Niełatwo mi będzie dziś tu wszystkie wrażenia i skojarzenia opisać, które mi będą towarzyszyć.
Już kiedyś nadmieniłam, a zdarza się to przypadkowo, że wpada mi w rękę jakiś utwór muzyczny (piosenka, melodia), które łapią mnie w swoje szpony i długo, długo z nich nie wypuszczają.
Tym razem jest to piosenka, o tytule “Gigi l’Amoroso”, którą wykonuje DALIDA. Piosenka ta jest dla mnie prawie małym dramatycznym spektaklem teatralnym, lub inaczej patrząc, wzruszającą historyjką filmową, a można by ją również po prostu opowiedzieć.
Wpis Tadeusza Rogali zrobił na Was, drogie Czytelniczki i Czytelnicy, duże wrażenie. Łucja nadesłała poetyckie uzupełnienie
Łucja Fice
Z wielką uwagą przeczytałam ten artykuł. Tak! Drzewa w wielu kulturach są “święte”. Na moim podwórku stoi stary jesion. Jesiony są pod ochroną. Trzy lata temu poodcinano gałęzie tak, by drzewo chyba umarło “naturalną” śmiercią. Zagroziłam wówczas, że oddam sprawę do sądu, bo nikt nas, lokatorów o to nie zapytał. Widocznie komuś, kto ma samochód i parkuje na podwórku, to przeszkadzało. Jednak Jesion nie miał zamiaru “umierać” i dziś jest bujny w liście a ja mogę jeść śniadanie i podziwiać jego siłę, i z nim rozmawiać, i dziękować, że został z nami. Święte drzewo. Jesion drzewo życia. Napisałam kilka wierszy na temat tylko tego jednego jesionu. Jest świadkiem nie tylko mojego życia – jest niemym świadkiem pożegnań.
Drzewo
Wstąpiło w moje ręce Sok wzbiera w ramionach Drzewo wyrasta z mojej piersi Gałęzie wyrastają ze mnie Mam zieloną koronę Kwiatem nie będę Wokół pnia kamienie Stoję o własnych siłach Dobrze zakorzeniona
Jesion na moim podwórkuI
Jak stary strażnik milczących lat Pamięta pierwsze uśmiechy mojego dziecka
Bóg wtedy rozsypywał światło po nowym mieszkaniu
W jego koronie do dziś śpią gwiazdy Zawsze w nocy korzenie piją ciszę A każda gałązka podpowiada mi modlitwę Anioły przysiadają na gałęziach Wtedy pień otwiera niewidzialną bramę Przez nią przechodzą dusze na drugą stronę I serce zaczyna wierzyć w sens wszystkiego
Kiedy przytulam się w ukryciu Słyszę jak szepcze językiem światła Człowiek nie umiera tylko przechodzi przez ukryte drzwi
Jesion za oknemII
Stary samotny stary strażnik milczących lat Pamięta pierwszy oddech poranka Gdy Bóg rozsypywał światło Po wojennej obudzonej ziemi. W jego koronie śpią gwiazdy A korzenie piją ciszę z ukrytych źródeł Każdy liść jest modlitwą której człowiek dawno zapomniał. Mówią że na jesionach przysiadają Anioły Ale tylko wtedy gdy serce potrafi uwierzyć Wtedy pień otwiera niewidzialną bramę
W moich wierszach nie tyle opisuję przyrodę, ile rozmawiam z nią. To przypomina mi dawną tradycję, w której świat był postrzegany jako pełen znaczeń. Zamykam w poetyckich symbolach to, czego nie da się zamknąć w definicjach. Moj nowy tomik będzie miał tytuł Szelest, którym mówi Bóg
Szelest, którym mówi Bóg
Nie pytaj dlaczego masz na imię Łucja.
To imię nadałem ci z pierwszym światłem poranka
Kiedy nie umiałaś otworzyć oczu A Twoja Matka szła już do świątyni Z maleńkim obrazkiem ukrytym na rękach ujrzała na drodze cichy obraz Świętej
Nie podniósł go wiatr Nie zgubił przypadek Odnalazło go Serce matki
Starsza siostra pochyliła się nad światłem obrazka i wyszeptała Niech będzie Łucja
I imię stało się lampą która nie gaśnie
Od tamtej chwili Idzie przede mną niewidzialny płomień.
Nie oślepia Prowadzi
Kiedy obejmuję stary Jesion Czuję jak jego liście szeleszczą modlitwą
A Anioł którego śpiew słyszę Na tle pustego Nieba Uśmiecha się tylko
Są tajemnice których nie trzeba wyjaśniać Wystarczy żyć tak aby światło Rozpoznawało święte imiona.
