Ewa Maria Slaska
Berlin i Brandenburgia starają się pospołu o przyznanie organizacji wystawy światowej EXPO w roku 2035. Ale tak naprawdę chodzi tylko o Berlin. Tak to wygląda online.


I koncept daje się odczytać od razu: CAŁY BERLIN TO EXPO 2035.
I od razu pierwsza myśl. Cały Berlin? To szare, brudne i pełne śmieci, zapyziałe miasto, w którym komunikacja miejska permanentnie nie funkcjonuje, lotnisko budowano 14 lat zamiast planowanych sześciu, Muzeum Pergamońskie jest nieczynne do roku 2037, a dworzec ZOO będzie w remoncie do roku 2032. Co najmniej, bo przecież znamy życie – remont, który już trwa 11 lat, przedłuży się na pewno o dalszych 11. Wszędzie stoją płoty, barierki albo wiszą co najmniej biało czerwone plastikowe taśmy, zagradzające drogę. Przy Reichstagu, odwiedzanym przez tysiące turystów powstał jakiś kolejny plac budowy, zlikwidowano toalety, sklep z pamiątkami i kawiarnię, a w zamian 300 metrów dalej postawiono kontener sanitarny na dwa (tak! dwa!) oczka. Płatny! Monetami! Większość fontann z oszczędności nie działa, a w żadnej nie wolno się nawet popluskać. Nie mamy porządnej łączności kolejowej z żadnym miastem za wschodnią granicą, ale też z Hamburgiem, a jeśli do Hamburga da się akurat dojechać, to nie da się do Hanoweru. A jak coś nawali, to z żadnym miastem na świecie. Na lotnisku BER tygodniami remontuje się schody ruchome. W setkach miejsc w całym mieście nadal nie można płacić kartą i to nie tylko w budach z kebabem, ale np. w Filharmonii. Gdy terroryści podpalili zimą kable elektryczności, wyłączyli ogromne połacie miasta z użytku na co najmniej 3 dni, a jak dobrze poszło, to i na 10. Powiadomiony o tym burmistrz… poszedł grać w tenisa. Nie umieliśmy porządnie i przyzwoicie zorganizować lokalnych wyborów i trzeba je było za ogromne pieniądze powtarzać. W czasach potwornych upałów, trzymających miasto w kleszczach przez wiele miesięcy, zakupiono nowe kolejki miejskie – bez klimatyzacji. Wszędzie jest mnóstwo starych ludzi i nie ma dla nich ani zniżek w muzeach ani terminów u lekarzy. Bezdomni śpią pod każdym mostem i siedzą na każdej stacji metra poza ścisłym centrum, które dla rządu i turystów sprząta się regularnie ze śmieci i “brzydkich ludzi”. Nie da się uczesać, trzeba sobie “zamówić termin” na manicure, pedicure, masaż i do fryzjera. W piękne wiosenne święto w słynnych ogrodach, które się zwiedza za drogie pieniądze, akurat nic nie kwitnie, bo stare kwiaty właśnie usunięto, a nowych jeszcze nie posadzono i nikt nie skoordynował tego z kalendarzem świąt ruchomych. Nawet drobiazgi nie funkcjonują. Odjechana, płaska jak kartka papieru sadzawka na Potsdamerplatz została zlikwidowana i zastąpiona sztuczną murawą, a ogromne huśtawki tuż obok zablokowano na stałe już wiele lat temu. Nie zbudujemy pomnika wolności, bo nagrodzony projekt – wielka ruchoma kołyska – został przez ekspertów uznany za niebezpieczny, o co, gdy nagrodzano ten projekt, nikt nie zapytał żadnego eksperta. Gdy się nadlatuje nocą nad miasto, wita człowieka czarna pustka. A wracamy właśnie z Paryża, który się jarzy jak góra płomiennych topazów.
I co? Za 9 lat chcemy tu zorganizować wystawę światową?!

Przypomina mi się ten piękny rysunek Sempégo. Gromadka Francuzów siedzi w knajpie, jedzą, piją, lulki palą. “Nadszedł czas”, mówi jeden z nich, “by ściągnąć do nas turystów. W tym celu proponuję oprzeć się na naszych wrodzonych zaletach, jakimi są całkowity brak zdolności organizacyjnych, absolutna nieskuteczność i głęboka apatia.”

***
Nota bene, to co tu napisałam, dotyczy oczywiście również starań o przyznanie nam organizacji olimpiady. I w ogóle czegokolwiek.

Mimo wszystko kochamy to miasto, które przyjęło nas kilkanaście, a niektórych nawet kilkadziesiąt lat temu. Zostaliśmy tutaj. Nie pojechaliśmy dalej i już nie pojedziemy. Nie wrócimy tam, skąd przyjechaliśmy. Oczywiście nie wszystkich mam na myśli.
Czy to miasto odwzajemnia nasze uczucie? Nie wiem. Nie wszystkie fontanny wyłączono. Nie wszystkie zamieniono na trawniki (o zgrozo, sztuczne!). Są też inne muzea, równie interesujące. Nierzadko sami nie wiemy, co wybrać z bogatej oferty kulturalnej. A najczęściej nie wybieramy nic – przytłoczeni nadmiarem możliwości. A może po prostu z intelektualnego lenistwa? Masz rację, pisząc o nadmiarze śmieci i niekończących się remontach. Choć remonty są zmorą niemal każdego miasta. A śmieci…cóż, może właśnie Expo 2035 stałoby się impulsem, by o miasto zadbać bardziej niż dotąd.
Dzisiaj przemieszczałam się 5 różnymi środkami komunikacji miejskiej. Jeden z nich był klimatyzowany. Wczoraj stanęły pociągi. Na szczęście nie tylko w Berlinie.