Wspomnienia o Maryli (4)

Magdalena Ciechomska

Feministki

Gdy wyszłam za Tadeusza, Maryla już działała jako feministka. Nasze pierwsze rozmowy na ten temat, nie licząc dyskusji o tym, kto właściwie powinien sprzątać, gotować lub pozmywać naczynia (tu poglądy zmieniały się zależnie od okoliczności), miały związek z literaturą. Zaczęło się od pewnej książki dla młodzieży, którą wygrzebaliśmy wśród szpargałów, zalegających w jakimś zakamarku naszego starego, mokotowskiego domu. Była to powieść z gatunku science fiction, autorstwa Andrzeja Janickiego, pt. Porwany w przestrzeń, wydana w 1959 roku w Londynie, przez katolickie wydawnictwo Veritas. Dość atrakcyjnie skonstruowana rzeczywistość fantastycznego świata przedstawionego tworzy w niej kostium dla dydaktyzmu i moralizatorskiego przesłania, w duchu katolickiego wychowania młodzieży. Rzecz dzieje się na planecie Wenus, co niewątpliwie ma znaczenie symboliczne, ponieważ tematem utworu są miłosne perypetie głównego bohatera, młodego ziemianina i atrakcyjnych mieszkanek drugiej planety Układu Słonecznego. Wenusjanie również są przedstawicielami gatunku homo sapiens, więc darmo szukać tu problematyki konfrontacji z Obcym, jaką znamy ze Star Treka. Nas interesowało przede wszystkim operowanie damsko-męskimi stereotypami obyczajowymi i ogranym schematem romansu, który dla autora stanowił pretekst do przekazania umoralniających pouczeń na temat przyzwoitości, czystości przedmałżeńskiej, a także rycerskości w stosunku mężczyzn do kobiet oraz niewinności i czułości tychże. Odkrywanie i demaskowanie tych schematów tak nas rozbawiło, że zabrałyśmy się do dalszych poszukiwań. Dobrałyśmy się do naszej narodowej klasyki. Maryla przyjęła rolę inspirującą, powiedzmy, ideowo, ja, z racji mojego zawodu nauczycielki języka polskiego, zajęłam się wyszukiwaniem przykładów literackich. W ten sposób odkryłyśmy temat: kobieta w literaturze polskiej. Uwagę skierowałyśmy przede wszystkim na twórczość romantyków i pozytywistów. No i się zaczęło! Po pierwsze dość szybko okazało się, że najtrafniej całą prawdę na ten temat wyraził Cyprian Kamil Norwid: „(…) literatura nasza nie określiła jeszcze ani jednego skończonego typu kobiety (…)”*. Po drugie, zaczęłyśmy odkrywać mizoginizm naszej dziewiętnastowiecznej literatury narodowej i tę prawdę, że, wbrew pozorom, „Polska nie jest kobietą”. Najbardziej chyba pastwiłyśmy się nad Sienkiewiczem. I świetnie się przy tym bawiliśmy, we trójkę, bo i Tadeusz dał się w to wciągnąć. W końcu Maryla podsunęła mi pomysł spisania naszych odkrywczych interpretacji.

Niedługo potem zajęła się sprawą wyjazdu do Berlina. Kiedy pojechałam do niej, zabrałam ze sobą wszystkie notatki. Właściwie nie bardzo wiedząc jeszcze po co i dla kogo, raczej „sobie a Muzom”, zaczęłam składać z nich jakąś całość. Traktowałam to jako rodzaj intelektualnego fitnessu po całodziennym trudzie pracy w „sprzątalnictwie”. Polskie książki pożyczałam od Romana, znajomego Szwajcara, studenta polonistyki. Kolejne fragmenty dawałam Maryli do przeczytania i oceny. Udało nam się wyodrębnić kilka typów, którym dałyśmy nazwy od bohaterek literackich: „dziewica-bohater”, „Matka Polka”, „niewinna Zosia”, „anielska Marynia”, „niezłomna Oleńka”, „Hajduczek”, „Siłaczka”. Najbardziej interesująca wydała mi się postać Matki Polki. Napisałam na ten temat rodzaj szkicu krytycznego; później powstał na jego podstawie tekst, z którym wystąpiłam na kilku spotkaniach poświęconych tematyce feministycznej, w Krakowie i w Berlinie. Mój udział w tych spotkaniach zawdzięczam Maryli, która nie tylko mnie tam ściągnęła, ale także tłumaczyła na żywo to, co czytałam i mówiłam.

W 1993 roku urodziłam syna. Sama zostałam Matką Polką. To był czas wielu przemian w Polsce; z postkomunistycznego śmietnika wyłaniała się nowa rzeczywistość państwa, które wracało do Europy. Feminizm odbierany był wtedy jak coś zupełnie nowego, dziwnego, choć przecież miał już swoje miejsce w naszej historii, w pismach warszawskich pozytywistów, w wystąpieniach kobiet, które po odzyskaniu niepodległości w 1918 roku upomniały się o swoje prawa. Ale w Polsce lat 90 budził często zdziwienie, obawy i niechęć, zwłaszcza ze strony kościoła katolickiego i środowisk z nim związanych. Przez same kobiety był postrzegany jako zjawisko niszowe, rodzaj dziwacznego hobby wielkomiejskich intelektualistek, niemających pojęcia, jak wyglądają prawdziwe problemy tzw. „zwykłych kobiet”. Coraz częściej w rozmowach z Marylą przyjmowałam też punkt widzenia takiej zwykłej kobiety. Stawałam się coraz bardziej krytyczna; irytowała mnie elitarność ruchu, który w trudnym czasie polskiej transformacji zdawał się reprezentować interesy tylko pewnej grupy kobiet, w dodatku tych, które już były samodzielne, wykształcone, miały dobrą pracę. Maryla, pryncypialna w swoich poglądach, starała się odpierać moje zarzuty. Później przekonałam się, że jednak uważnie słuchała.

