orzech jest nagi syte wrony podskakują na oziminie pod sinym niebem niesie wiatr zapach dymu i mrozu mgła gruba jak kożuch na mleku plam, plam… topnieją sople na okapie ale zima dopiero zasypia
a wiosną tak znowu pójdę w las zrywać młodą koniczynę
*
nussbaum ist nackt die satten krähen hüpfen auf dem wintersaat unter dem violleten himmel trägt der wind geruch von rauch und frost das nebel ist so dick wie saum auf dem milch plam, plam… die eiszapfen tauen auf dem zims winter fängt erst einzuschlafen
doch in frühling ja werde ich in den wald gehen um junges kleeblatt zu pflücken
rabe und fuchs/ilustration wachskreiden auf papier/1999/ alle rechte vorbehalten/ t.j.
One day many tausend years ago, an arctic ground squirrel ate parts of a plant, silene stenophylla, including its seed. The squirrel was digesting it when its life ended.
Its body was recovered from permafrost and examined. Scientists germinated this plant seed. This silene stenophylla just bloomed.
It is 32,000 years old.
The strength, the vitality and stamina of living things — of life itself — is incredible.
Letzte Woche gingen wir, Ela Kargol, Krysia Koziewicz und ich, das erste Mal zu dieser wunderbaren Ausstellung. Ich schreibe hier “das erste Mal”, weil ich vermute, wir werden öfter hingehen. Ela Kargol hat auch sofort HIER darüber berichtet.
Ich fand die ganze Ausstellung sehr spannend, begeistert hat mich aber vor allem DIE SCHRIFT. Da die oberflächliche Suche in ausgelegten Infomaterialien sowie Befragung der (sichtbaren) Ausstellungamitarbeiter keine Geheimnisse preis gaben, schrieb ich die Presseabteilung des Jüdischen Museums an:
Sehr geehrte Frau Karsch, ich wollte fragen, ob Sie etwas über Buchstaben / Font wissen, den man bei der Ausstellung Paris magnetique benutzt? Den Font finde ich sehr schön, er sieht nach selbst für diese Ausstellung erfundene Form aus. Ich habe bei der Ausstellung gefragt und im Katalog und Pressemappe gesucht, fand jedoch keine Informationen. Da die Moderne sich sehr für die Schriften interessierte, werde ich gern etwas mehr darüber erfahren. Ich bin eine Journalistin, Schriftstellerin und Bloggerin. Mit freundlichen Grüßen Ewa Maria Slaska
Maria Gaetana Agnesi, włoska lingwistka, matematyczka i filozofka, stała się16.05.2014 bohaterką google doodle’a. Prawdę mówiąc, pisze Stanisławski, dziwne jest, że o tak niezwykłym człowieku tak rzadko pamiętamy.
Od tamtego dnia nie minęło nawet 10 lat, ale nasza świadomość uległa w tym czasie głębokim przemianom. Dziś napisalibyśmy tak: Była niezwykłą kobietą, a nikt o niej nie pamiętai nawet nas to nie dziwi.
Przechodzę beztrosko obok niego Rzuca się na mnie Szepcze mi słowa do ucha rozkazuje: pisz
Nie mogę się uwolnić niecierpliwie piszę
Papier jest cierpliwy
eselsohren
w niedzielę zrobiliśmy wycieczkę nad jezioro
i szliśmy skrajem lasu a ja (jak zazwyczaj) rozglądałem się za grzybami w przydrożnych chaszczach i zagajnikach
nagle moja dziewczyna zawołała
– sieh! da kommt eine frau mit einem weissen pferd –
– das ist kein pferd, das ist ein esel, ich erkenne es an den ohren – powiedziałem do niej,
– ein esel?! – fragte sie erstaunt
die alte frau nickte zustimmend mit dem kopf und ging energisch mit dem tier an uns vorbei am rande des feldes richtung see das hinter dem buchenwald lag
pomyślałem wtedy że na takim ośle wjechał chrystus do jerozolimy; i rzekłem do dziewczyny – właściwie powinniśmy byli upaść na kolana – a ona roześmiała się – nur du kommst auf solche ideen!
