Kot czyli zając

plakat-krolikSłowo Ewy Marii Slaskiej na niedzielę wielkanocną

Jest taki film. Wypodukowano go 5 lat temu. Jego zapowiedź brzmi następująco: Alegoryczny film przedstawiający życie dzikich królików między murami podzielonego Berlina. Między murami króliki czuły się bezpieczne, dopóki nie okazało się, że mur nie służy ich ochronie. Króliki zapragnęły wolności. O budowie i upadku muru berlińskiego z zupełnie innej, niecodziennej perspektywy.

Królik po Berlińsku, 2009

film produkcji polskiej i niemieckiej
producentka: Anna Wydra
premiera: 24 kwietnia 2009 (świat)
reżyseria: Bartosz Konopka
scenariusz: Bartosz Konopka i Piotr Rosołowski

Fajny film, wielokrotnie nagradzany, w roku 2010 nominowany do Oskara.

Ale ja już jestem taka Panna Czepliwa i zawsze znajdę coś, żeby się przychrzanić. Bo oto w Berlinie między murami (bo MUR to były dwa mury i tzw. pasmo śmierci między nimi) żyły króliki, tak jak to jest w tytule filmu, ale w filmie jest mowa na przemian o królikach i o zającach.

haseishaseNo cóż, może nie każdy wie, że królik i zając to nie są te same zwierzęta. Wygląda na to, że nie wiedzieli tego ci mieszkańcy Berlina Wschodniego, którzy jeszcze za czasów NRD zainicjowali Akcję Zająca jako symbolu wolności. Myślę natomiast, że twórcy filmu już to wiedzieli, ale chwytliwość tytułu straciłaby znacznie na sile, gdyby coś tu trzeba było ekstra tłumaczyć. Na ekranie pojawia się więc zając, a lektorka, Maria Peszek, łagodnym i spokojnym głosem mówi o króliku, w kadrze filmu widzimy napis Hase bleibt Hase! przetłumaczony w podpisie na tytułowego królika. Królik zawsze będzie królikiem.

Z kolei jeden z artystów berlińskich, Peter Unsicker, mówi, że zrobił na Wielkanoc pocztówkę z królikiem po berlińsku. Używa słowa Kaninchen – królik. A na pocztówce jest przecież zając. Ale mniejsza – potraktujmy to jako nasze blogowe życzenia świąteczne. Niech nam w tym roku obrodzi marchewka, kapusta i siano! Prawdziwe i symboliczne!

hasekaninchenNo dobrze, zapytacie, a gdzie kot?

O, po kota trzeba się udać do Azji. Bo w azjatyckim zodiaku jest taki znak, który w Chinach i Japonii nazywany jest Królikiem, w Wietnamie zaś Kotem.  W Europie, gdzie zodiak azjatycki jest po prostu modną ciekawostką, wróżbici i wróżbitki posługują się kotem i królikiem, nie zastanawiając się nawet, dlaczego dokonują takiego, a nie innego wyboru.

zodiak-Fukuoka_KushidaTen piękny rzeźbiony Zodiak został umieszczony na sklepieniu bramy do świątyni Kushida w Fukuoce (Japonia). To świątynia Amaterasu i Susanoo,  z 757 roku.
Między tygrysem a smokiem widać dwa białe króliki. Poniżej z kolei dwa na chybił trafił wybrane portale internetowe, gdzie zamiast królika jest kot. Lub Kot czyli Królik.

kot czyli krolikCzyli Zając = Królik = Kot.

A przecież jeszcze z Kota można zrobić tygrysa. Proszę, oto japońskie malarstwo, malowanego kota podrzuca nam na Wielkanoc Maryna Over. Kazuaki Horitomo Kitamura.

attoo artist Kazuaki Horitomo KitamuraCzyli Zając = Królik = Kot = Tygrys. Tygrys jest tradycyjnym europejskim zwierzęciem wielkanocnym.

Co było do udowodnienia.

Pomniki na stacji Grunewald

Ewa Maria Slaska o pomnikach Zagłady i Karolu Broniatowskim

O jednym z tych pomników już przed rokiem pisałam. TU. Dziś jednak chciałabym napisać o całym kompleksie pomników skupionych koło stacji kolejki miejskiej Grunewald.

pomnikiGrunewaldPoziom (10)Słodki budyneczek, ale jak się wie, to, co powinno się wiedzieć, to ta słodycz wieje najprawdziwszą grozą. Bo to z bocznego toru na tej stacji odjeżdżały pociągi bydlęce do Theresienstadt, Birkenau, Auschwitz… 35 tysięcy kobiet, dzieci i mężczyzn odjechało stąd na śmierć i męczeństwo.

pomnikiGrunewaldPoziom (12)Na krawędzi peronu wypisane daty, nazwy obozów, liczby oznaczające ilość osób jednorazowo wywiezionych.

pomnikiGrunewaldPoziom (14)Pomnik został powściągliwie nazwany Gleis 17 – Tor 17. Nic więcej. Resztę trzeba wiedzieć, albo się doczytać. Na schodach równie powściągliwa tablica informacyjna, która nie może ukryć faktu, że i ten pomnik pamięci, tak jak wiele innych w Berlinie, powstał dopiero pod koniec lat 90. Przedtem było tylko to, co już naprawdę być musiało, bo nie dało się inaczej.

pomnikiGrunewaldPoziom Ku pamięci tych, których w latach 1941-1945 pociągi kolei niemieckiej deportowały do obozów śmierci. 27 stycznia 1998. Pomnik wzniesiony przez Spółkę Akcyjną Kolej Niemiecka.

Ciekawe, że słownictwo trzyma się tradycji i pomnik został wzniesiony, podczas gdy leży przecież na ziemi i trzeba się ku niemu pochylić.

pomnikiGrunewaldPoziom (13)Pomnik jest dziełem zespołu architektów Nicolaus Hirsch, Wolfgang Lorch i Andrea Wandel.

pomnikiGrunewaldPoziom (11)Przed budynkiem dworca, na okrągłym skwerze znajdują się dwa kolejne pomniki Zagłady. Łukasz Surowiec przywiózł tu i posadził brzozy z Brzezinki. Birken aus Birkenau. Wokół pionowo ustawione macewy, symboliczne bezimienne nagrobki z żydowskiego cmentarza. Obiekt powstał w latach 2011-2012 w ramach 7 Biennale Berlińskiego. Surowiec przywiózł w sumie 320 brzóz – jego projekt obejmuje swym zasięgiem cały Berlin.