cdn

Tango

Czego to człowiek nie znajdzie w Berlinie na ulicy. Ten rysunek piórkiem, pokolorowany farbami wodnymi, który znalazłam kiedyś pod płotem, nosi tytuł Romancero Criollo (Romancero Kreolskie) i został wykonany przez Argentyńczyka, Ricarda Moreno Blanco w roku 1995, a ja go znalazłam w roku 2004, albo 2005, czyli gdy dzieło było jeszcze całkiem młode. Dziś ma już swoje lata i nawet mi dość smutno, że przetrzymałam je od wtedy za szafą.

Wystarczy wpisać w googla imię i nazwisko artysty, a natychmiast pojawiają się jego dzieła, głównie malarstwo (akryl) z przyjemną adnotacją “sold”. Tematyka podobna do mojego znaleziska – tańczące tango pary. O proszę, na przykład tu: https://www.liveauctioneers.com/item/56257258_ricardo-moreno-blanco-acrylic-painting-couple-dancing

Ta sama strona zachwala autora jako najlepszego współczesnego surrealistę w Argentynie. Ricardo Moreno, wspaniały artysta, urodzony w 1943 roku, cieszy się zasłużoną sławą zarówno w Argentynie, jak i na świecie. Jego dzieła odznaczają się wyrazistym, mocnym konturem. Blanco nie zapożycza się u nikogo, jest wiernym sobie surrealistą.

Na blogu Marthy Jacqueline Iglesias Herrera (blog de literatura y arte) znajduję następną notkę:

Ricardo Moreno Blanco, nació el 17 de Mayo de 1943 en Pasteur, Argentina. Estudió en la Escuela de Bellas Artes Manuel Belgrano y dedicó varios años a la docencia. Tiene su atelier en la calle Magallanes, No 852, la Calle de los Artistas, a metros del punto más sensible del Barrio La Boca, donde se mezclan los colores del viejo barrio de inmigrantes, los paisajes que pintó Quinquella Martín y la melancolía de la tierra lejana. Sus obras, expuestas permanentemente en la calle Caminito, forman además parte de numerosas Colecciones Privadas en distintos países de todo el mundo.

Uzupełnijmy to, co pisze Martha, małą informacją, że szkoła znajduje się w Buenos Aires i że tam również mieszka (mieszkał?) Ricardo Moreno.

To wszystko, co udało mi się znaleźć na temat tego rysunku. Już chciałam na tym zakończyć ten wpis, jak przypomniałam sobie pewną sytuację sprzed 35 lat. Rok wcześniej przyjechałam do Berlina i wciąż jeszcze trudno mi się było oswoić z myślą, że już nie mieszkam w PRL i że świat stoi przede mną otworem. Spacerowałam sobie po Kudammie, czyli głównej ulicy Berlina Zachodniego, i oglądałam wystawy. W jakiejś niewielkiej galerii zobaczyłam akwarelę Marca Chagalla. Kosztowała, pamiętam jak dziś, 600 marek. Było to na moje ówczesne zarobki dużo, ale wiedziałam też, że nie jest to suma zawrotna. Nie kupiłam Chagalla, ale od tego czasu wiedziałam, że żyję w świecie, w którym niewiarygodne może się stać wiarygodne. Tak dalece, że gdy 15 lat później znalazłam na ulicy Dzieło, nawet nie chciało mi się sprawdzić, jak niewiarygodne jest to, że je znalazłam.

Oj, Ewuniu…

Blutbrüder (9)

Anne Schmidt

15. Jahnke und Tuncay

 Jahnke und Tuncay überlegen, wie sie Kai aus seiner Lethargie holen können. Kai soll einer der wichtigsten Belastungszeugen gegen den pädophilen Lehrer Krause sein, der nach einem Jahr Therapie wieder rückfällig geworden ist.

Einer seiner Schüler hat ihn angezeigt, aber Krause bestreitet natürlich alles.

Um die Folgen seines Missbrauchs und die Perfidie seiner Vorgehensweise deutlich zu machen, hat die Staatsanwaltschaft um die Aussage früherer Pflegekinder vor Gericht gebeten. Bei ihrer Recherche sind sie auf Kais Namen gestoßen, dessen Kölner Verbrechen in den juristischen Kreisen Berlins nicht bekannt war, bzw. nicht in Zusammenhang gebracht wurde mit dem früheren Prozess gegen Krause.

Jahnke und Tuncay wissen, dass das Kölner Urteil gegen Kai durch diesen Prozess zwar nicht revidiert werden kann, aber sie hoffen, dass die Aufdeckung der Ursachen für Kais Tat, ihm sein menschliches Gesicht wiedergeben wird. Sie hoffen, dass er von den Medien vom blutrünstigen Monster zum Opfer transformiert werden wird.

