zostawiam ten wpis z racji historycznej – bo był i dawał różnym ludziom dużo radości, gdy rozwiązywali polską wersję wordle, czyli haseła.
Niestety w myśl zasady “mój adwokat jest lepszy niż Twój” ta bezpłatna wersja przyjemnej rozrywki (bezpłatna, a więc autor nie zarabiał na niej kroci, nie sprzedawał jej, nie oferował wraz z reklamami) została zakazana ze skutkiem natychmiastowym.
Globalizacja.
Nie wiem, czy jesteśmy w stanie się bronić.
Berlin, kwiecień 2024
***
Wiem, mamy na głowie poważne sprawy i nie wiadomo, co będzie, nawet za 10 minut. Ale może, póki co, poświęćmy ten piątek na sprawy przyjemne.
Otóż…
Adam wymyślił polską wersję Wordle i nazwał ją Haseła. I nie próbujcie mi powiedzieć, że nie wiecie, co to jest wordle, bo się baaardzo zdziwię.Musieliście widzieć u znajomych na Facebooku albo Tweeterze takie obrazeczki.
To nowa pasja dosłownie wszystkich. Tak jak kolorowanki, albo robienie spinaczem bransoletek z zaplecionych małych gumek. To były manie, które stosunkowo szybko mijały. Niewątpliwie królem takich zmieniających się pasji jest od lat Sudoku. No więc – zapomnijcie o Sudoku i wcale nie musicie znać angielskiego, żeby grać w wordle, bo Adam przygotował grę po polsku. Dziękujemy 🙂
Adam Slaski
Informacje o grze
Haseła to klon gry Wordle. Źródła dostępne są tutaj. W oryginalną wersję zagrasz tutaj.
Lista haseł została skompilowana w oparciu o słownik SJP.PL i korpus NKJP.
Ale nie trzeba się stosować do tych zasad. Ja gram po swojemu i całkiem dobrze mi idzie. Tylko uwaga, ja się uzależniłam. Dzień bez haseła to bardzo marny dzień.
Dla uzależnionych na zakończenie świetna nowina: w Wordle jest codziennie jedna gra! A w Hasełach – do woli! Można grać i grać.
Putin jest rzeczywiście kurewsko skuteczny, wzór zarządzania przez cele. Od momentu rozpoczęcia inwazji na Ukrainę udało mu się zrealizować następujące:
✅ zjednoczyć Ukrainę
✅ dozbroić Ukrainę sprzętem z Zachodu
✅ zjednoczyć Zachód do stopnia niespotykanego od końca II Wojny Światowej
✅ wzmocnić wschodnią flankę NATO
✅ zrobić komika mężem stanu i bohaterem Europy
✅ wyrzucić Rosję praktycznie ze wszystkich rozgrywek sportowych
✅ zatopić własną giełdę
✅ zamknąć Nord Stream 2
✅ zbliżyć Ukrainę do członkostwa w UE
✅ sprawić, że Dudę chwali (słusznie) cały świat, czyniąc go jednym z najważniejszy partnerów Zelenskiego
✅ wyrzucić własny kraj z systemu Swift
✅ zamrozić konta swoje i swoich ziomów Olejgarków
✅ sprawić, że Szwajcaria porzuca neutralność, a Szwecja i Finlandia myślą o wstąpieniu do NATO
✅ sprawić, że Niemcy zmienili swoją politykę obronną i stosunek do Rosji o 180 stopni
✅ sprawić, że w TVP i TVN24 leci to samo
