Reblog: Pieszo wzdłuż granicy

Bogdan Twardochleb, redaktor naczelny comiesięcznego dodatku Przez granice do Kuriera Szczecińskiego, zawsze rozsyła pdfy z nowym wydaniem swojej gazety. To ciekawa publikacja, chętnie ją czytam, a ostatni numer zainteresował mnie bardziej niż inne, i to nie (tylko) dlatego że był tam mój artykuł, lecz z uwagi na tekst niemieckiej dziennikarki, Isabel Stettin, o jej pieszej wędrówce, a ja nadzwyczaj lubię opowieści o wędrówkach.

I bardzo lubię Odrę.

do odczytu pieszo 1200 kilometrów od Seelow do Szczecina

Isabel Stettin

W niedzielny wieczór słońce nurza się w pastelowym różu pomarszczonych wód Odry. Na brzegu szyld: ,,Witamy w Polsce”. Obok trzej młodzi mężczyźni podpierają terenowy samochód, drzwi są otwarte. Milcząc palą papierosy. Przed nimi kołysze się „Bez Granic. Ohne Grenzen“ – jedyny prom, który pokonując graniczną rzekę, kursuje między polskimi Gozdowicami a niemieckim Güstebieser Loose.

Rodzina kaczek spieszy się do Brandenburgii. – „Jeśli chciałaby pani na drugą stronę, musi pani czekać do pojutrza” – młodzi Polacy pokazują na rozkład rejsów. W poniedziałek niemiecko-polskie połączenie ma dzień odpoczynku.

***
Minęło prawie ćwierć wieku od podpisania przez ówczesnego kanclerza federalnego Helmuta Kohla i polskiego premiera Jana Bieleckiego układu o dobrym sąsiedztwie i przyjacielskiej współpracy. Z sąsiadem ze wschodu łączy mnie niewiele, a on przecież zawsze jest obecny. Za każdym razem, kiedy wymieniam moje nazwisko: Stettin. Brzmi jak nazwa polskiej granicznej metropolii, do której teraz chcę się zbliżyć.

To portowe miasto określane było wcześniej jako brama Berlina na Bałtyk. Kiedy Stettin stał się polskim Szczecinem, miasta odsunęły się od siebie. Dziś podróż pociągiem między nimi trwa o trzydzieści minut dłużej niż przed drugą wojną światową, przy czym Szczecin, oddalony o 120 km od Berlina, jest najbliżej niego położonym wielkim miastem. Mimo to moi znajomi wybierają na weekendowy wypad Lipsk i Hamburg: – ,,Szczecin? A gdzie to właściwie leży’?”

Chcę sobie wyrobić swój obraz sąsiedztwa w osobliwym kraju ,,pomiędzy”. Brandenburgia jest dla mnie przynajmniej tak samo obca jak zachód Polski. Trasa do przejścia, po lewej i po prawej stronie Odry, około dwustu kilometrów pieszo, W plecaku: namiot przewodnik z polskim słowniczkiem, mapa dla rowerzystów.

Nierzadko wędrowcy gubią się w regionie granicznym.

do odczytu pieszo 2
Zanim poprowadzi mnie rzeka, warto cofnąć się w przeszłość. Wędrówka zaczyna się siedemdziesiąt kilometrów na wschód od Berlina i dwadzieścia przed granicą. Na Wzgórzach Seelow odrzańska ofensywa Armii Czerwonej zostawiła spustoszony krajobraz. Jeszcze dziś odnajduje się i chroni zwłoki zabitych. W kwietniu 1945 roku, w ostatniej wielkiej bitwie drugiej wojny światowej, zginęło tu około 47 tysięcy żołnierzy rosyjskich, niemieckich i polskich.

Deszczownia zrasza wodą trawnik i bezimienne groby na radzieckim Cmentarzu Wojskowym. Z pomnika patrzy w dal czerwonoarmista z brązu.

Bundesstrasse 1 z Seelow w stronę Odry rozcina krajobraz jakby była pociągnięta od linii. Wysokie jak domy kombajny suną przez bezkresne pola zbóż. W jęczmieniu zniknął sarniak. Za co drugim płotem ujada napis: ,,Uwaga, zły pies”. Jednorodzinne domki, rozsypane przed Küstrin-Kietz, oddalone są od siebie na grzeczną odległość. W trzecim domku z lewej, naprzeciw cmentarza, mieszka Karl-Heinz Henschel. Ma 89 lat, srebrnosiwe włosy zaczesane do tyłu i bystre spojrzenie.

Jeszcze przed początkiem wojny Henschel przeniósł się z rodziną ze wschodniej na zachodnią stronę Odry, na gospodarstwo, na którym mieszka do dziś. Dom jego dzieciństwa stoi w Polsce. Gdy W 1946 roku wrócił z angielskiej niewoli, jego rodzinny Küstrin nazwano nagle Kostrzyn. Był odgrodzony od pozostawionego w Niemczech cypla Küstrin-Kietz po drugiej stronie rzeki.

– Polacy bardzo ucierpieli od nas, Niemców. Tego nie wolno nam zapomnieć.

Henschel zabiera mnie ze sobą przez stalowy most, obok kantoru wymiany walut i stacji benzynowej. Co kilka tygodni ten emerytowany nauczyciel odwiedza swój rodzinny dom w Polsce. Małżeństwu, które tam mieszka, zanosi pralinki i dobre wino. To jest jego sposób budowania mostów, Nie nauczył się języka polskiego ,,z wszystkimi tymi szepczącymi dźwiękami”. Dlatego w czasie odwiedzin milczy, boi się, żeby nie został źle zrozumiany: – Cóż wielkiego mógłbym im powiedzieć? Ze jako chłopiec mieszkałem w ich domu?

Henschel żegna mnie na parkingu przy wejściu do polskich Pompei, ukrytych za gęstymi krzewami. W 1945 roku, krótko przed końcem wojny, Küstrin ogłoszono twierdzą, aby zatrzymać pochód Armii Czerwonej na stołeczny Berlin. Podczas ciężkich walk został prawie kompletnie zniszczony. Pół wieku po zakończeniu wojny Polacy zaczęli porządkować stare bastiony, rozsypujące się miasto ruin pod zaroślami: fundamenty, resztki okien, schody.

***
Odra nieczęsto obiera prostą drogę. Raz po raz kryje się za trzcinami. Kot wycieńczony upałem łazi ze swoimi małymi wokół czołgu przed Muzeum I Armii Wojska Polskiego: „Zamknięte do odwołania”.

Minęło pięć dni, za mną 80 kilometrów. Osinów Dolny leży dokładnie przy moście granicznym i jest znany z największego na świecie zagęszczenia zakładów fryzjerskich. Skorzy do zakupów niemieccy emeryci suną do Oder Center Berlin – ,,największego dla Berlina targowiska polskiego”, mimo że stolica Niemiec oddalona jest stąd o ponad godzinę drogi samochodem. Niemal od upadku żelaznej kurtyny hala targowa w dawnej papierni żyje z niemieckiego upojenia okazją do tanich zakupów. Wszystko musi być billig – tanie.

Siedemset stoisk, w hali i przed nią, kipi tandetą i kiczem. Pachnie szaszłyk i tanie plastiki. Ogrodowe krasnale stoją stłoczone, pod sztangami papierosów błyszczą słoiki z małosolnymi: ,,Tabak? Schon gekauft. Nächstes Mal bitte hier!” Ze wszystkich głośników dudni niemiecki przebój. Niektórzy kupujący starają się o ,,dzień dobry”, ,,dziękuję”. Wreszcie mówią Hallo, danke. No i tschüss.

Następnego dnia seniorzy w jaskrawych, kolorowych trykotach przemykają ścieżką rowerową Oder-Neisse (Odra-Nysa), kajakarze pływają przez niewidoczną granicę. Po trzydziestu kilometrach dostrzegam następny most. Tablica Krajnik Dolny kieruje do pobliskiej Doliny Miłości.

***

W czasie długiej nieobecności męża baronowa Anna Sophie von Humbert urządziła dla niego ten zaczarowany park. Przez ponad 160 lat pozdrawiała swego małżonka, Carla Philippa, chorągwią rozpiętą między dwoma bukami: „Witaj w dolinie, którą stworzyła miłość”. Ścieżki wiją się przez zalesione wzgórza z rozległym widokiem na dolinę Odry. Kwitną róże.

Nowym panem w Parku Miłości jest Ryszard Matecki: ciemne oczy, przystrzyżona bródka, 50 lat. Zanim w latach dziewięćdziesiątych on i jego żona Małgorzata uciekli od miejskiego życia w Szczecinie i zamieszkali w domu z XVIII wieku, poznawał historię regionu.

Przeszłość powinna stać się przyszłością wsi. Przy pomocy szczecińskiej organizacji ochrony przyrody i środków unijnych ożywił ten prawie zapomniany park. Wiele par zakochało się tu wcześniej. Młodzi mężczyźni padali na kolana przed swoimi ukochanymi.

Po 1945 roku park zasnął jak śpiąca królewna. Dolina Miłości w Zatoni Dolnej, która wcześniej nazywała się Niedersaathen, leżała w pasie granicznym, a tym samym na terenie zamkniętym. Odosobnienie doprowadziło do nieufności – mówi Matecki. Światła na jednym brzegu, które byłyby widoczne na drugim, były surowo zabronione. Dopiero po 1989 roku rzeka znów połączyła ludzi.

– Musimy doprowadzić do tego, żeby Niemcy nie wracali do siebie zaraz po zatankowaniu benzyny – mówi Przemysław Konopka, koordynator spotkań w stowarzyszeniu Park Doliny Dolnej Odry w Schwedt. Pierwszy transgraniczny obszar chronionej przyrody ciągnie się stąd aż do bram Szczecina. Konopka ma tutaj zbliżać Polaków i Niemców.

Schwedt troszczy się o dobre sąsiedztwo, organizując dwujęzyczne przedstawienia teatralne w Uckermärkische Bühnen, wspólne imprezy muzyczne i sportowe. W szpitalu pracuje wielu polskich lekarzy.

Docieram do ostatniej niemieckiej wsi przed granicą, Tylko kilka kilometrów od Szczecina Marta Szuster pokazuje, jak może wyglądać przyszłość. Jest wizerunkową kobietą pogranicza, pierwszą Polką w radzie gminy. O jej wyborze informowano w całym regionie. Razem ze swoimi rodzicami prowadzi zakład opieki w Hamburgu, wędruje między Odrą a Łabą, między gminą Mescherin, a rodzinnym Szczecinem.

Polacy osiedlają się w wioseczce od lat. Rodziny kupują puste domy z ogrodami lub place pod budowę, znów rozbrzmiewa gwar dzieci. Około 35-letnia kobieta pokazuje domy, które są do sprzedaży, i domy, w których mieszkają polscy znajomi. Na niemieckiej prowincji żyje się taniej i spokojniej niż w Szczecinie. Jest to szansa dla starzejących się gmin, z których młodzi Niemcy wyjechali. Ma się rozumieć, że wspólne życie Niemców i Polaków w wielu przygranicznych wioskach możliwe jest także dlatego, że tacy ludzie jak Marta Szuster są tłumaczami i pośrednikami. Jej syn i córka wychowują się w dwóch językach, przedszkole jest mieszane, krąg przyjaciół też: – Nasze dzieci są pierwsze, dla których region graniczny jest małą ojczyzną, Heimatem. Nie wyjadą stąd, bo tuż za drzwiami domu mają Szczecin, gdzie będą mogły studiować.

***

Szczecin może być sercem regionu granicznego, lokomotywą, która pociągnie za sobą strukturalnie słabe wioski. Po dziesięciu dniach i około dwustu kilometrach stoi przede mną tablica: Szczecin. Łamie język: ,,Schtschetschin”. Miasto, które ze swoim prawie pół milionem mieszkańców wydaje się po dziesięciu dniach samotności olbrzymie. Po lewej i prawej stronie rzeki siedzą młodzi Polacy ze szklankami koktajli. Statek wycieczkowy „Odra Queen” kołysze niemieckich turystów w kierunku szczecińskiego portu.

Tu Odra nie jest już rzeką graniczną. Płynąc przez miasto, wnosi do niego życie.

Isabel STETTIN mieszka w Stuttgarcie, studiowała w Bambergu komunikację, filozofię i politykę, uczy się w Szkole Reportażu Zwierciadło Czasu Giintera Dahla w Reutlingen (Badenia-Wirtembergia), pracuje jako wolny dziennikarz dla prasy, telewizji i mediów internetowych.    

Reblog: Przez granice

Przed kilkoma tygodniami umieściłam tu napisany po niemiecku wpis o uciekinierach w Berlinie: Flüchtlinge in Berlin. 25 września jego polska wersja, uzupełniona i zaktualizowana ukazała się w dodatku “Przez granice”, który raz na miesiąc Bogdan Twardochleb publikuje w “Kurierze Szczecińskim”. A teraz ja to rebloguję. To jest nowy wspaniały świat medialny!

Tekst był długi, Redakcja trochę go musiała skrócić, ja go wpisuję w całości, dodałam też dwa zdjęcia.

