Dlaczego jesteśmy sami we wszechświecie?

…czyli Paradoks Fermiego, Wielki Filtr i Hipoteza Świata Narażonego

Konrad

“Daleko nam do najbardziej inteligentnego biologicznego gatunku, jaki mógłby istnieć. Bliżej prawdy będziemy myśląc o sobie jak o najgłupszym możliwym gatunku zdolnym do wzniecenia rewolucji technologicznej – niszy, którą wypełniliśmy, bo dotarliśmy do niej pierwsi, nie zaś dlatego, że jesteśmy do niej właściwie przystosowani” – Nick Bostrom (tłum. aut.)

Paradoks Fermiego

Naukowcy szacują, że we wszechświecie znajduje się około 500 trylionów (czyli miliardów miliardów) gwiazd podobnych do Słońca.

Zakłada się, że wokół przynajmniej jednej piątej z tych gwiazd (są to bardziej konserwatywne szacunki) krążą planety ziemiopodobne. Innymi słowy, na każde ziarnko piasku na Ziemi przypada 100 ziemiopodobnych planet.

Gdzie ci kosmici?

Jeśli dalej przykładowo założymy, że tylko na 1% z tych planet powstałyby organizmy, a na 1% planet z organizmami powstałoby inteligentne życie zbliżone do naszego, wychodzi nam 10 milionów miliardów inteligentnych cywilizacji.

W samej naszej galaktyce powinno ich być 100 000.

Gdzie one są?

Nawet jeśli założymy, że inteligentne życie pojawia się znacznie, znacznie rzadziej, wciąż powinno być widoczne. Wiele planet ziemiopodobnych istniało już miliony lat przed Ziemią. To taki ogrom czasu, że powinien pozwalać na skolonizowanie całych galaktyk! Obcy mieli mnóstwo czasu, by się rozprzestrzenić. Ale nikogo nie widać.

Oto właśnie (w wielkim skrócie) Paradoks Fermiego – pozorna sprzeczność między wysokim prawdopodobieństwem istnienia cywilizacji pozaziemskich a brakiem dowodów na kontakt z takimi cywilizacjami. Został on zaproponowany przez fizyka Enrico Fermiego w 1950 roku.

Nauka sugeruje nam, że wszechświat powinien tętnić inteligentnym życiem, a tymczasem jak na razie wydaje się, że jesteśmy całkiem sami.

Dlaczego?

Potencjalnych odpowiedzi jest wiele, ale dzielą się na dwie kategorie:
Kategoria 1: Obcy istnieją, ale są jakieś powody, dla których nie możemy się z nimi skomunikować.
Kategoria 2: Nie ma obcych. Jesteśmy sami.

W kategorii pierwszej znajdują się takie wyjaśnienia jak:
– Obcy komunikują się, ale nie umiemy jeszcze odczytać ich sygnałów.
– Stworzyli sobie utopię, i nie są zainteresowani światem zewnętrznym.
– Chowają się, bo we wszechświecie grasują kosmiczni drapieżcy.
– Traktują nas jak swoje zoo, albo laboratorium. Jedno i drugie wymaga poddania nas izolacji.

Kategoria druga, czyli Wielki Filtr

Możemy założyć jednak, że jesteśmy sami. Ale jakim cudem, jeśli wszechświat jest tak ogromy, a warunki do powstania inteligentnego życia wszechobecne?

Być może gdzieś po drodze istnieje potężna przeszkoda.

Oto Wielki Filtr – bariera, która uniemożliwia zaawansowanym cywilizacjom powszechne zaistnienie we wszechświecie.

Jest to wydarzenie lub seria wydarzeń, które mogą wystąpić na różnych etapach rozwoju cywilizacji, które zmniejszają lub eliminują jej szansę na osiągnięcie poziomu zaawansowania technologicznego niezbędnego do nawiązania kontaktu z innymi cywilizacjami.

Próg, którego przekroczenie przez życie jest skrajnie mało prawdopodobne lub niemożliwe.

Kluczowa kwestia: czy Wielki Filtr jest ZA czy PRZED nami?

(jest jeszcze opcja trzecia – że warunki we wszechświecie dopiero od niedawna pozwalają na powstanie inteligentnego życia, i jesteśmy po prostu pierwsi, a lada moment pojawią się następni, niewiele od nas młodsi. Skupmy się jednak na pozostałych dwóch opcjach…)

Jeśli Wielki Filtr jest za nami, to oznacza, że udało nam się go już przekroczyć, i mamy szczęście. Niesamowite szczęście. Zdaliśmy test, którego dotychczas nie zdał prawie nikt (lub nikt). Większość życia odpadła na wcześniejszym etapie, ale my sobie poradziliśmy – najgorsze za nami!

