Niedawno Yuval Noah Harari (historyk i filozof, autor książek Sapiens, Homo Deus i 21 lekcji na 21 wiek) opublikował swój nowy wykład. Zachęcam do obejrzenia (nawet – lub przede wszystkim – jeśli z częścią zawartych tez się nie zgodzimy), tutaj natomiast streszczę to, co wydało mi się najważniejsze.
Wsiąść do pociągu byle jakiego Nie dbać o bagaż Nie dbać o bilet Ściskając w ręku kamyk zielony Patrzeć jak wszystko zostaje w tyle…
[Irgendeinen Zug nehmen, sich nicht ums Gepäck kümmern und nicht um eine Fahrkarte In der Hand ein grünes Steinchen haltend, schauen wie alles zurückbleibt]
Als ich noch in Warschau Ende der siebziger Jahre dieses Lied von Maryla Rodowicz hörte, war mir eher der erste Satz des Reifrains wichtig, mit den Jahren gewinnt eher der letzte an Bedeutung. Gerade habe ich erfahren, dass die Verfasserin des Liedtexts, Magdalena Czaplińska einen Prozess gegen die Polnische Bahn (PKP) gewonnen hat. Die Bahn hat auf Plakaten mit dem Text geworben, ohne sich um die Rechte daran zu kümmern.
Na początek zajrzyjmy może do dawnego mojego wpisu, jednego z pierwszych na tym blogu. Wpis nazywał się Obóz, podtytuł: Niedzielny spacer. Byłam na tym spacerze jesienią 2009 roku i wtedy właśnie “odkryłam” obóz. Kościelny obóz pracy przymusowej.
Styczeń to miesiąc, w którym przed 160 laty wybuchło w Polsce powstanie przeciw rosyjskiemu imperium, o wyzwolenie spod zaboru, powstanie, które carscy okupanci krwawo stłumili. Tysiące polskich patriotów wywieziono na Sybir. Do ludzi, którzy nie dali się zastraszyć, należała niewątpliwie Lucyna Ćwierczakiewiczowa, o której pisałem w ubiegłym tygodniu.
Pewnego razu, podczas protestu przeciwko powołaniu w Warszawie arcybiskupa Felińskiego, uważanego powszechnie za człowieka carskiej Rosji, wstała w trakcie mszy świętej i odezwała się w kierunku duchownego wprost. – Powolny sługo carski, arcybiskupie Feliński! W imieniu dobrych Polaków, co wyszli z katedry, w imieniu całego narodu polskiego, przeklinam ciebie, przeklinam do trzeciego pokolenia! – miała zawołać.*
Niedawno, bo kilkanaście dni temu, dałem sobie radę z Dziadami i dybukami Jarosława Kurskiego. Piszę tak świadomie – gdyż przez ¾ książki miałem niemałe problemy. Nie, nie ze stylem, kłębkiem nici przewodnich (że powiem „z niemiecka“), czy opasłością. Gdyż czyta się bardzo dobrze, wartko, płynnie.
Ale i tak – przez ponad 300 stron się z książką kłóciłem! Z początku bardziej z jej Autorem. Ale z czasem z nim jakby mniej – gdyż instynktownie czułem, że on nic za to nie może, że… książka jest jaką jest, ta historia jest jaką jest, i… robi z nim trochę co chce. A on – musi. A on – jest niemal tylko „protokolantem“, który co najwyżej próbuje dla nas, czytelników, jakoś to minimalnie spróbować ułożyć, posegregować, wytłumaczyć to i tamto… Oczywiście – niemal nadaremnie. Gdyż dla niego samego ta olbrzymia historia – to dopiero początek, namiastka kolejnych poszukiwań, odkryć, w historii, w rodzinie, wokół siebie, w sobie samym.
Zanim oddam głos Eli, pozwolę sobie, moi kochani Czytelnicy złożyć Wam życzenia wszelkiej pomyślności. Niech ten rok przyniesie zwycięski pokój nam wszystkim, również tym, którzy go najbardziej potrzebują, czyli mieszkańcom umęczonej wojną Ukrainy.
Ela Kargol
Jeżeli jarmark świąteczny, to po świętach i nieplanowany, wtedy choinki większe i paradniejsze, jaśniej świecą, bombki bardziej kolorowe, stragany przyjazne, ceny choć te same co przed, to już nie dziwią, kolędy z głośników lepiej brzmią, grzane wino bardziej aromatyczne, piramida świąteczna zachwyca. Jakby tak można święta obchodzić po świętach, nieplanowane. Dokładnie i tak nikt nie wie, kiedy urodził się Jezus. Bo gdzie to wiadomo, pod Tatrami, gdziekolwiek by te Tatry były. Za dużo wymagam od życia, kalendarza gregoriańskiego i od świąt.
