Starość w XXI wieku

Ewa Maria Slaska

Rozmyślania po lekturze kilku książek i obejrzeniu kilku filmów

Starość już wiele dziesięcioleci temu została przez komercję odkryta jako nowy target. Najlepszym przykładem tego był amerykański serial Golden girls nakręcony w latach 80. Trzy kobiety w średnim wieku i stara matka jednej z nich zachęcały widzynie do wydawania pieniędzy na ubrania, kosmetyki i sport, bo w każdej chwili i z każdej strony mógł nadejść “On” i się nimi na serio zainteresować.

Był to miły obrazek, zapewniający, że starość to różowe legginsy, różowe włosy i różowe okulary.

Pierwszym wyłomem z różowej starości, który ja osobiście zauważyłam, był angielski film z roku 2011, Best Exotic Marigold Hotel, opowieść o angielskich emerytach, którzy postanawiają spędzić starość w domu opieki w Indiach, gdzie jest zdecydowanie taniej niż w Anglii. Niektórych z nich w Anglii nie byłoby stać na żadną formę opieki. Film określany jest jako komedia, komedią jednak nie jest, ale być może jest tak, jak mi to ktoś zasugerował, że obecnie komedią jest wszystko, gdzie nie ma zbrodni i trupa w szafie. Aczkolwiek my, ludzie z naszego pokolenia z Polski, wychowani na polskiej szkole kryminalnej komedii filmowej (Brunet wieczorową porą) a przede wszystkim na kryminałach książkowych Joanny Chmielewskiej, nie uważamy raczej, że brak zbrodni i trupa albo happy end oznacza komedię. W naszym pojęciu komedia ma być śmieszna, ale ten wyznacznik przestał się już chyba liczyć.

Starość była więc z nami od dawna, jednak prawdziwa starość nadeszła w ostatnich latach. Pojawiła się, jak zawsze, najpierw w literaturze, a wkrótce potem w filmie. Zajmę się tu pięcioma pozycjami, które zyskały sobie nagrody i rozgłos. Są to dwie niemieckie powieści autofikcjonalne – książka berlińskiej pisarki Susanne Matthiessen las uns noch mal los (znowu musimy zacząć), którą na swój użytek nazwałam w piwnicznej izbie (2025) oraz o 20 lat starszy dziennik Ingrid Bachér, Sieh da, das Alter (Zobacz, o tam, to starość).

Ciekawe, że obie powieści zostały napisane przez pisarki niemieckie, podczas gdy wszystkie trzy filmy dotyczą stosunków w społeczeństwie amerykańskim i angielskim. Są to angielski Best Exotic Marigold Hotel z 2011 roku, amerykański Nomadland (2020) i angielski The Salt Path (Słona ścieżka) (2025). Oba filmy zostały nakręcone wg powieści, a zatem tak czy owak to literatura jako pierwsza zauważyła biedą starości lub strach przed biedą.

Matthiessen opowiada historię kobiet, które wspólnie i oczywiście na kredyt zbudowały dom. Kamienicę mieszkalną tylko dla kobiet. Była to posthippisowska, punkowa komuna ale na ekskluzywnym poziomie zbioru mieszkań własnościowych. Realizowały w ten sposób jeden z postulatów feministycznych lat 70 i 80 – postarały się o własność, bo własność to władza i siła. Feministki były zdania, że kobiety jeszcze długo nie będą miały władzy ani siły, bo należy do nich zaledwie 7% całej własności prywatnej w Niemczech. Minęło jednak 40 lat, kobiety się zestarzały, a w międzyczasie zmieniło się też pojęcie kobiety. Kobieta w roku 2024 była osobą z macicą, była to jednak definicja uznana za wykluczającą, więc w roku 2025 jest to osoba, która chce być kobietą.
Pomińmy, tak jak sama autorka, reperkusje i konsekwencje takiej definicji, zostańmy na potrzeby recenzji tej książki przy staroświeckim pojęciu kobiety jako osoby, która urodziła się kobietą i aż do starości nią była i jest. Kobiety mieszkające w kamienicy kobiet były pewne, że zapewniły sobie spokojne i szczęśliwe życie. Tymczasem jedna, jako się rzekło, nadciągnęła starość, rozeszły się drogi, sytuacje życiowe przekazały niektóre z mieszkań osobom z penisem. Niektóre z matek założycielek umarły. Wspólżycie w komunie nie było łatwe, a w roku 2025 wiele z nich straciło nagle podstawy egzystencji. Założone w latach 80 małe firmy feministyczne, oferujące zioła, ezoterykę, jogę lub rękawiczki bez palców przestały być rentowne, a główna bohaterka zatrudniona jako rzeczniczka prasowa znanego polityka straciła pracę, bo nie umiała nadążyć za nowoczesnym, wspartym o SI, marketingiem. Jej miejsce zajęła osoba młodsza, obeznana z najnowszymi mediami i POC, co oznacza, że była kolorowa, choć tego słowa nie wolno już używać.
I wtedy po kolei kobiety wynajmują swoje mieszkania innym osobom, a same przenoszą się do piwnicy. Niekiedy to tym innym osobom umożliwia się zamieszkanie w należących do wspólnoty piwnicach.
Pomysł zostaje okrzyczany jako niezwykłe i łatwo dostępne remedium na katastrofalną sytuację mieszkaniową w Berlinie.Interesują się nim media i polityczki, które nawet coś obiecują. Nic jednak z tego nie wynika. Nikt sobbie tak naprawdę z niczym nie poradził. Jesteśmy stare i siedzimy na ruinach naszych życiowych marzeń. Udało się je zrealizować i w niczym to nam nie pomogło.
W piwnicznej izbie bieda szczerzy zęby i naśmiewa się z nieudolności polityki, socjologii i kasty urzędniczej, która – o jak się to stało!? – z przyjaciela obywatela zmieniła się we wroga.


