Banalità incarnata: fratello sole, sorella luna… et colline, colline, colline…
W dzisiejszej gawędzie banał goni banał. Trudno. Przynajmniej jest to opowieść prawdziwa. A banalna prawda nie przestaje być prawdą.
Banalne jest stwierdzenie, że większość ludzi mogłaby wskazać jakieś filmy czy utwory literackie jako te, które głęboko przeorały ich osobowość, pełniły w pewnym sensie rolę formacyjną, są ważne. Viator też tak ma.
Ostrowscy, czyli rodzina babci Hali.Rodzinne ploteczki.
Mieszkali na ul. Targowej, 62 na Pradze (http://www.twoja-praga.pl/praga/ulice/4647.html – w powojennej numeracji był to dom pod numerem 64) w mieszkaniu od frontu, czyli od ulicy. Jakie ono było duże nie wiem, ale mieściło się w nim czworo dzieci z rodzicami oraz pokojówka i kucharka. Czy te dwie przychodziły rano, czy też mieszkały – tego też nie wiem. W podwórzu w parterowej oficynie była fabryczka kołder i bielizny pościelowej. Dziś mi się wydaje, że fabryczka to za duże słowo. Był to raczej warsztat zatrudniający dziewczęta szyjące ręcznie kołdry i krawcową szyjącą elegancką pościel. Kołdry pikowało się ręcznie, a boki zszywało na maszynie. Mama wspominała, że też się chciała nauczyć pikowania kołder i w życiu ta umiejętność się jej przydała. Ja nauczyłam się od niej i sama uszyłam pikowany, ciepły śpiworek dla mojej młodszej córki. Ile osób było zatrudnionych w tym warsztacie lub, jak mówiono, fabryczce – tego również nie wiem. Rodzina była zamożna, ale na ile, trudno dziś ocenić. Wszystko działo się na Pradze. Mama chodziła do szkoły na ulicy Szerokiej, chrzty dzieci odbywały się w kościele na Ratuszowej, a jak zmarła Babcia Józefa, to pochowano ją w rodzinnym grobie na Cmentarzu Bródzieńskim (Bródnowskim). Grób istnieje do dziś i kryje prochy moich przodków.
Jan III Sobieski – Lew Lechistanu i niespełniona nadzieja Polesia.
Jak mawiali współcześni Janowi III – Zacny to był rycerz, a w mądrości i kunszcie wojennym nie było lepszego niż hetman Sobieski herbu Janina.
To prawda, bo na rzemiośle wojennym znał się, jak nikt inny. Świadczą o tym chociażby jego sukcesy, jego żołnierska, droga, na koniu i z szablą w dłoni, jaką przeszedł, zanim stał się władcą Rzeczypospolitej. Taktycznej sztuki wojennej uczył się w „praktyce”, na wrogach Rzeczypospolitej, walcząc zarówno z Kozakami, jak i krymskimi Tatarami, Szwedami i wojskami Siedmiogrodu, Rosjanami i, oczywiście, z ordami tureckiego sułtana. Jego dowódczy, militarny talent pozwolił mu w spektakularny sposób zwyciężać tam, gdzie wydawało się to niemożliwe.
Dwa wiersze bez daty; o pierwszym w spisie wierszy ktoś (dziadek?)) napisał, że wiersz nie dokończony.
Wiktor Ostrowski
Całymi dniami ami
Całymi dniami ami Chodzę latam za jakimiś cieniami ami Patrzę się nachalnie Na sklepy kolonialne Hamleta tragicznego Słowa: „Być czy nie być” Wśród życia skandalicznego Traktują aby zbyć.
Dziś inne wymagania I inne są zadania Zadanieto: czy dają czy też nie? oj! oj
***
Halina (Halszka) Ostrowska, żona dziadka Wiktora była świetną tenisistką
Chciałem Cię otoczyć czułą mą opieką
Chciałem Cię otoczyć czułą mą opieką Wywieźć Cię z tych manowców daleko, daleko
Chciałem ofiarować Ci mieszkanko małe A w małym mieszkanku życie doskonałe
I dam Ci bieliznę jedwabną cieniutką Że przez nią zobaczę ja Ciebie calutką
Przejrzystość materii jest tak doskonała Że każdy załamek widać Twego ciała
Pończoszki jedwabne, przeróżne pajęcze Prześlicznie w nich będzie mej Pani zaręczę
Sukienka cieplutka i miękka jak z puchu Ułoży się pięknie przy każdym Twym ruchu
Nóżki przyozdobią pantofelki małe A futrów ciepełka będzie doskonałe
Pojedziemy do kina potem na wieczerzę W wytwornym lokalu pogadamy szczerze
A potem wrócimy do nas do mieszkania Łóżeczko pościelę, okna pozamykam
A co będzie potem, to sobie dośpiewaj Pięknie się zaczerwień na mnie się nie gniewaj.
Temat tyleż śliski, co smakowity. Albowiem sempiterna sempiterną, lecz cóż czynić, gdy RZECZ objawia się… frontalnie? Gdy „to coś” jawi się w całej okazałości? A tak bywa w Italii nader często.