A tu są strony dodatku, gdzie można zobaczyć jak się na str. 1 i 4 prezentujemy w gazecie: przezgranice str1 /przezgranice str2-3 / przezgranice str4

Ewa Maria Slaska

Dobrze być wśród przyzwoitych

dobrze1Przez całe lato żyliśmy pod naporem informacji o uciekinierach. Prześladowały nas obrazy ludzi, umierających podczas ucieczki, nawiedzały nas myśli o katastrofie, o ostatnich dniach Pompei. Wiedzieliśmy i wiemy, że stoimy w obliczu nowej wędrówki ludów, takiej jak ta, która zmiotła z mapy Europy Cesarstwo Rzymskie. Z jednej strony baliśmy się, że coś się stanie tym, którzy chcą tu się do nas dostać, z drugiej – drżeliśmy z lęku przed zagładą naszego świata.
Był koniec sierpnia. W poczuciu, że trzeba nabrać do tego dystansu, że to się jakoś unormuje, że Europa znajdzie jakieś rozwiązanie, jakiś sposób na to, jak sobie poradzić z tym problemami tu, u nas, na miejscu, i tam, skąd ci ludzie uciekają, poszłam zobaczyć, jak żyją w Berlinie ci, którzy tu do nas dotarli.
Sama byłam przed 30 laty uciekinierką, a potem ponad osiem lat pracowałam w Opiece nad Uchodźcami berlińskiego Czerwonego Krzyża. Oczywiście nie można porównywać niemieckich doświadczeń polskiej uciekinierki politycznej z roku 1985 z sytuacją uchodźców wepchniętych do małej łódki na Morzu Środziemnym w roku 2015. Przyjechałam jak człowiek, byłam traktowana jak człowiek, a potem, gdy już pracowałam, traktowałam każdego, kto do nas przybył, jak człowieka.

W latach, kiedy pracowałam w Czerwonym Krzyżu, kilkakrotnie mieliśmy do czynienia z masowym napływem uchodźców, były lata, podczas wojny w Jugosławii, że było ich kilkaset tysięcy. I jakoś sobie z tym poradziliśmy, co więcej, nie tylko oni, uchodźcy, ale i my, kraj przyjmujący, odnieśliśmy z tej racji korzyści. Staliśmy się dzięki nim społeczeństwem wielokulturowym, nauczyliśmy się tolerancji i ciekawości Innych, rozszerzyliśmy nasze zainteresowania gastronomiczne… Poradziliśmy sobie, wchłonęliśmy ich, albo oni wchłonęli nas, zależy jak na to patrzeć. W pierwszych latach były protesty, lęki, demonstracje, ataki, również takie, gdzie ginęli ludzie. Wzrosła fala agresywnego neonazizmu, zaczęliśmy się bać, nie tyle ich, co nas samych, ale przecież wszystko się z czasem ułożyło, wygładziło, ustabilizowało.
Moi przyjaciele z tamtych czasów są wciąż, albo znowu, zatrudnieni w opiece nad uchodźcami. Dzwonię do Piotra Skrzędziejewskiego, który pracuje w jednym ze schronisk dla uciekinierów prowadzonych przez AWO-Mitte, Arbeiterwohlfahrt (Opieka Charytatywna nad Robotnikami, stara niemiecka organizacja opieki społecznej, założona w r. 1919) w dzielnicy Śródmieście. Arbeiterwohlfahrt, czytam w ulotce informacyjnej, to jedna z sześciu najważniejszych organizacji pomocy społecznej w Niemczech, a AWO-Śródmieście – w Berlinie. Stowarzyszenie prowadzi tu jedenaście schronisk dla uchodźców, gdzie mieszka 3500 osób. AWO zapewnia im nie tylko wyżywienie i dach nad głową, ale również opiekę społeczną.
Najładniejszym kolorem jest kolor kolorowy, głosi dowcipne hasło AWO latem 2015 roku.

Piotr prowadzi jedno z tych schronisk – Refugium an der Havel / Refugium nad Hawelą – od samego początku, od października 2013 roku. Jeśli zważyć, że w Berlinie prowizoryczne schroniska powstają właściwie codziennie, schronisko nad Hawelą ma już długą historię. Moja przyjaciółka Ewelina pracuje jako wolontariuszka w schronisku w naszej dzielnicy (Tempelhof), które powstało, bo na ulicy stanęło nagle dwieście osób. W ciągu trzech godzin w starym budynku szkolnym zorganizowano schronisko. Rozmyślam o tym, że od kilku lat w Berlinie nieustannie likwiduje się szkoły z uwagi na niż demograficzny. Zawsze nas to napawało troską, teraz przynajmniej wiemy, że stare szkoły nie będą niszczały, tylko posłużą ludziom. Inna moja przyjaciółka, Monika, która jako wolontariuszka uczy niemieckiego w schronisku na Zehlendorfie, mówi, że gdzieś w Niemczech musi być jakaś firma, która zarabia niezłe pieniądze na tym, że przyjeżdżają uchodźcy. W tych schroniskach zorganizowanych ad hoc, gdzie uciekinierzy sami sobie gotują, każdy dostaje zafoliowaną paczkę, a w niej dwa ręczniki, dwie ścierki do naczyń, dwa garnki, jeden duży, drugi mały, patelnię, dwa talerze… Ktoś to dla nich wyprodukował, zebrał, zafoliował, dostarczył.
***
Jest piękny letni dzień, gdy jadę odwiedzić Piotra i Reginę w Refugium nad Hawelą. Przed laty pracowałam z obojgiem w ogromnym schronisku na Streitstraße na Spandau. Wczoraj ktoś podpalił halę sportową na terenie schroniska w Nauen, nieopodal Berlina. Zastanawiam się, jak się reaguje na taką informację, jak się jest pracownikiem schroniska? Nie tego, innego, jakiegoś.

Macie stracha?, pytam. Stracha? Nie, nie boimy się o siebie, odpowiadają, ale jednak trochę jest człowiekowi byle jak. Jasne. Trzeba by może wzmocnić kontrole na bramie i na terenie.

Po kilku dniach wyjaśnia się, że to nie był atak, tylko lekkomyślność dzieci ze schroniska. Można by odetchnąć z ulgą, ale kto wie, co z kolei to wyjaśnienie wywoła w i tak zaśmieconych głowach nowych i starych populistów. Spalą nas wszystkich żywcem w naszych własnych łóżkach! …

Teren schroniska jest rozległy i pięknie rozplanowany, parterowe budynki otoczone trawnikami stoją między sosnami, za drzewami płynie Hawela. Przez ostatnie lata budynki były puste, przedtem mieścił się tu dom opieki wielkiej firmy zarządzającej szpitalami – Vivantes. Jak na wczasach w Polsce w roku 1960, mówię. Bo to był rzeczywiście ośrodek wypoczynkowy, odpowiada Piotr, zbudowany w roku 1943 przez organizację Todt dla nazistów z zagranicy – przejeżdżali tu, by się, jakbyśmy to dziś określili, integrować z niemieckimi przyjaciółmi. Uśmiechamy się oboje, nieco rozbawieni tą leciutką ironią historii. Na łące, tam gdzie być może młodzi naziści z Włoch i Węgier palili ognisko, wolontariuszka w ramach zajęć z dziećmi założyła ogród warzywny do wspólnego użytku wszystkich mieszkańców. Każdy może przyjść i zebrać w ogrodzie marchewki lub kabaczka.

Wolontariuszy udziela się tu sporo, jak zresztą w każdym schronisku w Berlinie. Jak wszędzie, zajmują się głównie opieką nad dziećmi, zwłaszcza poza godzinami pracy zatrudnionych na etatach przedszkolanek, organizują wyjazdy, zwiedzanie miasta, a przede wszystkim uczą niemieckiego. Są to zarówno osoby prywatne, jak i członkowie różnych organizacji lokalnych, integracyjnych, interkulturowych, sąsiedzkich. Takie ogrody jak ten, który właśnie oglądamy, tzw. ogrody sąsiedzkie lub interkulturowe, to od wielu lat sprawdzona w Berlinie metoda integracji mieszkańców. Też mam taki ogródek w lokalnym ogrodzie sąsiedzkim na terenie nieczynnego lotniska Tempelhof. Dziś jest w ogrodzie tylko jedna osoba, bo na sąsiednim placu odbywa się festyn dla dzieci, zorganizowany przez wolontariuszy ze Stowarzyszenia Integracji Kulturowej.
dobrze3

Dzieci? pytam. Każdy przecież wie, że przyjeżdżają sami, uzbrojeni po zęby i zamaskowani, wojownicy Allacha.
Oczywiście dzieci. W schronisku mieszka 450 uciekinierów, w tym 250 dzieci! Przede wszystkim Syryjczycy, Albańczycy, również ci z Kosowa, Serbowie i Bośniacy, 21 osób z Iraku, 12 z Iranu, 9 z Erytrei. Ta lista jest jak lekcja wychowania obywatelskiego, temat – współczesne konflikty wojenne w Europie i na Bliskim Wschodzie. Brakuje tylko Palestyńczyków i Ukraińców, ale za to jest siedmiu Rosjan.

Oglądam całe schronisko. Trzy budynki, każdy podzielony na pięć bloków mieszkalnych. Pokoje kilkuosobowe, od dwóch do pięciu. W każdym bloku duża wspólna łazienka i kuchnia do użytku dla tych, którzy sami sobie gotują. Czysto, a nawet rzekłabym – bardzo czysto. Przed 20 laty, w schronisku na Streitstraße nigdy nie było tak czysto, a w poniedziałki budynki wyglądały po prostu tragicznie.
– Jakim cudem jest tu tak czysto?
– Bo firma zajmująca się sprzątaniem pracuje codziennie, również w soboty i w niedziele. Na Streitstraße w weekendy nikt nie sprzątał, a z kolei mieszkańcy nie mieli żadnych obowiązków i nic do roboty, dochodziło do pijaństw i rozróbek … Dlatego w poniedziałki w schronisku wyglądało jak w chlewie. Tu się sprząta przez siedem dni w tygodniu…

Refugium nad Hawelą to tak zwane schronisko pierwszego kontaktu, co znaczy, że przyjmuje uciekinierów, którzy właśnie przyjechali do Berlina, także tych, którzy na przykład dotarli tu pociągami z Węgier. Często przywozi ich policja, ale zgłaszają się też sami uchodźcy, może poinformowani przez kogoś, kto już tu jest, bo schronisko leży na obrzeżach miasta i wcale niełatwo tu trafić. Za moich czasów taka była funkcja naszego schroniska na Streitstraße, które nazywało się wtedy „dom przejściowy”, „Durchgangsheim”. W latach 90, w dobie anglicyzacji języka komunikacji społecznej w Berlinie, zostało przemianowane na „clearingstelle“ – „ośrodek clearingowy”. Denglisch, nazywał się ten język, coś w rodzaju polgielskiego. Teraz, w 20 lat później, wraca z powrotem język niemiecki.

– Zasadniczo uciekinierzy powinni u nas mieszkać nie dłużej niż trzy miesiące, tłumaczą mi Piotr i Regina. W tym czasie teoretycznie ich podanie o azyl powinno zostać rozpatrzone. Jednak zazwyczaj procedura trwa ok. pół roku. Jeśli nie, to i tak powinni się już od nas wyprowadzić do innych schronisk. Jednak ostatnio zostają dłużej, bo nie ma wystarczającej ilości domów, które mogłyby na stałe przyjąć uciekinierów. Naszym mieszkańcom to odpowiada, nie chcą się stąd wyprowadzać, często zdarza się, że płaczą przy przeprowadzce. W ciągu pierwszych trzech miesięcy zapewniamy im całkowitą opiekę wraz z wyżywieniem, potem otrzymują już pomoc finansową i sami sobie gotują. To zwykła pomoc finansowa, zasiłek, jaki otrzymują wszyscy potrzebujący w Niemczech czyli słynny Hartz IV, o którym „Polityka” napisała ostatnio, że to stypendium dla artystów.

Tak, oczywiście jest znacznie lepiej niż wtedy. Gdy w roku 1986 podjęłam pracę w schroniskach Niemieckiego Czerwonego Krzyża było to absolutnie niemożliwe. Osoby czekające na rozpatrzenie sprawy azylowej musiały mieszkać w schroniskach i korzystać z wspólnego wyżywienia. Dopiero po przyznaniu azylu bądź zgody na pobyt tolerowany lub też gdy zostały uznane za Niemców, co wtedy było jeszcze dość powszechne, otrzymywały pomoc społeczną wypłacaną gotówką i prawo do wynajmowania własnego mieszkania. Obecnie przepisy są jednoznaczne – po trzech miesiącach uciekinier zostaje zrównany w prawach z każdym innym mieszkańcem Niemiec. Jeśli biurokracja nie uporała się w ciągu trzech miesięcy z problemem, to jest to problem biurokracji. Nie mogę się nadziwić…

– A dzieci, pytam, mają prawo nauki?
Bo wtedy było tak, że dzieci tzw. „azylantów” nie podlegały przymusowemu obowiązkowi szkolnemu. Dlatego zorganizowaliśmy na Streitstraße rodzaj szkoły. Właściwie tylko dla dzieci, ale często przychodziły również matki. Niczego takiego jak obecne programy alfabetyzacji rodziców nie było i nikomu się o tym nie śniło. Teraz od pierwszego dnia pobytu dzieci podlegają obowiązkowi szkolnemu. Kolejna nowość, kolejny powód do zdumienia.