Kiedyś bóg przyszedł do człowieka. Był piękny wiosenny poranek, stwarzanie rzeczy chwilowo mu się znudziło, nowe wspaniałe światy się opatrzyły, nie miał też pomysłu na kolejne prawa fizyki. Ale miał dobry humor. I powiedział: – Możesz mnie prosić o co chcesz, a dziś to ode mnie dostaniesz. Chcesz mądrości? Dam ci mądrość taką, że najgłębsze tajemnice świata pojmiesz. Chcesz bogactw? Dam ci bogactwa! Więcej złota i diamentów, niż zdołają przepuścić twoje wnuki w dwudziestu pokoleniach. Chcesz sławy? Dam Ci taką sławę, że do końca ludzkiego istnienia nikt o tobie nie zapomni. Tylko pamiętaj: raz otrzymanego daru nie można zwrócić. Nie możesz przyjść do mnie jutro i powiedzieć, że nie chcesz już mądrości. Że wolisz bogactwa, albo sławę, albo jeszcze coś innego. Dlatego zastanów się dobrze. Masz czas do wieczora. I poszedł. Człowiek przez cały boży dzień zachodził w głowę i zastanawiał się co wybrać: Mądrość prowadzi tylko do samotności. Jeśli jesteś najmądrzejszy, to nikt cię rozumie, z nikim nie możesz sensownie porozmawiać, nikomu się zwierzyć, nie masz przyjaciół. No, kiła! Bogactwo zaś, to ciągła podejrzliwość, że twoi przyjaciele, rodzina są przy tobie i hołubią cię tylko dlatego, że liczą na twoją hojność. Czyli znowu jesteś sam. Nieśmiertelność? Ojojojoj! To są dopiero szczyty samotności! Po śmierci wszystkich kumpli i znajomych, po odprowadzeniu na cmentarz własnych dzieci, co wtedy robić? Patrzeć na coraz bardziej obce kolejne pokolenia wnuków, dla których jesteś już tylko zramolałym dziwadłem? Chodzącym truchłem. Dziękuję, postoję. Więc może sława? Ale sława to blichtr. Tysiące ludzi było sławnych, ale niewielu z tą sławą szczęśliwych… I tu człowiekowi zaświeciły się chytre oczka: Szczęście! Szczęście to jest to! I zaczął kombinować: nikt mi tego nie odbierze, będę to miał na zawsze, będę zawsze zadowolony, uśmiechnięty, będzie mi dobrze. O nic nie będę się musiał troszczyć. Ani martwić. Zero zgryzot, problemów, zero nie-szczęść… Człowiek myślał i myślał, i jakby by nie obrócił tematu, zawsze wychodziło mu, że SZCZĘŚCIE to najlepszy, najwłaściwszy wybór. Słońce stało jeszcze wysoko na niebie, a on nie mógł już doczekać wieczora. Kiedy wreszcie zaszło, bóg przywołał go do siebie: – Cóż więc wybrałeś? A na to Człowiek: – Chcę być szczęśliwy! Cokolwiek robię, w jakiejkolwiek sytuacji życiowej jestem, jakiekolwiek decyzje podejmuję, chcę być z tym szczęśliwy. I bóg wysłuchał, pokiwał z wyrozumieniem głową, pomyślał chwilę. A potem odebrał człowiekowi rozum.
Oko trę czyli ciąg dalszy wpisu o Animalsach (i komunikacji międzypokoleniowej)
Ewa Maria Slaska
W poprzednim wpisie udowodniłam, że przedstawiciele pokolenia Z mają rację, gdy sprawdzają wszystko, co do nich mówimy. Bo my, nawet jak myślimy, że wiemy lepiej, bo przy tym byliśmy, a oni się mieli urodzić dopiero za pół wieku, to jednak okazuje się, że sprawdzając nas w Sieci, Zetowcy wiedzą lepiej, jak było. My mamy dziury w pamięci, pamiętamy niedokładnie, o wielu rzeczach zapomnieliśmy, wiele dokleiliśmy, część została przez nas zracjonalizowana, czasem bo chcemy coś ukryć, eksponując coś innego, ale czasem po to, by chaotycznym fragmentom życia nadać pozór ładu. I wtedy rajstopy, które mi przywiózł z zagranicy ojciec, mini spódniczki, które dostałam od ciotki w Londynie i koncert Animalsów, choć dzieli je kilka lat, sklejają się, tworząc spójny obraz młodej dziewczyny, nadążającej za epoką. A ja nie nadążałam za epoką i miałam z tego powodu mnóstwo kompleksów.