Stones and shadow; suspended moments overlapping in space…
The new installation of Ken Unsworth’s ‘Suspended stone circle II’ brings layered possibilities with every angle: from above and below, find textures of river rock and twisted wire; follow lines of light and tension.
Hold the weight of the stones in your mind, then release them back to their floating forcefield. Get lost in the thickets of wire – imagine yourself tied, bound on every side in perfect stillness – then let your gaze drop to swim through the pools of shadow underneath.
Bardzo lubię poezję Darka Foksa. Mówi się o nim, że to taki polski O’Hara. Pewnie tak. Ale ja nie o tym chciałam. Ważny jest fakt, że lubię. A od jakiegoś czasu zauważyłam na FB Davida Foxa. Jestem z nim po facebookowemu zaprzyjaźniona, nawet nie wiem jak to się zdarzyło. Mieszka w Nowym Jorku, studiował w Wimbledon School of Art. Nie znamy się, nawet po nowojorsku, co ponoć oznacza, że zamieniłeś kiedyś z kimś parę słów na jakimś raucie. Ale mamy jedenaścioro wspólnych znajomych, większość w Berlinie, w tym Urszulę Usakowską-Wolff i Alexandrę Fly. Był w Berlinie. Może go jednak spotkałam.
Jego prace widziałam już od dawna – z jakiegoś powodu algorytm uznał, że Fox będzie mnie interesował. Rzucałam okiem, myślałam – “no, fajny, ale trochę nie mój” i przechodziłam do porządku dziennego lub porządków codziennych. Aż nagle pojawiła się… ona. I już nie mogłam przejść nad Foxem do porządku dziennego.
Ona to sprawiła, że nie mogłam się opędzić od obrazów Foxa, a tym samym i od wierszy tego drugiego Foksa, które mi wędrowały po głowie od rana do wieczora, czyli w porządku dziennym. Polski Foks kojarzył mi się przede wszystkim z Szymborską, co natychmiast mi przypomniało, że jest przecież również Marta Foks i “jej” Szymborska, i już oni wszyscy zaczęli mi się panoszyć z wierszami po porządkach, gotowaniu, spacerach i podróżach, bo to są te momenty, kiedy najlepiej mi się myśli tym wspaniałym, niekontrolowanym ciągiem myślowym, którego nie da ci ani wykład, ani lektura, ani film, ani nawet, o zgrozo!, rozmowa.
Wreszcie uznałam, że muszę napisać o tych Foxach / Foksach, a FB, który mi czyta w myślach, bo przecież nikomu nie mówiłam, że chcę pisać i że to będzie właśnie dziś, podsunął mi właśnie dziś ten oto obraz i, uwierzcie mi, po raz pierwszy pojawił się na nim również sam Fox. Ona zresztą chyba też tu jest. I jacyś oni, i czyjaś ręka z pomalowanymi paznokciami, jej? jego? stwórcy? Michała Anioła? Bo i on tu (chyba) jest.
Pod zdjęciem komentarze. Na przykład ten: Think (need to) you’re working 36 hours a day, and every painting a masterpiece. Do you not feel shame about this?
Mhm. Na zdjęciu poniżej Berlin, mosty Lissena. Fox, Zoppe, Cseh. Brzmi jak wiersz.
Darek Foks
Na pewno spotkałam go dawno temu na konferencji w Gdańsku. Czytał wiersz Szymborska i system. Był rok 1996, Szymborska właśnie dostała Nobla i ludek polski zawistny wytykał jej, że współpracowała z reżimem. Nie mogę znaleźć tego wiersza, opowiem więc tylko, że jak już wszyscy uczestnicy konferencji myśleli, że Darek Foks coś w tej sprawie potwierdzi, okazało się, że Darek sobie zakpił ze wszystkich i opowiedział w wierszu, jaki system pracy miała laureatka.
