Śniłaś mi się
Ach, to już tyle lat,
cóż Ci powiedzieć
gdybyś zapytała,
co chciałabyś wiedzieć?
Czego nie wiesz?
Powoli świat się
z nami starzeje;
zwiałaś przed starością...
Kicię Lili, pamiętasz?
za mostem tęczowym,
Moritz zęby pogubił,
taki już to kotek Drakula...
Zima znów, jeszcze biała
biel jej bardzo delikatna,
w ręku rozpuszczalna,
tak biała, jak Twoja Dasza,
ona biega też z moją Lili,
bawią się; biały pies
z czarnym kotem...
...odwiedzasz je tam czasem?
Mury
istnieje mur milczenia
długi jak ten chiński,
istnieją smutne oczy
bez spotykania innych,
istnieją ręce nigdy
nie oddające uścisku,
istnieją usta skrzywione
od przekleństw i sarkazmu,
istnieją serca bez serca,
drzwi bez klamki i zamka,
niepotrzebne teraz nikomu
...od wewnątrz i od zewnątrz.
istnieją
wyprowadzki
od-ludzi-do-nikąd...
w zimną samotność.
Christian Morgenstern (1871 – 1914)
Szczupak
Raz szczupak, nawrócony przez świętego
– powiedzmy to otwarcie – Antoniego,
Postanowił wykazać się moralnym czynem
I został – patrzcie, patrzcie – wegetarianinem.
Od tego czasu jadał on wyłącznie
Morską trawę, morską różę i badylki morskie,
Lecz – kurczę – od róży, trawy i badylka
Wypływało mu okropnie – hm… – z tyłka.
Całe jezioro zatruł – niech to diabli – w mig
A zdechło ponad pięćset ryb,
Lecz nasz Antoni: “święty!
święty! święty” – wołał wniebowzięty.
Rose Ausländer (1901 – 1988)
Zdziwieni
Kiedy stół pachnie chlebem
truskawki wino kryształ
myśl o przestrzeni z dymu
dymu bez kształtu
Jeszcze nie zrzucona
sukienka z getta
siedzimy wokół pachnącego stołu
zdziwieni
że tutaj siedzimy
Hans Magnus Enzensberger (1929 - 2022)
Wskazówki dla Syzyfa
To co czynisz jest beznadziejne. No dobrze:
pojąłeś to, przyznaj,
ale nie spocznij na laurach
mężczyzno z kamieniem. Nikt
ci nie podziękuje. Kredowe linie,
deszcz je liże znudzony,
wyznaczają śmierć. Nie ciesz się
za wcześnie, beznadzieja
nie jest karierą. Z własną
tragiką witają się bękarci,
strachy na wróble, augurowie. Milcz,
wymień słowo ze słońcem,
w czas gdy toczy się kamień, lecz
nie rozstrząsaj twojej bezsilności,
tylko zwiększ o centnar
gniew w świecie tym, o gram.
Brakuje mężczyzn
co beznadziejne czynią milcząc,
rwąc nadzieję jak trawę,
ich śmiech, przyszłość toczący,
toczy ich gniew na szczyty.
tibor jagielski (1959 - 2042)
kot jowisza
ivydale road, pierwszy maja, londyn,
wyżej niebo. nad soczystością trawy i nad zmierzchem.
to puste miejsce: tutaj spadła bomba;
wyrwa w różanoszarej klawiaturze domów.
siedzimy paląc papierosy, ciepłe piwo
bulgocze w aluminium puszek; kot jowisza
grzbiet swój pręży mówiąc,
iż lato zbrojne kurzem, wakacjami,
u bram stanęło otwartego miasta.
puste miejsce. nikt nie pamięta wycia rakiety,
która w płomieniach, runęła, grzebiąc.
głaszczemy kota.
wśród sierści błądzi iskra zapomnienia.
***
W nocy, nim sen
już odwiedzi,
wypełzają
duszki,
cienie,
unoszą się lekko
wspomnienia,
marzenia,
tęsknoty,
smętki...
A wszystko
tak sobie
jakoś płynie,
tak sobie
jakoś fruwa,
jakby
...z obrazów
Chagalla...
Marc Chagall, Urodziny 1915 r. (Google)
***
Bal
wielki
dzisiaj
na ksìężycu,
u prawnuków
Twardowskiego,
ach...
powietrznymi
dyliżansami
złote rybki
przylecą...
koty,
psy,
no i...
też
ważni,
Goście
z Ziemi
przypłyną
na chmurach,
ale...
ci
tylko...
z tych
bajeczek,
kolorowych
nadzwyczajnie.
