Tibor Jagielski

Rose Ausländer (1901 –1988)
Malinowy Las
pszczoły śpiewają lato
malinowy las
żarzy się
z miłości do słonca
palce kradną żar
usta połykają
pusty malinowy las
pachnie minionym szcześciem
Tibor Jagielski

Rose Ausländer (1901 –1988)
Malinowy Las
pszczoły śpiewają lato
malinowy las
żarzy się
z miłości do słonca
palce kradną żar
usta połykają
pusty malinowy las
pachnie minionym szcześciem
Samochwała w kącie stała (Noch zum Blogjubiläum)
04.11.2022 Teresa Rudolf napisała jako pierwsza:
Continue reading “10 Jahre / 10 lat / 10 years (2)”Tibor Jagielski
Rose Ausländer (1901 –1988)
Latem
słyszę pszczoły
zimą mróz
Piję miód twojej czułości
i
lód twojej obecności
Dwa cudy
w jednym naczyniu
Ewa Maria Slaska
Swego czasu tomik był pojęciem kulturowym, oznaczał bowiem nie tylko małą książkę z wierszami, ale przede wszystkim – nobilitację na poet(k)ę.
Trzeba było mieć tomik. Nie wystarczały audycje ani publikacje w prasie. Tomiki były zjawiskiem masowym.
Kiedyś wydawca otrzymywał kilkadziesiąt tomików tygodniowo. Miałam całe półki pełne białych tomików. Miały bowiem z reguły białe okładki, a prawie zawsze białe grzbiety, często tak cienkie, że bez tytułu i nazwiska autora. Nie sposób było ich zrecenzować, nawet przeczytać się nie dawało. Pamiętam, że czytałam je po kolei, a ich obrazy przepływały przeze mnie, pozostawiając zbiorowe wizje świata. Raz było to niebo, kałuża i matka, innym razem dziura w zębie, dziura w skarpecie i dziura w kaloryferze.
Pojedynczy tomik jest marzeniem. Tomik zbiorowy – smętnym zalewem słów.
Dziwne, że nawet w całkowicie zmienionych warunkach tomik trwa. Teraz, gdy tomików nikt już nie czyta, a wszyscy, i poeci, i krytycy, i czytelnicy przenieśli się do sieci, poet(k)a nadal musi mieć tomik. W słowniku krzyżówkowicza tomik ma 61 definicji! A taki na przykład widelec tylko 45!
A jednak zgadzam się z poetami – musimy mieć książki, tak, koniecznie musimy mieć książki, nawet jeśli wszystkie funkcje książki przejęła sieć, niekiedy nawet lepiej, ale nadal musimy mieć książki, musimy mieć tomiki, bo inaczej, gdzie będziemy czytelnikom wpisywali dedykacje podczas spotkań autorskich?
Ale chyba jako blogerka przestałam być atrakcyjnym adresem przysyłania tomików. Dostaję je sporadycznie, żeby nie powiedzieć – wcale.
A tu tymczasem trafiły do mnie ostatnio dwa tomiki. 2 a nie 22 albo 222. Mogłam im więc poświęcić dużo czasu. Rozumiem, nadawcy są zdania, że stanowczo za dużo. Przepraszam.
Zacznijmy od zdziwienia. Oba tomiki ukazały się pod auspicjami Stowarzyszenia Pisarzy Polskich w Łodzi. Oba mają też już swój wiek, choć ich ukazanie się dzieli kilka lat.

Przemysław Owczarek, Stojąc na jednej nodze, Łódź 2016, Biblioteka Arterii (co w jednym z antykwariatów zapisano jako “Biblioteka Artylerii”); na okładce i wewnątrz grafiki Agnieszki Kowalskiej-Owczarek