pomnikiGrunewaldPoziom (5)Z drugiej strony skwerku jeszcze jeden pomnik, przypominający deportacje. Trzy masywne podkłady kolejowe. To pomnik z 1987 roku. Jak sądzę jeden z pierwszych w ramach nowej fali niemieckiej kultury pamięci. Bo przedtem funkcjonowała przede wszystkim polityka zapominania. Pomnik został wykonany przez Lindę Hübler i ufundowany przez Grupę Kobiet z Parafii Ewangelickiej na Grunewaldzie. Te dwa niewielkie pomniki zostały dobrze opisane, tymczasem, podobnie jak pomnik Gleis 17, tak i czwarty pomnik na dworcu Grunewald – Pomnik Zagłady i RIMG0019Deportacji, dzieło polskiego rzeźbiarza Karola Broniatowskiego, nie został nigdzie opisany. Między budynkiem dworca a pomnikiem przypominającym, tak mi się wydaje, jerozolimską ścianę płaczu, stoi jedynie tablica wyjaśniająca, dlaczego wzniesiono ten pomnik. Bez słowa informacji kiedy, jak, przez kogo? Oczywiście w dzisiejszych czasach wszystko można łatwo znaleźć. Być może istnieje nawet jakiś App, umożliwiający rozpoznanie oglądanego właśnie pomnika. Ten został ufundowany w roku 1991 przez dzielnicę Berlina Wilmersdorf.

pomnikiGrunewaldPoziom (4) pomnikiGrunewaldPoziom (3)W betonowej ścianie artysta umieścił kilka wklęsłych, pustych sylwetek ludzi, których nie ma. Marsz nieistniejących ludzi ku śmierci.

pomnikiGrunewaldPoziom (2)Myślę, że to właściwy wpis na dziś. To rocznica wybuchu powstania w getcie warszawskim i symboliczna rocznica śmierci Żyda Jezusa, który już został zabity, a zmartwychwstanie dopiero jutro.

Alleluja!

Kot i małpka

Ewa Maria Slaska o kotach i rewolucji

Wpis dedykuję Joli i Jurkowi

To oczywiście Maryna Over wstawiła mi na Facebooku ten portret.

frieda-kahlo-malpka-kotFrieda Kahlo,  Self-portrait with Thorn Necklace and Hummingbird, Nickolas Muray Collection, Harry Ransom Center, University of Texas at Austin.

Zawsze, jak przygotowuję te wpisy, dowiaduję się czegoś nowego i zastanawiającego. Tak było też w przypadku tego autoportretu Friedy Kahlo z kotem i małpką. Szukałam o nim jakichś informacji i Google bez zastanowienia wysłał mnie do angielskojęzycznej Wikipedii.  A tam…

Kahlo’s life began and ended in Mexico City, in her home known as the Blue House. She gave her birth date as July 7, 1910, but her birth certificate shows July 6, 1907. Kahlo had allegedly wanted the year of her birth to coincide with the year of the beginning of the Mexican Revolution, so that her life would begin with the birth of modern Mexico. Her work has been celebrated in Mexico as emblematic of national and indigenous tradition, and by feminists for its uncompromising depiction of the female experience and form.

W mojej pracy, a zajmuję się ostatnio cmentarzami, I wojną światową i żydowskimi biografiami, często stykam się z tym, że ludzie, i to wcale nie tylko kobiety, zmienili sobie datę urodzenia. W rodzinach żydowskich jest to chyba nawet regułą, że żadne dane się nie zgadzają, bo wszystko zostało sfałszowane w czasie wojny. Bez tego nikt by nie przeżył. A po wojnie tak pozostało. Ale nawet bez tak oczywistych przyczyn, ludzie ukrywają swój wiek. Najczęściej z kokieterii. W społeczeństwie młodych, pięknych i bogatych nie chce się być starym. Frieda jednak wykracza zdecydowanie poza stereotypy. Oczywiście jest tu przekonanie, że w nowoczesnym społeczeństwie trzeba być nowoczesnym, ale jest też wielkość artystki, która swobodnie wybiera dla siebie role. Być może każdy artysta chciałby być symbolem swojego czasu, a przynajmniej ikoną lub memem, ale Frieda chce więcej. Symbol to za mało. To ona JEST rewolucją.

frida-z-obrazem-z-malpka-kotemNie mam wyjścia, muszę przypomnieć sobie, co wiem o rewolucji meksykańskiej. Trwała od roku 1910 do 1920. Z jednej strony był dyktator Porfirio Diaz, z drugiej Zapata. Rewolucjoniści wygrali. Tyle wiem Ale czy na pewno? Trzeba sprawdzić. Jak to mawia Dorota Cygan – każdy wie, że Mickiewicz napisał Kordiana, ale jednak lepiej sprawdzić.

 

Czytam więc i oczom nie wierzę.

rewolucjameksykanskaRewolucja meksykańska zaczyna się jeszcze przed początkiem I wojny światowej, kończy dopiero w roku 1920. Dyktatora, określanego tu mianem dowódcy kontrrewolucji, wspierają Stany Zjednoczone i Wielka Brytania, a Niemcy cesarskie, już przecież w agonalnych konwulsjach, wspierają rewolucję! Tę samą rewolucję, która na domowym polu bitwy, w Berlinie, wbija im właśnie sztylet w plecy.  Przypominam sobie, że to Niemcy cesarskie wyciągnęły Lenina z więzienia, opłaciły jego pobyt w Szwajcarii, żeby nabrał sił i pozyskał agentów, po czym w zaplombowanym wagonie kolejowym odesłały go do Rosji, żeby tam bruździł i rewoluździł. Miało to ponoć przyczyny ekonomiczne, tak przemysł niemiecki bronił się przed konkurencją. Mniejsza o to, to zupełnia inna historia. Ważne jest co innego. Rewolucja meksykańska wcale nie zwycięża! Ta rewolucja to wojna, walka, zamaganie, przekonanie o słuszności, ale nie zwycięstwo.

Jednak coś musiało być inaczej, skoro artystka chce być rewolucją, przejmuje ją jako wyraz artystycznego ja, wolności, emancypacji kobiety, zwycięstwa jeśli nie nad wrogiem, to nad konwenansem, chorobą i śmiercią. Rewolucja to Frieda to JA. Nie darmo Frieda zasłynie przede wszystkim jako portrecistka samej siebie. Namalowała 143 obrazy, z tego 55 przedstawia ją samą.

friedaoncemore

Sami mężczyźni i Frieda z małpką. Kota nie widać. Ale oczywiście jest.

Kot i małpa. Hultajów dobrana para. Czy się mylę, czy jest tak, że ta poważna młoda kobieta na portrecie, portretując się z kotkiem i małpką, pokazuje nam język? Młoda kobieta. O tym też trzeba pomyśleć, bo Frieda nigdy nie była, w naszym dzisiejszym pojęciu, stara. Zmarła w roku 1954 i czy miała lat 44 czy 47, to po prostu była młoda.

Kot i małpa. Co Frieda miała na myśli, portretując się z tymi dwoma czarnymi zwierzakami? Wolność, niezależność i samodzielność. Może nawet czarownica. Na pewno kobieta poza konwenasem towarzystkim czy majątkowym. Wyzywające spojrzenie, kot i małpa na ramionach zamiast etoli z soboli.  Odwalcie się wszyscy ode mnie. Ja to ja.

Tak to interpretuję.

