Byłam w Poznaniu

Ela Kargol

Między domem Greisera a cmentarzem żydowskim

Byłam w Poznaniu. Nie pierwszy raz i nie ostatni. Urodziłam się w tym mieście, tam dorastałam, tam przeżyłam swoje najpiękniejsze, bo młode lata.

Na Junikowie w Poznaniu mam już miejsce w grobie rodzinnym, choć o tym, czy będzie to ostatecznie moje miejsce, zadecyduje i tak rodzina. Mnie natomiast w zaświaty jeszcze się nie spieszy.

Berlin, w którym mieszkam od wielu lat i znacznie dłużej, niż mieszkałam w Poznaniu – jest dziś moim miastem. Jestem tu trochę z przypadku a teraz już z przyzwyczajenia, ze względu na rodzinę, na skromną emeryturę, na zasiedzenie i kilka innych powodów, które pewnie też by się znalazły. Na pewno jednak nie ze względu na sentymenty, korzenie czy groby przodków, bo te są gdzie indziej.

A więc byłam w Poznaniu, któryś setny, a może już tysięczny raz, odkąd wyjechałam z miasta w 1984 roku. Tym razem zamieszkałam w miejscu, które znam, jak się okazało nie do końca. Między dawną willą Greisera a starym cmentarzem żydowskim. Na Łazarzu przy ulicy Berwińskiego, jednej z najkrótszych ulic Poznania.

Ulica ma zaledwie 148 metrów długości. Znajduje się przy niej pięć numerów i tylko trzy budynki. Naprawdę to zauważyłam tylko dwa. Pierwszy minęłam, kierując się od razu do potężnej, poniemieckiej szkoły, W budynku tym, oprócz szkoły, mieści się również schronisko młodzieżowe, oferujące noclegi w przystępnych cenach.

Ulica biegnie wzdłuż północnego skraju Parku Wilsona. Po drugiej stronie nie ma żadnych numerów, tylko park, który wyznacza jej naturalną granicę.


Kamienice przy ulicy Głogowskiej, po prawej stronie widoczny fragment budynku na rogu ulic Berwińskiego i Głogowskiej, gdzie Ludwik Puget miał swoją pracownię w mansardzie

Trochę mi wstyd, że pominęłam Berwińskiego 1, ale dużo później doczytałam o kamienicy zaprojektowanej przez ważnego dla Poznania architekta Władysława Czarneckiego i o Ludwiku Puget, artyście rzeźbiarzu, zamordowanym w Auschwitz, który w latach 20. i 30. ubiegłego wieku miał w tej kamienicy swoją pracownię. Artysta był również związany z Krakowem. Gdy będę pisać o Krakowie, wrócę na Berwińskiego w Poznaniu.

Alpinarium w Parku Wilsona

Kamienica przy Berwińskiego 1 została zbudowana już w wolnej Polsce, szkoła i sąsiadująca z nią willa jak również ogród botaniczny, a teraz Park Wilsona jeszcze przed uzyskaniem przez Polskę niepodległości.

Na terenach parku, jak również szkoły i willi Paula Ueckera, którą zamieszkiwał podczas II wojny światowej namiestnik Rzeszy w Kraju Warty Arthur Greiser, rozciągała się szkółka drzew założona przez Towarzystwo do Upiększania Miasta i Jego Okolic. W latach 1902–03 według projektu berlińskiego ogrodnika Hermanna Kübe powstał ogród botaniczny przemianowany w 1926 na park im. Thomasa Woodrowa Wilsona.

Po wojnie przez pewien dość długi okres park nosił nazwę Marcina Kasprzaka. W czasie okupacji funkcjonował pod stosunkowo neutralną nazwą Parku Wschodniego (Ostpark). Najprawdopodobniej nigdy nie był określany jako Park Hitlera, Greisera czy Stalina.

