Odchodzenie

Teresa Rudolf

Coraz więcej zdjęć

Coraz więcej zdjęć
we mnie, twarze, twarze,
coraz wiecej dźwięków,,
głosy, głosy  głosy.

Tylu ludzi odeszło,
porozbiegani teraz
po zaświatach szarych,
lub kolorowych…

Dziś ich święto,
spotykają się jedni,
omijają się inni,
jak kiedyś w życiu???

A ja,

czekam, czekam
na niektórych dzisiaj,
przy przebogatym
stole mej pamięci.

Zaduszki

Zapach świeczek,
kwiatów cmentarnych,
gdzieś się unosisz,
tuż nade mną?

Patrz, tak kolorowo
dzisiaj, to chryzantemy,
białe, a te łososiowe,
to dla Ciebie…

Siądę na troszkę,
posłuchaj moich myśli,
ich muzyki uroczystej
na dzisiejszy dzień.

Słyszysz? Słyszysz?
Liście szeleszczą…
chłód już zimowy…
znów odchodzisz…

Takie życie…

Teresa Rudolf

Słuchaj…

W oku mgnienia
upadł czerwony liść,
kwiat nagle opadł z sił,
zmarł komuś człowiek,
a komuś innemu pies.

W tym momencie
padło śmiertelne słowo,
urosła w sercu nadzieja,
urodził się człowiek,
mały kot otworzył oczy.

W tej sekundzie
komuś świat stał się piekny,
a innemu się znów zawalił,
tu powodzie zalewają światy,
tam susza zabiera życie.

Więc nikomu nie mów:
że życie jest piekne,
że życie jest wstrętne,
że lepiej wszystko wiesz,
że powinno się, lub nie warto.

Słuchaj,
nie każ wciąż porównywać
kamieni ze święconą wodą…

Esperanto oczu

Tyle oczu nagle,
mówią, krzyczą,
płaczą, szepczą.

Ciągle większa
perfekcja czytania
tego esperanta.

Oczy staruszki,
kamienują mnie
nieoczekiwanie.

Oczy pełne
poczucia wyższości,
pogardy dla świata…

….w brudnej masce.

Babie lato ze słońcem

Teresa Rudolf

Babie lato…

Babie lato jakichś snów,
oplątało me serce,
gdzie już jesienne
liście odpoczywają.

Jeszcze czuję podmuch
leciutkiego zwątpienia
w porządek rzeczy,
wielce nieporządnych.

Tęsknota za przestrzenią
zagraconą dziś lękiem,
kiedyś pełną oczekiwań
na  błyskotki życia.

Czuję już srebrzysty chłód,
przedsmak niewiadomej,
tuż za białymi drzwiami
zimy, w błękitnej masce.

Kobieta i słońce…

Kiedyś czereśnie
inaczej smakowały,
pachniały, wyglądały
mówiła elegancka kobieta.

Kiedyś pomidory,
bardziej aromatyczne
były, delikatniejsze,
prawdziwe delikatesy.

Kiedyś przepiękne
jabłka wisiały zdobiąc
drzewa jak choinki
świąteczne, mówiła.

Kiedyś moje słońce,
było mniej złośliwe,
kiedy parzyło, szukałam
cienia, dziś spala wszystko!

Ot tak…
Bez ostrzeżenia,
Piroman!
Spaliło moje KIEDYŚ.

Tęsknoty młodości

Teresa Rudolf

Marzenie dziewczyny…

Tak marzy mi się tango,
mówiła do siebie,
przecież to żałosne,
skąd mam to?

Tango bez maski,
bez dystansu,
a ręce?…

A ręce mnie obejmują,
przytulają, przyciskają,
nienachalnie tańcząc
ze mną tango.

Tango zabronione
świata Coroną,
bez sensu.

Tango, właśnie z tobą,
tym facetem z pociągu,
w masce, oczy ciekawskie,
mówiłeś, że tańczysz.

Tango wymarzone,
nie tańczyłam,
nie umiem.

Tango, takie z filmów,
takie jakieś nagle moje,
dla mnie, jak nic innego,
… jestem młoda!

Proszę, proszę proszę,
póki jestem jeszcze
taka młoda…

Odczep się…

Napadasz na mnie tymi pomysłami!
Napadasz na mnie tymi
marzeniami…

Odczep się!

Napadasz ma mnie tymi
ideami!
Napadasz na mnie tymi
snami…

Odczep się!

Napadasz na mnie tymi
kaprysami!
Napadasz na mnie tymi
wyrzutami…

Odczep się!

Zostaw mnie w spokoju,
jestem młody,
chcę wreszcie żyć
przestać tylko marzyć…

… o normalności!
Więc się odczep!
Mrzonko o przyszłości!
Proszę…

Wiersze o miłości inaczej…

Teresa Rudolf

Tyle chcę ci powiedzieć… 

Tyle chcę ci wciąż jeszcze
powiedzieć, wytłumaczyć,
wymilczeć, wyśpiewać.

Patrz, to jest ptak,
lata, śpiewa swe pieśni
o odlocie, odejdzie daleko.

