Czy Państwo też zwrócili uwagę na szerzące się wokół poradnictwo? Wszyscy są ekspertami od wszystkiego, od cudzego życia też.
– Bo ty powinnaś uwierzyć w siebie, pojechać do sanatorium. Zosia była w Świnoujściu, chwali sobie. I po co się tak przejmujesz, gdybyś się nie przejmowała, to byś lepiej na tym wyszła – usłyszałam niedawno.
Przejmuję się, bo Najwyższy uczynił mnie istotą myślącą: doświadczam, obserwuję, czuję, analizuję. Nie pojadę do sanatorium. Jak Woody Allen na wieś, tam nie ma gdzie – upiera się – chodzić na spacer.
Idę drogą, która mnie wybrała. Może nie upojną – w końcu nie jesteśmy w cyrku – ale ukojną. Moją.
Nie zatrzymuj mnie.
„Noli me tangere”, niech nikt nie stoi O mnie, gdyż Cezar jeno mię oswoi.
– z wiersza sir Thomasa Wyatta „Chce kto polować wiem, gdzie znaleźć łanię”, w tłumaczeniu Stanisława Barańczaka.
Od Adminki: Julita przed wejściem na sopockie molo. Ta wieża, to sopockie Łazienki. Sanatorium w mieście. Za budynkiem morze (zdrowe morskie powietrze), w prawo ulica do “grzybka”, gdzie, jeśli się higienicznie i ekologicznie przyszło z własnym kubkiem, można się, jak w sanatorium, napić wody leczniczej. Chyba nikt z nas nigdy tej wody nie pił. My w tym mieście nie jesteśmy w sanatorium, my tu mieszkamy (mieszkaliśmy; ja się tu urodziłam) i, co najwyżej, chodzimy na spacer.
A tu cały wiersz. U Julity był na Facebooku w komentarzu, ale oczywiście należy do tego tekstu:
Chce kto polować — wiem, gdzie znaleźć łanię:
Dla mnie, niestetyż, za późno na łowy;
Tak-ci mię znużył ów pościg jałowy,
Że ledwie słyszę w dali rogów granie.
A przecie, mimo całe me znękanie,
Tropem zwierzyny dążę przez dąbrowy,
Niczym nie trzeźwiąc rozpalonej głowy,
Gdy w sieci jeno wiatr mi się dostanie.
Chce kto ją łowić — niech łowi, lecz szczerej
Zazna udręki: to jedno mu powiem.
Na smukłej szyi obróżkę albowiem
Ujrzy, a na niej z diamentów litery:
„Noli me tangere”, niech nikt nie stoi
O mnie, gdyż Cezar jeno mię oswoi
Kilka lat temu ogromne wrażenie zrobił na mnie debiut Stanisława Łubieńskiego Dwanaście srok za ogon, książka pełna pasji związanej z ornitologią. Tym razem autor pisze o nas, a właściwie o tym co po sobie pozostawiamy, czyli o śmieciach. Od całkiem niedawna produkujemy niezliczoną ilość śmieci, z którymi nie mamy co zrobić, śmieci które zatruwają nas oraz środowisko i to nie tylko te najbliższe. Przy okazji marnujemy sporą ilość surowców naturalnych, których mamy przecież coraz mniej. Rzeczy niby oczywiste, ale jakoś na co dzień większość z nas kompletnie się nad tym nie zastanawia I właśnie dla tej krótkiej refleksji Książka o śmieciach warta jest poświęconego jej czasu. To rzecz nie tylko ważna, ale przede wszystkim mądra, a do tego ciekawie napisana. Cóż warto się czasem zastanowić po co nam kolejny przedmiot, czy faktycznie jest nam niezbędny, a jego posiadanie przyniesie nam aż tyle radości? Myślę, że świadomość tego, co stanie się po zużyciu przez nas tych rzeczy może skłoni nas do bardziej świadomej konsumpcji, bo nie chodzi o to aby całkowicie zrezygnować z dóbr wszelakich, bo jak to mówią, wszystko jest dla ludzi, natomiast warto żyć tak, żeby po naszym odejściu mogli tu żyć inni.
