Historia Ukrainy w pigułce Broma (53). Zakończenie, czyli o poezji.

Roman Brodowski (Brom)

O zbrodniczych planach organizacji ukraińskich nacjonalistów podczas II wojny światowej, o ich współpracy przeciwko Polakom, Rosjanom oraz innym narodom nieukraińskim, pisałem nie tak dawno, nie będę się więc powtarzał. Powojenny status Ukraińców ustaliły w Teheranie i Jałcie państwa zwycięskie. Po raz kolejny nacjonalizm ukraiński stal po „złej stronie mocy”.

Niestety nie wszyscy mieszkańcy południowo-wschodnich terenów Polski powojennej, utożsamiający się z narodem ukraińskim, znaleźli się na terytorium Związku Radzieckiego. Część z nich w ramach przymusowych przesiedleń musiała przenieść się na północ, na Ziemie Zachodnie, lub w ogóle wyemigrować z Polski. Akcja ”Wisła” do dzisiaj uznawana za zbrodnię przeciwko społecznościom mniejszościowym, miała potrójne dno: etyczne, etniczne i polityczne.

Okres powojenny stał się jednak czasem stabilnego pokoju i w pewnym sensie wymuszonej zgody pomiędzy narodem polskim i narodem ukraińskim.

Chociaż Centralna Rada Ukraińska proklamowała 25 stycznia 1918 roku niepodległość i utworzenie Ukraińskiej Republiki Ludowej, to jednak geopolityczne państwo ukraińskie oficjalnie pojawiło się na mapach świata z chwilą rozpadu Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich, czyli dopiero w 1991 roku.

Proklamacja wspólnoty nowopowstałych niepodległych państw, Rosji, Białorusi i Ukrainy nastąpiła 8 grudnia tegoż roku na spotkaniu przedstawicieli najwyższych trzech byłych republik Związku Radzieckiego. Miejscem spotkania były Wiskuły w Puszczy Białowieskiej. Porozumienie podpisali ze strony Rosji Borys Jelcyn, Ukrainy – Leonid Krawczuk, Białorusi – Stanisław Szuszkiewicz. To stało się początkiem istnienia uznanych przez Organizację Narodów Zjednoczonych państw Ukrainy i Białorusi.

***

Każde państwo i każdy naród ma prawo do tworzenia własnej narodowej historii. Taką własną narodową historię posiadają i Polska, i Rosja, i Litwa, a więc państwa które niejako były uczestnikami procesu narodowotwórczego oraz państwowości Ukrainy. Również Ukraina posiada swoją historię. Jednakże ukraińscy historycy starają się tę historię, napisać tak, aby udowodnić zarówno sobie jak nauce światowej ciągłość tożsamościową narodu ukraińskiego niemalże od czasów prahistorycznych. Ja, przykro mi, tej ciągłości nie odnalazłem.

To prawda, że każdy z nas, zarówno my jak i inni, często staramy się przedstawiać naszą historię w taki sposób, by można było być z niej dumnym. Fakty historyczne można w różny sposób interpretować, jednakże fakt zawsze pozostaje faktem.

Wydaje mi się, że Ukraina i Białoruś w nowej narodowej i państwowej rzeczywistości powinny zwrócić szczególną uwagę na fundament, jakim są fakty oraz artefakty.

Niestety historycy często, przekazując dziedzictwo historii ich kraju, starają się przekazać „prawdę czasu”, interpretując ją w sytuacjach wrażliwych, spornych lub niewygodnych tak, by stała się dla atrakcyjna politycznie i społecznie, chociaż niekoniecznie zgodna z faktami.

Powstawanie państw jest procesem chronologicznym, jest ciągiem wydarzeń.

Najpierw początek, który w średniowiecznej Europie wschodniej i centralnej na ogół stanowiły plemiona, w naszym przypadku słowiańskie. Następnie charyzmatyczna postać, która swoim oddziaływaniem potrafiła zjednoczyć wokół siebie zwolenników, tworzących zazwyczaj organizację o charakterze wojskowym, jednoczącą coraz to więcej innych grup plemiennych.