Patrz, to twoje uszka
a to twoje pazurki,
na razie takie niewinne.

Patrz, to twoje oczy,
w nocy będą bystre
w ciemności wszelkiej.

Patrz, to jest nora,
zawsze możesz wskoczyć
do niej, szybko uciekając.

Patrz, to jest twoje
rude futerko, uważaj,
bo ktoś może ci je zabrać.

Patrz i teraz uciekaj,
to czlowiek, on chce się
w ciebie lub we mnie ubrać.

Mama szeptała coś szybko
małemu dziecku liskowi,
i wtedy padł strzał…

Już czuł,  i już wiedział,
mamę zabrał czlowiek,
najgorszy wróg zwierząt…

To człowiek, a ja lisek…
cichutko po lisiemu płakał,
z żalu i ze strachu.

 

Patrz i ucz się…

Patrz i ucz się mówiła
matka swemu dziecku,
tak się sznuruje buciki.

Patrz i ucz się, to jezdnia
auta są zawsze mocniejsze
od ludzi, przechodź uważnie.

Patrz, w zimie szalik
okręć, przeziębisz się,
ostatni raz mówię.

Patrz, dzieci się uczą,
masz wyrosnąć na kogoś,
obijasz się, ja się staram.

Patrz, masz znów
szlaban na wszystko,
po co ci to mówiłam.

Inne mamy są inne,
i ona kiedyś też była…
zamknął się w szafie.

I już wiedział, tam jest
życie, szkoła, a tu mama,
płakał z żalu i ze strachu…

Wiersze jesienne

Teresa Rudolf

Już jesień…

Pachnie jesienią w ludziach,
opadają już w nich liście,
żegnają się pikantne tajemnice,
odlatują letnie już w nich ptaki.

Urywa się nagle, “jak z choinki”
w płaczu czarne niebo, plując
wyrzutami gorzkimi za ziemię,
za tę chorą, z żalu bezbronną.

Nie wiadomo, co znów dalej
mówią jedni, lęk bzdurami
nazywając, chichoczą gorzko
clowny ostro malowane.

Pełno oczu nad maskami,
wiecej niż język mówiących,
komplementy, obelgi, wyznania,
karnawał iście wenecjański.

Mgła nad świata pewnością,
jak i przed maskami dawniej,
przed odległością bliskości,
a ręka też myła rękę, choć…

nie swoją.

Tango

Tango lata z jesienią,
zdrowia z chorobą
bólu z uśmierzeniem,

życia ze śmiercią…

Tango kłamstwa z prawdą,
ciszy z hałasem,
szacunku z pogardą,

deptanie sobie po piętach…

Tango czystości z brudem,
chamstwa z kulturą,
młodości ze starością,

mylenie ciągle kroków…

Tango wiary z nadzieją,
religii “lepszej” z tą inną,
brzydoty z elegancją,

zdziwienie tańczących…

Tango ślepych z głuchymi,
tango sytych z głodnymi,
tango głupich z mądrymi.

Tango miłości z nienawiścią,

– Czy mogę prosić do tanga?
– Proszę bardzo, oczywiście…
muzyka zagłusza intuicję…

“bo… do tanga trzeba dwojga”.

Wróżby i koty

Teresa Rudolf

Takie wróżby…

Otwórz  rękę,
ależ pokiereszowana
losem, zamknij…

Otwórz rękę,
ależ bardzo pracowita
zawsze, zamknij…

Otwórz rękę,
gwiazda tam znów
świeci, zamknij…

Otwórz rękę, znów
księżyc tam w pełni,
dzisiaj??? zamknij…

Otwórz rękę,
serce czyjeś z piernika
ci wpadło, zamknij…

Znudziło się?
Nie otworzysz?
Biegniesz do wróżki?

Otwórz rękę, ten
jeden, ostatni, jedyny
znów raz…

Jestem  tylko Cyganką,
to wiesz, ohooo… wróżka,
zmarła, zamknij.

Kotka Lili

Piękny,
elegancki chód,
cichej pantery…

Oczy
szmaragdy,
z ironią wyższości.

Błysk
czarnego aksamitu
odbijał księżyc,

w dzien
lśnił w słońcu
wielokaratowo…

Położyła się
na mym sercu
jak w łóżku…

I nie pozwala
mi go na długo,
teraz zaścielić.

Samotność kota

Moritz, mój kot, nastroszona sierść,
nos przy parkiece
i na balkonu betonie.

Moritz mały tygrys,
zagrzebuje łapą swą
“podłość”, błaga wciąż
o kocie wybaczenie.

Moritz, koci macho,
nie chce niczego,
a jedynie, by wyszła,
by weszła, przeszła,

by spadła znów
z nieba, ta sama,
z tej samej mamy,
czarna kotka Lili.

A ona? A Lili?
Na tęczowym moście
wciąż, zanim przejdzie,
najpierw chce wybaczyć.

I calkiem niewinna,
szybsza jak człowiek,
jak zawzięty człowiek,
da mu sygnał: OK.