(Nota bene, teraz też nie nadążam.)
Jednocześnie jednak we wpisie o Animalsach udowodniłam coś dokładnie przeciwnego. Przedstawiciele pokolenia Z nie mają racji, gdy myślą, że skoro sprawdzają wszystko, co do nich mówimy, to wiedzą lepiej. Bo jednak nie wiedzą. Bo jednak to my byliśmy na koncercie Animalsów w Hali Stoczni Gdańskiej a nie oni. Hali Stoczni już nie ma, Stoczni też już nie ma. O tym, jak było, piszą w Sieci ludzie młodsi od nas. Piszą to, co im się wydaje, ale sprzedają to jak to, jak było. Np, że znaliśmy angielski. Nie znaliśmy. Albo, że byliśmy super ubrani – nie byliśmy.
Mimo to przegrywamy. Czasem słusznie, czasem niesłusznie, ale zawsze. Jesteś z innego pokolenia, więc nie wiesz.
Rozmowy z osobami z pokolenia Z przypominają mi grę w pokera. Ja coś mówię, a Słuchacz mówi “Sprawdzam”.
Jedną z najgorszych porażek, jakich doświadczyłam w tym pokerze, była sprawa wierszyka, który na swój użytek nazywam oko trę.
Wierszyk ten pojawia się od czasu do czasu w sieci, po czym znika, aż ktoś sobie o nim znowu przypomni. Gdy kiedyś chciałam go pokazać Zetowcowi, nie mogłam go znaleźć, po czym zapomnieliśmy o sprawie na wiele miesięcy. Ostatnio ktoś go znowu przypomniał na Facebooku, niewiele myśląc, skopiowałam go, wysłałam do rozmówcy i napisałam króciutkie wyjaśnienie, że szukałam, że dawno, że znalazłam, że śmieszne.
My, ludzie starej daty, jesteśmy beznadziejni, brak nam jakiegokolwiek poczucia, że WSZYSTKO PODLEGA KONTROLI! WSZYSTKO I OD RAZU! Wobec tego nawet nie przyszło mi do głowy, żeby wysyłając taki żarcik, sprawdzić go i filologicznie, i w zakresie autorstwa.
Gdybym sama stwierdziła, że żarcik jest nieprawdziwy, NIE powinna bym była była go wysyłać.
Nie skontrolowałam prawdziwości tego żartu, wysłałam bezmyślnie i jeszcze próbowałam się stawiać, że wiem, że zawsze, że pamiętam… Zgodnie z zasadą Never Give Up długo się opierałam, posługując się jako główną bronią pytaniem, dlaczego to, co Zetowcy znajdują w sieci jest bardziej miarodajne, niż to, co znajdzie tamże osoba Starej Daty? I jak myślicie dlaczego? Bo oni mają rację!
No i stało się, usłyszałam słowo: “Sprawdzam”.
Co gorsza, jak zostałam sprawdzona, to przegrałam. Wierszyka nie napisał Tuwim tylko niejaki Jaworski, a Tuwim to tylko zacytował w książce o żartach językowych – Pegaz dęba na stronie 300. To porażka numer jeden. Porażka numer dwa – a tak, bo jest jeszcze porażka numer dwa: wiersz w wersji francuskiej nic nie znaczy, a napisany jest tylko po części po francusku, a po części za pomocą różnych francuskopodobnych neologizmów.
Mea culpa.
Przypomniałam sobie początki pobytu w Niemczech. Byłam wówczas dość często zapraszana do różnych instytucji niemieckich, gdzie wygłaszałam wykłady na temat sytuacji Polek. Mur jeszcze stał w najlepsze, opowiadałam historie zza Muru, co do których można było może podejrzewać, że są zmyślone. Pewnie świadomie nikt tego nie zakładał, ale podświadomość nieodmiennie skłaniała dyskutantów (Niemki i Niemców) do wygłoszenia w dyskusji po wykładzie pewnego statementu. Brzmiał on: “pani Slaska ma rację”. Zawsze oddychałam wtedy z ulgą, no bo cóż ja bym, biedactwo, zrobiła, gdyby zgłosił się jakiś dyskutant i powiedział: “pani Slaska nie ma racji”. Niemiec z Niemiec potwierdzał swoim autorytetem, że Polka z Polski opowiedziała prawdę o tym, jak się żyje Polkom w Polsce.