Skąd pochodzimy i kim jesteśmy? Na te pytania próbuje odpowiedzieć Frank Westerman w swojej książce My człowiekowate. Muszę przyznać, że jest to niezwykle ciekawa rzecz. Kiedy można mówić o tym, że jakiś gatunek jest człowiekiem? Co sprawiło, że mówimy? My człowiekowate to nie tylko historia odkryć najstarszych pozostałości po hominidach. To także historie ludzi, którzy poświęcili życie na ich poszukiwanie. Zresztą one same już są niezwykle interesujące. To nie jest zwykła książka popularnonaukowa. My człowiekowate jest reportażem, książką, w której Westerman wraz z grupą swoich studentów, prowadzi swoiste śledztwo. Przy okazji możemy poznać warsztat reportera. To rzecz, która ma w sobie coś głęboko humanistycznego, no ale w końcu jest to książka zarówno o człowieku współczesnym jak i o jego przodkach.
Magdalena Szpunar
Pojechał po bułki
rowerem
bo mimo wojny jeść trzeba
leży teraz w kałuży
co spija z niego ostatnie tchnienie życia
a żona mówiła
że bułek nie trzeba
że można chleb
można tylko patrzeć
patrzeć bezsilnie
aż wyschnie kałuża
Pojechał po bułki rowerem, 5 kwietnia 2022
Tamara Łempicka, Uchodźcy (1937) [Fot. Estate LLC/Museum of art and history, Saint-Denis].
Anna Czekanowicz
modlitwa
gdzie się podziała cała ta czułość
gdzie światło witraży w katedrze
szelest liści i pieszczota wiatru
gdzie zniknął smak świata
toczą mnie robaki czarnych myśli
czerwie złych słów plugawych zaklęć
mrocznych przekleństw
głuchych złorzeczeń
jestem kobietą rozpłataną ostrzem bagnetu
jestem kruszyną nienarodzoną tuż obok
we krwi zakrzepłej i skamieniałej
jestem psem co pełznie beznogi wśród gruzu
tajemniczym kocim okiem nieruchomo
wpatrzonym w nieznane
niechaj przeklęta będzie matczyzna
co synów swych na żniwo wysłała
7 kwietnia 2022
Pavlo Kyryk
Moja przyjaciółka napisała (też na Facebooku): Dostałam od przyjaciela i sąsiada Kuby Zaleskiego: Hej Kochani, taką piosenkę dla Ukrainy napisałem i dograłem do melodii Piosenki dla córki, we własnym aranżu: https://drive.google.com/file/d/1AZ6tDtJJmnAHNNJKLfj5IJDEROniU6Ey/view?usp=sharing Miłego, choć pewnie niewesołego słuchania K.
Autor pracuje też nad wersją ukraińską i też ją nam udostępni.
– Istnieją tacy – powiedziała wielka mistrzyni do swoich uczennic i uczniów, zgromadzonych pewnego słonecznego, wiosennego, ale mroźnego poranka na polanie nieopodal strumienia – którzy chcą podbić świat i uczynić z niego, to co im sie marzy albo widzi. Ale ten zamiar nigdy się nie spełni – kontynuowała Lucy – bo naczynie świata nie jest własnością człowieka tylko jego boskiej matki i próby zmiany tego stanu rzeczy są skazane na nieuchronną porażkę, której owocem jest tylko śmierć i zniszczenie.
Lucy i Nicnierobienie
Pewnego, pełnego życia wiosennego dnia, siedziała wielka mistrzyni na progu swojej chatki i obserwowała świat. Dzieci bawiły się dookola, a ich rodzice dyskutowali wydarzenia dnia, które poruszyly wioskę i jej okolice. Pewien nauczyciel, który lubil się z nią przekomarzać, podszedł do niej i zapytał – Dlaczego nic nie robisz, stara kobieto? Z powodu takiego pięknego dnia nie powinnaś się obijać i siedzieć bezczynnie na słońcu. Dlaczego nie wejdzisz do chatki, aby spisać twoje arcymądre spostrzeżenia? – W moim stawie – odpowiedziała uśmiechając się Lucy – mieszka bardzo stary karp, który szuka pożywienia na dnie bajora, a robi to powoli i nieustannie, ale kiedy stadko moich kaczek przepływa nad nim i mąci piasek oraz wodę, to zatrzymuje się i czeka, aż staw znowu się oczyści. – To raczej deszczowe dni – dorzuciła wielka mistrzyni – przynoszą mi ważne spostrzeżenia, a moim kaczkom tłuste robaki.
