Zielono-rude panowanie
Lato
zaborcze
powoli już
odchodzi,
pakując
spory kufer
swych zalet
też i wad...
I już widać
nieśmiałe
wejście
jesieni...
zachwyca
rozkładem
kolorowych
sztalug.
Władzę
corocznie
wymieniając
dyskutują,
"i co dalej?"
niestety,
...za naszymi
plecami...
Błękit myśli
Niekiedy,
w gęsto
utkanym
istnieniu,
zadziwiają
nagle
widoki
w prześwitach
...na
aksamitnie
błękitne
niebo...
taki inny,
beztrosko
niebieski...
...świat.
Wieczorem
Już wieczór;
granatowo
opada powoli
jak mgła,
gdzie niegdzie
zapala świeczki,
wygasza światła.
Otwarta
przestrzeń;
twórczości,
tajemniczości,
romantyzmu
intymności,
miłości...
a niektórym,
...w pełni
księżyca
jak w wodzie,
odbija się
bezbarwna
samotność.
Jeszcze i już
Jeszcze delikatny zapach
świeżej nocy potrąca
mój wrażliwy węch.
Unoszę się na nim,
wciągam powietrze
pokonując przestrzenie.
I już powoli świta,
wilgoć poranka
rozpyla się wokoło.
Tęsknota za znanym
i nieznanym porywa
mnie we wspomnienia,
...oby stały
się znów
jutrem...
Letnie party
Lato,
wdzięczysz
się do człowieka
jak jakiś podlotek,
wyśpiewujesz mu
szlagiery ptasie,
mamisz zapachami,
malujesz codzienność
setkami barw kwietnych,
aromatycznych wielce,
zapraszasz na wielką zabawę
z tłumami różnych gości,
chciwych wielkich przygód,
jesteś tak wyczekiwane,
prawie już wymodlone,
pachniesz niewiadomą.
Lato,
a czy nie zapomniałeś
o słońcu, pławiącym się
w złocie próżnym bożku,
spalającym powoli
na popiół ciebie,
i twoich gości,
rozwalając ci
z chichotem
to ziemskie
party???
Okno
Myśl, jak kot
wślizgnęła się
przez otwarte okno,
trochę nieśmiało
rozejrzała się
w mojej głowie,
a co ze sobą
zrobić przyjdzie,
wciąż nie wie...
przykucnęła więc
przy gorącym
dziwnym lecie,
powoli dopełzła
do wiadomości
wszechobecnych;
do podłości ludzkiej
względem zwierząt,
do koszmaru wojen,
też i do piękna świata,
geniuszu ludzkiego,
wspaniałości natury...
złapała się za głowę
przyznając bezsilność,
myśli wślizgującej się
przez otwarte
letnią porą okno...
... byłoby chyba lepiej
legalnie
jak każdy,
wchodzić
drzwiami,
i pozostać
na dłużej...
Gołąb z ulicy Chopina
Dziś przyleciał
gołąb poranny,
z ulicy Chopina,
moje dzieciństwo.
Gruchnął znów,
z jakąś skargą,
w zaciśniętym
dziobie jak wtedy.
Zagłuszał inne
ptaki, psy i koty
biadoleniem tępym,
nieprzetłumaczalnym.
I nagle
dzwony
kościelne,
w czystym
powietrzu
poranka,
odebrały
od niego
tę skargę...
Dziwne lato
Lato,
wyśpiewane ptakami,
od lasów po balkony.
Lato,
przepięknie kolorowe,
rozsłonecznione niebiesko.
Lato,
grzmiące z nienawisci,
miotające piorunami.
Lato,
prażące gorącem ziemię,
jakby kawę kolumbijską.
Lato,
goniące ludzi dla ochłody
w wody rzek i basenów.
Lato,
całe lądy na wiór suszące,
kradnąc wodę, paląc lasy.
Lato,
cierpiące na
niestabilność,
jak człowiek,
co kocha
...i zabija.
Na fali
A życie płynie
...a w nim i my,
z innymi bliżej
z innymi dalej,
czasem zawiruje.
Mówi się:
"płyniemy
na tej
samej
fali"...
...a tu
nagle ktoś
już płynie
na innej,
już z innymi,
na innym statku...
...i tak
pokrętne
prawa
wciąż
falują
naszą
rzekę,
zwaną
...ŻYCIEM.
Noc tajemnicza
Muchy, komary,
w nocnej sieci
chytrze złapane...
Dźwięki tajemne,
z przodu, z tylu,
zaczepiają uszy...
Dotyk powietrza,
tak odurzający,
świeżością swą...
I te rozkołysane
kościelne dzwony,
rozwalające nagle
...spiętrzone
myśli w mej
głowie...
Już świt
Świergot ptaków
wybudzonych,
ścigających
piewsze
słoneczne
promyki...
Już motory aut
nachalnie tną
zaspaną
jeszcze
nocną
ciszę...
Niebiesko-złoty
dzień dzisiejszy,
z granatowej
wynurzony
pościeli...
...ziewa
szeroko...
Człowiek w człowieku
Ach, być człowiekiem
i być z człowiekiem,
piekielnie trudno...
W miłości, w przyjaźni,
w radości, smutku,
w skardze, złości i żalu...
Trudno ciągle nim być,
by nie stracić siebie,
tych, co ranią, nie ranić...
Zostać wciąż człowiekiem,
"mimo i jednak i chociaż"
dopóki uporu i siły starczy...