Dariusz Patkowski, Nokturny, Łódź 2021, Wydawnictwo Kwadratura; na okładce fotografia Marcina Andrzejewskiego
Oba tomiki mają jednak jeszcze jedną cechę wspólną – nie rozumiem tych wierszy.
Pierwszy wiersz Patkowskiego zaczyna się słowami Wylansowana przez psychiatrów / oraz holenderskich geografów kobieta…
Nie wiem, o co chodzi z tą kobietą i do końca wiersza się nie dowiem.
Tomik Owczarka rozpoczyna trójwers Na powitanie / unieś / lewą rękę.
Nie wiem, kto ma unieść lewą rękę i też się nie dowiem.
Z obu tomików wionie obcością. To mężczyźni piszą.
| Owczarek: w piwnicy tleni się pleśń, w pokoiku szybują zarodniki, aż kręci się krajobraz w nozdrzach. wietrzyć, wietrzy. łóżka są cierpliwe jak epoki snu. i jeszcze radio, ten herold rynku, na wszystkich stacjach | Patkowski: Za oknem, w przestrzeni skutej metaliczną pleśnią popiołu bałwany toczą ciepłe jeszcze kule mięsa, by ulepić człowieka. |
| Patkowski: Tomasz Sierpień przyjdzie w słońcu. Jego ognista światłość pobłogosławi ulice rozmiękłym torfem. Rozpuszczą się stare, czynszowe kamienice. Dławiący smród spoconych ciał przywabi muchy. Zaślepiony, dotykam jego szat. Parzą. | Owczarek: dla wiernego Tomasza wiersz jak skrzep. moja szyszynka na rodzinnym spędzie cofa się poza pierścień z ciast, obrusów, powtórzeń (…) więc wnikam w łoże teściów i zasypiam jako podmiot liryczny bo nie jest parzystokopytny i lubi mięso. robota: rąbanie drewna, palenie w piecu, tkanie granicy z drutu kolczastego, albowiem pochylił się płot. |
Dzieci, żony, samotność, miasto, natura. Ojciec, matka, podróże. U Owczarka znacznie więcej natury, prawie sama natura, ptaki, krzaki, u Patkowskiego znacznie więcej miasta, prawie samo miasto, bruki, stuki.
Może żona wie, co to jest świat, miasto czy natura, ptaki czy bruki, ale śpi. Jest ciepła, ale śpi. Obie śpią.
Nad poetą, który nie śpi, noc i kosmos. Obaj nie śpią. Układają nokturny, nocne słowa według przepisu – tak, żeby się sobie dziwiły. Sobie się dziwiły i światu. A żony śpią. Raz tylko jedna z nich się obudzi. Będzie trzymała w ręku kubek gorącego płynu.
Nie ma polityki, nie ma nauki, nie ma religii, kościoły są puste, nikt nie siedzi w szkolnych ławkach. Koledzy ze szkolnej ławy się zaprzedali, albo utonęli. Ich twarze prześwitują spod lodu na stawie. Nikogo nie ma.
Nikt nic nie buduje, nikt nie produkuje. Nie ma bogaczy i bezdomnych. Nie ma Boga, ni szatana. Tylko poeci myślą o świecie. I są niewierni jak Tomasz.
Postmodernistyczne cytaty i aluzje bez konieczności podawania źródeł. Wiersz to nie praca naukowa. Każdemu wolno mieć skojarzenia, jeśli czytelnik ich nie odkryje, jego strata. Czytelniczka i tak śpi. Kości. Skóra. Wątroby, nerki, płuca. Parchy, ropa, pleśń, zjełczały tłuszcz, może smarki z nosa. Niejednoznaczne wydzieliny życia.
Ale w każdym tomiku jeden świetny wiersz.
Owczarek:
DRZEWORYT
jest
złe drzewo dobrych wiadomości i dobre drzewo
bez odpowiedzi, drzewo-płuco szyte grotami snu. drzewo dzieci,
pożarło je i płaczą jak głodne sowy. drzewo starców, bo mróz łupie z nich giorzkie szczapy.
drzewo, które odmierza i wymierza. losy schną i zerwane opadają w próchno. drzewo
komuny i martwych chrześcijan. konfesjonał w przekroju i draństwo. słoje z donosami.
i parchy. archiwum misterne jak Pol Pot. drzewo oligarchów wąsate jak chrust,
a w jego kapie żarzy się Boża Matka. pień rosły od klejnotów, episkopat i moszcz,
jego chciwy smak. drzewo skurwysynów, co płoszi świętych. drzewo zajezdni,
ceł, podatków, giętkie jak reklama drogiego kurortu, drzewo Hellingera łykające
monety i drzewo Eckharta, odkąd dwa węże wyplatają w nim krew. drzewo plemion,
które zenit strącił palcem białym od mleka. drzewo sefirot i obelgi, bo stała się ciałem.
i ulotniła. drzewo drogi w środku, a wokół
jełczeje świat. drzewo wątroby
i wszystkich winnic,
albowiem nas wypiją.
hospicjum z waty cukrowej.
galeria grabarzy,
sarkofag. drzewo rozpustne.
w koronie miłość, ta śma,
wibruje i piszczy: drzewo
wisielców i Chłopca Starca.
z jego jąder pryska sperma,
gęsta od miodu i gwiazd.
ostatnia kropla zagnieździ
się w ziemi i wyrośnie
jak grzyb w serii błysków.
kania czubajka. a mogłaby dojrzeć pod tym drzewem. wprost na patelnię. pycha.
Patkowski:
Wakacje dobiegają końca
Ach! Dzieci tej wiosny tak szybko wydoroślały,
przenosząc się z miasta w cyberprzestrzeń. Nic
dziwnego – w zarośniętych trawą ruinach placów
zabaw leżą opuszczone piaskownice,
zbankrutowane huśtawki oraz zamknięte
prostokątne orliki. W powietrzu
radośnie pleni się najstarsze ze wszystkich,
głośno przywołując imiona pozostałych.
Widziałem jak kuca w trawie, spoglądając
w zasłonięte okna blokowisk. Będzie czekać,
z nudów gmerając kścistym palcem w piachu.
Aż któregoś dnia obdzwoni wszystkie domofony
na wszystkich osiedlach, zadając proste
pytanie: Czy jest…? Jedyna możliwa
odpowiedź będzie brzmiała: Jest.
Joasia & Tanja
Mit Kohle protzen,
sich aber immer gerne
einladen lassen