Idziemy na festyn, gdzie spotykamy się z lokalnym politykiem, przedstawicielem partii CDU (chrześcijańskiej demokracji) w dzielnicy Spandau. Robimy sobie wspólną fotografię i dostaję pozwolenie na jej publikację. Nawet w TAZ-u? pytam. To berlińska gazeta lewicowa, reprezentująca starą lewicę zachodnioniemiecką. „Oczywiście, również w TAZ-u, jeszcze mnie tam nie było.” Festyn przebiega w spokojnej atmosferze, dzieci są zainteresowane, korzystają z różnych ofert, tańczą, śpiewają, malują, szyją …

– Zawsze jest tak spokojnie?
– Oczywiście nie zawsze, ale to w końcu nic nadzwyczajnego, w każdej grupie dochodzi od czasu do czasu do konfliktów … Ale my, pracownicy, jesteśmy grupą międzynarodową, to znacznie ułatwia komunikację i pomaga w łagodzeniu zatargów.

Piotr jest Polakiem, Regina Niemką, która wyszła za mąż za Tamila, w schronisku pracują Afganka, Serbka, Tybetanka. Właśnie podchodzi do nas jeden z opiekunów, który kończy na dzisiaj obowiązki. Ahmad Mahayni, Syryjczyk, żonaty, dwoje małych dzieci. Przed dwoma laty przybył tu jako uciekinier, dziś mówi po niemiecku i pracuje. Pokazowy uchodźca, wzór szybkiej asymilacji. Umawiamy się na osobny wywiad. Chciałbym, żeby mi opowiedział, jak jest w Syrii.

Idziemy do stołówki. Po drodze mijamy gromadkę młodych mężczyzn siedzących na murku, każdy pochylony nad tabletem albo komórką.
– To nasza kafejka internetowa, a WiFi jest i na zewnątrz.

Odbieramy jedzenie w okienku i idziemy do sali. Jedzenie dostarcza firma cateringowa w dużych pojemnikach wstawianych do podgrzewaczy. Nie mam dobrego zdania o cateringu obsługującym jednostki komunalne, szkoły, szpitale, ale naprawdę jedzenie jest bardzo smaczne. Na ścianie koło stołu obraz.

obraztybet
– Obraz namalowała Dolgor Ser-Od, nasza pracownica, Tybetanka, pracuje w kuchni. To tybetańskie święto życia. Radośnie się rozmnażamy…
***
Wiem, że teraz każdy będzie wiedział lepiej, jak jest naprawdę i wszyscy mi zarzucą, że idealizuję. Ale tak było… Nie wiem, nie chcę i nie mogę uogólniać. Na pewno ten lęk, o nich i o nas samych, jest uzasadniony. Mój opis dnia w schronisku uchodźców jest przypadkowy. Pewnego przypadkowego dnia pojechałam do Refugium nad Hawelą, a i wybór miejsca, które odwiedziłam, był przypadkowy… Akurat tam pracują moi przyjaciele. Spędziłam w Refugium piękny spokojny dzień …
A następnego dnia przyjechały pierwsze pociągi z Budapesztu i świat zmienił się radykalnie. Nagle to zagrożenie, które było TAM, pojawiło się namacalnie TU. Z pociągów wysiadły nie dające się ogarnąć tłumy. Mimo to burmistrz Berlina, Michael Müller, nadal twierdził, że wciąż jeszcze możemy przyjąć wielu uchodźców. W tydzień później to samo powiedział minister gospodarki RFN, Sigmar Gabriel, mówiąc, że Niemcy spokojnie pomieszczą pół miliona ludzi. 31 sierpnia na konferencji prasowej Angela Merkel wypowiedziała słynne zdanie „wir schaffen es” – „damy radę”. Cały Berlin prześcigał się w miłości do cudzoziemców, a miejscowa firma komunikacyjna, BVG, przyznała uciekinierom przejazdy za darmo. Wokół tej enklawy „miłości” rozgrywał się zmasowany festyn nienawistników. Zewsząd informowano nas, mieszkańców Niemiec, że bieżąca opieka nad uchodźcami to niemiecki problem i nikt nas w nim nie będzie wspierał. Mało tego, już samo przyjmowanie uciekinierów jest winą, i że wściekła ludzka dobroć Niemców zniszczy Europę.
W pewnym momencie wiadomo było, że Niemcy też przestaną być dobrzy. 13 września tak się też stało. Koniec festynu „miłości” człowieka sytego do człowieka głodnego. Zamknęliśmy bramy.
A oni i tak przychodzą.
Gdy po 10 dniach nieobecności 15 września wracam pociągiem do Berlina, na peronach stoją grupy straży kolejowej i policji.
– Przybywają? pytam.
– Tak.
Specjalne pociągi z Monachium kieruje się na dworzec Schönefeld, znajdujący się na granicy miasta i Brandenburgii, co pozwala łatwiej rozlokować przybyłych nie tylko w Berlinie, ale również w Brandenburgii i Saksonii. Ale uciekinierzy docierają też przez inne granice i innymi drogami. Część z nich chce się wprawdzie dostać do Niemiec, ale nie chce się rejestrować. To najczęściej ci, którzy już gdzieś w innym kraju Unii złożyli podanie o azyl i na mocy konwencji dublińskiej nie otrzymają go w innym kraju. Niemcy wprawdzie zawiesiły działanie konwencji w stosunku do Syryjczyków, ale inni uciekinierzy nie mają takiej ochrony i nie wiedzę, czy zostaną przyjęci. Przy okazji informuję: To oni śpią na ulicach i to im potrzebne są śpiwory.
Ale tych zarejestrowanych jest wielokrotnie więcej. Jest ich tak wielu, że po kolei wszystkie schroniska przestają wystarczać. Już jest mowa o tym, żeby zająć na potrzeby uchodźców hale nieczynnego lotniska Tempelhof, a jest to najdłuższy budynek na świecie, a przynajmniej do niedawna tak uważaliśmy. Ale to się jeszcze waży. Za to już zajęte zostały koszary policyjne w dzielnicy Spandau. Budynki na co dzień stoją puste, są potrzebne tylko wtedy, gdy w mieście szykuje się jakaś wielka akcja, wymagająca wzmożonej obecności policji i przybywają funkcjonariusze z innych miast. Od 7 września uciekinierzy mieszkają też w namiotach ustawionych na dziedzińcu za koszarami. To w tej chwili największe skupisko uchodźców w mieście – w koszarach i namiotach mieszka 1600 osób.

namioty
Dzwonię do Piotra i mówię, że chciałabym zaktualizować naszą poprzednią rozmowę.
– Ach, u nas jest tak samo jak było, mówi Piotr. Nie ma żadnych zmian, ale oczywiście, jak chcesz to przyjedź, porozmawiamy… Umawiamy się na wtorek, 22 września.
W poniedziałek 21 września jadę do schroniska na Spandau. To co uderza już na samym wstępie, to niezwykły spokój. Półtora tysiąca ludzi to masa i hałas, tymczasem jest cicho i spokojnie. Dwie kobiety z wózkami wychodzą na spacer, koło portierni dwóch mężczyzn sprząta. Trzej strażnicy siedzący przy stole kawałek dalej, palą papierosy i cicho rozmawiają. Ktoś niesie wielki karton z chlebem, dwóch mężczyzn wyładowuje skrzynki soku z samochodu. Cisza. Słońce. Ostatni dzień lata. Dwóch młodych ludzi odprowadza mnie do człowieka, który zarządza magazynem. Oddaję koce i poduszki, z którymi targałam się przez pół miasta. Wiem, że to właśnie jest potrzebne, koce i poduszki, a nie, jak wszyscy sądzą, śpiwory. W schroniskach nie potrzeba śpiworów, bo gdy ktoś, kto używał śpiwora się wyprowadza, musi zabrać śpiwór ze sobą, nie można go przecież przekazać nikomu innemu.

Pytam referentkę prasową firmy PRISOD, która prowadzi schronisko, czy mamy zorganizować w Polsce zbiórkę pościeli, bo „moja redakcja” chętnie się podejmie takiego zadania i wysłuchuję interesującej wypowiedzi: Nie, dziękujemy. Berlińczycy są bardzo hojni, dostajemy dużo, tak naprawdę, to dużo za dużo, ubrań, pościeli, śpiworów, zabawek. Ale poza tym nie ułatwiajmy sobie zadań. Taka zbiórka w Polsce pozwoliłaby Polakom myśleć, że coś robią dla uchodźców, że nie przyglądają się bezczynnie. Jednak jeśli Polacy nie chcą się przyglądać bezczynnie, to powinni wzmóc nacisk na swój rząd i swoje społeczeństwo, by Polska też przyjęła uchodźców.
***
Następnego dnia, we wtorek rano problem uciekinierów przerasta nawet dobrodusznego burmistrza Berlina, Michaela Müllera. Na ekraniku w metrze czytam, że odwołał z emerytury Dietera Glietscha, byłego prezydenta policji, który zostanie na rok pełnomocnikiem ds. uchodźców.
Ja zaś zgodnie z umową jadę nad Havelę, do Piotra i Reginy. Nie ma ich. Jak to, przecież się ze mną umówili? Kiedy, dziś? Nie, kilka dni temu… No tak, a wczoraj o godzinie 14…
I tak to jest, jeszcze kilka dni temu wydawało się, że masy uchodźców przybywające do Berlina omijają senne, odległe Kladow, wczoraj o 14 okazało się, że już, natychmiast trzeba zorganizować nowe schronisko dla 250 uchodźców z Syrii, których zaraz przywiezie wojsko. Regina i Piotr od wczoraj urządzają nowe schronisko. Jadę więc z powrotem do miasta. Przydzielony budynek leży o godzinę jazdy autobusem i kolejką od Refugium nad Havelą. Jest pusty, nieużywany od kilku lat… Z jednej strony dobrze, w centrum, małe pokoje, większość z łazienkami, zadbane, ale wszystko nie wiadomo, czy sprawne i oczywiście nie urządzone. W pokojach leżą już materace i łóżka polowe, już też przyjechała firma, która będzie sprzątać, majster wymienia klucze, elektrycy i hydraulicy sprawdzają instalacje, szefowa kuchni już zamówiła mleko, herbatę, jednorazowe naczynia, sztućce. Już się gotuje duże garnki wody na herbatę i przygotowuje wielkie termosy z kawą.
Jednak jest stanowczo za mało rąk do pracy. Oferuję pomoc. Należę na Facebooku do grupy „Polacy w Berlinie bez nienawiści”, którą w pierwszych dniach września założył Viktor Kucharski. Dziś jest nas około 200 osób i wielka to pociecha być grupie ludzi szanujących uczciwe i przyzwoite wartości. Piszę więc, że potrzebujemy wolontariuszy. Najlepiej natychmiast. Po kilku minutach zgłaszają się dwie osoby, gdy przybędą na miejsce będzie ich troje… Od 18 cała trójka już pracuje ramię w ramię z pracownikami schroniska. Ja wychodzę, muszę wracać do domu, żeby skończyć pisanie tego reportażu.
– I jak będzie? pytam Piotra na pożegnanie.
– A co, piszesz powieść w odcinkach?
– Niewykluczone.
– Ciąg dalszy nastąpi.

Wtorek, 22 września 2015 roku godzina 23

Przez okno autobusu

Ewa Maria Slaska

Jaczo, Jaczko, Laco,Jacko, Jako, Jakso, Jaksa…

no… no tak, dobrze, jasne, Jaksa z Kopanicy, ten który bił pierwszą monetę, już chciałoby się powiedzieć, że polską, ale nie polską tylko słowiańską. Po niemiecku nazywa się go Jacza, Jaczo albo Jaczko i ma swoją ulicę, Jaczo-Straße, w berlińskiej dzielnicy Spandau, co się na słowiański wykłada Szpandawa. Na brakteacie nazywa się go Iacza de Copnic. Pieniążek jest słynny, znało go w Polsce każde dziecko szkolne, a pojawił się też u Nienackiego w Panu samochodziku i zagadkach Fromborka i w jednej z powieści Chmielewskiej, ale nie pamiętam, której.

Jaksa był ponoć wielkim władcą, ale właściwie nic o nim nie wiadomo na pewno. Może ożenił się z możną panną, siostrą Piotra Własta, a może córką, może mieszkał we Wrocławiu, może w Krakowie, w Miechowie, w Szpandawie, w Kopanicy, może ufundował klasztory, może pielgrzymował do Ziemi Świętej. Nic się z niczym nie zgadza, nic nie wiadomo, może po prostu było trzech Jaksów, jeden pielgrzymował, jeden się żenił, a jeden wzniecił powstanie przeciw Niemcom. Tak naprawdę to dla Polaków ważne jest tylko, że bił monetę, a dla Niemców, że się bił… W polskiej Wikipedii nie ma mowy o żadnym biciu się. Mieszkam jednak w Berlinie wystarczająco długo, żeby wiedzieć, iż Jaksa walczył z Albrechtem Niedźwiedziem, a tego zbója  każde polskie dziecko zna może nawet lepiej niż Jaksę.  Ważyły się losy, czy Brandenburgia będzie germańska czy słowiańska, a w terminologii tamtych czasów czyli XII wieku – czy będzie chrześcijańska czy pogańska. Jacza przegrał…

jaczoturmWracam autobusem z Gatow, gdzie zbierałam materiały do artykułu o uciekinierach, do centrum miasta. Nagle przez okno widzę strzałkę: Jaczoturm. Jaczo, Jaksa, wieża Jaksy… Lubię takie niespodzianki. Wysiadam na najbliższym przystanku i wracam pod napis. Trochę się kręcę bezradnie, ale dość szybko znajduję w przydrożnym lasku niepozorny murowany budyneczek. Po bokach jakieś reliefy i zatarty napis, przede mną leśny dukt. Za lasem już brzegi Haweli, która jest tu szeroka na dobre pół kilometra.