Tak, podobnie do siebie, wyglądały średniowieczne dzieje Polski, Rusi, także tej Kijowskiej, czy Litwy (Wielkie Księstwo Litewskie) – ich państwowość zapoczątkowana została w IX, X czy XIII wieku.

Polska, czyli opowieść Galla Anonima:

Najpierw około IX wieku na ziemiach Polski tworzą się słowiańskie wspólnoty plemienne. W najsilniejszym z plemion, u Polan, pojawia się Ziemowit, a potem jego wnuk Mieszko I, którzy jednoczą wokół siebie inne plemiona. Od mniej więcej 960 roku Mieszko jest już niekwestionowanym władcą utworzonego przez siebie państwa Polan. Rok 966 to oczywiście chrzest i przyjęcie religii zachodniochrześcijańskiej.

Ruś Kijowska (opowieść Nestora):

Najpierw, w VI wieku przywędrowały tu plemiona słowiańskie. Następnie, w 862 roku, na zaproszenie przybywa do Nowogrodu jako rozjemca skłóconych ze sobą Słowian i Finów wielki Ruryk wraz z braćmi Senesem i Truwerem i to on rozpoczyna dzieło scalania plemion wschodniosłowiańskich.

W 882 roku Oleg, regent nieletniego syna Ruryka, Igora, przyłączył Kijów do ziem nowogrodzkich, by następnie uczynić z niego nową stolicę Rusi. Sto lat później, najprawdopodobniej w 988 roku prawnuk Ruryka, Włodzimierz przyjął chrzest w obrządku bizantyjskim. Dodam tu może, że już wtedy Ruś Kijowska sięgała terenów Przemyśla. Włodzimierz zajmuje Grody Czerwieńskie, należące wówczas do „Lachów”.

Rosja jest kontynuacją dzieła dynastii Ruryka.

Litwa, czyli Wielkie Księstwo Litewskie.

Najpierw były wspólnoty plemienne Bałtów, Jadźwingów i Żmudzinów. Później pojawia się Mendog – charyzmatyczna postać, która dokonuje ich zjednoczenia, a około 1236 roku utworzy państwo. Mendog jest przodkiem Giedymina i to od niego wywodzi się poboczna linia Jagiellonów. W roku 1253 Mendog został koronowanym królem zjednoczonej Litwy.

Ekspansja kolejnych władców Litwy na opanowane przez „złotą Ordę” tereny byłej Rusi kijowskiej powiększyła tereny Litwy. W 1385 roku Jagiełło ochrzcił siebie i Litwę, przyłączając ją do kościoła rzymskokatolickiego.
W żadnym z wyżej wymienionych przykładów, opartych zarówno na legendach jak i faktach, nie odnalazłem śladów istnienia etnicznej wspólnoty Ukraińców.

Dzisiejsze państwo Ukraina, zgodnie z moją hobbystyczną wiedzą, jest nieodłączną częścią historii Rusi Kijowskiej, Rosji, Wielkiego Księstwa Litewskiego i Rzeczypospolitej Obojga Narodów.

Przeszłości nie można zakłamywać.

Naród, który na przestrzeni wieków poszukiwał swojej narodowej tożsamości, a którą odnalazł w dumach kozackich i w poezji twórców romantyzmu ukraińskiego XIX wieku, Tarasa Szewczenki, Iwana Franko i innych, ma prawo do samostanowienia o sobie, choć nie zostało ono oparte na wspólnocie plemiennej. Ale przecież nie tylko plemiona mają prawo do niepodległości.

I taka jest prawda. Ukraina to nie jest dzieło plemienne, to dzieło poetów.
Piękna prawda!

Prawdy nie da się ukryć, ona zawsze będzie się odradzać.

Poeta pamięta.

PS od Adminki: Dlatego o dziejach Ukrainy przez ponad rok opowiadał na tym blogu nie historyk, lecz poeta.

