Reblog: Umarł słaby filozof

Jacek Kołtan

Myślę o Giannim Vattimo, wspaniałym włoskim filozofie, który zniknął 19 września wieczorem w wieku 87 lat.

Kilka dekad temu doświadczył uważności świata – jego książki przekładano na języki, jego wypowiedzi były namiętnie komentowane. Przeciwstawił się ograniczeniom chrześcijaństwa, szczególnie w jego katolickim roszczeniu do uniwersalizmu, podjął wątki gadamerowskiej hermeneutyki, czyniąc z niej – jak sam to określał – myśl słabą.

Udało mi się zaprosić go na konferencję, a kto próbował, ten wie, że nawet jeśli zaakceptował zaproszenie, ostatecznie mógł nie dotrzeć na miejsce. Potrafił się rozmyślić w ostatnim momencie, ale jeszcze częściej gubił się na lotniskach, przyjeżdżał spóźniony.

Do Warszawy doleciał innym połączeniem, przegapił swój lot.

Ale kiedy już był, okazywał się bardzo hojnym rozmówcą i czarodziejem słowa. Jego esej znaleźć można w książeczce “Solidarność i kryzys zaufania”.

Napisał w nim: „Pytanie: czy aby przetrwać lub osiągnąć szczęście, naprawdę potrzebujemy (my – ludzie) uniwersalnej prawdy (prawd)? Na przykład czy konstruowanie realnego świata wymaga wspólnej wiary w jakieś „opisowe” twierdzenia (w rodzaju: wszyscy ludzie są równi, człowiek jest istotą wolną itd.)? Mówiąc inaczej, czy aby osiągnąć zgodę, musimy dojść do prawdy, czy może osiągając zgodę, dochodzimy jednocześnie do prawdy?

Próbuję pokazać, że istnieje związek pomiędzy każdym roszczeniem do prawdziwości na poziomie teoretycznym a faktycznym istnieniem władzy. Aby móc stwierdzić, że rzeczy ‘są’ takie, a nie inne, trzeba być w jakiś sposób ‘u władzy’.”

I dodawał natychmiast: „Nie mówię przy tym prawdy. Opowiadam tylko historię moich doświadczeń jako filozofa, który dorastał w chrześcijańskim świecie Zachodu i doświadczył uniwersalizmu właśnie w ten sposób.”

Prosił, by jego odejście skomentować frazą:

Byłem słaby.
Gianni Vattimo
04.01.1936 – 19.09.2023


Na zdjęciach w dialogu z Pierrem Manent i Scottem Lashem. Na Uniwersytecie Warszawskim w 2010 roku.

***

Ze zlinkowanej powyżej publikacji wyjęłam życiorys Vattimy i, za poradą Jacka Kołtana, fragment jego tekstu, będący kontynuacją cytatu z powyższego wpisu:

Gianni Vattimo (ur. 1936), włoski filozof i polityk. Wykłada na uniwersytecie w Turynie, gdzie jest profesorem estetyki i teorii filozofii. Był także profesorem wizytującym na uniwersytetach amerykańskich (między innymi w Yale i Los Angeles). Jako uczeń Luigiego Pareysona twórczo rozwinął wątki hermeneutyczne filozofii Fryderyka Nietzschego i Martina Heideggera. Jego koncepcję „myśli słabej” cechuje antymetafizyczne i antyuniwersalistyczne nastawienie, które wykorzystuje on także do reinterpretacji tradycji chrześcijańskiej. Vattimo aktywnie uczestniczy w europejskim życiu politycznym zarówno jako poseł do Parlamentu Europejskiego, jak i uczestnik debat publicznych. Do jego ważniejszych prac należą:
Essere, storia e linguaggio in Heidegger (1963),
Poesia e ontologia (1968)
Koniec nowoczesności (1985 [2006]),
Społeczeństwo przejrzyste (1989 [2006])
Przyszłość religii (współautor: Richard Rorty, 2005 [2010])
Verità o fede debole?
Dialogo sucristianesimo e relativismo (współautor: René Girard, 2006)
After the Death of God (współautor: John D. Caputo, 2007).

