Zapiski na mankietach / Notizen auf den Manchetten

śmierc jest jak stara kurwa na kudamie
                                                            (al)

jak staniesz na hermannplac, weźmiesz pomarańczę do ręki, zamkniesz oczy, kilka razy się obrócisz i tą pomarańczą rzucisz, to zawsze trafisz mewkę albo tajniaka
                                                                                      (k-c)

– też chciałbym mieć taki drut w głowie jak wujek, tato!
– nie narzekaj, polewaj!
                                   (l)

– a wiesz jak sie teraz ubana nazywa?
– ??
– corona express
                        (b) 

Wußtest Du schon…

…dass Weinbauern als Haustiere
   bevorzugt Lachtauben halten?
                                             (pg)



               Politikier

Steht auf meinen Zehen und
    behauptet, daß er den
           Schmerz fühlt.
                              (pg)

Gut gesagt!

Bei manchem ist Propfen
und Schmalz verloren.
                                  (pg)

Beim Sex:
sie – “Sag’ mir schmutzige Sachen!”
er  –  “Küche, Wohnzimmer…”
                                  (pg)

Aus der Vogelwelt

Eine Krähe hackt der anderen kein Auge aus,
es sei denn, es lohnt sich.
                                     (pg)

“Guten Tag” wird abgeschafft.
Dafür folgt “Smörebröd”.
                                    (pg)

Wusstest Du schon…

… dass Chemie und Wahnsinn nahe beieinander liegen?
                                                                                       (pg)

Tip für den Haushalt

Die Helligkeit der Wohnung
kann bedeutend verbessert werden.
wenn man statt Äpfel,
Birnen in die Lampe(n) schraubt
                                                     (pg)


“Warum können wir nicht alle am gleichen Strick ziehen?”
fragte der Delinquent seinen Henker
                                                       (pg)
——————————————-
(al) – adam legyel
(b) – berlinera (polski slang w berlinie zach.)
(l) – ludowe
(k-c) – kaziu – cwaniaczek
(pg) – peter gregor

——————————————

Rysunki Autor: Gekko, Halb&Voll, Troll; winieta: Fakty z kuchni


Ach, to serce

Teresa Rudolf

Litość, współczucie?

Czy to była  litość,
może współczucie,
ale różnica gdzie?

Przecież powinna
wyczuć, wiedzieć,
nie kamienieć.

Patrzyła na starca
o łzach wielkich
jak leśne jagody,

Nie wiedząc: przytulić,
milczeć, płakać,
czy pieniądze ważne?

Gdzie jakiś kapelusz,
lub talerzyk gdzie,
a… tylko te łzy?

Na chodniku obok
zasiadła wygodnie,
pokażę: “mam czas”.

“Czemu, więc czemu?”
pytała, między łzami
wielkimi jego i swoimi,

“Dziś odszedł pies
mój, głodny, chory,
i stary, jak ja…”

Noc

Tajemniczość nocy
otula moje ciało
ciasno jak płaszcz.

Nogi wytresowane
jak konie, prowadzą
w miejsca stare,

a… a tam nie ma nic,
nic dawnego, nowego,
czuję tylko moje serce…

nie więcej tu warte
od tego piernikowego,
z taniego jarmarku…

Z wolnej stopy 40

Zbigniew Milewicz

Bibeloty

Jutro minie rok, jak tutaj co tydzień coś skrobię. O taką dyscyplinę nigdy bym sam siebie nie podejrzewał, więc tym bardziej w nagrodę należy mi się urlop. Oczywiście bezpłatny, jak człowiek pisze coś w czynie społecznym, to grzechem byłoby wyciągać – na przykład do Billa Gatesa – ręce po pieniądze, skoro powszechnie wiadomo, że biedak ma na utrzymaniu cały świat w walce z pandemią korona wirusa. Ponieważ dzisiaj kończy się ustanowiony przez Adminkę miesiąc Kobiet, więc w przedurlopowym prezencie podarowuję moim Czytelniczkom kilka strzał Amora, które trafiły mnie w różnych okresach życia i później wylądowały w szufladzie biurka. Mam wątpliwości, czy są one poezją, co najwyżej – westchnieniami duszy, ubranymi w romantyczne szatki słów.