Jahnke ist sicher, dass Tuncay Kai zu einer Aussage überreden kann. Er beantragt eine Besuchserlaubnis für Tuncay und verabredet sich für den nächsten Tag mit ihm in Moabit.

Als die beiden Männer die Unterwelt des Archivs verlassen, empfängt sie draussen warmer Sonnenschein.

Die Luft ist schwanger von Frühling.

16. Kais Helden

Kai verdämmert den Tag in seiner Zelle. Ab und zu schaut er in das Taschenbuch von Ringelnatz, das Jahnke ihm mitgebracht hat. Bisher hat er nur die Gedichte gelesen, die in der Schule zur Pflichtlektüre gehörten. Am besten hat ihm die Ballade vom Ritter gefallen, der den Handschuh einer Hofdame aus einem Raubtierzwinger holt, ihn der hochnäsigen Dame hinwirft und stolz zu der empathiefreien Frau, die ihren Körper als Preis angeboten hat, sagt: “Den Dank, Dame, begehr ich nicht.”

Diese Haltung findet Kai stark und bewundernswert.  Er hat sich oft das Szenario vorgestellt, die Manege, in die die Tiger und Leoparden hineinschleichen, wie der Löwe drohend seinen Rachen öffnet und brüllt, um den Wildkatzen zu zeigen, wer das Sagen hat. Kai wäre gern so mutig wie dieser Ritter, der um seiner Ehre willen sein Leben aufs Spiel setzt.

Ringelnatz hat für Kai eine andere Bedeutung. Die meisten Gedichte von ihm  heitern ihn auf; sie handeln von Liebe, kleinen und großen Tragödien im Alltagsleben und skurrilen Figuren. Trotz aller Armut, allen Unglücks funkelt immer ein bisschen Humor durch, ein Schalk, der das ganze Elend erträglich macht.

Um sein Gehirn zu trainieren, versucht Kai die  Gedichte, die er besonders mag, auswendig zu lernen.

17. Besuch von Herrn Tuncay

Herr Tuncay sitzt allein mit Kai im Besucherzimmer. Er legt Kai eine Hand auf den Arm und versucht ihm in die Augen zu schauen. Kai rückt von ihm ab und fixiert einen Punkt auf dem Tisch.

“Kai, was Du getan hast, ist eine Folge von dem Missbrauch durch Deinen Lehrer. Er hat Dich kaputt gemacht und er macht weiterhin Jungs kaputt, wenn keiner gegen ihn aussagt; willst Du das? Du hast damals im Prozess geschwiegen, aber jetzt musst Du aussagen gegen ihn. Der Kerl muss aus dem Verkehr gezogen werden und zwar endgültig. Du bist nicht mehr abhängig von ihm und Du bist ihm zu nichts verpflichtet. Du bist durch ihn ins Unglück gestürzt worden und hast nicht nur Deine Ehre verloren, sondern auch jegliches Selbstwertgefühl. Durch Deine Aussage könntest Du Dein Image aufbessern, denn bisher denken die Menschen, Du hättest aus reiner Mordlust jemanden getötet, aber vor dem Hintergrund Deines Missbrauchs werden die Leute Deine Tat besser verstehen. Denk an die armen Jungs, die er nach Dir von sich abhängig gemacht hat und die er auch in Zukunft mit Versprechungen und großzügigen Angeboten in seine Wohnung oder sogar in seine Pflegschaft locken wird, wenn er nicht gestoppt wird.”

Kai, der seit einem Jahr nicht mehr in zusammenhängenden Sätzen geredet hat, seufzt laut und schaut Tuncay endlich an. Der spürt, dass er Kais Apathie durchbrochen hat und bietet ihm an, mit ihm in einer Art Rollenspiel die wahrscheinlichen Fragen vor Gericht vorwegzunehmen und die Antworten darauf einzuüben.

Kais Gesicht hellt sich auf. In seinem Kopf formt sich das Bild vom Ritter, der furchtlos die Arena mit den wilden Tieren betritt. Ja, er will der tapfere Ritter sein, der dem bösartigen Ungeheuer Krause die Stirn bietet und dem Richter alle Fragen beantwortet. Er wird seine Scham und seine Angst überwinden und durch seine Aussage das Schwein, das das Leben vieler Jungen zerstört hat, zur Strecke bringen.

Kai schaut Tuncay entschlossen in die Augen: “Ich werde alles sagen.”

18. Der Prozess

In den zwei Verhandlungstagen, die für den Prozess angesetzt sind, wird viel schmutzige Wäsche gewaschen.

Der Schüler, der Krause angezeigt hat, wirkt im Zeugenstand genauso verwirrt und verschüchtert wie Arne damals, aber er hält im Kreuzverhör stand. Das Gericht hat sich vorbehalten, noch weitere Zeugenaufzurufen, beschränkt sich auf Kai als Nebenkläger.

Als Kai in den Saal kommt, trägt er Handfesseln, denn er ist, wie alle Welt weiss, ein gefährlicher Mörder. Genau das soll Krause visuell wahrnehmen nach Meinung des Richters; deshalb beginnt er seine Befragung mit der Bluttat in Köln.

Krause soll vor Augen geführt werden, welche Konsequenzen seine Vergewaltigung eines jungen Lebens haben kann und tatsächlich gehabt hat. Er soll ausführlich damit konfrontiert werden, dass eines seiner Opfer zum Mörder wurde.

