Corona X

Ela Kargol

Korona

13 i wcale nie w piątek, ale 13 października w czwartek zostałam ukoronowana. Korona należy mi się z urzędu, ze względu na imię, ale długo o nią nie zabiegałam. Teraz udało mi się nawet wyprzedzić księcia Karola, bo on musi poczekać do następnego roku. Choć chyba królem już jest i te koronę o której piszę, też już zakładał i ściągał.
Mam nadzieję, że do czasu koronacji księcia Karola, ja już będę bez korony i moi bliscy też abdykują.

Korona, a właściwie koronawirus pojawił się w mediach jakieś trzy lata temu, poza mediami na pewno dużo wcześniej.
Pandemia COVID-19 – pandemia zakaźnej choroby COVID-19 wywoływanej przez koronawirusa SARS-CoV-2. Rozpoczęła się jako epidemia 17 listopada 2019 w mieście Wuhan, w prowincji Hubei, w środkowych Chinach, a 11 marca 2020 została uznana przez Światową Organizację Zdrowia (WHO) za pandemię, tyle wikipedia.

Najpierw była daleko w Chinach i nikt się nie spodziewał, że dotrze do cywilizowanej Europy. A jeśli dotrze, to w małych ilościach i okaże się ptasią grypą, no, albo czymś takim, co nie przyniesie aż tyle zła i każdy sobie z tym poradzi.
Nie pamiętam, gdzie pojawiła się pierwszy raz w Europie. Byliśmy wtedy w Budapeszcie i na lotnisku niektórzy zakrywali twarze. Wszyscy z zaciekawieniem na nich spoglądali. Potem się zaczęło. Pierwsze maski, szyte nieudolnie, z resztek materiałów, resztek bielizny. Śmialiśmy się z mężem do rozpuku, widząc pana w szczecińskim tramwaju z maską, której pierwotne zastosowanie można było od razu rozpoznać. Rozczulała mnie dziewczynka z maską wydzierganą szydełkiem z lalką w bliźniaczej masce. Pierwsi chorzy, pierwsze zgony, setni chorzy, setne zgony. Zamykanie zakładów pracy, szkół, sklepów, kin, teatrów, placów zabaw, lasów, nawet szpitali, granic.

Strach przed nieznanym.

Kwarantanny po przyjeździe, kwarantanny po wyjeździe, kwarantanny i jak je obejść? Jak pojechać z Berlina do Poznania, gdy granice zamknięte, gdy pociągi nie jeżdżą? Pamiętam, jak przyszedł taki kosmonauta w pociągu i zmierzył nam temperaturę, potem musiałam coś wypełnić, czuliśmy się wszyscy obserwowani, zapisani, śledzono nas. Nasz każdy krok był gdzieś odnotowany. W Polsce przyjeżdżała policja pod dom, trzeba było wyłonić się z okna. Nie wszyscy się rejestrowali, przyznawali do objawów. Ktoś przecież musiał zadbać o dom, o zakupy, o zwykle życie. Dopiero teraz, gdy wirus mnie i moją rodzinę odwiedził, rozumiem tych, którzy się nie testują, wtedy śpią spokojnie, robią zakupy, chodzą do pracy, zarażają innych, ale nie są naznaczeni, żeby nie powiedzieć zadżumieni i wykluczeni.
Odizolowanie narobiło być może więcej szkód niż sama choroba. Ludzie stracili dorobek życia czy pracę, popadli w depresję.

Wnuczka w trzeciej klasie szkoły podstawowej nie umie czytać. Wnuk ogranicza kontakty z kolegami tylko do szkoły. Rzadko spotyka się z kimś poza szkołą. Ucieka w świat wirtualny, nauczyła go tego pandemia. Ja bojkotuję wszystko, co online, bo całe szczęście wyrosłam w innych czasach. Ale ja sobie mogę pozwolić na bojkot. Nie pracuję zawodowo i już nic nie muszę.
Gdy córka zrobiłą mi termin porady w niemieckim ZUSie, termin online, robiłam wszystko, żeby go odmówić i do tej pory przesuwam termin, na taki, żeby rozmawiać z prawdziwym człowiekiem, twarzą w twarz, niech już będzie za szybą, pleksją, w masce.

Wirus i tak stracił na powadze, na sile, na skuteczności. Całe szczęście!

Proszę mnie źle nie zrozumieć, ja go nie bagatelizuję, jestem mu wdzięczna, że dopiero teraz mnie dopadł, a nie wcześniej, gdy byłam poważnie chora, a jego odmiany były dużo silniejsze w działaniu, niż teraz. Nadal zabija, jak grypa, rak, zawał, wypadki uliczne czy starość i nadal nie wiemy jakie długotrwale spustoszenia zrobi w naszym organizmie. Nie wiemy też, jakie skutki spowodują szczepienia. Co do ich skuteczności mam też pewne wątpliwości. Ale szczepić się będę. Moje piąte szczepienie, przewidziane na listopad, przesunie się o jakieś pół roku.
Jedyną osobą, która nie zachorowała w naszej rodzinie jest moja ośmioletnia wnuczka, nieszczepiona.


Koronę lubi sobie czasem założyć na głowę.

A ja? Przez okno spoglądam na złotą jesień i już nie mogę się doczekać wyjścia z domu, na razie tylko do „testowni“.

Utopia (wirklich?)

Im Internet fand ich dieses schöne Foto! Ein Engel der modernen Welt – jung, schön, geheimnisvoll. Und dazu noch dieses Wort: UTOPIA. Magische Versprechung.

Teodor Currentzis


Teodor Currentzis wird in der Saison 2022/23 vier Konzerte leiten, zwei davon im Rahmen des Projekts Utopia

Teodor Currentzis wurde in Griechenland geboren und wuchs in Athen auf. Er studierte am St. Petersburger Konservatorium bei Ilya Musin und gilt heute als Ikone der modernen Musik und des Theaters. Seit vier Jahren steht er an der Spitze des SWR Symphonieorchesters. In der Saison 2022/23 ist der fesselnde Freigeist vier Mal zu Gast in der Berliner Philharmonie.
Neben der Position als Chefdirigent des 2016 neu fusionierten Orchesters und der Gründung des unabhängigen Orchesters und Chors „musicAeterna“ startet Teodor Currentzis im Herbst ein weiteres Projekt: „Utopia“ ist ein internationales Orchester, das einige der besten Musiker aus aller Welt vereint. Vor einigen Jahren entstand die Idee, Solisten und Konzertmeister aus verschiedenen Orchestern in einem Ensemble zusammenzubringen. Utopia ist daher kein Orchester im üblichen Sinne des Wortes, sondern eine einzigartige kreative Gemeinschaft von Gleichgesinnten, die sich der Suche nach dem besten Klang und dem wahren Geist des Musikwerkes verschrieben haben. Currentzis ist der künstlerische Leiter des Ensembles: „Wir betreten ein eher experimentell geprägtes Feld. Das erste Opfer von Globalisierung ist die Intimität, deren Spannung, Einigkeit und Hingabe man am ehesten in der Musik eines Solisten oder einem kleinen Ensemble findet. Wir streben danach, diese Kammeratmosphäre und Vertrautheit zu verkörpern, nun aber auf der Ebene eines großen Symphonieorchesters. Wir verzichten auf das Bekannte und wagen einen Sprung ins Neue. Die Idee ist utopisch, natürlich. Unsere Träume können nur dann wahr werden, wenn wir das Verbot des Unmöglichen aufheben. Utopia ist etwas Unmögliches, aber genau das fasziniert uns so: das Unmögliche zu schaffen
.