30 marca 2022 roku pojechałam do Zielonej Góry na spotkanie autorskie Alfreda Marka Wierzbickiego, księdza, który jak to już napisałam w tytule, jest poetą, filozofem – etykiem, wykładowcą i rebeliantem. Gdy byłam młoda, taki zestaw określeń był na porządku dziennym. Najrzadszy był fakt, że mógł być również poetą, ale było właściwie oczywiste, że ksiądz był mądry, etyczny, porządny i że stał po “naszej stronie”, czyli przeciwko władzy. Przewartościowanie słowa ksiądz z opozycjonisty w kanalię odbyło się w Polsce (zresztą nie tylko w Polsce) dopiero w ostatnich dziesięcioleciach. W Polsce było to w sposób oczywisty związane z uzyskaniem, czy też odzyskaniem suwerenności. Nagle okazało się, że musimy jako państwo i jako społeczeństwo zapłacić za wsparcie, jakiego udzielał nam Kościół Katolicki w czasach Komuny. Nagle Kościół okazał się pazerny i zachłanny, egoistyczny, nietolerancyjny, żądny władzy. Nagle pojawiło się słowo pedofilia, a potem fakt, że Kościół firmował i skrywał księży pedofilów.
Poza okresem szkoły podstawowej nie byłam dewocyjna, a od połowy lat licealnych zaczęłam sobie, jak to określiła kiedyś moja przyjaciółka, “fundować ateizm”. Nawet w działalności opozycyjnej skłaniałam się raczej ku lewicującym demokratom, niż wiernym Kościoła. Tym niemniej postać księdza nie była w moim obrazie świata niczym obciążona. Gdzieś jakiś ksiądz porzucił kapłaństwo i ożenił się. No cóż, każdy z nas jest tylko człowiekiem. Jakiś inny ksiądz dość swobodnie prowadził interesy finansowe, ale zdobyte w ten sposób pieniądze przeznaczał na odbudowę swojego kościoła. Jasne, w PRL, każdy musiał kombinować. Przykazanie “nie kradnij” było mocno wyciarachane po brzegach. Jakiś inny ksiądz chętnie zapraszał do siebie moich kolegów z klasy, ale zawsze chodzili tam w dwóch, trzech, i chodzili chętnie, bo mogli się napić koniaku, popalić papierosy, posłuchać muzyki i podyskutować o filozofii. W gruncie rzeczy wszystko razem było dość niewinne i nikt nigdy niczego poza tym nie sugerował i nie insynuował.
W okresie Solidarności pojawiły się nagle jakieś oszołomy żądające pomników życia nienarodzonego, ale nie byli to w ogóle księża, tylko jakieś dewotki w moherowych beretach i nawiedzeni nieudacznicy.
Byłam już na Zachodzie, już upadł Mur i cieszyliśmy się wolnością, gdy różne “dziady”, jak o nich wtedy mówiliśmy, zaczęli głosić ideał życia rodzinnego, w którym mąż pracuje, a żona wychowuje dzieci. Ale i to nie byli księża, tylko wpływowe osoby z (byłej) opozycji, które nagle stawały na świeczniku. Chyba najlepiej zapamiętałam tu wygłoszoną w tym duchu wypowiedź trzeciej żony Onyszkiewicza, Joanny Jaraczewskiej. Onyszkiewicz był nader zasłużonym opozycjonistą, w owym czasie (w latach 1992–1993) – ministrem obrony narodowej, a jego żona była wnuczką Józefa Piłsudskiego. Pamiętam, że ta jej wypowiedź, stanowiąca pochwałę życia Kury Domowej, zrobiła na mnie wstrząsające wrażenie. Wtedy po raz pierwszy poczułam, że zaczyna się robić groźnie.
No i tak się stało. Wprawdzie w roku 1992 premierką została Hanna Suchocka i było to wydarzenie znaczące w historii Polski, bo od czasów królowej Jadwigi nie mieliśmy w Polsce władczyni, ale już w 1993 roku pod auspicjami pani premier, wprowadzono w Polsce praktycznie rzecz biorąc całkowity zakaz aborcji, który z jakichś nieznanych mi powodów, w ostatnim dziesięcioleciu nazwany został kompromisem aborcyjnym. Ale to już, jak mawiał Kipling, zupełnie inna historia.