Nic nie rozumiem. Dlaczego ktoś wybudował taką wieżyczkę i dlaczego poświęcił ją Jaksie? Jaksa przegrał… I tyle. Tymczasem na tablicy informacyjnej naprzeciwko wieży znajduję dwie opowieści, zatytułowane Mit i Prawda. Obie fascynujące. I obie całkowicie (mi) nieznane.

Prawda jest jak jeden z odcinków Gry o tron. W roku 1150 umarł bezpotomnie słowiański władca Brandenburga i Brandenburgii, Przybysław, wujek Jaksy. Jego żona Petrissa zamiast przekazać włości męża bratankowi, podarowała je Albrechtowi Niedźwiedziowi. Jaksa się wściekł, ale umiał pohamować gniew, przyczaić się i doczekać sposobności, by odebrać to, co zgodnie z prawem dziedziczenia uważał za swoje. Sposobność nadarzyła się w kilka lat później, kiedy znaczne siły jego przeciwnika zostały związane na terenie Polski. Jaksa zdobył gród, ale Niedźwiedź odzyskał go 11 czerwca 1157 roku. Ten dzień uważa się za historyczny początek Marchii Brandenburskiej.

Legenda natomiast głosi, że Jaksa uciekł z Brandenburga a Niedźwiedź go gonił. Gdy dotarli do brzegów Haweli, Jaksa zostawił na drzewie ciężką tarczę i róg, i rzucił się wpław do rzeki, ale fala zaczęła go zalewać. Tonący książę wezwał na pomoc słowiańskiego boga Trigława, który mu jednak nie pomógł, i wtedy Jaksa miał zawołać do Boga chrześcijan, że da się ochrzcić, jeśli ten go uratuje. I proszę, bez trudu udało mu się przepłynąć na drugi brzeg. Miejsce, gdzie Jaksa odłożył tarczę i róg, nazywa się Schildhorn czyli dokładnie tak – Tarczaróg. I to właśnie zdarzenie upamiętnia wybudowana przed stu laty wieża Jaksy. Zresztą może to też legenda, bo są tacy, co twierdzą, że stała już ona w tym miejscu w latach 80 XIX wieku.

To zresztą wcale nie jest taka błahostka, przepłynąć na koniu przez rzekę. W 30 lat później w rzece Saleh w Anatolii utopi się wracający z krucjaty Fryderyk Barbarossa. Książę Józef Poniatowski też skoczył do rzeki i utonął.

PS. Napis na wieży Jaksy głosi:

Has per fauces, Jaczo, princeps slavorum,
ab Alberto Ursu pulsus, ad habelam evasit.
Anno Domini MCLVII.
Co oznacza:
Przez ten wąwóz Albrecht Niedźwiedź
ścigał słowiańskiego księcia Jaksę i wpędził go do Haweli.
Stało się to w Roku Pańskim1157.

Wąwóz? Nie nazwałabym tej ścieżki wąwozem. Ale cóż, może przed 800 laty była głębsza. W każdym razie na mapie zaznaczona jest jako Wąwóz Jaksy.

Koniec wycieczki do historii zaoczonej z okna autobusu. Wracam na przystanek i do rzeczywistości. Po pół godzinie jestem w centrum miasta i stoję przed domem, w którym w wczoraj zostało zorganizowane kolejne schronisko dla uciekinierów. Zamieszka w nim 200 Syryjczyków, którzy uciekali, niektórzy może wpław przez morze.

Reblog: Hrabia i Madonna

Ten tekst ukazał się wiele lat temu w Kurierze Szczecińskim. Przez jakiś czas miałam tam taką małą rubrykę, która nazywała się Ulice Berlina i pisałam o wszystkim, co się zdarza i spotyka w tym mieście… Felieton o panu hrabim i Madonnie powstał dzięki Ojcu. Poszliśmy do Galerii Malarstwa (Gemälde Galerie) i staliśmy długo przed Madonną z liliami Botticellego. Opowiedziałam mu, co wiem o tym obrazie. Przypomniała mi się tamta wizyta w muzeum i tamta opowieść, bo jutro w Berlinie wernisaż wielkiej wystawy Botticellego, a wczoraj była rocznica śmierci Ojca. Wśród licznych obrazów sprowadzonych na wystawę z muzeów na całym świecie znajdzie się też jeden, którego sprowadzać nie trzeba, bo jest na miejscu, a znalazł się w Berlinie z przyczyn… polskich.

Ewa Maria Slaska

Hrabia i Madonna

mojemu Ojcu w rocznicę śmierci 

Był jednym z tych, którzy potrafią zrealizować swe młodzieńcze postanowienia. Jego cele były na miarę epoki i rodziny, w której się urodził i wychował: powiększyć majątek, dobrze się ożenić, utworzyć ordynację, wstąpić do dyplomacji, zdobyć tam czołową pozycję i założyć galerię obrazów.

Hrabia Atanazy Raczyński, urodzony w roku 1788 w Poznaniu, brat Edwarda, założyciela słynnej Biblioteki, żył 86 lat i spełnił wszystko, co sobie jako młody człowiek zamarzył. Zanim jednak do tego doszło, panicz Atanazy wstąpił do wojska i brał udział w kampanii napoleońskiej, gdzie służył przez trzy lata, co przyniosło mu Virtuti Militari, los jednak oszczędził mu klęski, poniewierki i niewoli. W roku 1810 wyszedł z wojska i wziął się za konsekwentną realizację planów prywatnych. Wstąpił na służbę do króla saskiego i w chwili, gdy niedobitki wojsk napoleońskich uciekają spod Moskwy, hrabia Atanazy rozpoczyna karierę dyplomatyczną jako radca poselstwa saskiego w Kopenhadze i w Paryżu. W roku 1816 wraca do kraju i żeni się, rzeczywiście bogato, z Annetką Radziwiłł. Wprawdzie o majątek żony musiał się z jej rodziną procesować przez trzy lata, ale wygrał, zbudował zamek w Zawadzie (sam go nawet zaprojektował, choć projekt fasady na zlecenie pana hrabiego wykonał znany berliński architekt – Karl Friedrich Schinkel) i w roku 1825 założył ordynację. Z Annetką – jak to dowcipnie opisuje Stanisław Szenic – stosunki małżeńskie tak się jednak w międzyczasie popsuły, że pan hrabia kazał umieścić nad pałacowym wejściem dwie tablice, które głosiły co następuje: “Anna z Radziwiłłów Raczyńska, właścicielka” oraz “Atanazy Raczyński, administrator”. Zamek został zniszczony podczas I wojny światowej, ale tablice ocalały.

hrabiaW roku 1826 z młodzieńczych planów pozostał jeszcze do zrealizowania zamysł stworzenia galerii. Miała ona powstać w Poznaniu, w pałacu, nieopodal zakładanej właśnie przez Edwarda Raczyńskiego biblioteki. Niestety jeden z posłów na sejm Księstwa Wielkopolskiego obraził pana hrabiego, wytykając mu niesławę dziadka, członka Targowicy i służalca carycy Katarzyny. Atanazy oburzył się na świat, w którym “wnuk nawet krwią własną winy dziada zmazać nie może” i… na zawsze opuścił Polskę. Radykalnie przeciął wszelkie łączące go z Polską związki i postanowił zostać lojalnym obywatelem pruskim.

Wyjechał do Berlina, wybudował, dziś już nieistniejący, pałac w pobliżu Bramy Brandenburskiej, założył tam galerię malarstwa, wstąpił do służby dyplomatycznej króla pruskiego, napisał trzytomową historię sztuki niemieckiej, liczne prace o historii sztuki hiszpańskiej i portugalskiej, dzieje rodziny Raczyńskich i dwanaście tomów pamiętników. Zebrał ogromną kolekcję malarstwa, na którą składały się zbiory współczesnej sztuki niemieckiej, wraz z obrazami tzw. szkoły nazareńskiej, nader wysoko przez pana hrabiego cenionej, a dziś niestety zupełnie spostponowanej jako tzw. “święte obrazki”, oraz dawne malarstwo europejskie, m.in. włoskie.

palac
Powyżej Pałac Raczyńskiego w Berlinie, poniżej – wybudowany na jego miejscu Reichstag czyli gmach parlamentu niemieckiego

reichstag
Zmarł w podeszłym wieku w roku 1874. Został pochowany na  katolickim cmentarzu świętej Jadwigi (tam gdzie Julia Bereźnicka) w grobowcu rodzinnym, który został zniszczony przez władze NRD w r. 1968 gdy poszerzono tzw. strefę śmierci Muru Berlińskiego. Dziś w tym miejscu leży zwykły kamień, a od kilku lat stoi też tablica wyjaśniająca, kim był hrabia Raczyński.

grobraczynski
Dziwną koleją rzeczy, gdy hrabia umarł, a jego zbiory przejęła Królewska Galeria Narodowa w Berlinie, część jego kolekcji przekazana została do nowo założonego Muzeum im. Cesarza Fryderyka w… Poznaniu. Galeria obrażonego hrabiego trafiła więc z powrotem do miasta, w którym pierwotnie miała powstać i wskutek zmian politycznych przeszła po roku 1945 na własność Polski. Mało tego, następnym zrządzeniem losu jest fakt, że większość obrazów wczesnorenesansowych, jakie w ogóle znajdują się w zbiorach polskich pochodzi właśnie z kolekcji Raczyńskiego. Inni arystokratyczni miłośnicy sztuki, Radziwiłłowie, Czartoryscy, nie interesowali się ani późnym gotykiem ani pierwocinami renesansu i kupowali przede wszystkim dzieła dojrzałego odrodzenia.

Nie ma grobu hrabiego, nie ma jego zbiorów, nikt nie uczy się dziś historii sztuki niemieckiej z jego książek, nie ma pałacu, na którego miejscu wzniesiono gmach parlamentu berlińskiego czyli tzw. Reichstag. Nawet ulicy mu poskąpiono. Można by pomyśleć, że historia tego miasta doszczętnie wyrzuciła Atanazego hr. Raczyńskiego z pamięci.

A przecież jest inaczej. W zbiorach galerii malarstwa, mieszczącej się obecnie na tzw. “Kulturforum”, naprzeciwko słynnego placu Poczdamskiego, ostał się jeden tylko obraz z kolekcji pana hrabiego – ale za to najcenniejszy – tzw. tondo czyli okrągły obraz przedstawiający Madonnę wśród lilii i aniołów Sandro Botticellego z roku 1478. Ten przepiękny zabytek włoskiej sztuki renesansowej, wykonany na zlecenie florenckiego kościoła S. Francesco al Monte, znajduje się w każdej popularnej książce z historii sztuki i w każdym języku nosi nazwę oddającą hołd panu hrabiemu: “Tondo Raczynski”.

madonna

O wystawie po niemiecku TU, po angielsku TU

Reblog: Przeciw uchodźcom

Wyborcza.pl  16.09.2015

Magdalena Środa

Nienawiść jedno ma imię

Niedawna manifestacja przeciw uchodźcom wywarła na mnie takie wrażenie, że nie mogę się otrząsnąć z niego do dziś. I nie mogę pojąć, dlaczego żaden z polityków obecnych na licznych konwencjach wyborczych, zamiast klepać kłamliwe obietnice, nie zaczął krzyczeć: “nie!” Po prostu: “nie”! Bo to już nie jest sprawa przekonań politycznych, ale sumienia i elementarnej odpowiedzialności.

Wiele razy widziałam demolujących miasto kiboli czy nacjonalistów, ale sobotnie marsze nienawiści to coś więcej.

Szli mężczyźni pobudzani przez testosteron, ale też całe rodziny, panowie z brzuchami, dziewczyny z biało-czerwonymi opaskami na rękach. Szli i wykrzykiwali nienawiść legitymizowaną rzekomą polityczną racją stanu. Już nie chodzi o jakiś klub sportowy ani o tęczę, nie chodzi tylko o to, by popić na mieście i postraszyć ludzi chamstwem i agresją (wśród “patriotów” słowo “jeb” było w ciągłym użyciu).

Teraz to coś więcej. Chodzi o obronę “naszości” i wykluczenie “obcych”, którzy nam zagrażają. Jak kiedyś Żydzi Aryjczykom. Podobny ton, podobna nienawiść, podobny poziom przesądów, podobny żar. Tyle że jeszcze w zalążku. To się tli i można to zagasić, ale można też rozdmuchać.

