.
Na to ona, niewiele myśląc: – Pan też niezbyt wysoki.
Wszyscy wybuchają śmiechem, ale potem Goebbels nieźle się namęczy, żeby do niemieckich gazet nie przedostała się błyskotliwa i odrobinę bezczelna riposta “małej Polki”. Usłużni pismacy będą donosić, że Führer gratulował małej Polsce, a nie Polce. Tak czy inaczej niewysoki wąsaty (165 cm) najwyraźniej bardzo chce mieć zdjęcie ze śliczną Polką (166 cm), którą wybrano Miss Olimpiady. Mocno zażenowany wąsacz, wyginający wargi w coś, co ma przypominać uśmiech, niezgrabnie pozuje do zdjęć z ładnymi medalistkami… Dziewczyny z 1936 roku pewno wybuchały śmiechem, patrząc na jego miny. Wtedy nikt nie przypuszczał, że już wkrótce za sprawą tego groteskowego Niemca cały świat stanie na głowie. Że od jednego jego słowa będzie zależało być albo nie być pojedynczych ludzi i całych narodów.
Kiedy Marysia wrzuca do walizki “zdjęcie z Hitlerem”, jako zabawną pamiątkę berlińskich igrzysk, nie ma pojęcia, że kiedyś ta fotografia pomoże jej ocalić życie setkom ludzi. Na razie to zwykła fotka, wspomnienie startu na berlińskiej olimpiadzie, który okazał się bardzo udany. Wiecie, że możemy go obejrzeć? Występ Polki zarejestrowała kamera Leni Riefenstahl, reżyserki hołubionej przez Führera, która nakręciła film pokazujący zmagania sportowców na igrzyskach.Dziwnie jest myśleć, że już za trzy lata ci młodzi ludzie ścigający się na stadionach będą do siebie strzelać. Jeszcze żyją tak, jakby mieli przed sobą całą dobrą przyszłość. Marysia myśli o następnej olimpiadzie. Za cztery lata, w 1940 r. mają spotkać się w Tokio. Kwaśniewska jest jedną z naszych największych sportowych nadziei, więc Polski Związek Lekkiej Atletyki daje jej stypendium i wysyła na południe Europy. Mieszka nad ciepłym morzem Lazurowego Wybrzeża, trenuje i cieszy się życiem, w którym wszystko co najlepsze dopiero przed nią.Gdy wybucha wojna, Maria jest wciąż na południu Europy. Ale w jednej chwili jest gotowa wracać do Polski. Namawiają ją, by została. Nie mogą zrozumieć, dlaczego rwie się tam, skąd wszyscy uciekają. No jak to dlaczego! Patriotyzm – a ona nie boi się tego słowa – to nie tylko olimpijskie podium. Pakuje się i 2 września rusza do domu. Wiele lat później w wywiadzie dla “Rzeczpospolitej” powie, że jechała pod prąd: “Na granicy w Zebrzydowicach patrzyli na mnie trochę jak na wariata. Tabuny ludzi wyjeżdżały z kraju, a ja wracałam do Warszawy, chociaż nie bardzo miałam czym i jak. Podróżowałam różnymi środkami lokomocji, wozami, pociągami. W końcu trafiłam”.
Jest młoda, silna, sprawna i sporo umie – przed wojną skończyła kurs sanitarny i samochodowy. W bombardowanej, płonącej Warszawie tacy ludzie są na wagę złota. Trafia do sanitarki przeciwlotniczej na Wybrzeżu Kościuszkowskim. Na ramionach wynosi żołnierzy z okopów znad Wisły, siada za kierownicą sanitarki (“kierowcę zabili, nie było komu jeździć, jeździłam ja”). Od prezydenta stolicy Stefana Starzyńskiego dostanie za to Krzyż Walecznych. Druga ważna próba przyjdzie pięć lat później, gdy w Warszawie wybuchnie powstanie.
Gdy zaczyna się powstanie, Maria mieszka w podwarszawskiej Podkowie Leśnej. W sąsiedniej gminie Niemcy już 5 sierpnia zakładają niesławnej pamięci Dulag 121 Pruszków, obóz przejściowy dla wypędzanej ludności Warszawy. Przez całe powstanie i później będą szły tam transporty. Ponad pół miliona warszawiaków. Po brutalnej segregacji i rozdzielaniu rodzin, młodszych i silnych wyślą na roboty do Rzeszy, starszych i słabszych – czesto do Auschwitz. W tym strasznym miejscu umrą tysiące ludzi, ale też blisko trzydzieści tysięcy uda się ocalić. Dla wielu przepustką do życia będzie marysine zdjęcie z Hitlerem.
Kiedy czytam, jak Maria Kwaśniewska opowiada o wyciąganiu ludzi z obozu, brzmi to tak, jakby wszystko było nieziemsko proste. “Był w tym obozie tzw. barak chorych. Z tego baraku wyprowadzało się ludzi po stu, stu pięćdziesięciu… Pokazywałam przy bramie tę moją fotografię z Hitlerem. Żandarmi traktowali ją jak ausweis. Bili w czapę i przepuszczali mi transport”. Jakoś nie dodaje, jak ryzykowne były to akcje. Wiele kończyło się aresztem, wysyłką do obozu, a nawet kulką w łeb, a nie żadnym “biciem w czapę”!
Ale jej się udaje. Teraz we własnym domu zakłada obóz przejściowy. Przez jej mieszkanie przewijają się całe tłumy ludzi, znanych i nieznanych, jednakowo ważnych – Ewa Szelburg-Zarembina, Stanisław Dygat i chłopiec z przestrzelonym płucem, który, jak Maria będzie wspominać później, “dziś ma 70 lat i nadal pisze do mnie kartki”. No, czy to nie piękne, że “małej Polce” znów udało się dać Hitlerowi przytyczka w nos?
Już niedługo wojna się skończy. Warszawiacy wrócą do swoich ruin i zaczną zmieniać je w dom. Pochowają zmarłych, przywitają ocalałych, posprzątają ulice, a zdjęcia Hitlera wyrzucą na śmietnik.
Maria Kwaśniewska dożyła sędziwego wieku 94 lat. Zmarła całkiem niedawno, w 2007 roku. Po wojnie pracowała w Polskim Komitecie Olimpijskim, objeżdżała kraj, aktywna do ostatnich dni, wspierając zwłaszcza małych sportowców. Tym, którzy mieli szczęście ją znać, zostawiła po sobie mnóstwo jasnych wspomnień, ale nikt nie zadał sobie trudu, by jej ciekawe życie zamknąć w książce. Zła jestem, że tak długo nie miałam pojęcia, że istniała.

Reblog: Lyrische und drastische

Urszula Usakowska-Wolff

Feministische Kunst aus Indien

Die in der Ausstellung »Facing India« gezeigte Kunst ist ohne Zweifel feministisch, politisch und engagiert. Aber unabhängig davon, wie man sie nennt, ist es eine Kunst, die äußerst suggestiv wirkt und lange im Gedächtnis bleibt. Der Einfallsreichtum, das Wissen und der Weitblick der Künstlerinnen, die Dynamik und Energie, mit der sie ihre perfekt ausgeführten Werke realisieren, die Vielzahl von Techniken, Materialien und überraschenden Lösungen kommen in allen Arbeiten, die im Erdgeschoss des Kunstmuseums Wolfsburg präsentiert werden, zum Ausdruck.


Reena Saini Kallat, Woven Chronicle

Die von mehr als 1,3 Milliarden Menschen bewohnte Republik Indien ist die bevölkerungsstärkste Demokratie der Welt. Dieses riesige Land, das den größten Teil des südasiatischen Subkontinents einnimmt, ist ein nationales, religiöses und sprachliches Konglomerat voller Kontraste. Es gibt dort extreme Armut und unvorstellbaren Reichtum, das Kastensystem ist vor allem in ländlichen Gebieten gang und gäbe. Trotz der in der Verfassung verbrieften Gleichberechtigung ist die Situation der Frauen tragisch: Sie werden erniedrigt, vergewaltigt, verbrannt oder auf andere grausame Art umgebracht. Blutige ethnische- und Grenzkonflikte dauern bis heute an, religiöser Fanatismus und Nationalismus breiten sich aus. In den Metropolen gibt es kaum Luft zum Atmen und selbst heilige Flüsse sind kontaminiert. Andererseits ist Indien eine der sich am dynamischsten entwickelnden Volkswirtschaften der Welt, die indische IT-Industrie wird seit vielen Jahren international als konkurrenzlos angesehen, während ein Drittel der indischen Bevölkerung Analphabeten sind. Die Nutznießer der Globalisierung, die soziale Ungleichheiten festigt und vertieft, ist die Mittel- und Oberschicht.