Kashia Vega (po wielu tygodniach)

W kwietniu w Berlinie miał się odbyć koncert. Miała śpiewać młodzież z Polski. Organizatorką była berlińsko-szczecińska pisenkarka, Kashia Vega. Poprosiłam o bilet prasowy (blogerzy już od dawna są traktowani jak prasa, czasem nawet bardzo pożądana), dostałam i przy okazji Kasia spytała, czy chcemy porozmawiać. Odpowiedziałam, że tak, po koncercie. Chciałam chwilę pogadać, żeby mieć materiał na kolejny wpis. Redaktorka bloga, który od 13 lat codziennie w minutę po północy publikuje kolejny wpis, jest wszystkożerną harpią, która zawsze i wszędzie szuka materiału.

Zakładałam, że koncert nie będzie niczym specjalnym, ot, taki koncert “dla Polonii”. Rzeczywistość utarła mi tego zarozumiałego nosa, bo koncert był świetny i bawiłam się świetnie.

Napisałyśmy o tym TU: https://ewamaria.blog/2025/04/06/inne-inni-i-kasia-vega/ I koniecznie przeczytajcie ten wpis, bo naprawdę oddaje to, jak było wspaniale, barwnie i kolorowo, no po prostu świetnie.

A potem spotkałyśmy się z Kasią, porozmawiałyśmy, rozmowa okazała się równie świetna, więc zapytałam redakcję Kuriera Szczecińskiego, czy by nie chciała jej opublikować. W końcu Kasia jest nie tylko z Berlina, ale i ze Szczecina. Redakcja chciała. Tekst się ukazał, najpierw na papierze, potem on line. Potem Kasia umieściła go na Facebooku i na Instagramie. A ja cały czas nie publikowałam tej rozmowy na blogu, szanując kolejne jej odsłony poza blogiem. Ale myślę, że w wiele tygodni po publikacji papierowej, mogę i ja ją wykorzystać.

Cierpienie zwierząt 7. Drybling Hidegkutiego czyli rozmowy z Hrabalem

Autorzy: Bohumil Hrabal i László Szigeti, wyd. Warszawa 2011

EMS: Rozmowy zostały przeprowadzone w 1984 roku, wydane po czesku 1996 roku, po polsku w roku 2011. To istotne, bo głęboko humanistyczne poglądy czeskiego pisarza, tak jak je głosił w latach 80, mogą się dziś wydać staroświeckie, albo wręcz anachroniczne.

Zresztą nie uprzedzajmy wypadków. Najpierw kilka fragmentów książki, a dopiero potem wnioski i uczucia.

Aha, Nándor Hidegkuti (1922- 2002) był (ubóstwianym) węgierskim piłkarzem i trenerem, Bohumil Hrabal (1914-1997) był czeskim pisarzem, a László Szigeti (1957-2022) – słowackim politykiem narodowości węgierskiej, najpierw komunistą, a potem – antykomunistą.

Drybling – wiadomo, w rozmowie Hrabal często kończy odpowiedź sformułowaniem “to taki drybling na chustce do nosa”. Aczkolwiek rozmowy po angielsku nazywają się piruety na chustce do nosa, a po niemiecku – sztuczki z chusteczką. Aha, poniższy fragment książki zaczyna się od zdania po niemiecku. To zdanie Hrabala.

***

Continue reading “Cierpienie zwierząt 7. Drybling Hidegkutiego czyli rozmowy z Hrabalem”

Dziwna wieża Babel

Teresa Rudolf

Wchodzimy do rzeki życia;
jedni ostrożnie, z respektem,
ucząc się chodzenia, pływania,
oddychania nad i  też pod wodą…

Inni z lękiem, pomału, nie ufając 
sobie, nikomu, a najmniej rzece,
bo jeśli raz chciała pochłonąć,
może zrobić to znów i znów….