A skoro nie znalazłam Szymborskiej, to proszę bardzo, Dupa Margaret Tischner. Szymborska dostała Nobla w roku 1996, wiersz o dupie jest z roku 1997 – poeta tworzył oba mniej więcej w tym samym czasie.
Dupa Margaret Tischner
Kiedyś w Opolu wypiliśmy parę piw z Krawczykiem a ja tak ładnie śpiewałam jego przeboje że już nigdy nie podpisał mi nowej płyty tak było w Opolu
z kolei w Kołobrzegu było głośniej nikt tam nigdy nic nie śpiewał a i tak było głośno to była szafa grająca, jasna sprawa człowiek wiedział za co płaci
w Sopocie płaciło się właściwie bez przerwy ja przeważnie płaciłam za dużo zabawnie było płacić wszystkim za wszystko to było jak zapasy
to znaczy prawdziwe zapasy były w Jarocinie to znaczy szło się do namiotu z punkiem no cóż to są zapasy cała różnica w tym że lepsze to niż z hipisem
jechałam sobie jezdnią po Gdańsku i przejechałam syna Lecha Wałęsy świeżo przybyłego z Oliwy spodobały mu się moje opony obojgu nam podobały się te opony
później we Wrocławiu poznałam sprzedawcę polis i to wybiło mi z głowy myśli o śmierci to było jakby cię ktoś kupił za dychę jak coś co kosztuje tyle ile kosztuje a on to kupuje za dychę
a w Katowicach złapałam straszny dół zabawnie było posługiwać się szpadlem tyle że pojawiły się bąble i rosły jak brzuch tego z Wrocławia drożejąc niczym piwo
ale zawsze kochałam Kraków te dłonie co obmacują człowiekowi dupę w tramwaju nie, to był autobus a dupa tak czy owak jest niezła żeby chociaż przestali sprawdzać bilety
i Lublin gdzie widziałam Krzysztofa Cugowskiego „Heideggera sztuki wokalnej” tyle że brzmiał jak Nietzsche z Woronicza nie znałam jeszcze historii telewizji nie to żeby mi później podłączyli kablówkę
a jeśli masz ochotę przejechać się po Warszawie to już lepiej przejedź się po Szprotawie to jest jak Wall Street w Żyrardowie nie wiesz gdzie jedziesz ale rymujesz
a potem w Łodzi wiedziałam jak zachować się z klasą rozłożyłam nogi i bałam się miłości i śladów jej butów na śniegu i czułam zimny powiew zapomniałam o prezerwatywach w portmonetce to była miłość i trochę zesztywniałam
15 października 1997
Marta Foks, poetka i autorka z Gdańska, napisała świetną książkę o literaturze naszego miasta, którą zatytułowała Ogrodnicy północy, poetów portret potrójny (1998). Ogród ma sens, zwłaszcza jeśli pamiętamy, co powiedział Cyceron, że jeśli masz ogród i bibliotekę, masz wszystko, czego potrzebujesz. Foks już dwa lata wcześniej, w roku 1996 wydała książkę Zdarzyć się mogło. Zdarzyć się musiało.Z Wisławą Szymborską spotkanie w wierszu, dziwną autobiografię, książkę o tym, w jaki sposób poezja Szymborskiej na lata określiła prywatne życie autorki. Książka została wydana w roku, kiedy Szymborska dostała Nobla, ale to przecież znaczy, że obie poetki koegzystowały ze sobą już znacznie, znacznie wcześniej.
Wspomnienie
Zazdrościli mi ciebie wszyscy, obstawiali zakłady, czy spałeś ze mną, czy nie. Woleli wierzyć, że tak, bo to by znaczyło, że mnie porzucisz, jako ich porzuciłeś.
Opowiadali o bezeceństwach, jakie wyczyniałeś. Mieli nadzieję, że stracę cierpliwość. Jeden rwał dla ciebie złoty ząb, druga urodziła ci syna, trzeci siedział na parapecie jak Ptasiek i wył do latarni.
