Księga Piasku. Don Kichot.

Jorge Luis Borges (ktoś jeszcze i ja)

Tamten

Stary Borges spotyka podczas spaceru siebie samego sprzed 50 lat. Starzec siedzi na ławce w Ameryce, młodzieniec w Szwajcarii.

– Jestem w Genewie, na ławce, o parę kroków od Rodanu. Dziwne wydaje mi się jedno, że jesteśmy do siebie podobni, choć pan, z tą siwą głową, wygląda na o wiele starszego.
Odpowiedziałem:
– Mogę ci dowieść, że nie kłamię. Opowiem ci o sprawach, o jakich nie może wiedzieć nieznajomy. W domu jest srebrne naczynie do mate na nóżce udającej węża, które nasz pradziad przywiózł z Peru. Jest też srebrna miska, którą przytraczał do siodła. W twojej szafie stoją dwa rzędy książek. Trzy tomy bajek “Księgi tysiąca i jednej nocy” Lane’a ze stalorytem i notkami zamieszczonymi petitem pomiędzy rozdziałami, słownik łaciński Quicherata, “Germania” Tacyta po łacinie w wersji Gordona, “Don Kichot” wydany przez Garniera, “Tablas de sangre” Rivery Indarte, z dedykacją autora, “Sartor Resartus” Carlyle’a, biografia Amiela i schowana za innymi w tekturowej oprawie książka o obyczajach seksualnych ludów bałkańskich. Nie zapomniałem również pewnego popołudnia na pierwszym piętrze domu przy placu Dubourg.
– Dufour – poprawił.
– Zgoda. Dufour. Czy ci to wystarcza?
– Nie – odpowiedział. – Te dowody niczemu nie służą. Jeżeli śni mi się pan, to nic dziwnego, że wie pan to, co ja wiem. Wszystkie pańskie staranne wyliczania są daremne. (…)

Kongres

Bogaty właściciel ziemski postanawia powołać do życia Kongres Świata, co w zamyśle oznacza Kongres Reprezentatntów Całego Świata, a okazuje się Całym Świata:

Twirl, powołując się na Pliniusza Młodszego, wedle którego nie było książek tak złych, by nie zawierały w sobie czegoś dobrego, zaproponował nabycie z kolekcji “La Prensa” trzech tysięcy czterystu egzemplarzy rozmaitych wydań “Don Kichota”, całej korespondencji Balmesa, rozpraw uniwersyteckich, rachunków, biuletynów i programów teatralnych.
“Wszystko jest świadectwem” – oznajmił. Nierenstein poparł go; don Alejandro “po trzech burzliwych sobotach” zaaprobował ten wniosek. Nora Erfjord zrezygnowała ze stanowiska sekretarki; miejsce jej zajął nowy członek, Karliński, człowiek Twirla. Olbrzymie paki gromadzono teraz, bez katalogów i fiszek, w pokojach położonych w głębi oraz w piwnicach wielkiego domiska don Alejandra. W początkach lipca Irala spędził tydzień w Kaledonii; murarze porzucili pracę. Zapytany, zarządca odpowiedział, że tak im rozkazał szef i że w końcu zawsze jest na wszystko dosyć czasu.
(…) W piątek poszedłem przywitać się z don Alejandrem. Towarzyszył mi Fernández Irala. Zmierzchało i do wnętrza domu napływał wiatr z pampy. Na wprost frontonu domu, od strony ulicy Alsina, stał wóz zaprzężony w trzy konie. Dotąd widzę ludzi zgiętych pod ciężarem pak, które składali na ostatnim patio.
Komenderował nimi władczo Twirl. Jakby coś przeczuwając, znaleźli się tam również Nora Erfjord, Nierenstein, Cruz i Donald Wren oraz jeden czy dwóch kongresmanów.
Nora uściskała mnie i ucałowała. Dobrotliwy i wesoły Murzyn pocałował mnie w rękę.
W jednym z pokoi otwarta była kwadratowa klapa w podłodze prowadząca do sutereny, ceglane stopnie ginęły w mroku.
Nagle usłyszeliśmy kroki. Zanim go ujrzałem, wiedziałem, że to don Alejandro. Nie wszedł, ale raczej wbiegł. Miał zmieniony głos. (…) Nie patrząc na nikogo, rozkazał:
– Proszę wynieść to wszystko, co zostało złożone na dole. W suterenie nie może zostać ani jedna książka.
Wykonanie zadania trwało niemal godzinę. Na klepisku ostatniego patia ułożyliśmy bardzo wysoki stos. Chodziliśmy tam i na powrót, jedynym, który się nie poruszył, był don Alejandro.
Po czym padł rozkaz:
– A teraz proszę to podpalić.
Twirl był bardzo blady. Nierenstein wybełkotał:
– Kongres Świata nie może się obejść bez tych drogocennych naukowych pomocy, które tak troskliwie wybierałem.
– Kongres Świata? – powiedział don Alejandro. Roześmiał się gorzko, a nigdy przedtem nie słyszałem, żeby się śmiał.

W niszczeniu tkwi jakaś tajemnicza rozkosz; płomienie rozbłysły hucząc, ludzie zaś przytulili się do murów lub schronili po pokojach. Noc, popiół i zapach spalenizny pozostały na patio. Przypominam sobie jakieś zabłąkane kartki; ocalone – teraz bieliły się na ziemi. Nora Erfjord, która kochała don Alejandra miłością, jaką młode kobiety darzą starych mężczyzn, powiedziała, nie wiedząc właściwie, co mówi:
– Don Alejandro wie, co robi.
Irala, wierny literaturze, wypowiedział zdanie:
– Co ileś wieków biblioteka aleksandryjska musi spłonąć.

Tłumaczenie Zofia Chądzyńska, Wydawnictwo Literackie, seria Proza Iberoamerykańska, Kraków 1980

Ja

Od kilku lat przepisuję, rebloguję, powielam wszystko, co znajdę w życiu i w sieci na temat Don Kichota (Don Kichota), Miguela Cervantesa, Sancho Pansy i Baratarii. Zajmują mnie też utopie i wyspy. Dostały one kiedyś zbiorczą nazwę baratarystyka. Myślałam, że robię coś w rodzaju blogowego bałaganu z Cambridge i że to wolno, no, bo kto mi zabroni cytować? O Borgesie w kontekście tych zabaw i poszukiwań już kilka razy pisałam, cytowałam też całe jego opowiadanie pt. Pierre Maynard, autor Don Kichota, tekst o człowieku, który napisał od nowa Don Kichota. Okazało się jednak, że życie prześcignęło fikcję literacką i…

Ktoś jeszcze

Za przerobienie opowiadania Borgesa grozi mu sześć lat więzienia

29 czerwca 2015

6-lat-wiezienia-za-borgesa

Pablo Katchadjian, argentyński pisarz, który przerobił opowiadanie Jorge Luisa Borgesa „Alef” na nowy utwór o tytule „Spasiony Alef”, może trafić do więzienia nawet na sześć lat, jeśli jego działanie zostanie uznane za plagiat, a nie borgesowski eksperyment.

W swym opowiadaniu „Pierre Menard, autor Don Kichota” Borges pisał o pisarzu, który zamierzał odtworzyć dzieło Cervantesa. Czynił to, przepisując słynną powieść słowo w słowo, litera w literę, a dzieło, dzięki nowemu kontekstowi, miało zyskać nowe znaczenie. „Pierre Menard nie chciał stworzyć innego Don Kichota, co z pewnością jest dość proste, on chciał stworzyć Don Kichota”, pisał Borges.