…raz przebrana za człowieka,
a innym razem za los…

***

Dziwna Wieża Babel
w tym samym języku;
różne sensy, przekonania, 
wartości, brak tłumacza “obcych” 

słów, myśli, mentalności, filozofii, 
dzieli wszystko, a wiążą różnice;
ta adrenalina graczy o rację
małą, wielką, o sukces ogromny

na małym poletku, lub na
tak wielkim, jak, cały, cały… kraj.

***

***

Ponad, ponad chmurami,
gdzie przestrzeń ptaków i dusz,
wznoszę się w mych snach
lekka jak piórko ptaka lub anioła,
nad światem, coraz cięższym…

…od miliona trosk.

“Małą Mi” do Berlina i z powrotem (1)

Marek Włodarczak albo Tabor Regresywny


Jako nieustraszony pogromca worków foliowych na drzewach zostałem zaproszony przez Ewę Marię do Berlina w związku z workiem  na drzewie na podwórku przy Paradestrasse nieopodal skrzyżowania z Tempelhofer Damm. W takiej sprawie nie można jechać zwykłym środkiem lokomcji. Tu jest potrzebny Prawdziwy Wóz Cygański.

Continue reading ““Małą Mi” do Berlina i z powrotem (1)”

HIstoria Ukrainy w pigułce Broma (52). Konkluzja 2 i wcale nie ostatnia.

A zatem, kochani Czytelnicy, jeśli myśleliście, że dzisiaj, po 52 odcinkach, zakończy się roczny cykl wykładów na temat Ukrainy, to otóż nie. Przed nami jeszcze co najmniej jeden odcinek. A kto wie, może więcej?

Roman Brodowski (Brom)

Wspólnota kozacka nie od zawsze jednak widziała w nas wroga.

Ale po kolei.

W początkowym okresie rozwój wspólnoty kozackiej oparty był, podobnie jak u Wikingów, na działalności rabunkowej. Ich głównym zajęciem były zbrojne wypady na bogatsze tereny sąsiadów. Dla tych „bandyckich” wypraw upodobali sobie Kozacy przede wszystkim przygraniczne tereny należące do Tatarów krymskich. Nie gardzili także bogactwem Bułgarów nadwołżańskich, a nawet przygranicznych terenów Bizancjum.

Continue reading “HIstoria Ukrainy w pigułce Broma (52). Konkluzja 2 i wcale nie ostatnia.”

Don Kichot, wiersze polskie

Tych polskich wierszy już tu trochę było, Bolesław Leśmian, Stanisław Grochowiak, Krzysztof Kamil Baczyński, Wojciech Młynarski i Jacek Kaczmarski, o polskim Don Kichocie, a raczej o Polakach jako Don Kichotach pisał też Günter Grass. Ja jednak nie ustaję wysiłkach szukania kolejnych wierszy. Nie wiem, czy przyświeca mi myśl stworzenia antologii, bo przecież nudna by była, wciąż te wiatraki, owce, bukłaki z winem i ten mądrala Sancho Pansa. Więc może nie układam antologii, tylko tak sobie szukam, bez powodu, i tak sobie zstępuję z Parnasu, przez lożę szyderców na plac budowy, bo Don Kichot jest wszędzie. Ale, ale, czy mi się zdaje, że zawsze w męskiej tylko poezji i kobiety wierszy o nim nie pisały? Jeśli-bym się myliła, to bardzo proszę, by mi dać znać w trybie natychmiastowym.

Cyprian Kamil Norwid

Epos nasza

I

Z którego dziejów czytać się uczyłem,
Rycerzu! – piosnkę zaśpiewam i tobie.
Wysoki, właśnie obrócony tyłem
Do słońca, które złoci się na żłobie
I, po pancerzu przebiegłszy promieniem,
Z osieroconym bawi się strzemieniem…

II

Liców twych – wyznam – opiewać nie mogę,
Bowiem rozlałeś profil swój na wielu.
Lecz serce? – czuję, i podzielam trwogę
O bohatérstwo… stary przyjacielu!
Podzielam, mówię, gorącość i zapał,
Których-em z dziejów twych usty nałapał.