Niestety te piękne czasy się skończyły. Z reguły nie ma koło mnie nikogo, kto potwierdzi, że ja, Osoba Starej Daty, wiem, co mówię o Czasach Starej Daty. A autorytet Internetu zawsze staje po stronie Oponenta.
No cóż. Amicus Plato sed magis amica Veritas. A co to znaczy, możecie sprawdzić TU. Musiałam przyznać, że Sieć mnie pobiła.
W sprawie Animalsów mnie pobiła (nie znałam nawet daty koncertów) i w sprawie Tuwima (bo to naprawdę nie on).
Była jeszcze trzecia próba, a opowiem o niej za tydzień.
List Ireny Bobowskiej, Neni, młodej poznańskiej poetki i konspiratorki, straconej w roku 1942 w Berlinie, opublikowany w książce Stefanii Tokarskiej-Kaszubowej Nenia (Poznań 1999):
Wyrokiem Landgerichtu zostaliśmy, niżej podpisana i dwaj współwinni, Michalski Stanisław i Zakrzewski Radziwój, skazani na karę śmierci. Proszę o ułaskawienie, zwłaszcza dla Michalskiego i Zakrzewskiego oraz – jeśli to możliwe – również dla mnie. Szczególnie proszę o ułaskawienie dla Michalskiego i Zakrzewskiego, ponieważ czuję się za nich odpowiedzialna. Oni by nigdy czegoś takiego nie uczynili, gdybym ja z mym kuzynem Kwiatkowskim ich obu nie namówiła. Bądźcie Panowie ludzcy i uwzględnijcie, iż obaj ci oskarżeni byli młodzi i zawinili nie tyle przez swe przekonania i czyny, a przez swą młodzieńczą żądzę przygód. Nie każcie im płacić tak wysokiej ceny.
Zakrzewski i Michalski nie byli świadomi niebezpieczeństw, jakie wiązały się z zadaniem, które im zleciłam i na pewno dziś gorzko żałują swego czynu. Pomyślcie Panowie także, że cała ta nasza robota była jedynie czystą dziecinadą. Nie można bowiem powiedzieć, iż gazetka pisana na maszynie i drukowana na małym powielaczu w najwyżej 100 egzemplarzach w ciągu tygodnia, gazetka czytana przez z górą kilkuset ludzi, stanowiła zagrożenie dla Niemiec. Walczyliśmy jak Don Kiszot. Bądźcie Panowie wspaniałomyślni i nie każcie nam zapłacić za tę dziecięcą zabawę życiem.
Rozumiem, że w czasie wojny rzeczy takie traktowane są szczególnie surowo, lecz weźcie pod uwagę, iż wspaniałomyślność może nieraz więcej uczynić niż nieubłagana surowość.
I darujcie życie, jeśli już nie prowodyrom, to choćby tym dwóm, Michalskiemu i Zakrzewskiemu, którzy stanowili jedynie nasze narzędzie.
Irena Bobowska
List został napisany w więzieniu Plötzensee w przeddzień wykonania wyroku śmierci, 26 września 1942 roku. Następnego dnia o godzinie 4:36 Irena Bobowska została stracona.
***
Ostatnie pozdrowienie
Przez gwiazdy i księżyc i słońca promienie, Przez wszystkie blaski istniejące, Zasyłam w dom mój pozdrowienie, I moje serce tęskniące.
Przez drzewa i krzewy i przez wiatru tchnienie, Przez wszystko, co kwitnie i rośnie, Zasyłam w dom mój pozdrowienie, I moje sny o wiośnie.
Przez świeżą zieleń, przez błękit nieba, Przez grę kolorów tęczową, lśnienia, Zasyłam w dom mój pozdrowienia, Tchnące miłością purpurową.