Cold brew coffee und
non binäres Personal
Urlaub in Kreuzberg

Sie verheißen Glück
Pfötchen links, rechts, Gold, Orange –
Die Winkekatzen

Seit dem neuen Job:
Die einen grüßen nicht mehr –
andere erst jetzt.

durch den Park gescheucht
von der Ami-Trainerin
die Prenzelmütter

Konrad
Poprosiłem AI żeby napisało wiersz o Don Kichocie w Berlinie: Don Quixote in Berlin, a knight so bold In search of adventure and stories untold In the city of culture and modern art He's ready to battle and conquer his heart He strides through the streets, with a twinkle in his eye And a quickness to his step, as he moves on by His sword by his side, he's ever so brave Not caring if he's late, or if he misbehaves He looks to the sky, and stops to behold The beauty of the city, the buildings unfold A city so free, the feel of the air The culture and art, it's all so fair He stands tall and proud, with a heart of steel Determined to make his journey real With a spirit so strong, and a mind so deep He'll make his mark in this land so grand and keep Don Quixote in Berlin, a knight so brave With a heart so pure and a spirit so brave He'll take on the challenges and stories untold And make Berlin his very own, the tales will unfold.



Robi wrażenie, ale nie do końca mi się podoba, bo Berlin mógłby być w wierszu zamieniony z wieloma innymi miastami, i byłoby tak samo. Poprosiłem też o wiersz o Don Kichocie po polsku: Don Kichot, mąż bez uczuć, Oślepiony w wiecznej walce, Szuka miłości wśród ruin, Bez skutku, jak ślepy strzał. Nie może uwierzyć, że istnieje, Choć niewidzialne jak mgła, Aż kiedyś, gdy słońce zajdzie, Odkryje blask uczuć w ciemności.
***
EMS: Na zakończenie inny temat baratarystyczny. Tym razem na zdjęciu widać prawdziwy wiatrak, a nie coś wyprodukowanego przez sztuczną inteligencję, tym niemniej obrazek i podpis zostały mi podsunięte przez jakiś system Microsofta, który co rano wybiera dla mnie nowe zdjęcie i codziennie pyta, czy podoba mi się to, co widzę. Ja grzecznie odpowiadam “Tak” (lub “Nie”), żeby system nie podrzucał mi jakiegoś badziewia, którego nie lubię, no i bang – bingo! Dostaję tylko to, co lubię, czym, jak sądzę, przyczyniam się do wzmocnienia wszechwładzy systemów.
Sama wkładam głowę w pętlę.
Halnaker, Anglia.