III

Dziecina – pomnę – nad ciemnawą kartą
(Bo nawet odcień pamiętam papieru)
Schylony – z głową oburącz podpartą,
O! ileż, ileż ciągnąłem eteru
Z czytania, z księgi, z możności czytania – ?
I jak smutnawo było mi dokoła,
Kiedy już świeca gasła (rzecz tak tania!…)
Albo gdy z starszych kto nagle zawoła,
Albo gdy widzę już, że kilka tylko
Arkuszy – tak, że końca dotkniesz szpilką!…

IV

Czylim cię kochał i czy prawdę piszę,
To wiedz ze wspomnień, które tu skreśliłem,
Bom niepiśmienny ja i mało grzészę
Twórczością: piszę – śpiewam – tak, jak żyłem…

V

To tak!…więc stajesz mi znów przed oczyma,
Jak ongi, rdzawą osłonięty zbroją,
I smutek budzisz, co się wężem zżyma,
Bo i ja miałem Dulcyneę moją!

VI

To tak!… a śmiechu nie ma w tym, oj! nie ma,
Dla widzów chyba i dla czytelników,
Lecz dla nas? – mówię, dla nas, co obiema
Rękami nikłych walczym rozbójników,
Oswobodzając księżniczkę zaklętą –
Ból, spieka, gorycz i marsz drogą krętą.

VII

A śmiech? – to potem w dziejach – to potomni
Niech się uśmieją, że my tacy mali,
A oni szczęśni tacy i ogromni,
I czyści, i tak zewsząd okazali…

VIII

A oni? – że tak z niskąd nie zdradzeni
Po paradyzie latają w promieniach
Z Beatryksami swymi – rozkochani –
W purpurze, w wieńcach i w drogich kamieniach,
Co odśmiechują się niebieskim ciałom
I oczom – i otwartym w strop aż na wskroś Chwałom!

IX

Szczęść-że im, Panie. . . . . . . . . . . . . .

X
…a my – kawalery błędne,
Bez giermków, z wstęgą na piersi czerwoną,
Przez mokre lasy, przez lasy żołędne
Ciągniemy przędzę z dala zaczepioną
U przekreślonych szyb żelazną kratą,
U najeżonych bram wściekłą armatą…

(…)

XII

Przez jakich ścieżek bo chadzałem krocie
Z ogromną dzidą, co gałęzie kruszy,
Ty jeden wielki znasz to, Don Kichocie,
Jednego ciebie to wspomnienie wzruszy.
Bo gawiedź śmiać się będzie wielolica,
Niewarta ostróg z la Manczy szlachcica!

XIII

A Dulcynea moja – o! prze-chrobry
Rycerzu – wiedz, że w swojej ona
Osobie nigdy mi nie odsłoniona –
– Chyba że wietrzyk jaki, wietrzyk dobry
Uchyli czasem kwefu i nad włosem
Rumianych grono gwiazd pokaże z dala
Albo obrączkę tęczową z opala,
Albo obuwia, co się bawi z wrzosem
Kwitnącym, rąbek mały, taki mały
Jak najdrobniejsza koncha perłowana…

XIV

– To wszystko!… ptaki często mi śpiewały,
Że już zbudzona i odczarowana
Pomiędzy smoki wychodzi z wieżyce,
Że lampę trzyma w ręku, a potwory,
Nie mogąc światła znieść, w ziemię się ryją,
Skrzydłami w ciasne łopoczą piwnice
I klną, i gardła rozdzierają… wyją…

XV

Ale cóż? – ptaki, co im się przywidzi,
To wyśpiewują, przysiadłszy na tarczy,
Albo na hełmie moim – a duch widzi,
Że kłamią – prawda jedynie wystarczy
Nam, co za prawdą gonim, Don Kichotom,
Przeciwko smokom, jadom, kulom, grotom!…

***

Henryk Zbierzchowski (1881 we Lwowie – 1942 w Krynicy)
z tomu Ogród życia (wyd. we Lwowie w 1935 roku)
zob: https://pl.wikipedia.org/wiki/Henryk_Zbierzchowski

Don Kichot

Gdzie tylko widzę uciśnioną cnotę,
Krzywdę lub przemoc, nieszczęście lub nędzę,
Na Rozynancie moim zaraz pędzę,
Mając w swych oczach iskry gniewu złote.