Miałaś ruchy najlepszej tancerki
z haremu sułtana
głos, który mógłby zwieść na pokuszenie
nawet świętego
zwiewną suknię
a pod spodem taką rzeźbę kobiecości
że pożerając cię wszystkimi zmysłami
dziś, w czasie kontemplacji czasu przeszłego dokonanego
nie mogę sobie przypomnieć
jakie miałaś oczy

Chciałbym jeść z tobą maliny w śmietanie
jeszcze bardziej z ciebie, moje ty kochanie
rozłożyłbym na tobie obrus z malin prosty
rdzawych, jędrnych, pysznych
a z tych cierni ostrych
zrobiłbym zaporę dla wołów i osłów
bom zazdrosny wielce o Ciebie jedyna
i każdego, co tylko mizdrzyć się zaczyna
więc chodźmy w maliny póki Wenus sprzyja
piękna, ale zmienna, wolna i niczyja
jak mi się nie oddasz na malin pościeli
ze śmietaną pośpieszę do innej w niedzielę

Zmarszczek mi nie liczysz
zdrowia, szczęścia życzysz
lecz dlaczego, Pani
gdy jestem na bani
gorszaś niż pokrzywa
albo lewatywa
obie są na zdrowie
ale cierpi człowiek

Bez muzy poeta dupek
źle widzi, pisze i czuje
jeden wiersz z biedą skleci
drugi zupełnie zepsuje
pół roku z okładem chodzi zasmarkany
w nocy zamiast gzić się
przelicza barany
słonko go nie cieszy
tylko w glacę parzy
a gdy coś go wkurzy
nikt mu zmarszczek
nie zliczy na twarzy
dlatego kochajcie dziewczęta poetów
głaskajcie i chwalcie
nawet, jak rym jest do du..
bo jak im grzdylom
waszych wdzięków braknie
kto o Was napisze
tak trafnie, tak ładnie

W zamku z marzeń zbudowanym
gdzieś w Szkocji dalekiej
żyła piękna lady
dojrzała już wiekiem
malował ją Rubens
i Ingres i Goya
Alkifron listy pisał
Balzac dzieła swoje
kruszyli o nią kopie
najmężniejsi z mężnych
fortuny tracili królowie potężni
a Ona to wszystko skrzętnie notowała
i w swojej skarbnicy na klucz zamykała
zwała ją płci pamięcią
albo też mądrością,
którą włodarzyła ze swą pedantyczną
szkocką oszczędnością
dzięki niej do dziś gród stoi i kwitnie
a po lady lat nie widać
…zbyt dobitnie

Myślę o Twoich oczach
są, jak dwie filiżanki
gorącej, aromatycznej czekolady
muszę je wypić
bo umrę z pragnienia

Mówisz, że łapiesz deszcz
bo tylko on na Ciebie leci
a skąd wiesz, czy on zwykły
może w każdej kropli tkwi
zaklęty, spragniony Ciebie mężczyzna
popatrz, jak ich wielu
i każdy chce być tym jedynym
ale łączą się zgodnie
w potoki i rzeki
i spływają po twoim ciele
czasem łagodnie
kiedy indziej pożądliwie
i burzliwie
aż do sargassowego morza swojego przeznaczenia…

A ponieważ za kilka dni piękna Wielkanoc…

Nie wiem, ktoś Ty
ani skąd
lecz pamiętasz, więc dziękuję
pomyślności Ci winszuję
wiosny w sercu
smutki w kąt
Wesołych Świąt!

O korzyściach płynących z bloga (4). Tibor

W ramach rozrastającego się ostatnio cyklu wpisów, o korzyściach płynących z prowadzenia bloga, chciałam dziś napisać o autorach wielostronnych, tych, którzy piszą i rysują (Tibor Jagielski), lub rysują i piszą (Anna Krenz), piszą i komponują (Michał Talma-Sutt), piszą, a nagle się okazało, że również malują (Katarzyna “Kasia” Krenz), albo robią wszystko (Michał Krenz), ale Tibor zajął całe miejsce. Oto więc autor, który pisze, rysuje, tłumaczy, wędruje i gotuje. Prawdziwy człowiek XXI wieku. Nie powinniśmy bowiem zamykać się w jednym wyuczonym zawodzie, bo łacno może się zdarzyć, że wylecimy poza główny nurt rzeki bez powrotu. Największe szanse mają (mieć) ci, którzy umieją różne rzeczy i nawet z góry nie można przewidzieć – jakie.