Ideą zawartą w opowiadaniu „Pierre Menard, autor Don Kichota” inspiruje się od jakiegoś czasu amerykański artysta Tim Youd, który jak dotąd przepisał na maszynie m.in. „Listonosza” Bukowskiego, „Wściekłość i wrzask” Faulknera i „Jima Szczęściarza” Kinglesya Amisa. Jak się okazuje, nie on pierwszy inspirował się pomysłem Borgesa. W 2009 roku argentyński pisarz Pablo Katchadjian wziął na warsztat opowiadanie Borgesa „Alef” i przepisał je na nowo, dodając od siebie drugie tyle tekstu. Tak powstała książka „El Aleph engordado” („Spasiony Alef”). Wydało ją w nakładzie 300 egzemplarzy małe, podziemne wydawnictwo. Rezultatem tego eksperymentu był pozew złożony w sądzie przez Maríę Kodamę (na zdj. poniżej), wdowę po Borgesie i strażniczkę jego spuścizny.

maria-kodama-borges

W zeszłym tygodniu podano do informacji, że Katchadjian został oficjalnie oskarżony o kradzież własności intelektualnej, za co grozi mu sześć lat więzienia. Argentyńskie środowisko literackie trzyma stronę pisarza i raczej nikt nie wątpi, że jego gest miał być eksperymentem literackim. Zresztą Katchadjian poszedł dalej niż bohater opowiadania „Pierre Menard, autor Don Kichota”, bo nie tylko przepisał tekst, ale do 4000 słów Borgesa dodał 5600 swoich.

6-lat-wiezienia-za-borgesa-2

Katchdjian (na zdj.) znany jest ze swego performatywnego podejścia do literatury. A Borges? Borges był mistrzem wymyślonych cytatów, literackich odwołań, fikcyjnych recenzji oraz poczucia humoru. Można zastanawiać się, co zrobiłby ze „Spasionym Alefem”. Raczej mało prawdopodobne, by pozwał swego adepta do sądu. Można też potraktować całą sprawę jako głos w dyskusji na temat coraz większej różnicy pomiędzy prawem dotyczącym własności intelektualnej a rzeczywistością z jej Internetem, w którym remiksuje i przerabia się dosłownie wszystko.

[aw]
źródło: The Guardian

Ja

Sprawdzam, czy Katchdjian poszedł do więzienia. Jego książka się na pewno ukazała.

Nie, nie poszedł. Książka ukazała się w niskim nakładzie (jedne źródła podają liczbę 200 egzemplarzy, inne 300) i wdowa po Borgesie wystąpiła na drogę sądową.

W 2017 roku Sąd Apelacyjny uchylił akt oskarżenia i oddalił go. Ważną rolę w decyzji sądu odegrała interwencja uniwersytetów w USA, Niemczech, Chinach i Japonii, wskazujących, że El Aleph Engordado jest legalnym zabiegiem literackim.

1 lipca 2021 r. prawa wdowy do dzieła Borgesa zostały chwilowo zawieszone, po tym jak adwokat Katchadjiana złożył pozew, żądając zapłaty 888 500 pesos na koszty sądowe. Zawieszenie praw miało uchronić wdowę przed koniecznością zapłacenia takiej sumy. W przeciwnym razie jej prawa do dzieła Borgesa zostałyby zlicytowane.

Trochę to przypomina proces Johnny’ego Deppa przeciw Amber Heard i vice versa. Zastanawiam się: czy nie ma już czegoś takiego jak jasna wykładnia prawa? Don Kichot byłby bardzo niezadowolony. Borges zresztą też.

Kupmy Bayraktara Ukrainie!

Kupmy Ukraińcom Bayraktara!

🇺🇦 Українська версія – BELOW

🇬🇧 English version – LINK

Sławomir Sierakowski Zweryfikowany przelewem i dowodem osobistym

Wczoraj, gdy ja wpłacałam na konto i wstawiałam ten wpis wpłynęło już 6 892 316 zł 

z 22 500 000 zł, jakie inicjatorzuy chcą zebrać, czyli 30%.

Zostało 21 dni do końca (dziś już 20).

Było 62429 wspierających.

Zrzutka została udostępniona 74 640 razy.

Tu można wpłacić

https://zrzutka.pl/na-polskiego-bayraktara-dla-armii-ukrainy

Opis zrzutki

Kupmy Ukraińcom Bayraktara!

Litwini zebrali środki błyskawicznie i firma produkująca Bayraktary postanowiła przekazać drona za darmo Ukrainie, a zebrane pieniądze przeznaczyć na pomoc ludności. Później to samo stało się z kolejną zbiórką na trzy Bayraktary! Czas na nas. Pamiętacie Buczę, Irpień, Mariupol? Weźmy udział w tej walce. Kupmy polskiego Bayraktara. 

Suma jest wyjątkowo ambitna, ale zrzutka idzie doskonale! Jeśli zbierzemy mniej, przekażemy wszystko na fundusz Sił Zbrojnych Ukrainy w Narodowym Banku Ukrainy. To samo zrobimy z nadwyżką. Działamy!

Love, S 

Jeśli chcesz wesprzeć akcję, możesz równocześnie wziąć udział w konkursach i licytacjach organizowanych na grupie na Facebooku Zrzutka.Licytacje pod #goBayraktar lub na Allegro. Listę aktualnych konkursów i licytacji znajdziesz w aktualnościach zrzutki. Możesz także wystawić własne aukcje w tych kanałach, aby dochód z nich zasilił zrzutkę! Dołącz do nas!

_________________________________

Придбаймо українцям Байрактар!

Придбаймо для українців Байрактар!

Литовці зібрали кошти миттєво, і фірма, що виготовляє Байрактари, вирішила віддати безпілотник Україні безкоштовно, а зібрані гроші перерахувати на допомогу населенню. Пізніше так само відбулося і з наступним збором коштів на три Байрактари! Тепер наша черга.

Пам’ятаєте Бучу, Ірпінь, Маріуполь? Візьмімо участь у цій боротьбі. Придбаймо польський Байрактар.

Потрібна велика сума, але збір коштів проходить чудово! Якщо ми зберемо менше, то все перерахуємо для ЗСУ через Національний банк України. Так само зробимо з різницею коштів, якщо зберемо більше. Діймо!

З любов’ю, С

_________________________________

Let’s buy Bayraktar for Ukrainians!

The Lithuanians immediately raised money. The Bayraktar-making company decided to give the drone for free to Ukraine. What about money? All the gathered funds were donated to help people.

Later the same thing happened with the next fundraising for three Bayraktars! Now is our turn. Do you remember Bucha, Irpin, Mariupol? Let’s take part in the battle. Let’s buy the Polish Bayraktar!

The amount of funds is tremendous, but fundraising is going perfectly. If we collect less, we will transfer everything to the account of the Armed Forces of Ukraine to the National Bank of Ukraine. We’ll do the same if we’ll raise more money. Let’s do it together!

With love, S.


A może Bayraktar to Barataria?

Dalai Lama

GRATULIERE DALAI LAMA ZUM GEBURTSTAG! ZŁÓŻ ŻYCZENIA DALAJ LAMIE! WISH DALAI LAMA A HAPPY BIRTHDAY!

Am 6. Juli 2022 hat der Dalai Lama Geburtstag: Das geistliche Oberhaupt der Tibeter wird 87 – hier könnt Ihr Eure Grußbotschaft hinterlassen!
Die Anzahl aller gesammelten Glückwünsche und einzelne, ausgewählte Wünsche werden dem Dalai Lama übermittelt.

Dalaj Lama obchodzi urodziny 6 lipca 2022: Duchowy przywódca Tybetańczyków kończy 87 lat – tutaj możesz zostawić wiadomość z życzeniami!
Dalaj Lama otrzyma informację, ile osób złożyło mu życzania, otrzyma też kilka wybranych życzeń.