***
Wędrując po internecie po tropie tej hultajskiej pary – kota i małpy – trafiłam na informacje, które nie mają żadnego związku z Friedą i jej autoportretem, ale szkoda by o nich nie wspomnieć.

Po pierwsze ta bardzo klasyczna para pojawiła się już u Ezopa, a i La Fontaine o niej napisał. To od nich mamy powiedzenie o tym, że ktoś wyciągnął kasztany z ognia cudzymi rękoma. Pewnie nie wszyscy to pamiętają, ale te kasztany były częścią ulubionej retoryki partyjnej w okresie Marca 68. Ale, przyznaję, nie pamiętam kto był małpą. Izrael? Syjoniści? Może ktoś pamięta?

Jean de La Fontaine

Kot i małpa

Żyła po społu u jednego pana
Hultajów para dobrana,
Kot wszędobylski i małpa niecnota.
Te dwa łotry w całym domu
Nie dały spocząć nikomu:
Co chwila to nowa psota,
Nowa kradzież, figiel nowy.
Kot zjadł sery, zamiast iść na łowy,
A małpa kradła, co jej w ręce wpadło.
Pewnego razu, o szarej godzinie,
Grzało się złodziejskie stadło
Przy kominie; a w kominie
Piekła się dla sług i panów
Garść kasztanów.
Gdybyż je dostać! “Słuchaj no, kolego –
Ozwie się małpa – przyszedł mi do głowy
Figiel podwójny, figiel arcynowy:
Nasz zysk, a przy tym strata dla bliźniego.
Czujesz, jak pachną kasztany?
Pokaż, co umiesz, kotku mój kochany,
Dobądź je z ogniska swoimi łapkami.
Ach! Gdybym miała z natury
Takie jak twoje pazury,
Źle byłoby z kasztanami!”
Kotek, skory do posługi,
Wysunął łapkę, sparzył się raz, drugi,
Dmuchnął w pazurki – i znów do komina;
Zręcznie kasztany wybierać zaczyna,
A co wyciągnie, to małpa wnet zjada.
Wtem do kuchni dziewka wpada.
Małpa w nogi. Na kocie skrupiło się zatem:
Nic nie zjadł, sparzył łapę i oberwał butem.
Tak nieraz małe książątko się sparzy
Walcząc dla zysku mocarzy.

malpaczyli kotHultajska para. A ja tymczasem dowiaduję się, że istniała (istnieje? jak istnieje, skoro nie ma jej w Wikipedii!) małpka zwana kotem morskim (Cattus Marinus) albo kotawcem, przywożona w średniowieczu przez marynarzy, tak lubiane stworzenie, że weszło nawet do heraldyki. Ci którzy takiej istoty nigdy przedtem nie widzieli, myśleli, że to rodzaj kota. Stąd nazwa i bardziej koci niż małpi wizerunek. A zatem kot czyli małpa.

Herb Kot Morski w Heraldyce polskiej wieków średnich Piekosińskiego.

No to na zakończenie jeszcze kot morski z bestiariusza współczesnych gier fantasy. Czytam sobie, że:  Typowy morski kot mierzy 3,6 metra długości i waży 400 kilogramów. No! Ale też wygląda niczego sobie na te 400 kilo.

kotmorski400kiloI tak to jest z tym wpisami. Idą sobie po świecie, jak same chcą. Zaczęłam od Friedy Kahlo, skoczyłam do rewolucji meksykańskiej, Lenina i niemieckich zakusów gospodarczych, przeleciałam pędem od Ezopa przez heraldykę do współczesnej zabawy w fantasy i nagle okazuje się, że wpis się kończy (sam się kończy, uwierzcie mi) potworem morskim.

Do następnego razu! Idę święcić palmy.

 

Raport z wizyty w zakładzie dla starców i niewidomych dzieci – 4

Poniedziałek.

Katarzyna Krenz

z cyklu

Raport z wizyty w zakładzie dla starców i niewidomych dzieci

Castelo de Vide, Convento de São Francisco

zdjęcie Jacek Dominiczak, malarstwo Jacek Krenz

J_Krenz_acryl_Ausencias3x4.

Bruno: na zielonych pastwiskach

Położyłem się i zasnąłem, i obudziłem się,
albowiem Pan mnie wspomaga.

Psalm 3 (tłum. Roman Brandstaetter)

Dach w naszym domu przeciekał od czasu
wielkiej wody, która wiosną roku 1911 zeszła
z nieba, napełniając gliną i płynnym szkłem
ogrody i doliny. Moje oczy ujrzały jeszcze wodę,
lecz potem całkiem przestały widzieć, o infekcję
i uszczerbek na zdrowiu nie było wtedy trudno.

W roku ognia pierwsze spłonęły nasze księgi –
kruche, podatne na dar płomienia. Niewierne.
Wraz z nimi porzuciły nas dalekie horyzonty.
Patio pokryło się popiołem, a ziemia spalona
nie służyła wtenczas nawet dla podkowy konia –
po pożarze w stajni zapanowała martwa cisza.

W roku wielkiej suszy nie mówiliśmy wiele;
spragnione gardła nie łaknęły słów. Słońce
umierało samotnie. Był to czas, gdy jedynie psalm
sześćdziesiąty trzeci koił nasze dusze. Wołaliśmy:
„Boże, Tyś jest ten, którego szukamy jak garści ziarna
i łyżki strawy na tej ziemi wyschniętej i bezwodnej”.

Człowiek wiele może znieść, lecz w taką porę
niebezpiecznie jest popaść w tęsknotę za chlebem i winem.
Nadzieja tliła się jeno w pestce i korzeniu. Resztką sił
chwaliliśmy imię Pana, wznosząc ręce do nieba, póki
nasze dusze nie nasyciły się jak sadłem i oliwą. Dzięki
wstawiennictwu aniołów o śmierć we śnie nie było trudno.

Nasza modlitwa o deszcz została wysłuchana i niebo
otworzyło śluzy na dni czterdzieści i tyleż nocy. Pleśń
pokryła ściany mojej celi, i wilgoć weszła w palce, aż
całkiem straciły czucie i przestały czytać. O śmierć przed
świtem z głodu i wychłodzenia było wtedy łatwiej niż o chleb
nasz powszedni. Tamtego roku ziarno zgniło w spichlerzach.

Dach przeciekał do końca. Martwa cisza w naszym domu
byłaby kompletna, gdyby nie to kapanie i jego echo –
wilgotne i uparte. Żwawe jak źrebak.
Prosiłem o łaskę snu wiecznego, i wyprosiłem, i zasnąłem,
bo wielkim królem jest Pan.
Zaświadczam, iż prawdę powiadał psalm dwudziesty trzeci:
tutaj na zielonych pastwiskach nie brak mi niczego.

RaportJD (16)

Koty i dzieci

Ewa Maria Slaska i Maryna Over o kotach

000Don Manuel Osorio de Zuniga - Francisco de GoyaFrancisco de Goya y Lucientes (1746–1828)
The Jules Bache Collection
Don Manuel Osorio Manrique de Zuñiga (1784–1792), possibly 1790s.