***

Nie mówię przy tym prawdy. Opowiadam tylko historię moich doświadczeń jako filozofa, który dorastał w chrześcijańskim świecie Zachodu i doświadczył uniwersalizmu właśnie w ten sposób. Wierzyłem kiedyś, że nam, ludziom cywilizacji zachodniej, jako filozofom i chrześcijanom została dana prawda i że naszym zadaniem jest głosić ją całemu światu ze względu na współczucie dla naszych współbraci. Jednak „praktyczny” fakt buntu przeciwko kolonializmowi oraz praktyki nowego imperializmu stosowane przez globalny kapitalizm zmuszają mnie do ponownego przemyślenia mojej filozoficznej idei uniwersalizmu.
Nie dokonałem żadnego teoretycznego odkrycia. Zdałem sobie jedynie sprawę, że w świecie, w którym zaznaczyły swą obecność różne kultury, nie mogę już dłużej mówić o uniwersalnej prawdzie. Nie mogę też dłużej ignorować silnego związku między prawdą i władzą.
Co dalej? Jaki wniosek płynie z tego prise de conscience? Jako człowiek Zachodu moim partnerom w dialogu międzyreligijnym mogę zaoferować doświadczenie z historią uniwersalizmu.
Nawiasem mówiąc, na tym polega moje (czy tylko moje?) bycie chrześcijaninem. „Wyższość” (cudzysłów powinien być wielokrotny) chrześcijaństwa zawiera się w tym (niezależnie od tego, co mówią i myślą papieże), że jest to religia braku religii. Sednem chrześcijańskiego przesłania, jest to, że Bóg/Bogini porzucił(a) swoją transcendencję, by stać się jednym (jedną) z nas. Innymi słowy, jak mówi włoskie powiedzenie, dzięki Bogu, jestem ateistą.
ale:
Co zamiast uniwersalnej prawdy, świata zjednoczonego pod rządami jakiejś „racjonalnej”, demokratycznej władzy?
Nie wiem. Wydaje mi się natomiast, że jako chrześcijanin muszę nawiązywać kontakt z moimi współbraćmi, którzy w przeważającej większości nie są, jak powiedziałby Walter Benjamin, „zwycięzcami” czy też udziałowcami istniejącego porządku i w związku z tym nie wspierają praktycznego, imperialistycznego uniwersalizmu, który grozi likwidacją ludzkości z jej nieredukowalną różnorodnością form i wartości. Rzecz jasna, tak jak prawdopodobnie wszystkie religie, ja również nie znam przepisu na idealne państwo. Nie da się bowiem projektować porządku anarchicznego. Jednak w obecnej sytuacji wydaje się, że jakaś forma anarchicznego – teoretycznego i praktycznego – sprzeciwu mogłaby nam z pewnością pomóc.


Przełożył Marcin Moskalewicz

Silene stenophylla

Reblog

On a Facebook

One day many tausend years ago, an arctic ground squirrel ate parts of a plant, silene stenophylla, including its seed. The squirrel was digesting it when its life ended.

Its body was recovered from permafrost and examined. Scientists germinated this plant seed. This silene stenophylla just bloomed.

It is 32,000 years old.

The strength, the vitality and stamina of living things — of life itself — is incredible.

Continue reading “Silene stenophylla”

Dzień kobiet w nauce (reblog +)

Maria Gaetana Agnesi

Piotr Stanisławski w Gazecie Wyborczej

Maria Gaetana Agnesi, włoska lingwistka, matematyczka i filozofka, stała się 16.05.2014 bohaterką google doodle’a. Prawdę mówiąc, pisze Stanisławski, dziwne jest, że o tak niezwykłym człowieku tak rzadko pamiętamy.

Od tamtego dnia nie minęło nawet 10 lat, ale nasza świadomość uległa w tym czasie głębokim przemianom. Dziś napisalibyśmy tak: Była niezwykłą kobietą, a nikt o niej nie pamięta i nawet nas to nie dziwi.