Kai antwortet laut und  klar auf die Fragen des Richters. Er sieht während der gesamten Vernehmung Krause nicht an, nicht aus Angst sondern aus Abscheu. Da Krause vor zwei Jahren nur wegen des Missbrauchs von Arne verurteilt wurde, aber nicht für den an Kai, bezieht sich das Urteil auf einen Fall, der zwar alt ist, aber noch nicht abgeurteilt wurde und ist dementsprechend hart.

Krause wird zu 12 Jahren Gefängnis und einer mehrjährigen Therapie verurteilt.

Kai empfindet keine Freude über dieses Urteil, aber eine gewisse Genugtuung und Erleichterung. Er hat noch die Chance, sich von seinen früheren Mitschülern und von Tuncay und Jahnke zu verabschieden, bevor er in den Gefangenentransporter steigen muss.

Seine Mutter ist zum Prozess nicht erschienen, obwohl sie benachrichtigt wurde. Wahrscheinlich wäre es für ihr armes kleines Herz zu belastend gewesen, ihrem Mörderkind gegenüberzustehen.

§§§ Anegdoty prokuratora Ogórka (6)

Do publikacji wybrał i opracował: Zbigniew Milewicz

W latach 70 w ramach tzw. „wymiany doświadczeń“, odwiedziła ówczesne województwo katowickie grupa prawników z zaprzyjaźnionego, ościennego państwa. Ze strony polskiej towarzyszył im ówczesny minister sprawiedliwości, zaś funkcję tłumacza pełniła pani sędzia Danuta Trojnar.
Gdy po całodziennej pracy, wieczorem, znużona wróciła do domu, zauważyła brak pierścionka na palcu. Przypomniała sobie, że w czasie pobytu w willi rządowej zdjęła pierścionek, gdy myła ręce w toalecie.
Natychmiast zatelefonowała pod ten adres. Telefon odebrał sam minister, który odnalazł pierścionek i obiecał przesłać go natychmiast właścicielce za pośrednictwem ówczesnego prezesa sądu wojewódzkiego. Nazajutrz prezes poprosił woźnego, by oddał pierścionek właścicielce, która prowadziła akurat rozprawę na sali sądowej.
Woźny wszedł na salę rozpraw i w obecności stron, ich pełnomocników i zebranej publiczności zawołał donośnym głosem:
– Pan minister przesyła pani sędzi – złoty pierścionek.
Szmer zdziwienia, ale i podziwu przeszedł przez salę rozpraw. Towarzyszył pani sędzi również przez kilka następnych tygodni.

Przodkowie i potomkowie

Przed laty w Prokuraturze Powiatowej w Zabrzu pracowała młoda, inteligentna i ambitna pani prokurator, Anna Andrysiak. W tym samym czasie Bolesław Andrysiak był już znanym i wziętym adwokatem katowickiej palestry.
Kiedy na jakimś spotkaniu, po raz pierwszy ich sobie przedstawiono, ona z młodzieńczą bezpośredniością powiedziała:
– Zastanawiam się, czy nie mamy wspólnych…
i w tym momencie fatalnie się przejęzyczyła, gdyż zamiast powiedzieć przodków, powiedziała potomków.
Pan mecenas skwapliwie podchwycił ten freudowski lapsus, a następnie – rozwijając rodzinny wątek powiedział :
– Pani prokurator ! Wspólnych przodków chyba nie mamy, ale jeżeli chodzi o wspólnych potomków, to… serdecznie panią zapraszam…

Prawnicze myślenie

Wybitny specjalista prawa międzynarodowego, prof. Julian Makowski egzaminuje inteligentnego, ale leniwego studenta, który słabo przygotował się do egzaminu. Na precyzyjne pytania profesora student odpowiada ogólnikowo i enigmatycznie, pomijając sedno sprawy.
Po pewnym czasie tego kulawego dialogu profesor zdenerwował się, wziął indeks studenta i wpisał: „idiota“. Student, nie tracąc rezonu, odpowiedział :
– Panie profesorze, widzę podpis, ale nie widzę stopnia.
Wówczas profesor roześmiał się serdecznie, przekreślił poprzedni wpis i wstawił ocenę „bardzo dobry“. A ustnie dodał:
– Za myślenie prawnicze.

Reszta opowiastek poniżej na zdjęciach; przypominam, że wystarczy kliknąć na każdą z nich, żeby obrazek się powiększył, ułatwiając czytanie.

Niestety brak miejsca, żeby przytoczyć wszystkie dykteryjki z tej kapitalnej książki. W rozmowie telefonicznej z panem Zygmuntem Ogórkiem dowiedziałem się, że ma on kilkadziesiąt nowych anegdot i nadzieję, że nadejdą kiedyś czasy, kiedy będzie je można opublikować.

Serdecznie życzę tego Autorowi i sobie przy okazji również.

Zwykli

O nas

K I M J E S T E Ś M Y ?

zwykli.pl

Na początku było nas 27. Był październik 2020 roku. Druga fala pandemii przybierała na sile, ulice polskich miast zapełniły się tłumami ludzi protestujących między innymi przeciwko postawie części duchowieństwa. Postanowiliśmy napisać krótki APEL ZWYKŁYCH KSIĘŻY – wyraz sprzeciwu wobec używania religii do celów politycznych, nierównego traktowania kobiet i mężczyzn, dyskryminacji i ksenofobii. Naszą intencją nie było rebelianckie godzenie w jedność Kościoła. Wręcz przeciwnie, wyraziliśmy nadzieję na oczyszczenie i odnowę naszej społeczności religijnej. Podkreśliliśmy wiarę w siłę dialogu, który w przeszłości niejednokrotnie spowodował przemianę sumień.

