Wałęsa

Ewa Maria Slaska

walesa
Wiem, zaraz ktoś na mnie naskoczy, przypomni, co każdy musi wiedzieć, że to ubek i chudy bolek, i jak mogę o nim w ogóle pisać? Bo jeśli już mi się oberwało za Tuwima, a co by było? co będzie, jak zaproponuję coś Gałczyńskiego? nie daj Bóg sobie wyobrażać, to co się stanie teraz, skoro zamierzam napisać o Wałęsie. I śmieszne, bo przecież go nawet nie lubię, ale muszę, staram się patrzeć uczciwie na moje, na nasze życie, i wiem, że tego dnia, 31 sierpnia 1980 roku NIGDY, ale to nigdy nie zapomnę. Bo chociaż nie pamiętam, co dokładnie tego dnia robiłam, ani co było na obiad, to jednak pamiętam i ZAWSZE będę pamiętać, że tańczyliśmy karamaniolę na ulicy.

Oczywiście byłam wystarczająco mądra, żeby wiedzieć, że wysokie C dnia, kiedy rewolucja zwyciężyła, szybko zmienia się w nużące glissando znojnego uprawiania poletka tejżeż rewolucji. Oczywiście znałam powiedzenie Dantona, które potem musieliśmy sobie niemal co dzień powtarzać, że “Rewolucja, jak Saturn, pożera własne dzieci” i że nie minęło wiele czasu, a ci, co tańczyli karamaniolę w pamiętnym roku 1789, niedługo potem położyli głowy pod gilotyną.

Oczywiście teraz jesteśmy jeszcze mądrzejsi o wiedzę, że prezydentura Wałęsy była marna, a on okazał się politykiem nieobliczalnym i, nawet jak na polityka, egoistycznym i zapatrzonym w siebie.

A mimo to, mimo to… żałuję tych, którym nie dane było tańczyć na ulicach. To dodaje skrzydeł na całe życie. Dlatego – mimo iż podejrzewam, że film będzie marny, dziś, 33  lata później, wciąż cieszę się, że Wajda nakrącił ten film. Bo “Wałęsa (to był wówczas dla nas i dla świata wegetującego pod sowieckim butem) człowiek z nadziei”.

Do zwycięstwa trzeba nam odwagi, odwagi i jeszcze raz odwagi.
Georges Jacques Danton (1759–1794) – adwokat francuski, znakomity mówca, jeden z organizatorów i przywódców rewolucji francuskiej.

Ogród króla świtu

Trzydzieści lat tego nie słyszałam. Słuchałam jak się ukazało. Był rok 1983. Marek Biliński pomógł nam wtedy w ciężkich, smutnych, beznadziejnych czasach. Już sam tytuł płyty przypominał, że świat to nie tylko ocet, liście laurowe, puste sklepy, gołe haki, śmierdzące jajka i szare papierowe torebki. Ogród króla świtu, jakie to było piękne, pamiętacie?


Viola znalazła w internecie i udostępniła taką wersję “Tańca w zaczarowanym gaju”:
“Po kilkunastu bezowocnych próbach, w miarę poprawnego zagrania tego utworu, bateria w aparacie skapitulowała… Zamieszczam zatem z klipem, w którym główną rolę gra Polina Semionowa… Oryginalnie zatańczyła do piosenki Herberta Grönemeyera — Demo (Letzter Tag). W moim odczuciu jednak, lepiej “komponuje się” z utworem Marka Bilińskiego…
Aranżacja i wykonanie na instrumencie Yamaha PSR-S710 – styl własny.
Miłego odbioru Wam życzę… 🙂
Piotr Zylbert.
Utwór – Taniec w zaczarowanym gaju pochodzi z płyty: Ogród króla świtu z 1983 r.”