Zwróćmy uwagę, że ten namalowany przez Goyę chłopczyk, który tak młodo zmarł i nigdy naprawdę nie dorósł na tyle, żeby być panem, jest jednak panem, nie w sensie wieku lecz przynależności kastowej. Szlacheckie, arystokratyczne dziecko, bardzo ciche, bardzo spokojne, a obok niego ptaki i koty, też ciche i spokojne. Był synem księcia Altamiry. Współczesna krytyka sugeruje, że nic na tym obrazie nie jest prawdziwym portretem, są tu bowiem tylko symbole. Może dlatego wszystko jest tu takie ciche i spokojne. Don Manuel został być może namalowany już po śmierci, ptaszki w klatce są symbolem niewinności, a koty uosobieniem czyhającego na człowieka zła jakim jest nieokiełznana i dzika natura. A takie się wydają ciche i spokojne.
Sroka trzyma w dziobie wizytówkę artysty.

001Sarah Bushnell Perkins1790Również ten portret dziewczynki z kotem został namalowany w roku 1790. Stworzył go być może Beardsley Limner, który działał w latach 1785-1805, ale może być też inaczej i wtedy obraz ten namalowała kobieta, Sarah Bushnell Perkins (1771-1831). Nic nie jest tu pewne.  A ciocia Wikipedia, która zawsze i o wszystkim wszystko wie, w sprawie tego malarza i tej malarki milczy we wszystkich możliwych światowych językach. Barbara Wells Sarudy, autorka strony internetowej o sztuce “It is about a time”, którą już tu cytowałam, pisze: The Beardsley Limner (…) was an itinerant artist who executed several naive portraits along the old Boston Post Road, in Connecticut & Massachusetts, from about 1785 to 1805. This name is derived from portraits this artist made of Elizabeth & Hezekiah Beardsley. The Beardsley Limner may actually be a Connecticut pastelist Sarah Perkins. Some stylistic similarities exist between the two, but there are sufficient differences to raise questions about a definitive identification.

004Albert Anker Suisse 1831-1910-kotAlbert Anker (1831 – 1910), malarz szwajcarski, przywołał tym obrazem (Niedzielne popołudnie, 1861, Musée d’art et d’histoire, Neuchâtel) atmosferę niedzieli w rodzinie protestanckiej, choć po prawdzie nie wiem, co mi mówi, że to protestanci. Ale na pewno tak jest. Najstarsza córka (bądź młoda żona) czyta księgę, ojciec rodziny i córka przysłuchują się z uwagą, najmłodsze dziecko śpi, podobnie jak kot na piecu. Surowe, skromne życie, praca, powaga, wiara, szacunek dla Pisma. Piękne są tu te dzieci, ale też Anker był jednym z najważniejszych malarzy XIX-wiecznych, którzy ustalili kanon malowania dziecka jako dziecka, a nie – jak to przedtem miało miejsce – małego dorosłego. Anker namalował około 600 obrazów, z tego 250 to obrazy z dziećmi. Podobno, tak twierdzi Wikipedia, w jego przedstawianiu dzieci widoczne są wpływy pedagogów Jeana-Jacquesa Rousseau (1712–1778) i Johanna Heinricha Pestalozziego (1746–1827).

005Théophile-Alexandre_Steinlen_Chat_Noir1890 005atheophile-alexandre steinlen La Fillette au ChatTheophile Alexandre Steinlen (1859-1923) jest autorem wizerunku jednego z najsłynniejszych kotów europejskich, mianowicie secesyjnego, czarnego i paryskiego (1896), ale namalował też śliczną grubą dziewczynkę z czarnym kotem, który musiał być istotą niezwykłej wprost cierpliwości. W jego twórczości w ogóle jest dużo kotów, niemiecka Wikipedia nazywa go wręcz “niezmordowanym portrecistą kotów”, a w jego rzeźbie są właściwie tylko koty. Dziewczynka z kotkiem jest aktualnie wystawiona na sprzedaż i chyba nie wolno mi jej reprodukować. Ale w razie potrzeby będę się broniła tym, że zachęcam Was do kupna tego obrazu. Trzeba wejść na tę stronę i podać cenę. Napisałam, że zapłacę 100 euro, ale mail się nie wysłał.

003bRenoir Chlopiec z kotem 003aPierre-Auguste_Renoir_099Tych dwoje dzieci namalował Pierre Auguste Renoir (1841-1919). Niestety nie widziałam filmu Gillesa Bourdos z Michelem Bouquet i Christą Theret (2012) i w ogóle ze zdumieniem stwierdzam, że niewiele wiem o tym artyście, który jest chyba najsłynniejszym XIX-wiecznym malarzem europejskim, ale jeśli myślimy, że umiemy go z daleka rozpoznać, ostrzegam – Renoir w ciągu 60 lat czynnego życia namalował około sześciu tysięcy obrazów. Nie znamy ich, nie możemy ich znać i bardzo to przyjemne, bo zawsze nas coś nowego zaskoczy, tak jak mnie ostatnio ta dziewczynka w Musée d’Orsay.

002dziewczynkazkotkamiAndréeBosquet-1900LauraLaWasilewskaDresdenKatzen2012Andrée Bosquet (1900 – 1980) jest malarzem belgijskim, Laura La Wasilewska młodszą od niego o dwa pokolenia Polką. Czy mi się jednak zdaje, czy te dwie dziewczynki są do siebie podobne, mimo że jedna jest poważna, a druga się śmieje?
X
X
X
Poniżej dwóch chłopców z kotem, obaj zamyśleni, ale jak odmienni. Antoni Clavé (1913 – 2005), L’Enfant au Chat i Giuseppe Migneco. Jego chłopiec jest za duży i za dorosły, ale jednak artysta nazwał ten obraz Ragazzo con gatto (1970).

chlopcy-z-kotami

RomualdasPetrauskasX
Ten gruby żółty kot nadawałby się świetnie na partnera dla kota z podróbki obrazu Wodkina Wiosna, mógłby się więc znaleźć we wpisie sprzed tygodnia o żółtych kotach. Ale zasadniczo, oprócz ilustracji uzupełniających moje wywody, prezentuję tu obrazy nadesłane przez Marynę Over, a ten obraz Maryna przysłała dosłownie na ostatnią chwilę. To zresztą nadzwyczaj ciekawe, bo nie mogła wiedzieć, że tematem dzisiejszego wpisu są dzieci. Ale nie po raz pierwszy Maryna i ja myślimy o tym samym.
Romualdas Petrauskas, malarz kompletnie mi nieznany, podejrzewam oczywiście, że Litwin, ale żeby się czegoś dowiedzieć muszę sięgnąć do wiedzy Wujaszka Gugla. Informacji jest jednak niewiele, bo Petrauskas nie ma wpisu w Wikipedii. Jest jednak na Facebooku, skąd wiem, że to malarz współczesny, Litwin, mieszka w Panevėžys czyli Poniewieżu. Na Facebooku i w sieci jest dużo jego obrazów, czyli już wiem, że ten pucaty chłopiec z pucatym kotem to maniera artystyczna, a nie portret. Obraz zatytułowany jest Berniukas (a Google Translator podpowiada, że znaczy to Chłopak), a namalowany został w roku 2007.
I tak to, dzięki nowoczesnym metodom komunikacyjnym, w ciągu kilku minut dowiedziałam się czegoś o człowieku, o którym przedwczoraj w ogóle nie słyszałam.