Starość w XXI wieku przestała być tą fazą życia, kiedy będziemy mieli czas, żeby przeczytać wszystkie książki, których dotąd nie przeczytaliśmy, a zaczęła być groźbą biedy, lub po prostu biedą. Zjawisko zostało zauważone oczywiście już dawno, ale przez wiele dziesięcioleci zakładało się, że bieda na starość dotknie przede wszystkim kraje, które dopiero po roku 1989 zaczęły się dorabiać oraz kobiety, które krócej i gorzej pracują, przy czym słowo “krócej” określa zarówno krótszy dzień pracy, jak mniejszą ilość przepracowanych lat, a słowo “gorzej” większą ilość zwolnień lekarskich, a w konsekwencji gorsze szanse awansu i gorsze stanowiska pracy.

Pierwszy raz w Best Exotic Marigold Hotel pojawił się problem biedy klasy średniej. Przedtem bieda starości się oczywiście pojawiała, ale biedni byli artyści, włóczędzy, niebieskie ptaki i rozrzutnicy. W Best Exotic Marigold Hotel pojawiła się natomiast klasa średnia, ludzie, którzy wcale nie byli lekkomyślni, porządnie pracowali, oszczędzali, nabyli domy i zadbali o odpowiednie ubezpieczenie emerytalne. Zrobili więc wszystko, co można było, żeby móc na starość siedzieć w fotelu i czytać książki, a nagle okazało się, że są niezamożni lub wręcz biedni i że im nie starcza na godziwe życie. Dlatego decydują się na przeprowadzkę na starość do Indii, gdzie życie w domu starców jest po prostu tańsze. Nomadland jest o 10 lat późniejszy, Słona ścieżka – o 15. Tu już bohaterowie już nie są biedni, są nędzarzami bez środków do życia. Tracą pracę i domy. Spadają na dno. Dotyka ich deklasacja, tracą swą zapewniającą im bezpieczeństwo bazę społeczną, sąsiedztwo, zaufane otoczenie.Są starymi drzewami. Jeszcze niedawno wierzono, że starych drzew się nie przesadza. W tych trzech filmach są drzewami, które zostały wyrwane z korzeniami i wyrzucone poza nawias, a jedynym ich sposobem na życie jest wędrowanie. Wędrówka jest ucieczką od wstydu, bo wędrowiec może być ubogi. I jest drogą poszukiwania pracy.

W książce Ingrid Bachér autorkę zajmuje starość jako zjawisko historyczne, coś, z czym ludzie żyli i współżyli od urodzin do śmierci. Umieranie było elementem życia, nie było jego wstydliwie przemiliczanym zakończeniem. Nikt nie wierzył, że będzie żył wiecznie, ba, nawet długo nie trwało długo. Nikt też nie chciał żyć wiecznie. Z kolei Susanne Matthiessen formułuje precyzyjnie diagnozę współczesności: jesteśmy kobietami i nawet jeśli same, bez mężczyzn i bez pomocy rodziców dorobiłyśmy się skromnego stanu posiadania, to w każdej chwili może on nam zostać odebrany. Albo przez mężczyzn a każdym wieku, albo przez kobiety z młodszego pokolenia. I wtedy okazuje się, że te nasze prawa, które niby to sobie wywalczyłyśmy, nic nie znaczą i przed niczym nas nie chronią. 50 lat feminizmu w nic i w niczym nas nie uzbroiło. Tych praw tak naprawdę nie ma, nie ma, bo społeczeństwo wcale ich nam nie chce przyznać. Bo gdyby chciało, to byśmy je miały. Czasu było dość. Ale czas minął, zestarzałyśmy się i bieda wyszczerzyła na nas zęby jak kościotrup.

To analizy niemieckie i anglosaskie.