W naszej kapłańskiej aktywności już wcześniej dawaliśmy wyraz podobnym odczuciom dotyczącym kryzysu Kościoła. Ale czyniliśmy to indywidualnie – w środowiskach naszej pracy duszpasterskiej, naukowej, publicystycznej. Tym razem jednak po raz pierwszy postanowiliśmy zabrać głos wspólnie, wierząc, że będzie to miało swój szczególny wydźwięk! Szybko dołączyli do nas inni. Oprócz kolejnych ponad stu księży z kraju i zagranicy APEL podpisały również siostry zakonne. Pomogli nam bardzo świeccy chrześcijanie, którzy konsultowali tekst, kolportowali treść i opublikowali APEL najpierw na stronach internetowych WIĘZI a potem w wielu innych mediach. Zaprosiliśmy wszystkich zainteresowanych do otwartej dyskusji. Napłynęło prawie tysiąc maili z głosami poparcia ale i polemiki. Główny nurt wypowiedzi respondentów można by streścić tak: „Chcieliśmy już odejść z Kościoła, ale wasz głos, dający nadzieję na zmiany, zatrzymał nas na progu”.

Postanowiliśmy zatem kontynuować nasze spotkania w przestrzeni wirtualnych debat i roboczych narad. Ich owocem stały się kolejne wspólne stanowiska w sprawach dotyczących: skrzywdzonych przez ludzi Kościoła i stosunku wobec działań Fundacji Jerzego Owsiaka. Uznaliśmy za bardzo ważną kwestię sformułowanie naszego stanowiska w sprawie aborcji. Po wspólnej pracy nad tekstem przygotowanym przez ks. prof. Andrzeja Szostka postanowiliśmy go opublikować jako wyraz naszego chrześcijańskiego namysłu nad tym trudnym problemem budzącym wiele kontrowersji w przestrzeni publicznej.

Kolejnym krokiem podjętym wspólnie jest grupa uruchomiona na jednym z portali społecznościowych ZWYKŁY KOŚCIÓŁ oraz strona internetowa ZWYKLI.PL. Są to fora, na których będziemy szukali rozwiązań ważnych spraw dotyczących naszej społeczności religijnej.

Chwila poezji

Tibor Jagielski

lorberblatt2każdego dnia

nie czekaj na śmierć
wychodź jej naprzeciw
wychodź na spacer
z psem
kotem
albo z ptakami
o świcie

2 VI 2020

hund(fragment)

czas wielkich wakacji

na szkolnym dziedzińcu
leniwy wiatr toczy
kartonowy kubek
w te i we wte
powoli ale nieustannie
już trzeci tydzień

moen12sonnenaufgang

niebuszewo

tam co roku przyjeżdżała strzelnica
tam traciło się pierwsze zęby
(cios kija bejsbolowego albo kop w szczenę)
tam dziewczyny traciły dziewictwo
a potem kręciły się
na okrągło i za darmo
na karuzeli
niebuszewo
pot krew sperma śmierć
koniec dzieciństwa
niebuszewo!

dendrit2kronika sportowa
krew na śniegu

w polskim sezonie narciarskim 1981/82
wytyczono nowe wytyczne
dla nowej dyscypliny
zjazd bez tyczek i kijków
po grzbiecie historii
w okolice anus mundi

blindschleichen

niedotykalny

czy napisał ktoś wiersz
o człowieku
który chodzi od kosza do kosza
i szuka w nich czegoś jadalnego, wyciaga butelki i gazety
uważnie przesuwa sie po powierzchni poszukujac zgubionych przed supersamem drobniaków, a niedopałki wkłada do puszki
na uszach ma słuchawki
czego słucha? schuberta? madonny? szumu morza? śpiewu słowika?
idzie ciągnąc wózek za sobą
każdego dnia
na linii frontu

Amelie1

 

Wspomnienia o Maryli (3)

Magdalena Ciechomska

Żółte tulipany

Mam takie zdjęcie, zrobione w mieszkaniu Maryli na Nordufer; siedzę na sofie, przede mną, na stoliku stoi duży bukiet pięknych, żółtych tulipanów. Zdjęcie zrobiła Maryla, drugie, podobne, chyba ja zrobiłam jej. Te tulipany dostałyśmy od niemieckich feministek. To był rok 1996 lub 1997. Zostałam zaproszona na konferencję zorganizowaną w ramach kobiecej współpracy polsko-niemieckiej. Maryla, która już od paru lat aktywnie działała na tym polu, zaproponowała mi wygłoszenie referatu na temat pracy nauczyciela w liceum, mającym swój własny, autorski program nauczania. Od 1995 roku pracuję w warszawskim XIX LO im. Powstańców Warszawy, które wówczas realizowało taki program. Był to czas, kiedy w polskiej oświacie, uwolnionej od komunistycznej, ideologicznej cenzury, nastąpiła erupcja twórczej inwencji nauczycieli, głównie tych wcześniej związanych ze środowiskiem opozycji antykomunistycznej, teraz zrzeszonych w NSZZ Solidarność. Chodziło o to, żeby stworzyć szkołę wolną, otwartą na różne potrzeby i zainteresowania uczniów, kreatywną. Na tym spotkaniu opowiadałam właśnie o mojej szkole, która była tego przykładem. Mówiłam po polsku, Maryla tłumaczyła na żywo, na niemiecki. Na zakończenie dostałyśmy bukiet żółtych tulipanów. Nie pamiętam dokładnie, ale wydaje mi się, że to był marzec, chyba nawet blisko Dnia Kobiet i może stąd te tulipany? Pisząc te wspomnienia podejmuję rodzaj gry z własną pamięcią. Nie zawsze jestem pewna, czy zdarzenia, które kojarzy moja wyobraźnia, w rzeczywistości miały ze sobą coś wspólnego?