Ernst Jandl (1925 – 2000)
meldunek
teraz przyniosłem jedzenie
dla nas wszystkich
a kim są ci wszyscy?
to ja
Rose Ausländer (1901 –1988)
Zaproszenie
Na stole
jabłka i wino
kwiaty kruche kolory
Zapraszam Ciebie
Mieszkam w domu
pod numerem zero
Zapach namalowal Monet
jabłka dojrzaly u Cezanne’a
wino przybyło pocztą butelkową
Powtarzam
zapraszam Ciebie
serdecznie
Rolf Haufs (1935 –2013)
O zachodzie słońca
odchodzi ostatni prom,
chcemy na drugi brzeg.
Boris Vian (1920 – 1959)
na zielonej trawce raz, dwa, trzy,
pasły się pratchawce raz, dwa, trzy...
a to była pierwsza zwrotka,
teraz będzie druga zwrotka
na zielonej trawce raz, dwa, trzy,
pasły się pratchawce raz, dwa, trzy...
a to była druga zwrotka,
teraz będzie trzecia zwrotka
na zielonej trawce...
Tibor Jagielski (1959 – 2042)
ikona
50 lat temu
już się nie obudziła
nasza ikona z celuloidu
i w technikolorze
ale jej cuda
przetrwają
5.08.2012
RogerMcGough (ur. 1937)
Wegetarianie
Wegetarianie to okrutni i bezmyślni ludzie.
Każdy wie, że marchewka krzyczy na tarce,
że rozrywana palcami brzoskwinia krwawi.
Wierzysz, że pomarańcza nie czuje
kciuków, które się w niej zanurzają?
że pomidory rozlewają swe mózgi bezboleśnie?
A kartofle, żywcem obierane ze skóry i gotowane,
te homary podziemnego królestwa?
Nie opowiadaj, że nie boli,
gdy odrywa się groch od strączka,
obłupia brukselkę,
szatkuje kapustę i ćwiartuje cebulę.
Odrzuć chochlę.
Odstaw motykę.
Nie koś,
wyzwól moje plemię!
na skrzydłach sławy płyniemy po niebie płócienne mundury, chodaki nosimy nad rzeką cudem piszemy jak było w głębokim lesie, w dole zaśniemy w lodowych soplach ostrzymy kosy w kolejkach piszemy swoje nazwiska w zuchwałych miastach ciskamy granaty nadzieję i przeszłość chowamy w walizkach
Kilka dni temu, w którejś ze stacji radiowych usłyszałem wyrecytowany przez Marka Kondrata wiersz Kazimierza Przerwy-Tetmajera Patryota. Wiersz znałem, ale całkiem o nim zapomniałem. Trudno uwierzyć w to, że Tetmajer opublikował go w 1898 roku, może poza językiem, każdy jego fragment odnosi się przecież do rzeczywistości A.D. 2022. Niesamowite i przerażające jest to, że w tym narodzie kompletnie nic się nie zmieniło i niestety jakoś kompletnie w to nie wierzę, żeby jakaś przemiana mogła nastąpić. Poniżej jego rockowa interpretacja, a pod nią oryginalny tekst.
Kazimierz Przerwa-Tetmajer
W zdrowym ciele zdrowa dusza!
Hoc! Hoc! Hopsa! tylko śmiało!
Jeszcze Polska nie zginęła!
Co się stało, to się stało!
Jak Bóg da, to odbierzewa!
Hulaj dusza bez kontusza!
Kto nie z nami, to hołota!
Huha! Vivat »patriota«!
Rozum, wiedza, talent, praca
U nas, bratku, nie popłaca!
Postęp i cywilizacja
W kąt gdzie wchodzi do gry nacja!
I »guanem« wnet dostanie
Kto nie z nami, mocium panie.
Bo jest jedna tylko cnota,
Byś był, wasze, »patriota«!
Możesz kpem być i cymbałem,
Możesz dureń być siarczysty:
Byleś z mocą i zapałem
Kraj miłował macierzysty!
Co się stało, odstać może!
Jedno, drugie, trzecie morze...
Huha! Hopsa! Każdą nową
Myśl witamy krzyżem pańskim —
Precz z geniuszem Europy
Farmazońskim i szatańskim!