Blick in die Ausstellung „Facing India“ mit Arbeiten von Vibha Galhotra 

Sechs Frauen im fast gleichen Alter

Weniger bekannt ist, dass in diesem großen Land auch Kunst gedeiht, nicht nur die Koch- oder die Filmkunst aus Bollywood und Tollywood, sondern auch die zeitgenössische Kunst, in der vor allem Frauen den Ton angeben. Während die japanische und chinesische Kunst schon seit längerer Zeit international ausgestellt und gesammelt wird, hat die indische erst jetzt begonnen, sich im Westen zu etablieren. Das liegt vor allem an der Unsichtbarkeit dieser Kunst, denn in Indien gibt es kaum Ausstellungsorte und Ausstellungsmöglichkeiten. Um sich also eine Meinung über die indische Kunst zu bilden, muss man nicht nach Mumbai, Delhi oder Bengaluru fahren, sondern in die etwas kleinere Stadt Wolfsburg in Niedersachsen. Dort befindet sich bekanntlich der Hauptsitz des VW-Konzerns, der Autos auch in Indien produziert. Aber das ist mitnichten der einzige Grund, warum die erste so umfangreiche Schau der indischen Kunst gerade im Kunstmuseum Wolfsburg stattfindet. Als sein Direktor vor zwei Jahren Ralf Beil wurde, versprach er, das Museumsprogramm globaler zu gestalten und vor allem den Künstlerinnen und ihrer Sicht auf die Dinge dieser Welt mehr Platz als bisher einzuräumen. Er hielt sein Wort, was die Ausstellung »Facing India« vorführt, in der sechs indische Künstlerinnen das Gesicht, konkreter: die vielen Gesichter ihres Landes zur Schau stellen.
Bharti Kher (* 1969), Mithu Sen (* 1971), Reena Saini Kallat (* 1973), Vibha Galhotra (* 1978), Tejal Shah (* 1979) und Prajakta Potnis (* 1980), von der Kuratorin Uta Ruhkamp während ihrer drei Indienaufenthalte ausgewählt, gehören größtenteils der Generation der 30- und 40jährigen an. Obwohl sie aufgrund ihrer Herkunft zur privilegierten Klasse zählen, behandeln sie in ihren Werken mehr oder weniger radikal soziale, politische, ökologische und moralische Probleme, die an der Schnittstelle zwischen Modernisierung und Tradition auftauchen: Das ist in der Tat eine recht explosive Mischung, nicht nur in Indien.


Bahrti Kher, Sing to Them that Will Listen, Reiskörner Metallschale und Marmorsockel

Digitalisierung, Degradierung, Globalisierung

Die in der Ausstellung »Facing India« gezeigte Kunst ist ohne Zweifel feministisch, politisch und engagiert. Aber unabhängig davon, wie man sie nennt, ist es eine Kunst, die äußerst suggestiv wirkt und lange im Gedächtnis bleibt. Der Einfallsreichtum, das Wissen und der Weitblick der Künstlerinnen, die Dynamik und Energie, mit der sie ihre perfekt ausgeführten Werke realisieren, die Vielzahl von Techniken, Materialien und überraschenden Lösungen kommen in allen Arbeiten, die im Erdgeschoss des Kunstmuseums Wolfsburgs präsentiert werden, zum Ausdruck. Man kann unmittelbar spüren, dass die Kunst für sie eine Mission, eine Botschaft oder eine Art ist, die verschwiegenen, sorgfältig vor den Augen versteckten, unsichtbaren und nicht ausgesprochenen, also nicht existenten Probleme ans Tageslicht zu bringen. Und, was besonders wichtig erscheint, haben die von den Künstlerinnen in ihren Arbeiten aufgegriffenen und dargestellten Themen einen universellen Charakter, denn es gibt sie schon oder wird es bald auch in unserer Weltgegend geben. »Doch machen wir uns nichts vor: So drastisch all dies von Europa aus auf den ersten Blick wirkt, es sind in jedem einzelnen Punkt auch unsere Probleme und Gegenwartsfragen, die hier – zum Teil sogar für uns – verhandelt werden«, schreibt Ralf Beil, Direktor des Kunstmuseums Wolfsburg, im exzellenten Ausstellungskatalog. »Indien ist eines der Labore für das Gelingen oder Scheitern unserer globalen Zukunft. Ob Geschlechter-, Umwelt-, Digitalisierungs- oder Nationalitätsfragen, alles ist auf das Extremste verdichtet.« Es ist nicht einfach zu verstehen, was in Indien wirklich geschieht, denn, nach Meinung der Schriftstellerin Arundhati Roy, »dreht sich ganz Indien um Grenzen. Im Westen hält man Indien fälschlicherweise für eine anarchische, chaotische Gesellschaft. Dabei ist Indien ein Meister im Grenzziehen. Jenseits des chaotischen Verkehrs ist die Gesellschaft durch ein eisernes Gatter aus Kasten, Regionen, Religionen getrennt.« Die aus der Tradition resultierenden Spaltungen sowie die von der Tradition und Gesellschaft sanktionierte Gewalt sind eines der Themen der Gruppenschau »Facing India« im Kunstmuseum Wolfsburg.

Faktische geografische und metaphorische Grenzen

Das Erste, was direkt am Eingang der Ausstellung ins Auge fällt, ist eine riesige Weltkarte, die aussieht, als sei sie aus farbiger Wolle gehäkelt worden. Beim näheren Hinschauen merkt man jedoch, dass diese riesige kartographische Installation namens »Woven Chronicle«, die die gesamte grau gestrichene Wand einnimmt, aus Elektrokabeln gefertigt wurde. Aus acht Lautsprechern, die auf sechs Kontinenten platziert sind, ertönt eine Kakophonie von Geräuschen, ein Mix aus knisternden Hochspannungsleitungen, blubberndem Wassers, dem Besetztzeichen eines Telefons, heulenden Fabrik- und Schiffssirenen, den Geräuschen der Flügel und Stimmen der Zugvögel. »Die gewebte Chronik« ist, wie ihre Autorin Reena Saini Kallat (Foto oben) erklärt, eine Kartographie historischer und gegenwärtiger Migrationsbewegungen. Obwohl sich heute dank der Mobilität der Menschen und des schnellen Informationsflusses verschiedene Kulturen viel schneller vermischen als je zuvor, wurden die Grenzen paradoxerweise nie so streng kontrolliert und überwacht wie jetzt. » Elektrokabel sind für mich eine ambivalente Metapher: einerseits verbinden sie, andererseits bilden sie lineare Formationen in Gestalt von Netzen und anderen Zäunen, sodass sie teilen. Der Glaube daran, dass dank der globalen, das heißt grenzenlosen Kommunikation die faktischen geographischen, ethnischen und sozialen Grenzen aufhören zu existieren, hat sich als illusorisch erwiesen. Im Gegenteil: Dank fortschrittlicher Technologien können regressive Inhalte umgehend verbreitet werden: Stereotypen, zweifelhafte Ideologien, Nationalismen«.

Die provokanten Mutanten

Reena Saini Kallat, Hyphenated Lives (Installationsfragment)

Reena Saini Kallat ist eine vielseitige Künstlerin: Sie schafft Wand- und Klanginstallationen, ist Malerin, Bildhauerin und Fotografin. Man sieht und hört, dass die Kunst der Erinnerung ihre Leidenschaft ist. In der Fotoserie »Crease / Crevice / Contour« möchte sie das Leid der Frauen vor dem Vergessen bewahren, die nicht nur während der Kriege zwischen Indien und Pakistan um Kaschmir die erste Kriegsbeute waren. Sexuelle Gewalt, Komponente eines jedes Krieges, hat blutige Male auf der Haut der Frauen hinterlassen. Auch wenn sie unsichtbar sind, erinnert sich der Körper daran. Kallat ist auch Autorin der Installation »Hyphenated Lives«, die wie der Saal eines Naturkundemuseums anmutet, mit Bildern der Fauna und Flora an den Wänden und Fossilien in den Vitrinen. Wenn man sie genauer betrachtet, handelt es sich um Porträts von Mutanten, die die geteilten, aber historisch miteinander verbundenen Länder symbolisieren, welche um die Kontrolle über natürliche Ressourcen kämpfen, hauptsächlich über das Wasser. Sie tragen doppelte Namen, zum Beispiel Sun-Poe, eine Kreuzung zwischen dem palästinensischen Sonnenvogel (Sunbird) und dem Wiedehopf (Hoopoe), dem Nationalvogel Israels. Auf diese farbigen Gouachen, die mit handschriftlichen Kommentaren der Künstlerin versehen sind, klebt sie Stacheldraht. Geopolitik teilt Länder, obwohl es schwer ist, die Natur in streng nationale Teile zu zerlegen. »Diese Bindestrich-Porträts können als poetische Provokationen einer Spezies, die es in der Vergangenheit nicht gegeben hat – oder als ein Vorschlag für die Zukunft verstanden werden«, sagt Reena Saii Kallat.

Äquilibristik der (Un)linguistik

Auch Mitu Sen (Foto) liebt Provokationen. Die begnadete Sprachkünstlerin, Bildhauerin und Malerin begann ihre künstlerische Laufbahn als bengalische Dichterin. Nachdem sie 1997 nach Delhi gezogen war, musste sie Hindi und Englisch lernen, was ihr zunächst recht schwer fiel. Die meisten ihrer Werke tragen Titel, in denen die Vorsilbe »un« steht. Sie ist eines der Hauptelemente ihrer Un- oder Nichtsprache. Es ist offensichtlich, dass es mit eigenen Zähnen oder mit dem Zahnersatz leicht fällt, sich in jeder Sprache oder Nichtsprache zu artikulieren. Wie alle Arbeiten von Mitu Sen ist auch die Installation »Border Unseen« Ausdruck eines absurden Sinns für Humor. Im Deutschen klingt »Unseen« phonetisch ein wenig wie Unsinn. Künstliches Zahnfleisch, in dem künstliche Zähne stecken, sieht natürlich wie eine Grenze aus, die im geschlossenen Mund unsichtbar ist, aber man kann sie nicht übersehen, wenn sie an einer Wand als Zahnrad hängt.

Mithu Sen, Phantom Pain 2

Mitu Sen nennt ihre Zeichnungen und Skulpturen Performances, denn das Publikum soll sich daran aktiv beteiligen. Eine großartige Idee ist zum Beispiel die Serie der 40 Grafiken und Zeichnungen unter dem Titel »The Same River Twice« (Derselbe Fluss zweimal), die in einem geschlossenen Raum betrachtet werden kann. Es ist eine Kunst der Camouflage, die sich vielleicht vor dem Auge des Zensors tarnt, denn nur, wenn man mit einer Taschenlampe weiße Papierblätter beleuchtet, sieht man ihren zweiten Boden: erotische, leicht pornografische Spiele nicht heterosexueller Paare. Die benachbarte Installation »Mou (Museum of Real Estate) beherbergt eine Sammlung von Kitschartikeln, Souvenirs und anderen Nippes in einer runden Vitrine, die einer leicht zu transportierenden Wunderkammer gleicht.

