Pożegnanie z kotami

Ewa Maria Slaska

Od wielu tygodni publikowałam tu w niedzielę wpisy o kotach w sztuce, korzystając przede wszystkim z reprodukcji, jakie nadsyłała mi Maryna Over. Ta współpraca była tak owocna, że, mimo iż Maryna tylko raz wypowiedziała się osobiście, uznałam ją za moją współautorkę. Wydaje mi się, że świetnie się uzupełniałyśmy. Niestety czasem jest tak, że to co autor(ka/ki) uważa(ją) za świetne, traci zainteresowanie publiczności. Wydaje mi się, że koty w sztuce właśnie doszły do tego etapu. Pora się zatem żegnać, może nie na zawsze, ale na pewno na razie. Ponieważ jednak w międzyczasie obiecałam wpis o kotach na głowie, postanowiłam, że go jednak napiszę na pożegnanie. Zresztą zobaczcie sami – świetne są oba te czarne koty.

PicassoKobieta-z-czarnym-kotem na glowie Aubrey Beardsley-kotnaglowie

 

 

 

 

 

 

 

 

X
Ten po prawej to oczywiście Pablo Picasso (1881-1973), ten po lewej chyba równie dobrze znany Aubrey Beardsley (1872-1898). Wydawałoby się, że obu artystów dzieli prawie 100 lat, bo przecież Picasso to nasz współczesny, nowoczesny malarz, kubista, a Beardsley to klasyczny schyłek XIX wieku, Fin de Siècle, secesja, to okazuje się, że Picasso był zaledwie o 10 lat młodszy od Beardsleya, tylko ten drugi umarł bardzo młodo, a Picasso przeżył prawie sto lat.

Obaj artyści pokazali, że tylko kot z charakterem jest w stanie wejść swojej pani na głowę, ale też tylko kobieta z charakterem przyjmie to z wyniosłą obojętnością. Na tych dwóch obrazach zostały sportretowane cztery istoty obojętne, wyniosłe, niezależne. Istoty z charakterem.

La Calata CultaMaryna znalazła na na stronie La Calata Culta jeszcze taki obraz z kotem (prawie) na głowie – jest tu dużo psów i kotów, i wszystkie skaczą wokół swojej pani, jak się im żywnie podoba, ale jeden już znalazł swoje miejsce i śpi na parasolu. Nic nie wiem o tym obrazie, wiem tylko, że na stronie La Calata Culta wszystko ma mniej lub bardziej ukryty wydźwięk erotyczny, często całkiem bezpośredni, a tu nic mi się erotycznie nie kojarzy. Na FB ktoś ten obraz skomentował pytaniem, czy pada psami i kotami? Estan lloviendo perros y gatos!!? jeeje. No tak po angielsku mówi się, że it is raining cats and dogs! Czyli leje jak z cebra. Pieska pogoda. Kocia godzinka. Niebo pełne zwierząt metaforycznych, a zatem kot naprawdę nie śpi na parasolu, a co dopiero na głowie.

***

Stronę La Calata Culta prowadzi Leslie Guevara, studentka z Limy. Studiuje na USMP. To uniwersytet medyczny, a skrót oznacza… La Universidad de San Martín de Porres! San Martin de Porres! TU o nim pisałam. Peruwiański święty, którego odkryła dla nas Powsinoga, święty ze szczotką, święty z psami i kotami!

A na obrazie pada psami i kotami.

Wpisuję to hasło do google po hiszpańsku i nic, wpisuję po angielsku i, hurra!, znajduję “nasz” dzisiejszy obraz: Fiona Phillips (North Salt Lake, UT), Oil, 2012, Painting “Raining Cats and Dogs”. Obraz można (było) na Saatchi Art kupić za 2100 dolarów.

Bardzo lubię takie wędrówki w poszukiwaniu informacji o obrazie. Ale na razie to ostatnia taka wędrówka, bo na razie żegnamy się z kotami.

***
Dopisek w styczniu 2018 roku, a więc po latach – cóż za idiotka ze mnie, la calata kulta, kultowa kaleta czyli torebka czyli… macica… Cały czas miałam wrażenie, że to musi być coś takiego, ale dopiero teraz, bez zastanawiania się odczytałam tę nazwę. Tłumacz Google po latach nadal jej nie zna.