Dienstag, 11. Oktober 2022 20 Uhr, Philharmonie

Strawinsky „L’oiseau de feu“ („Der Feuervogel“) Fassung von 1945
Ravel „Daphnis et Chloé“ – Suite Nr. 2
Ravel „La Valse“

***

Dienstag, 13. Juni 2023 20 Uhr, Philharmonie
Mahler Symphonie Nr. 3 d-moll


Früh am 11. Oktober prüfe ich nach. Es gibt noch Karten. Die kosten zwischen 50 und 100 Euro.
Viel.
Ich schreibe eine Mail an die Konzertagentur Adler, die die Utopia-Konzerte veranstaltet:

Sehr geehrte Damen und Herren,
ich bin eine Journalistin, Schriftstellerin und Bloggerin.
Seit mehreren Jahren beschäftige ich mich mit dem Thema Utopie.
Daher wollte ich fragen, ob ich für den heutigen Konzert (Currentzis, Utopie, Ravel) eine Pressekarte bekommen könnte?
Mit freundlichen Grüßen

Eine Antwort kam erst ein Tag nach dem Konzert.

Sehr geehrte Frau Slaska,
vielen Dank für Ihre Mail.
Als privater Veranstalter ohne Subventionen ist unser Pressekontingent leider sehr eng gefaßt.
Verfügbare Karten können Sie hier bestellen:
https://musikadler.eventim-inhouse.de/webshop/webticket/seatmap?eventId=1179

Mit freundlichen Grüßen
Konzert-Direktion Hans Adler

Hmmm… Wenn sie nicht alle Karten verkauften, hätten sie eigentlich keine Kosten getragen, dass sie mir eine Pressekarte zur Verfügung stellten. Daher hat es Sinn, so spät nachzufragen. Aber… Na ja, Utopia, so ein schönes Wort, ein Ort ohne Ort, ein magisches Nirgendwo, wo sich höhe Geister treffen. Die müssen sich nicht um 50 Euro sorgen.

Z wolnej stopy 67

Zbigniew Milewicz

Workowanie

Z niepokojem obserwuję, jak ludzi wrzuca się do jednego worka. Kolorowych do pojemników z napisami: czarny, biały, żółty, bo biały to też kolor. Ci, co zajmują się i interesują polityką lądują na prawo, lewo, lub w środku, a w Polsce, bo ten kraj interesuje mnie najbardziej: w tuskolandii, albo w pisiorach. Tak z grubsza, bo są jeszcze inne ugrupowania, ale znaczącej roli na scenie politycznej nie odgrywają. Moja zorientowana praworządnie znajoma, zwana MTM-cią, dla uproszczenia tematu wrzuca wszystkie, co jej nie pasują, do jednego worka z metką: sprzedawczyki i lewacy.

Generalnie liczy się tylko władza i opozycja, albo grasz w jednej drużynie, albo w drugiej. Konkurujące ze sobą media walczą o rząd dusz i prześcigają się w zohydzeniu, albo wyśmianiu przeciwnika, nie zostawiają na nim suchej nitki. Wszystkie chwyty są dozwolone; nagrania telewizyjne są tak montowane, aby łatwiej zmanipulować odbiorców, pewne kadry powtarza się w nieskończoność, by na zawsze utkwiły w pamięci. Politycy władzy oskarżają swoich przeciwników o mowę nienawiści, ci niezmiennie odbijają piłeczkę, twierdząc, że to rządzący uprawiają hejt. Co dla jednych jest prawdą, to dla drugich ewidentne kłamstwo i na odwrót. Trwa nieustanna licytacja zasług i porażek obydwu stron, pierze się publicznie różne brudy, liczy te miliony złotych i nieruchomości, którymi mają dysponować prominenci, a wyborcy, jak to ludzie, jedni optują za PiS-em, drudzy za Platformą Obywatelską, albo innym opozycyjnym ugrupowaniem i każdy wierzy w pomyślny dla niego wynik przyszłorocznych wyborów parlamentarnych. Linie podziałów politycznych biegną pomiędzy poszczególnymi regionami kraju, miastami i wiejskimi gminami, ale przecinają też rodziny, grona znajomych i przyjaciół. Zdarza się, że bliscy ludzie z tego powodu przestają ze sobą rozmawiać.

Tylko co do jednego wszyscy są zgodni, że istnieje realne zagrożenie militarne ze strony Rosji, spowodowane napaścią tego kraju na Ukrainę i zaangażowaniem Polski w pomoc dla ofiar wojny. Nawet politycy, znani ze swoich prorosyjskich sympatii, są zdania, że trzeba uważać na Putina, ale są wśród nich tacy, którym za uzbrojenie na wypadek wojny wystarczyłyby chyba pistolety na wodę. Takie wrażenie sprawił na mnie między innymi Janusz Zemke, poseł do Parlamentu Europejskiego z Nowej Lewicy, który w czasie jednej z publicznych debat zapowiedział cięcia budżetowe ze strony swojej partii w polskich wydatkach na zbrojenie. W głowie nie mogły mu się pomieścić te wszystkie Himarsy, Kraby i koreańskie czołgi, co mają być na wyposażeniu naszej armii. Dla przypomnienia, w latach 2001-2005 ów eurodeputowany piastował stanowisko wiceministra obrony narodowej, a więc był osobiście odpowiedzialny za doprowadzenie polskich sił zbrojnych w przeszłości do opłakanego stanu i – cytując dawnego łacinnika z krakowskiego UJ, prof. Heinza – gdybym miał taką głowę, jak Janusz Zemke, to bym na niej siedział. Psychicznie normalni ludzie nie chcą konfliktów zbrojnych, ale pragnąc pokoju, szykuj się do wojny – mówi łacińska maksyma. Si vis pacem, para bellum. Musimy się więc zbroić, panie pośle, nawet – uważam – na wyrost i to właśnie w dobry i nowoczesny, a co za tym idzie także drogi sprzęt. Obciąć to sobie pan możesz co innego, na przykład swoją pensję eurodeputowanego i przeznaczyć ją dobroczynnie chociażby na obronność kraju. Byłaby to mała, symboliczna rekompensata za szkody spowodowane redukcją polskiej armii w czasach pańskich rządów w resorcie MON.

Wracając zaś do Rosji… Nie, nie wybieram się tam na razie. Kilka dni temu, przeglądając internet, natknąłem się na pojedynczą informację, że z domowego aresztu w Moskwie zwiała Marina Owsiannikowa. To ta dziennikarka, która w marcu b.r., po napaści Rosji na Ukrainę, wdarła się na antenę pierwszego kanału, z antyreżimowym transparentem, na którym widniał napis: „Zatrzymajcie wojnę“ i „Oni kłamią“. To była nieprzypadkowo wybrana pora wieczornych wiadomości, kiedy miliony Rosjan oglądały telewizję, śmiała dziennikarka widoczna była w obiektywach kamer zaledwie parę sekund, później jej obraz zniknął, ale ten kadr obiegł cały świat. W pierwszym, państwowym kanale za brak czujności poleciały – jak to się mówi – głowy, oczywiście Owsiannikową natychmiast zwolniono z pracy.

Za swoje brawurowe wystąpienie przed kamerami została ukarana grzywną w wysokości 30 tysięcy rubli (około 2,5 tys. zł.), ale nie dała się zastraszyć. Kontynuowała swój publiczny sprzeciw wobec „specjalnej operacji wojskowej“, jak rosyjska propaganda nazywała swoje wojenne bestialstwo na Ukrainie. Na demonstrację w Moskwie przyniosła baner z napisem „Putin jest mordercą, a jego żołnierze to faszyści”. W związku z tym w sierpniu 44-letnia dziennikarka została aresztowana i umieszczona w areszcie domowym. Pod koniec pażdziernika miał się odbyć proces i groziło jej nawet 10 lat więzienia. W poniedziałek 3 października rosyjska agencja informacyjna RT doniosła jednak, że aresztantka, wraz z 11-letnią córką uciekła. Oczywiście wielu zastanawia się – dokąd i za informację w tej sprawie FSB gotowe jest pewnie dobrze zapłacić.