Mithu Sen, Mou (Museum of Real Estate)

Symphonie der Zeit oder Kakofonie

»Wir leben in einer sich schnell verändernden Welt und betrachten uns als anpassungsfähig«, sagt Vibha Galhotra (Foto oben). »Gleichzeitig berücksichtigen wir kaum das Ausmaß der Umweltverschmutzung und akzeptieren sie passiv als die neue Realität.« In multimedialen Rauminstallationen, in Filmen und Fotografien stützt sich die Künstlerin auf die platonische Theorie der fünf Elemente und zeigt, was mit dem Wasser des heiligen Flusses Yamuna, mit Luft, Erde, Äther und Feuer geschieht. Nach dem Eintauchen eines weißen Tuchs in Yamuna wird es sofort schwarz. Neu-Delhi ist die am meisten verschmutzte Stadt der Welt, die, wie Vibha sagt, einer Gaskammer gleicht, sodass die Menschen ständig Masken tragen müssen, in denen sie aussehen, als ob ihnen, wie in Nostradamus’ Prophezeiung, anstelle der Nasen Schweinerüssel wachsen würden. In den Städten ist jedes Stückchen Boden zugebaut, und sogar in den Vierteln, die von getarnten Sicherheitsmännern bewacht werden (Installation »Neo Camouflage«), liegen die Häuser extrem dicht beieinander: Das ist eine bunte Betonwüste, ohne einen Grashalm. Eine große Weltkarte unter dem Titel »Time Symphony Or Cacophony« wird immer dunkler, schreckliche Geräusche dringen aus ihr nach Außen: Die klassische Symphonie der Zeit verschwindet, ersetzt durch eine Kakophonie der Zerstörung.




Vibha Galhotra, Neo Camouflage (Installationsfragmente)

Gedemütigte, schweigende und gequälte Frauen

Wenig optimistisch sind auch die Arbeiten von Bharti Kher (Foto), der einzigen Teilnehmerin der Wolfsburger Ausstellung, die nicht in Indien, sondern in Ostlondon geboren wurde, und seit 1992 dauerhaft in der Hauptstadt Indiens lebt. Die Künstlerin, deren Werk um die Situation der indischen Frauen kreist, ist eine Perfektionistin und Ästhetin, die die sogar in den überraschendsten Materialien verborgene Energie und Schönheit an die Oberfläche zaubert. Neben Skulpturen aus Bronze, Kleiderstoff, Reis und Reliefs aus Bindis zeigt sie in Wolfsburg auch eine Säule aus roten Armreifen, den Bangles, unter dem Titel »Bloodline« (Stammbaum): Frauen sind zwar die Stützen und die treibende Kraft der indischen Gesellschaft, leben aber oft in einem »Deaf Room« (Tauben Zimmer), das von einer Mauer des Schweigens umgeben ist. Diese beindruckende Plastik besteht aus zehn Tonnen Glasziegeln, die Bharti Kher aus geschmolzenen Armreifen und Ton errichtete. Das Schicksal der Frauen, die im ältesten Beruf der Welt arbeiten, ist auch nicht einfach, wie die Gipsskulptur der sechs Sitzenden unter dem Titel »Six Women«, also sechs Sexarbeiterinnen aus Kolkata, zeigt. Bharti Khers Werke sind Monumente für die extrem müden, gequälten und tagtäglich gedemütigten Frauen in Indien.

Bharti Kher, Six Women

Dem dritten Geschlecht geht es häufig sehr schlecht

Tejal Shah ist auch vielseitig begabt, sie macht fantastische Zeichentrickfilme, sie zeichnet und fotografiert meisterhaft, wovon die Fotoserie » Women like us« zeugt. Sie stellt »Frauen wie wir« dar, also solche, die nicht einverstanden sind, die ihnen zugeschriebenen Geschlechterrollen zu spielen, weil sie sich wie Männer fühlen. Die Genderfrage ist das, was diese Künstlerin, die lange Zeit in Indien nicht ausstellen durfte, am meisten interessiert. Sie befasst sich nämlich mit Themen, die verschwiegen werden sollen wie die Gewalt gegen Hijras, die offiziell als Göttinnen des dritten Geschlecht verehrt werden, aber in Wirklichkeit den Massenvergewaltigen zum Opfer fallen, verletzt, bepisst und umgebracht: zu sehen in der erschütternden Foto- und Videoinstallation »Untitled (On Violence)«.

Prajakta Potnis mit Dr. Uta Ruhkamp (links)

In der Ausstellung »Facing India« gibt es auch weniger drastische, witzige und ironische Arbeiten. Ihre jüngste Teilnehmerin, die 28jährige Prajakta Potnis, arrangiert und fotografiert seltsame Landschaften und Stillleben in spezifischen Interieurs. Die Digitaldruckserie »Capsule« wartet mit Rollteppen auf, die auf einer Plastikserviette im Kühlschrank stehen. Eines der »Still Lifes« zeigt Blumenkohls in Gefrierfächern, die wie Atompilze aussehen. Kann die Natura (morta) eines Blumenkohls explosiv sein oder nicht explosiv sein, das ist hier die Frage.

Prajakta Potnis, Capsule

Alle Fotos © Urszula Usakowska-Wolff


FACING INDIA
Kunstmuseum Wolfsburg
29.04-7.10 2018
Katalog, 38 Euro
www.kunstmuseum-wolfsburg.de

Siłaczki / Starke Polinnen / Frauen der ersten Stunde

Wesprzyj projekt filmu o polskich sufrażystkach
Support the film about Polish strong women

Wesprzyj powstanie filmu na https://polakpotrafi.pl/projekt/film-…

“Siłaczki” to historyczny, fabularyzowany dokument opowiadający historię polskich sufrażystek. Film powstaje od stycznia 2017 roku z inicjatywy twórców – Marty Dzido i Piotra Śliwowskiego, dzięki środkom producenta Fundacji Obiektyw-Na, koprodukcji z Domem Spotkań z Historią, we współpracy z Fundacją im. Heinricha Bölla w Warszawie; produkcję dofinansowano ze środków Muzeum Historii Polski w Warszawie w ramach Programu „Patriotyzm Jutra”.

O filmie: Sto lat temu nasze prababki wywalczyły dla nas prawa wyborcze. Wywalczyły nam również możliwość studiowania, zarobkowania, dysponowania własnymi pieniędzmi, możliwość rozwodu i samodzielnego decydowania o tym z kim i czy w ogóle zawrzemy związek małżeński. Przyzwyczaiłyśmy się do faktu, że mamy te prawa. Uważamy je za oczywiste. Ale musimy zdać sobie sprawę z tego, że sto lat – wobec wieków ciemnoty i ubezwłasnowolnienia kobiety – to krótki czas i że prawa, które wywalczyły nam prababki sto lat temu nie są dane raz na zawsze. Te prawa nie są też prezentem, który – jak się powszechnie sądzi – dostałyśmy wraz z nadejściem niepodległości. O te prawa toczył się bój, bo praw się nie dostaje – jak mówi jedna z bohaterek filmu – prawa się zdobywa w walce! I o tej trudnej walce opowiadają Siłaczki – pierwszy w historii polskiej kinematografii film o sufrażystkach.

O projekcie

Siłaczki to pierwszy w historii polskiej kinematografii film opowiadający o sufrażystkach, które na przełomie XIX i XX wieku na ziemiach polskich walczyły o prawa dla kobiet.

O projekcie i projektodawcach:

Autorami i producentami filmu są Marta Dzido i Piotr Śliwowski – twórcy m.in. głośnego i nagradzanego dokumentu o bohaterkach rewolucji Sierpnia 80 “Solidarność według kobiet”- pierwszego polskiego filmu dokumentalnego współfinansowanego z crowdfundingu.

kontakt: silaczki.film@gmail.com

Termin realizacji:

Planowana premiera “Siłaczek” to 28.11.2018 – w stulecie podpisania przez Józefa Piłsudskiego dekretu nadającego Polkom czynne i bierne prawa wyborcze.

Do końca roku 2018 wszyscy Wspierający otrzymają wybrane nagrody.

Dlaczego crowdfunding?

Realizacja filmu jest możliwa dzięki zaangażowaniu i wsparciu finansowemu Domu Spotkań z Historią,  we współpracy z Fundacją im. Heinricha Bölla w Warszawie i dofinansowaniu ze środków Muzeum Historii Polski w ramach programu Patriotyzm Jutra, jednak to środki niewystarczające, by Siłaczki zrealizować zgodnie z zamierzeniami reżyserów.

W styczniu tego roku twórcy złożyli wniosek o dofinansowanie filmu do Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej, jednak do dnia dzisiejszego nie otrzymali wiążącej odpowiedzi. Bez powodzenia próbowali pozyskać finansowanie w konkursach organizowanych przez Śląski Fundusz Filmowy i Poznański Fundusz Filmowy. Porażką skończyły się próby zainteresowania przedsięwzięciem Instytutu Adama Mickiewicza i programu rządowego Niepodległa.

Na co zbieramy?

Ponieważ zbliża się 28 listopada – setna rocznica podpisania dekretu o prawach wyborczych dla Polek – a twórcy filmu chcą uczcić ten dzień uroczystą premierą filmu, podjęli decyzję o rozpoczęciu aukcji crowdfundingowej.