Continue reading “Dzień kobiet w nauce (reblog +)”

Łucja, żaden autorytet

Konrad napisał wpis o polityce świadomości i poprosił Was o wypowiedzi. To przysłała Łucja.

Łucja Fice

Żyjemy bowiem w epoce straszliwej, jakiej dotąd nie znała historia ludzkości, a tak zamaskowanej pewnymi ideami, że człowiek dzisiejszy nie zna siebie, w kłamstwie się rodzi, żyje i umiera i nie zna głębi swego upadku.
S. I. Witkiewicz

Aktualne. Prawda?

Jestem jako człowiek inteligentnym stworzeniem. Potrafię zrozumieć, jak działa świadomość zwierząt. Sama miałam przez lat piętnaście włoskiego charcika i uwielbiałam obserwować jego zachowania, sposób myślenia, komunikacji i wykorzystywanie tej psiej świadomości dla własnych celów. Przyglądając się otoczeniu np. bilboardom, reklamom, przekazom w muzyce czy filmach, mam wrażenie, że są osoby, które wiedzą, jak działa ludzka świadomość i to wykorzystują, z tej wiedzy korzystają. Nazywam ich Zarządcami Systemu Kontroli. Oni nas „hodują” „ustawiają,” wykorzystują.

Continue reading “Łucja, żaden autorytet”

Polityka świadomości

Konrad

Niedawno Yuval Noah Harari (historyk i filozof, autor książek Sapiens, Homo Deus i 21 lekcji na 21 wiek) opublikował swój nowy wykład. Zachęcam do obejrzenia (nawet – lub przede wszystkim – jeśli z częścią zawartych tez się nie zgodzimy), tutaj natomiast streszczę to, co wydało mi się najważniejsze.

Czym jest świadomość?

Continue reading “Polityka świadomości”

Dlaczego jesteśmy sami we wszechświecie?

…czyli Paradoks Fermiego, Wielki Filtr i Hipoteza Świata Narażonego

Konrad

“Daleko nam do najbardziej inteligentnego biologicznego gatunku, jaki mógłby istnieć. Bliżej prawdy będziemy myśląc o sobie jak o najgłupszym możliwym gatunku zdolnym do wzniecenia rewolucji technologicznej – niszy, którą wypełniliśmy, bo dotarliśmy do niej pierwsi, nie zaś dlatego, że jesteśmy do niej właściwie przystosowani” – Nick Bostrom (tłum. aut.)

Paradoks Fermiego

Naukowcy szacują, że we wszechświecie znajduje się około 500 trylionów (czyli miliardów miliardów) gwiazd podobnych do Słońca.

Zakłada się, że wokół przynajmniej jednej piątej z tych gwiazd (są to bardziej konserwatywne szacunki) krążą planety ziemiopodobne. Innymi słowy, na każde ziarnko piasku na Ziemi przypada 100 ziemiopodobnych planet.

Gdzie ci kosmici?

Czytaj dalej…

Im Gewissen jedes Einzelnen wiederspiegelt sich die Staatsform, in der er lebt.

Noch zum Blogjubiläum

Esther Schulz-Goldstein

Im Gewissen jedes Einzelnen wiederspiegelt sich die Staatsform in der er lebt.

Der Antiliberalismus geht um in der Welt. Nicht nur in China, mit dem neu gewählten ‚Sohn des Himmels‘, oder in der verunglückten Demokratie russischer Oligarchen, sondern auch in der antiliberal unterfütterten jungen Demokratie Polens.

Ihre Funktionseliten leiden unter der vom Europa oktroyierten „formalistischen Verfahrensdemokratie“, in der sie nun leben müssen, die elitär, ungerecht und irgendwie nicht polnischer Wesensart entspricht.

Continue reading “Im Gewissen jedes Einzelnen wiederspiegelt sich die Staatsform, in der er lebt.”

