Wyspa ślepych

(wyspa Fugloy – Eric Christensen)

Konrad

Z zadumą wspominam swój pobyt na Wyspie Ślepych. Nigdy bym się tam zapewne nie zjawił, gdyby nie znajomość z Marine, która była jedną z matek-założycielek Narodu. Właściwie, wszystko ruszyło kiedy upubliczniła swój słynny «Manifest». Dzieło to, bez dwóch zdań filozoficzne, ukształtowało nową wizję tego, czym jest niewidzenie:

«Nie będziesz mieć oglądania, póki nie otrzymasz czyjegoś wyglądania. Każda percepcja jest relacją pomiędzy podmiotem i przedmiotem. Relacją, w której obie strony są równe, jako równie niezbędne.»

«To, co oglądam, wygląda. To, czego słucham, brzmi.»
Aktywistka-artystka zwraca uwagę, że przestrzeń wizualna i dźwiękowa mają dla nas realną, autonomiczną bytowość. Jesteśmy z nimi w relacji obustronnej – jak równy z równym.

Przestrzenie te mają też inną cechę – są publiczne. Te same rzeczy wyglądają i brzmią podobnie dla większości z nas. Możemy nie zgadzać się, czy nam się podobają, ale wiemy, że z grubsza mówimy o tym samym. Ta «publiczność» wzroku i słuchu powoduje, że możemy wspólnie pracować w tych wspólnie zamieszkałych przestrzeniach, wspólnie je kształtować i rozwijać. Przytaczając słowa autorki: «Kolory są dobrem społecznym».

Ale czy wzrok i słuch to jedyne zmysły publiczne? W ten właśnie «zabobon» uderza manifest. Dla nas, «imperialistów audiowizualnych», dotyk jest odczuciem prywatnym. W istocie jednak dotyk jest publiczny, jako że:
«Nie ma oglądania bez wyglądania. Nie ma słuchania bez brzmienia. Nie ma dotyku bez bycia dotykanym.»

Dany przedmiot jest dla nas podobny w dotyku. Nieuprawniona jest więc asymetria, wedle której istnieje tylko «Ja dotykam». Musi być też druga strona medalu. Trudno ją natomiast wyrazić, ponieważ:
«Obecna wizjo- i audiocentryczność sięgają tak daleko, że brak nam choćby jednego słowa na emitowanie dotyku.»

Doświadczając faktury, wchodzę w kontakt z tą samą fakturą, z którą weszli w kontakt inni. Faktura, jako nośnik «substancji dotykowej», trwa w czasie, we współdzielonej przestrzeni. To niezależne od nas trwanie również konstytuuje autonomiczność dotyku.

Dzięki traktowaniu wyglądania i brzmienia jako czegoś zewnętrznego, czegoś “publicznego”, człowiek wspaniale rozwinął świat doznań wizualnych i słuchowych. Przestrzeń współdzielonych doznań dotykowych pozostała zaniedbana. Z wyjątkiem «sensorycznej diaspory» ślepych. Grupa ta od zawsze inaczej doświadczała świata, ale przez status mniejszości w każdym społeczeństwie nie mogła «rozwinąć dotyku». Przez to też zawsze miała status obcych.

«Wkurzyłam się, i zrozumiałam, że aby wyemancypować ślepych, musimy wyemancypować dotyk». Ślepym nie dano nigdy stworzyć świata, w którym mogliby poczuć się jak u siebie. Świata stworzonego pod dotyk, a nie pod wzrok czy słuch. Dlatego ogłosiła:
«My, ślepi, zamieszkujący przestrzeń dotyku, proklamujemy jej autonomię»

«Manifest» przemówił do bardzo wielu osób ze społeczności niewidomych. Do tamtego czasu wspieranie ślepych polegało na tłumaczeniu treści wizualnych na dźwięk (np. tzw. «text-to-speech») lub dotyk (np. alfabet Braille’a). Wraz z «Manifestem» pojawiła się wizja zbudowania «świata opartego na dotyku» – świata, w którym dotyk nie jest wyłącznie ersatzem innych zmysłów, lecz stanowi fundament i konieczny punkt wyjścia.

Jak można natomiast zacząć od dotyku w świecie tak «opętanym przez oczy»? Nie wystarczy komuna – one muszą funkcjonować chociażby w zgodzie z prawem narodowym, które z kolei jest już wytworem «oczu». Trzeba stworzyć społeczność suwerenną – Republikę Ślepych.

W najśmielszych snach bym nie pomyślał, że to się może udać. Ale udało się. Dzieło Marine uformowało nową tożsamość wielu niewidomych. Tożsamość silną, pragnącą samostanowienia. Wielu widzących podziwiało zaś jej zamysł. Mieszkańcy jednej z Wysp Owczych, ledwo kilkanaście osób, zaproponowali, że mogą odstąpić połowę wyspy tym, którzy chcieliby zrealizować utopijną wizję. I tak zjechali się ślepi z całego świata: z Polski, z Indii, z Australii, zewsząd. Jest to co prawda ułamek wszystkich niewidzących świata, ale cóż to za ułamek! Powstało państwo, będące zarazem najbardziej wielokulturowym tworem w historii, jak i najbardziej jednorodnym – bo nie mieszka tam nikt, kto by widział.