Maria Owsiannikowa urodziła się w Odessie. Jej mama jest Rosjanką, ojciec – Ukraińcem, był, bo już nie żyje. Po śmierci ojca, jako ośmioletnia dziewczyna, przeprowadziła się wraz z matką do Rosji. Ma dwójkę dzieci, jej były mąż Igor jest reżyserem hiszpańskiego wydania RT. Tyle o niej wiem. Dla mnie to bardzo dzielna kobieta. Na początku marca, kilka dni po inwazji na Ukrainę, Rosja uchwaliła nowe przepisy, zabraniające dyskredytowania rosyjskiej armii, lub rozpowszechniania „fałszywych informacji“ na temat sił zbrojnych. Oznacza to, że osobom sprzeciwiającym się wojnie grozi nawet 15 lat więzienia. Warto o tym wiedzieć, zanim zaczniemy politykować i wrzucać wszystkich ruskich do wora z napisem kacapy. Wielu popiera politykę Putina, to prawda, ale podobnych Marii Owsiannikowej są tysiące. Gniją teraz w rosyjskich więzieniach i aresztach śledczych. Są bici i poniżani, o swoich zawodowych karierach mogą zapomnieć, ale dla mnie to zuchy, mołodcy i mam dla nich głęboki szacunek.

Dzięki bowiem takim ludziom jak oni Rosja będzie się mogła kiedyś odrodzić, w prawdzie i poszanowaniu ludzkiej wolności oraz dobra, co, wierzę, kiedyś nastąpi.

Alone against Bolsonaro

Apel Avaaz

Przyjaciele i Przyjaciółki!

Nazywam się Gregorio.

Przewodzę ponad 500 rdzennym społecznościom w Puszczy Amazońskiej. Ale dziś piszę jako Wasz przyjaciel.
Amazonia, nasza matka, jest mordowana. Prezydent Brazylii Bolsonaro sprowadził tu armię drwali i górników, którzy nie spoczną, póki jej doszczętnie nie zniszczą. Jeśli ich nie powstrzymamy, cały las deszczowy może umrzeć.
Ale wciąż jest nadzieja.   
Za kilka tygodni światowi przywódcy będą negocjować końcową wersję globalnego traktatu o ochronie przyrody. Nie możemy pozwolić, by w imieniu Amazonii przemawiał tam Bolsonaro, podczas gdy nas się ucisza, a nasze siostry i bracia morduje. Nasze dzieci nigdy by nam tego nie wybaczyły. Dlatego potrzebuję Twojej pomocy.
Dzięki Twojemu wsparciu na tych ważnych negocjacjach pojawi się delegacja rdzennych społeczności. Z ostatnich ostoi naturalnej przyrody dotrzemy tam, gdzie zapadają najważniejsze polityczne decyzje. Od ponad 10 tysięcy lat nasze społeczności szanują i chronią przyrodę – dlatego musimy mieć miejsce przy stole rozmów, gdy decydują się losy całej planety.
Chcemy stanąć twarzą w twarz z politykami, by móc sprostować kłamstwa i wspólnie z zespołem Avaaz zdecydowanie domagać się przyjęcia ambitnego traktatu, który będzie skutecznie chronił życie na Ziemi. Jedno obiecuję: nie zamierzamy ustąpić.
Przyjaciele z całego świata! Stańcie razem z nami w obronie życia na naszej kruchej planecie. Wpłać teraz, by zasilić naszą walkę o przetrwanie:

WPŁACĘ 3 €
WPŁACĘ 5 €
WPŁACĘ 9 €
WPŁACĘ 17 €
WPŁACĘ 33 €
INNA KWOTA

Odkąd Bolsonaro doszedł do władzy, straciliśmy już niemal 4 miliony hektarów Amazonii – obszar większy niż cała Belgia! Teraz może ponownie wygrać wybory, a wtedy czekają nas kolejne cztery lata polityki wyniszczenia, po której Puszcza Amazońska może się już nie podnieść. Bujne lasy zastąpi sucha sawanna, diametralnie zmienią się wzorce pogodowe, a zmiana klimatu przyspieszy jeszcze bardziej.
Traktat broniący przyrody we wszystkich zakątkach globu może być jedyną, ostatnią szansą dla Amazonii i dla planety.
Czas się kończy, ale wyłania się silna delegacja rdzennych przywódców z całego świata. Jeśli zbierzemy wystarczającą kwotę, weźmiemy udział w dwóch globalnych szczytach. Razem z zespołem Avaaz i specjalistami ds. mediów dostarczymy miliony głosów z żądaniem realnej międzynarodowej ochrony przyrody i rozpoczniemy kampanie Avaaz zmierzające do tego samego celu.
Ruch Avaaz od lat dodaje siły rdzennym społecznościom. Nie mamy żadnych własnych zasobów – ale razem jesteśmy niepokonani. Wpłać teraz, ile możesz. Pomóż nam walczyć o Amazonię i o życie na całej Ziemi:

WPŁACĘ 3 €
WPŁACĘ 5 €
WPŁACĘ 9 €
WPŁACĘ 17 €
WPŁACĘ 33 €
INNA KWOTA

Tak jak nasza planeta ludzkość jest krucha. Nie przeżyjemy bez powietrza, wody i żywności – a mamy je tylko dzięki naturze. A mimo to ścinamy wielkie drzewo życia, narażając Ziemię i własne przetrwanie. Ale świadomość, że tak się dzieje, powinna tylko wzmocnić naszą determinację, bo walczymy o wszystko, co mamy. Głęboko wierzę, że możemy powstrzymać dzieło zniszczenia i żyć w harmonii z naturą. Będzie to jednak wymagać udziału każdego i każdej z nas. To ostateczna walka o nasze życie, o naszą matkę Ziemię i o wszystko, co dla nas najważniejsze. Dołącz do nas.
Dziękuję z całego serca!
José Gregorio Díaz Mirabal, przywódca rdzennej społeczności Wakuenai Kurripaco i główny koordynator Rdzennych Organizacji Dorzecza Amazonii (COICA)

Dowiedz się więcej:
Noizz: Wylesianie Amazonii osiągnęło rekordowy poziom
National Geographic: Znaczna część Amazonii już nigdy się nie zregeneruje. Co czeka „płuca Ziemi”?Gazeta.pl: Prezydent Jair Bolsonaro oskarżony o zbrodnie przeciwko ludzkości
W jęz. angielskim:
Forbes: Rdzenny przywódca pokonał koncern naftowy, by chronić Amazonię. A co Ty możesz zrobić?The Conversation: Lasy deszczowe Amazonii zanikają szybko. Ich utrata zagraża zamieszkującym je rdzennym społecznościom
P.S. Jesteś częścią ruchu Avaaz i otrzymujesz od nas wiadomości od momentu dołączenia do naszej kampanii 12 września 2010.
Avaaz działa wyłącznie dzięki drobnym darowiznom od osób takich jak Ty? Nie przyjmujemy pieniędzy od nikogo innego, dlatego jesteśmy niezależni, elastyczni i skuteczni. Już ponad milion osób przekazało darowizny, by Avaaz mógł zmieniać świat na lepsze.
Avaaz to globalna społeczność licząca sobie ponad 70 mln osób. Prowadzimy nasze kampanie po to, by przekonania i poglądy ludzi na całym świecie kształtowały globalne decyzje. („Avaaz” w wielu językach oznacza „głos” lub „pieśń”). Członkowie i członkinie społeczności Avaaz pochodzą ze wszystkich krajów na ziemi, a nasz zespół pracuje w 18 państwach na 6 kontynentach i mówi w 17 językach. Poznaj niektóre z największych kampanii Avaaz tutaj.
Możesz nas obserwować na Facebooku, Twitterze i Instagramie.