W szarym świecie

Dziękuję Konradowi za podsunięcie mi tego tematu

Na portalu wykop.pl, na którym można sobie dyskutować o wszystkim, co akurat człowiekowi przyjdzie do głowy, pojawił się taki wpis:

Różne rodzaje ślepoty barw (potocznie daltonizmu) i częstość ich występowania


W dyskusji pod wpisem wzięli udział chyba głównie ludzie dotknięci tą przypadłością (a raczej chyba powinno się powiedzieć – jedną z tych przypadłości). Opisywali swoje problemy, ale też dyskutowali o różnicach pomiędzy poszczególnymi fazami nierozróżniania kolorów (na przykład ci co widzą normalnie, widzą różowy, ale już ci następni – nie). Jeden z komentatorów zauważył: “Podobno na atolu Pingelap na Oceanie Spokojnym tę najrzadszą wadę, achromatopsję, z racji małej puli genowej posiada aż 10% mieszkańców wyspy. Teoretycznie nie jest to jakaś wada zagrażającą życiu i jest wiele gorszych przypadłości chowu wsobnego, ale mieszkać na egzotycznej wyspie z pięknymi plażami, nie mogąc zobaczyć większości kolorów, to trochę jednak lipa.”

Ktoś inny zauważył jednak, że skoro nie widzą, to nie wiedzą, czego nie widzą.

Sprawa mnie zainteresowała, bo interesują mnie wyspy, które są jedną ze ścieżek baratarystycznych, a zatem co wiem o atolu Pingelap:

Zdjęcie po lewej NASA (wzięte z Wikipedii); zwykła mapa jest jednak znacznie bardziej czytelna.


Na mapie widać, że Pingelap składa się z trzech wysp. Atol jest częścią Mikronezji. Teoretycznie ma 29 km² powierzchni, ale Wikipedia wkłada tę informację między bajki i, oceniając zdjęcie wykonane przez NASA, zakłada, że tak naprawdę powierzchnia atolu wynosi 5 km², w tym 1,75 km² lądu i 1,20 km² laguny; resztę stanowią zalane wodami Oceanu rafy koralowe. Laguna ma dwie zatoki, głębokie na około 40 metrów.

Atol został odkryty w roku 1793 przez niejakiego Thomasa Musgrave. Był wtedy zamieszkały już od kilkuset lat i dosyć gęsto zaludniony. Mieszkańcy żywili się rybami oraz orzechami kokosowymi, owocami drzewa chlebowego i bananami. Jednak wkrótce potem wyspy padły ofiarą tajfunu Lengkieki. Większość mieszkańców zginęła, a ci, co ocaleli, umarli z głodu, bo katastrofa pozbawiła wyspy całej wegetacji. Katastrofę przeżyło tylko 20 mieszkańców. Stopniowo populacja zaczęła wzrastać, ale w czwartym pokoleniu po katastrofie zaczął się objawiać daltonizm.

20 osób, też pewnie zresztą ze sobą spokrewnionych, jako prarodzice są rzeczywiście ubogą pulą genetyczną. No, ale w końcu Adam i Ewa byli tylko we dwójkę, a zaludnili całą ziemię. Wśród potomków Adama i Ewy przypadek achromatopsji zdarza się raz na 30 tysięcy. Na Pingelapie przydarzyło się jednak inaczej. Obecnie żyje tam około 250 osób (inne źródła podają, że ponad 400), z czego jedna trzecia całkowicie nie rozróżnia kolorów.

Można by też zapytać, skąd komentator na wykop.pl w ogóle wiedział o tym, że na Pingelap jest największy na świecie procent tych, kórzy nie rozróżniają kolorów, ale w przygotowując ten wpis dowiedziałam się, że znany neurolog, Oliver Sacks, odwiedził wyspę w towarzystwie achromatyka z Norwegii, podjął tam działalność na rzecz wyspiarzy, a potem opublikował książkę, o której Sunday Times napisał:

Oliver Sacks, wybitny neurolog i psychiatra, autor wielu bestsellerowych książek, między innymi „Mężczyzny, który pomylił swoją żonę z kapeluszem”, „Przebudzeń”, „Muzykofilii” i „Oka umysłu”, od zawsze fascynował się wyspami, frapowała go ich tajemniczość oraz bogactwo wyjątkowych form życia. Zwabiony na maleńki atol Pingelap na Pacyfiku doniesieniami o żyjącej tam odizolowanej społeczności wyspiarzy rodzących się z całkowitym daltonizmem, Sacks otwiera klinikę w pomieszczeniu będącym apteką. Przyjmuje pacjentów, którzy opisują swój bezbarwny świat słowami, oddającymi różnorodność wzorów, świateł i cieni. Pobyt na wyspach na nowo rozbudził w Sacksie zainteresowanie botaniką, szczególnie zaś prymitywnymi sagowcami. Wszystko to skłoniło go do rozważań na temat roli wysp, rozprzestrzeniania się gatunków, pochodzenia choroby i zawiłości biologicznych aspektów ludzkiego istnienia.

„Dzięki prostocie swojej prozy i nadzwyczajnej ciekawości świata Sacks przypomina, jak cenne jest nasze życie”.

Cytat za lubimyczytac.pl.

Działalność Sacksa nie była tylko zaspokajaniem ciekawości badawczej autora. Na stronie internetowej achromatyków znajduję informację, że na wyspie nie ma żadnego okulisty i żadnego optyka.

Tłumaczenie od górnej linijki do dolnej: Powierzchnia / Ilość mieszkańców / Achromatycy / % achromatyków w społeczeństwie / Praktykujący lekarze okuliści / Zakłady optyczne

***

Co szósty mieszkaniec atolu Pingelap nie widzi kolorów. Ale co to właściwie jest kolor? Co widzimy, jak widzimy kolor? Oczywiście wiemy, kolor to jest fala elektromagnetyczna, wytwarzana przez światło padające na dany przedmiot. To ono nadaje barwę i tę informację nasze oczy przekazują do mózgu. Ale czy to, co tu napisałam, wyjaśnia naprawdę, co to jest kolor? Naukowcy przeprowadzili pewien eksperyment – nazwali go pokojem Marii i gdy czytałam o mieszkańcach Pingelap, cały czas myślałam o pokoju Marii.

Uwaga, filmik jest po angielsku.

Pokój Marii jest podobno czarny i biały, ale tak naprawdę pokój Marii jest szary. Szary świat, szare widzenie, szary atol, szary pokój. Na zdjęciu poniżej – jeden z najsłynniejszych adresów w Berlinie, szary pokój Wolfa Biermanna, szary jak pokój Marii. Okładka płyty z roku 1969:

Biermann siedzi w fotelu, na stole stara maszyna do pisania. Książki. Obrazy. Okładka słynnej płyty muzyka, pierwszej wydanej wspólnie z Wolfgangiem Neussem po obłożeniu Biermanna w NRD całkowitym zakazem wystąpień. Nagranie płyty, dokonane w pokoju obok, zostało przeszmuglowane na Zachód, gdzie ukazało się w znanym lewicowym wydawnictwie Wagenbacha.

Proust and his (no)madeleine… (reblog for an anniversary of his death)

In search of lost toast: Paris show reveals origins of Proust’s madeleines

Thanks to Konrad for finding that text and producing some pictures

Previous versions of French novel featured stale bread, toast and biscuit as trigger for author’s childhood memories

Proust's pages with drawings and writing
The exhibition traces the meticulous process through which Proust produced his monumental seven-volume novel. Photograph: supplied

Kim Willsher in Paris Mon 10 Oct 2022

Before Marcel Proust went into raptures over his petites madeleines he was waxing lyrical over a rusk-like biscuit and before that a piece of stale bread. The “episode of the madeleines” as it became known, is one of the most celebrated events in his seminal work À la Recherche du Temps Perdu (In Search of Lost Time), encapsulating its theme of involuntary memory.

Over the space of two years, however, the passage started with a very different flavour as the French author wrote various versions of his childhood recollection.

In 1907 when he was working on the first volume, Swann’s Way, it was the dunking of pain rassisa piece of stale bread, into tea that provoked his elation. In the next version, it had become pain grillé, or toastthen some time around 1908 it was a biscotte, a kind of hard biscuit.