Autorzy Siłaczek zbierają środki na dokończenie zdjęć, postprodukcję dźwięku, koloryzację obrazu, przygotowanie kopii filmu DCP do rozpowszechniania w kinach, tłumaczenie listy dialogowej na język angielski i organizację uroczystej premiery w kinie Muranów w dniu 28.11.2018.

***

Siłaczki to historyczny, fabularyzowany film dokumentalny, opowiadający historię naszych prababek, których wysiłek, upór i konsekwencja doprowadziły do podpisania przez Józefa Piłsudskiego dekretu o prawach wyborczych kobiet 28 listopada 1918 roku. Pokazuje ich niełatwą walkę o dostęp do edukacji i pracy zarobkowej, zaangażowanie w odzyskanie niepodległości i niezłomność w szerzeniu idei wolnościowych i emancypacyjnych.

Osią opowieści są losy kilku aktywistek z Poznania, Warszawy, Lublina i Krakowa: Justyny Budzińskiej-Tylickiej – lekarki-społecznicy, która stanęła na czele słynnej delegacji do Piłsudskiego, Marii Dulębianki – pierwszej kandydatki do Sejmu, Kazimiery Bujwidowej – dzięki której staraniom w 1894 na Uniwersytet Jagielloński przyjęto pierwsze studentki, Pauliny Kuczalskiej – Reinschmit, nazywanej hetmanką feminizmu, która jako pierwsza wyodrębniła postulaty kobiece z kwestii narodowo-wyzwoleńczych, sióstr Tułodzieckich: Anieli – organizatorki tajnego nauczania, skazanej na karę więzienia, i Zofii – założycielki pierwszego w Polsce związku zawodowego kobiet, Aleksandry Piłsudskiej – żołnierki, orędowniczki sprawy kobiecej, Zofii Daszyńskiej -Golińskiej – ekonomistki i pionierki kooperatywizmu i wielu innych.

Film ukazuje ówczesne realia obyczajowe, polityczne i ekonomiczne, które determinowały powstawanie ruchów politycznych i działania na rzecz powszechnej edukacji i równości społecznej na ziemiach polskich.
Podkreśla fakt, że Polska była jednym z pierwszych państw na świecie, w którym kobiety uzyskały pełnię praw wyborczych.

Z uwagi na znikomą ilość materiałów archiwalnych (nagrań video, fotografii), dotyczących opisywanych wydarzeń i ich uczestniczek, twórcy zdecydowali o realizacji fabularyzowanych inscenizacji z udziałem statystek i znanych, polskich aktorek (m.in. Marii Seweryn, Klary Bielawki, Marty Ojrzyńskiej), które odgrywają sceny historyczne, czytają fragmenty przemówień, tekstów i odezw, pisanych przez bohaterki filmu.

O Siłaczkach opowiadają także badaczki historii kobiet, potomkinie bohaterek oraz spadkobierczynie ich idei – kobiety, dla których fraza Zofii Nałkowskiej “Chcemy całego życia” wciąż brzmi aktualnie i stanowi inspiracje do podejmowania działań na rzecz równouprawnienia kobiet i sprawiedliwości społecznej.

Dziś i jutro

Myślałam, że podczas Kongresu porozmawiamy też o tym, że sto lat temu Niemki i Polki, niekiedy wspólnie, walczyły o prawa wyborcze kobiet.

12 listopada 1918 roku w Niemczech walka kobiet zakończyła się sukcesem. W 16 dni później taki prawa przyznano Polkom. Legenda założycielska głosi, że dzięki temu, iż uzbrojone w parasolki kobiety poszły pod willę Piłsudskiego w Sulejówku, domagając się tego, co ich koleżanki wojowniczki w Rosji i w Niemczech już otrzymały. Można było porozmawiać o tym wspólnym doświadczeniu walki. O Róży Luxemburg, której w Zamościu właśnie usunięto tablicę upamiętniającą, że tu się urodziła… O Gabrieli Iwanowskiej-Balickiej, posłance na sejm, która zaczęła walkę na studiach w Genewie i pracując dla czasopisma Ster w Monachium.  O Zofii Sokolnickiej, jednej z założycielek Zjednoczenia Polskich Kobiecych Towarzystw Oświatowych w Rzeszy Niemieckiej (1909). O Franciszce Wilczkowiakowej, która przed I wojną światową prowadziła działalność polonijną w Niemczech, a w 1916 r. została działaczką Naczelnej Rady Ludowej. O Annie Piaseckiej, nauczycielce języka polskiego na tajnych kompletach w Toruniu…

Ale też o Marcie Wygodzinski, zamordowanej w Teresinie 27 lutego 1943, lekarce ubogich, jednej z pierwszych niemieckich lekarek, jednej z pierwszych posłanek komunalnych w Berlinie…

Tak się nie stało. Szkoda. Była dobra szansa, żeby Niemki i Polki porozmawiały w Polsce o tym, co wspólne. W Berlinie wciąż odczuwamy ich solidarność w stosunku do naszych polskich problemów.  W Polsce… owszem, jesteśmy silne, jesteśmy oprócz Tuska i możliwości, że Unia odetnie pieniądze, najgorszym wrogiem rządu. To wzmacnia, jasne… Ale czy to znaczy, że już nie musimy być sprzymierzone…

Ale co tam, ważne, że jest Kongres!

SOBOTA, 16 czerwca

10.00-13.30  Sala Plenarna

OTWARCIE

SESJA 1: Gabinet Cieni, m.in.: Henryka Bochniarz, Danuta Huebner, Bogusława Matuszewska, Monika Płatek, Magdalena Środa

SESJA 2: Stulecie praw kobiet, m.in.: Sylwia Chutnik, Małgorzata Fuszara, Agata Kobylińska, Joanna Mucha, Maria Seweryn, Kazimiera Szczuka, Małgorzata Tkacz-Janik, Olga Tokarczuk

Gdyby Polska była kobietą – Manuela Gretkowska

SESJA 3: Gniew kobiet – czas protestów, m.in.: Miranda Korzeniowska, Marta Lempart, Oxana Lytvynenko, Bożena Przyłuska, Joanna Scheuring-Wielgus, Marta Wosak

14.30-19.30  CENTRA (szczegóły poniżej)

20.00            Koncert

21.00            Spektakl

NIEDZIELA, 17 czerwca

09.00-12.30  CENTRA (szczegóły poniżej)

13.30-17.30   Sala plenarna

Koncert Żelazne Waginy

SESJA 4: Nie molestuj mnie!, m.in. Renata Durda, Agnieszka Holland, Elżbieta Klimek, Sylwia Spurek

Wielka debata samorządowa, m.in. Jolanta Batycka-Wąsik, Wioletta Dzienniak, Katarzyna Lubnauer, Marta Mazurek, Agnieszka Odachowska, Małgorzata Tracz, Agnieszka Trafas, Hanna Zdanowska

Przy kawie o sprawie – NA ŻYWO

Nagrody Kongresu Kobiet wręczają Jacek Jaśkowiak, Olga Tokarczuk

Postulaty X Kongresu Kobiet

ZAKOŃCZENIE


CENTRA

SOBOTA   14:30 – 19.30

CENTRUM PRZEDSIĘBIORCZOŚCI I INNOWACJI –  a w nim m.in.:  o różnorodności, równości i sukcesie, niezależności ekonomicznej kobiet, # PayMeToo, czego warto się uczyć, aby dobrze zarabiać, przedsiębiorczości po łódzku, z udziałem m.in.: Dominiki Bettman, Henryki Bochniarz, Krystyny Boczkowskiej, Małgorzaty Nowak-Niedźwiedzkiej, Ewy Rumińskiej-Zimny

CENTRUM DIALOGU KULTUR –  a w nim m.in.:  o kobietach i religii, wielokulturowości, Ukrainkach, tolerancji, z udziałem m.in.: Renaty Kim, Dominiki Kozłowskiej, Haliny Radacz, Agaty Tuszyńskiej, Ludwiki Włodek

CENTRUM SPOŁECZNE –  a w nim m.in.:  o pracy w warunkach niepewności, samozatrudnieniu, pracy opiekuńczej kobiet, 500+, dawnej pracy łodzianek, z udziałem m.in.: Izy Desperak, Krystyny Mazurówny

CENTRUM MIĘDZYNARODOWE –  a w nim m.in.:  o sieci kobiet, rozbijaniu szklanego sufitu, kobietach romskich, 100 latach praw wyborczych kobiet, kobietach w służbach, z udziałem m.in.: Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, Wandy Nowickiej

CENTRUM EDUKACJI –  a w nim m.in.:  o tym czego nie uczy polska szkoła, alternatywnych modelach edukacji, edukacji równościowej, świeckości szkoły, wychowaniu wonderwoman, z udziałem m.in.: Agaty Kobylińskiej, Leny Kolarskiej-Bobińskiej, Doroty Łobody

CENTRUM PRAW DO ODPOWIEDZIALNEGO RODZICIELSTWA –  a w nim m.in.:  o poronieniu, przemocy instytucjonalnej wobec kobiet, In vitro, ojcostwie, z udziałem m.in.: Agnieszki Graff, Aleksandry Knapik, Ewy Woydyłło-Osiatyńskiej, Doroty Zawadzkiej

CENTRUM CHCEMY CAŁEGO ŻYCIA –  a w nim m.in.:  o edukacji włączającej, pokonywaniu barier i samostanowieniu, sytuacji opiekunek i osób z niepełnosprawnościami, systemie wsparcia, z udziałem m.in.: Katarzyny Bekasiak, Hanny Pasterny, Teresy Kamińskiej, Jadwigi Król, Sylwii Mądrej, Agnieszki Kossowskiej, Katarzyny Żeglickiej, Doroty Próchniewicz