www.avaaz.org/pl/contact.
Avaaz.org
27 Union Square West
Suite 500
New York, NY 10003

Wojenne rekreacje Mikołajka (3)

Tibor Jagielski

Jak poszliśmy do szkoły


Koniec laby. Idziemy do szkoły. Z całego podwórka to tylko Euzebiusz się ucieszył i powiedział, że teraz będzie wygodniej roznosić bibułę, bo już nie będzie tak podpadał z tym wypchanym tornistrem. Wczoraj była “tygodnica”, jak mówi mój tato. Siedzieliśmy w domu po ciemku i zapalaliśmy świeczki, a Roztropkowa stała na podwórku i zapisywała na karteluszku w którym oknie migoce. Mama powiedziała, że jak jej spalimy firanki, to zapisze się do OKON-u. OKON to jest taka organizacja, do której należy Roztropkowa i posterunkowy Wycech, który mieszka nad Alcestem. Ta organizacja (wspólnie z generałem, bratnią pomocą i czołgistami na pobliskim skrzyżowaniu) nas ratuje i gdyby nie ona, to byłoby już po nas, jak powiedział nowy dyrektor, gdy przyszliśmy do szkoły i zebrano nas w świetlicy na apel. Najśmieszniejsze, że nasz nowy dyrektor, to nikt inny jak pan od wu-efu, Przykuc. Maksencjusz, z którym stałem w ostatnim szeregu pod ścianą, powiedzial mi na ucho, ze  Rosół, stary dyrektor, został internowany. Na amen. Podsłuchałem, mówił Maksencjusz żując gume (na pewno zagraniczną, bo fajnie pachniała), panią Makutrę (tę od zajęć praktyczno-technicznych) jak szeptała z panią Pantofelek (od biologii).
Pani Pantofelek bardzo się dziwiła, że internowano Rosoła, który zawsze był bardzo ostrożny i nie chodził na Boże Ciało, tylko na 1 Maja, za co mu żona po głowie skakała (aha, teraz wiem dlaczego wyłysiał) i nie należał nawet, jako jedyny w szkole, do „Solidarności“. Przecież każde dziecko wie, wyszeptała na to pani Makutra, że Przykuc ma brata TAM – i mrugnęła lewym okiem. Gdzie? zapytałem Maksencjusza, ale chyba za głośno, bo nowy dyrektor wrzasnął, żeby ten bezczelny smarkacz z ostatniego rzędu wyszedł na środek sali. Co miałem zrobić, oddałem na wszelki wypadek norweski korkowiec Maksencjuszowi i zacząłem się przepychać przez stojące przede nami dziewczyny, na co Gruba Gośka syknęła, że dobrze mi tak. Zaprzysiągłem jej śmiertelną i wieczną zemstę, bo nie dalej jak w ostatnią niedziele pożyczyłem jej łyżwy na pięć minut, które okazały się być godziną. Aaa…, Mikołajek! – uśmiechnał się straszliwie (jak Brunner do kapitana Klosa), nowy dyrektor Przykuc i powiedział, że niedaleko pada jabłko od jabłoni. Pomyślałem, że chyba zwariował od tego szczęścia bycia dyrektorem i odpowiedziałem, że jabłko mam w tornistrze, razem z drugim śniadaniem, które mi mama zapakowała. Przykuc zbladł i zczewieniał na przemian i czułem, że zaraz oberwę w ucho, tak jak nieraz na zajęciach wuefu, ale odezwal się nagle nauczyciel języka rosyjskiego, pan Kozaczek, że nie czas na scysje (i wskazal na podniesiona na mnie dłoń nowego dyrektora), kiedy Ojczyzna Matka jest w niebezpieczenstwie, a takie wrogie siły (wskazał na mnie) i tak skazane są na zagładę. Bardzo mi się zrobiło nieprzyjemnie, że jestem wrogą, skazaną na zagładę siłą. Ale po apelu wszyscy patrzyli na mnie z podziwem, a nawet chłopaki z 5 C (z którymi mamy rozegrać wkrótce mecz w hokeja) walily mnie z rozmachem po plecach – jezuuu! (wołajac przy tam, że nie ma to, jak być skazanym na zagladę, czego najlepszym przykładem jest Winnetou, bo leci o nim właśnie już trzeci odcinek), tak że musiałem się prawie salwować ucieczką.                   
Całe szczęście rozległa się szkolna pieśń śmierci, to woźny Burdach dzwonił na lekcje jak opętany.                                             
Runęliśmy do sal, ale mężnie, tak jak prawdziwi Indianie potrafią.

Fizyka i muzyka

Szanowni Państwo, drodzy Przyjaciele,

zapraszamy na kolejny wykład w sali wykładowej Uniwersytetu Humboldtów przy Unter der Linden 6.

Wykład odbędzie się 14 października 2022 roku o godz. 18.00 w sali 3038.

Z tłumaczeniem symultanicznym na niemiecki

Tematem wiodącym w tym semestrze będzie “Nowa humanistyka”

Dr habil. Andrzej Dragan poświęci swój wykład tematowi: Nauka to antyhumanizm.

Moderacja: dr habil. Brygida Helbig

HomeDragan

Andrzej Dragan jest profesorem fizyki teoretycznej i laureatem kilkudziesięciu nagród za działalność naukową oraz fotograficzną, filmową i muzyczną.
Jako nastolatek działał w grupach crackerskich, obecnie wstrząsa światem nauki. W 2020 roku wraz z profesorem Arturem Ekertem opublikował pracę Kwantowa zasada względności, która może okazać się największym przełomem w rozumieniu teorii kwantowej od czasów Einsteina.

Andrzej Dragan (ur. 16 maja1978) – polski fizyk teoretyk i artysta: fotograf, kompozytor oraz twórca filmowy, a także popularyzator nauki. Doktor habilitowany fizyki, profesor uczelni na Wydziale Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego (FUW) i profesor wizytujący na Narodowym Uniwersytecie Singapuru (NUS). Zdobywca wielu nagród krajowych i międzynarodowych.
Jako fizyk zajmował się m.in. informacją kwantową w wersji relatywistycznej, habilitując się właśnie na ten temat. Jako fotograf stworzył własny styl portretu.

Studiował na Wydziale Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego. 9 stycznia 2006 roku uzyskał tamże stopień doktora nauk fizycznych na podstawie pracy pt. Komunikacja przy użyciu pojedynczych fotonów poprzez niedoskonałe kanały kwantowe. 15 grudnia 2014 roku habilitował się tamże na podstawie pracy pt. Relatywistyczna informacja kwantowa.
Pracował w Imperial College London oraz w University of Nottingham. Został profesorem wizytującym na Narodowym Uniwersytecie Singapuru.
W Instytucie Fizyki Teoretycznej Uniwersytetu Warszawskiego kierował grupą badawczą, która zajmowała się relatywistycznymi aspektami zjawisk kwantowych.