The Dalai Lama’s birthday is on 6 July 2022: The spiritual leader of the Tibetans turns 87 – you can leave your greeting message here!
The number of all collected wishes and some individual ones are sent to him.

https://savetibet.de/dalai-lama-geburtstag

Aktion / Akcja / Action of International Campaign for Tibet Deutschland e. V.

Menschenrechtsorganisation, International Campaign for Tibet (ICT) wurde 1988 gegründet und hat ihre Büros in Washington, Amsterdam, Brüssel, Berlin und in Dharamsala, Indien. Internationaler Vorsitzender ist der Schauspieler Richard Gere.

Wir wollen, dass das tibetische Volk in Freiheit und Selbstbestimmung lebt und die Menschenrechte geachtet werden. Wir treten für

– ein demokratisches Selbstbestimmungsrecht

– die Sicherung der Menschenrechte

– den Schutz der landeseigenen Kultur und Umwelt in Tibet ein.

International Campaign for Tibet Deutschland e. V.
Schönhauser Allee 163
10435 Berlin
E-Mail: info@savetibet.de
Tel.: 030 / 27 87 90 86

			

FilmPOLSKA: Bukolika

Ela Kargol

Bukolika, piękny film o szczęściu, miłości, przywiązaniu, trwaniu, symbiozie o świecie innym, do którego dostęp nie każdemu jest dany. Reżyser bardzo długo zabiegał o względy matki i córki, żeby móc uczestniczyć w ich życiu, gdzieś w centralnej Polsce, na skraju wsi, na skraju biedy i na skraju modelu życia, modelu przez innych uznanym za obowiązujący.
Sielanka (bukolika, idylla, ekloga, skotopaska, pasterka) – gatunek literacki, utwór poetycki, przedstawiający w sposób wyidealizowany uroki życia wiejskiego. To cytat z wikipedii. Dalej jest o genezie, Teokrycie i Wergiliuszu, Kochanowskim i Miłoszu i o stylu Cottagecore, o którym nie miałam pojęcia, że tak się nazywa. Wystarczy upleść wianek z polnych kwiatów i założyć go na głowę.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Sielanka

Karol Pałka, reżyser – foto Ela Kargol

Bukolika jest filmem młodego reżysera Karola Pałki, filmem nagrodzonym słusznymi nagrodami w kraju i na świecie, filmem pokazanym berlińskim widzom w ramach 17. festiwalu filmPOLSKA.

Z kilkunastu filmów prezentowanych na festiwalu lub kilkudziesięciu, wliczając filmy ze Zbyszkiem Cybulskim, zobaczyłam cztery, w tym Bukolikę. O innych nie chcę pisać, że słabe, bo wszystkie cztery były dobre, ale najlepsza była Bukolika, sielanka nie z tego świata, choć mogłoby się wydawać, że sielanką nie jest.
Dom z czerwonej cegły, rozpadajacy się ze starości, w domu dwie izby ogrzewane zimą kozami i dwie kobiety, matka i córka, Danusia i Basia. Jan Paweł na obrazkach i z kalendarza nad wszystkim czuwa, choć na Watykanie już inne rządy. Brak łazienki, bieżącej wody, ale w mocno zużytym pojemniku po lodach dzwoni komórka, taka zwykła, żaden smartfon. Basia, córka Danusi kilka razy podczas filmu odbiera rozmowy od tajemniczego Franka. Kim jest Franek, pyta ktoś z publiczności reżysera, już po seansie. Franek jest tajemnicą, pomostem między światem tych dwóch kobiet, a światem modelowym, w którym my żyjemy. Dla mnie Franek nie jest tajemnicą, Franek jest bratem, kuzynem, przyjacielem, prawdopodobnie jedyną osobą, z którą się Basia kontaktuje, osobą, która zaakceptowała Basię, taką jaką jest. Franek, tak jak Jan Paweł opiekuje się Basią na odległość. Karol Pałka, reżyser nie dowiedział się kim jest Franek. Basia nie chciała wyjawić tajemnicy.
Widzowie dopatrują się w filmie horroru, reżyser nazywa swój film, choć dokumentalny, baśnią. Jest dużo pytań dotyczących biedy, rozmów z duchami i dalszych losów dwóch kobiet.
Dla mnie jest wszystko zrozumiałe, od początku do końca.
Bukolika to film o mojej siostrze i mojej mamie i o ich świecie, do którego rzadko jestem zapraszana.
Znam ten świat, w nim i obok niego wyrosłam i chciałam z niego czym prędzej uciec. Może dlatego wyszłam szybko za mąż, może dlatego wyemigrowłam z Polski.
Ale cały czas wracam i wracałam do świata matki i siostry, do ich symbiozy i sielankowego życia. Ojciec trwał obok, jak ja, ale uciec nie mógł. Mama urodzona na wsi wśród kóz, psów i kotów, nauczyła nas kochać wieś, pasać krowy i kozy, palić ogniska, a z kukurydzy wyczarowywać lalki z długimi włosami. Jej siostra, rowerzystka (rower tylko prowadziła) wielbiąca proboszcza i usługująca w kościele, wieczorami opowiadała nam, tak jak Danusia (matka Basi) w filmie, o wisielcach i diabłach.
Basia i Danusia żyją w symbiozie z naturą. Nie jest to ich świadomy wybór, życie za nie wybrało. Obie są osobami sprawnymi inaczej, ale sprawnymi, sprawnymi intelektualnie i fizycznie. Reżyser nie wchodzi butami w ich życie, jest raczej czułym obserwatorem. Z daleka filmuje tańce Basi i prawie ze wstydem przygląda się czynnościom higienicznym. Zwierzęta są wszędobylskie, przede wszystkim psy, które mącą spokój oglądania filmu. Wręcz przeszkadzają. Zapach, ja go czuję. Pamiętam zapach obory, chlewu, zapach niemytych ciał i brudnych izb. Pamiętam zapach siana, mleka, dymu z komina, chrustu, śniegu i kwitnącego rzepaku. Ktoś z publiczności powiedział, że Danusia (matka) jest osoba silniejszą i władczą, a Basia nie zawsze zgadza się z matką. Basia nie ma wyboru, a lepszej matki niż Danusia nigdzie by nie znalazła. To jest film o wielkiej miłości.
Filmowi towarzyszy wspaniała muzyka, zwłaszcza na początku i końcu filmu.

Bukolikę otwiera i zamyka melancholijny utwór ukraińskiej grupy DakhaBrakha, w którym wybijają się słowa: “Wszyscy są dla ciebie, wszystko specjalnie dla ciebie” (https://www.filmweb.pl/reviews/recenzja-filmu-Bukolika-24001)

Moja siostra Marylka ma podobną dwudziestoletnią starą komórkę, posklejaną taśmą, innej nie umialaby obsłużyć. Trzyma ją, jak Basia, w dość zużytym pudełku po lodach. Gdy rozmawia ze mną, tak jak Basia po dwóch, trzech zdaniach kończy rozmowę. Marylka ma świnkę morską, która bardzo śmierdzi, a Marylka ją tuli, jak Danusia koźlątko.
Sielanka? Nie zawsze.

Kino Bundesplatz już od kilku lat udziela miejsca i gościny festiwalowi filmPOLSKA. Tytuły filmów są codziennie zmieniane ręcznie. Wspaniały widok w czasach sztucznej ineligencji i komputerowego sterowania.

foto Ela Kargol

Gdy wakacje są ważniejsze niż wojna

Tekst znaleziony na Facebooku 22 czerwca 2022 roku. Tytuł ogólny tego wpisu pochodzi ode mnie. Wydaje mi się, że wakacje, słońce, plaża, jezioro sprawiają, że zapominamy, co się dzieje na wschód od Polski. Tekst opublikowała na Facebooku Justyna Sobolewska, która podała go za Tomaszem Sikorą. Autorką tekstu jest Halyna Kruk, ukraińska pisarka i poetka, która wygłosiła go w Berlinie podczas otwarcia Festiwalu Poezji.