Też chciałam ci się przypodobać, więc wyprałam sznurówki twoim butom. Wiązałeś je potem pod szyją jak czarną aksamitkę.
Przychodziłeś nocą albo nad ranem, Foxy lady, śpiewałeś, jak Hendrix. Obiecywałeś, że dla moich piersi zdradzisz nawet Paryż.
Teraz zimno wszędzie i głucho, tylko ciarki przelatują po plecach, kiedy bez ciebie słucham violi da gamba z wszystkich poranków świata.
Jimi Hendrix zatem i Foxey lady:
Wisława Szymborska
Z uwagi na temat dzisiejszego wpisu nazwałabym ten wiersz Tu mieszkają lisy (Ubi vulpes), ale naprawdę jego tytuł brzmi jeszcze lepiej:
Utopia
Wyspa, na której wszystko się wyjaśnia. Tu można stanąć na gruncie dowodów.
Nie ma dróg innych oprócz drogi dojścia. Krzaki aż uginają się od odpowiedzi.
Rośnie tu drzewo Słusznego Domysłu o rozwikłanych odwiecznie gałęziach.
Olśniewająco proste drzewo Zrozumienia przy źródle, co się zwie Ach Więc To Tak.
Im dalej w las, tym szerzej się otwiera Dolina Oczywistości.
Jeśli jakieś zwątpienie, to wiatr je rozwiewa.
Echo bez wywołania głos zabiera i wyjaśnia ochoczo tajemnice światów.
W prawo jaskinia, w której leży sens.
W lewo jezioro Głębokiego Przekonania. Z dna odrywa się prawda i lekko na wierzch wypływa.
Góruje nad doliną Pewność Niewzruszona. Ze szczytu jej roztacza się istota rzeczy.
Mimo powabów wyspa jest bezludna, a widoczne po brzegach drobne ślady stóp bez wyjątku zwrócone są w kierunku morza.
Jak gdyby tylko odchodzono stąd i bezpowrotnie zanurzano się w topieli.
W życiu nie do pojęcia.
Brown fox
A na zakończenie jeszcze ten słynny brązowy lis, który skacze przez leniwego psa: The quick brown fox jumps over the lazy dog, czyli pangram języka angielskiego – zdanie zawierające wszystkie litery danego języka. Zdanie o lisie jest super, ma sens i esprit. Niemieckie pangramy są niestety nieciekawe i ciężkie, a przyznaję, że w ogóle nie pamiętam pangramu polskiego, natomiast pamiętam zdanie, które zawiera wszystkie polskie litery specjalne: Zażółć gęślą jaźń. Nie jest złe.
Po sprawdzeniu muszę stwierdzić, że pangramy polskie też są podobnie jak niemieckie bardzo oderwane od porządku dziennego. Stróż pchnął kość w quiz gędźb vel fax myjń. Pchnąć w tę łódź jeża lub ośm skrzyń fig. I wreszcie: W niżach mógł zjeść truflę koń bądź psy. I choć są tu różne zwierzęta, żadne nie umywa się nawet do zwinnego angielskiego foxa.
Rudolf Levy urodził się w Szczecinie w 1875 roku przy Große Domstraße (dzisiejsza Farna) w rodzinie Żydów ortodoksyjnych. Matka pochodziła z Kołobrzegu, ojciec z Bad Polzin czyli z Połczyna Zdroju. Ojciec zajmował się handlem zbożem.
Rudolf i jego o rok młodszy brat Paul byli jeszcze małymi dziećmi, gdy rodzina przeniosła się do Gdańska i zamieszkała przy ulicy Długiej (Langgasse). W 1879 roku przyszła na świat ich siostra Käthe. Rudolf Levy skończył humanistyczne gimazjum w Gdańsku, wyuczył się zawodu stolarza, ale wbrew woli rodziców zajął się sztuką.
W 1895 roku zaczął się kształcić w Szkole Sztuk Pięknych i Rzemiosła w Karlsruhe (Kunstgewerbeschule Karlsruhe). Po dwóch latach przeniósł się do Monachium do Akademii Sztuk Pięknych.