Ausflug in Berlin

Es war Montag. Wir waren zu sechst. Dorota, Lida, Felice, Mini, Adrian und ich. Eine von uns hatte Geburtstag. Wir machten eine Schifffahrt. Drei FFF, richtig? Am Ende des Tages ist ein gemeinsamer Text entstanden. Mit unheimlich viel Konjunktiven. Die Polen und Polinnen unter uns freuen sich deshalb, da ein Konjunktiv etwas Feines und in Polnischem kaum Benutztes ist. Im Laufe des Tages sind auch jede menge Fotos entstanden. Ein davon ist ein Rätsel.

Was ist es?

zagadka-berlin-zwodyEs ist der Schatten eines Polers (eines Knechts) auf dem Schifftisch.

Der Rest der Fotos und kleine Reportage für diejenige, die Polnisch kennen – morgen. Für heute dies, was am Tag selber entstanden ist:

Wenn ich das gewusst hätte, was auf mich zukommt, hätte ich nichts zum Frühstück gegessen, hätte ich mich gestern noch mehr drauf gefreut, hätte ich mich über jeden Grashalm auf der Strecke informiert (Adrian lacht über “Gras” – Gras wäre tatsächlich eine gute Ergänzung zum Chillen gewesen). Ich hätte nichts anders gemacht! Aber vielleicht hätte ich vorher ein Buch über die Architekturgeschichte Berlins lesen sollen. Berlin ist eine Stadt am Wasser, alles spiegelt sich und leuchtet, und ich habe so viele Bauten gesehen, die ich nicht kannte.

Alle

PS. 1. Hiermit verpflichte ich mich zum nächsten Geburtstagausflug mit Lida ein bisschen Gras zu besorgen. (Vom feinsten) – Adrian.

PS. 2. Ist gut. Ich habe gerade mit Johanna und Tanja den Film Paulette gesehen. Danach haben sie den Wunsch geäußert, unbedingt einen Schokokuchen mit Haschisch zu essen. Ich glaube ein mit Gras ginge auch. Den soll ich backen! – Ewa Maria Slaska.

PS. 3.

Zum Geburtstag für Liduś am 26. August 2013

Hab Dank für einen schönen Tag
voll Sonne und Burgunder,
nach Landwehr, Spree und Bundestag
im Ankerklausenwunder.

Auf dass noch viele solche Tage
gemeinsam uns begleiten –
In Schleusen geht es auf und ab,
wie in des Lebens Weiten.

Mini

Fortsetzung folgt morgen / To be continued tomorrow / Ciąg dalszy nastąpi jutro

Und zum Schluß schöne Geburtstagsmusik:

http://www.youtube.com/watch_popup?v=G4nX0Xrn-wo&sns=em

Poesie – Poezja – Poetry / Paul Celan

Todesfuge

Schwarze Milch der Frühe wir trinken sie abends
wir trinken sie mittags und morgens wir trinken sie nachts
wir trinken und trinken
wir schaufeln ein Grab in den Lüften da liegt man nicht eng
Ein Mann wohnt im Haus der spielt mit den Schlangen der schreibt
der schreibt wenn es dunkelt nach Deutschland

dein goldenes Haar Margarete
er schreibt es und tritt vor das Haus und es blitzen die Sterne
er pfeift seine Rüden herbei
er pfeift seine Juden hervor lässt schaufeln ein Grab in der Erde
er befiehlt uns spielt auf nun zum Tanz

Schwarze Milch der Frühe wir trinken dich nachts
wir trinken dich morgens und mittags
wir trinken dich abends
wir trinken und trinken

Ein Mann wohnt im Haus der spielt mit den Schlangen der schreibt
der schreibt wenn es dunkelt nach Deutschland
dein goldenes Haar Margarete
Dein aschenes Haar Sulamith

wir schaufeln ein Grab in den Lüften da liegt man nicht eng

Er ruft stecht tiefer ins Erdreich ihr einen ihr andern singet und spielt
er greift nach dem Eisen im Gurt er schwingts seine Augen sind blau
stecht tiefer die Spaten ihr einen ihr andern spielt weiter zum Tanz auf