Zdjęcie tytułowe na stronie facebookowej Halyny

Halyna Kruk

Wojna nie jest metaforą

W czerwcu 2014 roku, kiedy rosyjskie kolumny czołgów wjeżdżały na ukraińskie regiony Doniecka i Ługańska, powiedziałam podczas odczytu w starej, dobrej Europie, że w takiej sytuacji nam, Ukraińcom, trudno będzie rozmawiać o poezji. Po czym moderatorka – 30-letnia Rosjanka z Berlina – wzięła się za pouczanie, że poezja jest ponad wojną, że wielka kultura rosyjska jest ponad wojną, że Cwietajewa, Achmatowa czy Pasternak nigdy nie zniżali się do tak przyziemnych, zwykłych tematów jak wojna, patrzyli na wieczność, byli ponad tym wszystkim. A w ogóle co to miałoby mieć wspólnego z Rosją? Przez osiem lat staraliśmy się, aby nasze głosy były słyszalne: hej, jesteśmy na wojnie, część naszego kraju jest okupowana, tu codziennie giną ludzie. Upominano nas i pouczano jak uparte dzieci: nie mów o tym, przestań, bądź mądrzejszym, bądź ponad tym.

Rosja od ośmiu lat budowała swoją armię i przygotowywała się do inwazji na pełną skalę, a apetyt rósł. Rosyjscy poeci nadal uparcie spoglądali w wieczność, nie zdając sobie sprawy, jak ich kraj stał się autorytarnym państwem imitującym demokrację, kultywując jednocześnie narrację o własnej wielkości. Ci, którzy nie mogli już sobie poradzić, wyemigrowali i nadal prezentowali rosyjską kulturę jako wysublimowaną rosyjską fasadę. Przypuszczam, że moje słowa nie spodobają się wam, zaznajomionym z najlepszymi świadectwami kultury rosyjskiej. Nie musicie w to wierzyć, tak jak mieszkańcy Borodjanki , Hostomla i Buczy pod Kijowem nie chcieli uwierzyć, że Rosjanie przyszli ich zabić, nieuzbrojonych cywilów, bez powodu, bez przyczyny, bez różnicy. Mężczyźni i kobiety, dzieci i starcy. Zabijaj, gwałć, niszcz. Nie przychodzi mi do głowy żadna metafora, która uczyniłaby te słowa bardziej atrakcyjnymi lub przynajmniej mniej szokującymi.

Metafory nie działają przeciwko ludziom z karabinami maszynowymi. Kiedy twój samochód, którym ty i twoje dzieci próbujecie uciec przed wojną, zostanie przejechany przez czołg, żaden wiersz nie pomoże. Kiedy siedzisz całymi dniami przed zawaloną piwnicą wieżowca i słyszysz w środku krzyki swoich dzieci i wnuków, ale nie możesz ich wydostać, poezja jest nie na miejscu. Wydarzenia te są mocnym materiałem, europejski autor mógłby napisać o nich książkę na wieczność, a którą będzie czytać się w kółko. Ale ktoś, kto sam tego doświadczył, nie napisze tej książki. Ponieważ nikt nie ma siły, by przez to wszystko przejść, a potem tłumaczyć ten ból innym.

Wojna tworzy przepaść między tymi, którzy jej doświadczyli, a tymi, którzy znajdują się w bezpiecznej oddali. Widzę, że z każdym dniem coraz trudniej jest wytłumaczyć osobom z zewnątrz, jak się czujemy my, którzy jesteśmy w środku. A moja potrzeba wyjaśniania czegoś znika. Mówimy językiem, który staje się coraz bardziej niezrozumiały, nie mamy nastroju na poezję. Kiedy twój mąż jest na froncie, część krewnych jest poddawana straszliwej okupacji w obwodzie chersońskim, a inni w obwodzie charkowskim są pod ciągłym ostrzałem; kiedy ciągle trzeba być przygotowanym na kolejny alarm przeciwlotniczy, bo czasem naprawdę przylatuje coś, co zabija – wtedy trudno być wzniosłym. Poezja przybiera wtedy swoje własne formy, jako spontaniczna modlitwa, lament, a nawet przekleństwo przeciwko wrogowi. Te formy poezji są obce współczesnej poezji europejskiej, są funkcjonalne i rytualne, niezwykle istotne w swoich emocjach, niezwykle subiektywne, bardzo żałosne i nietolerancyjne. Trudno być tolerancyjnym wobec wroga, który zabija ciebie lub twoje dzieci. Kiedy zabije jednego, bierze się za następnego. Nie sądzę, że możesz być ponad to.

Obecnie jedna piąta mojego kraju jest czasowo zajęta. I niestety to nie jest metafora. Ludzie z okupowanych terytoriów są zabijani, terroryzowani, deportowani do obozów filtracyjnych w Rosji, rodzice i dzieci rozdzielani, wynaradawiani. Żadna poezja nie ma na to słów. Moja tablica na Facebooku aż roi się od zdjęć niesamowicie pięknych ludzi – mężczyzn i kobiet, rodziców, dzieci, zamordowanych przez Rosję. To nie jest metafora. Facebook blokuje lub usuwa te zdjęcia jako informacje zawierające intymne treści, które mogą zdenerwować użytkowników mediów społecznościowych. Ci ludzie nie urodzili się, by zginąć na wojnie, nie dostali dyplomu ukończenia studiów lub jakiegoś niższego stopnia, by zginąć na wojnie, nie rozwinęli swoich talentów, by umrzeć na wojnie. Utrata tych ludzi rozdziera ziejącą ranę, która pozostaje – w naszych duszach, w naszej kulturze, nauce, gospodarce, przemyśle, społeczeństwie. To nie jest metafora.

Nie znam żadnej poezji, która mogłaby uleczyć tę ranę. Ta wojna zabija nas wszystkich, każdego na swój sposób, chociaż na zewnątrz możemy wyglądać bezpiecznie i zdrowo, ale teraz poruszamy się małymi skokami, nawet na otwartej przestrzeni, głośne dźwięki sprawiają, że drżymy, a nasze małe dzieci, które miały doświadczenie siedzenia w piwnicy pod ogniem, nie płaczą już, kiedy się boją. Nawet najmłodsi wiedzą, że płacz może kosztować ich życie. I to też nie jest metafora.

Wojna wszystko wyjaśnia do tego stopnia, że ​​praktycznie nie ma już miejsca na poezję. Tylko na świadectwa.

Tymczasem nasi rosyjscy koledzy tworzą wzruszającą i głęboką poezję o wieczności, w bezpiecznym miejscu, na emigracji, gdzie nie ma strzelania, mając na uwadze artystyczne podejście i nie rozpraszając się brudem i przeciwnościami rzeczywistości. I ani syrena, ani kule, ani okupant z karabinem maszynowym lub czołgiem nie powstrzymują ich od skoncentrowanej pracy.

Bardzo żałuję, że poezja nie zabija.