Tibor Jagielski i inni

Zapiski na mankiecie

list otwarty do ew (pierwszych i ostatnich)

was była setka, a ja tylko  jeden;
troche zdziwiony siedzę pod tym drzewem
wiadomości dobrego i złego
i do dzisiaj nie wiem po jaką cholerę

Gebet

Lieber Gott nimm es hin,
dass ich was Besond’res bin.
Und gib ruhig eimal zu,
das ich klüger bin als Du.
Preise künftig meinen Namen,
denn sonst setzt es etwas, Amen.
(gp)

Wußtest Du schon…
…dass es sich bei der Wüste Gobi ursprünglich um die wüste Gabi gehandelt haben soll?
(gp)

Alle denken an sich, nur ich denke an mich.
(gp)

ersticke mal am lorbeerblatt
dann weisst du was die welt
für dich parat hällt
(tj)

Ein Internist ist ein Arzt;
der einen Leberkranken
auf Herz und Nieren prüft.
(gp)

Am 8. Tag schuf Gott das Bier
und seit dem hört man nichts mehr von ihm.
(gp)

Woran erkennt man ein Schaschlik?
Er sieht so spießig aus.
(gp)

Also, das muss man schon sagen:
das Leben ist einmalig.
(gp)


(tj) – ja oder ich
(gp) – georg peter, jeden z pseudonimow petera georga
(al) – adam lengyel, jeden z moich pseudonimów


“diesseits ist jenseits”
veden

Polka niepodległa

Anna Krenz (Dziewuchy Berlin)

List do polityków / Brief an die Politiker: 2021 bobowska list

Irena Bobowska – Die vergessene Heldin / Zapomniana bohaterka
11 March 2021
Przypominamy o brakującej połowie dziejów. Nadajemy twarz herstorii. 

W naszych działaniach mówimy często o kobietach zapomnianych, anonimowych bohaterkach, jako, że w cywilizacji opartej na patriarchacie, historia pisana jest przez zwycięzców – mężczyzn. Zapisana historia opiera się na ciągu wojen, konfliktów, przemocy, gdzie dominują bohaterowie – generałowie, przywódcy, żołnierze, papieże. Im stawia się pomniki, o nich pisze.
Dopiero od ok 100 lat kobiety są pełnoprawnymi obywatelkami, dopiero od ok 100 lat mogą studiować i pracować w zawodzie. Tym bardziej, by nadgonić stracone lata, należy pisać i mówić o bohaterkach, też tych dnia codziennego. Nikt za nas tego nie zrobi.

Przez ostatnie lata w Berlinie odbywała się debata na temat miejsc pamięci i możliwej lokalizacji pomnika polskich ofiar nazizmu. Debata była długa, toczyła się wśród mężczyzn na różnych stanowiskach, wśród polityków, w Bundestagu. Kobiety, szczególnie młode, nie brały w niej udziału.

Kiedy Bundestag debatował pod koniec października 2020 na temat miejsca pamięci polskich ofiar nazizmu, my odprawiłyśmy ceremonię Dziadów (1.11.2020) pod Pomnikiem Polskiego Żołnierza i Niemieckiego Antyfaszysty (Volkspark Friedrichshain), przypominając w spektaklu postaci kobiet w historii, polityce i kulturze: https://www.dziewuchyberlin.org/2020/10/27/bloody-week-all-saints-dziady/

Natomiast 11 listopada, w Święto Niepodległości Polski, nieformalnie zmieniłyśmy nazwę pomnika na Pomnik Walczących o Naszą i Waszą Wolność, ujmjując i podkreślając brakującą połowę społeczeńswa – kobiety*, które również walczyły, również przyczyniły się do odzyskania niepodległości Polski, ale nie wspomina się o nich na kartach historii. Podobnie o wolność walczą kobiety w Polsce dziś. I im poświęcamy również symboliczną przestrzeń wolności.

Z powodów politycznych odmówiono nam (w ostatniej chwili) udziału w uroczystym zasadzeniu Drzewa Polonii w grudniu 2020, podczas którego planowałyśmy odczytać wiersze polskich migracyjnych poetek – w tym, Ireny Bobowskiej. Dla Biura Polonii poezja kobiet okazała się problematyczna. Dlatego…

Podczas performance, jaki zorganizowałyśmy 8 marca 2021 w Berlinie, przypomniałyśmy postać poznańskiej antyfaszystowskiej działaczki, Ireny Bobowskiej (*3.9.1920 Poznań, +26.9.1942 Berlin, Plötzensee). We wrześniu 1942 r. przed gilotyną w berlińskim więzieniu Plötzensee stanęła Irena Bobowska, młoda poznańska poetka, w wieku 22 lat skazana na karę śmierci za wydawanie niepodległościowej gazety Pobudka.