Chodzimy po cienkiej czerwonej linii. Jestem pewna, że prawicowym partiom jest to na rękę. Problem uchodźców spadł im jak z nieba. Z nienawiści do gejów i do genderyzmu nie da się więcej wycisnąć. “Wielkie homolobby”, przed którym ostrzegał niezmordowany showman ksiądz Oko, jak i “ideologia gender”, fantom ożywiony przez biskupów, przestały działać na zbiorową wyobraźnię.

Co innego taki muzułmański uchodźca. Można nim straszyć skuteczniej niż Żydem, genderem i gejem razem wziętymi. Żyd rozsiewał choroby, gej deprawował ojców rodzin, gender zmieniał płeć dzieci, uchodźca będzie niszczył krzyże, wynaradawiał, zabierał pracę i gwałcił kobiety. Nie ma to jak uchodźca! Samo zło i terroryzm. Jak łatwo zmobilizować wokół tej figury ludzkie obawy, namiętności! I jak łatwo obiecać wybawienie od zła.

Wiele lat temu pisałam, że polska tolerancja jest mitem, fikcją, podobnie jak szacunek i miłość bliźniego. Deklarujemy je, ale nie praktykujemy. Europejczykami jesteśmy tylko wtedy, gdy chcemy coś dostać. Solidarność to nazwa związku zawodowego, którego szef ma psa Kacperka i lubi luksus. Nic więcej.

Jesteśmy plemieniem, którego tożsamość budowana jest na niechęci wobec obcych. Zapewne jest to konsekwencją okresu komunizmu, długiej izolacji od normalnego, otwartego, multikulturalnego świata.

Prawdziwymi postkomunistami, nie tylko w Polsce, ale również na Węgrzech, w Czechach, na terenach byłej NRD, są ci, którzy ciągle marzą o żelaznej kurtynie, o izolacji od świata. Tej postkomunistycznej niechęci wobec obcych nie jest w stanie przełamać nawet wiara w Boga głoszącego miłość bliźniego. Zresztą jaką miłość? Gowin powie niedługo, że Bóg się mylił, tak jak myli się papież Franciszek.

A ja się tylko pytam, czym się różni owa nienawiść maszerujących “patriotów”, ich gotowość do hejtów, do przemocy, do narodowo-wodzowskiej dyktatury od nienawiści sianej przez terrorystów? Nienawiść jedno ma imię. Jej biało-czerwony kolor nie zmieni jej istoty.

***
Pod artykułem Magdaleny Środy Redakcja Wyborczej zamieściła informację, na którą czekam już od kilku lat – nie będzie można zamieszczać anonimowych wypowiedzi!!! A więc jednak można! Brawo!

Z powodu wyjątkowo agresywnych treści propagujących przemoc, sprzecznych z prawem, wzywających do nienawiści rasowej, etnicznej i wyznaniowej zamykamy możliwość komentowania pod naszymi tekstami o uchodźcach.
Wygląda na to, że Zachód, a więc i Polska, nie wie, jak pomóc ofiarom wojny w Syrii. Nie rozumiemy, co tam się dzieje, boimy się islamskich terrorystów. Ale uchodźców jest coraz więcej. Ich problem sam się nie rozwiąże. Europa mówi, że przyjmie ich 100, może 200 tysięcy. Ilu może i powinna przyjąć Polska? Jak im pomóc? Jak ich przyjąć, żeby dobrze się u nas odnaleźli?
Pod adresem listy@wyborcza.pl czekamy na Wasze listy, podpisane imieniem i nazwiskiem, najciekawsze opinie opublikujemy w wydaniu papierowym “Wyborczej” i w internecie na Wyborcza.pl

Why? And what for?

Please!Look at it!

akismetSpam statistic for my blog in last 6 monthes

Everyday every blogger got from one to some hundreds spams. Since beginning till yesterday I got 45305 spam comments. Yellow is spam and green ham it means something I like and want have. If you are a reader, you do not see them. WordPress uses a special function (Akismet) to stop them with accuracy of 99,9%. They are not destroyed but send to a special pool, where you can see and decide, what you want to do with them. Sometimes they are short f.e. it is wonderfull blog! Or: I was looking since a long time for a good blog and I find you and I am very pleased. Or – buy Vuitton Bag for 20 €. Or even more: I love you. OK, I know it is spam, but I can understand the idea staying behind. Getting a love declaration or appreciating my doing I am pleased. And when I am pleased I click at the sender, to see who loves me… and then everything can happen. A trojan is possible or invitation tu buy viagra or oh oh indeed a great love. But that text…

What is that? Why? And what for? If you know, yeah, please write!

{
{I have|I’ve} been {surfing|browsing} online more than {three|3|2|4} hours today, yet I
never found any interesting article like yours. {It’s|It is} pretty worth enough for me.
{In my opinion|Personally|In my view}, if all {webmasters|site
owners|website owners|web owners} and bloggers made good content as you
did, the {internet|net|web} will be {much more|a
lot more} useful than ever before.|
I {couldn’t|could not} {resist|refrain from} commenting.

{Very well|Perfectly|Well|Exceptionally well} written!|
{I will|I’ll} {right away|immediately} {take hold of|grab|clutch|grasp|seize|snatch} your {rss|rss feed} as I {can not|can’t} {in finding|find|to find} your {email|e-mail} subscription {link|hyperlink} or {newsletter|e-newsletter} service.
Do {you have|you’ve} any? {Please|Kindly} {allow|permit|let}
me {realize|recognize|understand|recognise|know} {so that|in order that} I {may just|may|could} subscribe.
Thanks.|
{It is|It’s} {appropriate|perfect|the best} time to make some plans for the
future and {it is|it’s} time to be happy. {I have|I’ve}
read this post and if I could I {want to|wish to|desire to} suggest you {few|some} interesting things or {advice|suggestions|tips}.

{Perhaps|Maybe} you {could|can} write next articles
referring to this article. I {want to|wish to|desire to} read {more|even more} things about it!|
{It is|It’s} {appropriate|perfect|the best} time to make {a
few|some} plans for {the future|the longer term|the
long run} and {it is|it’s} time to be happy. {I have|I’ve} {read|learn} this {post|submit|publish|put up}
and if I {may just|may|could} I {want to|wish to|desire to} {suggest|recommend|counsel} you {few|some} {interesting|fascinating|attention-grabbing} {things|issues}
or {advice|suggestions|tips}. {Perhaps|Maybe} you {could|can} write {next|subsequent} articles {relating to|referring to|regarding}
this article. I {want to|wish to|desire to} {read|learn} {more|even more} {things|issues} {approximately|about} it!|
{I have|I’ve} been {surfing|browsing} {online|on-line}
{more than|greater than} {three|3} hours {these days|nowadays|today|lately|as of late}, {yet|but} I {never|by no means} {found|discovered} any {interesting|fascinating|attention-grabbing} article like yours.
{It’s|It is} {lovely|pretty|beautiful} {worth|value|price} {enough|sufficient} for me.
{In my opinion|Personally|In my view}, if all {webmasters|site owners|website owners|web owners} and bloggers made {just right|good|excellent}
{content|content material} as {you did|you probably did},
the {internet|net|web} {will be|shall be|might
be|will probably be|can be|will likely be} {much more|a lot more} {useful|helpful} than ever before.|
Ahaa, its {nice|pleasant|good|fastidious} {discussion|conversation|dialogue}
{regarding|concerning|about|on the topic of} this {article|post|piece of writing|paragraph} {here|at
this place} at this {blog|weblog|webpage|website|web site}, I have read all that,
so {now|at this time} me also commenting {here|at this place}.|
I am sure this {article|post|piece of writing|paragraph} has touched
all the internet {users|people|viewers|visitors}, its really
really {nice|pleasant|good|fastidious} {article|post|piece
of writing|paragraph} on building up new {blog|weblog|webpage|website|web site}.|
Wow, this {article|post|piece of writing|paragraph} is {nice|pleasant|good|fastidious}, my {sister|younger sister} is analyzing {such|these|these kinds of} things,
{so|thus|therefore} I am going to {tell|inform|let know|convey} her.|
{Saved as a favorite|bookmarked!!}, {I really like|I like|I love} {your blog|your site|your web site|your website}!|
Way cool! Some {very|extremely} valid points! I appreciate you {writing this|penning this} {article|post|write-up} {and the|and also the|plus the} rest of the {site is|website is}
{also very|extremely|very|also really|really} good.|
Hi, {I do believe|I do think} {this is an excellent|this is a great} {blog|website|web site|site}.
I stumbledupon it 😉 {I will|I am going to|I’m going to|I may} {come back|return|revisit} {once
again|yet again} {since I|since i have} {bookmarked|book marked|book-marked|saved as a favorite} it.
Money and freedom {is the best|is the greatest} way to change, may
you be rich and continue to {help|guide} {other
people|others}.|
Woah! I’m really {loving|enjoying|digging} the template/theme of this {site|website|blog}.

It’s simple, yet effective. A lot of times it’s {very hard|very difficult|challenging|tough|difficult|hard} to get that “perfect balance” between {superb usability|user friendliness|usability} and
{visual appearance|visual appeal|appearance}. I must say {that you’ve|you
have|you’ve} done a {awesome|amazing|very
good|superb|fantastic|excellent|great} job with this. {In addition|Additionally|Also}, the blog loads {very|extremely|super} {fast|quick} for me on {Safari|Internet explorer|Chrome|Opera|Firefox}.

{Superb|Exceptional|Outstanding|Excellent} Blog!|
These are {really|actually|in fact|truly|genuinely} {great|enormous|impressive|wonderful|fantastic} ideas in {regarding|concerning|about|on the topic of} blogging.
You have touched some {nice|pleasant|good|fastidious} {points|factors|things} here.
Any way keep up wrinting.|
{I love|I really like|I enjoy|I like|Everyone loves} what you guys
{are|are usually|tend to be} up too. {This sort of|This type of|Such|This kind of} clever work and {exposure|coverage|reporting}!
Keep up the {superb|terrific|very good|great|good|awesome|fantastic|excellent|amazing|wonderful} works guys I’ve {incorporated||added|included} you guys to {|my|our||my personal|my own} blogroll.|
{Howdy|Hi there|Hey there|Hi|Hello|Hey}! Someone in my {Myspace|Facebook} group shared
this {site|website} with us so I came to {give
it a look|look it over|take a look|check it out}.
I’m definitely {enjoying|loving} the information. I’m {book-marking|bookmarking} and will be
tweeting this to my followers! {Terrific|Wonderful|Great|Fantastic|Outstanding|Exceptional|Superb|Excellent} blog and {wonderful|terrific|brilliant|amazing|great|excellent|fantastic|outstanding|superb} {style and design|design and style|design}.|
{I love|I really like|I enjoy|I like|Everyone
loves} what you guys {are|are usually|tend to be} up too.
{This sort of|This type of|Such|This kind of} clever work and {exposure|coverage|reporting}!
Keep up the {superb|terrific|very good|great|good|awesome|fantastic|excellent|amazing|wonderful} works guys I’ve {incorporated|added|included}
you guys to {|my|our|my personal|my own} blogroll.|
{Howdy|Hi there|Hey there|Hi|Hello|Hey} would you mind {stating|sharing} which blog
platform you’re {working with|using}? I’m {looking|planning|going} to start my own blog {in the near future|soon} but I’m having a
{tough|difficult|hard} time {making a decision|selecting|choosing|deciding} between BlogEngine/Wordpress/B2evolution and Drupal.
The reason I ask is because your {design and style|design|layout} seems different then most blogs and I’m looking for something {completely unique|unique}.

P.S {My apologies|Apologies|Sorry} for {getting|being} off-topic but I had to ask!|
{Howdy|Hi there|Hi|Hey there|Hello|Hey} would you
mind letting me know which {webhost|hosting company|web host} you’re {utilizing|working with|using}?

I’ve loaded your blog in 3 {completely different|different} {internet browsers|web browsers|browsers} and I must say this blog loads a lot {quicker|faster} then most.

Can you {suggest|recommend} a good {internet hosting|web
hosting|hosting} provider at a {honest|reasonable|fair} price?
{Thanks a lot|Kudos|Cheers|Thank you|Many thanks|Thanks}, I appreciate it!|
{I love|I really like|I like|Everyone loves} it {when people|when individuals|when folks|whenever
people} {come together|get together} and share {opinions|thoughts|views|ideas}.
Great {blog|website|site}, {keep it up|continue the good work|stick with it}!|
Thank you for the {auspicious|good} writeup. It in fact was a amusement account it.
Look advanced to {far|more} added agreeable from you!
{By the way|However}, how {can|could} we communicate?|
{Howdy|Hi there|Hey there|Hello|Hey} just wanted to give you a quick heads up.
The {text|words} in your {content|post|article} seem to be running off the screen in {Ie|Internet explorer|Chrome|Firefox|Safari|Opera}.

I’m not sure if this is a {format|formatting} issue or something to do with {web browser|internet browser|browser} compatibility but I {thought|figured}
I’d post to let you know. The {style and design|design and style|layout|design} look great though!

