Konrad Sałagan
Sekcja zwłok na Polsce
Na początku wyjaśnię tytuł. Ponieważ sami widzicie trzy obrazy w tytule i oko Was nie myli. Wehikuł czasu to książka i film – Herberta George’a Wellsa, The Time Machine, 1895 (pierwsze wyd. polskie, 1899), a film, The Time Machine, reż. George Pal, 1960 (dwie następne ekranizacje, TV 1978, film, reż. Simon Wells, 2002).
Niezbędnik patrioty odnosi się do artystycznych instalacji performace Jerzego Kosałki, współzałożyciela legendarnej, awangardowej grupy wrocławskiej Luxus (o nazwie Legendarny Luxus, 1983-1987), np. do Przybornika prawdziwego Polaka 2010.
Sekcja zwłok powinna przywoływać obraz Rembrandta Harmenszoon van Rijn (1606-1669) pt. Lekcja anatomii doktora Tulpa (1632).
Oto mamy odpowiednie „narzędzia”, by opisać, a zarazem zrozumieć sytuację Polski 2016, po politycznym przewrocie 2015 roku.
Niezbędnik patrioty
Rzeczywiście w Polsce toczy się walka o „rząd dusz”. Np. 28 czerwca 2016 w Poznaniu, w 60 rocznicę Poznańskiego Czerwca, chciano do apelu poległych dołączyć ludzi, którzy zginęli w wyniku Tragedii Smoleńskiej 2010, ponoć Katynia 2. A gdy to się nie udało, podniósł się wrzask i ryk tłumu, bodaj spontanicznie. Władze Poznania okrzyknięto profanami pamięci narodowej – to tylko jedno z określeń, powiedzmy, jeszcze w miarę literackich. O co poszło naprawdę, ukryto w medialnym przekazie. W Radomiu, 25 czerwca 2016 roku, w 40 rocznicę Radomskiego Czerwca, sprawy rozegrały się gładko. Stawiając przed faktami dokonanymi, na podstawie planu pisanego na kolanie, jak sądzę, PiS i nowe państwowe władze (właściwie, identyczne środowisko) wjechali do Radomia, dali medale komu trzeba, oszołomili tłum mitem Tragedii Smoleńskiej itd. Przypuszczam, iż obiecali również realizację planu przyszłość+ (nie ma takiego planu, Kotku, Kotku, wątpisz?) Poszło jak po maśle. Tyle, że Radom ma przetrącony kręgosłup od 1976 (patrz geneza i problemy z tzw. budynkami na Dalekiej). W Radomiu więc na każdym zakręcie, zbiegu ulic lub skrzyżowaniu, dostrzeżesz plafon wprost „straszliwych” działaczy antykomunistycznych, oczywiście, tych aktywnych po 1989. Radom jest miastem (wprost) nadmiaru kombatantów Solidarności. W tym więc kontekście Poznań, jego władze, a przede wszystkim Prezydent Poznania zachowali jeszcze twarz, wykorzystując błędy procedury administracyjnej lub dyplomatycznej. Zatem oprócz „wciskanego” nam z uporem maniakaPrzybornika prawdziwego Polaka 2010, okazało się, iż egzystują inne, alternatywne przyborniki. Byłby to w zasadzie pierwszy wyłom, jakby prolegomena do niezbędnika obywatela – by na sytuację w Polsce patrzeć racjonalnie, poza sferą emocji, poza humbugiem, poza uproszczonym schematem patriotyzmu.
Wehikuł czasu
Polityka historyczna jako wymyślony trend, by zarządzać świadomością polskiego społeczeństwa i narodu w pewnym sensie przypomina działalność Ministerstwa Prawdy, idei George Orwella (z książki, Rok 1984). W zasadzie taka prezentacja tradycji i dziejów określonej nacji (Kotku, Polacy z urzędu muszą już teraz wybić się na dumny naród) nie jest nowym zabiegiem. Władcy, despoci, autorytarne systemy polityczne, oligarchie udające demokrację, wynajmowali historyków, by ugruntować „prawdziwą” wersję historii. A w efekcie powstawały opracowania przeszłości, tej bliskiej lub odległej, z klarownie wytyczoną trasą po liniowym „suwaku” czasu. Czytelnik miał wprost niezwykłe wrażenie swobody poznania; niekończącej się podróży w czasie; dostępu do wiedzy, jeszcze niedawno zakrytej, ba, tajemnej (Kotku, specjalnie zakrytej, w naszym wypadku przez SB. A po 2015? Kotku, odwróć kota ogonem); a nawet do objawienia prawd uniwersalnych. Na co to wszystko? Oto hybris. Maska tłumu, która zasłania rzeczywiste potrzeby i rzeczywiste tendencje.