My o jedno tylko szlemy
Modły k’ niebu z naszej chaty:
By nam buty mogły śmierdzieć,
Jak śmierdziały przed stu laty...
Gdzieś tam jakiś Francuz wściekł się —
Bęc! Już sterczy na indeksie!
Ojciec święty siedzi w Rzymie,
Na plebanii ksiądz Walenty —
Wara, chłystku, mi tu wnosić
Swoje »ludzkie dokumenty«!
Londyn, Berlin i Warszawa
Niech ci krzyczy: sława! sława!
Chociaż wiem, jak ci zależy,
Abyś u mnie był przyjęty,
Ja ci domu nie otworzę,
Nie dla takiej on hołoty!
U mnie w duszy cnota leży —
Vivat skromność »patrioty«!
Hoc ha! Hopsa! Byle zdrowo,
Zdrowa dusza — zdrowe ciało!
Niechaj śmierdzi, jak śmierdziało,
Byle tylko narodowo!
Wolę polskie ..... w polu,
Niż fiołki w Neapolu!
Swojsko, polsko, po naszemu,
Hoc! Hoc! Hopsa! Tak, jak wtedy
Gdy nas naprzód tłukły Szwedy,
Potem Niemcy i Moskale —
Hoc! Hoc! Hopsa! Doskonale!
Po swojemu! Po staremu!
Lepiej dostać w łeb w kontuszu,
Niż we fraku natrzeć uszu!
Niechaj żyje stara cnota!
Daj nam dalej kisnąć Boże!
Jedno, drugie, trzecie morze —
Vivat »prawy patriota«!...
meine mutter lackierte sich gerade die nägel. das telefon klingelte. sie stand auf, und seufzte auf dem weg zum telefon: „ach, ich kann das nicht so wie sie, das telefon klingeln lassen, wenn ich mir die nägel lackiere, ich lasse mich stören, und hebe ab“. nach ihrem gespräch, fragte ich:
– mama, wen meinst du?
– ach, du weisst doch.
– nein, ich erinnere mich nicht.
– doch, doch du kennst sie.
– deine freundin britta?
– nein!
– deine schwester?
– nein!
ich nannte noch weitere 5 frauen, die sich die nägel lackieren.
– mama, ich kenne keine frau, die das telefon klingeln lässt!
– doch, doch du kennst sie.
sie meinte muriel, aus salingers „ein herrlicher tag für bananenfische“.
Pewnego dnia...
Odejdą na zawsze, znikną w przeszłości Kłopoty, problemy, mozoły, trudności
Szczęścia dziecięce, beztroski młodości Życie wypełnią miarą zwykłości
Zatopią się cicho, na dnie zapomnienia Samotne dni szare, rozbite marzenia
Dłonie otwarte i ufne spojrzenia Zbudują dom nowy, bez powrócenia
Zła wola, egoizm – jak mur, nieskruszone Stopnieją jak wiosną śniegi bielone
W serc ludzkich zagoszczą, świata ogromie Okruchy miłości, z nieba rzucone
Spłyną zwyczajnie, bez szmeru, rozgłosu Radości, zabawy wspólnego czasu
Łzy bezradności, zamętu, chaosu Odejdą bez reszty, bez wspomnień zarysu
Wiersz można czytać zwrotkami lub linijkami
Wojna, strach, zdziwienie
Świat okrętem
na groźnym
oceanie,
Titanic
naszego
wieku.
Dokąd
płyniemy,
...po co
właśnie tam,
a dokąd...
i tak nie wiemy.
Świat zagubiony,
zastraszony,
zdziwiony,
czekający,
na pomoc,
a od kogo?
Skoro
znęca
się sam
nad sobą,
nasz ludzki Świat
Sado-Masochista!
...a mogłoby być
tak pięknie...
bo świat,
to nie
tylko
my,
tacy
lub
tacy...
Spójrz sobie w oczy
A mnie się marzy
dużo więcej ciszy,
delikatności
wokół..
Spójrz sobie w oczy,
co widzisz?
Posłuchaj siebie,
co słyszysz?
A mnie się marzą
słowa jasne, trafne,
dźwięczące
dobrocią.
Spójrz w myśli swoje,
co widzisz?
Posłuchaj serca,
co czujesz?
A mnie się marzy,
by tam w środku
w każdym,
we mnie,
w tobie,
było po
prostu
OK.