Być człowiekiem gotowym
do spotkania z drugim,
na chwiejnym moście,
z całą słabością człowieka
w człowieku, by ujrzeć znów
w człowieku... człowieka.
Mimo burz i sztormów,
kiedy serce ciągle...
niezaradnie z głową
...się kłóci.
I czasem przegrywa...
Popatrz
Popatrz, znów
pszczoła
w amoku
kwiaty całuje...
Popatrz, znów
mucha
odkrywa
świat czułkami...
Popatrz, znów
czerwienią się
krwiście
polne maki...
Popatrz, znów
koty nocą
prowadzą swe
podwójne życie...
Popatrz, znów
i znów i znów...
po prostu wciąż
jestem, jesteś...
Piękny bukiet
Polne
kwiaty
delikatne,
jedwabiste,
z ozdobnej wazy
spoglądają na świat
...z wyrzutem,
wielkim żalem,
płacząc każdy cicho:
Nie chcę
z mej łąki
na ten stół,
gdzie moje
nogi z korzenia,
czemu tyle wody,
...zobacz
topię się,
zachłystuję...
Gdzie moje
aromaty
świeżości,
przezielone
powietrze,
zachwyt ptaków?
...nic już
nie słyszę,
nie wącham...
Gdzie
te stokrotki
obok mnie,
takie białe,
i niewinne,
a i te mlecze
...tyle życia,
a na wietrze
taniec kwiatów...
Nagle,
aroganckim
ruchem
ze stołu strącony
bukiet w niełasce,
w ciemność wpada.
...a na stole wielki,
nowy, piękny bukiet
z kwiatów przerażonych...
Sekrety nocne
Nocne ćmy,
tańcząc swój
szalony taniec
wokół lampy,
spalają krótkie
życie w wirowaniu,
... narkomanki
odurzone światłem...
A robaczki
świętojańskie,
światełkami
same będąc,
oczy uwodzą
do zapatrzenia,
...czyżby to dziś
wielkie święto?
Nietoperzom
wiszącym
do góry
nogami,
uderza krew
do głowy,
...psu jakoś
podobnej...
gdyby nie
ich dziwne
skrzydła,
czekałoby
się na psie
szczekanie,
...o księżyca
pogodzie...
A gdzieś
tam z góry,
gwiazdy
puszczają
oko do
ziemi,
...wstydliwie
zarumienionej
w ciemności...
Koci trans
Mysz wyszła z nikąd,
i pod łaciatym nosem
kota przebiegła do nikąd,
kołysząc biodrami...
Oczy jego raz maciupcie,
a raz wielkie, w transie
hipnotycznym kamieniały
w jej ogon wgapione...
A ona znów krokiem
tanecznym, bajecznym,
do nikąd jakby wracała,
ale po drodze...
policzyła kotu do trzech,
by wychodził z transu,
sama jak zjawa znikając.
...zrobił wielkie oczy,
patrząc zdziwiony
na miseczkę
z Whiskasem...
Deszczowy smutek
Stał pod drzewem;
deszczowo szumiało,
łkając rzewnie nad
Ziemi biednym losem.
Zapach powietrza
od wilgoci świeżego,
dźwięk kropli deszczu,
wkradały się w duszę.
Płakał całym sobą,
nad utratą radości życia,
nad smutkiem, żałobą
wojną i odejściem kota.
Spowiadał się drzewu,
obejmując je swymi
rękoma jak gałęźmi,
o rozgrzeszenie
dla Świata
prosząc...
Niedziela majowa o 6.00 rano
Świergot ptaków,
słonce przecierające
jeszcze zaspane oczy.
Ach,
powoli rozlewa się
niebieska akwarelka
na czyściutkie niebo.
Och,
z daleka ujadanie psów,
tych niestety przy budach,
i tych z kanap "już na trawce".
Oby,
jeszcze tylko śmiech
dzieci szczęśliwych,
i...
niech ta beztroska
w człowieku zostanie.
Mariupol
Wysokie bloki miasta
z wypalonymi oczyma,
stojąc dumnie i sztywno,
słyszą wybuchy bomb,
szczekanie psów,
miauczenie kotów.
Ulice stare, asfaltowe
drżąc trzęsioną ziemią,
pustką życia zdziwione,
ledwo oddychają pod
pancernymi wozami,
czołgami... zwłokami.
A gdzieś tam głęboko,
pod ziemią tętni biedne
życie z setkami twarzy,
bijącymi głośno sercami
jak dzwony kościelne,
bliskimi zawału.
Masa ludzka, głodna,
zziębnięta, modlitwami
i przekleństwami głośna,
a w niej zwykły człowiek
pełen rezygnacji, nadziei,
gotowy na dalsze życie...
... niegotowy na śmierć.
Kompromis
Tutaj przechodzi
mrówka, też i jeż,
a tam leci mucha,
złota pszczółka
i ogromny ptak.
Tu słychać odgłosy
aut przypływających
lub odplywających,
szybko, głośno,
nachalnie co dnia,
A tam otwiera się
kwiat, zazielenia liść,
zapachnie magnolią,
zaróżowi wiśnią,
zażółci mleczem.
Koegzystencja
samolotu z ptakiem,
auta z koniem,
statku z wielorybem,
od lat ostra walka,
też i kompromis...
...przenigdy
jednak
możliwy
między
pokojem,
a wojną.