Twórczość
Fizyka
Napisał 50 prac z zakresu optyki kwantowej, relatywistycznej teorii informacji kwantowej, teorii względności, kwantowej teorii pola w zakrzywionych czasoprzestrzeniach oraz dwie książki:
• podręcznik teorii względności pt. Unusually Special Relativity wydany w 2021 roku przez World Scientific Publishing;
• w 2019 roku nakładem wydawnictwa Fabuła Fraza ukazała się jego książka popularnonaukowa poświęcona m.in. fizyce kwantowej pt. Kwantechizm, czyli klatka na ludzi.
Popularyzował fizykę także przez artykuły i publiczne wykłady, np. dla FUW i konferencji TEDx w Poznaniu. Udzielał też wywiadów internetowemu Radiu Naukowemu i polskim youtuberom.
Fotografia
Fotografować zaczął w 2003 roku. Wypracował własną technikę cyfrowej obróbki fotograficznej, nazywaną efektem Dragana. Obróbka ta polega na stosowaniu, oprócz prostej manipulacji kolorem i filtrowania tonalnego, kombinacji charakterystycznego oświetlenia modela oraz ręcznej edycji zdjęcia przy użyciu zestawu specjalnych pędzli, sztucznie korygujących oryginalne oświetlenie.
Publikował swoje zdjęcia na okładkach kilkudziesięciu czasopism i książek w wielu krajach świata.
Dragan znany jest z szokujących, prowokacyjnych i kontrowersyjnych sesji fotograficznych. Wykonał m.in. serię portretów anorektycznej modelki i portret poranionego mężczyzny w koronie cierniowej (obydwie sesje z 2006 r.) Znany jest również jako autor zdjęć do kampanii reklamowych takich marek jak Energizer, Playstation, XBox, Play czy Converse.
Jest też zdobywcą tytułu Fotograf Rok 2007 brytyjskiego czasopisma Digital Camera.
Muzyka i film
W latach 90 komponował, pod ksywą „Dreamer”, muzykę na komputerach Amiga.
Andrzej Dragan stworzył także:
• nagradzane krótkometrażowe filmy artystyczne, inspirowane teoriami fizycznymi,
• krótkie filmy i reklamy m.in. dla HBO oraz Netflixa,
• teledyski, m.in. dla Behemotha, Quebonafide i Hani Rani.

Po wykładzie będzie okazja do rozmów przy lampce wina i preclach.

Życzymy dużo przyjemności.
Rada Programowa UTP


Meine Damen und Herren, liebe Freunde,

wir laden Sie zu einem Vortrag in den Hörsaal der Humboldt-Universität, Unter der Linden 6 ein. 
Am 14. Oktober 2022 um 18.00 Uhr in Raum 3038.
Mit Simultanübersetzung ins Deutsche.
Das Leitthema dieses Semesters wird Der Neue Humanismus sein.
Dr. habil. Andrzej Dragan widmet seinen Vortrag dem Thema: Wissenschaft ist Antihumanismus.

Moderation: Brygida Helbig-Mischewski.

Nach dem Vortrag gibt es Gelegenheit zu Gesprächen bei einem Glas Wein und einem kleinen Imbiss

HomepageDragan

Andrzej Dragan hat in Warschau, Oxford, Amsterdam sowie Lissabon Physik studiert. Seine Abschlussarbeit wurde 2001 als beste Master Thesis von Polen ausgezeichnet.
2001 und 2002 erhielt er ein Stipendium der Europäischen Wissenschaftsstiftung. 2005 promovierte er mit einer Arbeit über Quantenmechanik. Danach erhielt er die Stelle eines wissenschaftlichen Assistenten im Bereich der „Quantenoptik und Atomphysik“ am Institut für Theoretische Physik der Universität Warschau. Im akademischen Jahr 2008 war er Research Fellow am Imperial College London. Seit 2010 ist er Dozent an der University of Nottingham. Im gleichen Jahr erhielt er ein zweijähriges Stipendium vom polnischen Bildungsministerium für hervorragende junge Wissenschaftler.

Dragans veröffentlichte Fotografien sind ausnahmslos Porträts. Die Sitzungen mit den Modellen dauern nur kurz, er sagt dazu: „Ich mag es nicht, zu fotografieren.“ Der Nachbearbeitung einer Fotografie
hingegen widmet er bis zu einem Monat. Seine Bilder werden mit flämischer Malerei verglichen. Das von ihm eingesetzte Licht erzeuge sowohl Nüchternheit als auch Düsterkeit, wodurch die Details Kraft
und Klarheit gewännen. Die verwendeten Farben wirkten rein. Er vermeidet es, seine Modelle in einer Bewegung einzufangen. Seine Bilder überarbeitet er mit Photoshop, u. a. zur Montage verschiedener
Aufnahmen in ein Bild. Dragan äußert zu seiner Arbeitsweise, diese sei dem Malen ähnlich, nur dass er einen digitalen Pinsel nutze. Er füge keine neuen Elemente hinzu, sondern arbeite bereits Vorhandenes
heraus und betone es. Dragan arbeitet als Werbefotograf, wie z. B. für Converse, Fairy, Pilsner Urquell, Avon und Playstation. Er verwendet digitale Spiegelreflexkameras und Objektive von Canon, wie die Canon 10D.

Werke

Physik
Er hat 50 Arbeiten über Quantenoptik, relativistische Quanteninformationstheorie, Relativitätstheorie, Quantenfeldtheorie in gekrümmter Raumzeit sowie zwei Bücher geschrieben:
– ein Lehrbuch zur Relativitätstheorie mit dem Titel Unusually Special Relativity, das 2021 bei World Scientific Publishing veröffentlicht wurde;
– 2019 erschien sein populärwissenschaftliches Buch, das unter anderem Quantenphysik gewidmet ist, mit dem Titel Quantenchismus oder der Menschenkäfig beim Verlag Fabula Fraza.
Er popularisierte Physik auch durch Artikel und öffentliche Vorträge, z. B. für den FUW (Fachbereich Physik der Universität Warschau) und die TEDx-Konferenz in Poznań. Außerdem gab er auch Interviews, u a. dem Internet-Sender Wissenschaft und polnischen Youtubern.

Fotografie
Er begann 2003 zu fotografieren und entwickelte seine eigene Technik der digitalen Fotobearbeitung, den so genannten Dragan-Effekt. Bei dieser Bearbeitung wird neben einfacher Farbmanipulation und Tonwertfilterung eine Kombination aus charakteristischer Beleuchtung des Modells und manueller Bearbeitung des Fotos mit einem Satz spezieller Pinsel verwendet, um die ursprüngliche Beleuchtung künstlich zu korrigieren.

Der Fotograf hat seine Fotos auf den Titelseiten von Dutzenden von Zeitschriften und Büchern in vielen Ländern der Welt veröffentlicht.

Dragan ist bekannt für seine schockierenden, provokanten und kontroversen Fotoshootings. Unter anderem hat er eine Serie von Porträts eines magersüchtigen Models und ein Porträt eines verletzten
Mannes mit Dornenkrone angefertigt (beide Sessions aus dem Jahr 2006). Er ist auch als Autor von Fotos für Werbekampagnen von Marken wie Energizer, Playstation, XBox, Play und Converse bekannt.
Außerdem gewann er den Titel Fotograf des Jahres 2007 der britischen Zeitschrift Digital Camera.

Musik und Film
In den 90er Jahren komponierte er unter dem Spitznamen ‚Dreamer‘ Musik mit Amiga-Computern.
Andrzej Dragan schuf auch:
– preisgekrönte, von Physiktheorien inspirierte Kurzfilme,
– Kurzfilme und Werbespots u. a. für HBO und Netflix,
– Musikvideos, z. B. für Behemoth, Quebonafide und Hani Rani.Moderation: Dr. habil. Brygida Helbig

Brandenburg-Ticket

Nachdem wir ein Sommer lang mit dem 9-Euro-Ticket gafahren sind, beginnen wir alte Reisemöglichkeiten wieder zu entdecken. Brandenburg-Ticket für 33 Euro, 5 Personen und einen Tag gilt als schöne Neuigkeit.