W wieku dwóch lat przeszła chorobę Heinego-Medina, w wyniku której do końca życia jeździła na wózku inwalidzkim. Przez rodzinę i przyjaciół nazywana była Nenią. Po klęsce wrześniowej 1939 r., już w pierwszych tygodniach okupacji Irena Bobowska przystąpiła do działalności konspiracyjnej pod pseudonimem „Wydra”. Od listopada 1939 r. stała na czele redakcji podziemnego pisma pt. Pobudka. Irena zajmowała się także pisaniem artykułów oraz powielaniem i kolportażem gazet – do tego służył jej wózek inwalidzki. Przewoziła w nim także broń.

20 czerwca 1940 r. została aresztowana przez Niemców wraz z pozostałymi członkami redakcji Pobudki i osadzona w Forcie VII w Poznaniu. Wówczas mogła jeszcze przesyłać rodzinie paczki z brudną bielizną i otrzymywać je wypełnione tylko chlebem, kilkoma dekagramami tłuszczu, cebulą oraz cukrem bądź słodkim pieczywem. Irena chowała w tych opakowaniach krótkie grypsy, w których pisała rodzinie, że wszystko jest w porządku. W Forcie VII zarekwirowano jej wózek inwalidzki, mimo że przez chorobę nie umiała chodzić. Była tam bita, głodzona i torturowana.

Następnie przeniesiono ją do więzienia we Wronkach, potem w Spandau, a w końcu do szpitala więziennego w Alt-Moabit, w Berlinie. Tam 12 sierpnia 1942 r. stanęła przed sądem wojskowym. W trakcie rozprawy pozwolono jej zabrać głos. Wypowiedź trwała 30 minut i nie było w niej ani jednego słowa usprawiedliwienia, czy prośby o ułaskawianie. Bobowska mówiła o czasie zaborów, germanizacji, okrucieństwach trwającej wojny. Otrzymała wyrok śmierci, który wykonano przez ścięcie na gilotynie 26 września 1942 r. Pozostawiła po sobie więzienne wiersze i wiele rysunków.

Wiersz Bo ja się uczę…, napisany w Forcie VII w Poznaniu, na wolność wyniosła w bucie jej ciotka, zwolniona z więzienia we Wronkach. Wiersz ten, pełen bólu, ale i nadziei, krążył anonimowo po więzieniach i obozach koncentracyjnych. Czytały go więźniarki w Oświęcimiu, czytały go więźniarki w powojennym Fordonie.

Przypominamy. Bo była istotna. Bo jest istotna.

****************
Bo ja się uczę największej sztuki życia:

Uśmiechać się zawsze i wszędzie
I bez rozpaczy znosić bóle,
I nie żałować tego, co przeszło,
I nie bać się tego, co będzie!
Poznałam smak głodu
I bezsennych nocy (to było dawno),
I wiem, jak kłuje zimno,
Gdy w kłębek chciałbyś skulony
Uchronić się od chłodu.
I wiem, co znaczy lać łzy niemocy
W niejeden dzień jasny,
Niejedną noc ciemną.
I nauczyłam się popędzać myślami
Czas, co bezlitośnie lubi się dłużyć,
I wiem, jak ciężko trzeba walczyć z sobą,
Aby nie upaść i nie dać się znużyć
Nie kończącą zda się drogą…
I dalej uczę się największej sztuki życia:
Uśmiechać się zawsze i wszędzie,
I bez rozpaczy znosić bóle,
I nie żałować tego, co przeszło,
I nie bać się tego, co będzie!

(Fort VII, Poznań)

Wir erinnern Sie an die fehlende Hälfte der Geschichte. Wir geben Herstory ein Gesicht.

In unseren Aktionen sprechen wir oft über vergessene Frauen*, anonyme Heldinnen, denn in einer Zivilisation, die auf dem Patriarchat basiert, wird die Geschichte von den Siegern – Männern – geschrieben. Die aufgezeichnete Geschichte basiert auf einer Abfolge von Kriegen, Konflikten, Gewalt, in der Helden dominieren – Generäle, Führer, Soldaten, Päpste. Ihnen werden Denkmäler errichtet, über sie wird geschrieben.

Erst seit etwa 100 Jahren sind Frauen* vollwertige Bürgerinnen, erst seit etwa 100 Jahren können sie studieren und in ihren Berufen arbeiten. Um die verlorenen Jahre aufzuholen, ist es umso wichtiger, über Heldinnen zu schreiben und zu sprechen, auch über Alltagsfrauen. Niemand wird das für uns tun.