I wierzę że Święta Łucja Patronka światła niesie przede mną Małą lampę Nadziei
Jej płomień co nie spala I nie osądza I nie pyta Tylko rozświetla drogę Prawdy Która jak korzenie Jesionu Sięga głębiej niż cały mrok świata
W bezsenne noce siadam pod moim drzewem Nie proszę o cuda. Bo największy cud wydarzył się wtedy Gdy Światło wybrało dla mnie imięnie imię
Do mojego Jesionu
Nie przestawaj ze mną współistnieć.
Bądź przy mnie podczas śniadania obiadu i kolacji.
Niech Twój cień spada na mój chleb jak ciche błogosławieństwo
Koronuj mnie duchowo bo bez ducha Będę jak ścięte drzewo Które pamięta niebo Lecz już go nie dotyka
Jeśli naprawdę każde stworzenie nosi w sobie iskrę Stwórcy
To Ty mój stary Jesionie
Jesteś jednym z najcierpliwszych Nauczycieli ciszy
Nie uczysz słowami Uczysz korzeniami
Pokazujesz największą siłę która rośnie w ukryciu. A gdy przyjdzie wiatr Nie pozwól abym złamała się od pierwszego podmuchu Naucz mnie uginać się bez utraty godności
I Wy Wszystkie drzewa świata Brzozy i lipy i dęby i buki Sosny pachnące żywicą
Osłaniajcie mnie zielonym płaszczem Pilnujcie moich myśli aby nie zbłądziły Strzeżcie mojego serca aby nie skamieniało.
A jeśli kiedyś zapomnę kim jestem Wyszepczcie moje imię liśćmi Wierzę że Bóg mówi do mnie nie głosem burzy lecz szelestem drzewa
Rozmowa z drzewem
Znam je z dzieciństwa – Co tu robisz? –pyta drzewo – Siedzę sobie na ławce i dumam Mam zadanie do wykonania. Załatwiam pilne sprawy – To moja ławka – mówi drzewo. – Przeszkadzasz mi – Jestem tu w pewnym celu – odpowiadam ciepło – Nie obchodzą mnie twoje cele – A kim ty jesteś? – Jestem wszystkim – mówi drzewo – Jak jesteś wszystkim to pozwól mi wyzwolić się z ograniczeń Moje korzenie w Gorzowie. Tam muszę wrócić. – Możesz być kim chcesz – zaszumiało – Nie rozumiem! – Jesteś tylko przejawem kosmicznej świadomości Duchową plamką przenikającą ludzki wymiar Skrzynką umysłu w której wiadomości jak listy – To podaj gotowy wzór jako dowód – proszę – Ty myślisz naukowo – kontynuuje drzewo – Według nauki jesteś niczym innym jak rezultatem Przypadkowego iskrzenia części maszyny, którą nosisz w swojej głowie – Jesteś tylko przejawem, etapem na drodze do super maszyny Ja wiem wszystko! Jestem drzewem Świadomością przenikającą nawet twój umysł. Jestem też tobą Niematerialną plamką w twoich neuronach Kiedy ze mną rozmawiasz ja włączam neurony twojej kory mózgowej – Nie odpowiem ci KIM JESTEŚ – Włącz przycisk przyjemności. – Ja dodam trochę pikantnych przypraw do twoich emocji. ŻYJ
„Lachend, lachend, lachend, lachend kommt der Sommer über das Feld, über das Feld kommt er lachend, ha, ha, ha lachend über das Feld“. Das sangen die Waldorfer etwas unsicher, beschämt vielleicht auch falsch auf den Sommerfesten in Kleinmachnow. Manchmal wusste ich nicht: lachen sie sich selbst aus oder lachen sie echt mit den Kindern.
Aber wie auch immer der Sommer ist da, überall Hitze, Dürre, Brände, Gewitter, Mücken und Zeckenplage, Sonnenschirme nicht an der richtigen Stelle und das wunderbare Gefühl von Wärme und Grün und die erlaubte Langeweile.
Liebe Leserinnen und liebe Leser, die Regenbogenfabrik ist auf diesem Blog ein feststehender Begriff für Solidarität, Hilfe und Menschenzusammenhalt. Wir haben so oft davon Nutzen gehabt, so oft diese zwischenmenschliche Wärme genossen. Jetzt ist sie in Not geraten. Ich schliesse mich der Einführung der Christine Ziegler ein. Helfen wir!
