Ośmioro polskich malarzy w Starej Galerii Narodowej (Alte Nationalgalerie)
Gdy w marcu 2026 roku zgodnie z planem zamknięto na wystawie Berlin Global w HumboldtForum tzw. wolną przestrzeń poświęconą Polsce, Freiheit, Gleichheit, Solidarność, wystawę Ewy Marii Slaskiej, Anny Krenz i Ziemka Nowaka, szkoda nam było nie tylko naszego własnego miejsca w centrum miasta, było nam też smutno, że z reprezentacyjnej ulicy w centrum Berlina zniknął polski element. Dobrze więc, że w 35-lecie podpisania traktatu polsko-niemieckiego o przyjaźni i dobrym sąsiedztwie, Polska powróciła do centrum miasta. Stara Galeria Narodowa postanowiła prezentować muzea z różnych stolic świata, a zaczęła 18 czerwca prezentacją ośmiorga polskich malarzy ze zbiorów Muzeum Narodowego w Warszawie.
Mam miezane uczucia:
Super
Na Wyspie Muzeów pojawiła się wystawa Wynalezienie mitów, na którą składają się następujące obrazy:
Jan Matejko, Portret trojga dzieci artysty (1870)
Wojciech Weiss, Wiosna (1898)
Jacek Malczewski, Polski Hamlet (1903)
Ferdynand Ruszczyc, Stary dom (1903)
Konrad Krzyżanowski, Przy świecy (1914)
Zofia Stryjeńska, Szczęśliwa rodzina (1954)
Andrzej Wróblewski, Kolejka trwa (1956)
Jarosław Modzelewski, Autoportret z pigmentami (2022)
Kuratorka, Agnieszka Lajus, we wstępie do wystawy pisze, że
Prezentacja Wynalezienie mitów jest zarazem wizytówką zbiorów Muzeum Narodowego w Warszawi, pokazem rozmaitych idiomów malarstwa polskiego od XIX do XXI wtulecia, jak i metaforyczną mikroopowieścią o Polsce w zmieniających się warunkach kulturowych, społeczno-politycznych i ustrojowych.
Wystawa będzie trwała do 31 stycznia 2027 roku.
Idźcie do Galerii, pokażcie te obrazy dzieciom, wnukom, niemieckim przyjaciołom. Wystawa jest ciekawa.
Ale…
***
Niezbyt super
Bo oczywiście mam swoje “ale”.
Przyglądam się obrazom na wystawie, czytam teksty pomieszczone w obszernej broszurze, opublikowanej w trzech językach, i myślę, że tak, oczywiście, kuratorka dokonała subiektywnego wyboru, a subiektywnych wyborów nie możemy przecież krytykować, w końcu są subiektywne. Ale jednak pewne myśli się narzucają bezwzględnie.
Tytuł Wynalezienie mitów coś obiecuje, sugeruje, że chodzi o mity. Nasze polskie, narodowe.
Ale nie ma.
Na wystawie nie ma walki, ba, nawet historii nie ma. Nie jestem maniaczką martyrologii, ale jednak historia Polski to, niestety, walka, walka, walka. Walka, wojny, powstania, zrywy, bitwy, odsiecze, strajki. A tu nic, cisza. Nie brzęczą szable, nie słychać rżenia białych koni w krajobrazie po bitwie, nikt nie wznosi flagi ani pięści. Nawet konfliktu nie ma. Cisza. Spokój.
Nie ma kobiet. Niemal nie ma kobiet. Na ośmioro artystów jest jedna kobieta. A niestety jedna Stryjeńska nie jest w stanie obronić sławy i znaczenia polskich artystek. Tak bardzo na tej wystawie brak choćby tych dwóch najważniejszych, Olgi Boznańskiej i Katarzyny Kobro, ale też Tamary Łempickiej.
Nie ma pracy fizycznej. Nie ma szewca Makowskiego, nie ma rolnika Chełmońskiego. Nie ma stalinowców Kobzdeja czy Fangora. Ludzie, jeśli w ogóle są, to są i nic więcej, chyba że pozują artyście, albo samym sobie.
Nie ma kościoła. Nawet jako budynku. Powtórzę, nie jestem maniaczką podkreślania roli Kościoła w historii Polski, ale żeby go tak w ogóle nie było? Nic?
W gruncie rzeczy nie ma modernizmu. Jeden Wróblewski nie czyni modernizmu, nie czyni Peipera, Strzemińskiego, Kobro, Berlewiego…
Nie ma miłości, ale za to podkreślony został rodzinny charakter kultury polskiej. Dzieci Matejki, chłopiec Weissa jako wiosna, taki młody, że to jednak czyjś syn, żona Krzyżanowskiego i jej przyjaciółka czytają przy świecy, szczęśliwa folklorystyczna rodzina Stryjeńskiej obchodzi dożynki, Ruszczyc maluje swój dom rodzinny a Modzelewski – sam siebie w swojej pracowni… Nie wychodzimy do świata, jesteśmy w domu, w ogrodzie, co najwyżej w poczekalni u lekarza. U siebie. Niedaleko.
Nie mamy problemów. To polskość schowana w skorupie emigracji wewnętrznej. Zmknięta w sobie. Obojętna na świat.
Nie ma polskich mitów. Jeden Malczewski nie broni polskiej mitologii. Nie ma więc mitów starych i wyzwalamy nowe. Tylko takie. My w domu. Na wszystkich progach naszych domów toczą się wojny, przygniatają nas do ziemi pustynne upały. Płoną lasy, umierają zwierzęta. Za każdym narożnikiem czai się Apokalipsa Sztucznej Inteligencji, a my tymczasem u siebie w domu pielęgnujemy naszą nieruchomą swojskość. Nic się nie dzieje.
Może lepiej by było, gdyby pani kuratorka nie dodała swojej kolekcji obrazów tego tytułu. Wtedy byłaby to po prostu kolekcja.








A jak już będziecie w Starej Galerii to za ten sam bilet idźcie obejrzeć wystawę impresjonistów pt. Cassirer. Był to słynny berliński zbieracz sztuki, który kupował impresjonizm i kubizm i był pierwszym człowiekiem, który pokazał w Berlinie Van Gogha.