Ten wiatrak stojący na wzgórzu Halnaker o wysokości 128 m n.p.m., jest dobrze widoczny z dużej odległości. Został wybudowany w 1740 r. i stanowi zabytek klasy 2. W ostatnich latach przeszedł gruntowną renowację, ale jest ogrodzony i nie można go zwiedzać. Atrakcją samą w sobie jest malownicza droga do wiatraka, z której roztaczają się wspaniałe widoki na pobliskie wybrzeże.
Wiatrak jest ogrodzony, nie da się go zaatakować.
Teresa Rudolf
Śniłaś mi się Ach, to już tyle lat, cóż Ci powiedzieć gdybyś zapytała, co chciałabyś wiedzieć? Czego nie wiesz? Powoli świat się z nami starzeje; zwiałaś przed starością... Kicię Lili, pamiętasz? za mostem tęczowym, Moritz zęby pogubił, taki już to kotek Drakula... Zima znów, jeszcze biała biel jej bardzo delikatna, w ręku rozpuszczalna, tak biała, jak Twoja Dasza, ona biega też z moją Lili, bawią się; biały pies z czarnym kotem... ...odwiedzasz je tam czasem?
Mury istnieje mur milczenia długi jak ten chiński, istnieją smutne oczy bez spotykania innych, istnieją ręce nigdy nie oddające uścisku, istnieją usta skrzywione od przekleństw i sarkazmu, istnieją serca bez serca, drzwi bez klamki i zamka, niepotrzebne teraz nikomu ...od wewnątrz i od zewnątrz. istnieją wyprowadzki od-ludzi-do-nikąd... w zimną samotność.
Tibor Jagielski
Christian Morgenstern (1871 – 1914) Szczupak Raz szczupak, nawrócony przez świętego – powiedzmy to otwarcie – Antoniego, Postanowił wykazać się moralnym czynem I został – patrzcie, patrzcie – wegetarianinem. Od tego czasu jadał on wyłącznie Morską trawę, morską różę i badylki morskie, Lecz – kurczę – od róży, trawy i badylka Wypływało mu okropnie – hm… – z tyłka. Całe jezioro zatruł – niech to diabli – w mig A zdechło ponad pięćset ryb, Lecz nasz Antoni: “święty! święty! święty” – wołał wniebowzięty.

Rose Ausländer (1901 – 1988) Zdziwieni Kiedy stół pachnie chlebem truskawki wino kryształ myśl o przestrzeni z dymu dymu bez kształtu Jeszcze nie zrzucona sukienka z getta siedzimy wokół pachnącego stołu zdziwieni że tutaj siedzimy

Hans Magnus Enzensberger (1929 - 2022) Wskazówki dla Syzyfa To co czynisz jest beznadziejne. No dobrze: pojąłeś to, przyznaj, ale nie spocznij na laurach mężczyzno z kamieniem. Nikt ci nie podziękuje. Kredowe linie, deszcz je liże znudzony, wyznaczają śmierć. Nie ciesz się za wcześnie, beznadzieja nie jest karierą. Z własną tragiką witają się bękarci, strachy na wróble, augurowie. Milcz, wymień słowo ze słońcem, w czas gdy toczy się kamień, lecz nie rozstrząsaj twojej bezsilności, tylko zwiększ o centnar gniew w świecie tym, o gram. Brakuje mężczyzn co beznadziejne czynią milcząc, rwąc nadzieję jak trawę, ich śmiech, przyszłość toczący, toczy ich gniew na szczyty.

tibor jagielski (1959 - 2042) kot jowisza ivydale road, pierwszy maja, londyn, wyżej niebo. nad soczystością trawy i nad zmierzchem. to puste miejsce: tutaj spadła bomba; wyrwa w różanoszarej klawiaturze domów. siedzimy paląc papierosy, ciepłe piwo bulgocze w aluminium puszek; kot jowisza grzbiet swój pręży mówiąc, iż lato zbrojne kurzem, wakacjami, u bram stanęło otwartego miasta. puste miejsce. nikt nie pamięta wycia rakiety, która w płomieniach, runęła, grzebiąc. głaszczemy kota. wśród sierści błądzi iskra zapomnienia.

Teresa Rudolf
*** W nocy, nim sen już odwiedzi, wypełzają duszki, cienie, unoszą się lekko wspomnienia, marzenia, tęsknoty, smętki... A wszystko tak sobie jakoś płynie, tak sobie jakoś fruwa, jakby ...z obrazów Chagalla...