Jesienią 1903 roku wyjechał do Paryża i razem z Hansem Purrmannem i Walterem Bondy założył krąg niemieckojęzycznych artystów, skupionych przy “Café du Dôme”. W 1905 został zaproszony do “Trzeciego Paryskiego Salonu Jesiennego”, a w 1906 roku brał udział w “Czwartym Paryskim Salonie Jesiennym” z obrazem “Siedzący akt kobiecy z wachlarzem”. Od 1907 roku Levy studiował malarstwo w nowo powstałej wówczas pracowni Matisse’a. W czasie Wielkiej Wojny zgłosił się na ochotnika do Armii Niemieckiej. Walczył we Francji, w Artois i Flandrii, w 1915 roku otrzymał żelazny krzyż.
Po wojnie wrócił na krótko do Monachium, ożenił się z artystką, pochodzącą też ze Szczecina, Genią Morelli (prawdziwe nazwisko to Eugenia Schindler). Od roku 1921 zamieszkał w Berlinie, z przerwami na Paryż. W Galerii Flechtheima przy Lützowufer 13 w 1922 roku miał swoją pierwszą wystawę indywidualną. Jego prace oprócz wielu prywatnych kolekcjonerów nabyły muzea w Szczecinie, Gdańsku, Berlinie, Kolonii. Liczne wystawy w kraju i za granicą przyniosły mu uznanie i sławę.
W 1928 r. Levy został członkiem zarządu i jury Berlińskiej Secesji wraz z Hansem Purrmannem, Charlotte Berend-Corinth, Georgem Groszem i Maxem Pechsteinem.
Nastał rok 1933.
Z wiadomych powodów Rudolf Levy opuścił Niemcy 1 kwietnia 1933 roku i udał się na Riwierę Włoską, do Rapallo. Przez pewien czas Levy mieszkał tam z Oskarem Kokoschką, w roku1935 roku wyjechał do Paryża, a stamtąd na Majorkę. Po wybuchu hiszpańskiej wojny domowej Levy opuścił wyspę w sierpniu 1936 roku i wsiadł na statek do Nowego Jorku.
Nie chciał jednak pozostać w USA i w maju 1937 roku wrócił do Europy, najpierw do Zatonu (Dubrownika) w Chorwacji, a w 1938 roku na Ischię. Tam przebywał w kolonii artystów. Żył z okazjonalnej sprzedaży obrazów i otrzymywał wsparcie finansowe od rodziny, w tym żony, mimo iż Genia w międzyczasie się z nim rozwiodła.
Po wybuchu wojny w 1939 roku Levy starał się o wizę do Chile lub Brazylii. Niestety z powodów finansowych nie udało mu się tych wiz kupić. Został we Włoszech. Przeniósł się do Florencji, zaczął znowu malować.
11 września 1943 roku Niemcy zajęli Florencję, tym samym niemieckie ustawy antyżydowskie zaczęły obowiązywać na terenach okupowanych. Levy nie był bezpieczny. Musiał się ukrywać.
W grudniu 1943 r. esesmani przebrani za handlarzy dziełami sztuki oszukali go i pod pretekstem, że są zainteresowani jego obrazami, zwabili w pułapkę. 12 grudnia 1943 roku Levy został aresztowany przez funkcjonariuszy Gestapo i przewieziony do florenckiego więzienia Le Murate. 30 stycznia 1944 roku pociąg z więźniami żydowskimi wyruszył z Florencji do Auschwitz przez Carpi koło Modeny i Mediolanu. Rudolf Levy miał na liście numer 297. Przypuszczalnie zmarł podczas transportu w styczniu 1944 roku.
Jego brat, Paul Levy, inżynier kolejnictwa dotarł wraz z żoną Charlottą do Auschwitz prawie rok wcześniej. Odjechali 26 lutego 1943 roku trzydziestym osttransportem z Berlina-Moabit. Następnego dnia po selekcji zostali uznani za niezdolnych do pracy i zamordowani w komorach gazowych.