Mieszkanie na Nordufer Maryla przejęła po moim kuzynie, Jurku i był to punkt zwrotny w historii jej pobytu w Berlinie. Znalazła wreszcie stałe lokum, miejsce dla siebie. Obie znałyśmy dobrze to mieszkanie, gdyż to właśnie Jurek pomógł Maryli w przyjeździe do Berlina Zachodniego (wtedy konieczne było tzw. zaproszenie). Pomógł też znaleźć na początku pracę, polegającą na sprzątaniu mieszkań po remontach wykonywanych przez firmę, w której on sam był zatrudniony. W tym jego mieszkaniu na Nordufer ja też wcześniej bywałam, bywałyśmy tam obie. Tego wieczora siedziałyśmy więc przy stoliku, na którym stał bukiet żółtych tulipanów, w pokoju mieszkania Maryli, z poczuciem, że jesteśmy tu, w tym mieście jakby u siebie, bo już można było wsiąść w pociąg na Dworcu Centralnym w Warszawie i pojechać do Berlina bez żadnych wiz itp., bo to w końcu przecież tylko trochę dalej niż do Poznania.

Po przyjęciu Polski do UE przestrzeń dzieląca kraje i miasta kurczyła się coraz bardziej. Maryla przyjeżdżała do Warszawy systematycznie, mniej więcej co miesiąc. Przede wszystkim na święta – Boże Narodzenie, Wielkanoc. To było tak oczywiste, jak to, że my też kiedyś wybierzemy się do niej, w odwiedziny… Później działo się dużo w naszej rodzinie i czas nie sprzyjał planowaniu wycieczek. Gdy już zdołaliśmy pozbierać się po większych i mniejszych dramatach, pomyśleliśmy, że warto byłoby znów odwiedzić Berlin, zwłaszcza, że Maryla miała już swoje naprawdę własne mieszkanie. I znów stało się oczywiste, że możemy pojechać tam kiedy przyjdzie na to ochota, więc nie trzeba było się spieszyć ….

W marcu 2019 roku uświadomiłam sobie, czego nie mogłam wiedzieć tego wieczora z bukietem żółtych tulipanów, że taki berliński wieczór już się nie powtórzy.

Co jedli on i ona, czyli jak…

…przegotowałyśmy nasz los

Ewa Maria Slaska

Prawie 10 lat temu napisałam (jeszcze na owym do znudzenia wspominanym, a już nieistniejącym blogu Jak udusić kurę…) o tym, co jedzą kobiety, a co mężczyźni.

Zacznijmy od zadania. Ona i on idą do restauracji. Ona zamawia golonkę i piwo, on pstrąga duszonego w maśle, szparagi i białe wino. Dania przynosi inny kelner, nie ten, który odbierał zamówienie. Gdzie stawia szparagi? A przed kim golonkę?

Gdy wykonamy to zadanie, to nagle uświadamiamy sobie, że istnieją kolosalne różnice pomiędzy tym, co jedzą mężczyźni, a tym, co jedzą kobiety. I że wszyscy to wiedzą, my też i zawsze to wiedzieliśmy, tylko nie budziło to naszego głębszego zastanowienia. Każdy kelner to wie i każdy sprzedawca, każda gospodyni domowa i każdy marketingowiec. Kobiety jedzą jarzyny, owoce i słodycze, mężczyźni mięso.

Georges Perec, francuski pisarz pochodzący z rodziny polskich Żydów, w książce Życie. Instrukcja obsługi. zamieścił między innymi na ośmiu stronach maczkiem, drobiazgową listę tego, co jadł przez cały rok. Ta powieść została napisana, a właściwie skonstruowana według specjalnej listy, nad którą autor pracował dwa lata, i składa się z setek spisów. Sam indeks końcowy zawiera 5000 pozycji. Powieść czyta się jako najważniejsze dzieło eksperymentalne w historii człowieka, rzadko przywiązując wagę do faktu, że Perec w swych powieściach żywił się przede wszystkim własnym życiem i że lista tego, co pewien młody mężczyzna jadł we Francji (zauważmy – we Francji!) jest skrupulatnym i prawdziwym zapisem jego jadłospisu. Na liście znalazły się trzy razy ślimaki, raz jeż morski, 56 razy Armagnac, 8 razy Calvados, 36 kieliszków wódki, jeden (słownie: jeden) talerz owoców, dwa razy truskawki, raz czarne porzeczki i jedna pomarańcza.

Perec zmarł w wieku 46 lat.