In den letzten Jahren gab es in Berlin eine Debatte über Gedenkstätten und den möglichen Standort eines Denkmals für polnische Opfer des Nationalsozialismus. Die Debatte war lang, sie fand unter Männern in verschiedenen Positionen statt, unter Politikern, im Bundestag. Frauen*, insbesondere junge Frauen*, nahmen daran nicht teil.

Als der Bundestag Ende Oktober 2020 über die Gedenkstätte der polnischen Opfer des Nationalsozialismus debattierte, veranstalteten wir am Vorabend des polnischen Soldaten und deutschen Antifaschisten (Volkspark Friedrichshain) die “Totenfeier” (1.11.2020) und erinnerten an die Figuren von Frauen* in Geschichte, Politik und Kultur in der Aufführung. > https://www.dziewuchyberlin.org/2020/10/27/bloody-week-all-saints-dziady/

Am 11. November, dem Unabhängigkeitstag Polens, haben wir den Namen des Denkmals informell in Denkmal für den Kampf für unsere und Ihre Freiheit geändert, um die fehlende Hälfte der Gesellschaft einzufangen und hervorzuheben – Frauen*, die ebenfalls gekämpft haben, haben ebenfalls zur Wiedererlangung der Unabhängigkeit Polens beigetragen, aber Sie werden auf den Seiten der Geschichte nicht erwähnt. Frauen in Polen kämpfen heute auf ähnliche Weise für die Freiheit. Und wir widmen ihnen auch einen symbolischen Raum der Freiheit.

> https://www.dziewuchyberlin.org/2020/11/10/11-11-2020-za-nasza-i-wasza-wolnosc-fur-eure-und-unsere-freiheit/

Aus politischen Gründen wurde uns (in letzter Minute) die Teilnahme an der feierlichen Pflanzung des Polonia-Baumes im Dezember 2020 verweigert, bei der wir die Gedichte polnischer Migrantinnen Dichterinnen – darunter Irena Bobowska – lesen wollten. Für die Biuro Polonii Verein erwies sich die Poesie der Frauen* als problematisch. Deswegen…

Während der Aufführung, die wir am 8. März 2021 in Berlin organisierten, erinnerten wir an Irena Bobowska (*3.9.1920 Poznań, +26.9.1942 Berlin, Plötzensee), eine polnische Dichterin, die während der nationalsozialistischen Besatzung Mitgliederin von Untergrundorganisationen in Posen war.

Am 26. September 1942 stand Irena Bobowska, eine junge Dichterin aus Posen, im Alter von 22 Jahren wegen Veröffentlichung der Unabhängigkeitszeitung „Pobudka“ zum Tode verurteilt, vor der Guillotine im Berliner Gefängnis Plötzensee.

Im Alter von 2 Jahren litt sie an der Heine-Medina-Krankheit, wodurch sie bis zu ihrem Lebensende im Rollstuhl fuhr. Sie wurde von ihrer Familie und ihren Freunden Nenia genannt.

Nach der Niederlage im September 1939 begann sie in den ersten Besatzungswochen unter dem Pseudonym “Wydra” unterirdische Aktivitäten. Ab November 1939 leitete sie die Redaktion der Untergrundzeitschrift “Anreiz”. Irena schrieb auch Artikel sowie vervielfältigte und verteilte Zeitungen – dafür war ihr Rollstuhl gedacht. Sie trug auch Waffen darin.

Am 20. Juni 1940 wurde sie von den Deutschen zusammen mit anderen Mitgliedern der Redaktion von “Pobudka” festgenommen und in Fort VII in Posen inhaftiert. Zu dieser Zeit konnte sie noch Päckchen mit schmutziger Wäsche an ihre Familie senden und sie nur mit Brot, ein paar Dekagrammen Fett, Zwiebeln und Zucker oder süßem Brot gefüllt erhalten. In diesen Paketen hielt Irena kurze Nachrichten, in denen sie ihrer Familie schrieb, dass alles in Ordnung sei. In Fort VII wurde ihr Rollstuhl beschlagnahmt, obwohl sie wegen einer Kinderkrankheit nicht laufen konnte. Sie wurde dort geschlagen, verhungert und gefoltert.