Sekcja zwłok
Nie obawiajmy się zagrożenia biologicznej egzystencji, ponieważ proceder rozgrywa się w przepastnych głębiach archiwum IPN, w wojskowych archiwach lub rozrzuconych po prywatnych pomieszczeniach byłych notabli. Na razie jeszcze nie obawiajmy się. Ot, dopiero zawiązują się połączenia przegubów pajacyka, korpusu, kończyn, głowy, myśli i sfery emocjonalnej (Kotku, pajacyk również myśli i emocjonuje się, np. gdy pociągający za sznurek tak zechce, Kotku, nie wierzysz?) Może jednak trochę obawiajmy się, bo na naszych oczach powstają: konstrukcja Polaka, zakres działalności tak sprokurowanej istoty i wewnętrzny system odniesień. Nowy lub nowoczesny system wartości, u podstaw którego m.in. leżą ekshumacje, genetyczne badania nad ofiarami stalinizmu, poszukiwanie super bandyty i super złodzieja – a do tego, jakby było jeszcze za mało, budowa pomnika znanego wizjonera politycznego w każdym mieście, miasteczku i na wsi (Kotku, ponoć ten pomnik nieuchronnie zbliża się do pomnika marszałka Józefa Piłsudskiego w Krakowie). Przydało by się wznieść wszędzie ten domyślny pomnik, by świadomość Polaków rozpuściła się w marzeniu sennym, czy raczej fantasmagorii, by powstał mit założycielski zbiorowej psyche. Oczywiście mit dynamiczny i efektywny dla prawdziwych patriotów. Powiedzmy wprost, politycznie korzystny. Takie sprawy oto wychodzą na plan pierwszy w medialnym strumieniu informacji. Ściągają uwagę i organizują przestrzeń publiczną. Zasłaniają rzeczywiste problemy. Zatem nihil novi sub sole (nic nowego pod słońcem) – czyli stara/nowa socjotechnika, lecz obecnie w postaci jakże „prawdziwej i słusznej”. Rzecz, która, w intencji twórców, ma otwierać świetlaną przyszłość Polski, społeczeństwa, narodu, cywilizacji, reindustrializacji, mocarstwa, wyprostowanych Wisły i Odry, reaktora, perpetuum mobile. Rzecz, która nosi imię „dobra zmiana”. Oto przed nami otwiera się cudowna epoka.