Wtedy po raz pierwszy poczuliśmy, że Kościół wyciągnął łapę po nasze losy. A potem już poszło. Konkordat, śluby kościelne, świętość zygoty, pomniki dziecka nienarodzonego, wymuszane porody kalekich dzieci, przywracanie Kościołowi utraconych majątków, zwolnienie z podatków, radio Maryja, przymierze z PiS-em… Miliony dla księży a nie dla lekarzy i nauczycieli. Religia w szkole. Zasady życia dla dziewczynek. Wróg powszechny pod postacią Gender. Marsze Niepodległości. Zawłaszczanie patriotyzmu. Ordo Iuris. Kaja Godek. Czarnek. I tak dalej, i tak dalej. Gdzieś po drodze księża stracili szacunek, i nasz, i sami dla siebie – sprzedali go za pieniądze i przywileje. Powstały filmy takie jak Kler i Tylko nie mów nikomu. Wydawało się nam, że odmienią oblicze tej ziemi, nie uzyskały nic. Społeczeństwo jak wierzyło księdzu, tak wierzyło, jak płaciło, tak płaciło, jak robiło to, co mu ksiądz kazał, tak robiło.
I nagle pojawiają się Odnowiciele, a ich przywódcą jest ksiądz Alfred Wierzbicki, profesor etyki na KUL-u (póki co profesor na KUL-u, bo właśnie odchodzi). To człowiek, który zrobił wiele dla odbudowy wizerunku księdza w Polsce. W życiu publicznym pojawił się w sierpniu 2022 roku, gdy poręczył za Margot, osobę niebinarną aresztowaną za obrzucenie obelgami kierowcy ciężarówki Pro (czyli Pro Life) oraz przykrycie tęczową flagą figury Jezusa przed kościołem na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie.
To było spektakularne. Jego główne osiągnięcie – zorganizowanie ruchu Zwykli. pl / zwykli księża, zwykłe zakonnice, jest znacznie mniej widowiskowe, choć dla obrony godności ludzkiej (a i autorytetu Kościoła) zapewne znacznie ważniejsze. O Ruchu Zwykłych Księży już tu na blogu pisał nasz ksiądz-autor Stefan Andrzejewski: TU.
Wymyślił w swoich wierszach postać pana Credo. Jak sam powiedział, żeby pan Cogito nie czuł się samotny.
Jesienny portret Pana C
Pan C chciałby złapać przemijanie jak srokę, bażanta lub kosa. Wystarczą iskierki października i już zapala się od pochodni lipy od płomyków dzikiego wina. Radość mocuje się z żałością i nie wiadomo, który z osiłków zwycięży.
Pan C przeżył wiele rzeczy, które wypaliły się chciałby wreszcie zająć postawę bezstronną. Miejsce Pana C znajduje się pomiędzy A i B na zawsze pozostanie trzecim jak reporter, sędzia, pielęgniarz.
Nie buja w obłokach nie przenosi drzew nie zniża do poziomu kopczyków liści ćwiczy się w horyzontalnej sztuce uwagi i współczucia.
2018 wurde mein (auto)biographischer Roman Die Lubliner auf Polnisch herausgegeben. Es war eine, leicht beletrisierte, Familiengeschichte. 20 Jahre habe ich mich auf diese Aufgabe vorbereitet. Danach noch sieben Jahre recherchierte ich. Ich dachte, ich habe damals alles gefunden, was man über die Familie finden konnte, auch manche Lubliner in den Verinigten Staaten, die zur Familie nicht gehören, nur den gleichen Namen besitzen. Lubliner, der aus Lublin.
Im letzten Jahr aber schrieb Ela Kargol das Wort “Lubliner” in Internet ein und fand sofort einen deutschen Schriftsteller (und Weber) aus Berlin, einen gewissen Hugo Lubliner, von dem ich nie gehört habe.
Nun ja, was kann ich jetzt sagen: Bravo Ela!
Zu meiner Erleichterung fand ich später, dass der Wikipedia-Eintrag über Hugo Lubliner, von Ulrich Goerdten, einen pensionierten Bibliothekar in Berlin, erst November 2020 verfasst wurde.
Wikipedia:
Lubliner, Hugo (Pseudonym Hugo Bürger), Bühnendichter, Romanschriftsteller * 22.4.1846 Breslau, † 19.12.1911 Berlin. (israelitisch)
Sein Vater war Kaufmann in Breslau. Die Familie zog nach dessen Tode 1858 nach Berlin, wo Hugo die Realschule besuchte und anschließend eine kaufmännische Lehre durchlief. Er war von 1865 bis 1873 Leiter einer Weberei.
1865 wurde sein erstes Lustspiel aufgeführt. Ein paar Jahre später entschied er sich für den Schriftstellerberuf und schrieb seit 1873 ständig Lustspiele, die im Königlichen Schauspielhaus in Berlin sowie am Burgtheater in Wien und anderen Theatern aufgeführt wurden. Seine Stücke waren bei den Theatern beliebt und beim Publikum erfolgreich.