Schwarze Milch der Frühe wir trinken dich nachts
wir trinken dich mittags und morgens wir trinken dich abends
wir trinken und trinken
ein Mann wohnt im Haus
dein goldenes Haar Margarete
dein aschenes Haar Sulamith
er spielt mit den Schlangen
Er ruft spielt süßer den Tod
der Tod ist ein Meister aus Deutschland
er ruft streicht dunkler die Geigen
dann steigt ihr als Rauch in die Luft
dann habt ihr ein Grab in den Wolken da liegt man nicht eng

Schwarze Milch der Frühe wir trinken dich nachts
wir trinken dich mittags
der Tod ist ein Meister aus Deutschland
wir trinken dich abends und morgens wir trinken und trinken
der Tod ist ein Meister aus Deutschland sein Auge ist blau
er trifft dich mit bleierner Kugel er trifft dich genau
ein Mann wohnt im Haus
dein goldenes Haar Margarete
er hetzt seine Rüden auf uns
er schenkt uns ein Grab in der Luft
er spielt mit den Schlangen und träumet
der Tod ist ein Meister aus Deutschland

dein goldenes Haar Margarete
dein aschenes Haar Sulamith

Paul Celan liest sein eigenes Gedicht

Krakowski zespół Sublokator śpiewa Fugę śmierci po polsku

And here an English translation of “Todesfuge”. The translation tries to honor the cadence and rhythm of the original German.

Utwór dotyczy autentycznych zdarzeń związanych z Holokaustem. W kilku nazistowskich obozach śmierci, w Lublinie, obozie Janowskim, ale też w Auschwitz, część skazanych była zmuszana przez hitlerowców do grania tzw. „Tanga śmierci”, gdy tymczasem inni więźniowie mieli kopać groby. Do tego faktu odnosi się również utwór “Dance me dance me to the end of love” śpiewany przez Leonarda Cohena. Pisałam o tym TU.
Konstrukcja tekstu przypomina zasady kompozycji muzycznej fugi.

Stara kobieta i morze…

…możliwości, czyli Paulette.


Przepraszam Czytelników, że zwiastun po niemiecku… Po polsku na youtubie nie znalazłam.
Bernadette Lafont, aktorka grająca rolę Paulette zmarła miesiąc temu, ale ja dopiero wczoraj dotarłam do kina na jej ostatni film. Zabawna komedia, opowiadająca podobno prawdziwą historię, aczkolwiek oczywiście mocno sfabularyzowaną. Polecam. W sam raz film na hard day’s night.  Z kin już pewnie powoli wychodzi, ale zapewne pojawi się gdzieś w telewizji, w sieci czy na DVD.

A zamiast recenzji przemyślenia. Starzy mężczyźni w filmie, stare kobiety… Nie liczyłam, ale wydaje mi się, że jest ich w produkcji kinowej po równi. Czyli inaczej niż w prawdziwym życiu, gdzie demograficznie więcej jest starych kobiet, a w społeczeństwie i polityce wciąż jeszcze więcej – starych mężczyzn. Stare kobiety, ba, jak twierdzi Tokarczuk już nawet kobiety w średnim wieku, stają się przezroczyste, niewidzialne. Starym mężczyznom nadal jeszcze wiele wolno. Mniej niż przed kilkudziesięciu laty, ale wciąż jeszcze dużo. Bardzo dużo. I wszędzie ich widać.

Starzy mężczyźni. Oczywiście klasyk czyli Stary człowiek i morze. Wikipedia entuzjastycznie pisze: “Przesłaniem utworu jest refleksja, że człowiek jest zdolny zrobić wszystko (…). Rybakowi nawet starość nie przeszkodziła w zdobyciu marlina.” W filmie rybaka Santiago gra Anthony Quin. Inne filmy. Bez ładu i składu: The Straight Story (Prosta historia), Broken flowers Jima Jarmuscha, About Schmidt z Jackiem Nicholsonem, Schultze gets the blues. A też Searching for Sugar Man.

