Ewa Maria Slaska
To trochę tak, jakbym była renesansowym pisarzem i dowiedziała się, że umarł Leonardo da Vinci.
Niesamowite.
Jest takie miejsce niedaleko Berlina, nad kanałem Odra-Havela, które mi się zawsze z nim kojarzy.
Zdjęcie Jacek Slaski.

Urodził się 9 lipca 1937 roku, zmarł 11 czerwca 2026 roku. Miał 88 lat. Był brytyjskim malarzem, grafikiem, scenografem i fotografem. Wikipedia pisze, że był jednym z najważniejszych artystów XX wieku. Zresztą wszyscy są tego zdania. Malował głównie krajobrazy i ludzi. A jak krajobrazy, to bardzo chętnie drzewa. Mówił, że drzewa to jego przyjaciele.



Dwa pierwsze zdjęcia z Wikipedii, trzecie (c) Philipp Müller w Shipley bei Bradford.
Też lubię drzewa. I to właśnie takie, przedwiosenne. Jeszcze nagie lub niemal nagie, otoczone leciuteńką mgiełką bladej zieleni. Moja mama, która była graficzką, nauczyła mnie, że tylko bez liści drzewa są naprawdę piękne. Z bujnymi zielonymi koronami wyglądają jak sałata na kiju.

Irena Kuran-Bogucka. To mamy drzewa. Pejzaż z Bukowiny. Wczesna praca, z lat 50. Potem bardzo zmieniła styl. No i jeszcze były wspaniałe zimy. Pamiętam ten pobyt w Bukowinie. Powietrze pachniało lodem, śniegiem i dymem palonego w piecach drewna. Konie parskały. Jeszcze mi nawet przez myśl nie przeszło, że pracują ponad siły i cierpią. Były tak samo piękne, jak górale w białych portkach z parzenicami. Drzewa tak wyglądały. Każda gałązka ubrana w śnieg.
Ale są też na obrazach Hockneya takie drzewa, które mają liście. Kilka lat temu byłyśmy z Moniką Wrzosek-Müller w Galerii Malarstwa w Berlinie na wystawie David Hockney – Landschaften im Dialog (Krajobrazy w rozmowie), prezentującej jego monumentny cykl pór roku Three Trees near Thixendale (Trzy drzewa w pobliżu Thixendale) , namalowany w latach 2007/2008.

W tekście kuratorskim czytamy: Cykl pejzażowy stanowi charakterystyczny przykład zainteresowania Hockneya przyrodą angielską. Hockney uważał, że fotografia nie jest w stanie uchwycić piękna hrabstwa Yorkshire. Wypowiedział wojnę aparatowi fotograficznemu, a jednocześnie wykorzystywał go jako narzędzie techniczne do realizacji swoich wizji w dużym formacie. W swoich najnowszych przedstawieniach pejzażowych łączy tradycyjne techniki z możliwościami cyfrowymi. Ujawniają one zarówno jego zainteresowanie sztuką minionych stuleci, jak i własne, trwające od dziesięcioleci obserwacje i przedstawienia krajobrazu…
Wystawa zaprezentowała jednocześnie malarstwo ostatnich czterech stuleci, w którym drzewa odgrywały ważną rolę. Można więc było obejrzeć prace Jacoba van Ruisdaela, Meinderta Hobbemy, Rembrandta czy van Gogha, na których (jak twierdzi tekst kuratorski) artysta się wzorował.
To była świetna wystawa, ale gdy teraz patrzę na to zdjęcie, myślę, że mama miała rację – w pełnej krasie lata trzy zielone drzewa wyglądają jak trzy wielkie sałaty. I nawet geniusz Hockneya nic tu nie poradził.
Jest lato. Stoję na balkonie i patrzę na sałaty. Ale i tak jest wspaniale. Dobrze jest myśleć o Hockneyu patrząc na drzewa.


Smutno mi, bardzo smutno, bo odszedł nie tylko wartościowy człowiek, ale malarz, którego obrazami się kiedyś fascynowałam, bo były dla mnie inspiracją. Ponad 30 lat temu malowałam drzewa – część poszła do ludzi, a z resztą wiąże się dziwna historia, której sama do dziś nie rozumiem ( co mogło być wtedy w mojej głowie??- ja je wyrzucałam na śmietnik już oprawione w ramy a mąż je przynosił z powrotem i tak kilka razy aż w końcu machnął ręką i powiedział -“jak chcesz to mam to gdzieś” i już więcej po nie wrócił. Po kilkunastu minutach nie było ani jednego obrazu, Wszystkie zostały zabrane i nie nie wiem do kogo. Pamiętam jak przez lata kilka wisiało dumnie na ścianie w moim stołowym aż uznałam, że są niedoskonale i je rozdałam, przy okazji remontu i zmiany dekoracji. Na moim podwórku rośnie piękny jesion – DRZEWO ŻYCIA. Wieczorami jak nikt nie widzi tulę się do drzewa i mam wrażenie, że ono mnie rozumie, bo drzewa są inteligentne w sposób dla ludzi niezrozumiały, dlatego rozumiem pasje Pana Dawida Hockneya. Teraz myślę, że w innej rzeczywistości do której malarz trafił też będzie malował, bo nie umieramy tak naprawdę, tylko zmieniamy formę energii – I zasada termodynamiki wciąż działa.
Jakie to dziwne! W tym miesiącu wróciłam do malowania Jeden – to dama w kapeluszu, a drugi obraz z mojego snu. Patrzę teraz na niego i myślę- co to było, na co w tym śnie patrzyłam? Kolory jeszcze teraz w mojej głowie, a za malarza się pomodlę, by nie zagubił się po DRUGIEJ STRONIE.
p.s zdjęcia obrazów prześlę Ci Ewo na SMS – a są jeszcze do wygładzenia – może się ponownie rozmaluję, przecież “starość” mnie w niczym nie ogranicza Pozdrawiam i zapraszam do Gorzowa