Po raz drugi

Katarzyna Kulikowska

Wiersze i rysunki z cyklu “Świat zawieszony na drzewie”

ilustracja do moich wierszy 5
Stary kalendarz

Otwieram stary kalendarz
Tam wyobraźnia śpi w obrazkach
Sny biegają po kartkach
Krajobrazy wierszy przenoszą mnie
Poza zasięg rzeczywistości
Dziecinna gra wije się niczym wąż
Marzec jest dziennikiem
Głos opowiadań mówi o codzienności
Staruszek kalendarz odczuwa
Każdym miesiącem moją obecność

Kwiaty z kalendarza

Kwiaty z kalendarza wyszły na ławeczkę
ukwieciły drewnianą deskę
mrużąc senne płatki
zamknęły się w szklanej pułapce

ilustracja do moich wierszy 1
Wenecja

W moim wnętrzu padał deszcz
Z ulewy wyłoniła się Wenecja
Spacerowałam weneckimi uliczkami
Poszukiwałam w kamieniczkach
horyzontów słońca
Znalazłam tylko mokre
ściany pokoju

Anioł

Pojawiam się w obłoku światła
Moje skrzydła falują
Mój uśmiech jaśnieje w ciemnościach
Moje oczy są pełne miłosierdzia
Gdy mówię gołębica nadlatuje
Rozpływam się w świetle
Gołębica odlatuje
Zostaje tylko słowo

ilustracja do moich wierszy 2
Wigilia

Śnieżne płatki niczym gwiazdki
rozświetlają noc
Jabłoń stroi się w białą sukienkę
Dom stoi zanurzony w śniegu
Za oknem lampka oświetla pokój
promieniując złotem
W kącie stoi choinka w bombkach,
dzwonkach, orzechach i piernikach
Rodzina siedzi przy świątecznym stole
Zapach choinki daje wrażenie
przebywania w lesie
Powietrze pachnie miłością
Dom śpiewa kolędę
Nagle rodzinie wyrastają skrzydła
Aureole świecą nad głowami
Bóg patrzy przez okno i uśmiecha się.

Niebo w szafce

Mężczyzna wymyśla sobie niebo
w szafce
Mieszka tam
Płaszcze są aniołami o skrzydłach
pachnących lawendą
Anioły w kieszeniach noszą małe
planety i papierowe ptaki
Mężczyzna słyszy nagle głos
kobiety
„Wyjdź, kochanie, z szafki”
Ziemia czeka na Ciebie

* cytat z Sylwii Plath

ilustracja do moich wierszy 3
Safona

Dziewczyna w turkusowym westchnieniu lata
całuje usta zachodzącego słońca
Wie że kocha swoje marzenia
lecz nie może odejść od siebie
Przechadza się promenadą i
rozpływa w morzu

Obłąkana słuchała
swoich głosów
jak skarg dzieci krzyczących jedno
przez drugie
Chciała je uspokoić jak morze w czasie
sztormu
ale tylko Bóg ma prawo rozkazywać
morzu a ono rozstąpi się
Walcząc ze sztormem umarła
przeszyta krzykiem dzieci
niczym włócznią

Mikroskop marzeń

Na strunach traw
jak na gitarze spokój gra
wachlarzem gałęzi chłodzi wiatr
Oryginalny patchwork
przysłania niebo
Zielone powietrze oddycha
Pozłacane nici na kontrabasie
kurza łapka prowadzi
do mikroskopu marzeń

Sen błyska i znika
Niczym świetlik
Tylko ciemność rozumie
Jego wieczną tułaczkę
Po ornamencie nocy.

ilustracja do moich wierszy 4


Skazany na ciszę

Głuchoniemy usiłuje przejść
przez próg własnej głuchoty
Otworzyć uszy zamknięte na kłódkę
Schwytać uciekające dźwięki
Nie może, więc poszukuje klucza
do jestem
i uczy się być

Introwertyk

Mam w sobie świat, który boli
Odczuwam każde słowo jak atak szpilek
Milczenie jak grad kamieni
Oddycham z bólem jakbym rodził krew
Zjadany przez węże myśli zmniejszam się
o istnienie

Kiedyś nastąpi ciąg dalszy

Żółte koty

Ewa Maria Slaska i Maryna Over o kotach

W sprawie żółtego kota zdania mogą być podzielone. Bo z jednej strony żółty kot, jak moja osobista Schyzia, to po prostu kot rudy, przedstawiany w uproszczonej gamie kolorystycznej albo jako czerwony, albo jako żółty. Albo jest to kolor metaforyczny.

Francesco d'Ubertino Verdi-appelé BachiaccaTen kot na pewno jest rudy, co podkreśla jeszcze żółta suknia kobiety i jej blond rude włosy. Francesco d’Ubertino Verdi, appelé Bachiacca (1494–1557), włoski manierysta. Kobieta z kotem. Jest to być może pierwszy kot w sztuce europejskiej, przedstawiony jako kocia indywidualność. W średniowieczu roiło się oczywiście od kotów, ale były to zwierzęta alegoryczne, a nie przytulane i kochane stworzenia domowe. Tu natomiast kot został sportretowany dokładnie tak samo jak jego pani. Oboje też patrzą na nas dość podobnie – z ciekawością i bez niechęci, ale niezależnie. To nie są spojrzenia istot, które interesuje, czy są podziwiane, bo same dobrze wiedzą, że są godne podziwu. W przypuszczeniu, że to pierwszy europejski kot indywidualny utwierdza mnie wspominana już tu strona “It is about a time”. Jak było do przewidzenia, również Barbara Wells Sarudy udała się w podróż po europejskim malarstwie w poszukiwaniu kotów i Verdi aka Bachiacca jest pierwszym przedstawionym przez nią malarzem. To ładna strona, obejrzyjcie ją sobie, proszę bardzo, ale pamiętajcie, że dla Was to my z Maryną tworzymy wpisy o kotach a nie pani Barbara, OK?

Włoska malarka Amanzia-koty-juz-raz-byloAmanzia Ammirata Guérillot (1828-1886) namalowała w latach 1840-1850 koty, róże, papugę i złote rybki, a większy z tych dwóch kotów, ten rudy, do złudzenia przypomina Schyzię.

Ciekawe, że Amanzia teraz bardzo mi się podoba, a muszę się przyznać, że wiek XIX przedtem nigdy mnie specjalnie nie interesował, oczywiście pomijając to, co zdarzyło się w sztuce pod koniec tego stulecia. Tak naprawdę malarstwo XIX-wieczne odkryłam dopiero po przyjeździe do Niemiec i spotkaniu oko w oko z Casparem Davidem Friedrichem i Arnoldem Böcklinem.