CENTRUM PATRIOTYZMU I OBYWATELSKOŚCI –  a w nim m.in.:  o wartości konstytucji, prawach kobiet, wolności i wspólnocie, z udziałem m.in.: Adama Bodnara, Katarzyny Gajowniczek-Pruszyńskiej, Anny Grupińskiej, Ewy Łętowskiej, Róży Rzeplińskiej

CENTRUM KULTURY –  a w nim m.in.:  o kobietach w malarstwie

CENTRUM ZDROWIA –  a w nim m.in.:  o depresji, filmoterapii, Hashimoto, wstydliwych chorobach, z udziałem m.in.: Katarzyny Montgomery, Grażyny Torbickiej, Edyty Wlaźlak

CENTRUM ZWIERZĄT  –  a w nim m.in:  o walce o prawa zwierząt, myśliwych, wielkich fermach, etycznych wyborach konsumenckich dla zwierząt, z udziałem m.in.: Ewy Lieder, Ewy Podolskiej, Karoliny Skowron, Olgi Tokarczuk

CENTRUM MATEK –  a w nim m.in.:  o chustonoszeniu, matkach-siłaczkach, WNM, codziennej pielęgnacji i rozwoju, z udziałem m.in.: Anny Osowskiej-Rembeckiej, Eweliny Tyszko-Bury, Anity Ziegler-Chamielec

CENTRUM WZMACNIAJĄCE –  a w nim m.in.: o byciu skuteczną w samorządach, przetrwaniu rozwodu, pozytywnych relacjach w rodzinie, technologiach, z udziałem m.in.: Bogny Czałczyńskiej, Katarzyny Lubinieckiej-Różyło, Agnieszki Łuczak, Beata Maciejewskiej

NIEDZIELA 9.00 – 12.30

CENTRUM NOWEJ DEMOKRACJI –  a w nim m.in.: o nowej demokracji, ksenofobii, mocy swojego głosu, z udziałem m.in.: Agaty Araszkiewicz, Agaty Czarnackiej, Katarzyny Kądzieli

CENTRUM HERSTORYCZNE –  a w nim m.in.: o tym jak upamiętniać kobiety, historii kobiet, walce o prawa kobiet, prawnuczkach niepodległości, z udziałem m.in.: Marty Dzido, Małgorzaty Fuszary, Barbary Kijewskije, Anity Kucharskiej-Dziedzic, Barbary Kurzaj, Marii Seweryn, Małgorzaty Tkacz-Janik

CENTRUM SAMORZĄDOWE –  a w nim m.in.: o kobietach i władzy, miastach równych szans, prawach lokatorskich, z udziałem m.in.: Joanny Jaśkowiak, Barbary Nowackiej, Małgorzaty Okońskiej-Zaremby, Joanny Scheuring-Wielgus

CENTRUM ZIELONE –  a w nim m.in.: o klimacie, ekobojowniczkach i ekonaprawiaczkach, z udziałem m.in.: Beaty Maciejewskiej, Joanny Pawluśkiewicz,  Ewy Sufin-Jacquemart

CENTRUM DUCHOWE EWY WOYDYŁŁO –  a w nim m.in.: o wolności, odpowiedzialności, wolnej woli i pięknie, z udziałem m.in.: Barbary Labudy, Tanny Jakubowicz-Mount, Ewy Woydyłło-Osiatyńskiej

CENTRUM SEKSUALNOŚCI – a w nim m.in.: o edukacji seksualnej, przemocy seksualnej wśród młodzieży, kobiecym ciele, z udziałem m.in.: Alicji Długołęckiej, Aleksandry Józefowskiej, Ewy Tyszko

CENTRUM KULTURY – a w nim m.in.: o matkach i córkach w literaturze, emigracji wewnętrznej, kulturze przemocy i kulturze gwałtu, z udziałem m.in.: Manueli Gretkowskiej, Agnieszki Holland, Doroty Stalińskiej, Joanny Szczepkowskiej

CENTRUM LGBTQIA – a w nim m.in.: o  kulturze lesbijskiej w Polsce, wykluczeniu i dyskryminacji, z udziałem m.in.: Anety Dekowskiej, Moniki Płatek, Remigiusza Ryzińskiego

CENTRUM MEDIALNE – a w nim m.in.: o kobietach w sieci, mediach bez / dla / z kobietami, z udziałem m.in.: Joanny Brodzik, Agaty Diduszko-Zyglewskiej, Renaty Kim, Aleksandry Klich, Piotra Pacewicza, Pauliny Smaszcz-Kurzajewskiej, Doroty Warakomskiej

CENTRUM ROZWOJU OSOBISTEGO – a w nim m.in.: o naszych możliwościach, jak być szczęśliwą  i jak się realizować, z udziałem m.in.: Agnieszki Odachowskiej, Violetty Ratajczak

CENTRUM PRZEDSIĘBIORCZOŚCI I INNOWACYJNOŚCI – a w nim m.in.: o design thinking, liderstwie, zdobywaniu funduszy, z udziałem m.in.: Justyny Frydrych, Beaty Michalskiej-Dominiak

CENTRUM CHCEMY CAŁEGO ŻYCIA – a w nim m.in.: o niepełnoprawnej seksualności, wolności od przemocy i mądrym wspieraniu osób z niepełnosprawnościami. Udział: Anna Janiak, Izabela Fornalik, Joanna Ławicka, Agnieszka Frankowska

Fussball und die Frauensache

Heute beginnt es, was uns allen sechs Wochen lang in Spannung versetzt. Ich schreibe bewusst “uns allen”, weil ich schon seit eh glaube, Fußball ist keine Männersache mehr, genauso wie er seit eh kein nationalistisches Thema ist. Daher plannte ich für heute lediglich ein bisschen über Fußball zu plappern, über Indianer, die es als erste gespielt haten und solches…

Und was essen wir dabei, was trinken?

Darüber habe schon ich vor Jahren etwas veröffentlicht, auf einem anderem Blog, und dann  Brygida Helbig hier auf diesem Blog: Ralf guckt Fußball. Ich auch.

Na eben, das meine ich. WIR gucken Fußball. In manchen Berliner Kneipen, in denen ich schon Fußball gekuckt habe, gab es gar mehr Frauen als Männer.

Vor ein paar Tagen fand ich aber im Internet, fand ich aber im…, fand ich aber… Wie soll ich es beschreiben, was soll ich darüber schreiben, fand ich also so was…

Ich dachte, ich sehe nicht richtig. Ich dachte, es ist ein ironischer Streich von der Firma Dr.Oetker und Firma Love Cake. Ich dachte, es gab so eine Werbung in den 50. oder 60. und man bediente sich sie, um sie auszulachen und neu zu gestalten…

Aber es ist leider genauso möglich, dass man es… dass MANN es ernst gemeint hatte und dass es Nix Ironie ist.

Na ja. Ironie ist in Deutschland sowieso eine Waffe, mit der man Schwierigkeiten hat, um verstanden zu werden. Dies ist interessant übrigens, dass im Land, das Mal strikte und harte Regel für Konjunktiv erstellt hate, der Konjunktiv gerade im Sterben liegt und die alte gut Ironie gleich mit ihm in den Abgrund geht.

Ich kopierte also schnell das Bild, weil ich vermutete, Ironie hin oder her, dies Zeug wird so ein Shitstrom bekommen, dass an dem Tag, an dem ich meinen Beitrag veröffentliche, dh. heute, das Bild nur hier, auf meinem Blog, noch zu sehen bekommt.

Eine Frau soll also für ihren Liebsten einen Fußball-Kuchen backen und es an oetker.ch/lovecake schicken. Oder auf die Fanpage auf dem Facebook/ Instagramm stellen: #lovecakeOetker.

Zu gewinnen gibt es 50 Packete Backzutaten im Wert von 30,- CHF. Na ja, nicht die Welt… keine Traumreise (mit dem Liebsten selbstverständlich), kein dickes Auto…

Ausgeschrieben wurde der kleine Wettbewerb schon im Mai. Es gibt schon viele schöne Zusendungen. Aber nicht gerade das, was sich der Schirmherr des Werttbewerbs ausgedacht hate. Die Torten sind eigentlich allersamt Geburtstagstorten von Omas und Mamas für Söhne und Enkel.

Wie ich erwartet habe, gab es auch empörte Kommentare, aber, unter uns, nicht so schrecklich viele…

Unglaublich: ist das aus 1958 oder echt 2018? “Back deinen Mann glücklich” ???
Aus dem letzten Jahrhundert?

Seid Ihr über die 1950iger Jahre noch nicht hinweg gekommen?! Dieses rückschrittliche Frauenbild im Jahre 2018 – wollt Ihr AfD, FPÖ, konservative Christen und sonstige konservative Kräfte nun zum Backen von Fußballtorten bringen, damit sie sonst kein Unwesen mehr treiben? Dieser “Schuß” ist eindeutig ein Eigentor, weil ich werde in Zukunft angesichts dieser sexistischen Werbung sehr darauf bedacht sein, keine Produkte aus dem Hause Dr. Oetker mehr zu kaufen!

Was ist denn das für eine konservative und sexistische Werbung? Leute. Wir haben das Jahr 2018! Offensichtlich seid ihr in den 50er Jahren stecken geblieben. Von solch einer antiquierten Firma, die mich als Frau derart auf “hinter den Herd gehörend” darstellt bekommt keinen Cent meines hart erarbeiteten Geldes. Und gerne werde ich diese Meinung auch in meinem Freundes- und Bekanntenkreis kund tun.