Dzisiaj,
bo dziś
niedziela…

Myśli

Teresa Rudolf

Myśl w pułapce

Myśl wyleciała nagle,
jak ptak z jego głowy
i siedzi na ramieniu.

Nerwowo dziobie,
straszy, nie daje spać,
czeka na rychły odlot.

Póki co, pyta i pyta,
drąży, chce tej jednej,
jedynej odpowiedzi.

Ten pająk pracowity
tka siatkę rozwiązań,
trzyma w pułapce.

I wszystko wciąż po to,
by wreszcie wiedziec,
co zrobić i nie przegrać.

A życie może wzniesie
“łapkę w górę”, a nie opuści
znów tej “łapy w dół”…

Słuchaweczka

Muzyka w środku nocy
u mnie w uchu, dla mnie,
w  ciszy wielkiej, głośna
w moim cichym wnętrzu.

Raz tańczy, a  raz płacze,
raz zawodzi jak Cyganie,
a raz gra znów, na mego
serca starych bębnach…

Dziś jestem na  koncercie
mych uczuć, biję brawo,
szaleję, wrzeszczę, tańczę
i zamieram nagle w lęku,

co będzie, jeśli ona kiedyś
ucichnie nagle, na zawsze,
bo moje uszy umrą
ze starości…
lub ja…

Melancholia

Teresa Rudolf

A przecież…

Uleciało z niej powietrze,
zapadła się jej dusza,
zaniedbany grób nadziei.

Nie wie, jak to możliwe,
by za życia już fruwać
nad sobą jak ptak,

patrząc ciekawie z góry
na to ciało obolałe,
od zastygłej niemocy.

Czy to już Ty, pytała
ze smutkiem patrząc
jak po sekundzie,

po milimetrze jej ubywa,
czuła to, będąc dla siebie
wścibską podglądaczką.

Kogo pytać o azyl,
argumenty dla duszy,
że czas już gdzieś osiąść?

Obudziła się, o co chodzi,
gdzie jest, przerażona,
kot polożył się na poduszce.

To jest mój kot przecież,
moja poduszka przecież,
mój ból serca przecież.

Żyję ciągle… przecież…
i przecież… to dobrze…
kot zeskoczył na podłogę.

Jest kotem… przecież.

Modlitwa inaczej…

Twój wskazujący palec
zamiast długiej, siwej
brody na dużej chmurce?

Twój wskazujący palec
nad ziemią deptaną
brutalnie przez ludzkość?

Twój wskazujący palec
na sumieniach ludzi,
bez krztyny sumienia?

Twój wskazujący palec
hamujący usta, aby
przestały wciąż kłamać?

Twój wskazujący palec,
zaciskany na rękach, by
piszac, też nie kłamały?

Twój wskazujący palec
trzymający za serca,
by zaczęły coś czuć?

Karcisz, dotykasz, prosisz,
“a teraz będą same plagi”
mówią, “teoria spiskowa”…

I woleliby Cię znów ujrzeć,
z uśmiechem, na chmurce,
z długą brodą, a Ty Panie?

A Ty Panie?
Co chciałbyś powiedziec?
Byśmy zrozumieli?

 

Wiersze z lekką nutą miodu

Teresa Rudolf

“Jadą wozy kolorowe…”

Dzisiaj Wielki Jarmark
wszystkich uli świata,
zjazd brzęczący!
X
Rozłożone miodów
plastry, obrusy wielkie,
ręcznie haftowane.
X
Aromatem swym nęcąc,
kradnie usta i nos
miód z tysiąca kwiatów.
X
“Miód akacjowy, malinowy,
spadziowy, leśny, lipowy”!
– głośno wybrzęczane. –
X
Pszczoły krajowe, dumne
jedna przez drugą brzęczą,
w nadziei wygranej.
X
Goście z innych krajów,
żółto-brązowi, jak to pszczoły,
zachwalają też swój towar.
X
Pszczoły, afrykańskie, arabskie
afgańskie, indyjsko-wschodnie
i algierskie brzęczą wspólnie.
X
A królowe w złocie miodowym,
czekają na werdykt, która to ta
“kraina  miodem płynąca”?…
X
I gdzieś daleko od stołów
niepozorne, wolne od trosk
trutnie tańczą na zielonej łące.

Te wiersze

Jakże często wiersze
to motyle jednodniowe,
niepostrzeżone umierają,
dotańczając swe życie
wieczorem późnawym.
X
Jak Copperfield cicho,
przenikając przeze mnie
przelatują do nikąd,
fruwając z szelestem
nad tobą, odchodzą.
X
Kokietując słowem
łaskoczą wyobraźnię,
by malować obraz
smutkiem cieniowany,
lub przebarwny kolorem.
X
Wiersze motylki-motyle,
koloru przekiczowatych
papug, lub szarutkie
jak ćmy nocą prujące
poprzez czerń do ciebie.
X
Wiersze, jednodniowe
Kopciuszki bez bucika,
znikając o północy,
zostawiają bal innym,
w solidnym obuwiu.
X