Tyle w tych walkach nazbierałem sińców,
Że coraz słabsze są ciosy mej dłoni
I coraz wolniej mój wierzchowiec goni
Po twardym bruku dalekich gościńców.

Więc nieraz nocą chwyta mię zwątpienie
I pod naporem myśli spać nie mogę,
Czy dobrą w życiu swem obrałem drogę,
Gromiąc wiatraki i zwalczając cienie?

A gdy tak męczę się, aż świt najrańszy
Przystroi okna izby w blade kwiaty,
Słyszę wyraźnie z sąsiedniej komnaty
Głośne chrapanie mego Sanszo Panszy.

***

Zbigniew Budek (polski poeta w Niemczech i w Polsce, m.in. w Bonn i w Częstochowie, Krakowie, ur. w roku 1948 w Wejherowie)
zob: https://youtu.be/W0ZtcHd38-g?si=JiUWNnUcrF3jFv3o

Don Kichot

Mam w głowie różne myśli
Pilnowałem wszystkiego, co sił
Dzisiaj wstyd mi.
Zakorzeniły się we mnie na amen.
Nie mam sposobu.
Jak się ich pozbyć?
Ludzie się wyśmiewają
Jeden drugiemu szepcze – popatrz:
“ktoś w kapturze”.
I gdyby kaptur miał współczesny dizajn.
A tak?
Kiwam się jak Don Kichot na rowerze.

Nasi chłopcy

Materiały do wpisu przygotowała Monika Wrzosek-Müller:

Wystawę “Nasi chłopcy” można oglądać  w Galerii Palowej Ratusza Głównego Miasta w Gdańsku, przy ul. Długiej 46/47 do 10 maja 2026 roku.
Bilety wstępu na wystawę: 11 zł (normalny) / 7 zł (ulgowy) lub w ramach biletu wstępu do Ratusza Głównego Miasta. 

Wystawa, która wzbudziła mnóstwo kontrowersji, została przygotowana we współpracy z berlińskim Centrum Badań Historycznych PAN, co zresztą też było przedmiotem ostrej krytyki ze strony środowisk prawicowych.

M.in. na ten temat ACADEMIA przeprowadziła wywiad z dyrektorem Centrum, profesorem Igorem Kąkolewskim.

Continue reading “Nasi chłopcy”

Cierpienie zwierząt 6. Jeanette Winterson, “Written on the Body”

Napisane na ciele

po niemiecku wydane w S. Fischer Verlag 1999

Jeanette Winterson, autorka angielska, fantasy, science fiction, literatura piękna, biografia, autobiografia, pamiętniki; zdaniem portalu Lubimy czytać jej najpopularniejszą książką jest Przepaść czasu. Ponadto w Polsce ukazała się jej autobiografia Po co ci szczęście, jeśli możesz być normalna? oraz jej debiutancka powieść, również po części autobiograficzna – Nie tylko pomarańcze.

Urodzona: 27.08.1959

Napisane na ciele to początkowo po prostu bardzo erotyczny romans tłumacza literatury rosyjskiej z piękną mężatką, historyczką sztuki. Jednakże w drugiej połowie powieść nagle całkowicie się zmienia, staje najpierw esejem popularno-naukowym, a potem opowieścią o chorobie, wyrzeczeniu i śmierci. Bohater jest wegetarianinem i tłumaczę tu dla nas krótki fragment książki, jego rozmyślanie o zwierzętach. Pojawia się ono podczas nocnej listopadowej wędrówki po niegościnnym terenie, gdzieś w hrabstwie Yorkshire. Być może trzeba tu powiedzieć, że to fragment końcowej części powieści, kiedy już wszystko jest ponure. Strona 228 i następne:

***

Droga jest grubo posypana popiołem, który cienko świszcze pod butami. Buty są pobrudzone pyłem węglowym i popiołem, ale i tak jest to lepsze niż błocko deszczową nocą. Dziś w nocy już nie pada. Niebo jest przejrzyste i twarde, nie ma chmur, tylko gwiazdy i pijany księżyc, kołyszący się na grzbiecie. Szereg jesionów wzdłuż palisady przez którą się wychodzi ze świata ludzkich dzieł w rozległy krajobraz, który do niczego się nie nadaje, tylko jako pastwisko dla owiec. Słyszę je, jak przeżuwają kępy traw, grubych jak kożuchy.
Jest późno, powinienem był wziąć taksówkę, a tak mam przed sobą dziesięć kilometrów drogi, którą muszę pokonać bez latarki. Dla płuc ciężkie uderzenie zimna jest jak szok. Po drodze nie ma domów ani telefonu. Mocuję torbę podróżną na plecach i idę w kierunku mglistych zarysów góry. Do góry i na dół. Pięć kilometrów pod górę i pięć w dół. (…) Toruję sobie drogę pośród stada krów z otokami błota wokół kopyt. Moje buty też dźwigają wielkie bryły błota. Nie przewidziałem, że po drodze wszędzie napotkam potoki wody, które wypływają z przepełnionych źródeł i spływają łagodnie po stoku w dół. Na wysuszonym letnimi suszami podłożu deszcz nie wsiąka w ziemię i nie łączy się z wodami gruntowymi, dociera tylko do źródeł, którymi się karmi. Rwące strumienie spadają w dół i wypełniają błotniste doły. Krowy tratują je, wędrując w poszukiwaniu trawy. Mam szczęście, że księżyc odbija się w taflach wody. Idę wzdłuż nich, są błotniste, ale jeszcze się w nich nie zapadam. Mam na sobie miejskie buty i cienkie skarpetki, które nie chronią przed wilgocią. Miejski płasz jest sporyskany błotem. Krowy patrzą na mnie z niedowierzaniem, tym spojrzeniem, jakie zwierzęta żyjące w naturze rezerwują dla ludzi, którzy się tam pojawiają. Nie wydajemy się im częścią natury. Intruzi, zaburzający odwieczny porządek złożony z myśliwych i zwierząt, na które polują. Zwierzęta wiedzą, kto jest kim, dopóki nie pojawimy się my. Cóż tej nocy to z pewnością krowy śmieją się ostatnie. Ich spokojne przeżuwanie, ich łagodne ciała, czarne na tle zbocza góry, naigrywają się z wędrowca, który obarczony ciężką torbą, w mozolnej wspinaczce dąży potykając się pod górę. Stój, bratku, oddawaj polędwicę. Jestem wegetarianiniem, nawet nie mogę sobie pomarzyć o zemście. Czy jesteś w stanie zabić krowę? To taka gra, w którą czasem gram sam ze sobą. Co mógłbym zabić? Gdy o tym myślę, zatrzymuję się na kaczce, ale potem widzę je na stawie, kwaczą zupełnie idiotycznie, och dlaczego dlaczego rodzina kacza kaczy kuper w wodzie macza, i już po mnie. Czy byłbym w stanie wyłowić taką kaczkę z wody i skręcić jej kark? Ale strzelbą byłbym w stanie ją odstrzelić, tak jest łatwiej. Łatwiej, bo dalej. Nie będę jadł tego, czego nie jestem w stanie zabić. Trochę to niesmaczne, udawane. Hej krowy, nie musicie się mnie bać. Krowy podnoszą łby. Jak faceci przy pisuarze, krowy i owce robią wszystko jednocześnie. To mnie zawsze niepokoi, ta wspólnota patrzenia, zjadania trawy, sikania. Idę za krzak, żeby się wysikać. Dlaczego w środku ciemnej nocy w środku niczego chowam się za krzakiem, żeby się wysikać?