Marc Chagall, Urodziny 1915 r. (Google)
*** Bal wielki dzisiaj na ksìężycu, u prawnuków Twardowskiego, ach... powietrznymi dyliżansami złote rybki przylecą... koty, psy, no i... też ważni, Goście z Ziemi przypłyną na chmurach, ale... ci tylko... z tych bajeczek, kolorowych nadzwyczajnie.
Maria Nova (Nova You)

opsoSrtden0m14h9lt587if1f4809i3769095lh4ltgmiul1mccag4i30285 ·
25.11.2022 @ @karlstorbahnhof
W.
𝙬𝙖𝙞𝙩𝙚𝙧 : 𝙬𝙖𝙞𝙩𝙧𝙚𝙨𝙨
𝙖𝙧𝙘𝙝𝙚𝙤𝙡𝙤𝙜𝙮 & 𝙘𝙝𝙤𝙧𝙚𝙤𝙜𝙧𝙖𝙥𝙝𝙮 𝙤𝙛 𝙬𝙖𝙞𝙩𝙞𝙣𝙜.
𝘞. 𝘭𝘪𝘬𝘦 𝘸𝘢𝘪𝘵𝘪𝘯𝘨
𝘞. 𝘭𝘪𝘬𝘦 𝘸𝘢𝘳
𝘞. 𝘭𝘪𝘬𝘦 𝘸𝘢𝘵𝘦𝘳
𝘞. 𝘭𝘪𝘬𝘦 𝘸𝘢𝘷𝘦
𝘞. 𝘭𝘪𝘬𝘦 𝘸𝘢𝘭𝘬𝘪𝘯𝘨


Eine 𝖠𝖻𝗁𝖺𝗇𝖽𝗅𝗎𝗇𝗀 𝗎̈𝖻𝖾𝗋 𝖡𝖾𝗐𝖾𝗀𝗎𝗇𝗀𝖾𝗇, 𝖶𝖺𝖼𝗄𝖾𝗅𝗇, 𝖯𝗎𝗅𝗌𝗂𝖾𝗋𝖾𝗇 𝗎𝗇𝖽 𝗌𝖼𝗁𝗅𝗂𝖾ß𝗅𝗂𝖼𝗁 𝗎̈𝖻𝖾𝗋 𝖽𝗂𝖾 𝖢𝗁𝗈𝗋𝖾𝗈𝗀𝗋𝖺𝗉𝗁𝗂𝖾 𝗌𝖾𝗅𝖻𝗌𝗍, 𝗎̈𝖻𝖾𝗋 𝖽𝗂𝖾 𝗌𝗂𝖼𝗁 𝖸𝖮̄𝖴 𝗂𝗁𝗋𝖾 𝖾𝗋𝗌𝗍𝖾𝗇 𝖦𝖾𝖽𝖺𝗇𝗄𝖾𝗇 𝗆𝖺𝖼𝗁𝗍:
“𝙂𝙚𝙝𝙚𝙣𝙙 𝙞𝙘𝙝 𝙛𝙪̈𝙡𝙡𝙚 𝙙𝙞𝙚 𝘼𝙗𝙬𝙚𝙨𝙚𝙣𝙝𝙚𝙞𝙩 𝙫𝙤𝙣 𝘽𝙚𝙬𝙚𝙜𝙪𝙣𝙜 𝙞𝙢 𝙍𝙖𝙪𝙢”.
A 𝗍𝗋𝖾𝖺𝗍𝗂𝗌𝖾 𝗈𝗇 𝗆𝗈𝗏𝖾𝗆𝖾𝗇𝗍𝗌, 𝗐𝗂𝗀𝗀𝗅𝖾𝗌, 𝗉𝗎𝗅𝗌𝖾𝗌, 𝖺𝗇𝖽 𝖿𝗂𝗇𝖺𝗅𝗅𝗒 𝗈𝗇 𝗍𝗁𝖾 𝖼𝗁𝗈𝗋𝖾𝗈𝗀𝗋𝖺𝗉𝗁𝗒 𝗂𝗍𝗌𝖾𝗅𝖿, 𝗈𝗇 𝗐𝗁𝗂𝖼𝗁 Maria Nova/𝖸𝖮̄𝖴 優 𝗂𝗌 𝗆𝖺𝗄𝗂𝗇𝗀 𝗁/𝖾𝗋 𝗍𝗁𝗈𝗎𝗀𝗁𝗍𝗌:
“𝙬𝙖𝙡𝙠𝙞𝙣𝙜, 𝙄 𝙖𝙢 𝙛𝙞𝙡𝙡𝙞𝙣𝙜 𝙩𝙝𝙚 𝙖𝙗𝙨𝙚𝙣𝙘𝙚 𝙤𝙛 𝙢𝙤𝙫𝙚𝙢𝙚𝙣𝙩 𝙞𝙣 𝙨𝙥𝙖𝙘𝙚”.

Ein Projekt von KulturTandem in Kooperation mit Karlstorbahnhof.
Gefördert von @basf_tor4
Tickets: https://karlstorbahnhof.reservix.de/p/reservix/event/1973325