9-Euro-Ticket (2): wycieczka do Szczecina

9-Euro-Ticket – bilet miesięczny na całą komunikację regionalną w Niemczech. Termin znany już w tym języku, ba, w tej konstrukcji językowej chyba w całej Europie. Ela Kargol jest niestrudzoną użytkowniczką tego biletu. A ja zapraszam Was wszystkich, byście opisywali swoje przygody podczas tych podróży. W czwartki czekają na autorów zawsze gościnnie zapraszające szpalty ewamaria.blog

Ela Kargol

Szmugiel brylantów i inne ciekawe historie 

Już raz szmuglowałam brylanty, z Berlina do Szczecina, dzisiaj znowu się udało. Jechałyśmy we trzy, Zosia, Irena i ja Basia (imiona celowo zmienione) Torebka się podarła, całe szczęście miałyśmy drugą torebkę, równie niedoskonałą. Brylanty nie były moje, należały do Zosi.  
W pociągu przechodziły z rąk do rąk. Konduktor nie był nimi zainteresowany, ani naszym szmuglem. W pewnym momencie nie byłyśmy nawet pewne, czy je wszystkie oddamy w wyznaczone miejsce. Irena wzięła do ręki te czerwone i z tęsknotą na nie spojrzała, ale szybko wrzuciła z powrotem do niedoskonałej torebki. Jak nie dostarczymy wszystkich, mogą być kłopoty.

Osoba kontaktowa odebrała nas pod dworcem i woziła po Szczecinie, narzekając na ruch, korki, spaliny, zachwalając kuchnię swojej żony i ciesząc się na rychły obiad. W pewnym momencie nie byłyśmy pewne, czy to jest właściwa osoba. 
W końcu dopiero, gdy Irena podała hasło, „we wtorki są korki“, a on długo sprawdzał w kalendarzu, czy dzisiaj na pewno wtorek, stwierdziłyśmy, że chyba wszystko jest w porządku, a każdy człowiek jest inny. 
Pod Książnicą nie mógł zaparkować, nie mógł nawrócić, był wyraźnie niezadowolony i bardzo głośny. A to był nasz pierwszy punkt kontaktowy do którego musiałyśmy dostarczyć bibułę. Udało się. 
Brylanty dowiozłyśmy wszystkie pod Globusa. Miejmy nadzieję, że na czas. A potem czekało nas śledztwo w sprawie zaginięcia „Wiążącej snopek”. Choć jeszcze czas żniw się nie zaczął, dziewczyna zniknęła, w niewyjaśnionych okolicznościach. 
Próbowałyśmy rozwikłać zagadkę. Osoba, która pierwszy raz była w ten dzień w pracy, tłumaczyła się, że ona nic nie wie, biegała z góry na dół, szukała na próżno eksponatu, druga pracownica pokazała nam ślad po rzeźbie, a trzecia próbowała połączyć się z naczelnym, nadaremnie. Nawet kierowniczka naszej małej grupy Irena nic nie wskórała. Zastępca naczelnego był na urlopie.  

Niepocieszone wyszłyśmy przed gmach budynku, jeszcze tylko szybkie zdjęcie na tle Herkulesa walczącego z centaurem, dokumentujące nasz pobyt w miejscu, w którym nie udało nam się rozwiązać zagadki i ruszyłyśmy dalej. Żeby zmylić ślady pojechałyśmy okrężną drogą do Bramy Berlińskiej, która tak naprawdę jest Portową. Pewnych spraw nie udało się załatwić.  

Brama Portowa zwana przed wojną Berlińską

Ze Stefanem i Tadeuszem umówione byłyśmy przy Sedinie.  
W sprawie Sediny, dawno już toczy się śledztwo. Sedina zaginęła parędziesiąt lat temu w niewyjaśnionych okolicznościach. Została po niej tylko kotwica. I fontanna bez wody. Ale sprawą Sediny zajmują się inni. 

Sedina

Usiadłyśmy w spelunie. Zasłużyłyśmy na obiad, na piwo też. Zamówiłyśmy i znowu czekałyśmy na kontakt. Stefan i Tadeusz się spóźniali. Byłyśmy niespokojne, tak niespokojne, że Zosia nie wytrzymała. Nawiązała kontakt z Żabką i zdobyła proszek. W końcu zza rogu wyłonili się dwaj panowie, jeden z nich miał na sobie różowe spodnie. To byli nasi ludzie.
Zdałyśmy relację z naszych działań i omówiłyśmy następne. Odebrałyśmy książki, przekazałyśmy co trzeba i ruszyłyśmy do Książnicy. 

Tak mogło być i tak tę historię opowiadamy, z przymrużeniem oka. 

A teraz żarty na bok i na poważnie, prawie: 
 
Książnica Pomorska, budynek stary i nowy wznosi się na skarpie dawnej twierdzy. Ilość przejść, schodów, łączników, wind, sal, klatek schodowych tworzy istny labirynt, w którym łatwo się zgubić. 
Książnica jest dla książąt, księży, księżniczek, księgowych i wszystkich innych zainteresowanych książkami, księgami, książeczkami, rozmowami o nich. Książnica to królestwo książek. 
14 czerwca 2022 opowiadałyśmy tu w sali Stefana Flukowskiego o Murze Berlińskim i naszej książce: „Śladami Muru Berlińskiego”.  
Dziękujemy bardzo Sylwii Wesołowskiej, która zorganizowała spotkanie, Bogdanowi Twardochlebowi, który spotkanie poprowadził, przyjaciółkom i przyjaciołom i wszystkim gościom przybyłym. 
Ja szczególnie dziękuję panu, który zwrócił mi uwagę, gdy opowiadałam o kolei szczecińskiej, że nie mówi się grobla kolejowa, tylko nasyp kolejowy. Naprawdę bardzo dziękuję.  

9–Euro–Ticket to świetny pomysł niemieckiego rządu:
https://punkt.media/pl/poradniki/niemcy/transport-i-mieszkania-d/13575-wszystko-co-musisz-wiedziec-o-9-euro-ticket-w-niemczech
https://www.bundesregierung.de/breg-de/aktuelles/faq-9-euro-ticket-2028756


Agata Zbylut jest szczecińską artystką, twórczynią bezoarów 
To jej dowozimy naszą starą, często plastikową biżuterię, a ona zamienia je w „brylanty sztuki“ 

 
Osoba kontaktowa, to kierowca taksówki, który woził nas z punktu do punktu i bardzo nie lubił niemieckich napisów w mieście. 

Następne osoby kontaktowe, to Przemek i jego przyjaciel. 
Pomogli nam w transporcie książek, podtrzymywali na duchu, a kierowniczkę naszej grupy, o czym dowiedziałam się później poczęstowali niebieską herbatą. Spodnie przyjaciela Przemka były koloru łososiowego. 

Autobus linii 90 jedzie przez całe miasto, zwłaszcza, gdy wsiądzie się do niego w złym kierunku. 

Muzeum Narodowe, zaprojektowane przez “stettińskiego” architekta Wilhelma Meyera-Schwartau mieści się przy Wałach Chrobrego (dawnej Hakentarasse). W tej chwili oprócz wystaw stałych muzeum proponuje wystawy czasowe, w tym wystawę dwóch rzeźb urodzonego w Stettinie artysty Bernharda Heiligera – „Panta Rei III” oraz „Wiążąca snopek”. „Wiążąca snopek” to jedna z pierwszych rzeźb artysty powstałych jeszcze w Stettinie. Bardzo ważne dzieło, ponieważ tych dzieł stettińskich jest mało, a późniejsze jego prace utrzymane są już w zupełnie innym stylu. Niestety rzeźby nie było na wystawie i pracownice muzeum nie umiały nam powiedzieć, gdzie się znajduje, „bo przecież była i nawet został po niej ślad”. Druga rzeźba, „Panta rhei III” jakże inna od tej pierwszej, i to po niej można byłoby się spodziewać, że gdzieś sobie popłynie, jest i jakiś czas można ją jeszcze podziwiać. 
Na placu przed Ratuszem Staromiejskim oglądać można od roku 2007 rzeźbę „Wielki łuk”, przekazaną muzeum w depozyt przez fundację Bernhard Heiliger Stiftung w Berlinie. Przechodnie ją często mijają, a dzieciom służy jak plac zabaw. 
https://muzeum.szczecin.pl/wystawy/czasowe/1380-panta-rei-iii-oraz-wiazaca-snopek-bernharda-heiligera.html

Speluna, to Pub Piwnica przy ulicy Dworcowej, blisko Książnicy. Ja to miejsce poznałam tylko z dobrej strony i tylko w dzień. Domowe obiady, dobre i w przystępnej cenie. Nie polecamy potraw wegetariańskich. Przepraszam, jeśli kogoś uraziłam, za spelunę. 