Choćby i sam patron naszej wyprawy, Dawid-Psalmista. Oryginalny wizerunek w Galleria dell’Accademia znamy świetnie.
Nasze listopadowe spotkanie w Polskiej Kafejce Językowej jest ważne. Przyjdźcie, porozmawiajcie, opowiedzcie, posłuchajcie.
My trzy Ewa Maria Slaska, Elżbieta Kargol, Krystyna Koziewicz zapraszamy na spotkanie w Polskiej Kafejce Językowej
w piątek 15 listopada o godzinie 19
Schulzestr. 1 13187 Berlin – Pankow Stacja kolejki Wollankstrasse
Pejzaż bez ciebie
Długie jesienne wieczory pełne nostalgii, wspomnień, tęsknoty.
Zaduszki, Święto Zmarłych, to może najsmutniejsze dni w roku. Wspominamy naszych bliskich, przyjaciół, znajomych, którzy byli z nami tak jeszcze niedawno i odeszli. Czas zadumać się nad życiem.
W tym szczególnym miesiącu – listopadzie spotykamy się raz do roku w SprachCafé Polnisch, aby porozmawiać o nich właśnie, o tych, którzy żyli wśród nas i odeszli. W minionym roku byli to Tibor Jagielski, Magdalena Milenkowska, Ewa Wanat, Leszek Szaruga. Bardzo nam ich brakuje.
My Trzy, Ela, Ewa i ja, Krystyna zapraszamy na rozmowę o nich! Każde odejście zawsze jest za wcześnie, zwłaszcza gdy śmierć przychodzi znienacka i zabiera nam bliską osobę. Każda z tych osób zostawiła w naszej pamięci trwały ślad, chcemy okazać wdzięczność za chwile, które dane nam było z nimi spędzić, za spotkania, rozmowy, dobre słowa, ich obecność na naszej ścieżce życia. Żyjecie w naszej pamięci!
Wydaje się, że nie można się pogodzić z tym, iż odeszli tak nagle, za wcześnie. Lecz jeśli się spojrzy na ich drogę życia, to ma się przekonanie, że zostawiając po sobie dobre wspomnienie nie odeszli bezsensownie, nie umarli ostatecznie.
Przygotujemy puste miejsce – krzesło dla nieobecnych, na którym usiądą ci, którzy nam o nich opowiedzą. Chcemy ich zapamiętać jako ikony polskiej emigracji, wyjątkowe osobowości, swoim życiem tworzyli wielkie dzieło, stali się częścią życia Polaków w Berlinie.
Póki nasza pamięć trwa, oni są wśród nas! Człowiek żyje tak długo, jak długo żyje pamięć o NIM!
Każdemu kiedyś, Wisława Szymborska
Każdemu kiedyś ktoś bliski umiera, między być albo nie być zmuszony wybrać to drugie.
Ciężko nam uznać, że to fakt banalny, włączony w bieg wydarzeń, zgodny z procedurą;
prędzej czy później na porządku dziennym, wieczornym, nocnym, czy bladym porannym; i oczywisty jak hasło w indeksie,
jak paragraf w kodeksie, jak pierwsza lepsza data w kalendarzu.
Ale takie jest prawo i lewo natury. Taki, na chybił trafił, jej omen i amen. Taka jej ewidencja i omnipotencja.
I tylko czasem drobna uprzejmość z jej strony – naszych bliskich umarłych wrzuca nam do snu.
Komputer Romana zastrajkował. Jako Adminka podejmuję decyzję, że przypomnimy tu, iż nasz Autor Roman Brodowski (Brom) publikował u nas od lat, niemal od samego początku. Czego już tu nie pokazywałam? Były wiersze, bajki, wspomnienia, proza, manifesty. Zawsze bardzo lubiłam jego wpis o tym, jak dzieci w PRL anektowały zimą górkę, z której się zjeżdżało na sankach: https://ewamaria.blog/2015/01/02/zimy-naszego-dziecinstwa/
Innym ulubionym przeze mnie tekstem Romka jest opowieść o tym, jak się przed wojną jechało przez całą Polskę wozami. Opis, który nie ma sobie równych. https://ewamaria.blog/2016/02/05/ze-wspomnien-zofii-grabinskiej-3/. Niestety w zakończeniu Roman pisze, że resztę poznamy, jak ukaże się książka, a teraz, po latach mogę stwierdzić, że książka się (chyba) nigdy nie ukazała. Może więc autor kiedyś da nam tu do czytania dalszy ciąg tej dramatycznej opowieści o Wołyniu.
Magnolia z przeszłości i dziś. Spotkanie z Agatą Koch
ProMedia aleja Wojska Polskiego 2, 70-470 Szczecin, Polska
Są teksty łączące przeszłość z teraźniejszością, inspirujące do rozmyślań i wspomnień. Istnieje literatura zachęcająca do rozmowy – z sobą i z innymi. Są twórczynie malujące słowem sielskie pejzaże i poruszające obrazy międzyludzkich relacji.