Monika Wrzosek-Müller

Bericht über einen Ausflug nach Stettin

Sie wurde am 6. 10. um 6.30 Uhr von einem schrillen Ton geweckt; erst einmal wusste sie nicht, was los war: warum, wieso, um diese Uhrzeit, noch im Dunkeln, völlig in der Nacht. Allmählich klärte sich alles im Kopf, ja das war ihr neues Handy und es klingelte zum ersten Mal, kein Wunder, dass sie den Klingelton nicht kannte. Dann sprang sie schnell aus dem Bett, der Ausflug nach Stettin stand an. Jetzt musste sie sich leise anziehen, Zähne putzen und zur S-Bahn laufen. Es war ihr gar nicht klar, dass es um diese Uhrzeit noch so dunkel ist. Die S-Bahn war voll und allmählich wurde es heller. Auf dem Bahnsteig trafen sich alle Ausflugsteilnehmer, das Brandenburg-Ticket sollte sie auch bis nach Stettin bringen, sie traten als Gruppe auf.

Die Fahrt ging abenteuerlich weiter, man wurde gezwungen, auf verschiedene Verkehrsmittel auszuweichen, obwohl man eigentlich die Bahn benutzte; zwischen Angermünde und Passow gab es Schienenersatzverkehr, es wurde ein alter, ratternder Bus gestellt (alle Zugreisenden sollten in diesem einen Bus Platz finden), zum Glück waren schon in der Regionalbahn wenig Menschen und alle sprachen Polnisch. Wir fuhren mit dem Bus durch ausgedehnte Felder, auf denen noch schwarz verbrannte Sonnenblumen standen. Die Bahnstationen existierten so gut wie gar nicht mehr, sie waren im letzten Stadium des Verfalls, die Fenster verrammelt, keine Information, nichts.

Dafür begrüßte sie Stettin mit einem neuen, völlig unscheinbaren Bahnhof. Früher waren die Bahnhöfe Repräsentationsbauten, jetzt verschwanden sie zwischen den anderen Gebäuden. Doch es war gemütlich, sich in ein schickes, neues Bahnhofscafé zu setzten, zwar mit einer Dekoration für die im letzten Jahr ausgefallene Silvesterfeier, doch mit bequemen Sesseln und guter Bedienung. Nach längeren Querelen wegen des Bezahlens konnten alle das Café verlassen und wir fuhren Richtung Stettiner Westend. Zwei Brüder der Familie Quistorp, Johannes und Heinrich, haben damit den nachfolgenden Generationen gezeigt, wie man leben kann; mit prächtigsten Villen und einer Pflegeeinrichtung Bethanien. Johannes realisierte dies in Stettin, Heinrich in Berlin. Wir besichtigten eine wirklich fantastisch restaurierte, opulente, dekadente und manieristische Villa der Familie Lentz. Später wollten wir noch nachschauen, ob aus dem Anlass des 200. Geburtstags das Grab von Johannes Quistorp wieder hergerichtet worden war; leider standen wir vor einem völlig zerstörten, inexistenten Friedhof.

Sie musste immer wieder an die Polen denken, die nach dem Krieg aus den östlichen Gebieten hierherkamen, sie sah vor sich diese alten, damals zerstörten Reichtümer, die Prachtbauten, die ihnen völlig fremd waren, den Backstein, die riesigen Kirchen, das Schloss. Wie ging es ihnen, was fühlten sie, konnten sie darin leben? natürlich fragte sie damals keiner danach.

Die Quistorpsche Auenanlage mit alten Platanen auf beiden Seiten und riesigen Rasenflächen weckte ihre tiefe Bewunderung; am Ende standen die alten Amtsgebäude (der Stadtverwaltung), die etwas überdimensioniert waren, aber gut und sehr aufwendig restauriert. Im Eilgang ging es dann zu den Hakenterrassen am Oderufer, vorbei an dem Nationalmuseum und einer Marinehochschule, dem alten Rathaus, einem schönen Marktplatz mit einigen gut restaurierten Bürgerhäusern, dem Renaissanceschloss der Pommerschen Herzöge, der riesigen Jakobskathedrale zurück zu dem sehr bescheidenen Bahnhof, der aber mit allem lebenswichtigen Komfort (einem WC mit Meeresrauschen) ausgestattet war.

Die Rückreise verlief wiederum abenteuerlich, mit zwei Mal umsteigen (doch diesmal schon in gewohnter Manier) und einer Busfahrt nach Berlin. Wir sind wieder im Dunkeln angekommen, pünktlich, glücklich und zufrieden; das Wetter hat mitgespielt.


Und zum Abschluß:

Foto: Monika

Jesienny tryptyk

Teresa Rudolf

Zaklęte koło 

Jesień maluje grubym
pędzlem pola, lasy,
a cieniutkim liście...

Słońce jak skoczek 
pokazując się wszędzie,
rozświetla przestrzenie.

Powietrze niesie zapach
mchu, wilgotnych szyszek,
suchych igieł, opadłych liści.

Natura rozkłada skrzydła
znów nad odchodzeniem, 
czuć podniosłość chwili...

...to przyroda, kolejny 
już raz zatoczy koło.
Niewinność 

W bieli chmur roztańczona,
niewinność myśli unosi
się lekko nade mną.

Patrzę na błękit nieba,
na złoto promieni słońca,
na jeszcze soczystą zieleń.

Błogie rozleniwienie
otula mnie cieniutkim, 
jesiennym płaszczem.

Czuję się 
kryształowo
czysta... 
jak źródlana 
woda,
tryskająca
mą dobrocią.
Ty tak, ale nie Ty

Serce moje;
drzwi otwarte
dla Ciebie, także
i dla Ciebie...

i dla Ciebie też!

Skrobnięcie ciche
paznokciem 
wystarczy, takie
ledwie słyszalne,

jestem, dla Ciebie...

Ale Ty, tak Ty,
nie wal mi pięściami, 
nie wiś już na dzwonku,
nie rozwalaj mi drzwi,

słyszysz? rozumiesz?

...nie wstawiaj mi nogi
między drzwi, by wejść 
znów z brudnymi 
buciorami,
w samo
serce...

Z wolnej stopy 66

Zbigniew Milewicz

Wiara czyni cuda II

W czasie wojny każdy obywatel III Rzeszy otrzymywał j przydział na jedzenie, jaki by on nie był mizerny. Tylko Resl von Konnersreuth, jak nazywano Teresę Neumann, nie dostawała żadnych kartek żywnościowych, bo nic nie jadła – uzasadniali urzędnicy w gminie. Miała ona natomiast podwójny przydział mydła i proszku do prania, ze względu na swoje stygmaty. Pod tym względem bawarscy urzędnicy byli wyrozumiali, porządek musiał być. Przepowiednia wizjonerki dla jej kraju i narodu brzmiała jednak źle:

Idzie godzina wielka, groźna, sądu i kary. Póki macie czas posłuchajcie i porzućcie grzechy wasze, które na karę zasługują. (…) Biada przede wszystkim tobie Germanio. Nie pomyśleliście nigdy na szlaku waszej zbrodni, że nienawiść wasza i pycha mogły stworzyć dla was niezgłębioną czeluść w miejsce wiecznej zagłady, czeluść, której głębię wielkość waszej winy wypełnię żarem takich płomieni i taką siłą kaźni, jakiej dla innych nie będzie. Nie pomyśleliście nad tym, jaką grozą mogą na wieki zapłonąć, na hańbę waszą i karę, słowa waszej pychy.
(…) Uznaliście siebie samych za nadludzi, a przez uczynki wasze staliście się gorsi niż wilki i hieny, gdy nie oszczędziliście ani żywych, ani umarłych i pohańbiliście zwłoki tych, którym wydarliście życie. Przydaliście nowe zbrodnie do starych, a krzyk pomordowanych Żydów przyłączył się do starych, wołaniem krwi, ludów zapomnianych.
Biada przede wszystkim wam Prusacy, wodzowie i nieprzyjaciele. Przyszły już dwa uderzenia wichru i upadło Cesarstwo Rzymskie Narodu Niemieckiego oraz moc sroga synów Północy. A przyjdzie trzecie uderzenie, a wtedy biada i Berlinowi. Los Berlina będzie jak los Niniwy, bo gdy padnie w gruzy, nie odbuduje się już więcej. Wicher pustyni zasypał piaskiem Niniwę, choć była większa niż inne miasta starożytności.
Puszcza będzie szumiała nad gruzami Berlina – miasta zbrodni i pychy. Będzie to szczęście dla ciebie, Germanio, jeżeli inny obejmie władzę nad tobą, jeżeli obmyta strumieniem krwi i łzami późnej pokuty, usłuchasz innego głosu, poznawszy w czym była twoja wina i zguba twoja. Nie ci bowiem są wybrani, którzy się za takich uznają. Inni, którymi gardzicie w pysze, wyprzedzają was w słowie i mocy. (…)

Niedobrze w wizjach Resl wyglądała również przyszłość Anglii, ale inne narody miały się odrodzić:

Wzejdzie, mimo klęski, znowu chwała nad Paryżem i Tokio. Hiszpania będzie krajem Serca Mojego, przez miłość ku niemu się podniesie. Italię, chociażby krwią uroczystą spływała, czeka piękne odrodzenie duchowe.

Jednak szczególnie dla Słowian, których Teresa Neumann darzyła sympatią, otwierały się pomyślne perspektywy:

Na Kremlu zabłysną łacińskie krzyże, a na miejscu zburzonej cerkwi Chrystusa Zbawiciela stać będzie kościół katolicki Zbawiciela. Jak w orną ziemię, wpadnie ziarno dobra i odmieni się oblicze narodu, który tyle wycierpiał. Błogosławieństwo Moje dam Słowianom, a Słowianie, choć wielu z nich dzisiaj błądzi, lepiej je przyjmą i obfitszy przyniosą owoc. Będą prawdziwym ludem Moim, ludem Słowa Przedwiecznego i pojmą naukę Moją, i staną się posłusznymi. Nie ci bowiem są wybrani, którzy sami się wybierają, lecz ci, którzy na wołanie Boga wstaną. Nie będą daremne łzy pokuty i modlitwy, a wierność wytrwania nie będzie bez błogosławieństwa i nagrody. Zdejmie niewolnica kajdany swoje i stanie się jako królowa. Wstawią się za nią łzy, które Matka Moja pod Krzyżem przelała, a naród, który Ją czci, nie będzie między narodami ostatni. Światłych i mądrych Polsce nie odmówię. W języku polskim będą głoszone najmądrzejsze prawa i najsprawiedliwsze ustawy, zaś Warszawa stanie się stolicą Stanów Zjednoczonych Europy.
Polska, która pierwsza karę poniosła, choć wina jej nie była największa, prędzej niż inni się podniosła. W czym zawiniła, przez to musiała doznać kary. Ale już bliski jest koniec jej pokuty. Wytrwa przy Kościele swoim i doczeka wyzwolenia. Nieprzyjaciołom swoim krzywdy pamiętać nie będzie, dobrem za zło zapłaci. Będzie mieć chwałę między narodami i skrzydła szeroko otwarte, rozszerzy też granice swoje. Weźmie narody wierne Kościołowi w nagrodę wierności swojej
.*

Przyznacie Państwo, że z polskiego punktu widzenia faktycznie brzmi to budująco i czegokolwiek by nie sądzić o scenariuszach jasnowidzów na temat wydarzeń przyszłości, to dobrze wierzyć tylko w te pozytywne, bo myśl ma działanie sprawcze.

P.S. Teresa Neumann doczekała się licznych publikacji książkowych, w sieci można znaleźć różne dokumenty zdjęciowe i filmowe jej poświęcone, więc polecam je zainteresowanym.

* Wizja Teresy Neumann z 15 października 1948 r., Stephen Lassare – Odkryte sekrety przyszłości, Wyd. Adam, Warszawa 1992

Frauenblick: Pflaumenregen

Monika Wrzosek-Müller

Pflaumenregen von Stephan Thome

Das Buch sollte mir eine Atem- oder eher Denkpause bei meinen obsessiven Gedankengängen über den Ukrainekrieg bieten und auch davon ablenken. Es erzählt von Taiwan, es erzählt ausführlich und gut über die Insel, über ihre Geschichte, über die Menschen, die dort leben.

Ich wusste vorher eigentlich so gut wie nichts darüber; geografisch wohl schon – dass die Insel nahe an China, aber auch nicht sehr weit entfernt von den südlichen Inseln Japans liegt und bergig ist; dagegen über ihr Schicksal und die geschichtlichen Verwicklungen wirklich sehr wenig. Leider gehört die Insel, wie die östlichen Staaten von Europa zu den Grenzländern; d.h. Appetit auf ihr Territorium gab es im Geschichtsrad der Jahrhunderte auf vielen Seiten.

Trotzdem oder gerade deswegen ist Taiwan eigentlich immer wieder im Zentrum der zeitgenössischen politischen Auseinandersetzungen. Unlängst sorgte die amerikanische Abgeordnete der Demokraten und Sprecherin des US-Repräsentantenhauses Nancy Pelosi durch ihren Besuch in Taiwan für Schlagzeilen. Als Reaktion darauf startete China militärische Manöver rund um die Insel und bekräftigte seinen Besitzanspruch auf die Insel. Dasselbe passierte jetzt wieder, als eine Delegation deutscher Abgeordneter nach Taipeh reiste. So gesehen ist das Thema Taiwan höchst aktuell, brisant und könnte in diesem Sinn dem Problem Ukraine nahekommen.

Wenn wir noch sehen, dass der Autor ein deutscher Sinologe und Wissenschaftler ist, der schon seit 12 Jahren dort lebt und eine taiwanische Frau hat, fassen wir Vertrauen, dass dies nicht nur ein literarisch wirklich gelungener Familienroman ist, sondern dieser auch auf solidem historischen Wissen beruht. Der Autor erläutert, dass er viele der Schauplätze selbst aufgesucht hat; es gibt sie wirklich. Über die Ereignisse in der Zeit um 1940 musste er gründlich recherchieren; er arbeitete ungefähr drei Jahre an dem Projekt. Der Roman handelt von der Geschichte einer Familie in drei Generationen; in dieser Zeit änderten sich die Machtverhältnisse in Taiwan dreimal. Dankenswerter Weise bietet der Autor dem unkundigen Leser vorab eine Art Einführung in die Geschichte der Insel.