***

Dalsza część rozważań w powieści już nie dotyczy zwierząt.

***

Ciekawe, że dzień przedtem, jak dopiero zaczęłam czytać tę powieść, rozmawiałyśmy z koleżanką o tym samym. Bo jest tak, że ludzie, którzy nie są wegetarianami, że już nie wspomnę o weganach, odczuwają potrzebę, żeby się przed nami wytłumaczyć, dlaczego jedzą mięso. To wyjaśnienie, że nie powinno się jeść tego, czego nie umie się zabić, pojawia się bardzo często w tych rozmowach i zawsze wtedy okazuje się, że normalny mieszczuch w XXI wieku w takich rozważaniach zawsze dociera do drobiu, choć zawsze w końcu przyznaje się, że tej kury, kaczki czy gęsi nie zabije. Moja koleżanka dotarła do gęsi i zakładała, że od gęsi w dół mogłaby zabić zwierzę, sprawić je i przygotować do spożycia. Po trzech miesiącach próby bycia wegetarianką, upiekła na obiad rodzinny gęś świętomarcińską.

Ale dlaczego ci, co jedzą mięso, w ogóle tak myślą? Co z tego wynika? Nie jedzą krowy ani świni, ale jedzą ryby, raki, żaby, ptaki? O to chodzi? Co wynika, co ma wynikać z takiego myślenia? Dżdżownicę i chrabąszcza jeszcze łatwiej zabić niż rybę, a przecież nie jemy dżdżownic i chrabąszczy.

Ponieważ przebywa u mnie aktualnie adeptka psychologii z Gdańska, Matylda Czarnecka, zapytałam ją, co sądzi o tej argumentacji i czy mogłaby mi pomóc wyjaśnić, po co ludzie mówią nam takie rzeczy i co to wyjaśnia, jeśli uznam, że mogę zjeść tylko zwierzę, które mogę zabić? Znalazłyśmy w rozmowie kilka wyjaśnień.

Umiejętności. Jesteśmy słabi, nie mamy dość siły, żeby zabić krowę i nie umiemy tego robić.
Małe zwierzęta zabija się szybciej, a zatem mniej cierpią, a nie chodzi o to, żeby nie zabijać, tylko o to, żeby nie zadawać cierpienia, albo, tak naprawdę, go nie widzieć. Małe zwierzę to mało krwi.
Własnoręczne zabicie zwierzęcia zakłada, że nie jest to zwierzę hodowane fabrycznie, tylko chodzi gdzieś po podwórku, czy pływa w stawie, dokonuje się więc tym samym deindustrializacja konsumpcji mięsa.

Przyjmowałam te argumenty z zainteresowaniem, ale nadal nie rozumiałam, czemu służy zdanie o jedzeniu tylko tego, co dany człowiek byłby w stanie zabić? Przecież to nie znaczy, że jedzą tylko to i nie znaczy, że sami zabijają. A jednak to zdanie pozwala na spokojną konsumpcję mięsa. Likwiduje wyrzuty sumienia. Usprawiedliwia i wyjaśnia. Ale jak? Jak to działa?

I Matylda znajduje wyjaśnienie. Wyobraźmy sobie świat bez marketów, a więc świat, w którym musimy sobie sami radzić. Zbierzemy jagody, przeżujemy ziarna, złowimy rybę, zbijemy kurę. Nikt z nas świadomie o tym nie myśli, gdy kupujemy szynkę w biedronce, ale nasza podświadomość – ta jungowska a nie freudowska – to właśnie gwarantuje. To zdanie zawiera w sobie pamięć o babci, która kupowała na targu żywe kury, obejmuje karpie wrzucane do wanny i zabijane w dzień Wigilii, wakacyjne zbieranie grzybów, smak poziomek na łące. Podwiadomość robi z tego zgrabny pakunek i przypominając, że możemy coś sami zabić, podsuwa nam obietnicę, że przeżyjemy wojnę, głód, wypędzenie i katastrofę klimatyczną.