Takim Wielkim Filtrem za nami mogło być samo powstanie życia, mógł nim być ewolucyjny skok z komórek prokariotycznych do bardziej złożonych komórek eukariotycznych, albo może naukowcy mylą się co do planet ziemiopodobnych, i warunki na nich wcale nie są wystarczająco podobne do ziemskich – być może Wielki Filtr znajduje się jeszcze na etapie planet, przed powstaniem życia.

A jeśli Wielki Filtr jest przed nami?

Mamy przechlapane.

Oznacza to, że życie regularnie ewoluuje do miejsca, w którym jesteśmy, ale coś uniemożliwia życiu pójście dalej – rozwinięcie się w stopniu, który umożliwiałby nawiązanie komunikacji z inną cywilizacją.

Coś, co zniszczyło naszych poprzedników, i niemal z pewnością zniszczy także nas.

Z tego powodu jeśli kiedyś odkryjemy pozostałości po cywilizacji obcych, zamiast się cieszyć, powinniśmy rozpaczać. Takie odkrycie będzie najprawdopodobniej oznaczało, że Wielki Filtr jest przed nami.

Czym może być Wielki Filtr przed nami? Być może są to regularnie powracające kosmiczne kataklizmy? Na przykład zabójcze rozbłyski gamma? W tym wpisie chciałbym się jednak skupić na innej możliwości… powitajcie czarną kulę.

Hipoteza Świata Narażonego

W 2019 roku Nick Bostrom, kierownik Instytutu Przyszłości Ludzkości (Future of Humanity Institute) na Uniwersytecie Oksfordzkim, filozof i futurysta, opublikował artykuł pt. Hipoteza świata narażonego (ang. The Vulnerable World Hypothesis). Porównuje on w nim proces odkrywania nowych technologii do wydobywania kul z ogromnej urny. Każda kula to jakieś odkrycie lub wynalazek technologiczny. Na przestrzeni dziejów wydobyliśmy wiele kul, głównie białych (korzystnych), ale także kul w różnych odcieniach szarości (które dostarczyły nam tak dobrodziejstw, jak i kłopotów). Jak na razie (zdaniem Bostroma) skumulowany wpływ kul na życie ludzkie jest w przeważającej mierze pozytywny.

Wciąż jednak nie natrafiliśmy na czarną kulę: technologię, która nieuchronnie unicestwia cywilizację, która ją wydobyła. Zdaniem Bostroma jest tak nie dlatego, że jesteśmy szczególnie uważni jeśli chodzi o to, co odkrywamy – po prostu nam się poszczęściło. Co jeśli pewnego dnia wydobędziemy czarną kulę? Bostrom nie sugeruje, że to na pewno nastąpi, natomiast zważywszy na to, jak wielkim byłoby to zagrożeniem, powinniśmy przynajmniej spróbować przygotować się na taką możliwość, by jej ewentualnie zapobiec.

Tu natrafiamy na pierwszy problem. O ile całkiem nieźle radzimy sobie z wydobywaniem kolejnych kul z urny, zupełnie nie potrafimy włożyć ich z powrotem. Umiemy wynajdywać, ale nie umiemy od-wynaleźć. Pomijając ewentualność, w której dewastująca technologia sieje takie zniszczenie, że cofa nas do poziomu pre-technologicznego (na jakiś czas).

Co więc możemy zrobić? Być może należy zatrzymać czarne kule zanim zostaną wydobyte – uniemożliwić dokonanie pewnych odkryć. Czy jest to realne? Pewien Leo Szilard wpadł na to, jak można przeprowadzić jądrową reakcję łańcuchową, potrzebną m.in. do stworzenia bomby atomowej. Przerażony tym, co się stanie, gdy inni dokonają tego odkrycia, przekonał Einsteina, by ten wykorzystał swój autorytet, i poinformował o zagrożeniu prezydenta Roosevelta. On zaś rozpoczął Projekt Manhattan – tajny program badawczy, w celu skonstruowania bomby atomowej! Technologia kusi…

Bostrom rozpisuje się o niemożności zatrzymania postępu technologicznego. W przypadku bomb atomowych trzeba by zakazać pracy albo w konkretnych obszarach fizyki – co wzbudziłoby podejrzenia i zachęciło do nielegalnych badań w tych właśnie obszarach – albo pozamykać całe wydziały! Nie wspominając już o tym, że zakaz ten, żeby coś dał, musiałby obowiązywać na całym świecie, we wszystkich krajach. Kompletnie nierealne.