Przez bicie dzwonów, przez ptaszęce pienia, Przez wszystkie śpiewy i dźwięki, Zasyłam w dom mój pozdrowienia, W tonach żałosnej piosenki.
Przez sny złote i srebrne marzenia, I poprzez myśli tęsknych roje… Zasyłam w dom mój pozdrowienia, Przyślijcie Wy mi serca swoje.
Niedatowany wiersz Ireny Bobowskiej, napisany zapewne z okazji świąt Bożego Narodzenia 1941 roku, gdy Nenia przebywała w szpitalu więziennym w Berlin-Moabit. Od momentu aresztowania 20 czerwca 1940 roku, Nenia była przetrzymywana w kilku różnych więzieniach – w Poznaniu były to najpierw areszt gestapo w DomuŻołnierza, a potem cela 23 w Forcie VII, potem ciężkie i okrutne więzienie we Wronkach, a w Berlinie kolejno więzienie w Spandau, szpital więzienny na Moabicie, więzienie kobiece na Barnimstrasse i wreszcie miejsce kaźni, ale tylko przez kilkanaście godzin – więzienie Plötzensee.
Nenia chorowała w dzieciństwie na chorobę Heinego-Medina i przez całe życie poruszała się o kulach albo w wózku inwalidzkim.
Widziałam się z nią pewnie 25 lat temu. Wyjechała, straciłam ją z oczu. Aż przysłała maila:
Dear All, I am very happy to tell you that our film will have the North American premiere on February 25th. Here is the article that appeared today in DEADLINE 🙂 Love, Bo
A pod spodem mailowa wizytówka: Bo(zenna) Intrator producer, writer
Gravitas Ventures has acquired North American rights to the WWII-era romantic drama I’ll Find You from director Martha Coolidge (Valley Girl, Real Genius). The Anthem Sports & Entertainment company plans to release the title starring Adelaide Clemens (To the Stars), Leo Suter (Sanditon, Beecham House), Stephen Dorff (Old Henry, Deputy), Connie Nielsen (Zack Snyder’s Justice League, Wonder Woman 1984) and Stellan Skarsgård (Dune, Chernobyl) in theaters and on demand on February 25.
Inspired by true stories of Polish musicians from the 1930s and 1940s, I’ll Find You centers on the tender, music-infused relationship between Robert (Suter) and Rachel (Clemens) that is forged when the pair meet as music school students – he, a promising singer and she, a violin prodigy. While Robert is torn away from Rachel following the German invasion of Poland, he vows to find her, no matter the cost.
David S. Ward (Flyboys, Sleepless in Seattle) and Bozenna Intrator (The Magic Stone, The Bait) penned the script for the film, which was shot on location in Poland and New York. Intrator also produced it alongside Lukasz Raczynski, Zbigniew John Raczynski and Fred Roos, with Alexander Roos exec producing.
“I’LL FIND YOU is a beautiful romance film set against the harsh background of World War II,” said Gravitas Ventures’ Manager of Acquisitions, Brett Rogalsky. “What director Martha Coolidge was able to do with these elements is truly impressive, and we’re excited to be able to bring this film to the public.”
“From the beginning I loved the theme in this film that music has an almost magical power to heal,” added Coolidge, “and that it can inspire and move all people even those at opposite ends of the ideological spectrum.”
Coolidge is an Emmy nominee and DGA Award winner who has previously directed films including Material Girls, The Prince and Me, Angie, Lost in Yonkers, Rambling Rose, Plain Clothes, Real Genius and Valley Girl, along with episodes of such series as Siren, Angie Tribeca, Madam Secretary, The Night Shift, Psych and Weeds.