Dann wurde sie in das Gefängnis in Wronki, dann in Spandau und schließlich in das Gefängniskrankenhaus in Alt-Moabit, Berlin, gebracht. Dort wurde sie am 12. August 1942 vor ein Militärgericht gebracht. Während der Anhörung durfte sie sprechen. Die Erklärung dauerte 30 Minuten und es gab kein einziges Wort der Entschuldigung oder der Bitte um Verzeihung. Bobowska sprach über die Zeit der Teilung, die Germanisierung und die Gräueltaten des andauernden Krieges. Sie wurde am 26. September 1942 durch Guillotine Schneiden zum Tode verurteilt. Sie hinterließ Gefängnis Gedichte und viele Zeichnungen.

Das Gedicht “Weil ich lerne …”, geschrieben in Fort VII in Posen, wurde von ihrer Tante, die aus dem Gefängnis in Wronki entlassen wurde, in einem Schuh aus dem Gefängnis gebracht. Dieses Gedicht, voller Schmerz und Hoffnung, verbreitete sich anonym in Gefängnissen und Konzentrationslagern. Es wurde von weiblichen Gefangenen in Oświęcim, von weiblichen Gefangenen im Nachkriegs-Fordon gelesen.

Wir erinnern an sie. Weil sie war und ist – relevant.

****************
… Weil ich die größte Kunst des Lebens lerne:

Jederzeit und überall zu lächeln
Und den Schmerz ohne Verzweiflung zu ertragen,
Und nicht zu bereuen, was vergangen ist,
Und keine Angst haben vor dem, was sein wird!
Ich kenne den Geschmack von Hunger
Und schlaflose Nächte (das ist lange her)
Und ich weiß, wie kalt es sticht
Wenn du dich zu einem Ball zusammenrollen möchtest
Dich vor Kälte schützen.
Und ich weiß, was es bedeutet, Tränen der Hilflosigkeit zu vergießen
An vielen hellen Tagen
Und einer dunklen Nacht.
Und ich habe gelernt, die Zeit voran zu treiben,
Die sich gnadenlos hinzieht,
Und ich weiß, wie hart man sich selbst bekämpfen muss
Um nicht zu fallen und nicht zu ermüden,
Dass der Weg endlos zu sein scheint…
Und ich lerne immer noch die größte Kunst des Lebens:
Jederzeit und überall zu lächeln
Und den Schmerz ohne Verzweiflung zu ertragen,
Und nicht zu bereuen, was vergangen ist,
Und keine Angst haben vor dem, was sein wird!

Übersetzung: Ewa Maria Slaska


Fotos: Gabriella Falana

Ptakiem będąc

Teresa Rudolf

Wolność

Lot we śnie dziwnym,
pruję dziobem
powietrze jak ptak,
słysząc syczący wiatr…

Lecę bez lęku,
kręcę kółeczka
w górę, w dół tańcząc,
bo jestem ptakiem.

Nieraz byłam sama
tym pięknym snem,
na pamięć znam lot,
układ mego ciała,

Wolność oplata mnie
świeżością powietrza,
odurza jak opium,
szaleję na niebie…

…aż do dzisiaj,
ktoś do mnie strzelił…

Zobacz,
ptak wariuje
z radości, w swych
piruetach zawrotnych.

Zobacz,
wiosna biało-zielona,
przebiśniegiem się
wywierca do życia.

Zobacz,
ktoś uśmiecha się
do nikogo, ot tak,
prosto w życie.

Zobacz,
koło ciebie pełnia
wszystkich kolorów
świata, w tęczy.

A też czasem
smutek, strach,
ból, cierpienie?
…musi być lepiej,

to szansa dla życia…

Marzenia o marzeniach

Teresa Rudolf

Tak sobie marzę…

Kot Moritz delikatnie
opuszkiem łapki
w policzek stuka.

Przebija się słońce
przez cienką szybę,
złodziej bezszelestny.

Kiczowatością koloru,
niebieskość nieba
razi śpiące oczy.

DZISIAJ wchodzi
przedwiosenny dzień,
drzwiami życia.

Dzień dobry, dzień dobry
krzyczeć się chce
zostań mi dobrym…


I też mi się marzy

Leciutki letni wiaterek,
z listkami kwiatów
w porannej mgle tańczący.

I te kolorowe parasolki
małych kawiarenek
pachnących kawą i lodami,

powietrze z dziecięcym
śmiechem, też te widoki
kotów na parapetach

okien, z których patrzą
ludzie tak ciekawsko
jak kiedyś, tak niedawno

…ale też i …dawno.

Marzenia o dobrej ulicy…

A mnie się marzy,
dobroć człowieka
do nielubianego
czarnego kota,
w białych bucikach

…kiedy jest głodny,

wiesz, też i do tego
w te tygrysie łatki,
i do tego rudego,
wiesz, one chcą jeść,
nie zabiora  ci niczego…

…więc nie kop!