A mówimy dopiero o atomie – co z kulami, których jeszcze nie wydobyto? Mogą być znacznie ciemniejsze. Wyobraźmy sobie na przykład technologię, która sieje zniszczenie równe bombom atomowym, ale jest znacznie prostsza w konstrukcji. Wyobraźmy sobie, że technologia ta wymaga jedynie kawałka szkła, metalowego przedmiotu i baterii ułożonych w określonej kombinacji. Jak można by było powstrzymać takie odkrycie? Jak można by powstrzymać nie tylko rządy, nie tylko organizacje terrorystyczne, ale też każdą jednostkę przed budową zabójczej bomby? Zawsze znajdą się tacy, którzy z tych czy innych względów będą chcieli siać zniszczenie. W takiej sytuacji „uratować” nas mogłoby jedynie zaawansowane państwo policyjne, pilnujące każdego ruchu swoich obywateli. Mało tego, nie wystarczy że jedno z państw będzie totalitarne – kontrola musi objąć cały świat, aby była skuteczna (inaczej terroryści mogliby atakować z innych państw). Realne? Pożądane?

Czy to oznacza, że musimy wybrać między totalną zagładą a globalnym totalitaryzmem?

Może jednak „Hipoteza…” jest chybiona, a nasz świat wcale nie jest narażony na czarne kule? Skoro tak długo na nie nie natrafiliśmy, skąd pomysł, że to się zmieni? Być może wraz z odkrywaniem destrukcyjnych technologii wynajdywać będziemy jednocześnie technologie obronne, które będą podtrzymywać jako taką równowagę między porządkiem a chaosem? Miejmy nadzieję.

Co jednak jeśli już wydobyliśmy (albo jesteśmy w trakcie wydobywania) czarnych kul? Chciałbym przyjrzeć się trzem potencjalnym przykładom: sztucznej inteligencji, edycji genów i dronom.

Czy czarne kule są z nami?

Podstawowy problem ze sztuczną inteligencją polega na tym, że próbuje zrobić ona dokładnie to, o co ją poprosimy. Jeśli prosimy kogoś o kawę, tak naprawdę prosimy o “kawę, chyba że…” – chyba że będzie stanowczo za droga, chyba że będzie dwie godziny stąd, chyba że będzie trzeba kogoś skrzywdzić, itd. Dzięki “chyba że” nie działamy niczym psychopaci, którzy mają misję życiową, ważniejszą od czegokolwiek innego. Sztuczna inteligencja – taka, jaka jest dzisiaj – nie zna “chyba że”.

“Jeśli spytasz ją “czy możemy naprawić zakwaszenie oceanów?”: tak, można przeprowadzić reakcję katalityczną, która robi to niezwykle wydajnie, ale zużywa jedną czwartą tlenu w atmosferze, co spowodowałoby, że umarlibyśmy dość powoli i nieprzyjemnie na przestrzeni kilku godzin.” (tłum. aut. – źródło)

Problem z tym, jak budujemy dzisiaj sztuczną inteligencję, polega na tym, że dajemy jej sztywny cel. Wprowadzenie “chyba że” do myślenia SI jest zaś bardzo trudne. Jak uwzględnić wszystkie ludzkie wartości w kodzie jednego programu? Sytuacja jest tym trudniejsza, że nie ma między nami zgody, jakie to są wartości. Poza tym, wprowadzenie “chyba że” wiąże się z przyznaniem maszynom autonomii – oznacza, że dajemy im prawo do odmówienia wykonania naszego zadania. A tego z jednej strony się boimy, z drugiej – godzi to w nasze ego. Nieposłuszna maszyna? Niemniej jednak jakaś doza niezależności maszyn będzie niezbędna; inaczej stworzymy cyfrowych psychopatów. To jest pierwsze nadciągające zagrożenie.

Drugie: atak bioterrorystyczny mógłby potencjalnie doprowadzić do likwidacji rodzaju ludzkiego, gdyby tylko wysoce zakaźny i śmiertelny materiał biologiczny został uwolniony i rozprzestrzenił się wystarczająco szybko i na szeroką skalę. Od 2012 rozwijana jest metoda edycji genów o nazwie CRISPR (Clustered Regularly Interspaced Short Palindromic Repeats), która umożliwia łatwe i precyzyjne edytowanie DNA żywych organizmów. Coś dotychczas niespotykanego. Tykająca bomba?