Die können mich mal alle gaaanz gerne haben 😂. Macht weiter Werbung über Frauen, die so deppert sind, ihren Männern solchen Krampf zu backen und vielleicht auch noch das Bier zum Fernseher bringen 🤨. Wenn Fussball angesagt ist, geht mein mir angetrauter Ehemann zu seinem Spezl, schauen usw. Ich geh derweilen raus an den Weiher und sehe den Fischen zu, wie raushüpfen und nachsehen, wo die Angel ist. In diesem Sinne wünsche ich allen Medls eine stressfreie Zeit und den Prinzen eine gesegnete WM, Hauptsache, i hob mei Ruah

Die Kommentare führten dazu, dass sich der Slogan zwar nicht geändert hat, wohl aber das Bild – lovecakeOetker liess die Frau verschwinden.

Die Empörung wuchs aber weiter. Der Slogan wurde geändert, dann verschwand das ganze Wetbewerb… Und dann meldete sich ein Mann zu Wort:

Soviel darf ich anmerken: Ihr spinnt alle miteinander, das ist schon krankhaft diese Paranoia vor etwaigen Rollenbildern. Vielleicht kommt euch einmal in den Sinn dass es Frauen gibt die das durchaus gerne machen, die ein anderes Frauenverständnis haben und dieses ganze feministische Emanzentum irrsinnig auf die Nerven geht, weil sie in ihrer Rolle u. a. auch als backendes Weibchen (so würdet ihr das bezeichnen) oder so der Rest der Welt es sieht, als liebendes, fürsorgliches weibliches Familienoberhaupt welches in ihrer Rolle voll und ganz aufgeht. Aber das vertragt ihr offensichtlich nicht, dass andere Menschen glücklich und zufrieden mit ihrem Familienleben sind obwohl es nicht eurer Weltanschauung entspricht. Also, wenn ihr euch von einer Produktwerbung nicht angesprochen fühlt, so kauft das Produkt eben nicht. Wenn es euch schmeckt und ihr jemanden habt der das für euch zubereitet, weil selber könnt ihr das ja nicht, weil ihr ja emanzipiert seid… dann kauft es. Aber belästigt nicht die Öffentlichkeit mit geistigen Rauchzeichen der minderen Art und erklärt anderen wie sie ihr Leben zu gestalten haben.

Ja, also, wie immer. Nix Neues.

Das ist die Tradition des Hauses Oetker, das sich als “kleiner Helfer” an der Seite der berufstätigen Frau positionierte und in der oben erwähnten Werbung daran anspielt:

Es hätte gereicht, wenn man Frau und Mann in der Küche gezeigt haben, die schnell gemeinsam etwas zaubern, bevor es pfeifft.

Und trotzdem denke ich mir, Hundert Jahre Frauenrechte, nicht nur bei uns, in Polen, sondern auch in Deutschland. Fünfzig Jahre verbissener Kampf der Frauen gegen alten Stereotypen. Und was? Und nix. Meine Freunde von Facebook meinen, dass die Marketingtypen zu jedem raffinierten Vorschlag fähig sind, um den Umsatz zu steigen. Ich finde aber, dass es einfach dumm ist und dass die Dummheit der Menschen, auch Marketingmenschen, grenzenlos ist.

Übrigens, ein Mann, der schon einmal bei mir publiziert hat und sich Tabor Regresywny (was schwierig zu übersetzen ist und bedeutet so etwas, dass die Ziegeuner mit ihren Wagen ziehen, aber immer weniger Vehickel mir sich führen) nennt, meint, die menschliche Dummheit ist ein wichtigster Argument dafür, dass es Gott gibt. Der Mensch musste von einem hehrem Wesen erdacht werden, in der Natur gibt es nämlich die Dummheit nicht…

Szopa w salonie 28

Łukasz Szopa

Świat, a tym samym i społeczeństwo, ale i nauka pełne są uprzedzeń dotyczących kobiet. Oczywiście, też uprzedzeń pozytywnych.

Jak na przykład teza, że „dobrze byłoby w polityce mieć więcej kobiet – byłoby mniej przemocy, agresji i wojen“ (bo niby kobiety mają w sobie taki miły, pokojowy „gen matczyny“ i są bardziej „ciepłe“ i solidarne).

Cóż, nie wiem co na to powiedzą osoby, które przeżyły – bliżej lub mniej bliżej – czas rządów Margaret Thatcher. Albo co cejlońscy Tamilowie powiedzieli by o Indirze Gandhi. Historycy nie zapomnieli o Katarzynie Wielkiej czy Marii Teresie, a legendy wspominają o całkiem „niepokojowych“ Amazonkach. Wreszcie sama Pallas Athena to bogini… owszem, mądrości – ale również strategii i walki.

Osobiście swego czasu mieszkając w Bośni, w zniszczonym i podzielonym bratobójczą kilkuletnią wojną domową („miastową“) Chorwatów i Bośniaków, miałem w głowie tą właśnie tezę – i jakoś tak wyszło, że skonfrontowałem z nią panią sprzedającą mi hotdoga w budce z fastfoodem. Gdy usłyszała moje nieśmiałe zdanie, że „właśnie teraz, tuż po wojnie, kobiety bardziej niż mężczyźni – nauczeni przez politykę i front nienawiści i agresji – mogą spełnić bardzo ważną rolę w pokoju, a nawet w pojednaniu…“ Spojrzała na mnie, jakbym zaproponował jej seks za ladą przy równoczesnym podpaleniem całej budki do muzyki Stravinskiego. Po czym opanowując się, ale głosem bardzo żelaznej damy odparła, że nie mam pojęcia, jakie są kobiety. Że kobieta – szczególnie, gdy ma na froncie albo straciła męża, synów, brata – potrafi nienawidzić dużo silniej niż jakikolwiek „wojujący“ facet. Nie mówiąc o tym, że kobiecie dużo trudniej przychodzi zapomnieć. Odszedłem z krótkim „Do vidjena“ z moim hot-dogiem, zawstydzony i rozczarowany.

Są również – całkiem współczesne – teorie, pokazujące empirycznie, że gdyby było więcej kobiet w zarządzaniu ministerstw i firm, na giełdach, w bankach itp. – to nie doszłoby do kryzysu finansowego w 2007/2008, bo kobiety działają mniej ryzykownie, bardziej „ostrożnie“, bardziej liczy się dla nich „wróbel w garści“ niż „gołąb na dachu“. No i tam takie o „nadambitnych macho na testosteronie“, których jest za dużo tam, gdzie podejmuje się ważne decyzje i liczą się pieniądze.

Zgadzam się, dobrze byłoby mieć więcej kobiet w „top-menadżmencie“, na ławkach trenerskich czy jako przewodników wypraw himalaistycznych. Dobrze dla ogółu, ale i dobrze dla samych kobiet.

Ale… ale natrafiłem na ciekawy artykuł, też w sumie statystyka, jednak inaczej podchodząca do sprawy, czy kobiety rzeczywiście są mniej łacne na ryzyko, czy myślą i działają ostrożniej i „solidarniej“, czy są mniej ambitne, egoistyczne i podatne na gotujące się hormony niż panowie.

Otóż autorzy tego opracowania (przepraszam za brak linku czy notki, ale gazeta przed weekendem powędrowała na makulaturę pod domem…) nie przeczą temu co wyżej, że kobiety przeciętnie, gdy są u szczebli władzy i pieniądza, zachowują się „pasywnie“ i że w miksie z przeciętnie inaczej zachowującymi się samcami – daje to lepsze rezultaty niż zarządzanie „monokulturowe“.

Zbadano jednak powód, skąd się tak bierze. Czy to rzeczywiście jakiś „żeński“, „matczyny“ gen? A gdzie tam!!!

Okazuje się, że dużo większy wpływ niż inne czynniki w działaniu kobiety (wiek, kręg kulturowy, pochodzenie, no i sama płeć) ma… wychowanie i otoczenie kulturowo-socjalne w okresie dorastania (a i wcześniej, czyli od przedszkola). Czyli czynniki, które współdecydują – i to mocno! – o tym, czy kobieta będzie samodzielna („decyzyjna“), odważna (w tym – ryzykowna), krytyczna i samokrytyczna (czasem za bardzo), otwarta i komunikatywna, czy też zamknięta i sceptyczna (też do siebie samej, ale i innych) i tak dalej. Testy zachowania kobiet porównywano do ich edukacji i otoczenia z dzieciństwa i młodości.

I cóż się okazuje? Że kobiety wychowane w szkołach bardziej liberalnych i nowoczesnych, były dużo bardziej „ryzykowne“ i „ambitne“ (czyli „facetowate“) w działaniu, niż panie z edukacją w szkołach czy rodzinach tradycyjnych czy konserwatywnych. Podobnie, co ciekawe, dużo bardziej „z jajami“ były te, które odbyły edukację w szkołach tylko żeńskich, niż w mieszanych – co interpretowano nie tyle uciskaniem dziewczynek przez chłopaków, co… wpływem grona pedagogicznego („Chłopakowi więcej wolno, a dziewczynka powinna się zachowywać!“)
Wreszcie takie porównanie, że kobiety żyjące w dzieciństwie z siostrą bliźniaczką, podobnie jak jedynaczki – miały potem jako dorosłe mniej kompleksów i dużo silniejszą – i „naturalną“ – siłę przebicia.

Wniosek mój jest taki, że wcale nie byłoby więc lepiej, gdybyśmy mieli więcej kobiet w globalnych spółkach, na giełdach, czy w korporacjach finansowych. Powinniśmy mieć… mniej mężczyzn! Czyli w sumie w ogóle mniej ludzi – gdyż wychodzi na to, że homo sapiens, damski czy męski, jednak zachowuje się w swym poczuciu wolności aż za często ryzykownie, emocjonalnie, słowem – irracjonalnie. Jeśli mógł się rozwijać w sprzyjającym wolności i samodzielnym myśleniu środowisku. Czego jednak – takiego wychowania i dorastania i edukacji – życzę zarówno kobietom, ale i mężczyznom, gdyż życie „pozapieniężne“ oferuje nam wiele pięknych okazji, by wyżywać nasze emocje, chęć ryzyka i irracjonalność!