Lubliner schrieb auch Romane, in denen das Großstadtleben seiner Zeit geschildert wurde. 1892 gründete er die Zeitung Der Abend, die jedoch keinen geschäftlichen Erfolg hatte. Für den Österreichischen Lloyd redigierte er unter seinem Pseudonym Hugo Bürger vier, 1901 und 1902 erschienene, Reisehandbücher.
Lubliners Grab befindet sich in Berlin auf dem Jüdischen Friedhof Schönhauser Allee.
Die Liste seiner Werke ist sehr lang und das Wort “Auswahl” lässt vermuten, dass sie länger hätte sein können:
Nur nicht romantisch! Dramatischer Scherz in einem Akt. Michaelson, Berlin 1864.
Der Frauenadvokat. Marschner & Stephan, Berlin 1876
Die Frau ohne Geist. Lustspiel in 4 Akten. Marschner & Stephan, Berlin 1879.
Der Jourfix. Lustspiel in vier Akten. Berlin 1881.
Die Modelle des Sheridan. Lustspiel in vier Akten. Marschner & Stephan, Berlin 1875
Die Adoptirten. Schauspiel in vier Acten. Bloch, Berlin 1876.
Die Florentiner. Trauerspiel in 5 Aufzügen. Marschner & Stephan, Berlin 1876.
Eine Fessel. Schauspiel in vier Akten. Marschner & Stephan, Berlin 1877.
Gabriele. Schauspiel in vier Akten. Marschner & Stephan, Berlin 1877.
Auf der Brautfahrt. Lustspiel in vier Akten. Entsch, Berlin 1880.
Forschungsresultate. Lustspiel in 1 Act. Sittenfeld, Berlin 1880.
Gold und Eisen. Schauspiel in 4 Akten. Marschner & Stephan, Berlin 1881.
Aus der Großstadt. Schauspiel in 4 Akten. Bloch, Berlin 1883.
Die Mitbürger. Lustspiel in 4 Akten. Bloch, Berlin 1884.
Gräfin Lambach. Schauspiel in vier Akten. Bloch, Berlin 1886.
Die armen Reichen. Lustspiel in 4 Aufzügen. Entsch, Berlin 1886.
Die Gläubiger des Glücks. (Berlin im Kaiserreich I.) Roman. Schottländer, Breslau 1886.
Die Frau von neunzehn Jahren. (Berlin im Kaiserreich II.) Roman. Schottländer, Breslau 1887.
Wenn der Sommer kommt. Lustspiel in 3 Akten. Bernstein, Berlin 1887.
Der Name. Schauspiel in 4 Akten. Bloch, Berlin 1889.
Im Spiegel. Schauspiel. Bloch, Berlin 1890.
Der kommende Tag. Schauspiel in vier Aufzügen. Lehmann, Berlin 1891.
Der Riegnitzer Bote. Schauspiel in 4 Akten. Entsch, Berlin 1894.
Das neue Stück. Lustspiel in 4 Akten. Entsch, Berlin 1894.
An der Riviera. Schottländer, Breslau 1896.
Die junge Frau Arneck. Lustspiel in 4 Akten. Entsch, Berlin 1896.
Andere Luft. Schwank in 3 Akten. Entsch, Berlin 1897.
Nacht und Morgen. Schauspiel in 5 Aufzügen. Boll, Berlin 1897.
Der Zoller. Historie in 5 Aufzügen. Boll, Berlin 1897.
Das fünfte Rad. Lustspiel in 3 Aufzügen. Bloch, Berlin 1899.
Splitter und Balken. Lustspiel in 4 Aufzügen. Bloch, Berlin 1899.
Roman eines anständigen Mädchens. Hillger, Berlin 1899.
Die lieben Feinde. Lustspiel in 3 Aufzügen. Bloch, Berlin 1901.
Redaktion: Der Österreichische Lloyd und sein Verkehrsgebiet. Offizielles Reisehandbuch der Dampfschiffahrtsgesellschaft. Rudolf M. Rohrer, Wien 1901 u. 1902 (4 Bände)
Der blaue Montag. Lustspiel in 3 Aufzügen. Bloch, Berlin 1903.
Frau Schubels Tochter. Roman. Schottländer, Breslau 1905.
Die glückliche Hand. Lustspiel in drei Aufzügen. Bloch, Berlin 1911.