Nie trzeba mówić o tym, jakim zagrożeniem może być pandemia. Ta, której doświadczyliśmy ostatnio była relatywnie łagodna w porównaniu do historycznych, a i tak zdołała wywrócić świat do góry nogami. Co może wydarzyć się w sytuacji, w której ktoś zaprojektuje wirusa z zamiarem wywołania jak największych zniszczeń? Wraz z tym, jak edycja genów staje się prostsza, obniża się próg wejścia, i coraz więcej osób o różnych motywacjach nabywa potężnych możliwości.

Trzecie zagrożenie: Mówi się, że nanotechnologie wojskowe, a zwłaszcza nanoboty (mikroskopijne roboty), staną się najważniejszą bronią XXI wieku. Obecnie pracuje się nad dronami wielkości owadów. W 2014 roku amerykańska Army Research Laboratory ogłosiła stworzenie drona-muchy (a rozmiar będzie tylko dalej maleć…), ważącej zaledwie ułamek grama. Taki dron mógłby wlecieć do punktu dowodzenia przeciwnika i po cichu go śledzić, albo wlecieć do kuchni, aby dostarczyć miniaturową truciznę. Już 0,0001 miligramów toksyny botulinowej typu H zabija człowieka. To ilość zbyt mała, by ją zobaczyć lub jej posmakować. Jak można ochronić się przed taką technologią? Tym bardziej jeśli ktoś użyje jej przeciwko cywilom. Trzeba by jakimś sposobem zabezpieczyć wszystkie pomieszczenia i przestać wychodzić na świeże powietrze (lub wymyślić jeszcze jakiś rodzaj hiperzaawansowanego kombinezonu ochronnego). Realne? Pożądane?

Nie musimy jednak czekać na taką miniaturyzację dronów – nawet te nieco większe mogą okazać się katastrofą. Na koniec tego wpisu pragnę zaprosić do obejrzenia poniższego krótkiego filmu (dostępne jest tłumaczenie napisów na język polski):

A więc gdzie są wszyscy? Dlaczego jesteśmy sami we wszechświecie?

Być może Obcy stali się za mądrzy, by przetrwać.

Źródła:
https://nickbostrom.com/extraterrestrial.pdf
https://www.weforum.org/agenda/2022/01/artificial-intelligence-stuart-russell-radio-davos
https://waitbutwhy.com/2014/05/fermi-paradox.html
https://www.huffpost.com/entry/are-nanoweapons-paving-the-road-to-human-extinction_b_59332a52e4b00573ab57a3fe
https://onlinelibrary.wiley.com/doi/full/10.1111/1758-5899.12718

One thought on “Dlaczego jesteśmy sami we wszechświecie?

  1. Ludzkość jest oszukiwana w doskonały sposób w każdej dziedzinie, od polityki począwszy, poprzez ekologię, zasoby naturalne i ekonomię. Rządzą nami doskonali kłamcy, którzy PRAWDY udzielić w zasadzie nie mogą i ja to rozumiem. NIE JESTREŚMY SAMI – tak twierdzę, ale każdy może to podważać. Myślę, że Świat wygląda zupełnie inaczej niż my go postrzegamy, a w dodatku jesteśmy manipulowani i nie wynika to z jakiejś “bzdurnej mojej filozofii,” ( jakby ktoś powiedział).Nikt nie musi wierzyć, każdy z nas ma możliwość samodzielnego myślenia. WIEM, że już niedługo część PRAWDY ludzie ujrzą i nie będzie to BLUE BEAM. Cytuję urywek genialnego wiersza W. Szymborskiej (….) Gwiazda jest duża i daleka, tak daleka, że mała, nawet mniejsza od innych dużo od niej mniejszych. Zdziwienie nie byłoby tu niczym dziwnym, gdybyśmy tylko mieli na nie czas. (….) Pozdrawiam wszystkich czytających blog Ewy i przy okazji Świąt Bożego narodzenia i Nowego 2023 Roku życzę zdrowia, radości, osiągania narzuconych sobie celów, bo co, jak nie wartości z nich płynące nas budują i ciągle stwarzają od nowa. Zadawajcie pytania, bo zabawa polega na tym, byśmy uważali fakty, które podają nam naukowcy, jako coś do podważania. Im więcej światła bije od kaganka wiedzy, tym więcej ciemności ukazuje się naszym oczom.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.