Żabka to żabka, a proszek to kisiel.

Sedina i Herkules walczący z centaurem, to dzieła wybitnego rzeźbiarza Ludwiga Manzla. Herkules walczy nadal przed Gmachem Głównym Muzeum Narodowego w Szczecinie, a Sedina „pożeglowała” podczas II wojny światowej w niewiadomym kierunku. 

Mogolska* imambara** w Lucknau***

Tanja & Joasia (& Wikipedia & Adminka)

czyli labirynt****

Przypis Adminki: Joasia przysłała zdjęcia z takim podpisem: “mogolskie imambary w Lucknau, czyli labirynt”. Wstawiłam zdjęcia do wpisu i wydało mi się, że być może nie wszystko jest jasne. Więc opatrzyłam je przypisami i własnymi komentarzami.

*

Mogolska, czyli zaliczana do kultury mogolskiej. W polskiej Wikipedii czytamy:

Państwo Wielkich Mogołów (pers. ‏امپراتوری گورکانی‎) – muzułmańskie państwo w północnych Indiach rządzone przez dynastię pochodzenia turecko-mongolskiego zwaną Mogołami lub Wielkimi Mogołami. Istniało od XVI do XIX wieku, a jego założycielem był Babur, władca wywodzący się ze środkowoazjatyckiej dynastii Timurydów. U szczytu potęgi (od końca XVI do początku XVIII wieku) było jednym z najpotężniejszych imperiów epoki nowożytnej.

**

Imabara – w niemieckiej Wikipedii czytamy:

Imambara (Urdu چھوٹا امامباڑا, Hindi छोटा इमामबाड़ा) znaczy dosłownie „domek imama“ (chodzi o imamów szyickich), ale w rzeczywistości jest to mauzoleum a czasem po prostu miejsce kultu.

W angielskiej Wikipedii czytamy:

Bara Imambara, albo Asfi Imambara – zespół imambar w Indiach, w miejscowości Lucknow*** wzniesiony przez Asaf-ud-Daula, nabab***** prowincji Awadh****** w roku 1784. Bara oznacza wielki. Budynek jest jednym z największych pomieszczeń przykrytych sklepieniem na świecie – jest wysoki na 15 m, ma długość 50 metrów i szerokość – 16 m. Poddasze Wielkiej Imambary jest ogromnym trójwymiarowym labiryntem.

Chhota Imambara została zbudowana w roku 1837, była początkowo hussainią******, w której pochowany został kolejny nabab Awadh, Muhammad Ali Shah wraz z matką. Chhota Imambara z uwagi na swe wspaniałe oświetlenia nazywana jest też pałacem światła. Imambarę otacza Char Bagh********, czyli typowy ogród perski.

***

Lucknow

We francuskiej Wikipedii czytamy:

Lucknow lub Luknau (hindi: लखनऊ – urdu : لکھنو) jest stolicą indyjskiego stanu Uttar Pradesh. Przez miasto przepływa rzeka Gomtî, dzieląc je na dwie części (Trans-Gomti i Cis-Gomti). Miasto Lucknow jest położone w strefie sejsmicznej 3 stopnia.

W angielskiej Wikipedii czytamy:

W Luknau urodził się w roku 1940 Cliff Richard (prawdziwe imię i nazwisko: Harry Rodger Webb), brytyjski piosenkarz rockowy; był pierwszą gwiazdą rocka, którą w roku 1995 królowa Elżbieta uhonorowała tytułem arystokratycznym i w ogóle pierwszą gwiazdą brytyjskiego rocka. Był założycielem i frontmenem zespołu The Shadows; dziś jest trzecim po Beatlesach i Presleyu najlepiej sprzedawanym muzykiem angielskim. Jego piosenkę Move it z roku 1958 uważa się za pierwszy prawdziwy hit muzyki rockowej.

****

Labirynt

Zob. przypis **

Plucie w labiryncie i w ogóle

To jest labirynt przodków i dziedzictwo kultury, nie profanuj jego znaczenia plując.

Nie pluj

Przypis adminki: Napis może wydawać się dziwny, ale w Indiach wszyscy mężczyźni plują i charczą. Również sikają. Gdy byłam w Indiach w 1994 roku, spotykałam się z tym na każdym kroku. Pluli nawet w basenie w eleganckim i drogim hotelu. Na pytanie dlaczego plują, odpowiadali, że powietrze jest suche i pełne pyłu. Na pytanie, dlaczego zatem kobiety nie plują, nie odpowiadali. Jeśli chodzi o męskie sikanie w miejscach publicznych – zjawisko wydaje mi się znacznie bardziej powszechne i nie ograniczałabym jego występowania do Indii.

*****

Nabab

W arabskiej Wikipedii czytamy, że jest to arabski tytuł نائب oznaczający gubernatora, czyli wielkorządcę. Przypis adminki: Czyli Sancho Pansę w Baratarii.
W polskiej Wikipedii czytamy, że jest to tytuł muzułmańskiego księcia w Indiach, zwłaszcza w Bengalu, potocznie bogacz. Tytuł nadawany przez władców mogolskich namiestnikom prowincji.

******

Awadh

W polskiej Wikipedii czytamy:

Region w stanie Uttar Pradesh graniczący od północy z Nepalem. Mieszkańcy używają języka Awadhi. Nazwa regionu pochodzi od miasta Ayodhya, stolicy starożytnego królestwa Kosala.

*******

Hussainia (z Wikipedii po niederlandzku)

Hoseiniye (arabski حسينية Husainīya, perski: حسینیه Hosseinieh) inaczej Ashurkhana lub Imambargah – sala szyickich spotkań rytualnych, która jednak nie jest meczetem, gdzie odprawia się nabożeństwa.

********

W angielskiej Wikipedii czytamy:

Charbagh or Chahar Bagh (perski: چھار باغ chahār bāgh, hindi: चारबाग़ chārbāgh, urdu: چار باغ chār bāgh, oznacza dosłownie “four gardens”) to perski i indyjsko-perski czworokątny ogród, mający przypominać Raj, tak jak został opisany w Biblii i w Koranie. Niekiedy czworokątne ogrody otaczają okrągłe sadzawki. Dróżki, trotuary lub strumienie dzielą ogród na cztery części. Czworokątne ogrody perskie znaleźć można w całej Azji zachodniej, w tym oczywiście również w Iranie i w Indiach. Wiele dywanów perskich, które z założenia miały na pustyni zastępować prawdziwy ogród, jest podzielonych na cztery części jak ogród rajski.

Baburnama | Collection of the National Museum New Delhi

I wszystko jasne, prawda?

Paula Rego

for Kate & Clint

Me

She died two weeks ago and everybody wrote some words about her. So I decided to do it also, but on different way.
On March 2022 I saw her exhibition in Bristol in a big gallery Arnolfini.
Now, knowing she died, I took rather that exhibition text to remember her as everything, that should be written about her now as a hommage. In that text she is still alive.

She

Paula Rego, (26 January 1935 – 8 June 2022) was a Portuguese-British visual artist known particularly for her paintings and prints based on storybooks. Rego’s style evolved from abstract towards representational, and she favoured pastels for much of her career. Her work often reflects feminism, coloured by folk-themes from her native Portugal.

Rego studied at the Slade School of Fine Art, University College London, and was an exhibiting member of the London Group, along with David Hockney and Frank Auerbach. She lived and worked in London.