Ein Buch von Hugo Lubliner habe ich gerade in einer Berliner Bibliothek gefunden. Es ist jedoch, wie man sieht, nicht entleihbar. Man kann es nur im Lesesaal lesen und dafür fehlt mir momentan sowohl Zeit als auch Muse. Irgendwann Mal lese ich es… 🙂
***
Am Ende erlaube ich mir noch einen Ausflug ins Reich der Ethymologie. Hugo Lubliner war ein Weber und ein Autor, und dies ist eine sehr logische Zusammensetzung der Berufe. Der Weber erstellt die Textilien, der Autor - Texte. Es ist kein Wortspiel; so ist in der Tat das Wort Text entstanden - vom Stoffe webern. Bei dem Text-Herstellen gibt es noch andere Begriffe aus dem Wortschatz eines Webern. Zum Beispiel ist es sehr wichtig, dass sich durch den ganzen Text konsequent der rote Faden hindurchzieht, so wie sich im gewebten Tuch am Rande der rote Faden durchzieht. Auch die Dichtung und der Dichter sind mit dem Webern eng verwand. Der Dichter baut die Worte eng zusammen, dichtet sie, so wie der Weber mit einem Dichtkamm die Schussfäden eng zusammen... na ja, eben dichtet. In polnischer Sprache gibt es wiederum im Text Kett- und Schussfaden, also Hauptstrang der Narration und die sich drum herum webende Fäden der Nebengeschichten. Also der Schriftsteller und der Weber sollen immer eng miteinander kommunizieren.
Die Ungerechtigkeit der Welt, der westlichen Welt, war mir immer klar und ein Dorn im Auge, doch jetzt sticht sie mit einer Schärfe und Dringlichkeit, dass ich, sollte ich es nicht aussprechen, krank würde. Auch wir werden durch den Krieg auf eine Seite, auf eine Möglichkeit festgelegt, was sich für die Zukunft wahrscheinlich verheerend auswirken kann.
Wir erleben einen Krieg – einen Angriffskrieg, den es in unserem Jahrhundert nicht mehr geben sollte. Es sind völlig archaische Methoden der Kommunikation, durch Druck und Gewalt auf das eigene Recht zu pochen und es einzufordern. Ich war während des ersten Kriegsmonats in Warschau; habe erlebt, wie die Polen sich zusammengerissen haben, um den Kriegsflüchtlingen zu helfen, wie sie den Krieg verurteilt haben, ihn verfolgt und immer wieder dazu Stellung genommen haben. Der Westen vergisst, dass doch noch Menschen mit Kriegserfahrungen aus dem Jahr 1939 leben und dass für sie ein déjà vue entsteht, dass von Deutschland mehr verlangt wird, eben wegen dieser Kriegserinnerung, aber auch wegen ihrer Nähe zu Russland und zu Putin, dass sie selbst für die Abhängigkeiten von Gas, Öl und Kohle verantwortlich sind. Versprechungen, Bekundungen und Mitleid helfen nicht viel, es müssen Taten folgen, ganz entschiedene und schnelle.
Unter den ukrainischen Frauen, die ich in der Wohnung in Warschau aufgenommen habe, war eine junge Frau mit einem Kleinkind, die mir als die Tochter der Freundin des Bruders meiner Mieterin vorgestellt wurde. Nach zwei Tagen stellte sich heraus: sie mit dem Baby und einen kleinen Jungen haben die anderen auf dem Bahnhof in Lemberg gefunden; die drei wussten nicht wohin, hatten seit ein paar Tagen nichts gegessen, lebten auf dem Bahnhof. Der kleine neunjährige Junge hatte seine Eltern, seine Mutter verloren, oder sie haben ihn so losgeschickt, damit er überlebt, das wussten sie nicht. Auf jeden Fall waren sie plötzlich bei mir, in der Wohnung meiner Mutter, mit den anderen drei Frauen und zwei Jungen. Zum Glück haben sie eine andere Bleibe gefunden, alle drei; so haben die anderen fünf Leute in der kleinen Dreizimmerwohnung genug Platz zum Leben.