Niestety to nie ja jestem autorką tego genialnego i jak wszystkie genialne myśli banalnie prostego spostrzeżenia. Mężczyźni jedzą co innego. Kobiety też. Zrobili to Eva Gritzmann & Denis Scheck w książce “SIE & ER” (ONA & ON) – Der kleine Unterschied beim Essen und Trinken. Niewielka różnica w jedzeniu i piciu. Tytuł odwołuje się do kultowej książki czołowej niemieckiej feministki Alice Schwarzer z roku 1975: Der kleine Unterschied und seine großen Folgen. Tytułowa mała różnica dotyczyła… ach zresztą. Właśnie stwierdziłam, że w polskiej Wikipedii jest o Alice Schwarzer zaledwie jeden mały akapit o niczym, może zachęcona powodzeniem ulokowania u Cioci W. wpisu o Kaminskim, porwę się na dalsze zadania i rozszerzę wpis o Alice. No, w każdym razie tak czy owak chodzi o tę pozornie nieistotną, małą różnicę między mężczyzną a kobietą i jej niewiarygodne konsekwencje społeczne.

Człowiek jest jedyną istotą na świecie, która uczyniła z jedzenia zajęcie społeczne. Najważniejszą cechą odróżniającą człowieka od reszty świata jest umiejętność zdobywania pożywienia na później (nie chodzi o zapasy na zimę, tylko w ogóle o fakt, że przynosimy upolowane kuropatwy przytroczone do pasa i zbieramy jagody do wiaderka). Kobieta i mężczyzna połączyli się w pary, żeby… pilnować jedzenia. Seks jest pochodną ochrony żywności. Miłość pochodną wspólnego spożywania posiłków. Inteligencja ludzka rozwinęła się dzięki jedzeniu – to gotowanie potraw ułatwiło trawienie mięsa, zwolniło człowieka z konieczności leżenia godzinami po posiłku, dało mu czas i energię, by zacząć opanowywać świat. To gotowanie było motorem ewolucji! Gotowanie uczyniło z australopiteka homo sapiens. Mężczyźni przynosili mięso, ale to kobiety je gotowały! (Uwaga tu będzie komentarz – czytaj niżej) I zdarzyło się to kilka milionów lat temu!

Autorka jest lekarką, autor – pisarzem. Razem stworzyli fascynującą książkę, skrobiącą tak długo po powierzchni każdego naszego przekonania, aż się okaże, że nie mamy racji i jest zupełnie inaczej. Bawią się odkrywaniem różnych niewiarygodnych prawd. A ich potwierdzenia szukają wszędzie – w bajkach, w komiksach, filmach, powieściach. Cytują Prousta, Kafkę, Joyce’a, Pereca i Szekspira. Dzwonią do wielkich sieci handlowych i do słynnych kucharzy. Pytają, pytają, pytają. Skaczą od kwestii obrazoburczych do prościutkich pytań: są fryzjerzy damscy i męscy, są łaźnie i sauny dla pań i panów, baseny, godziny gimnastyki, krawcy i kosmetyczki. Konfekcja, torebki, buty. Wszystko ma płeć, prawdziwą albo gender, ale ma. A jedzenie nie.
Dlaczego nie ma zwyczaju, żeby gotować osobno dla kobiet i dla mężczyzn? Dlaczego nie ma restauracji dla pań i panów? Albo przynajmniej odrębnych jadłospisów. To zresztą ryzykowne pytanie. Kiedyś bowiem faktycznie były w restauracjach takie jadłospisy – w wersji żeńskiej potrawy… nie miały cen.

Kucharze uczyli się sztuki gotowania na zachciankach możnowładców. Kucharki na potrzebach swoich bliskich.

Lektura JEJ & JEGO przypomniała mi słynną książkę o bieganiu: Christopher McDougall Urodzeni biegacze. Jej autor twierdził – zupełnie od niechcenia i na marginesie głównego tematu – że nieprawdą jest, iż kobiety w epoce kamienia nie mogły polować, bo polowano biegając, a one były wiecznie w ciąży lub karmiły niemowlęta i biegać nie mogły. Otóż doświadczenia biegaczek na bardzo długich dystansach (takich, dla których 42 kilometry klasycznego maratonu to dopiero rozgrzewka) wykazują, że na tych bardzo długich dystansach kobiety spisują się równie dobrze jak mężczyźni, a może nawet lepiej, i że spokojnie mogą biegać, a w przerwach karmić dzieci.

Teraz zatem, po lekturze obu tych książek, możemy powiedzieć, że kobiety zbierały owoce i jarzyny, bo te im bardziej smakowały! Cóż za rewolucyjna teza! No, ale potem wymyśliły gotowanie i tak to przegotowały swoją wolność.

Blutbrüder (8)

Anne Schmidt

13. Akten aus Köln

 Jahnke hat inzwischen die angeforderten Akten aus Köln bekommen. Er sitzt im Archiv und liest. Was er liest, lässt ihm das Blut in den Adern gefrieren.

Er setzt immer wieder ab, putzt die Gläser seiner Brille oder macht draussen eine Zigarettenpause.  Ihm wird bald klar, dass dieser schnächtige, schüchterne Junge eine solche Tat nur unter Drogeneinfluss begangen haben kann, aber davon steht nichts im Protokoll. Wahrscheinlich haben die Fahnder damals keine Blutkontrolle veranlasst und keinen Psychologen zur sofortigen Erstellung eines psychologischen Gutachtens hinzuziehen lassen. 