Hope you get the {problem|issue} {solved|resolved|fixed} soon. {Kudos|Cheers|Many thanks|Thanks}|
This is a topic {that is|that’s|which is} {close to|near to} my
heart… {Cheers|Many thanks|Best wishes|Take care|Thank you}!
{Where|Exactly where} are your contact details though?|
It’s very {easy|simple|trouble-free|straightforward|effortless} to
find out any {topic|matter} on {net|web} as compared to {books|textbooks},
as I found this {article|post|piece of writing|paragraph} at
this {website|web site|site|web page}.|
Does your {site|website|blog} have a contact page?
I’m having {a tough time|problems|trouble} locating it but, I’d like to {send|shoot}
you an {e-mail|email}. I’ve got some {creative ideas|recommendations|suggestions|ideas} for your blog you might be interested in hearing.
Either way, great {site|website|blog} and I look forward to
seeing it {develop|improve|expand|grow} over time.|
{Hola|Hey there|Hi|Hello|Greetings}! I’ve been {following|reading}
your {site|web site|website|weblog|blog} for {a long time|a while|some time} now and finally got the {bravery|courage} to go ahead and give you a shout out from {New
Caney|Kingwood|Huffman|Porter|Houston|Dallas|Austin|Lubbock|Humble|Atascocita} {Tx|Texas}!
Just wanted to {tell you|mention|say} keep up the {fantastic|excellent|great|good} {job|work}!|
Greetings from {Idaho|Carolina|Ohio|Colorado|Florida|Los angeles|California}!
I’m {bored to tears|bored to death|bored} at work so I decided to {check
out|browse} your {site|website|blog} on my iphone during lunch break.
I {enjoy|really like|love} the {knowledge|info|information} you {present|provide}
here and can’t wait to take a look when I get home. I’m {shocked|amazed|surprised} at how {quick|fast} your blog loaded on my {mobile|cell phone|phone} ..
I’m not even using WIFI, just 3G .. {Anyhow|Anyways}, {awesome|amazing|very good|superb|good|wonderful|fantastic|excellent|great} {site|blog}!|
Its {like you|such as you} {read|learn} my {mind|thoughts}!

You {seem|appear} {to understand|to know|to grasp} {so much|a lot} {approximately|about} this, {like you|such as you} wrote the
{book|e-book|guide|ebook|e book} in it or something. {I think|I feel|I believe} {that you|that you simply|that you just} {could|can} do with {some|a
few} {%|p.c.|percent} to {force|pressure|drive|power} the message {house|home}
{a bit|a little bit}, {however|but} {other than|instead
of} that, {this is|that is} {great|wonderful|fantastic|magnificent|excellent} blog.
{A great|An excellent|A fantastic} read. {I’ll|I will} {definitely|certainly} be back.|
I visited {multiple|many|several|various} {websites|sites|web sites|web pages|blogs} {but|except|however} the audio {quality|feature} for audio songs {current|present|existing} at this {website|web site|site|web page} is
{really|actually|in fact|truly|genuinely} {marvelous|wonderful|excellent|fabulous|superb}.|
{Howdy|Hi there|Hi|Hello}, i read your blog {occasionally|from time to time} and i own a similar one and i was just {wondering|curious} if you get a lot of spam {comments|responses|feedback|remarks}?
If so how do you {prevent|reduce|stop|protect against} it,
any plugin or anything you can {advise|suggest|recommend}?
I get so much lately it’s driving me {mad|insane|crazy} so any {assistance|help|support} is very much appreciated.|
Greetings! {Very helpful|Very useful} advice {within this|in this
particular} {article|post}! {It is the|It’s the} little changes {that
make|which will make|that produce|that will make} {the biggest|the largest|the
greatest|the most important|the most significant} changes.
{Thanks a lot|Thanks|Many thanks} for sharing!|
{I really|I truly|I seriously|I absolutely} love {your blog|your site|your website}..
{Very nice|Excellent|Pleasant|Great} colors & theme.
Did you {create|develop|make|build} {this website|this site|this web site|this
amazing site} yourself? Please reply back as I’m {looking to|trying to|planning to|wanting to|hoping to|attempting to} create
{my own|my very own|my own personal} {blog|website|site} and {would like to|want to|would love to} {know|learn|find out} where you got this from
or {what the|exactly what the|just what the} theme
{is called|is named}. {Thanks|Many thanks|Thank you|Cheers|Appreciate it|Kudos}!|
{Hi there|Hello there|Howdy}! This {post|article|blog post} {couldn’t|could not} be written {any better|much better}!
{Reading through|Looking at|Going through|Looking through} this
{post|article} reminds me of my previous roommate! He {always|constantly|continually}
kept {talking about|preaching about} this. {I will|I’ll|I am going to|I
most certainly will} {forward|send} {this article|this information|this post} to him.
{Pretty sure|Fairly certain} {he will|he’ll|he’s going to}
{have a good|have a very good|have a great} read.

{Thank you for|Thanks for|Many thanks for|I appreciate you for} sharing!|
{Wow|Whoa|Incredible|Amazing}! This blog looks {exactly|just} like my old one!
It’s on a {completely|entirely|totally} different {topic|subject} but it has pretty much the same {layout|page layout} and design. {Excellent|Wonderful|Great|Outstanding|Superb} choice of colors!|
{There is|There’s} {definately|certainly} {a lot to|a great
deal to} {know about|learn about|find out about} this {subject|topic|issue}.
{I like|I love|I really like} {all the|all of the} points {you made|you’ve made|you have made}.|
{You made|You’ve made|You have made} some {decent|good|really good} points there.
I {looked|checked} {on the internet|on the web|on the net} {for more info|for more information|to
find out more|to learn more|for additional information} about the issue and found
{most individuals|most people} will go along with your
views on {this website|this site|this web site}.|
{Hi|Hello|Hi there|What’s up}, I {log on to|check|read} your {new stuff|blogs|blog} {regularly|like every week|daily|on a regular basis}.
Your {story-telling|writing|humoristic} style is {awesome|witty}, keep {doing what
you’re doing|up the good work|it up}!|
I {simply|just} {could not|couldn’t} {leave|depart|go away} your {site|web site|website} {prior to|before} suggesting that I
{really|extremely|actually} {enjoyed|loved} {the
standard|the usual} {information|info} {a person|an individual}
{supply|provide} {for your|on your|in your|to your}
{visitors|guests}? Is {going to|gonna} be {back|again} {frequently|regularly|incessantly|steadily|ceaselessly|often|continuously}
{in order to|to} {check up on|check out|inspect|investigate cross-check} new posts|
{I wanted|I needed|I want to|I need to} to thank you for this {great|excellent|fantastic|wonderful|good|very
good} read!! I {definitely|certainly|absolutely} {enjoyed|loved}
every {little bit of|bit of} it. {I have|I’ve got|I have got} you {bookmarked|book marked|book-marked|saved
as a favorite} {to check out|to look at} new {stuff you|things you} post…|
{Hi|Hello|Hi there|What’s up}, just wanted to {mention|say|tell you}, I {enjoyed|liked|loved} this {article|post|blog post}.

It was {inspiring|funny|practical|helpful}. Keep on posting!|
{Hi there|Hello}, I enjoy reading {all of|through} your {article|post|article post}.
I {like|wanted} to write a little comment to support you.|
I {always|constantly|every time} spent my half an hour to read this {blog|weblog|webpage|website|web site}’s {articles|posts|articles or reviews|content} {everyday|daily|every day|all the
time} along with a {cup|mug} of coffee.|
I {always|for all time|all the time|constantly|every time} emailed this {blog|weblog|webpage|website|web site} post page to all
my {friends|associates|contacts}, {because|since|as|for the reason that} if like to read it {then|after that|next|afterward} my {friends|links|contacts} will too.|
My {coder|programmer|developer} is trying to {persuade|convince}
me to move to .net from PHP. I have always disliked the idea because of
the {expenses|costs}. But he’s tryiong none the less.
I’ve been using {Movable-type|WordPress} on {a number of|a variety of|numerous|several|various} websites for about a year and am {nervous|anxious|worried|concerned} about switching to another platform.
I have heard {fantastic|very good|excellent|great|good}
things about blogengine.net. Is there a way I can {transfer|import} all
my wordpress {content|posts} into it? {Any kind of|Any} help would be {really|greatly} appreciated!|
{Hello|Hi|Hello there|Hi there|Howdy|Good day}! I could have sworn I’ve {been to|visited} {this blog|this
web site|this website|this site|your blog} before
but after {browsing through|going through|looking at} {some of
the|a few of the|many of the} {posts|articles} I realized
it’s new to me. {Anyways|Anyhow|Nonetheless|Regardless}, I’m {definitely|certainly} {happy|pleased|delighted} {I found|I discovered|I came across|I stumbled upon} it and I’ll be {bookmarking|book-marking}
it and checking back {frequently|regularly|often}!|
{Terrific|Great|Wonderful} {article|work}! {This is|That is} {the type of|the kind of} {information|info} {that
are meant to|that are supposed to|that should} be shared {around
the|across the} {web|internet|net}. {Disgrace|Shame} on {the {seek|search} engines|Google} for {now not|not|no
longer} positioning this {post|submit|publish|put up} {upper|higher}!

Come on over and {talk over with|discuss with|seek advice from|visit|consult with} my {site|web site|website} .
{Thank you|Thanks} =)|
Heya {i’m|i am} for the first time here. I {came across|found} this board and I find It {truly|really} useful & it helped me out {a lot|much}.

I hope to give something back and {help|aid} others like you {helped|aided} me.|
{Hi|Hello|Hi there|Hello there|Howdy|Greetings},
{I think|I believe|I do believe|I do think|There’s no doubt
that} {your site|your website|your web site|your blog} {might be|may be|could be|could
possibly be} having {browser|internet browser|web browser} compatibility {issues|problems}.
{When I|Whenever I} {look at your|take a look
at your} {website|web site|site|blog} in Safari, it looks fine {but when|however when|however, if|however, when} opening in {Internet Explorer|IE|I.E.}, {it has|it’s got} some
overlapping issues. {I just|I simply|I merely} wanted
to {give you a|provide you with a} quick heads
up! {Other than that|Apart from that|Besides that|Aside
from that}, {fantastic|wonderful|great|excellent} {blog|website|site}!|
{A person|Someone|Somebody} {necessarily|essentially} {lend a hand|help|assist} to make {seriously|critically|significantly|severely}
{articles|posts} {I would|I might|I’d} state.
{This is|That is} the {first|very first}
time I frequented your {web page|website page} and {to this
point|so far|thus far|up to now}? I {amazed|surprised} with the {research|analysis} you made to {create|make} {this actual|this particular}
{post|submit|publish|put up} {incredible|amazing|extraordinary}.
{Great|Wonderful|Fantastic|Magnificent|Excellent} {task|process|activity|job}!|
Heya {i’m|i am} for {the primary|the first} time here. I {came across|found} this board and I {in finding|find|to find} It {truly|really}
{useful|helpful} & it helped me out {a lot|much}.
{I am hoping|I hope|I’m hoping} {to give|to offer|to provide|to present} {something|one thing} {back|again} and {help|aid} others {like you|such
as you} {helped|aided} me.|
{Hello|Hi|Hello there|Hi there|Howdy|Good day|Hey there}!

{I just|I simply} {would like to|want to|wish to} {give you a|offer you a} {huge|big} thumbs
up {for the|for your} {great|excellent} {info|information} {you have|you’ve got|you have got} {here|right here} on this post.
{I will be|I’ll be|I am} {coming back to|returning to} {your
blog|your site|your website|your web site} for more soon.|
I {always|all the time|every time} used to {read|study} {article|post|piece of
writing|paragraph} in news papers but now as I am a user of {internet|web|net} {so|thus|therefore} from now I
am using net for {articles|posts|articles or reviews|content}, thanks to web.|
Your {way|method|means|mode} of {describing|explaining|telling} {everything|all|the whole thing} in this {article|post|piece of writing|paragraph} is {really|actually|in fact|truly|genuinely} {nice|pleasant|good|fastidious},
{all|every one} {can|be able to|be capable of} {easily|without difficulty|effortlessly|simply} {understand|know|be aware of} it, Thanks a lot.|
{Hi|Hello} there, {I found|I discovered} your {blog|website|web site|site} {by means of|via|by the use of|by way of} Google {at the same time
as|whilst|even as|while} {searching for|looking for} a {similar|comparable|related} {topic|matter|subject}, your {site|web site|website} {got here|came} up, it {looks|appears|seems|seems to be|appears to
be like} {good|great}. {I have|I’ve} bookmarked it in my google bookmarks.

{Hello|Hi} there, {simply|just} {turned into|became|was|become|changed into}
{aware of|alert to} your {blog|weblog} {thru|through|via} Google,
{and found|and located} that {it is|it’s} {really|truly} informative.
{I’m|I am} {gonna|going to} {watch out|be careful} for brussels.

{I will|I’ll} {appreciate|be grateful} {if you|should you|when you|in the event you|in case you|for those who|if you happen to} {continue|proceed} this
{in future}. {A lot of|Lots of|Many|Numerous} {other folks|folks|other people|people} {will be|shall be|might be|will probably be|can be|will likely be} benefited
{from your|out of your} writing. Cheers!|
{I am|I’m} curious to find out what blog {system|platform} {you have been|you happen to be|you are|you’re} {working with|utilizing|using}?
I’m {experiencing|having} some {minor|small}
security {problems|issues} with my latest {site|website|blog} and
{I would|I’d} like to find something more {safe|risk-free|safeguarded|secure}.
Do you have any {solutions|suggestions|recommendations}?|
{I am|I’m} {extremely|really} impressed with your
writing skills {and also|as well as} with the layout on your {blog|weblog}.