Ślepym zdarzało się jednak zatrudniać widzących, szczególnie na samym początku, kiedy trzeba było zbudować pierwsze budynki, a następnie opracować metodę budowania bez użycia wzroku. Jest to metoda powolna, ale dostojna, w wymaganym przez siebie skupeniu przypominająca ćwiczenie Zen. To zresztą nie jedyna aktywność w kraju, która tak się kojarzy.

Przedmioty powstałe w świecie ślepych okazały się inne. Bardziej praktyczne. Jest to w końcu świat, w którym nic nie wygląda niedorzecznie (pojawił się zaś nowy, na szczęście mniejszy problem: rzeczy niedorzeczne w dotyku). Chodniki, drzwi, ogrody, mieszkania, laptopy – na wyspie dotykolubnych wszystko wygląda inaczej. Rzeczy są niemal zawsze większe i pełne nierówności.

Tyle wiedziałem, zanim się tam zjawiłem. Nic nie przygotowało mnie jednak na bezpośrednie spotkanie z Wyspą…


Chciałbym zorganizować projekt artystyczny, w którym zaprojektujemy przedmioty i przestrzenie stworzone pod dotyk, z pominięciem warstwy wizualnej. Chętne osoby zapraszam do współpracy: wyspaslepych@outlook.com

5 thoughts on “Wyspa ślepych

  1. O ile bardzo pozytywnie zainteresowała mnie uwaga, że przedmioty zaprojektowane przez niewidomych okazały się bardziej praktyczne o tyle trudno mi zaakceptować to zdanie : “Ale czy wzrok i słuch to jedyne zmysły publiczne? W ten właśnie «zabobon» …”
    Zabobon?
    Jak w takim razie traktować kategoryczny zakaz dotykania eksponatów w muzeach?

  2. Do polakadogorynogami –
    Racja!! Jak traktować kategoryczny zakaz dotykania eksponatów w muzeach? Tego też nie rozumiem. Ale coś uderzyło mnie innego po przeczytaniu artykułu. Otóż! Kiedyś wiedza należała do nielicznych ( nie wnikam czy było to dobre czy złe.) Teraz obserwuję, że mamy naukowców, filozofów, których zadaniem jest tworzyć, jak najwięcej teorii i zagmatwanych pojęć, z czegoś, co jest oczywiste i już dawno opisane przez starożytnych filozofów. Mamy teraz takie masło maślane, powtórki z historii i nawet robi się z tego manifesty, cyt.” To, co oglądam, wygląda. To, czego słucham, brzmi.” Poczułam się, jak jakaś głupia, bo autor manifestu zaznaczył, jakbym do tej pory nie wiedziała, że słyszę, bo coś brzmi albo widzę, bo oglądam. Ja, jak myślę o widzeniu, to zadaje pytanie- jak działa ta molekularna fabryka mojego ciała, że działa ten zmysł.
    Aktywistka-artystka zwraca uwagę, że cyt. “przestrzeń wizualna i dźwiękowa mają dla nas realną, autonomiczną bytowość. Jesteśmy z nimi w relacji obustronnej – jak równy z równym.” i następny ” “Przestrzenie te mają też inną cechę – są publiczne. Te same rzeczy wyglądają i brzmią podobnie dla większości z nas. ” No nie! Czuję się, jakbym dotychczas nie wiedziała, że widzę, to co inni, że jestem w jakiejś relacji z obiektem zainteresowania. W odpowiedzi na to, mój własny Kartezjusz we mnie może twierdzić, że na rzeczywistość składają się substancje – myślowa, wzrokowa, dotykowa, smakowa, słuchowa Czy ja coś nowego wymyśliłam . Wszystko zaczyna być już formą powtórzeń, myślątek, multiplikacji. Jednak to co ludzie robią wzzespołach, to zasługuje na wielkie uznanie, szacunek dla niewidomych. Budują własne miasta tak, jak czują, kreują rzeczywistość oczami duszy. Sama, gdybym była niewidoma nie wpadłabym na pomysł zbudowania społeczności niezależnej od widzących. I to jest dla mnie wielkość tych ludzi, którym nie dorównamy w odbiorze piękna tego świata, tej rzeczywistości.

  3. Lucy – zakaz dotykania rzeźb w muzeach.
    Dzięki temu przetrwały tysiące lat, w innym przypadku ludzie zagłaskaliby je na pył.
    A co z dotykaniem ciała ludzkiego?
    Ograniczenia w tym zakresie to też zabobon?

  4. Drodzy czytelnicy,
    rozumiem, że macie Państwo na myśli to, że publiczność dotyku kłóci się z dotykaniem obrazów. Mamy jednak przecież podobne zakazy w przypadku wzroku i słuchu. Nie wszystko wolno nam oglądać, czy słuchać, niektóre rzeczy są prywatne. Mimo to, wzrok i słuch są publiczne, nazwijmy to, ze swojej natury, domyślnie. O ile nie mogę patrzeć na myśli innych osób, o tyle łatwo mogę oglądać ich wygląd zewnętrzny, chyba że poczynią kroki ku temu, żeby się jakoś schować. Myśli chować właściwie nie trzeba.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.