A mnie się marzy,
dobroć człowieka
do małego brudaska,
z ulicy tak brudnej
jak on sam, biedaczek…

…nie gardź, nakarm!

I nie ma tu poezji,
tematu do wiersza,
to smutna przepaść,
z setkami miauczeń,
twarzy, to nie zły sen

…obok ciebie sytego…

to też i twoje życie,
nie uciekniesz nigdzie,
choć czegoś nie lubisz,
gardzisz, a ja marzę,
by cię dopadło…

…obok dobrobytu,

w najpiękniejszym
momencie życia…
podła jestem, tak?
Przecież to takie
proste, być podłym,

…ty i ty, znasz to!

Wpis numer 3000!

Dziś dzień świętego Kazimierza, w wielu regionach dawnej i obecnej Rzeczpospolitej święto kościelne i ludowe, a na ewamaria.blog jeszcze dodatkowo ważna okazja do świętowania – wpis nr 3000! Tak 3000. Trochę mi się wierzyć nie chce, ale wordpress liczy kolejne wpisy, odejmuje usunięte, dolicza dodane i nic się przed nim nie ukryje. A ja bym może nawet przegapiła fakt, że blog obchodzi takie niezwykłe urodziny, ale Konrad… Konrad oczywiście zauważa takie rzeczy.

Roman Brodowski

Kaziuki i… ja

W kalendarzu imprez kulturalnych wielu miast, leżących na Kresach naszej dawnej Rzeczypospolitej, czwarty marca jest dniem szczególnym, to Dzień św. Kazimierza – inaczej zwany “Kaziukami”

Również i dla mnie od wielu już lat dzień ten jest jednym z najważniejszych wydarzeń w mym życiu emocjonalnym i kulturalnym.

Powodów ku temu jest kilka:

Imiennikiem Królewicza jest wciąż żyjący w mej pamięci Ojciec. Poza tym ważna jest tu moja miłość do Kresów, ich historii oraz tradycji, związana z pochodzeniem rodziny. No i nie bez znaczenia jest fakt, iż zarówno w Wilnie jak i Grodnie kaziukowe festyny często są organizowane w dniu moich urodzin. A zatem jasnym jest, że nie mogę pozostać obojętny dla kaziukowej tradycji.

Od dwudziestu lat, prawie co roku, kaziukowe święto obchodziłem w tych dwóch miastach.

Niestety ostatnie dwa lata, zarówno ze względu na pandemię, jak i dramatyczną polityczno-gospodarczą sytuację na Białorusi, nie mogłem wziąć udziału w tej pięknej imprezie. Tym bardziej to smutne, bo w tym roku trzydziestą rocznicę powstania obchodzi Związek Polaków na Białorusi. Ale jest też i miły akcent w tej obchodzonej daleko rocznicy, a jednocześnie i zaskoczeniem, bo otóż z tej właśnie okazji za moją „wieloletnią działalność na rzecz Polaków żyjących w tym państwie, za wiersze, prozę, spotkania autorskie, oraz pomoc Polakom żyjącym na Białorusi w ramach działalności białostockiego Stowarzyszenia Pomocy Rubież”  został mi przyznany medal upamiętniający tę rocznicę. Dla tych, którzy nie wiedzą, dodam, że na Białorusi są dwie organizacje polonijne, jedna, młodsza wiekiem, propagująca nacjonalizm, współpracuje z obecną naszą władzą, druga, dawna, krzewi tradycję, kulturę, historię oraz wiarę przodków i odrzeka się od nacjonalizmu. I to ta właśnie organizacja przyznała mi ów medal. Niestety nie będzie mnie na uroczystym otwarciu Kaziuków w Grodnie i nie odbiorę sobie tej pięknej pamiątki.

Czym są Kaziuki i jaka jest tego święta geneza, postaram się w kilku słowach wyjaśnić.

Otóż Kaziuki to świąteczny Jarmark organizowany od ponad trzystu pięćdziesięciu lat, upamiętniający śmierć Kazimierza Jagiellończyka świętego patrona Polski i Litwy.