Nie próbuję się pokusić o ocenę tego, jak to wygląda w Polsce. Te przypadki zgrzybiałej starości, z którymi się zetknęłam, to matki (ojcowie umarli już przedtem), których dzieci są czy to za granicą, czy to w Polsce, ale są zamożne. Starość tych kilku osób, o których coś wiem, kończy się albo w drogim “domu spokojnej starości”, albo we własnym domu pod opieką czy to jednej, czy nawet dwóch lub trzech Ukrainek. Dość podobnie jest w Niemczech, przy czym zamiast Ukrainek pracują tu Polki. To że te osoby żyją jak ludzie zawdzięczają temu, że opiekują się nimi kobiety, które się wyzyskuje. Otrzymują płacę znacznie poniżej przyzwoitej normy, a pracują właściwie bez przerwy. Oczywiście kiedyś śpią, kiedyś mają wychodne, kiedyś mogą się wycofać do swojego pokoju lub obejrzeć film w telewizji, ale jest to praca bez przerwy w tym sensie, że zawsze, a już szczególnie w sytuacji kryzysowej, trzeba być na zawołanie i w gotowości. Zawsze trzeba czuwać. 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu, w piątek, świątek i niedzielę. Spać jak zając pod miedzą, wiecznie nasłuchiwać i w każdej sekundzie reagować.

Do niedawna uważało się, że na przyzwoitą starość będzie sobie mógł pozwolić każdy, kto przez całe życie zawodowe będzie zarabiał, oszczędzał i płacił ubezpieczenie. Teraz już wiadomo, że bez wysokiej emerytury (najczęściej po mężu) i wydatnej pomocy dorosłych dzieci, własne fundusze emerytów z klasy średniej, a szczególnie emerytek, to nawet w Niemczech fikcja.

I pozwolę tu sobie na straszny komentarz do aktualnej sytuacji, tak straszny, że spodziewam się krzyku oburzenia. Twierdzę mianowicie, że medycyna robi wszystko, co może, żeby nam przedłużać życie i mimo że inżynieria społeczna pozostała za nią daleko w tyle, uwierzyliśmy, że możemy długo żyć. Długo i zdrowo! Gdy upadał komunizm, mężczyźni żyli nie wiele dłużej, niż wynosił wiek emerytalny. Kobiety 10 lat dłużej. Ok, ale to było 10 lat dłużej a teraz jest tych lat 30. Ale my tak chcemy! Dziś starość to jedna trzecia naszego życia i bardzo się to nam podobało. Do niedawna z zadowoleniem, które wyrobili nas specjaliści do spraw marketingu, myśleliśmy. że spędzimy te 30 lat na Wyspach Kanaryjskich pod palmami. Nie widzieliśmy nas jako bezzębnych starców w pampersach, których za niewiarygodne pieniądze, których nie mamy, karmi się łyżeczką lub wlewając nam do ust burą bryję przez rurkę.
Ośmielam się twierdzić, że dopóki nikt nie jest w stanie zapewnić nam godnej i przyzwoitej starości, powinno się nam pozwolić odejść. Właściwie to w ogóle, ale już na pewno na nasze własne życzenie.

Bo na razie jest tak, że medycyna przedłużyła nam życie, ale społeczeństwo nie wie, jak to zrobić, by było ono godne.
Najlepiej byłoby się nas pozbyć. Zamiast tego z uporem maniaka się to życie nam przedłuża.
Po co?
Dlaczego my tego chcemy? Ale nawet jak nie chcemy, to medycyna tego chce, bo przecież na kimś musi się uczyć jako wygląda życie stuletniego staruszka.
Bo zgrzybiała starość stulatków to nowy problem. Wprawdzie od zawsze czasem zdarzał sią człowiek stuletni, ale generalnie żyło się krótko, bardzo krótko.
Gdy byłam dziewczynką, znałam tylko jedną osobę, która była bardzo stara. Była to moja prababcia, która umarła jak miałam 7 lat.
Moi rodzice umarli 30 lat temu i mieli około 75 lat.
Ale już kilka lat temu w moim otoczeniu było kilkanaście osób powyżej 90. Większość z nich nie ruszała się z domu, mieszkania, fotela, kanapy i łóżka. Ale utrzymywaliśmy je przy życiu, a często i oni chcieli, żebyśmy ich utrzymywali przy życiu. My, społeczeństwo, lekarze, rodzina.
W roku 2025 ideałem jest longevity. Podobno już się urodzili ludzie, którzy będą żyli 200 lat.

Jak to zrobimy, żeby nie byli biedni?

Czy nie byłoby lepiej, żebyśmy chcieli żyć krócej?

Myślę, że dobrze ten dylemat oddała moja stara ciocia. Już się nie ruszała z łóżka w kilkuosobowym pokoju w hospicjum. Nie czytała, nie pisała, nie oglądała telewizji. A mimo to. “Wiem, że umrę”, powiedziała mi kiedyś, “ale czy to musi być dzisiaj?”

A ja twierdzę, że to powinno być dzisiaj.

W Niemczech już jest takie prawo. Tylko mało kto chce je zastosować. I jak mamy powiedzieć naszym przyjaciołom, rodzeństwu, dzieciom, że to już dzisiaj? A jak oni mają to nam powiedzieć?

PS.


To siostry Kessler. Bliźniaczki. Aktorki, piosenkarki. Sławne. 17 listopada 2025 roku Ellen i Alice Kessler odeszły dobrowolnie w wieku 89 lat. Popełniły tzw. samobójstwo z asystą (assistierter Suizid). Prasa doniosła, że uprzednio prawnik i lekarka przeprowadzili z nimi rozmowę. W wyznaczonym dniu przyszli oboje do domu obu kobiet i towarzyszyli im przy odejściu.

Leave a comment