Da wurde gesagt: in Polen gäbe es Flüchtlinge zweiter Klasse, ich habe nur gedacht, Gott sei Dank, wir haben noch Platz frei, wir können die aufnehmen. Und ja, sie sind mir willkommen, weil sie das erleben, was Polen immer wieder fürchten muss, und weil sie wirklich Frauen mit Kindern sind, und alles passiert so nah und ich will mich nicht hinter der Heuchelei der Menschenliebe für alle auf der ganzen Welt verstecken und die eigentlich gar nicht so wirklich hierher wollen. Denn es ist ein großer Unterschied, ob man etwas macht, was einem am Herzen liegt und brennt, oder man mehr oder weniger die eigene Überlegenheit über die arme Welt vorführt und den guten Onkel spielt, ohne die Menschen im Geringsten zu verstehen und eigentlich verstehen zu wollen. Ich habe die Aussagen: „Die werden nie arbeiten können, so wie wir das tun, ihre Ausbildung ist nicht annähernd unserer gleich…“ zu überhören versucht, denn ich bin selbst auch davon betroffen. Meine Ausbildung wurde für nicht würdig in Deutschland befunden, ich bekam den Grad “Magister pl“ zuerkannt und hatte damit keinerlei Recht, an Schulen etc. zu unterrichten. Gerade die Flüchtlinge spüren, ob sie wirklich willkommen sind, ob man für ihre Sache steht. Deswegen gehen auch viele Ukrainer lieber nach Polen als anderswohin in der EU und am liebsten gehen sie sowieso in ihr Land zurück.
In Polen hat die Sache noch einen Aspekt, den man wahrscheinlich nicht vergessen sollte. Die Ukrainer sind für den polnischen Wohlstand mitverantwortlich, haben ihn mit ihren Händen mit erarbeitet. So wird jetzt ein Teil der Schuld bei ihnen abgetragen, beglichen. Polen hat immerhin innerhalb dieser drei Wochen 2,2 Millionen Menschen aufgenommen, ohne zu klagen, ohne sich aufzuspielen, dass es Verteilung geben müsse, dass die anderen nicht wollten; da war die Not dieser Menschen und das war das wichtigste. Manchmal muss man über den eigenen Schatten springen, sich mutig zeigen und riskieren, sonst gehen unsere Werte, das, was man jahrelang versucht hat aufzubauen, verloren. Vertrauen, Glaubwürdigkeit gewinnt man langsam und es wäre schade oder ist schade, sie so schnell zu verspielen.
Bardzo Państwa zachęcam do zostania patronem ukraińskiego poety i pisarza, Serhija Żadana. To najlepsze wsparcie jakiego możemy udzielić Charkowowi i jego mieszkańcom.
Serhij napisał (przekład Wiery Meniok):
Zazwyczaj bardzo ostrożnie proszę was o pomoc, ponieważ jestem pewien, że większość z tych, kto czyta tę stronę, w taki czy inny sposób dają środki na coś. I nawet nie większość – wszyscy. Albo prawie wszyscy).
Potrzeb jest naprawdę bardzo dużo, nie potrafię określić, jaka z nich jest ważna bardziej czy mniej. Co jest ważniejsze – kupić powerbank dla żołnierza na linii frontu czy butelkę mleka dla babci, którą ten żołnierz chroni? Sami ustalcie priorytety, ja tylko powiem, że pracuję z różnymi grupami wolontariuszy, a otrzymane od was koszty (bezpośrednio z rąk do rąk, przez patreon czy na konta wolontariatu), wydaję na bardzo różne rzeczy – wczoraj na przykład dałem 20 000 na samochód dla bojowników oraz 10 000 na żywność dla cywilów. Na jutro również mamy mnóstwo zamówień. Bardzo chcę, byście mnie usłyszeli – większość tych zamówień i potrzeb pojawia się nie dlatego, że „państwo nic nie robi” – tylko dlatego, że państwo nigdy wcześniej nie stanęło przed takimi wyzwaniami i dlatego potrzebuje naszej pomocy. Jeśli państwo będzie uratowane – wszystko odzyskamy))
Krótko mówiąc, sami widzicie, czym się zajmujemy z moimi przyjaciółmi, komu pomagamy, kogo wspieramy, piszę o wszystkim, o czym można pisać. Jeśli będzie możliwość i chęć pomóc – pomagajcie. Jeśli macie inne pomysły jak pomóc i wesprzeć – chwała Bogu. Szczegółowego sprawozdania z fakturami nie będzie) (wiele rzeczy jest kupowanych i znajdowanych, sprowadzanych i uzyskiwanych bez faktur)))) Ale potem napiszę dla was powieść o wolontariuszach)))
To jest moja ukraińska karta bankowa wolontariusza:
To jest mój nowo otwarty PayPal, tutaj można przesłać środki spoza Ukrainy:
Сергій Жадан sirozhazhadan@gmail.com
Chciałbym jeszcze raz podkreślić: wszystkie środki otrzymane na tych kontach wykorzystuję na wolontariat – na wsparcie walczących o wolność Ukraińców.