Kaziukowy jarmark od początku odbywał się w Wilnie i okolicach. Po raz pierwszy, połączony z pochodem przebierańców, kuglarzy, kupców i mieszkańców, odbył się ponoć w 1638 roku. Na początku swojego istnienia przypominał on nieco dzisiejszy jarmark odpustowy. Można tu było kupić wyroby wielkanocne, palemki, artykuły rękodzielnicze, żywność, wszelkiego rodzaju napitki, no i oczywiście dewocjonalia pod wieloraką postacią. Ten trwający dwa dni festyn był nie tylko czasem zabawy, ale także świętem religijnym św. Kazimierza, okazją wspominek i modlitwy. Ale był też zaczerpniętym z tradycji przedchrześcijańskiej, świętem witania nadchodzącego przedwiośnia.

Kazimierz był synem „Pana na Wawelu”, Kazimierza Jagiellończyka i Elżbiety Habsburżanki, oraz wnukiem pogromcy Krzyżaków, Władysława Jagiełły. Urodził się w 1458 roku w Krakowie. W wieku dziesięciu lat został uczniem Jana Długosza. Pomimo iż od najmłodszych lat przy boku ojca uczestniczył w wyprawach wojennych, spotkaniach dyplomatycznych i obradach sejmowych, nigdy nie zainteresował się polityką, a wprost przeciwnie. Odznaczał się miłosierdziem względem ubogich i niebywałą, jak na pretendenta do tronu, religijnością. Wiosną 1483 roku król ojciec wysłał go na Litwę, gdzie na początku piastował funkcję podkanclerza, a następnie sprawował faktyczną władzę królewską. Odznaczał się wyjątkową inteligencją. Biegle władał polskim, litewskim, niemieckim oraz łaciną. Znany był z tego, że głosił i wprowadzał na Litwie Kult Najświętszej Marii Panny i Wielkiego Jej Miłosierdzia.

Przypisywano mu chrześcijańską zasadę „lepiej umrzeć niż zgrzeszyć”.

W 1484 roku niespodziewanie zmarł na gruźlicę w odległym od Wilna o sto pięćdziesiąt kilometrów, Grodnie. Miał 26 lat.

Spoczął w podziemiach Katedry Wileńskiej i jest to do dziś miejsce kultu młodego Jagiellończyka.

Za swoją pobożność oraz wkład w krzewieniu kultury chrześcijańskiej, wyniesiony został na ołtarze w 1602 roku. Obrano go patronem Litwy i Polski, czyli Rzeczypospolitej Obojga Narodów, powstałej na mocy Unii Lubelskiej w 1569 roku.

W 1950 roku Pius XII ogłosił go też patronem młodzieży litewskiej. Kanonizacja zmarłego królewicza miała także aspekt polityczny. Chrześcijańska (wówczas już od ponad stu lat) Litwa nie posiadała bowiem żadnego rodzimego patrona, a dla religijnego prestiżu był on nader potrzebny. Kazimierz został pierwszym świętym tej ziemi. Dniem wspominania świętego Kościół ustalił dzień jego ]mierci – 4 marca – dziś dzień imienin Kazimierza.

Wracając do “kaziuków “… to dzięki potomkom Rzeczypospolitej Obojga Narodów, dzięki krzewieniu przez nich tej tradycji także poza Wileńszczyzną, kaziukowy jarmark organizowany jest dzisiaj w wielu miastach Polski, Białorusi, Litwy a także poza tych państw granicami.

Od kilkunastu lat organizuje się go również w Grodnie, ulubionej rezydencji królewicza, mieście w którym dokonał żywota.

Związek Polaków na Białorusi przy współpracy z władzami miasta organizuje, i pielęgnuje ten przeniesiony z Wilna na grodnieński grunt, piękny jarmarczny obyczaj.

Powrót płaczącego słonia

Teresa Rudolf

Stara łza

Patrzył na to zdjęcie
tej Jedynej, tajemnicy
jego życia…

Gdzie dziś jesteś?
Czy jeszcze jesteś?
Ty, ach Ty…

Powoli oddalało
się to “dzisiaj”,
to “teraz”…

Coraz bardziej
biło wzruszenie,
bęben w sercu…

Smutna łza, stara
jak on sam,
spłynęła…

Gdzie jesteś,
Czy jeszcze jesteś?
Ty, och Ty…

Powroty

Tamte miejsca,
tamte słowa,
pamiętał wszystko,

tę tęsknotę
za dziwną historią
sprzed lat.

Uśmiech nad
absurdem życia,
ciągle młodego.

Jak mogłem?
Jak mogłem zabić
motyla w tobie?

Słoń gruboskórny,
łka we mnie
cichym deszczem.

Słoń z motylem
na głowie, w sercu
w pamięci?…

Jakże to?
Jakże to?
A jednak…