Is this a paid theme or did you {customize|modify} it yourself?
{Either way|Anyway} keep up the {nice|excellent} quality writing, {it’s|it is} rare to see
a {nice|great} blog like this one {these days|nowadays|today}.|
{I am|I’m} {extremely|really} {inspired|impressed} {with your|together with
your|along with your} writing {talents|skills|abilities} {and also|as
{smartly|well|neatly} as} with the {layout|format|structure} {for your|on your|in your|to
your} {blog|weblog}. {Is this|Is that this} a
paid {subject|topic|subject matter|theme} or did
you {customize|modify} it {yourself|your self}?
{Either way|Anyway} {stay|keep} up the {nice|excellent} {quality|high
quality} writing, {it’s|it is} {rare|uncommon} {to peer|to see|to look} a {nice|great} {blog|weblog} like this one {these
days|nowadays|today}..|
{Hi|Hello}, Neat post. {There is|There’s} {a problem|an issue} {with
your|together with your|along with your} {site|web site|website} in {internet|web} explorer,
{may|might|could|would} {check|test} this? IE {still|nonetheless} is the
{marketplace|market} {leader|chief} and {a large|a good|a big|a
huge} {part of|section of|component to|portion of|component of|element
of} {other folks|folks|other people|people} will {leave out|omit|miss|pass over} your {great|wonderful|fantastic|magnificent|excellent} writing {due to|because of}
this problem.|
{I’m|I am} not sure where {you are|you’re} getting
your {info|information}, but {good|great} topic. I needs
to spend some time learning {more|much more} or understanding more.
Thanks for {great|wonderful|fantastic|magnificent|excellent} {information|info} I was looking for this {information|info} for
my mission.|
{Hi|Hello}, i think that i saw you visited my {blog|weblog|website|web site|site} {so|thus} i came to “return the favor”.{I am|I’m} {trying
to|attempting to} find things to {improve|enhance} my {website|site|web site}!I suppose its ok to use {some of|a few of} your ideas!!\

Dwugłos o pamięci rodzinnej

Kasia Krenz i Ewa Maria Slaska

Komentarze do rozdziału z książki Wszystko jest konfabulacją

Spotkałam się w kilka dni temu z Wandzią, przybraną córką naszej ciotecznej babci, Karusi – Karoliny Lubliner-Mianowskiej. Opisałam to i wysłałam tekst mojej siostrze Kasi. Odpisała natychmiast. Ja odpowiedziałam, ona odpowiedziała… Publikuję to tutaj, mimo że pewne rzeczy wyrwane z kontekstu mogą być niezrozumiałe. Zastosowałyśmy metodę wzajemnego przypominania sobie… Taka rozmowa działa jak proustowska magdalenka, wyciąga sprawy całkowicie zapomniane. A że błahe…

wandziaWandzia

Nie wiemy i pewnie się nie dowiemy, czy Karusia chodziła do kościoła? I czy obchodziła święta i w ogóle jakiego była wyznania? Była zasadnicza i prostolinijna, a zatem jeśli nie była katoliczką, no to i świąt nie obchodziła. 

Ja osobiście nie byłabym tego taka pewna. W rodzinie już od czasów Pradziadków obchodziło się Wigilię, w latach 20 w Sylwanie nawet z księdzem, a na pewno z choinką.

Wydaje mi się zresztą, że Karusia chodziła z nami czy tylko ze mną do kościoła na Czarnej. I może na religię. Zresztą zapytamy Wandzię. Ona na pewno była wychowana po katolicku. Widziałam zdjęcia z jej ślubu, z chrztu i ślubów dzieci. Na ścianie wisi wielki obraz Serca Jezusowego. Ten jest stosunkowo nowy, ale przedtem był inny duży obraz święty. Wandzia opowiedziała mi, że gdy Karusia leżała już w szpitalu po operacji, jej troje dzieci klękało przed tym obrazem, i modliło się – Boziu spraw, żeby Babcia Kaja nie umarła!

Podobno to ja nazwałam Karusię Kają, tak jak mój syn nazwał naszą Mamę Abą.

Po drugie ciasteczka i jajeczka. Pamiętam jej postać w naszej kuchni, pochyloną razem z nami nad maszynką do mięsa, z której wysuwały się pokarbowane we wzorki długie pasy kruchych ciasteczek maślanych. Do dziś mam ten metalowy wzornik, który nakładało się zamiast sitka.

Ach, Kasiu, wywołałaś obraz, który ja zgubiłam, a teraz wrócił ze zdwojoną siłą. Ciasteczka maślane! W ogóle my z Karusią w kuchni!

A jajka faszerowane! Nikt nie robi dziś takich pysznych jajek faszerowanych, jakie ona robiła dla nas (i razem z nami). Karusia, moim zdaniem, często nas karmiła, gdy Mama była zajęta grafiką albo jechała do pracowni graficznej w WSSP w Sopocie. Pamiętam również masło. Że to Karusia nauczyła nas, że papierek po maśle należy dokładnie zeskrobać nożem, bo “ja bym tą resztką masła nakarmiła pięcioro dzieci w naszym sierocińcu”, mawiała. I ja do dziś zeskrobuje masło z papierka. “I ziemniaki obieraj cieniutko, bo pod skórką tyle zostawiasz, że można by tym głodne dziecko nakarmić”. I o zgniłych kartoflach od Niemca historię też zapamiętałam. I wspólne zmywanie naczyń. I zakupy na rynku za torami. 

Rynek za torami. A we wtorki i w piątki przed świtem jechały pod oknami wozy konne z towarami na rynek za torami.

Tak, to ten rynek, jest do dziś, ale jakże inny, bez zapachu koni i marchewka już taka umyta, i ziemniaki leżą w stosach na straganach, zamiast stać w jutowych workach wprost na ziemi…

Ja do dziś robię jajka faszerowane, cienko obieram ziemniaki, a jak się spieszę i obieram grubo, to mam wyrzuty sumienia, i też zeskrobuję masło z papierka, ale czy to Karusia mnie nauczyła? Nie wiem, nie pamiętam. Na pewno nie pamiętam żadnej wypowiedzi o sierocińcu, w ogóle nie wiedziałam, że był jakiś sierociniec! Ale też nie wiedziałam, że była szkoła Prababci w Warszawie i Sylwana w Olesinie, i Śródborów, to wszystko się pojawiło dopiero teraz, przy pisaniu tej książki.   

Karusia-u WandySierociniec i opowieść o zgniłych ziemniakach pamiętam doskonale: to był przydział od Niemców, zapasy na zimę, no i przywieźli całą dostawę, ale  zgniłe i czarne. Karusia zapakowała te worki na furmankę i pojechała do tego biura przydzielającego kartki na żywność, wniosła worek tych ziemniaków do komendanta, rzuciła na środek gabinetu i bezbłędną niemczyzną oznajmiła, że takie zgniłki to niech on sam z rodziną sobie je, ale ona dla swoich sierot żąda porządnej dostawy. Po czym wymaszerowala (bez ziemniaków) z gabinetu. Następnego dnia przyszła dostawa pierwszej jakości… 

Karusia z albumu Wandy

No coś Ty?

Mama? Myślę, domyślam się, podejrzewam, że Mama… bała się Karusi, bo Karusia nie przepadała za Mamą za to, że nie była schludną, poukładaną ani gospodarną żoną i matką. Pamiętam, jak kiedyś zawołałam Karusię do kuchni, którą posprzątałyśmy z Tobą na przyjście jakiegoś gościa. Karusia przyszła, spojrzała, ale wcale nie pochwaliła, tylko powiedziała surowo: “Tak powinno tu być zawsze i na co dzień, a nie dla gościa”. 

A ja pamiętam, że Karusia krytykowała Mamę za artystyczny styl życia, za jej licznych gości, zwłaszcza młodszych od niej mężczyzn, w ogóle mężczyzn, których przyjmowała również wtedy, gdy Taty nie było w domu.

Sprzątanie, no tak, tu się zgodzę całkowicie. Wszyscy sprzątaliśmy, tylko nie Mama. Ojciec sprzątał przed przyjściem gości, pani Gapska prała i sprzątała, sprzątały nasze dziewczyny, na przykład Renia… Renię najlepiej pamiętam. Mnie Ciocia Kowalska pokazała, że trzeba sprzątać również zakamarki, szpary i kąty.

Czy to Renia odeszła, napisawszy uprzednio liścik do naszych rodziców: “Odchodzę, adje!”?

Ależ skąd! Tych dziewczyn było kilka i Mama bardzo żałowała, gdy Renia odchodziła, bo szła do szkoły. Ja byłam u Reni z wizytą w wiosce na Kaszubach.

Pamiętam, że Karusia zabierała nas na pokazy filmów botanicznych. Na Farmację? na Politechnikę? Na tych filmach tulipany rozwijały się na naszych oczach.

Oczywiście, też pamiętam. Cudowne filmy Disneya i to Mama nas zabierała do kina!

Nie, nie, to byly filmy naukowe dla studentów i Karusia nas zabrała (może tylko raz?) na taki pokaz i tam były zdjęcia poklatkowe rozkwitających kwiatów. A Disney to oczywiście Mama, i słonik Dumbo też był.

Mama była jak zaczarowana tymi kwiatami. Na przykład kwitnące kaktusy. Jakiś podwójny cud, bo wtedy wszyscy wierzyliśmy, że kaktusy nie kwitną.

Pracowałyśmy z Karusią w ogródku za domem.

szklarniaTak oczywiście. Porzeczki, agrest latem, taki pyszny, gorący, pełen soku. Krzaczki na pieńkach, przywiązane do podpórek. I te kwiaty, które zapamiętała Elżunia, córka Wandzi. Złote kule, białe lilie na procesję na Boże Ciało, smolinosy, irysy, do dziś moje najukochańsze kwiaty. I chodziłyśmy z Karusią do ogrodu ziołowego Wydziału Farmacji we Wrzeszczu i do Oliwy, do ogrodu botanicznego. Tam  po śmierci Karusi została oddana moja palma daktylowa, którą Karusia zasadziła, kiedy się urodziłam. Czasem jeździłam do Oliwy, wchodziłam do szklarni, siadałam na ławeczce i patrzyłam na tę palmę. To były moje rekolekcje w towarzystwie Karusi. Byłam tam na chwileczkę trzy dni temu.

Tu za tą szybą jest moja palma

Ta palma tak wyrosła w rękach Karusi, że zaginała się na suficie, i dlatego pojechała do Oliwy. 

Nie, nie zaginała się na suficie. A nawet jakby! To była moja palma! Najpierw straciłam warkocze, a potem palmę. Po palmie chyba bardziej płakałam niż po warkoczach.

Wyjadałam zielone agresty, dziś aż mnie skręca na to wspomnienie, ale wtedy mniam, im kwaśniej, tym lepiej chrupało. Aha, a na Uphagena rosły leszczyny, tam zbierałyśmy orzechy. I orzeszki buczynowe w lasach przy Jaśkowej Dolinie. Teraz musiałabym ścigać się z dzikami…

A pseudonim Karusi już przed wojną, gdy redagowała to pismo harcerek, Skrzydła, to była Bukowa Jagoda. Później używała go podczas wojny jako pseudonimu konspiracyjnego. No i to drugie jej nazwisko, Mianowska, podobno ot tak sobie, jak “Kasa Mianowskiego”. I też używała tego nazwiska już przed wojną. Dziwne…

wandzia-dzisNie wiem, ile lat ma Wanda, ale pamiętam ją jako dorosłą osobę, która dość szybko wyszła za mąż i zniknęła. Również w moich wspomnieniach jej dom był ciemny i mroczny, ale jakoś kojarzyłam to raczej z tym, że jej mąż pił i chyba ją bił, i ja się bałam.

Wandzia w zeszłym tygodniu. Spotkałyśmy się w tym samym mieszkaniu w Oliwie, gdzie ją odwiedzałyśmy jako małe dziewczynki.

Wandzia ma dziś 82 lata. Ale to pan J., sąsiad z dołu pił i bił swoją żonę i dzieci, do nas wieczorami dobiegały ich okropne krzyki, strasznie się go bałyśmy, choć na trzeźwo był dla nas miły. Nie wiem, czy Czesiek, mąż Wandy pił, może tak, ale na pewno ją zdradzał i dlatego się rozstali.

gróbKarusi-nowatabliczka (1)-malyPamiętam dzień, kiedy Karusia umarła. Wróciłam do domu ze szkoły. Mama siedziała w swojej pracowni przy biurku, tyłem do drzwi. Podeszłam do niej, a ona płakała. Pierwszy raz widziałam, jak Mama płacze. Powiedziała, że Karusia umarła.

A ja pamiętam nas obie, stałyśmy koło siebie w naszym pokoju, potwornie zapłakane. Potwornie zapłakane.