Bomba emocji 2

krolochlani IV poprawkaKatarzyna Kulikowska
Kolejne wiersze z tomiku ,,Bomba emocji”

Jenny

Telefon milczy
Kolec ciszy rani mnie
Powietrze wokół kamienieje
Zamknięta w kamieniu
napełniam się białym niepokojem

Darkowi Bartelowi

Jesteś oceanem wzburzonym
Okrywasz mnie skrzydłami mew
Twoje słowa jak delfiny płyną ku mnie
Kiedy ocean wyschnie
zginą delfiny, odlecą mewy
zabraknie powietrza

Jesteś rozszalałą wodą
Spadasz lawinami deszczu
Wylewasz się ze mnie rzekami, jeziorami
Moje miasto pochłaniasz i mnie

Agrestem obojętności
przekłuwasz psyche
jak ucho
Imadłem uczuć
zatrzasnąłeś
skaleczone niebo

krolochlani  V poprawkaPiotrowi Bule

Twoje słowo jak oddech królowej zimy
zamraża mnie
Jestem jeszcze jedną figurką lodową
do gry w szachy miłości
Ty jesteś mistrzem
Mówisz szach-mat
i stoję w pułapce

P.G.

Gramy w ping – ponga miłości
Ping – pada deszcz słów
Pong – strzelają pioruny spojrzeń
Między nami stół ping – pongowy płonie
Rozdzieleni ścianą ognia szukamy piłeczki

Chłopiec przechodzi przez drzwi mgły
Światło tworzy piramidy
Czarny kot na złotej ulicy
Kawałek nieba na postrzępionym lnie chmury
Niebo usłane chabrami
Czarny kot przeprowadza chłopca przez
niekończący się sen

krolochlani X poprawkaGrafika: Katarzyna Kulikowska, ilustracje do Apokalipsy

Samotny myśliwy 3

Katarzyna Krenz

KK-Gotland3xAkwarela Gotland Katarzyna Krenz

3. Arkadia

Żył i był zdrów – to prawda. Nie czuł
głodu ani pragnienia; wyspa obfitowała
w owoce i zwierzynę, a źródła były
czyste jak łza a niesłone. Orzeźwiające.

Tyle, jeśli chodzi o fakty.

Mało – zważywszy wygodę. Stary Poeta
nie był zadowolony. Oto złoczyńcy
wyginęli, a on – ostatni ufny – ocalał.
Lecz nie rozkoszował się spokojem.

Miał ujrzeć nowe niebo i ziemię.
Także morze miało być mniej wzburzone
niż to, które zatopiło jego stary świat.
A on miał mieć wszystko, wprawdzie skromnie,
w konwencji rustykalnej, lecz zarazem
przyjemnie i beztrosko. Bezpiecznie.

Zamiast raju, napotkał niedostatki, o jakich
człowiek cywilizowany nie myślał nawet
w środku dysputy o biedzie, katastrofach
i wojnach. A te braki w zastawie stołowej:
bez sztućców, kieliszków i porcelany
o elegancji nie mogło być mowy!

Spać chodził z kurami, wstawał z pianiem
koguta. Ogień krzesał dobrą godzinę, a
zaopatrzenie i służby miejskie wciąż były
niezorganizowane. I poczta nie działała.

Zresztą, i tak nie miał do kogo napisać.

Samotny myśliwy 2

Katarzyna Krenz

KK-Gotland4xAkwarela Gotland Katarzyna Krenz

2. Milczenie morza

Od wielu dni Stary Poeta nasłuchiwał,
lecz wokół panowała cisza. Bezruch,
tylko cień ptaka przesuwał się po niebie.

Umilkły krzyki. Drapieżne torpedy sztormu
przestały zadawać śmierć, prując brzuchy kadłubów,
które zwodowano po to, by same pruły płynny szum.

Ucichła pieśń sieci i zgasły silniki trawlerów
przeczesujących kopalnie morza w poszukiwaniu
zatopionych miast i ławicy.

Morze usnęło zmęczone. Było wolne. Jedynie
cień martwej ryby unosił się na fali. Stary Poeta
czekał. Lecz wokół panowała cisza. Nic. Tylko ta cisza.

Świat po katastrofie milczał, oniemiały
i niebo spoglądało w inną stronę – odkąd został sam.
Tylko morze, tylko morze żyło. Śniło.

Pani, służąca i kot

Ewa Maria Slaska i Maryna Over

Pani i kot to obszerny temat i poniekąd poruszany w każdym wpisie, bo zawsze będzie tam jakaś kobieta. Dziś jednak rozpadnie się ona na dwie zupełnie różne osoby, bo pojawią się tu pani oraz kobieta (jeśli wiekowa) w młodości zwana dziewczyną, każda wyobrażona w przynależnej funkcji społecznej. My już, być może, nie mamy takich doświadczeń, ale ja jeszcze miałam nianie – wiejskie dziewczyny z kaszubskich wiosek, a moja Mama wspominała, że w jej dzieciństwie do jej Babci, czyli Pani, co rano przychodziła do pokoju kucharka (kobieta) i uzgadniały jadłospis na dany dzień. Prababcia, jak mi się wydaje, leżała jeszcze w łóżku. A prababcia była osobą czynną, również zawodowo, i bardzo aktywną. Tym niemniej rola społeczna i nad nią miała władzę. Przypomina to Prousta i poranne rozmowy Franciszki z Ciocią Leonią w Combray.