Сергей Жадан:
Друзі, що хочу сказати. Зазвичай дуже обережно прошу вас про допомогу, оскільки певен, що більшість із тих, хто читає цю сторінку, так чи інакше сьогодні на щось перераховує кошти. Та навіть і не більшість – всі. Чи майже всі)
Потреб справді дуже багато, визначити яка з них більш важлива чи менш важлива мені особисто складно. Що важливіше – купити повербанк бійцю на передовій чи пляшку молока бабусі, яку цей боєць захищає? Ви самі собі визначайтеся з пріоритетами, я лише скажу, що співпрацюю з різними волонтерськими групами, і кошти, отримані від вас (безпосередньо з рук у руки, через патреон чи на волонтерські картки), витрачаю на дуже різні речі – вчора, скажімо, кинув 20 000 на авто для бійців і 10 000 на їжу для цивільних. На завтра теж маємо купу замовлень. Знову ж таки, дуже хочу, аби ви мене почули – більшість цих замовлень і потреб виникають не тому, що “держава нічого не робить” – вони виникають тому, що держава ніколи не стикалась із такими викликами й тому потребує нашої допомоги. Збережеться держава – ми все собі повернемо))
Одне слово, ви бачите, чим ми з друзями займаємося, кому допомагаємо, кого підтримуємо, я про все, про що можна писати, пишу. Буде можливість та бажання допомогти – допомагайте. Маєте інші варіанти допомогти та підтримати – слава Богу. Детальних звітів із чеками не буде) (багато чого купується й знаходиться, переганяється й дістається без чеків)))) Але потім я вам напишу роман про волонтерів)))
Ось мій щойновідкритий PayPal, сюди можна переказувати кошти з-поза меж України:
Сергій Жадан sirozhazhadan@gmail.com
Ще раз наголошу: всі кошти, отримані на ці рахунки, я використовую на волонтерство – на підтримку українців, які воюють за свою свободу. Собі я з цього нічого не беру: працюю на австрійський генштаб, мені там нормально платять.
Дякую всім за підтримку та допомогу. Хай у всіх буде тихий вечір. Завтра прокинемось ще на один день ближче до нашої перемоги)
Сергій Жадан is creating writing/journalism and music | Patreon
Serhij Żadan, Ukrainian writer, now in Kharkiv, where he collects funds to help the people of Ukraine.
“Usually, I ask for your help very carefully, because I am sure that most of those who read this page are giving money to something in one way or another.
The needs are really a lot, I cannot define which of them is more or less important. What is more important – buy a powerbank for a front-line soldier or a bottle of milk for grandma, which this soldier protects? Set your priorities yourself, I will just say that I work with various groups of volunteers, and the costs received from you (directly from hand to hand, via Patreon or to volunteer accounts), I spend on very different things – yesterday, for example, I gave 20,000 for a car for fighters and 10,000 for food for civilians. We also have a lot of orders for tomorrow. I really want you to hear me – most of these orders and needs arise not because “the state does nothing” – but because the state has never faced such challenges before and therefore needs our help. If the country is saved – we will recover everything))
In short, you can see what we do with my friends, who we help, whom we support, and I write about everything that can be written about. If there is an opportunity and willingness to help – help. If you have other ideas on how to help and support – thank God. There will be no detailed report with invoices) (many things are bought and found, brought and obtained without invoices)))) But then I will write a novel for you about volunteers)))
This is my newly opened PayPal, you can send funds from outside of Ukraine here:
Сергій Жадан sirozhazhadan@gmail.com
I would like to emphasize once again: I use all the funds received in these accounts for volunteering – to support the Ukrainians who fight for freedom.
A group of astronomers had led a community petition to change the name, alleging that the telescope’s namesake, former NASA chief James Webb, had been complicit in the persecution and firing of gay and lesbian federal employees during his career in the US government in the 1950s and 1960s.
die hannoversche Ortsgruppe von Fridays for Future hat die weiße, Dreadlocks tragende Musikerin Ronja Maltzahn von einer Demonstration ausgeladen. Begründung, Ronja hat Dreadlocks und es handle sich dabei „um kulturelle Aneignung, da wir als weiße Menschen uns nicht . . . mit dem kollektiven Trauma der Unterdrückung auseinandersetzen müssen“.