Otóż więc w przeciwieństwie do życia publicznego, w filmie są całe masy starych kobiet. Mają one oczywiście również swoją klasykę czyli przemiłe staruszki z broadwayowskiej komedii sfilmowanej w roku 1944 – Arszenik i stare koronki. Była też wspaniała Miss Marple Agathy Christie grana przez równie wspaniałą Margaret Rutherford. Wożąc Miss Daisy Bruce’a Beresforda, Sierpniowe wieloryby Lindsaya Andersona. Oczywiście Golden girls, a jakże. Dziewczyny z kalendarza Nigela Cole’a i Irina Palm z niezapomnianą Marianną Faithefull. Te ostatnie są nawet podobne do Paulette – to stare panie, które, przymuszone okolicznościami, podejmują się pracy, o jakiej w poprzednim życiu nawet nie słyszały. Dziewczyny z kalendarza fotografują się nago, żeby zarobić na kanapę w szpitalu. Irina chcąc zapewnić leczenie choremu wnukowi  na własną rękę (dosłownie!) zdobywa pieniądze zatrudniając się w seksbiznesie. Paulette… ale nie będę zdradzała, o co chodzi, bo wygląda na to, że beznadziejni współcześnie recenzenci nie streścili jeszcze filmu w pierwszym akapicie swej recenzji. I a nuż nadal tego nie zrobią. W każdym razie z zawodu Paulette przypomina może (trochę, trochę) Irinę Palm, ale z charakteru jest oczywiście nowym wcieleniem straszliwej, cudownej starej ciotki francuskiej Tatie Danielle zagranej nadzwyczaj przekonująco przez Tsillę Chelton.

Przypominam tu tylko kilka z filmów o starych – czy jakby to elegancko w dzisiejszych czasach należało powiedzieć: starszych paniach, żeby ogłosić, co następuje. Otóż nawet jeśli dla “pięknych, młodych i bogatych” jesteśmy może bytami niewidzialnymi, to dla siebie wiemy, że mamy jeszcze morze możliwości. I tej wersji będziemy się trzymać.

Paul Celan

Paul Celan. Urodził się w rodzinie żydowskiej w 1923 roku w Czerniowcach, mieście które wówczas znajdowało się w Rumunii, a dziś na Ukrainie, zabił się skacząc do Sekwany 20 kwietnia 1970 roku. Naprawdę nazywał się Paul Antschel lub Ancel, Celan to anagram prawdziwego nazwiska. Uważany za jednego z najważniejszych poetów języka niemieckiego, a jego wiersz Fuga śmierci, za najistotniejszy wiersz o zagładzie. Fugę zaprezentuję w niedzielę, dziś zaproszenie na… na co właściwie? Koncert muzyki klezmerskiej? Recital poetycki? Wieczór poezji śpiewanej? Nic z tego, a zarazem wszystko na raz. Dwóch artystów – aktor i muzyk – stworzyło wieczór poezji Celana z najsłynniejszego jego tomu wierszy Mak i pamięć (1952).

Zusammen_Feidman_Becker_2_c_F.Broede_u_A.MeisterGiora Feidman und Ben Becker: Zweistimmig

Wczoraj w Berlinie odbyła się premiera – w ramach tegorocznych Dni Kultury Żydowskiej. Giora Feidman jest znakomitym klarnecistą, o pokolenie młodszy Ben Becker – aktorem i piosenkarzem. Beckera znamy przede wszystkim z filmu Josepha Vilsmaiera Brat snu według powieści Roberta Schneidera (1995), a obaj artyści spotkali się też w brawurowym filmie muzycznym tegoż reżysera Comedian Harmonist (1997), autentycznej historii o sześciu muzykach z Berlina w latach 30.