Eure Administratorin
***
Liebe Freundinnen, liebe Freunde,
dem Aufruf aus der Regenbogenfabrik schließe ich mich voll und ganz an. Wir gehen ja nicht durch die erste Krise und so will ich auch zuversichtlich sein, dass die Fabrik letztendlich auch dieses Mal mit dem Schrecken davonkommt und auch gestärkt aus der Situation hervorkommt. Ich sehe auch, dass sie es anpacken wollen und bitte ich sehr um eure Aufmerksamkeit und Unterstützung.
Herzliche Grüße und habt einen frohen Sommer
Christine
***
Regenbogenfabrik retten – wir brauchen eure Unterstützung!
Für eine solidarische Nachbarschaft!
Auch wir merken: Die Zeiten verändern sich. Ausgaben steigen, viele Menschen haben wenig Geld, Förderungen fallen weg – und solidarische Orte sind nötiger denn je. Wir sagen es gerade heraus: Finanziell stehen wir schlecht da und brauchen eure Unterstützung.
Strukturen werden überprüft und angepasst, wir schauen uns alle Bereiche kritisch an und treffen Entscheidungen, die nicht leichtfallen – immer mit dem Ziel, den Charakter der Regenbogenfabrik zu erhalten und Angebote langfristig zu sichern. Dieser Prozess braucht aber Zeit, und genau diese Zeit können wir uns nur nehmen, wenn wir die akute Phase finanziell überbrücken.
Nach über 40 Jahren wollen wir nicht aufhören, für euch ein sozialer, kultureller und emanzipatorischer Ort zu sein. Jede Person hat ein Recht auf Kultur!
Spendet jetzt und helft, die Regenbogenfabrik zu retten.
Sowohl im Netzt als auch auf dem Blog findet man vielmehr Beiträge über die Regenbogenfabrik.
Und hier mein Lieblingsfoto, irgendwann, vor Jahren in der Regenbogenfabrik gemacht, als sie sich immer noch in der Bauphase befand. Die Pfütze ist längst weg.
Meine Oma machte herrliche Konfitüre – oder war das Marmelade, oder überhaupt etwas anderes? Die ganzen Früchte waren in einer Art von sehr süßem und dickflüssigem Sirup eingekocht. So kochte sie Erdbeeren, aber auch Walderdbeeren ein, wenn es welche gab. Sie wurden von der ganzen Familie mit Andacht verzehrt, nur zu besonderen Anlässen und für besondere Gäste auf den Tisch gebracht.
czyli to co tak bardzo lubię – koty i irysy! Happy Caturdaytomorrow!
Jean Cocteau (1889-1963), Iris i Dianthus, 1951
Happy Caturday, and a quite contented tabbly lolling on the warmth of a radiator. By contemporary Ukrainian artist Мария Чепелева/Maria Chepeleva (b.1985-) @chepelevamariia “Cat” by Maria Chepeleva, 2017, private collection
“Girl With Cat” by Albert Anker, 1903, private collection.
I żebyście się nie skarżyli, że tak mało dziś we wpisie, to jeszcze wyjaśnienie do górnego zdjęcia. Bo zacznijmy od tego, że Jean Cocteau to francuski pisarz, poeta i reżyser, a tu takie malowidło!? Czytam więc i dowiaduję się, że tak, malował też.
Wtedy przypominam sobie, że byłam kilka lat temu w Mentonie, miejscowości na Riwierze francuskiej (Dziękuję Iwonce, że mnie tam zabrała!) i że było tam muzeum Jeana Cocteau, w którym akurat wtedy wystawa poświęcona była jego filmowi Piękna i bestia z 1946 roku. Wspaniały film, poetycki, tajemniczy. Koniecznie obejrzyjcie, na pewno gdzieś jest w jakimś streamingu.
Josette Day i Jean Marais, który dzięki temu filmowi zrobił wspaniałą karierę kinową. Do każdej sceny podczas kręcenia filmu osługa potrzebowała trzech godzin, żeby przygotować do filmu jego twarz i po jednej godzinie na każdą rękę. Znany projektant mody, Pierre Cardin, był autorem wspaniałych kostiumów
Bestia pokazuje się Beli raz dziennie, przy kolacji o 7 wieczrem i pyta ją, czy zostanie jego żoną. Bella odpowiada, że nie, po czym następuje jeszcze całe mnóstwo perypetii i…
Czarno-biały film. Piękna bajka, pięknie sfilmowana. Reżyser wybrał ją, bo był zdania, że po okrucieństwach wojny ludziom należy się piękna baśń. Publiczność go nie zawiodła. Film okazały się hitem kasowym i do dziś zbiera dobre recenzje, również za dekoracje i maski, wykonane w czasach, kiedy każdy szew i każda perła były dziełem znającego się na swej pracy rzemieślnika.