Anoreksja na śniadanie 2

Ewa Maria Slaska

Tak, oczywiście, pisałam już o tej książce.

TU

Powtarzam temat, bo 20 czerwca o godzinie 19 zapraszamy do OstPost na Choriner Str. na spotkanie z Roksaną Wiankowską, autorką książki Anoreksja na śniadanie. Piszę “zapraszamy”, bo to ja poprowadzę to spotkanie. Roksana mnie o to poprosiła już PO tym, jak napisałam na blogu o jej książce.

Oferujemy więc z Roksaną niezły mix pokoleniowy – mogłabym spokojnie być jej babcią.

Więcej o wydarzeniu

Uprzedzam, będziemy rozmawiać po polsku. Roksana świetnie mówi po niemiecku,  ale spotkanie będzie po polsku, bo taka jest, że użyję współczesnej terminologii, grupa targetowa: młode kobiety, polskie nastolatki i ich matki, babcie, przyjaciółki, siostry… Oczywiście mogą to też być mężczyźni, chłopcy, ich ojcowie, dziadkowie i bracia, ale zakładam(y), że przyjdą głównie kobiety. Anoreksja podobnie jak bulimia to jednak przede wszystkim choroba, która dotyka kobiety. Ale oczywiście dotyka też mężczyzn, którzy kochają te kobiety.

Jak to się zaczyna? Jak to w ogóle jest możliwe, że się zaczyna?

Zdecydowałam: schudnę i zacznę się wzorowo uczyć. Poddam się temu całkowicie. Tak, właśnie! Pokażę wszystkim, że jestem wyjątkowa. Udowodnię, że potrafię wykorzystać swój potencjał i wykażę się siłą. Wkrótce poznałam Sabinę – było to moje drugie ja, mój wewnętrzny głos, który miał poprowadzić mnie przez drogę do sukcesu.
– Nie zjedz kolacji przez tydzień, zobaczysz, to pomoże – mówiła Sabina. Ta nowa, lepsza wersja mnie. Przynajmniej tak mi się wydawało. To tak, jakbyś dostał opakowanie ulubionych ciastek, a ktoś powiedziałby ci, że są one zdrowe i od nich nie utyjesz. Możesz zjeść ich ile tylko chcesz. Jednak po fakcie okazuje się, że w tym wszystkim był pewien haczyk. Nie masz gwarancji, że osoba, która powiedziała ci o cudownych „nietuczących” ciastkach, mówiła prawdę. Tak samo ja uwierzyłam Sabinie. Skutecznie mi wmówiła, że tylko z jej pomocą mogę osiągnąć wszystko, czego pragnę. Zaczęło się niewinnie. Po powrocie ze szkoły i zjedzeniu tam dwóch kanapek lub drożdżówki, napychałam się ogromną paczką top chipsów. Naiwnie sądziłam, że schudnę, jeśli zamiast kolacji zjem chipsy. Tak, wiem, wydaje się to śmieszne. Jednak to był dopiero początek podstępnego planu Sabiny. Chwaliła mnie za postępy, które robiłam, nawet jeśli chodziło o napychanie się „śmieciowym jedzeniem” zamiast zjedzenia obiadu i kolacji.

Roksana chce zacząć spotkanie od piosenki Skinny love zespołu Bon Iver z wydanego w 2007 roku albumu For Emma, Forever Ago. Piosenkę napisał i przejmująco śpiewa Justin Vernon. Uważa się powszechnie, że piosenka opowiada o byłej dziewczynie Vernona, Christy Smith, choć sam Vernon twierdzi, że to nie do końca tak: “[…] to utwór o tamtym czasie, o związku, przez jaki wówczas przechodziłem; jesteś w związku, bo potrzebujesz pomocy, ale to niekoniecznie musi tak być, niekoniecznie musisz być w tym związku. To ma bardzo cienką skórę.”

A tu ta sama piosenka w wykonaniu Birdy. Choć Birdy pięknie ją śpiewa, w komentarzach na youtubie słuchacze często podkreślają, że piosenka, niezależnie od tego, co głosi sam piosenkarz, jest tak osobistym wyznaniem Vernona, że nie powino się jej coverować. Ale to wersja Birdy przyniosła sławę tej piosence.

Come on skinny love just last the year
Pour a little salt we were never here
My, my, my, my, my, my, my, my
Staring at the sink of blood and crushed veneer

I tell my love to wreck it all
Cut out all the ropes and let me fall
My, my, my, my, my, my, my, my
Right in the moment this order’s tall

And I told you to be patient
And I told you to be fine
And I told you to be balanced
And I told you to be kind
And in the morning I’ll be with you
But it will be a different kind
And I’ll be holding all the tickets
And you’ll be owning all the fines

Come on skinny love, what happened here?
Suckle on the hope in light brassieres
My, my, my, my, my, my, my, my
Sullen load is full, so slow on the split

And I told you to be patient
And I told you to be fine
And I told you to be balanced
And I told you to be kind
And now all your love is wasted
And then who the hell was I?
And I’m breaking at the britches
And at the end of all your lines

Who will love you?
Who will fight?
Who will fall far behind?

To piosenka o miłości, która być może nie poradzi sobie z wyzwaniem. W powieści Anoreksja na śniadanie autorka pisze, że nie dałaby rady, nie wróciłaby do życia, gdyby nie miłość matki.

To wielka odpowiedzialność – kochać osobę chorą na potrzebę destrukcji własnego ja. Kochać…

O tym porozmawiamy w środę za dwa tygodnie. Czekamy. Roksana i ja.

Barataria 66 reblog: Historia świata według EKSK

To jest taka opowiastka, która nie dość, że wyjaśnia powstanie posągów na Wyspie Wielkanocnej, ale jest przy okazji historią, która po prostu dzieje się w Baratarii. Dziwne, że Autor tego nie zauważył. Tę opowieść znalazłam na Facebooku, u człowieka, którego (chyba) nie znam osobiście, ale jest niewątpliwie odpowiednim znajomym odpowiednich znajomych i używa ksywy Tabor Regresywny. Nie wiem, o co chodzi, może o husytów, ale i tak przyznaję, że invidia mnie zalewa na myśl o tym, iż można było wymyślić sobie taki super pseudonim facebookowy. Aha, Autor twierdzi, że napisał historię seksu, a mnie się wydaje, że jest to jednak historia świata. Tak jak się ją rozumie w Baratarii 🙂

Mam wrażenie, że z rozwiązywaniem problemów jest jak z wybieraniem jaj z kurnika. Im więcej jaj wybieramy, tym więcej kury niosą. Spróbujmy łączyć problemy w większe grupy, może same się rozwiążą. Np. mam taki problem. Napisałem historię seksu i wstydzę się ją opublikować. Spróbuję ją połączyć z innym moim problemem. Od niedawna jestem emerytem – mam z tym problem. Gdy łączę ten z poprzednim problemem, robi się jeszcze większy problem. No to dołóżmy jeszcze jeden problem. Kiedyś zostałem mianowany Komandorem i po trzech dniach zdegradowany. Nie ważne , że chodziło o spływ kajakowy. Nie chcę być Komandorem zdegradowanym. Jak połączyć te trzy problemy wychodzi „Historia seksu wg emerytowanego komandora spływu kajakowego.” No i nie ma żadnego problemu. Działa?

No to raz kozie śmierć.

Historia seksu wg EKSK

Rozdział I.
Bóg stwarzając mężczyzn dał im orgazm, ale nie dał im wzwodu. Siłą rzeczy kobiety musiały opanować sztukę dzieworództwa. Cieszyły się dzięki temu niebywałym autorytetem i nieziemską urodą. Dzieci rodziły się ze śmiechem wyskakując niczym korek z butelki szampana. Ojcostwo ustalano w ten sposób, że ojcem zostawał ten, kto złapał takie dziecko w locie. Otrzymywał za to tytuł pomocy kuchennej i prawo do obierania ziemniaków, krojenia cebuli i ucierania marchewki. Niestety, kierowani ambicją mężczyźni wyprosili u Boga wzwód. Bóg postawił dwa warunki. Po pierwsze koniec włóczenia się po lasach, bierzecie się do pracy, po drugie coś wam zabiorę. Bierz, co chcesz, tylko daj nam wzwód – prosili. I Bóg dał im wzwód, a zabrał orgazm.

Rozdział II
Na drugi dzień mężczyźni wzięli się do pracy, po pracy dostali wzwód, pobiegli do kobiet się pochwalić, po czym oświadczyli, że teraz oni będą rządzić. Zajęli pierwsze miejsca przy ognisku i zaczęli rozmawiać o polityce, czyli kłócić się, kto ma dłuższego, szybszego i bardziej błyszczącego. Dziś ten spór nazywamy wyścigiem zbrojeń. Brak orgazmu kompensowali budując piramidy, stawiając posągi na wyspie Wielkanocnej, wznosząc łuki triumfalne i inne kolumny. Budowle te zostały niespodziewanie zaniechane, bo ktoś odkrył sztuczny sposób wywoływania orgazmu. Znalazło to smutne odbicie w architekturze bo przerzucili się na budowę lepianek ziemianek i szałasów. W tym czasie również zaczęło się zastępowanie wiary religią, sprawiedliwości zgodnością z przepisami prawa, mądrości inteligencją a radości życia różnymi uciechami. Aha, zaczęli też oglądać się za kobietami.