Uwaga Administratorki z roku 2020: dalsza część wpisu jest już dziś całkowicie niepotrzebna, Ben Becker zagrał w międzyczasie świetną rolę w filme Dzieło bez autora (Werk ohne Autor)  Floriana Henckela von Donnersmarcka (2018), powiem więc przy okazji, że jeśli nie obejrzeliście tego filmu w kinach, koniecznie poszukajcie go na DVD albo jednym z licznych portali streamingowych. Tylko na Boga! – nie czytajcie recenzji ani zwiastunów filmu. Zdradzą Wam, o co i o kogo chodzi w ciągu piwrwszych 10 sekund, i na zawsze odbiorą ciekawość, z jaką ogląda się to świetne kino, nie wiedząc… Po prostu oglądając.

A kto chce posłuchać Giory Feidmana (starszy pan, urodzony w roku 1936, wciąż jeszcze świetnie gra), to proszę bardzo: TU.

Reblog: Kapoor in Berlin

Amazing! Wonderful! Przybywajcie, przybywajcie, bo w Berlinie do 24 listopada obejrzeć można najniezwyklejszą wystawę roku – wielkie obiekty woskowe i bryły wosku, w tym wspaniałego czerwonego wosku, jako produkt artystyczny a nie pszczelarski! Pojedyncze przedmioty tej sztuki są być może bez sensu, złożone w całość wystawienniczą dają produkt nadzwyczajny. Anish Kapoor, urodzony w roku 1954, syn Hindusa i żydowskiej Irakijki. Jeden z najsłynniejszych artystów XX wieku. Bilety na wystawę w Martin Gropius Haus drogie, bo po 11 euro, ale się opłaca. Instalacje Kapoora są może przeżytkiem lat 70, ale kto z nas w latach 70 był w stanie pojechać do Londynu i zobaczyć, co robią młodzi, nieznani (wówczas) twórcy. Zresztą, jeśli nawet udało się nam wtedy dotrzeć do Londynu, to zawróciła nam w głowie muzyka i moda, a jeśli dotarliśmy też do jakiejś sztuki, to paśliśmy się w British Museum i National Gallery. Więc nawet jeśli byliśmy wtedy w Londynie, to wcale nie wiedzieliśmy, że Kapoor, a tymczasem, no cóż, to było wielkie przeoczenie i dobrze, że można je teraz w Berlinie nadrobić.

Zresztą wielu z Was już to wie. Podczas ostatniego długiego polskiego weekendu na wystawie było więcej Polaków niż reszty świata. Ciekawe – wszyscy z dziećmi, aktualnymi lub in spe. A z tym pomysłem trzeba nieco ostrożnie, bo wystawa od czasu do czasu głośno strzela czerwonym woskiem z armaty i nie wszystkie dzieci to lubią. Nasze nie lubiło. Naszemu najbardziej podobał się wielki czerwony woskowy dzwon, wokół którego kręci się nóż, za każdym razem ścinający ledwie widoczną warstewkę obiektu. Dziecię chciało wiedzieć, jak długo też nóż się kręci. Aż się rzeźba skończy, brzmiała odpowiedź. Dociekliwe dalsze pytania dostarczyły jednak dziecku tej odpowiedzi, o którą mu chodziło: 17 minut. Czyli tyle co dwie bajki o kotku Filemonie, wyjaśnił Ojciec.

kapoor-berlin copy

 

Poésie – Poesie – Poetry – Poezja / Le temps de Cerises

To, że dziś właśnie posłuchamy “Czasu wiśni” zawdzięczam(y) facebookowej grupie założonej przez Anatola Borowika: “Fani Bułata Okudżawy… łączcie się!” Grupa przypomina nie tylko Okudżawę, ale również i inne piękne utwory muzyczne i poetyckie. “Czas wiśni”, przypomniany przez Marynę Bersz Szturo Over, bez problemów znalazłam na youtubie po francusku i po niemiecku, z trudem, i tylko dzięki temu, że piosenka w wersji oryginalnej pojawia się w japońskim filmie “Szkarłatny pilot” w reżyserii Hayao Miyazaki, znalazłam angielską wersję tekstu. Polskiej nie ma. Ani w wersji muzycznej, ani słownej, co dziwne i ciekawe, bo “Le temps de Cerises” to jeden z najczęściej coverowanych utworów na świecie. Zrobiłam więc tłumaczenie sama…