Grób Karoliny Lubliner-Mianowskiej
w Alei Profesorów
na cmentarzu Srebrzysko

XXX
Płakałam też w szkole tak bardzo, że wychowaczyni wysłała mnie do domu.

Przedtem umarli już Babcia Mita i Dziadek Jan Feliks, babci mi potem bardzo brakowało, ale śmierć Karusi to była pierwsza śmierć taka “naprawdę”, taka od pierwszej chwili straszna.

I nikt nie wymawiał głośno słowa „rak” ani „nowotwór”, to były słowa tabu.  

Tak to też prawda, nikt nie mówił, że Karusia jest chora i na co. Dzieci Wandzi wiedziały, że Karusia umiera, my nie. Ja tylko kiedyś weszłam do pokoju Karusi, kiedy się przebierała, i widziałam, że ma bliznę, tam gdzie powinna być pierś. Ale nie miałam odwagi zapytać, dlaczego? A potem umarła.

Ja pamiętam, że tam byłam. Nie wiem, z kim i czy byly to jedyne odwiedziny, ale pamiętam białą salę i Karusię na szpitalnym łóżku.

A ja nic. Nie byłam czy nie pamiętam?

Wtedy dzieci nie zabierało się na pogrzeby.

Tak, Ty byłaś jeszcze dzieckiem, ale ja miałam już 14 lat, chodziłam do Liceum, czytałam Iliadę i Anatola France’a, a ona była moją ukochaną Babcią. Nie rozumiem, dlaczego nie zabrano mnie na pogrzeb? Co gorsza nie rozumiem, dlaczego nie pojechałam sama, nie pytając nikogo o pozwolenie? Czy jest możliwe, że nie wiedziałam, że jak ktoś umarł, to jest pogrzeb? Przecież oglądałyśmy pogrzeby z okna, jechały czarne karety zaprzężone w czarne konie z białymi pióropuszami w grzywach. Pamiętasz?

Kondukty, to się nazywało kondukt. Ja bardzo długo (aż do liceum) nie chodziłam również na cmentarz w Święto Zmarłych. 

Reblog: Kobieta bez grobu na cmentarzu

I kolejny post o uciekinierach:

Kilka tygodni temu Maryna Over napisała na Facebooku:

Syryjka, uciekinierka z ogarniętej przerażającą wojną domową, nedzą oraz ludobójstwem ISIS, próbuje utrzymać swoje maleńkie dziecko nad wodą po tym jak łódź z uchodźcami na Morzu Śródziemnym przewróciła się. Ludzie uciekający przed rzezią nigdy nie mają wyboru.

W komentarzu Joleczka Chmiel napisała: wielka tragedia ludzkości, ale też konsekwencja faktu, że bogactwo jednych narodów zgromadziło się kosztem innych. I to od pokoleń. Brak równowagi w rozwoju ekonomicznym i cywilizacyjnym, pazerność korporacyjna, niesprawiedliwość, fanatyzm religijny, biznes wojenny, to rodzi takie tragedie. Świat rozpada się na naszych oczach. Jakiej siły potrzeba, by uporać się z Armagedonem, który już do nas dociera. Bo emigracja zalewająca bogatą Europę to nic innego jak rykoszet okresu niewolnictwa, podporzadkowania sobie krajów Afryki, bogacenia się kosztem ich rozwoju. Tak, jesteśmy im winni, ale czy przygotowani na nierównowagę kulturową? Wątpię, bo już widać, jak na pniu odradza się brunatna zaraza rasizmu.

***
Steven McCallum

This photo shows a Syrian mother trying to hold her baby above the water, after the boat they were on sank in the Mediterranean.

According to the UN, the vast majority of refugees have fled from Syria, where an estimated 220,000 to more than 300,000 people have been killed during its appalling and escalating war. The lack of compassion from many westerners that have been dumbed-down by xenophobic narratives in the mainstream media has been appalling. For once in your life, think for yourself! These people are human beings, our brothers and sisters who are in a perilous and desperate situation (largely caused by imperialism) that require urgent assistance!!

Refugees don’t hide their taxes in the Cayman Islands; Refugees don’t privatise the National Health Service; Refugees don’t influence government cuts to spending; And Refugees don’t scrape together their life savings, leave their loved ones behind, bribe and fight and struggle their way onto the undercarriage of a train, or into a tiny hidden compartment of a lorry with forty other people, watch their friends and loved ones die or get raped, all for the express purpose of bragging about earning £67.46 a week.

Imagine waking your children in the morning, feeding and dressing them, pulling a little girl’s hair into a ponytail, arguing with a little boy about which pair of shoes he wants to wear. Now imagine, as you are doing that, you know later today you will strap their vulnerable bodies into enveloping life jackets and take them with you in a rubber dinghy – through waters which have claimed many who have done the same. Think of the story you’d have to tell to reassure them. Think of trying to make it fun. Consider the emotional strength needed to smile at them and conceal your fear.

Try and envisage how it would feel like when that experience – your frantic flight from war – was then diminished by a vicious, dishonest media that crudely labelled you and your family “migrants,” as if you were a scourge on society. Imagine having little to no voice in countering this description of you so commonly used by governments and journalists.

***

Pozostaje jednak pytanie: Kto zrobił to zdjęcie? Dlaczego robił zdjęcie zamiast pomóc? Czy jednak potem pomógł? Jak to zdjęcie dotarło do nas? Czy ta kobieta i jej dziecko żyją? Czy jest to manipulacja naszymi uczuciami, jak to podobno było ze zdjęciem małego Syryjczyka, którego ciałko zostało znalezione na greckiej plaży 2 września?

 

Zmarli z cmentarza w Starym Czarnowie

Ewa Maria Slaska

czarnowo (4)Cmentarz Wojenny Żołnierzy Niemieckich w Glinnej – od 2009 r. zwany Niemieckim Cmentarzem Wojennym w Starym Czarnowie. Jeden z 13 zbiorczych cmentarzy wojennych w Polsce gdzie pochowani są żołnierze niemieccy, którzy zginęli podczas działań wojennych na terenie naszego kraju.

Dalej i więcej

Byliśmy tam 5 września, my czyli grupa z Berlina ze Stowarzyszenia Städtepartner Stettin oraz mieszkańcy Szczecina. Naszym przewodnikiem był Michał Rembas, który już tu u nas występował na blogu.

czarnowo (1)Michał twierdzi, że na terenie dzisiejszej Polski poległo około pół miliona żołnierzy niemieckich. Chowano ich w rowach, lasach, wykopach, ogrodach… Teraz powoli przenosi się ich szczątki do grobów i na cmentarze. W Glinnej czyli Starym Czarnowie jest w tej chwili ok 20 tysięcy pochówków, oczywiście wszystkie po ekshumacji. Zmarli są wymienieni na tablicach zbiorczych, nie ma tabliczek indywidualnych jakie znamy nawet z innych cmentarzy wojennych.

czarnowo (6)Co mnie uderzyło, to masa polskich imion i nazwisk. Max Wessollowski, Ignatz Palczykowski już mają zniemczone imiona i nazwiska, ale Wladislaus Paczynski wydaje się mimo zniemczenia Polakiem. A Konrad von Jutrzenka? 19 lat. Biedny Konrad.

czarnowo (9)

Co jest piękne?

Ewa Maria Slaska

Who decides beauty?

W tym pytaniu chodziło przede wszystkim o piękno kobiece. Jeden z wielkich tematów dyskusji społecznej ostatnich lat, ważna część dyskursu feministycznego i strategii gender. Zasadniczo to MY, a nie społeczeństwo, albo MY-KOBIETY a nie mężczyźni, mamy decydować o tym, jak chcemy być piękni czy jak chcemy być piękne.  Wywalczyłyśmy prawo do samodzielnego decydowania, ale to oczywiście pewna fikcja. Nie ulega bowiem wątpliwości, że piękno, podobnie jak prawda, jest dzieckiem swojego czasu, i że my, ponieważ też jesteśmy dziećmi naszego czasu, trzymamy się wyznaczonych przez ten czas kanonów. Nawet zatem, jeśli decydujemy dziś same, to jednak w tych decyzjach obracamy się w kręgu wyznaczonym przez gust współczesny, komercję, modę. Nawet odstępstwa nie odbiegają daleko. Przebieramy się za chłopów z XVII wieku, Słowian czy Mormonów, co jednak nie zmienia faktu, że mniej lub bardziej stosujemy się do wymogów współczesności. Białe słowiańskie giezło i kwakierska sukienka w kratkę spokojnie ujdą i dziś. Mało kto sięga do ekstremalnych wzorców piękna. Nie spotkałam nigdy kobiety, która wystylizowałaby się na piękność z okresu kultury Majów, bo oznaczało by to, że musiała sobie wybić zęby i wstawić turkusy. I chyba nie widziałam też żadnej Europejki, która, aby być piękną, zabandażowałaby sobie stopy na wzór chiński lub nałożyła na szyję miedziane obręcze jak czynią to kobiety w niektórych plemionach w Afryce.

Co mnie jednak zastanawia, to pytanie, skąd my, osobiście i indywidualnie mamy w sobie pewne kanony tego, co uważamy za piękne. Bo jak się zastanowię nad moimi upodobaniami… Mam na ten temat do opowiedzenia pewną anegdotkę. Zimą zeszłego roku byłam w Paryżu i poszłam oczywiście do mojego ulubionego Musée d’Orsay. W niezgłębionej naiwności swojej pomyślałam, że jak wejdę tam o godzinie 16, to do godziny 18 będę miała dwie godziny na spokojne zwiedzanie. Nie przewidziałam ani kolejki po bilety i do szatni, ani tego, że o godzinie 18 to pracownicy muzeum już wszyscy wyszli z budynku, a żeby to uzyskać, o  godzinie 17 zaczynają nas wyganiać. Najpierw łagodnie, ale po 15 minutach już bezpardonowo. Z zaplanowanych dwóch godzin zostały mi więc jakieś obgryzione trzy kwadranse. Gdy zorientowałam się, że nie ma prawa łaski, popędziłam na piąte piętro, żeby przelecieć jak wicher po sali impresjonistów. Już z daleka zobaczyłam obraz, którego nie znałam, a który stanowił dla mnie uosobienie piękna – po zielonej trawie w piękny letni dzień przechadzają się piękne kobiety w białych sukniach. Nie widziałam oczywiście, czy dzień był piękny i letni, nie widziałam, czy kobiety naprawdę były piękne, wystarczyło zestawienie trawa, kobiety, długie białe suknie, żebym wiedziała, że wszystko jest piękne. Wiem, kiedy coś jest piękne. Czuję wtedy lekki ucisk w brzuchu i bije mi serce. Pędzę więc na spotkanie Piękna. Biegiem dopadam do obrazu, oganiając się pod drodze od namolnego strażnika, który mi mówi, że wyjście jest tam, no tam, za mną! Spodziewałam się, że będzie to taki obraz, albo po prostu ten:

Claude Monet (1840-1926) Frauen im Garten ok. r. 1866 Olej na płótnie 255×205 cm Paryż, Musée d’Orsay

A tymczasem, gdy dopadam obrazu, widzę to:

Claude Monet (1840-1926), les dindons, château de Rottembourg à Montgeron dans l’essone,1877

Jestem rozczarowana. Dlaczego właściwie? Przecież na obrazie jest dokładnie to, czego oczekiwałam – białe istoty na trawie. Ale czuję, że to śmieszne, pogoń za pięknem, żeby znaleźć indyki. Coś z Pana Tadeusza, gdzie, jak twierdził Słowacki, heroina gęsi pasie.

Zresztą nie tylko ja uważam, że indyki na trawie są mniej ciekawe i mniej piękne, niż przechadzające się po trawie kobiety w białych sukniach, bo jak teraz szukam reprodukcji w sieci (na miejscu nie byłam w stanie zrobić zdjęcia, nie ważne dlaczego, bo nie wolno, bo za późno, bo komórka mi wysiadła), to jej nie ma. Sprawdźcie, wpiszcie do google’a Monet obrazy albo Monet Werke albo Monet paintings,  indyków nie będzie. Nie ma ich również na liście obrazów w muzeum d’Orsay, choć przecież tam są. Nawet jak się wpisze Monet Les Dindons, Turkeys, Indyki, Puten, w sieci pojawią się tylko propozycje zakupu reprodukcji.

Dlaczego indyki są mniej ładne niż kobiety? No?! Who decides beauty? No przecież ja sama. Ja sama! Nikt mi nic nie narzuca, nikt mi niczego nie zabrania. Kto mi ustalił moje własne wzorce piękna? Wiem od zawsze, że lubię rzeczy białe, że białe jest piękne, najlepiej tylko biel, ale może być ostatecznie na tle zieleni lub w towarzystwie beżu i błękitu czyli biel w ogrodzie i biel nad morzem. OK. A oprócz tego piękne są rzeczy jeszcze bielsze niż biel, bo przezroczyste – woda, szkło, kryształy, welony… Białe kwiaty, białe naczynia, białe suknie… Zamarznięta Niagara.


Muzeum Karkonoskie w Jeleniej Górze, Foyer – Barbara Idzikowska, Pranie (szkło)

No to dlaczego nie indyki!

No i właściwie – dlaczego to białe jest piękne?