Spät in der Nacht haben nur Huren und Apotheken Dienst im Angebot: Syphilis und Antibrechmittel das Meer hustet mit dem Wind in die leeren Strassen die Fußgängerstreifen verlieren ihren Sinn.
Spät in der Nacht sind die rosa Fenster Muscheln der Liebe ihre Fensterscheiben spenden den erhitzten Stirnen Kühle und der Nachtwächter trägt seine Müdigkeit auf den Schultern und fehlender Schnee nimmt der Stadt den Sinn.
Spät in der Nacht ist die Luft wie kalter Wodka und Pharmazeuten, Dichter der späten Nacht, erschrecken den Januar mit seiner Sauberkeit und zwei Kerle tragen einen Schrank durch Danzig und plötzlich gewinnt die Stadt ihren Sinn wieder im Knattern von tausend Weckern.
Julian Kornhauser (1946)
ein interview
man lebt nicht schlecht frieden geld interessante arbeit ausflüge
mit bestimmten entwicklungen ist man nicht einverstanden weil sie begrenzen jenes oder dieses
aber wenn man hinschaut allgemein ob etwas fehlt vielleicht zu wenig fußball oder zu viel schlamperei aber jeder hilft sich und wer schafft sich aufzurichten der arbeitet auch besser also lebt man nicht schlecht obwohl alle meckern
vielleicht lebt man zu langsam man hätte es lieber schneller intensiver außerdem haben manche fast alles und die anderen schaffen es kaum das ist frustrierend
und obwohl alle wissen was gespielt wird werden wir von denen die da oben wie kinder behandelt das ist lächerlich
ein bisschen ähnelt das an pfadfinderlager
mehr mut meine herren
Ewa Lipska(1945)
Das Heim der ruhigen Jugend
Im Leihgeschäft der Meuterei funktioniert der Speisesaal.
Roter Wein des Sees fließt vor den Fenstern.
Man kann in ihm schwimmen aber nur unter Geschichtsgefahr.
Nicht alle Hurrarufe bedeuten hier Sieg.
Die Popularität genießt der nationale Gambit.
In den Spielhallen gewinnt man große Niederlagen.
Manche sammeln Walderdbeeren und Beweismittel.
Unter dem Segel der Bettwäsche segeln sie in den Schlaf.
Andere starren stur auf die Tür als ob von dort die Rettung kommen sollte.
Denen, die an das Land über dem Kopf denken, brennt die Erde unter den Füssen.
Das Heim der Ruhigen Jugend ist grau wie eine Taube.
Z zadumą wspominam swój pobyt na Wyspie Ślepych. Nigdy bym się tam zapewne nie zjawił, gdyby nie znajomość z Marine, która była jedną z matek-założycielek Narodu. Właściwie, wszystko ruszyło kiedy upubliczniła swój słynny «Manifest». Dzieło to, bez dwóch zdań filozoficzne, ukształtowało nową wizję tego, czym jest niewidzenie:
Budynek nazywają uczniowie hogwartem. Przypomina warowny zamek, Jest naprawdę wielki, majestatyczny, na miarę architekta, który go projektował, architekta związanego ze Szczecinem, jak żaden inny. Wilhelm Meyer-Schwartau (1854-1935), bo o nim mowa – był w latach 1891-1921 miejskim radcą budowlanym Szczecina. Oprócz wspomnianego budynku szkoły miasto zawdzięcza mu Cmentarz Centralny i tarasy Hakena, gmach główny Muzeum Narodowego, neogotycki kościół św. Gertrudy na Łasztowni, gmach magistratu – obecnie rektorat Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego przy ul. Rybackiej, wiele innych budynków użyteczności publicznej i rozwiązań architektonicznych miasta.
Reprezentacyjny budynek szkoły (Stadtgymnasium) budowano trzy lata, w 1903 roku oddano go do użytku uczniom płci męskiej. Gmach powstał z piaskowca śląskiego, zbudowany został w stylu neoromańskim, z przestrzennymi korytarzami, klatkami schodowymi i aulą o powierzchni prawie 400 m kw. W czasie wojny pełnił funkcję polowego szpitala wojskowego, może właśnie to uratowało go przed zniszczeniem. Już 2 września 1945 roku w tym przedwojennym gimnazjum męskim przu ulicy Piastów 12 (dawnej Barnim Straße) zostaje otwarta pierwsza polska szkoła stopnia gimnazjalnego i licealnego. Dyrektorką szkoły zostaje Janina Szczerska, była więźniarka obozu w Ravensbrück, przedwojenna dyrektorka Państwowego Gimnazjum Żeńskiego w Siedlcach. Pomieszczenia zniszczone były w niewielkim stopniu, brakowało natomiast podręczników, kadry i wielu sprzętów. Jednak część wyposażenia szkoły, jak meble i pomoce naukowe pozostały w pracowniach szkolnych.