„In den Jahren 1894/95 führten das chinesische und das japanische Kaiserreich einen Krieg, der die Kräfteverhältnisse in Ostasien von Grund auf neue ordnete. China verlor und musste seine Provinz Taiwan als Kolonie an den Sieger abtreten. Zunächst lebten die Inselbewohner in einer Art Apartheid avant la lettre, aber mit der Zeit entstand eine einheimische Mittelschicht, die sich in ihren Lebensgewohnheiten kaum von den Kolonialherren unterschied, obwohl sie diesen niemals gleichgestellt war. Nach dem Ausbruch des Pazifischen Kriegs wurde die Tendenz zur Assimilierung vonseiten Japans noch verstärkt. Viele junge Taiwaner, insbesondere Angehörige der indigenen Bevölkerung, kamen als japanische Soldaten ums Leben. 1945 fiel Taiwan zurück an die chinesischen Nationalisten (Kuomintang oder KMT) unter Generalissimus Chiang Kaishek. Diese hatten acht Jahre lang gegen Japan gekämpft und reagierten mit Abscheu auf die japanisierte Lebensweise ihrer vermeintlichen Landsleute. Umgekehrt führte ihr aggressives Auftreten zu Widerstand, der sich im Frühjahr 1947 gewaltsam entlud und anschließend grausam niedergeschlagen wurde: durch willkürliche Verhaftungen und Exekutionen, die als `März-Massaker`, später mit dem Kürzel 228 (für 28. Februar, den Beginn der Unruhen) bezeichnet wurden. Nach der Niederlage gegen Chinas Kommunisten zog sich die KMT 1949 ganz nach Taiwan zurück und verwandelte die Insel in einen autoritären Polizeistaat. Das Kriegsrecht wurde erst 1987 aufgehoben. 1996 fanden erstmals freie Präsidentschaftswahlen statt. Heute ist Taiwan eine ebenso lebendige wie gefährdete Demokratie, denn das Regime in Peking betrachtet die Insel – die nie zur Volksrepublik gehört hat – als einen Teil seines Staatsgebiets und strebt eine notfalls gewaltsame Vereinigung an. In Taiwan will das so gut wie niemand.“

Wir lernen die Hauptheldin, die junge Umeko mit 8 Jahren kennen, als sie noch in die japanische Schule geht, als Tochter einer taiwanischen Mittelschichtsfamilie, die sich mit der japanischen Okkupation arrangiert hat. Das Leben ist sehr geregelt, die Kinder tragen Uniformen, alles scheint voranzuschreiten ohne größere Probleme. Ihr Bruder Keiji spielt hervorragend Baseball und wird deshalb in eine weiterführende japanische Schule aufgenommen; für gebürtige Taiwaner ein besonderes Privileg. Doch aus den Äußerungen der Zuschauer bei einem Baseball-Spiel im Stadion lernen wir, wie die Einstellung der taiwanischen Bevölkerung zu den Japanern ist: „Jemand rief auf Taiwanisch: – Los geht´s! Zeigt es den arroganten Japsen!“ Aber die junge Umeko hat eine japanische Lieblingslehrerin und träumt von einer Reise nach Kyoto; doch schon bald wird sie gezwungen ihren japanischen Namen zu ändern und sich Hsiao Mei nennen zu lassen – nach der Landung der Festlandslandchinesen; zum Schluss erleben wir sie als alte Dame, die einen Sohn namens Harry und einen chinesischen Ehemann hat, und sich in einem sehr sorgfältig arrangierten Leben bewegt. Ihr Sohn lebt inzwischen in Amerika und besucht seinerseits die Insel mit seinem Sohn.

Er reflektiert über die Mutter: „Als Kind war sie angeblich ein unbändiges Plappermaul, […] Die stolze Japanerin, die sie einmal gewesen ist, kann er sich bis heute schwer vorstellen, obwohl Onkel Keiji ihm vor seinem Tod alte Briefe gegeben hat, deren früheste noch aus der Kriegszeit stammen. Wenn einer was damit anfangen kann, dann du, meinte er – inzwischen glaubt er das selbst. Die kleine Umeko war seinerzeit zu jung, um die Kräfte zu verstehen, die ihre vertraute Welt bald zerstören sollten. Erst kamen britische Kriegsgefangene, dann amerikanische Bomber, später die Festländer mit Gewehren im Anschlag. Schon in jungen Jahren muss ihr klargeworden sein – klargemacht worden sein -, wie gefährlich es ist, im falschen Moment den Mund zu öffnen. Darüber sprechen mag sie noch immer nicht. Dinge passieren eben, pflegt sie zu sagen, wenn er nachbohrt. Sicher ist nur, sie hat ihre Lektion gelernt.“

Vielleicht ist die Bezeichnung Hauptheldin auch nicht richtig, denn der Autor gibt uns ein Kaleidoskop von Figuren, Personen, an Hand derer wir die Geschicke des Landes erfahren. Dabei spielen vielleicht die Fragen: wie verhält es sich mit der persönlichen und der nationalen Identität, was bringt die Menschen zusammen, was trennt sie, wo spielen sie mit, wie arrangieren sie sich, wann gehen sie auf die Barrikaden, eine wichtigere Rolle, als die Ereignisse selbst. Obwohl wir so viel über die Geschichte der Insel erfahren, wirken die darin agierenden Helden nicht schemenhaft, sie sind voller Leben und Emotionen, sie wirken authentisch und stark. Vielleicht hilft dabei der ständige Wechsel der Perspektiven und der Narration; die Einschnitte zwischen der Vergangenheit und Gegenwart lassen den Erzählstrom sich nicht nur auf die geschichtliche Chronologie konzentrieren, sondern heben auch die einzelnen Charaktere und Persönlichkeiten hervor, dadurch gewinnt ihr Leben an Buntheit aber auch an Bedeutung und Echtheit; wie ein großer Fächer breitet, öffnet sich das Panorama des Lebens dort.

„Allmählich erwacht die Stadt zum Leben. Im Fenster steht ein farbloser Himmel, der sich für später alle Optionen offenhält. Bevor die Konflikte eskalierten, hatte seine Mutter eine Weile im Haus des Großvaters gelebt, den Harry nur von einer Handvoll alter Fotos kennt. Ein konfuzianischer Gelehrter, der in der Qing-Zeit aufgewachsen war, als die Japaner alle chinesischen Schulen schlossen, auch seine. Den Tempeln seiner Stadt spendete er viel Geld und scheint ein weithin respektierter Mann gewesen zu sein, der an den Sitten einer untergehenden Welt festhielt. Seine Frau hatte gebundene Füße. Manche in der Familie nannten sie schweigsam, andere behaupteten, sie sei ganz und gar stumm gewesen. So oder so, Frauen hatten nichts zu sagen. Von Jinguashi nach Keelung war es bloß ein Katzensprung, aber für die elfjährige Umeko – und nicht nur für sie – muss es sich angefühlt haben, als wäre sie in ein fremdes Land verbannt worden“.

Gut, dass ein sensibler Schriftsteller den Geschichten der Einheimischen so aufmerksam zuhören konnte und sie dann aufgeschrieben, festgehalten hat. Er versteht es auch bestens, dem westlichen, dem europäischen Leser dieses komplizierte, verwinkelte Leben zu veranschaulichen, eine besondere Poetik hineineinzubringen, es für uns schmackhaft zu machen. Die Beschreibungen der Natur auf der Insel, mit den hohen Bergen, das Meer mit dem Wellengang, der Himmel mal mit tiefen Regenwolken, mal stahlblau, die Blüten, all die Pflanzen, die Bäume und der Bambus überall spielen eine genauso wichtige Rolle wie die darin agierenden Menschen, sie tragen die Stimmung und unterstreichen die Emotionen. Das Leben auf der Insel scheint einem nie einfach gewesen zu sein, eher sehr aufgeladen und ungewöhnlich, in all den Veränderungen und Umstellungen. In dem Roman geht es um eine Familie, doch man hat den Eindruck, alles wäre miteinander verknüpft, verwickelt, keine Geschichte wäre eindeutig und klar, überall würden Geheimnisse und Zugeständnisse an das eigene Leben, an das Leben mit der Familie, an die Politik warten, alles würde eine Kette, eine sich weiterdrehende Spirale des Lebens bilden. Man könnte sagen, eben das Leben pur.

Das Buch endet mit dem Titel: „Am Himmel ballen sich dichte Wolken, Wind fährt durch die Bäume und auf einmal klingt das Rauschen der Blätter, als fiele leicht und leise der Pflaumenregen“.