Koty Amanzii poznałam przez facebookową znajomą – Teresę Bogucką, Maryna z kolei przysłała kilkakrotnie rude kocury, w tym wspaniałego rudzielca Susanny Valadon (1865-1938). Ma na imię Raminou, a w google’u pojawia się jako hasło Raminou Valadon, jakby był członkiem rodziny. Pewnie zresztą był.

SusanneValadon-Raminou siedzący na ręczniku susanne-valadon-raminou2Niezwykłego rudego kota, rodem na pewno z Bułhakowa, namalowano w internetowej przeróbce obrazu Kuźmy Pietrowa-Wodkina (1878-1939) – Wiosna (Zob. TU). Jakbym sama nie znała takiego ogromniastego kocura, to bym złożyła ten obraz na karb artystycznej wyobraźni Podrabiacza. A to zwykłe życie. Pan i kotek wyszli w wiosenne popołudnie poleniuchować na łonie natury.

Kuźma Pietrow - Wodkin-kotogromniastyPiękne rude koty. Jeśli natomiast są metaforycznie żółte, stają się krewniakami żółtej krowy. To słynne zwierzę, jeden z memów XX wieku.

Franz_Marc-The_Yellow_Cow-1911Franz Marc, 1911
Solomon R. Guggenheim Museum Nowy Jork

Krowę namalował Franz Marc (1880-1916). Na ten temat, dlaczego żółta krowa jest żółta, napisano już szczególnie wiele. Podobno symbolizowała ona stosunki pomiędzy artystą i jego żoną. Jest pełna życia, uosabia pierwiastek żeński, zdolność rodzenia i karmienia. Krowa oczywiście, nie żona. Czerwień, żółć i pomarańcz to kolory radości, to kolory natury, ale przecież wcale nie naturalne, lecz wręcz przeciwnie – przesadzone, ekspresjonistycznie uwypuklone. Żółta krowa jest jak słońce, jak gorąca plaża, jak lato, jak beztroska…

Tymczasem żółte koty tego samego artysty, stworzone zaledwie rok czy dwa później, są jednak znacznie bardziej powściągliwe, to żółcienie zgaszone szarościami,  naszkicowane zaledwie, ale ich powściągliwość nie jest szkicowa, one po prostu takie są.FranzMarc-two-cats.1912-1914Zupełnie inaczej ma się rzecz z żółtym kotem Picassa. Jest rok 1939. Kot nie jest aż tak wściekle żółty jak krowa, ale niewatpliwie jest nader… naturalny. To dachowiec, właśnie upolował ptaka i zaraz go pożre. Ma zębiska jak potwór. Siedzę ostatnio w tematyce wojny, tak I jak i II, a jeszcze przecież dręczy nas obawa, czy to, co się dzieje, nie jest początkiem III, ten Picassowski potwór namalowany w roku wybuchu wojny wydaje mi się symbolem, jak to napisał Dante, Tedeschi lurchi, żarłocznych Teutonów.

Picasso - kot pozera ptaka 1939

U Picassa jest zresztą więcej żarłocznych kotów. Ten niebieski jest zaledwie o rok wcześniejszy. Wydaje się jednak trochę mniej przerażający.

picasso_bird1938-1
Na zakończenie kot żółty i kot niebieski. Razem. Znowu Franz Marc:
zwei-katzen,blau-und-gelb

Leżeć z kotem na kanapie, drzemać, marzyć

401px-Kramskoi_Meditator_1876 IwanKramskoj-Dziewczynka z kotem (olga)Ewa Maria Slaska i Maryna Over po raz kolejny o kotach

Zaczyna Maryna: Jest taki obraz XIX-wiecznego malarza Iwana Kramskoja “Zapatrzony”. Na tym obrazie leśną ścieżką idzie zabłąkany chłopak, sam jak kołek, w zadumie. Zapatrzył się.

“Gdyby zapatrzonego trącić – pisze Dostojewski, który przywołuje obraz w “Braciach Karamazow” – drgnąłby, jakby ze snu zbudzony, nieprzytomnie (…) na pewno jednak zataił owo głębokie wrażenie, które odczuwał przez czas zapatrzenia się. Wrażenia owe są mu bardzo bliskie, zbiera je z pewnością, nie wiedząc czemu i po co.”

Są ludzie, którzy składają się niemal z samego zapatrzenia się. Żyją do środka. Samorodni mistycy. Patrzę na mojego kota, który przystanął nagle na ścieżce w drodze z ogródka do domu i wbił cicho wzrok w jakiś punkt we wszechświecie – i wiem, że najbliżej takich ludzi są koty.

Obrazy: Iwan Kramskoj (1837 – 1887): Dziewczyna z kotem (Olga) / Medytator (Zapatrzony)

Dalej Ewa Maria: Ona zresztą też zapatrzona, nieobecna. Leży z kotem na kanapie, a gdzie jest naprawdę? Takie jest właśnie leżenie z kotem na kanapie. Aby pozostać w rosyjskich klimatach, powiem, że jest taka kanapa u Strugackich, w ich cudownej książce Poniedziałek zaczyna się w sobotę – siermiężny ale sprawny teleport. Przenosi w inne miejsca, w inne światy. Na kanapie marzymy. Dlatego nie mieści się tu Kobieta z kotem Fritza Erlera, mimo że typologicznie szezlong, na którym spoczywa, to też kanapa.

Bo popatrzmy:

aldunate-kobieta-z-kotem2Carmen Aldunate, chilijska malarka i feministka. Kobieta z kotem. Była już tu w kocich wpisach, ale tym razem jej kobieta nie jest czujną i uważną strażniczką własnego nagiego ja, jak to było na poprzednio cytowanym obrazie – tu się leży, marzy, drzemie, bo kobiecie, która leży na kanapie z kotem nic nie grozi.
Marie Fox
Marie Fox
. Współczesna artystka amerykańska. TU można o niej poczytać. Twierdzi, że maluje owoce, warzywa, kwiaty, ale zarówno google jak i strony internetowe, pokazują tylko jeden rodzaj jej obrazów – kobiety w kolorowych kostiumach kąpielowych. Na plaży, na molo, na leżaku, na fotelu, na kanapie… Kostium, ta ubrana namiastka nagości, ma zresztą na kobiety Fox taki sam wpływ jak kanapa – rozleniwia.

Wladyslaw Slewinski (1854-1918)

Władysław Ślewiński (1854-1918)

picasso-kobieta-z-kotem-piorko

X

X

X

X

X

X

X

X

X

Mówiłam, że Picasso będzie się pojawiał niemal w każdym wpisie. Tu, jak zauważyła Maryna, zachwycające jest, że wylegująca się na czymś kobieta, trudno powiedzieć, czy to kanapa, ale poza jest wybitnie kanapowa – otóż kobieta małym czarnym piórkiem bawi się z małym czarnym kotem. Kobieta, kot, piórko, zamknięty w sobie, monochromatyczny, samowystarczalny świat.