In 1957 she returned to live in Portugal with her husband, the painter Victor Willing, and their three children, before finally settling in London in 1963.

In 2009 The Casa das Histórias, a museum dedicated to Rego, opened as a permanent home to the artist’s entire collection of over 200 prints alongside drawings, preparatory works and paintings loaned by the artist.

Major solo exhibitions and retrospectives have been key to Rego’s extensive career, with her work housed in major public and museum collections all over the world.

Rego explores themes of power, rebellion, sexuality and gender, grief and poverty, often through female protagonists. One of the most important figurative artists of her generation, her work ranges from painting, pastel, and prints to sculptural installations.

The Exhibition

Rego makes a welcome return to Bristol (almost 40 years after her first exhibition here in 1982-83), creating an opportunity for a new generation of visitors to explore the artist’s rich and imaginative world. Featuring over 80 prints from across Rego’s extensive career, the exhibition explores her interweaving wit and dark humour, delving into the art of storytelling through Rego’s reinterpretations of well-known narratives and classic tales, repositioning the role of women at their centre.

Subversive Stories also looks deeper at Rego’s mastery of the printed medium, exploring the process of printmaking as it informs Rego’s multi-layered interpretations, bringing shadowy readings to childish mischief, whilst casting a light on present-day politics, most notably those affecting women.

Bringing together early examples of experiments in etching and lithography, her much-loved series Nursery Rhymes, Peter Pan, Jane Eyre and the Pendle Witches, and less familiar stories, such as The Prince Pig and The Curved Planks, Rego pulls us into a world of not so ‘wicked’ women, childhood adventure, and folklore and fairy tales, in which the underdog reigns supreme, as Rego reinforces her reputation, taking ‘the side of the beauty not the beast.’

Warning

Please note, this exhibition includes images that explore sexuality, abortion, and the practice of female genital mutilation.


Subversive Stories

Arnolfini welcome us to venture into the extraordinary imagination of Paula Rego, one of the leading figurative artists of our generation. Known for her powerful paintings and dynamic storytelling, she has also harnessed the alchemical power of printmaking, drawing audiences into her disquieting world.

Embracing etching and lithography at art school, Rego later recalled it was a relief from painting: ‘It’s like swimming after you have been on a dry land for so long.’ The spontaneity and fluidity found in printmaking can also be likened to the act of oral storytelling. Having learnt English at a young age, Rego’s own stories intertwine the fairy tales, folklore and fables of both, Portugal and England (her adopted home).

As a child Rego would play with a miniature Spanish theatre acting aut the everyday and filling the pages of diaries and sketchbooks with ilustrated word and images. Her subsequent work explores a multitude of themes including power, rebellion, sexuality, gender, religion, and the inherent brutality of life. Like her subject matter, the inspiration for her stories is vast, encompassing childhood, fairy tales, opera, politics, and her own interior world.

Mist I (from Pendle Witches series)
Paula Rego 1996
etching and aquatint
plate size 35.8 x 29.5 cm / paper size 67.5 x 52.1 cm
Edition of 30
Courtesy Paula Rego and Cristea Roberts Gallery, London
©️ Paula Rego
 

It is within these hybrid, interwoven stories, that Rego reinterprets and subverts narratives. Placing women and girls at their centre, her storytelling challenges established gender roles, fuels sexual ambiguity, undermines the innocence of children, and interchanges traditional notions of good and evil.

Rego utilises the implicit nature of storytelling as a subversive act, employing its shapeshifting qualities to explore an idea from multiple angles, often in series. In similar manner she draws on the metaphorical possibilities of printmaking, a medium reliant upon the contrast between light and shade. Childish mischief is embodied with darker meaning, whereas the harrowing practice of illegal abortion is brought out of shadows.

Within these ‘subversive stories’ Rego draws together the multilayered language of print with an age-old love of literature, reminding us taht: ‘it is through stories that we interpret the world around us’. A master of reinterpreting, reimagining, and reinspiring it is with glee that she shares (in recent documentary) that she is, still, ‘always looking out for a story’.

Podcast


Berlin, 10th of June 2022

Stulecie przeszkód / Jahrhundert der Hindernisse

Trzeci piątek miesiąca. Od początku roku to już tradycyjny termin, kiedy my trzy, Ela Kargol, Krystyna Koziewicz i ja, zapraszamy do Polskiej Kafejki Językowej na spotkanie z literaturą.

Piątek, 17 czerwca 2022 o godzinie 19
Daniel Lis, Stulecie przeszkód
SprachCafé Polnisch
Schulzestr. 1
13187 Berlin-Pankow, direkt am S-Bhf Wollankstr


https://sprachcafe-polnisch.org/

__________________________________

To nie jest tylko opowieść o sporcie i wielkich ideach.

To wciągająca historia ludzkich nadziei i ambicji, lęków, słabości i dramatycznych wyborów oraz najtrudniejszych walk, które toczą się poza stadionami.

Książka Daniela Lisa daje niespotykanie szeroki i świeży wgląd w historie polskich olimpijczyków i paraolimpijczyków. Autor konfrontuje z sobą źródła, wyszukuje nieznane dokumenty i rzuca nowe światło na historie – wydawałoby się – już opowiedziane. Jako pierwszy opisuje polski wątek najkrwawszego wydarzenia w historii igrzysk – zamachu w Monachium. Zastanawia się z polskimi narciarkami, czy wesprzeć radziecki protest i dostać medal, czy powiedzieć prawdę i zająć czwarte miejsce. Tropi wojenne losy mistrza boksu, które ten w czasach stalinizmu wolałby przemilczeć: siedział w więzieniu, obozie, pracował na kolei, a może służył w Wehrmachcie? Ze sztangistą Ryszardem Tomaszewskim, multimedalistą paraolimpijskim, wraca do stanu wojennego i uścisku dłoni z księciem Karolem.

“Na pierwszym planie walka Polaków o złoto, srebro lub brąz, a w tle – wielka historia i wielki teatr kolejnych olimpiad. Legionista Adam otrzepał się z pyłu wojennego i bierze przeszkody na paryskim hipodromie, oszczepniczka Marysia przemawia się z Hitlerem w loży honorowej, sędzia sportowy Jakub z Kalisza – Jakow z Izraela ginie w zamachu terrorystycznym w Monachium. Detektywistyczne rekonstrukcje, nowe, żywe wiadomości o wydarzeniach i charakterach. Czytam i zamieniam się w świadka. Gorąco polecam.”


Małgorzata Szejnert

“Daniel Lis od lat jest redaktorem moich książek, najlepszym z trenerów. Tym razem to on startował w zawodach, pisząc książkę, a ja dopingowałam, ile wlezie. Dobiegł do mety ze znakomitym wynikiem. „Stulecie przeszkód” jest świetnie napisane, a dbałość autora o szczegół, wyciąganie na światło dzienne faktów zapomnianych, choć fascynujących, i prostowanie przekłamań zasługują na złoty medal. Proszę też przygotować chusteczki, bo jest tu masa wzruszeń. A poza tym trudno nie płakać, kiedy na olimpijskim podium staje polski sportowiec.”


Magdalena Grzebałkowska

***

Daniel Lis – redaktor książek non-fiction, reportaży i biografii, absolwent Wydziału Studiów Międzynarodowych i Politycznych Uniwersytetu Jagiellońskiego. „Stulecie przeszkód. Polacy na igrzyskach” to jego reporterski debiut.