Le temps de Cerises


Le Temps des cerises est une chanson de 1866, paroles de Jean-Baptiste Clément, musique d’Antoine Renard. Interprétation: Yves Montand.
Cette chanson est si fortement associée à la Commune de Paris que, dans les esprits, elle fut écrite pour elle. Pourtant elle fut écrite sous Napoléon III avant même la guerre de 1870.

Tak, ta zwykła prosta francuska piosenka o miłości, ludowy przebój o tym, że kocham, choć czas czereśni i miłości jest krótki i przemija, ja jednak kocham i nawet jeśli te czereśnie i ta miłość minęły, wiem, że kiedyś powróci następna miłość… Ta ludowa piosenka nabrała specjalnego znaczenia podczas rewolucji Komunardów w 1870 roku. Jak to opowiada podczas koncertu wieczny wojownik Wolf Bierman, którego interpretację przypominam poniżej, był to pierwszy w Europie moment, w którym to lud powiedział, czego chce. Komuna przegrała, ale komunardzi i ich zwolennicy wierzyli, że walka się nie skończyła, że będziemy walczyć i kiedyś zwyciężymy. I wtedy właśnie piosenka o miłości i czereśniach stała się symbolem tej wiary w zwycięstwo. Nie zmieniono w niej ani jednego słowa, to tylko śpiewający wiedzieli, że śpiewają o czymś innym.

Dziś, po czterech latach po opublikowaniu pierwszej wersji tego wpisu, w czerwcu 2017, dedykuję tę piękną piosenkę o lecie, czereśniach, miłości i zwycięstwie, nam wszystkim, Polakom, którzy wierzą (i wiedzą), że skoro pokonaliśmy zaborców, Hitlera i komuchów, to przetrwamy i szaleństwo Kaczyńskiego.

Le temps de Cerises

Quand nous chanterons, le temps des cerises
Et gai rossignol et merle moqueur
Seront tous en fête.
Les belles auront la folie en tête
Et les amoureux du soleil au coeur
Quand nous chanterons, le temps des cerises
Sifflera bien mieux le merle moqueur.

Mais il est bien court le temps des cerises
Où l’on s’en va deux cueillir en rêvant
Des pendants d’oreilles,
Cerises d’amour aux robes pareilles
Tombant sous la feuille en gouttes de sang.
Mais il est bien court le temps des cerises
Pendant de corail qu’on cueille en rêvant.

Quand vous en serez au temps des cerises
Si vous avez peur des chagrins d’amour
Evitez les belles!
Moi qui ne crains pas les peines cruelles
Je ne vivrai point sans souffrir un jour.
Quand vous en serez au temps des cerises
Vous aurez aussi des peines d’amour.

J’aimerai toujours le temps des cerises
C’est de ce temps là que je garde au coeur
Une plaie ouverte.
Et Dame Fortune en m’étant offerte
Ne pourra jamais fermer ma douleur,
J’aimerai toujours le temps des cerises
Et le souvenir que je garde au coeur.

Couplet ajouté pendant la guerre de 1871

Quand il reviendra le temps des cerises
Pendores idiots magistrats moqueurs
Seront tous en fête.
Les bourgeois auront la folie en tête
A l’ombre seront poètes chanteurs.
Mais quand reviendra le temps des cerises
Siffleront bien haut chassepots vengeurs.

Time of cherries

When we sing of the time of cherries,
gay nightingales and mocking blackbirds will celebrate,
pretty girls will have folly in their heads,
and lovers, sunshine in their hearts.
When we sing of the time of cherries,
the mocking blackbird will sing better.