Szkoła


Szkoła powstawała w latach 1903–1905 jako niemiecka IV Mittelschule. Po odzyskaniu niepodległości stała się placówką polską. W latach 20. ubiegłego wieku sala gimastyczna szkoły służyła jako punkt przejściowy dla Polaków powracających na stałe z Niemiec po I wojnie światowej. W okresie II wojny światowej budynek pełnił rolę szpitala wojskowego.W latach 70. ubiegłego wieku w budynku mieściły się aż cztery szkoły podstawowe. W tej chwili jest jedna, a w obiekcie działa również już wspomniane schronisko młodzieżowe. W 2022 roku schronisko przyjęło pod swój dach rodziny z dziećmi uciekające przed wojną w Ukrainie.

Willę przy ul. Berwińskiego 5 wzniesiono w 1908 roku dla poznańskiego prawnika Paula Ueckera. Projekt opracował Paul Genge, architekt działający w Poznaniu na początku XX wieku. Obiekt stanowi ciekawy wyjątek wśród kamienic tworzących kwartał Johow‑Gelände, nazwany od właściciela terenu, Maxa Johowa. Nie jestem znawczynią Poznania i odkrycie tego fragmentu miasta było prawdziwą niespodzianką, tym bardziej fascynującą, że Johow wznosił podobne kamienice również w Berlinie.

Ale wracając do willi, w okresie międzywojennym willa należała do znanego fabrykanta wódek i likierów, Artura Gaede, a później albo rownolegle mieścił się w niej konsulat francuski. We wrześniu 1939 roku willa została zajęta przez Arthura Greisera, który przejął ją po wysiedleniu polskich mieszkańców.

Greiser planował również wzniesienie rezydencji w Jeziorach, ale początkowo było to jeszcze przedsięwzięcie w fazie projektu.

Budynek prezentuje typ okazałej, rozbudowanej willi miejskiej, wyposażonej w tarasy, liczne przybudówki oraz ozdobną fasadę. Na terenie posesji znajduje się również schron przeciwlotniczy, zbudowany po nalotach w 1941 roku dla Arthura Greisera i jego rodziny.

Dodatkowe schrony, przeznaczone wyłącznie dla ludności niemieckiej, były budowane przez robotników polskich na terenie Parku Wilsona.

Wejście do Parku Wilsona, po prawej – zejście do schronu

Tuż po zakończeniu II wojny światowej w roku 1945, z tego miejsca rozpoczęła nadawanie poznańska rozgłośnia Polskiego Radia, która nieprzerwanie funkcjonuje tu do dziś.


Z ciekawości weszłam na teren posesji, choć napis wyraźnie informował, że wstęp jest wzbroniony. Pan portier rodem ze Szczecina okazał się rozmowny. Pokazał, co mógł, opowiedział, co pamiętał, zachwalał oryginalny płot i witraż, który, ku mojemu zdumieniu przetrwał naloty, dzięki giętkim ołowianym profilom. Przed wejściem zwrócił uwagę na metalowy pręt w kształcie podkowy, przymocowany nisko do ściany: dawny skrobak do butów, służący do zeskrobywania błota z podeszew. A potem stwierdził, że zawsze chciał mieszkać w pałacu – i choć w nim nie mieszka – to większość dnia spędza w pałacowej służbówce.

***

Nadkładając drogi i przechodząc przez Park Wilsona, szukając schronów przeciwlotniczych, podziwiając stare alpinarium oraz nowsze elementy architektury parkowej, docieram do ulicy Głogowskiej 26a. Przechodzę przez bramę na podwórko, o którym wiedziałam już od kilku lat, że ten skrawek dawnej nekropolii skrywa pozostałości cmentarza żydowskiego. Nekropolia była rozległa, zajmowała około czterech hektarów. Ta część została wyodrębniona stosunkowo niedawno, bo niespełna dwadzieścia lat temu.


Sama nekropolia powstała w 1804 r., po likwidacji cmentarza na Muszej Górze, czyli w okolicach obecnego Placu Wolności.