The rest, of course, is literary history.

In the end, Proust settled on “those short, plump little cakes … which look as though they had been moulded in the fluted scallop of a pilgrim’s shell” to evoke the crumbs dipped in lime-flower tea his Aunt Léonie would feed him as a boy.

Madeleines.
Madeleines. Photograph: Hera Food/Alamy

A new exhibition to mark the 100th anniversary of the writer’s death opens in Paris and traces the meticulous process through which Proust produced his monumental seven-volume novel – the first tome of which appeared in 1913 and the last in 1937.

On display are almost 350 items; including never-before-seen documents, manuscripts, photographs, paintings, objects and costumes tracing and illustrating Proust’s creative process at the time he was writing from the late 19th century until his death in 1922.

Proust preferred to write with a fountain pen in bed, which was just as well as he was frequently ailing and spent the last three years of his life mostly confined to his bedroom, where he slept during the day and worked at night.

Among the most extraordinary exhibits at the François Mitterrand Library – part of the French National Library – are the many notebooks he filled with fluid and almost illegible cursive writing; the rough drafts on loose sheets of yellowing lined paper torn from those same books and the dozens of pages of handwritten and typed manuscripts, as well as publisher’s proof editions filled with editing marks, annotations and revisions.

They reveal a writer who was pedantic and a perfectionist; a tireless editor and reviser of his own work who would toil over a single word, whole sentences and even entire pages struck through with edits scrawled in the top, bottom and side margins. In a pre-computer version of cut-and-paste, Proust would physically cut out large passages of handwritten or typed text and glue them elsewhere.

Portrait of Marcel Proust by Jacques-Emile Blanche (1861-1942).
Portrait of Marcel Proust by Jacques-Emile Blanche (1861-1942). Photograph: Hervé Lewandowski/supplied

Even the first sentence of the first volume, Swann’s Way, that has become one of the most instantly recognisable novel openings: Longtemps, je me suis couché de bonne heure (For a long time, I went to bed early) was written, mulled over, crossed out, then reinstated.

Nathalie Mauriac, one of the exhibition curators, said it had been “very complicated” to follow the order of Proust’s writing. “He wrote the first and last volume at almost the same time and made multiple changes in the organisation of the work,” she said.

“There is something disproportionate in the scope of Proust’s work, as evidenced by the very materiality of his manuscripts, starting with the famous paperoles (paper drafts), those accordions of fragments of paper folded and pasted into his notebooks.”

She said the huge number of corrected and changed manuscripts, and proofs were “very Proust” and were evidence of “the enormous amount of work he put into each book… and the evolution of each”.

In Search of Lost Time is a fictional autobiography in which Proust mirrors his own life, recounting it as a young boy and as an older man recalling his youth. A central theme is the role of memory and the notion that experiences are not lost but remain in the unconscious. The seven volumes eventually ran to more than 3,200 pages and featured more than 2,000 different characters, but the first was refused by several publishers forcing Proust to publish it at his own expense with Grasset. The work is frequently listed among the greatest books of all time.

“Proust was the greatest novelist of the 20th century, just as Tolstoy was in the 19th,” wrote the English novelist Graham Greene.

To the delight of literary historians, Proust kept most of his manuscripts. He was working on and revising the last three tomes of the novel the night before his death on the 18 November 1922, when he died of pneumonia and a pulmonary abscess, aged 50. His work and documents passed to his brother Robert, who ensured the posthumous publication of the three books – and in 1962 Robert’s daughter Suzy Mante-Proust handed all the documents to France’s National Library.

Proust is buried at the Père Lachaise cemetery in Paris.

  • The exhibition at the François Mitterrand Library runs until 22 January 2023.

Foto: EMS


Konrad using the AI-Program DALL-E produced some pictures for the topic Proust and his (no)madeleine… Actually you can say, the program knows exactly what madeleine is (a woman AND a cake) but is ignorant in the question, who is Proust (a man AND a writer). Anyway a wonder!