Rzutnik przyszłości
Zakładam, że przyszłość już wymyślono – stąd pojawił się w artykule rzutnik przyszłości, który klatka po klatce, kadr po kadrze, wyświetli na białej ścianie przed nami efekty teraźniejszych prac i „dalekosiężnych” inicjatyw. Lub prześwietli białą ścianę i wykryje oczekiwane idee. Wręcz zmusi idee, by wyszły z ukrycia – w konwencji projektu przyszłość+. Nadal wątpiącym i sceptykom sugeruję przejażdżkę wehikułem czasu (Kotku, bingo! Tak, to jest figura retoryczna). Laxigen w tym szczególnym przypadku byłby uzupełnieniem terapii antywstrząsowej. Inną nazwą rzutnika jest słowo „projektor”. I tu zbliżamy się do sedna aktualnej nowomowy. Projekcja bowiem wyłącznie dotyczy naszego umysłu – uznania czarno-białej interpretacji (Kotku, nie postawisz pomnika we własnym ogródku, to lepiej nie myśl o przyszłości – marna przyszłość, wypadłeś z obiegu). Projekcja, jak będzie wyglądała przyszłość, gdy Polacy utrzymają PiS u władzy, ma ukryć mankamenty codzienności Polski tu i teraz.
Zegar tyka miarowo. Wahadło wychyla się w jedną stronę, a potem w drugą. Zbliża się moment, jak trzęsienie ziemi, w polskim parlamencie, Sejmie RP, gdy opozycja wreszcie wypracuje skuteczną metodę – karty na stół, a rzutnik zadławi się od nadmiaru projekcji. Warszawa, 5 lipca 2016
Uzupełnienie
1. „Kotku” – to również odniesienie do Witkacego, Stanisława Ignacego Witkiewicza (1885-1939), do jego intelektualno-satyrycznej publicystyki.
Przypis Adminki:
Ten wpis ukazał się cztery lata temu, potem Siła Wyższa zadecydowała, że trzeba go zdjąć, a teraz wraca. Zapewne… powinien wrócić na swoje stare miejsce, ale to taki świetny tekst, i taki wciąż aktualny, a poza tym wraca w nieco zmienionej postaci, że postanowiłam skorzystać z okazji i jeszcze raz zaprezentować go Szanownym Czytelnikom 🙂

Jaka smutna wiadomość. Wczoraj wieczorem umarła Joanna Trümner, tłumaczka i autorka, o której tu właśnie piszę, dosłownie w poprzednim akapicie.













A poza tym nic na działkach się nie dzieje,
W rogu ogrodu ustawiono ołtarz dziękczynienia, pełen kwiatów, jarzyn i owoców. Każdy, kto przychodził, coś tam dostawiał. A to słoik miodu, a to konfitury, a to wspaniały ogromny chleb. Z boku na grillu ktoś smażył kiełbaski, a w budynku administracji, działkowiczki sprzedawały pyszne domowe ciasta.
Pastor, który odprawia nabożeństwo, nazwane jednak Andacht, czyli złączenie się w modlitwie, a nie Gottesdienst, czyli nabożeństwo sensu stricte, swoje krótkie wystąpienie poświęca życiu, bo życie to wdzięczność, życie to tragedia, życie to ciągłe zaskoczenie. W ostatnich dniach autorzy blogowych wpisów, Ela Kargol i Mietek Węglewicz, napisali, że życie to wolność, co mi bardzo odpowiada, ale nie sposób nie zgodzić się z miłym pastorem, że jest to (również) coś wspaniałego, za co musimy być wdzięczni, że życie wciąż nas zaskakuje i że, oczywiście, życie to też dramat. Dramat śmierci, niesprawiedliwości, kataklizmów, wojny, epidemii, ale też samotności, braku zrozumienia i porozumienia. Zapewne, przyznaję, dużo tu “dopisałam” do myśli pastora, ale to dlatego że jego wystąpienie “dało mi”, jak to mówiliśmy w szkole, “do myślenia”. Mottem kazania był cytat z książki Alberta Schweitzera, który, jako ewangelik, nie może zostać uznany za świętego, ale, powiedział pastor, gdyby ewangelicy uznawali świętych, to Schweitzer na pewno by nim został. „Jestem życiem, które pragnie żyć, pośród życia, które pragnie żyć”. To najsłynniejsze zdanie Schweitzera oznacza, że cześć dla życia wymaga szacunku dla ludzi, zwierząt i roślin. A może i dla Ziemi, myślę, przypominając sobie niedawne rozmowy z moimi bardzo młodymi przyjaciółmi o teorii Jamesa Lovelocka. Ziemia, czyli Gaja, też jest żywym organizmem.





Przy ustawianiu rzeźby operator dźwigu opuścił zwierzę z dość dużej wysokości. Koń ponownie połamał nogi. Artysta uczynił z tego sztukę i na rdzawym postumencie stąpa koń, niecały jeździec i konia nogi. Wypisz wymaluj Don Kichot, niecały. Również niecały Don Kichot, bo tylko sam Kichot bez Dona pojawił się we wrocławskim teatrze lalkowym. Widziałam na rynku plakaty.