Tyle jest wiadome, że w roku 1805 zniesiono ten cmentarz (ten przy Placu Wolności), przyczem kości kilku męczenników z r. 1736, a z niemi i niektóre nagrobki przeniesiono na nowy cmentarz. Lud opowiada, że królowa pruska Luiza mieszkała koło cmentarza i nie chcąc mieć przed oczyma pogrzebów i nagrobków żydowskich, kazała znieść cmentarz. Klęska pod Jeną miała był “karą dla Prusaków za to świętokradztwo”.

http://cmentarze-zydowskie.pl/poznan.htm

Arthur Greiser, jako namiestnik Kraju Warty, dążył do całkowitego wymazania śladów obecności żydowskiej i polskiej. Cmentarz przy Głogowskiej zdewastowano w 1941 roku. Płyty nagrobne (macewy) potraktowano jako materiał budowlany. Ich fragmenty posłużyły do umocnienia brzegów jeziora Rusałka, część wykorzystano podczas budowy autostrady Frankfurt – Poznań, a część do dzisiaj można odnaleźć w bruku ulic poznańskiego Chwaliszewa.

W latach 2007–2008, dzięki staraniom londyńskiego Komitetu Ochrony Cmentarzy Żydowskich w Europie oraz poznańskiej gminy żydowskiej, na skrawku wolnego trawnika, położonego na terenie zniszczonej nekropolii, a powstałego po usunięciu garaży i placu zabaw, ustawiono współczesne macewy upamiętniające m.in. czterech rabinów poznańskich: Akiwę Egera (1761–1837); jego syna Salomona Egera (1787–1852); Josefa ben Pinchasa, zwanego ha-Caddik, czyli Sprawiedliwym (posługa 1780–1801); brata poprzedniego Mojżesza Samuela ben Pinchasa (posługa 1801–1806), przed przybyciem do Poznania rabina Tarnopola; a także drugą żonę Akiwy Egera Breindel z domu Feibelman (1780–1836), rodem z Szamotuł oraz administratora rabinatu w Rogoźnie Abrahama Egera (1781–1853), syna Akiwy z pierwszego małżeństwa, czyli rodzonego brata Salomona Egera. Przy murze złożono fragmenty nagrobków odnalezionych w różnych punktach miasta, najczęściej pokruszone podczas prac brukarskich. Przy wejściu umieszczone zostały tablice z informacjami w języku polskim, hebrajskim i angielskim. Nowy monument upamiętniający cmentarz znalazł się w też położonej po sąsiedzku bramie 11 Międzynarodowych Targów Poznańskich przy ul. Głogowskiej 18.

Kran z wodą do rytualnego obmywania rąk po opuszczeniu cmentarza

https://sztetl.org.pl/pl/miejscowosci/p/586-poznan/114-cmentarze/28700-cmentarz-zydowski-w-poznaniu-ul-glogowska-26a

Cmentarz żydowski przy Głogowskiej (ówczesnej ul. Marszałka Focha) graniczył z cmentarzami rzymskokatolickimi: Farnym i św. Marcina. Podczas okupacji również one zostały częściowo zlikwidowane, a na ich terenach przeprowadzono fragmentaryczne ekshumacje. Po 1945 roku obszar dawnych nekropolii stopniowo włączano w przestrzeń Międzynarodowych Targów Poznańskich, na której nadal powstają kolejne obiekty targowe.

Fragmenty odzyskanych macew znajdują się w różnych miejscach: na cmentarzu Miłostowo, w Muzeum Martyrologicznym w Żabikowie, w bruku ulic Czartorii i Tylnego Chwaliszewa oraz na podwórku przy Głogowskiej 26a. Części nie odnajdziemy nigdy, a część na pewno jeszcze tkwi w cmentarnej ziemi, która już cmentarną nie jest.


Skwer przed Nową Synagogą w 2008 roku otrzymał imię Rabina Akiwy Egera. Jego grób przy ulicy Głogowskiej został zdewastowany, dlatego rabinowi i jego rodzinie wystawiono nowe macewy z hebrajskimi inskrypcjami. A sama synagoga – przewrotny paradoks historii – ocalała dzięki temu, że Niemcy niszcząc wszystko oprócz bryły budynku, zamienili jej wnętrze w pływalnię. Basen działał do wczesnych lat XXI wieku. W latach 70. ubiegłego wieku nauczyłam się tam pływać. W pamięci mam zielonkawy odcień kafli. Poniemieckich? Nie wiem.

Leave a comment