W podtytule niezwykłego albumu Moniki Szymanik, drugiego jej albumu, którego premiera odbyła się 18 grudnia 2022 roku w historycznej auli szkoły czytamy: …Pocztowa 19, czyli ukryte skarby Szczecina.
Monika odkrywa Szczecin na nowo, ten stary Szczecin, o którym ja mówię poniemiecki, ona stareńki. Piękny Szczecin, magiczny, ze starymi posadzkami, kaflami, które wyłaniają się często spod kilku warstw tynków, z rzeźbionymi drzwiami i starą klamką, napisem na murze, który pamięta jeszcze Stettin, podcieniami, prześwitami, mgłą na Jasnych Błoniach i śniegiem tamże.
Fotosy: Ela Kargol
Na jej zdjęciach jest i szkoła, dawne Stadtgymnasium, aula i wyposażenie gabinetu biologicznego ze swoimi ukrytymi skarbami.
Zwierzęta w formalinie, atlasy anatomiczne, spreparowany aligator, tablice poglądowe dotyczące flory i fauny, budowy ziemi, zielniki, diapozytywy, preparaty i filmy. Szpula z filmem na zdjęciu to film, który później znalazłam w archiwum portalu filmowego Ein Bauer bringt Gemüse auf den Markt (Rolnik przywozi warzywa na rynek), 12-minutowy film dokumentalny z roku 1938.
Ponieważ na metalowym pudełku z filmem widnieje napis Reichsanstalt für Film und Bild in Wissenschaft und Unterricht, szukam w wikipedii czym zajmował się ten urząd: Reichsstelle für den Unterrichtsfilm (RfdU), przemianowana w 1940 r. na Reichsanstalt für Film und Bild in Wissenschaft und Unterricht (RWU), była centralnym urzędem do spraw produkcji filmów edukacyjnych w narodowosocjalistycznej Rzeszy Niemieckiej i instrumentem służącym niemieckiemu systemowi szkolnictwa i edukacji, z siedzibą w Berlinie.
Filmów w zbiorach szkoły jest więcej, niektóre opatrzone polskimi tytułami służyły jako pomoce naukowe uczniom po 1945 roku, tak jak plansze i inne tablice poglądowe. Film o mrówce lub jastrzębiu, film niemy nie propagował nacjonalizmu, był filmem o mrówce lub jastrzębiu. Ośmiornica w formalinie jest tą samą ośmiornicą, którą była przed wojną, w innym państwie, innym systemie politycznym, ale w tym samym słoiku i tym samym mieście i innej choć tej samej szkole.
Nieprawdopodobne, że do dzisiejszych czasów zachowały się aż takie zbiory.
Nauczycielka biologii, pani Agnieszka Milewska, na jeden dzień udostępniła te historyczne pomoce dydaktyczne ciekawskim takim jak ja.
Pochłaniam wszystko wzrokiem i dokumentuję komórką. Już w domu przeszukuję internet, szukam nazwisk, wydawnictw, filmów.
Niektóre okazy są starsze niż szkoła. Jest zielnik z roku 1888, atlas budowy ciała znanego anatoma Huberta von Luschki z roku 1857. Najprawdopodobniej przeniesiono je tu z całym dobytkiem z obecnej Książnicy Pomorskiej, gdzie wcześniej znajdowało się miejskie gimnazjum.
Szczecin jest miastem pełnym skarbów, tych odkrytych i tych o których jeszcze nikt nic nie wie, jak ja. Ja niczego nowego nie odnalazłam, zachwycam się tym, co inni przede mną odkryli, zabezpieczyli, znaleźli,
Kibicuję wielu „szczecińskim odkrywcom”, osobom prywatnym, zaangażowanym, stowarzyszeniom, organizacjom. Jestem pełna podziwu dla osób, którzy chcą zachować dla potomnych historię obu miast, Szczecina i Stettina.
W noc grudniową wypatrujemy tej pierwszej gwiazdki na niebie, Szczecin ma je aż trzy, i to na co dzień, na wyciągnięcie ręki. Trzy gwiazdy z gwiazdozbioru Oriona ukryte na ziemi w centrum miasta. To również zasługa między innymi Wilhelma Meyera-Schwartau.
…Dawno to miasto, co na planie gwiazd leży, nie było tak z pierwszą gwiazdą za pan brat, dawno nie, dziś bądźmy jak tabula rasa na miasta placach w osiem świata stron nucąc w niebogłos świąteczną treść…