Koty przyjaciółek-artystek i przyjaciół-artystów

Ewa Maria Slaska
O kotach
a wszystko przez
Marynę Over

Wszystkie mamy przyjaciół-artystów i przyjaciółki-artystki, myślę, że w naszym kręgu nie może się zdarzyć inaczej, zdarza się natomiast, że ci artyści i artystki te też lubią to, co i my lubimy, czyli, żeby pozostać przy aktualnych upodobaniach – koty. Kobiety, jak mi się wydaje, czynią to częściej.

Pierwsze koty naszych przyjaciół nadesłała moja siostra Kasia do blogu “Jak udusić kurę…” Były to dwa rysunki Marioli Landowskiej przedstawiające kota Papuę. Użyłam ich do zilustrowania dwóch wpisów: W piętkę gonię (tam jest też piękne zdjęcie mojego kota czyli Schyzi) oraz Na pociechę dla chorych, smutnych i przepracowanych.

Minęły dwa lata i okazało się, że Maryna Over też zna Mariolę Landowską czyli, jak wszyscy dobrze wiemy, świat jest mały. Mariola jest, jak się okazało, na stronie Maryny o kobietach i sztuce No women no cry, a mnie Maryna podrzuciła jeszcze Romans:

MariolaLandowska-romansRomans wakacyjny, wszystko o tym świadczy, rower, łódka, piłka, namiot, palma. List, strzała amora. Kot jako jeden z elementów sytuacji życiowej. Taki bezczelny kocur, co to łazi własnymi drogami i wszedł na drogi kochanków. Ale jak się dokładniej przyjrzeć, to znajdzie się w tym romansie nie tylko kocura w błękitach, ale i maleńkiego kociaka w barwach skorupki jajka. Nowonarodzony kotek. Wszedł jeszcze w skład romansu, ale pewnie już go kończy. Kotki rodzą się w sierpniu. Pod koniec wakacji. Pojawił się sam dla siebie, czy jest zapowiedzią zmian w życiu kobiety? Jeszcze nikłą, niemal niewidoczną…

Więcej o Marioli Landowskiej TU. Tu natomiast Janusz Bersz, artysta, ukochany Dziadek Maryny, bliski przyjaciel mojej Teściowej. Mówię przecież, świat jest mały. Ja też znałam Janusza Bersza, Dziadka Maryny.

janusz-bersz
Kotka doszukałam się z pewnym trudem, Maryna jest chyba zdania, że wcale go tu nie ma (jest jest, też niebieski! wygląda trochę jak żaba), uważa natomiast i chyba nie bez racji, że ten krajobraz z dworkiem i zamkiem to Bystrzanowice, dwór dziadków mojego męża, gdzie Janusz Bersz jako młody chłopak często bywał. Jeśli tak, to ten zamek u góry to Złoty Potok Raczyńskich, pan i pani koło drzewa to mogą być Dziadek Stanisław i Babcia Konstancja, a dziewczyna w niebieskiej sukience to moja Teściowa.

bystrzanowice-berszTa akwarela, namalowana przez Dziadka Maryny, znajduje się w zbiorach mojej Teściowej. I pomyśleć, że poznałyśmy się z Maryną dzięki Facebookowi.

O Bystrzanowicach było już na blogu – wiele miesięcy temu zamieściłam fragment wspomnień mojej Teściowej o aresztowaniu jej Ojca, Stanisława Grabkowskiego i utracie Bystrzanowic w roku 1945, a dwa dni temu, na rzecz tego wpisu, opublikowałam TU rozdział o życiu codziennym w Bystrzanowicach i przez najbliższych kilka tygodni będę publikowała dalsze fragmenty tej rodzinnej książeczki.

basia-kotDo zbioru zatytułowanego roboczo “Koty stworzone przez naszych przyjaciół” koniecznie trzeba dodać drewnianego kota Barbary Ur. O niej też już tu pisałam, dziś – kot! Kiedyś było tych kotów 50, ostał się tylko jeden. Zostały przygotowane na jakąś wystawę w galerii i klienci rozchwytali je jak ciepłe bułki. Kot należy do kolekcji wysokich smukłych rzeźb Barbary jak Sandra i Kosandra, jak Madonna dźwigająca dziecko na plecach, jak portrety, totemy i demony z całego świata. Przypomnijmy je sobie – są TU.

kotpionwolf

Jest jeszcze kot Wolfa Howarda, który wisi u mnie w kuchni. Howard nie jest moim przyjacielem, ale wystawiał kiedyś w Galerii Zero, prowadzonej przez moją synową i mojego syna, i to z nimi się zaprzyjaźnił. Ciekawe, że jak powiesiłam kota w kuchni, jedna z moich przyjaciółek rzuciła na niego okiem i powiedziała, o, Howard! Okazuje się, że to postać dobrze znana, również z konszachtów z kotami. Namalował między innymi kota ze statkiem w tle. To słynny obraz – Mrs Chippy – i słynny statek, dużo o nim wiem z okresu, gdy redagowałam książkę mojego Ojca, Dariusza Boguckiego, o żeglowaniu w lodach. Sam Howard tak napisał o tym obrazie, broniąc niejako swego pozornie naiwnego sposobu malowania:

Wolf_Howard._Mrs_Chippy“People have said do me, ‘What’s the point in painting a cat? My five-year-old daughter could do that.’ Yes, she could, but would it be a cat that had the look in its eyes that conveyed to you that it was about to be shot? That’s the fate that befell Mrs. Chippy during one of the greatest survival adventures ever—Ernest Shackleton’s voyage to the Antarctic in 1914 on the ship Endurance—shown in the background of the painting , stuck in the ice, as the crew drag the small open boat which later accomplished an 850-mile rescue journey through sixty-foot waves.That’s the difference between my cat and a five-year-old’s.”

Moja synowa Ania podarowała mi kiedyś niebieskiego kota. Podobnie jak kot Howarda – niebieski kot z ogonem w kształcie serca mieszka w kuchni.

kotanikrenzA tu dwoje przyjaciół Maryny Over: Jolanta Pilimon

jola-pilimon-kobiety-i-kotyi Krzysztof Figielski

Krzysztof Figielski kotek

oraz przyjaciółka Doroty Cygan – Edyta Purzycka

edyta-purzycka

Kocie sprawy łóżkowe

Wpis Ewy Marii Slaskiej dedykowany, po raz kolejny, Marynie Over

Trzeba poświęcić cały wpis sprawom łóżkowym, bo to ważny rozdział w koegzystencji kota i człowieka. Zacznijmy może od sytuacji dramatycznej, a potem już tylko będziemy stopniować napięcie.