Tylko najmłodszej z rodzeństwa siostrze Käthe Levy udało się przeżyć – w 1937 roku wyemigrowała z rodziną do Tel Awiwu.
W 1937 roku dziesięć obrazów i cztery grafiki Levy’ego zostały skonfiskowane z publicznych kolekcji w ramach nazistowskiej kampanii “Sztuka zdegenerowana”. Wiele obrazów przepadło, zginęło, zaginęło.
W Jüdisches Museum w Berlinie 25 stycznia 2023 roku otwarta została wystawa Paris Magnétique.
Berlińska wystawa jest kontynuacją wystawy Chagall, Modigliani, Soutine… Paris as a School, 1905-1940, która była pokazywana w mahJ – Musée d’Art et d’Histoire du Judaïsme w Paryżu od czerwca do października 2021 roku.
Oprócz dwóch obrazów Levy’ego są tu dzieła takich artystów jak Kisling, Bondy, Gottlieb, Modigliani, Lipschitz, Epstein, Halicka, Chagall i wielu, wielu innych.
Plan powiązań międzyludzkich w Szkole ParyskiejLouis MarcoussisAmadeo ModiglianiAmadeo ModiglianMoise KislingMoise KisslingSonia DelaunayHenri HaydenAlicja HalickaMarc ChagallOssip ZadkineChana OrloffChaim SoutineHenri HaydenAlicja HalickaPrace tych, którzy nie przeżyli
Czym była szkoła paryska?
Termin Szkoła Paryska (École de Paris) nie oznacza ani szkoły artystycznej, ani ram stylistycznych. Określenie to, użyte w 1925 roku przez dziennikarza i krytyka sztuki André Warnoda, oznacza kosmopolityczną scenę artystyczną, która przeciwstawiała się głosom nacjonalistycznym i ksenofobicznym. Jej członkowie przybyli do Paryża z terenów byłego Imperium Rosyjskiego, a więc z Polski, Ukrainy czy Białorusi, ale także z Niemiec i Włoch, aby znaleźć nowe, wolne środowisko dla swojej pracy. Niektórych łączyły ideały, ale przede wszystkim chcieli uciec od złych warunków życia w krajach pochodzenia, marginalizacji i dyskryminacji, a nawet pogromów, czytamy na stronie Muzeum Żydowskiego o wystawie Paris Magnétique.
Wystawę można oglądać do 1 maja 2023 roku. Naprawdę warto.
O braciach Levy przypominają kamienie pamięci – stolpersteine, dwa w Berlinie-Zehlendorf przy Albertinenstraße 31, trzeci, we Florencji przy Piazza Santo Spirito 9.
Dzisiaj odnalazłam w Berlinie willę, w której mieszkał brat Rudolfa z żoną, a przed nią dwa dość już wytarte kamienie. Kamień we Florencji zajął miejsce pamięci nie tak dawno temu. Prawdopodobnie jeszcze lśni pamięcią.
Przyznaję, że nie wiem dokładnie, kiedy to jest, wydaje mi się, że konkretna data nie jest znana, ale na pewno w tych właśnie dniach obchodzimy rocznicę ucieczki do Egiptu. Z tej okazji święty cytat i dwa teksty o Egipcie, oba nieświęte, niebiblijne, niemoje.
Gdy oni odjechali, pisze Mateusz, a ma na myśli Trzech Królów, oto anioł Pański ukazał się Józefowi we śnie i rzekł: «Wstań, weź Dziecię i Jego Matkę i uchodź do Egiptu; pozostań tam, aż ci powiem; bo Herod będzie szukał Dziecięcia, aby Je zgładzić». On wstał, wziął w nocy Dziecię i Jego Matkę i udał się do Egiptu; tam pozostał aż do śmierci Heroda. Tak miało się spełnić słowo, które Pan powiedział przez Proroka: Z Egiptu wezwałem Syna mego. (Mt 2, 13-15)