***

Fragment tekstu:

Przygotowania do igrzysk olimpijskich w Berlinie:

Jerzy Rogowicz, korespondent „Kuriera Warszawskiego”(…) pisze: „I oto, przybywszy do Berlina odnoszę wrażenie, iż zmieniło się tak wiele, że niemal podróż moja okazuje się niecelowa. Jakże bowiem inaczej myśleć ma ktoś, kto pragnie obserwować dalszy rozwój rewolucji hitlerowskiej, skoro tej rewolucji – w ogóle nie zastaje. Tak jest: w Berlinie dzisiaj hitleryzmu w dotychczasowym znaczeniu tego słowa właściwie nie ma. (…) Nie sądźcie, że Berlin wygląda dziś tak, jak gdyby nie istniał narodowy socjalizm. Nie. Widać, że istnieje i widać, że rządzi. Ba, dawno nie było tylu swastyk, spływających na czerwonych wstęgach z okien, drzewiec i masztów, co teraz. Ale płyną one w jednej, wielkiej fali olimpijskiej z innymi sztandarami. Dziś w Berlinie to nie oznaka hitlerowska, lecz niemiecka. Wszak zdobi ona już dziś chorągiew państwową”.

Rogowicz odnotowuje, że gazety przestały pisać o polityce wewnętrznej Rzeszy, a z ulic zniknęli polityczni agitatorzy oraz wielkie samochody głoszące propagandę przez megafony. Sklepy i restauracje przybrane są niezliczonymi chorągiewkami, gości witają napisy w różnych językach – najczęściej po angielsku i francusku, potem po polsku i włosku. Rogowicz dostrzega tabliczki: „Tu się mówi po polsku”, a nawet „Serdecznie witamy polskich gości”.

____

Unser Gast ist Daniel Lis, Trainer und Redakteur. Das Buch “Ein Jahrhundert der Hindernisse. Polen bei den Olympischen Spielen” ist das Buchdebüt des Autors.

Auf der Website des Verlags ist zu lesen:
Dies ist eine fesselnde Geschichte über menschliche Hoffnungen und Ambitionen, Ängste, Schwächen, dramatische Entscheidungen und die härtesten Kämpfe, die außerhalb der Stadien stattfinden.
Das Buch von Daniel Lis gibt einen breiten und sehr frischen Einblick in die Geschichte der polnischen Olympioniken und Paralympioniken. Der Autor recherchiert akribisch, findet massenweise unbekannte Quellen und Dokument, wirft ein neues Licht auf Geschichten, die man bereits erzählte, nur eben anders und überhaupt nicht so spannend. Er ist der erste, der den polnischen Faden des blutigsten Ereignisses in der Geschichte der Spiele – des Münchner Bombenanschlags – beschreibt. Er fragt sich mit den polnischen Skifahrerinnen, ob sie den sowjetischen Protest unterstützen und eine Medaille bekommen oder die Wahrheit sagen und nur Vierte werden sollen. Er zeichnet das Kriegsschicksal eines Boxchampions nach, über das der in der stalinistischen Zeit lieber geschwiegen hätte: War er im Gefängnis, in einem Lager, bei der Eisenbahn oder vielleicht bei der Wehrmacht? Mit Ryszard Tomaszewski, einem Paralympics-Athleten und Medaillengewinner, kehrt er zum Kriegsrecht und zum Händedruck mit Prinz Charles zurück.


Das Treffen findet auf Deutsch statt.

Events – 1 x w Szczecinie & 2 x in Berlin

Berliner Vorschläge auf Deutsch – unten

Prezentacja książki „Śladami Muru Berlińskiego”

Data: 14 czerwca 2022, godz. 17:00
Miejsce: Sala Stefana Flukowskiego

Zapraszamy na prezentację książki „Śladami Muru Berlińskiego” autorstwa  Joanny Trümner, Krystyny Koziewicz i Elżbiety Kargol, której inicjatorką, redaktorką i wydawczynią jest Ewa Maria Slaska.

O Murze Berlińskim napisano setki książek. Autorki – trzy kobiety, Polki z Berlina, które dotykały muru od zachodniej strony, po trzydziestu latach od jego upadku jeszcze raz spróbowały przypomnieć sobie tamte czasy. Każda inaczej, osobiście i każda jednak z polskiej perspektywy. Podczas spotkania dowiemy się także co ma wspólnego Mur Berliński ze Szczecinem…

Spotkanie poprowadzi dziennikarz i eseista Bogdan Twardochleb.

Henryk Bereska (1926-2005), którego wiersz autorki przytaczają w swojej publikacji, był poetą, aforystą i tłumaczem literatury niemieckiej na polski i polskiej na niemiecki. Mieszkał przez 28 lat “za Murem” czyli w Berlinie Wschodnim i ten temat odcisnął głębokie piętno na jego życiu i twórczości i wracał wielokrotnie w jego poezji.


Diskussion, Musik, Performance

STEPHAN KRAWCZYK – EIN WIDERSPENSTIGER POET

Mittwoch, 15.6.2022, 19:00

Krawczyk - Er denkt anders als die meisten, er schreibt, er singt, spielt Gitarre und Bandoneon, er zeigt Haltung. Er war ein unbequemer DDR-Bürger, auf ihn wurde ein Attentat verübt in der DDR, die Stasi brachte ihn ins Gefängnis und er wurde aus der DDR ausgewiesen. Stephan Krawczyk ist ein Liedermacher, ein widerspenstiger Poet!

Mehr HIER

Erleben Sie am 15. Juni Lieder, Texte und Gespräch mit Stephan Krawczyk in der Gedenkstätte Berliner Mauer

Moderation: Prof. Jürgen Haase

Näheres finden Sie hier: https://www.stiftung-berliner-mauer.de/de/gedenkstaette-berliner-mauer/besuch/programm/stephan-krawczyk-ein-widerspenstiger-poet

Wir freuen uns auf Ihr/Euer Kommen!

Herzliche Grüße
Angela Henkel & Prof. Jürgen Haase


Und noch eine Ansage auf Deutsch!
STAATSOPER FÜR ALLE

Samstag, 18. Juni 2022, 18:00 Uhr

Staatsoper Unter den Linden
Bebelplatz
Unter den Linden
10117  Berlin

Live-Übertragung
Eintritt frei, keine Kartenpflicht

Prinzessin Turandot will niemandem gehören. Dafür ist sie bereit, alles zu geben. Bisher ging die Strategie auf, um sich lästige Verehrer vom Hals zu schaffen: Jeder, der sie heiraten will, muss drei Rätsel lösen. Wer das nicht schafft, bezahlt mit dem Leben. Hunderte versuchen ihr Glück und fallen der grausamen Gewaltherrschaft Turandots zum Opfer. Doch dann taucht ein Mann auf, der die Rätsel lösen kann…

»Turandot«
Dramma lirico in drei Akten (1926)

Musik von Giacomo Puccini

Text von Giuseppe Adami und Renato Simoni nach Carlo Gozzi

Giacomo Puccinis letzte Oper »Turandot« blieb unvollendet. Der Komponist fand bis zu seinem Tod keine Wendung für die finale Liebesszene, die ihn überzeugte. Erst nachdem sein Freund, der italienische Komponist Franco Alfano, das Finale, das heute weltweit zu hören ist, nach den Skizzen Puccinis zu Ende komponiert hatte, wurde die Oper im April 1926 an der Mailänder Scala uraufgeführt und zu einem bahnbrechenden Erfolg.

In »Turandot« verwendet Puccini ein bis dahin unbekanntes Farbspektrum fernöstlicher Melodien im Orchester und spürt den Klängen des alten chinesischen Kaiserreichs nach. Dem begegnet der Regisseur Philipp Stölzl, der neben Musik- und Sprechtheater vor allem Spielfilme, Werbespots und Musikvideos inszeniert, mit einer von Schwarzer Romantik gezeichneten surrealen Bildsprache.

  • Sprache: In italienischer Sprache mit deutschen und englischen Übertiteln