Panie i Panowie… Tatatata! Kot Simona:

Każdy z właścicieli kotów to zna, właściwie bez zmian. Poranny koci miauk, przeraźliwy i konsekwentny. Też znam. Schyzia dodaje jednak do naszych spraw łóżkowych pewną atrakcję, z którą w opowieściach innych nigdy się nie spotkałam. Otóż jak wściekła bestia atakuje moje stopy, jeśli przez sen nieopatrznie wytknę je spod kołdry. Schyzia oczywiście, nawet mimo wieku, jest kotem bojowym i potrafi nieźle dokuczyć, ale mnie z zasady niemal nigdy nie tyka. Tymczasem moje stopy, gdy ukazują się oddzielone ode mnie kołdrą, to w jej pojęciu jakiś potworny wróg i nie jest wykluczone, że kot w ogóle nie kojarzy ich ze mną, lecz przeciwnie, uważa, że to dzikie zwierzęta, atakujące jej panią i trzeba je natychmiast unieszkodliwić.
Imterpretację można uznać za wzruszający objaw mego przywiązania do kota, ale nie zmienia to faktu, że nasze wspólne noce bywają nadzwyczaj dramatyczne.

A tymczasem istoty nieświadome, bo nie posiadające kotów, wyobrażają sobie, że pani z kotem w łóżku wygląda tak:

Fritz Erler (1868 – 1940)Pięknie prawda? Ileż godności i spokoju! Fritz Erler (1868 – 1940). Erler był słynnym niemieckim malarzem wojennym, który tworzył obrazy o I wojnie światowej. Nie przepadałam więc za nim, choć było takie lato, że, przez kicię zresztą, często musiałam o nim myśleć. Kotek mianowicie ciężko zachorował, a zdarzyło się to, jak zawsze przecież, w niedzielę. Czyli trzeba jechać do kliniki, albo szukać dyżurnego weterynarz. Ten, którego znalazłam mieszkał potwornie daleko, ale był (jest) Polakiem i okazał się, okazali się zresztą oboje, i on, i żona, wspaniałymi lekarzami. Opiekowali się Schyzią z ogromnym poświęceniem, wyprowadzili ją z terminalnej choroby i zapewnili do dziś spokojne, zdrowe życie. Nie mam auta, codziennie, a przez pierwsze dni – dwa razy dziennie – pakowałam Schyzię do  grubej płóciennej torby (Schyzia nie znosi koszyków), przytulałam do piersi i 45 minut jechałam metrem, potem przez 15 minut szłam, przez godzinę towarzyszyłam kotu, któremu trzeba było aplikować kroplówki, po czym wracałyśmy do domu. Szłam zawsze przez Aleję Fritza Erlera i zawsze z pewnym niepokojem myślałam o tym, że to ulica człowieka, który służył wojennej propagandzie. W Berlinie takie myśli są nieuniknione, nawet jak się nie żywi wrogich uczuć. Plakat z reprodukcją obrazu Erlera zachęcający do zbierania pieniędzy na wojnę (I wojnę) przyniósł Bankowi Cesarstwa 13 milionów marek, więcej niż jakakolwiek inna akcja propagandowa. Po wojnie i dojściu Hitlera do władzy Erler malował portrety Führera i innych osobistości NSDAP. W roku 1940 szczęśliwie umarł.

A tu kotek.

Poniżej też kotek, i też w łóżku, ale tym razem z panem. Giovanni Lamfranco. 1582-1647. Włoch, późnorenesansowy czy też jak chcą krytycy protobarokowy, a człowiek głowę by dał, że manierystyczny w stylu prerafaelitów, a może nawet całkiem współczesny i tylko z lekka stylizowany na manieryzm. Myli zwłaszcza szelmowskie spojrzenie młodego pana i tematyka, zupełnie niepodobna do tego, jak artysta malował oficjalnie – słynął bowiem z monumentalnych fresków, malowideł na plafonach, sufitach i kopułach oraz ołtarzy o tematyce nadzwyczaj religijnej. I tu nagle młody nagi pan w łóżku. Z kotem. 1620 rok. Dziś w Londynie, w zbiorach Walpole Gallery. Obraz, który skłania krytykę do wysuwania niedwuznacznych domniemywań. Ale w dziele artysty nie ma innych obrazów, które potwierdzałyby te przypuszczenia, nic też nie zachowało się w dokumentach.

Giovanni Lamfranco -kot

A tu znowu Pablo Picasso – namalował tyle kotów, że naprawdę bez niego żaden wpis się nie obędzie. Wierzyć się nie chce, że to on, taki ten obraz normalny, taki, w którym widać, że malarz nie będzie tu robił żadnych eksperymentów z nosem, ręką czy udem, i że z sympatią traktuje swoją modelkę. “Młody był”, napisała Maryna Over w jednym z komentarzy na Facebooku. No tak, rok był zaledwie 1900, malarz miał dopiero 19 lat.

PicassoDonna con gatto1900Tak się powinno leżeć z kotem w łóżku, miły przytulny kotek. Niestety życie znacznie częściej szykuje nam niespodzianki, na przykład w postaci kota, który przez cały czas, gdy przygotowuję ten wpis, łazi po klawiaturze, a teraz ułożył się dokładnie tak, żebym nie widziała na ekranie, co piszę. Zaraz pójdziemy spać, co mi przypomniało pewną łóżkową historię z kotem w roli głównej. Miałam kiedyś osobistego narzeczonego, który był osobą nader trudną. Pewnie, każdy osobisty narzeczony jest trudny, podobnie zresztą jak mąż, syn i ojciec, a i, gwoli sprawiedliwości, matka, żona, narzeczona, córka i siostra. Wszyscy jesteśmy trudni, ale ten był wybitny. Kiedyś pokłócił się ze mną o coś zaraz po powrocie z pracy, a wracał w porze, kiedy ja właśnie wstawałam, a za oknem gwizdały kosy. Pokłócił się, po czym zadowolony z siebie postanowił pójść spać (do mojej sypialni, bo to było moje mieszkanie, nie jego), zostawiając mnie w kuchni z gwiżdżącymi za oknem kosami. Poszedł do sypialni, gdzie na łóżku siedziała Schyzia. Spojrzała na niego wrogo i nafuczała, a gdy chciał ją odsunąć – udrapała. Narzeczony wrócił do kuchni jak niepyszny, poprosił o plaster i zapytał, czy mogłabym zabrać kota. Niestety nie mogłam.
La Calata Culta2Wkrótce potem narzeczony przestał pełnić tę funkcję.

Tyle na temat kotów w łóżku. A na zakończenie obrazek, o którym nic nie wiem. Ma kilka podpisów i napisów, życie paryskie, kotki Ninotki, towarzysze w łóżku.  Maryna wytrzasnęła ten obrazek ze strony La Calata Culta. To strona pisarki Leslie Guevara o erotyce i przewrotnych erotycznych okrucieństwach, zwłaszcza takich, które wykonują małe dziewczynki. Ta Calata Culta może oznaczać Kultową Inwazję, a inwazja w erotyce może oznaczać wiadomo co. A La Calata to taniec starowłoski z XVI wieku grany na lutni.  Nic nie rozumiem, ale to chyba nie szkodzi.