Gravitas Ventures was founded in 2006 and sold to multi-platform media company Anthem Sports & Entertainment in November. Recent releases from the company include Michael Lembeck’s Queen Bees; Gabriela Cowperthwaite’s Our Friend, starring Casey Affleck, Dakota Johnson, and Jason Segel; Vanguard, directed by Stanley Tong and starring Jackie Chan; and Andy Tennant’s The Secret: Dare to Dream, starring Katie Holmes. Gravitas has also recently acquired titles including Adrian Martinez’s feature directorial debut iGilbert; the Kathy Bates drama Home, from writer-director Franka Potente; family adventure film The King’s Daughter, starring Pierce Brosnan; Jason Pollock’s doc Finding Kendrick Johnson; and The Accursed, a horror film marking the feature directorial debut of writer-directors Elizabeta Vidovic and Kathryn Michell.
Przygotowany na dziś wpis ,”Słodki czwartek 4″ Joasi Rubinroth, zlikwidowałam na prośbę autorki o godzinie 6 rano. Autorka napisała: Putin wszedł do Ukrainy i strzela. No nie wiem, czy można dzisiaj dać słodki czwartek.
***
Na moją prośbę Ela Kargol zapisała pierwsze myśli o wojnie
Ela Kargol
Na poznańskim Zamku, kiedyś cesarskim, wybudowanym dla ostatniego cesarza niemieckiego i króla Prus Wilhelma II, załopotały ukraińskie flagi. Nie byłabym sobą, gdybym nie wspomniała o architekcie zamku, którym był Franz Heinrich Schwechten, znany przede wszystkim berlińczykom z takich budowli jak Kaiser-Wilhelm-Gedächtniskirche czy Anhalter Bahnhof, których ruiny stoją do dzisiaj, straszą wojną, ostrzegają przed wojną i przypominają o wojnie. Schwechten również zaprojektował wieżę stojącą do dzisiaj w berlińskim Grunewaldzie i wieżę upamiętniającą Johannesa Quistropa w Szczecinie. Wieżę wysadzono prawdopodobnie w powietrze w 1945 podczas walk o Szczecin lub zniszczono podczas alianckich nalotów bombowych.
Wojna niszczy, nie tylko budynki, których ruiny ostrzegają żyjących, wojna niszczy ludzi, ich myśli, dorobek, życie, zostawia trwałe ślady. Wczoraj byłam w Szczecinie, byłam świadkiem pomocy Szczecinian (tak, wielką literą) i świadkiem przyjazdów, tych, którzy przed wojną uciekają. Czy można uciec przed wojną? Przed tak potężnym wrogiem? Czy nie będzie to kolejna walka z wiatrakami? Moja mama, która przeżyla II wojnę światową, powiedziała, że już nie będzie uciekać, bo to nic nie dało.
2. 2022 Taki dzień, gdy świat się zatrzymał. Taki dzień, gdy każdy się zdziwił. Taki dzień, gdy wielu spojrzało na mapę. Taki dzień, gdy ktoś się pomodlił, nawet ten, co nigdy tego nie robił. Strach Bezsilność Niepokój Wściekłość Powroty i Wyjazdy Przeszłość Przyszłość ?
Wydawczyni napisała: Jest to książka znakomita i wstrząsająca, jak tylko może być książka o świecie, w którym nieliczne ocalałe z Zagłady dzieci stają się przedmiotem handlu, rywalizacji, są towarem. O świecie, w którym uratowanego dziecka nie oddaje się ot tak, rodzinie, a nawet rodzicom, tylko trzeba je kupić, a jego wiek często poznać można tylko po zębach. O świecie, w którym dziecko nie jest dzieckiem, lecz tylko zakładnikiem religii i ideologii. I w którym nie ma dobrych wyborów, bo każdy najczęściej prowadzi do tragedii. Znakomicie zriserczowana i napisana z historycznym i reporterskim rozmachem, „Cena. W poszukiwaniu żydowskich dzieci po wojnie” odsłania przed nami całe połacie tego wciąż skrytego w mroku lądu, jakim jest Zagłada. A przy tym jest to książka wciągająca jak rzadko, jak najlepsza powieść detektywistyczna – każde poszukiwanie informacji o kolejnym dziecku zamienia się tu w pasjonujące śledztwo, które autorka za każdym razem stara się doprowadzić do końca. Trudno mi wyrazić moją wdzięczność za tę książkę – jako wydawczyni i osobiście.