Für sie war Kai ein rachsüchtiger und blutrünstiger Gewalttäter und damit war eine weitere Analyse des Falles überflüssig. Nach fünf Seiten Horror ist Jahnkes Aufnahmekapazität erschöpft. Er beschließt, von zu Hause Herrn Tuncay anzurufen.

Am nächsten Tag sitzen Erol Tuncay und  Rudi Jahnke zusammen in der Leseecke des gerichtlichen Archivs. Tuncay hatte von dem Mordfall der Mordbrüder in Köln gehört und gelesen, aber eine Verfolgung der Ereignisse dort aufgegeben.

Als Kai das erste Mal nicht zum Kreisgespräch erschienen war, hatten die Kumpel in der WG ihm erzählt, Kai sei zu seinem Bruder nach Köln gefahren. Der Bruder sei mit seiner Baskettballgruppe dort in einem Camp.

Tuncay hatte sich mit dieser Erklärung zufrieden gegeben, obwohl es ihn wurmte, dass Kai sich bei ihm nicht abgemeldet hatte. Der Bericht in der Zeitung, den er wenige Tage später las, verunsicherte ihn so sehr, dass er versuchte, Kontakt zur Polizei in Köln aufzunehmen.

Dieser kam jedoch nie richtig zustande, weil die Kollegen in Köln wohl glaubten, einen glasklaren Fall vor sich zu haben: Zwei Stricher aus Berlin haben einen Freier brutal abgeschlachtet und sich danach auf den Weg nach Holland gemacht. Das war die Aussage, die Tuncay von der Polizei in Köln erhielt.

Jetzt liest Tuncay die Einzelheiten nach und auch ihm ist sofort klar, dass zumindest Kai unter Drogeneinfluss gestanden haben musste.

14. Panik

Kai erwacht mit einem Schrei. Er liegt benommen auf seiner Pritsche und sieht um sich herum Blut, viel Blut. Ein Mann liegt auf seinem Bruder, ein Bär von einem Mann;  er tut seinem Bruder so weh , so weh, wie Lehrer Krause ihm getan hat. Sein Bruder jammert unter den Stößen, die dieser Bär in ihn hineinrammt; Olli kann sich nicht wehren, denn seine Hände sind an die Bettpfosten gefesselt und seine Beine verschwinden unter dem Koloss. 

Kai rüttelt den Bären an der Schulter, aber der schüttelt ihn ab wie Fliegenschiss. Kai sieht sich panisch nach einem Instrument um, mit dem er den Bären mehr als zwicken kann. Er sieht eine Schere, eine kleine Nagelschere. Er klappt sie auf und sticht den Mann in die Schulter; doch der scheint nichts zu spüren; er hört nicht auf, in Olli hineinzustoßen und Kai sticht immer wieder zu. Der Koloss schnaubt, lässt aber nicht von Olli ab.  Der kann nur grunzen, denn sein Mund ist mit einem Pflaster verklebt. Da stößt Kai die Schere mit voller Wucht in den Hals des Peinigers unterhalb des rechten Ohres.   

Ein Schwall von Blut spritzt aus dem Loch. Der Mann sackt zusammen und röchelt. Jetzt kann ihn Kai mit einiger Anstrengung von seinem Bruder rollen.

Er schneidet die Fesseln an den Händen durch und reisst Olli das Pflaster vom Mund. Ein unheimlicher Laut, der tief aus Ollis Innerem zu kommen scheint, entringt sich seiner Kehle, gefolgt von heftigem Schluchzen. Ollis Handgelenke bluten und als er sich mühsam vom Bett rollt, sieht Kai mit Entsetzen seinen blutenden After. Er weiss, dass er Olli in dieser Verfassung kaum zu einer schnellen Flucht wird bewegen können. Aber er hat ein paar von den Schmerzpillen dabei, die er an Stelle von Crack aus der Berliner Drogenszene mitgebracht hat. Sie helfen nicht nur gegen Schmerzen, sondern putschen auch auf, machen übermütig und high. Er legt seinem Bruder gleich drei davon auf die Zunge, kippt ein Glas Wasser nach und säubert, während Olli sich langsam erholt, seine Wunden von Blut.  Dann nimmt er selber eine der Pillen, stellte seinen Bruder auf die Füße und hilft ihm beim Anziehen.

Kai drängt zur Eile, denn es kann jeder Zeit jemand aus dem Basketball-Team an die Tür klopfen. Olli zieht seine Dickie hoch, die weit genug ist, um nicht auf die schmerzende Stelle zu drücken. Kai zieht noch Ollis basecap unter dem schlaffen Körper hervor, der in einer riesigen Blutlache auf dem Boden liegt.

Kai öffnet die Augen, um den inneren Film zu beenden, aber es gelingt ihm nicht. Niemals wird er sich von diesen Bildern befreien können. Seine Strafe sind nicht die zehn Jahre Jugendarrest, zu denen er verurteilt wurde, sondern die ständige Gegenwart dieser Bilder in seinem Bewusstsein.

Niemand hatte ihn vor Gericht nach seinem Motiv gefragt, denn das lag augenscheinlich offen zutage: Mordlust und Rache. Seine Vergangenheit hatte niemanden in Köln interessiert.

Kai setzt sich aufrecht auf seine Pritsche, um die Reste des Albtraumes aus sich herauszuschütteln. Er fragt sich zum wiederholten Male, warum er hier ist. Warum haben sie ihn nach Berlin gebracht?

Er wartet auf Jahnke.

Fortsetzung in einer Woche