Rozdział III i ostatni.
Początkowo kobiety kpiły sobie z mężczyzn, ale życie pod męskimi rządami stawało się coraz bardziej nieznośne. Dzieci przestały się rodzić. W końcu kobiety zwołały Kongres, na którym, po demokratycznym głosowaniu, wybrały mniejsze zło. Uchwaliły, że trzeba poświęcić dziewictwo i w ten sposób wziąć władze w swoje ręce. By mężczyźni się nie zorientowali, pozostawiły im te śmieszne tytuły, którymi kazali się tytułować, te nikomu nie potrzebne stanowiska, na których się osadzili, a nawet pensje, które sobie przyznali, a i tak trafiały potem do kobiet. I wszystko wróciło by do normy, gdyby nie to, że po wypróbowaniu kilku systemów politycznych, mężczyźni wybrali demokracje parlamentarną jako najmniejsze zło. I tak wybierając, co cztery lata, mniejsze zło, wchodzimy w coraz większe g. bagno, a powinniśmy wychodzić. No i mamy, sztuczny wzwód, sztuczny orgazm do próbówki, i tylko czasami tak się zastanawiam – Czy my przypadkiem nie zamieniliśmy siekierki na kijek?

Polen! 2017! Frauenstreik geht weiter!

Heute!

Gastgeber: Regenbogenfabrik und labournet.tv

Donnerstag, 17. Mai 19:00 – 22:00

Kino Regenbogenfabrik
Lausitzer Straße 22, 10999 Berlin

50 min, polnisch mit dt. Untertiteln, 2018
in Anwesenheit der Filmemacherin (angefragt)

Film von Magda Malinowska über den Kampf von Frauen, die in kommunalen Kindertagesstätten in Poznań arbeiten. Ihr Kampf um existenzsichernde Löhne und bessere Arbeitsbedingungen begann 2011. Seitdem haben sie sich weiter organisiert und radikalisiert.

In dem Film wird herausgearbeitet, wie die Hungerlöhne für die Kindergärtnerinnen zusammen mit der Last der Hausarbeit und Betreuung der eigenen Kinder und Eltern, die vor allem auf den Schulter von Frauen liegt, deren Leben unerträglich macht.

Deshalb haben sie auch an der großen Demonstration gegen die Verschärfung des Abtreibungsverbots in Polen 2017 teilgenommen.

Reblog(s) and more: women lib and smoking

Well…
That pic was posted in Facebook, with funny and cute and awesome text underneath: Rosa Luxemburg, Simone de Beauvoir, and Emma Goldman on the beach, smoking pipes (1930’s.)

I shared it on my FB wall and my dear friend Esther Schulz-Goldstein wrote as a comment: Ungefähr 30 Jahre später, habe ich als junge Frau im Museumsrestaurant in Tübingen Zigarre geraucht und da zischte ein für mich damals alter Herr am Nebentisch, “eine deutsche Frau raucht nicht”. Ich zischte zurück, “deutsche Männer hätten lieber nicht soviele Menschen umgebracht”.

I was so taken over by this beautiful foto, that I did not notice, it could be a fake and in fact it is, what my two Polish friends – Ula Ptak and Elżbieta Jagiełło – immediately noticed. Sure it is a fake. The authors do not even try to say you it is not. Just look at it:
Emma Goldman 1869-1940
Rosa Luxemburg 1871-1919
Simone de Beauvoir 1908-1986

But obviously I am not alone in my being mistaked. Somebody found out, that that foto with it’s purposely false caption was shared 13,268 times. Well, so… I was the 13,269th one…

But I found the true story about that pic, it was so called WOPS in Mexico:

The Womens’ Pipe Smoking Group affectionately known as the WOPS or Borkum Riffs because of the sweet smells that trail behind them. They meet every early morning of the week and stroll along Olas Altas smoking and discussing shag tobacco. This wonderfully relaxed group sometime mix a blend of prime Moroccan hashish with their fine Borkum Riff fine cut shag from the Netherlands.

There is a waiting list to join these women of the below the knee dress wearing persuasion who want to become involved in this sedate pursuit of strolling and chatting and puffing away on their smooth Calabash Meerschaum pipes like steam locomotives struggling up a hill. The youthful countenances of this group suggest tobacco smoke is good for the complexion and has general health benefits.

Searching for the text above I found another two interesting texts about women and smoking and pipes and now I am rebbloging them for you: 

Women and Pipes

By Beth Maxwell Boyle

‘The guitar player’ by David Rijckaert III

By 1615 in England, the first consignments of Virginia tobacco for pipe smoking had arrived and some 7,000 shops in London sold tobacco .

Women Pipe smokers are rare today but female smoking was very popular in the 17th and 18th centuries. Respectable women were commonly seen smoking pipes in public. Many famous paintings exist of noble women of the period drinking in the smoke from a clay pipe. The middle classes were eager to enjoy this new pastime as well. In the Elizabethan times clays were quite delicate with graceful thin bowls and long stems. The Dutch redesigned these clays by enlarging the bowl and lengthened the stem.

Dutch, French and English women all enjoyed the “Indian Weed”. For centuries the favorite way of enjoying tobacco was to smoke it in clay pipes. As early as about 1575 pipes were being made in England, but by the 17th century Holland had become the dominant center for the manufacture of clay pipes. Clays were made in many other European countries at this time, as well. Such pipes were usually white, with small bowls and long stems. They were extremely fragile and did not last long. However, by the 1850s, when pipe smoking in general became associated with the working class, female smoking began to decline, at least in public. The acceptance of female smokers seemed to vary between regions at this time. It is believed that many women kept their old habits. It is more than likely it was done in secret while they outwardly treated the act as a disgrace.’
Marquise de Pompadour, the favorite mistress of Louis XV, was a passionate smoker and owned more than three hundred pipes!

In rural areas such as the Highlands of Scotland and in Ireland the women smoked without shame. Women in the Hebrides smoked well into the 1930s due to the cultural isolation just as Appalachian women in the US did. It was seen as a very crude and backwards habit by most of polite society but little changes in any society without contact with urban centers. Today a women smoking a pipe draws immediate notice and sometimes ridicule.

For more women pipes look HERE


And another text I just have to reblog:

I think I need to start smoking: or how to be an artist without a Gauloises hanging from your mouth.

Posted by Lisa Thatcher on January 19, 2012

Simone de Beauvoir – avec Gauloises.

I was rather disturbed to find out recently that some folk I admire are giving up smoking.

I was startled to say the least. No matter what anyone says, smoking remains the hallmark of cool. It’s as synonymous with art as booze, and as chic as any Euro fantasy.

Besides my obvious initial concerns (the loss of revenue for large faceless corporations and a drop in “cool” for those I admire) which are the same I think we all have when a dear one suggests they want to give up smoking, I had some broader concerns after giving the issue some thought.

Clarice Lispector. Smoking.

What about the health care professionals who are kept in a job because they have to care for the ill as a result of smoking all their life? (approx 48 billion a year is spent in smoking related health problems – approximately $11.00 of the cost of your cigarettes goes to health care professionals and their industries). The local tabac merchant, and all the other smaller stores that make the bulk of their revenue from cigarette sales. What of the poor governments loss of revenue (approximately $4 per pack) the drop of approximately 12.4 billion dollars from the advertising industry in the US alone (I think they’d notice this decrease, don’t you?) not to mention the drop in work for the legal industry. Tobacco is grown in 21 states of the United States, a leading producer of tobacco along with China and India. Think of all those farms and farmers, all those small communities kept alive – schools, libraries and hospitals because the local farmers grow tobacco.

Margurite Duras and Michelangelo Antonioni. Both Smoking.

And finally, the most poignant argument of all – almost everyone in Paris smokes.

Or is that all just bullshit?

If existence precedes essence, then I need to smoke in order to ‘be’ the writer I want to be. I know how the writer I want to be appears, because it has been determined (in essence preceding existence) by the writers I most want to emulate. Above you can see images of them smoking in the years before I took to the passion of writing. If I am determined by what surrounds me (according to Spinoza) the pressure to give up smoking is in direct confrontation with my experience of free will. It is in the world being a mirror of my free will that I am obliged to react. To overtake myself. The question here, is what self am I overtaking? Am I oppressed by my desire to give up cigarettes or my desire to smoke them in the first place?

Like Sartre’s waiter, I need to ‘play’ at being a writer until whatever (mysterious) criterion has been fulfilled that will have my inner self belive I am a writer. Scoff if you will, but this is a small charade that works for me. I had a blissful afternoon of writing today, in an atmosphere conducive to writing. Sometimes it is my desk and sometimes I will go mad if I have to look at my desk any longer and sometimes I need to play at being a writer just to feel its direction on my skin for the smallest while. Existence is defined by my concrete interactions with the world. Is it completely absurd that writers usually drink and smoke to excess? Of course it is – but again (if you adhere to the tenants of existentialism) that absurdism gives the action more meaning and puts us in touch with the basic humanity of existence.

Then, of course, we get into the nature of the cigarette itself. Should we roll our own? Can I still be an artist if the Gauloises are replaced by B & H extra mild?

And here comes the unpalatable truth. I have actually tried to smoke at several points in my life, and always given up in bitter disappointment, because I just can’t do it. I tend to be a very healthy person. The slightest upset in health regime sits poorly with me. I’ve never been able to smoke properly. I get too sick. For the most part, I’ve had to hang out with artists who do smoke, drinking in the second-hand, and wishing my little healthy body could tolerate it a little more hard-core.

And perhaps at the end of the day that is the source of my disappointment. Those around me giving up smoking results in me giving up the possibility of smoking. If I don’t see it, I wont remember it and horror of all horrors – I wont’ miss it. Perhaps my primal cry is more about the final shedding of the connection I have with the old artist image that fed me for so long. Just as I know the day of the depressed artist is over, perhaps the day of the drinking, smoking artist is over also.