But it is very short, the time of cherries,
where some go to gather earrings in a dream,
cherries of love in similar gowns
falling beneath the leaves like drops of blood.
But it is very short, the time of cherries,
coral pendants which one gathers in a dream.

When you are in the time of cherries,
if you fear the sorrows of love, avoid the pretty girls.
I, who do not fear the cruel distress,
I will never live a day without suffering.
When you are in the time of cherries,
you will also have the distresses of love.

I will always love the time of cherries,
it’s from those times that I hold in my heart an open wound,
and the offerings of lady luck
can never soothe my suffering.
I will always love the time of cherries,
and the memory I hold in my heart

***

Czas czereśni

Gdy śpiewamy o czasie wiśni a z nami
słowiki, i kosy i drozdy
śpiewają – w głowie
dziewczyny szaleństwo mają
a kochankowie słońce w sercu
Gdy śpiewamy o czasie wiśni a z nami
kosy i drozdy lepiej śpiewają

Ale tak krótko trwa czas wiśni ten czas
gdy zbieramy we śnie wiśnie
i czereśnie w podobnych sukienkach
spadające z gałęzi jak krople krwi
Ale tak krótko trwa czas wiśni ten czas
gdy koralowe korale zbieramy we śnie

Jeśli lękasz się bólu omijaj we śnie
dziewczyny, wiśnie i czereśnie,
Lecz ja, ja nie lękam się goryczy
bo każdy mój dzień nosi jej smak
Gdy żyjesz w czasie wiśni, strzeż się
bo miłość może ci poranić serce.

Jednak zawsze będę kochał czas wiśni,
choć z tamtych czasów krwawy pozostał ślad.
A to co dzisiaj daje miłość
Nie ukoi tego, czego wtedy było brak.
Jednak zawsze będę kochał czas wiśni,
i nosił pamięć o nim w sercu i w snach.

Tłumaczenie: Ewa Maria Slaska

Reblogi: Sławomir Mrożek

zachod_slonca_w_litWczoraj rano, 15 sierpnia 2013 roku, w Nicei zmarł Sławomir Mrożek, dramatopisarz, prozaik i rysownik, autor m.in. “Tanga”. Miał 83 lata.

Więcej TU.

A tu jeszcze (za Facebookiem) fragment wywiadu, jaki Konrad Wojtyła, dziennikarz, redaktor i pisarz ze Szczecina przeprowadził z pisarzem wiosną tego roku: “Jestem Polakiem i umrę jako Polak. Tu nie ma nic do okazywania w kwestii patriotyzmu. Język ojczysty jest językiem najważniejszym. Polska się zmieniła, bo ludzie trochę wyjeżdżają i wracają. Potem układają sobie życie pozachodowemu. To dziwny stan. Polska mi obojętnieje trochę. Może wrócę, może nie. Teraz jestem w zasadzie sam. To znaczy z Suzanną, ale ona prawie nie mówi po polsku. Jak wrócę do Polski to zaraz zaczną się pytania, co myślę o Polsce. A ja nie chcę”.

I rysunki. Ten na górze zatytułowany “Motyw zachodu słońca w literaturze polskiej”. A ten na dole (zajumany) z internetu (dziękuję zajumanej stronie):

polskikwartet

Reblog: Słowianie

slowiankaTekst, który tu rebloguję, znalazłam w sieci już jakiś czas temu.  Przeczytałam go i – wydawało mi się – że mi się nie spodobał. Uznałam, że jest nieprofesjonalny i świadczy o (naszej) słowiańskiej zarozumiałości. Mimo to wciąż myślę o tym, co napisał autor, skrywający się za ksywką “oculus”. Nie mamy się czego wstydzić, kiedyś podbijliśmy Chiny… Nie zachwycił mnie ten wywód, a przecież tekst uporczywie mi się przypomina. W końcu postanowiłam, że podzielę się z Wami i tym tekstem, i moimi wątpliwościami.

Słowianie – tajemniczy lud.