… przesunięcie śniadania dawało zresztą sobocie w oczach nas wszystkich fizjognomię niezwykłą,wakacyjną i dość sympatyczną. W porze gdy zazwyczaj ma się jeszcze godzinę przed niespodzianką posiłku, w sobotę człowiek wiedział, że za kilka minut ujrzy, jak się zjawiają przedwczesne salsefie, protekcyjny omlet, niezasłużony befsztyk. Powrót tej asymetrycznej soboty był jednym z owych drobnych wydarzeń wewnętrznych, lokalnych, prawie społecznych, które w spokojnym życiu i w zamkniętym kółku tworzą rodzaj narodowego węzła i stają się ulubionym przedmiotem rozmów, żartów, opowiadań, przesadzonych do woli; byłby gotowym jądrem dla legendarnego cyklu, gdyby ktoś z nas miał zmysł epiczny. Od rana, zanimśmy się ubrali, bez przyczyny, dla rozkoszy odczuwania siły solidarności jedni mówili do drugich wesoło, kordialnie, patriotycznie:„Nie ma czasu do stracenia, pamiętajmy, że to sobota!” Ciocia naradzając się z Franciszką i myśląc, że dzień będzie dłuższy niż zazwyczaj, powiadała: „Możebyś im upiekła ładny kawałek cielęciny, skoro to sobota.”

szkola flamandzka1640Szkoła flamandzka,  rok, sądząc z podpisu, 1667, ale jedyny podpis jaki można znaleźć w sieci głosi: Давид Рейкарт III, Крестьянка с кошкой, начало 1640. Ten rok 1667 jest zresztą w ogóle niemożliwy, bo (dane podaje oczywiście Wikipedia) David Ryckaert III – flamandzki malarz barokowy, żył w latach 1612 -1661. Był najbardziej znanym przedstawicielem rodziny malarzy o tym nazwisku, często określany przydomkiem Młodszy. Był synem Dawida Ryckaerta II, wnukiem Dawida Ryckaerta I i siostrzeńcem Martina Ryckaerta.

To dla historyka sztuki, nie dla nas,  bo nas obchodzi ta kobieta. Byłabyż to Franciszka, tylko o dwieście lat wcześniejsza, taka sama jednak, dobroduszna wieśniaczka, która poszła na służbę i tu karmi kota. Swojego czy może swojej pani?

Maryna znalazła zresztą jeszcze kilka innych służących. Jedną pokazywałyśmy już, zamiata kuchnię na obrazie Gripsa Okazja czyni złodzieja.

Dunlop-CaraudDwie panny służące, ale jakże różne. Obraz po lewej, namalowany przez George’a Dunlop Leslie (malarz angielski 1835 – 1921), nazywa się Jej pierwsze miejsce i pokazuje zmęczoną dziewczynę, która przysiadła na chwilę przy kominku, żeby odpocząć. Po prawej Pokojówka, obraz Josepha Caraud (malarz francuski, 1825 – 1905), na którym w ogóle nie chodzi o pracę. Tu albo pani udaje dziewczynę, albo dziewczyna – panią. I nie mówmy sobie, że praca służącej była cięższa niż praca pokojówki, dlatego pokojówka może pozować jako filuterna kokietka, a służąca pada ze zmęczenia. Obie musiały harować od świtu do nocy. Pamiętacie film Gosford Park? Albo Dziewczynę z perłą? Praca kobiety to była niekończąca się rzeka obowiązków. Również w XX wieku. Wiedział o tym Salvador Dali, malując w roku 1914 tzw. Wnętrze holenderskie. Widzimy tu taką samą sytuację – spracowana kobieta, która zrobiła sobie krótką przerwę w pracy.

SALVADOR DALI 1914-INTERIEUR HOLLANDAISI wreszcie na zakończenie obraz, na którym nie ma służącej, ale który, moim zdaniem, zakłada jej istnienie. Gdy obejrzałam ten obraz, zobaczyłam dziewczynę, która jak matka Mojżesza, puszcza na wodę kołyskę z dzieckiem, bo nie jest go w stanie wychować. Teraz, pisząc ten wpis, myślę, że może to fala powodzi porwała łóżeczko pańskiego dziecka, a dziewczyna go nie dopilnowała.

John Everett Millais-kotJohn Everett Millais (1829-1896) − brytyjski malarz i ilustrator, czołowy przedstawiciel Prerafaelitów, autor słynnego obrazu Ofelia (dodajmy, że po śmierci czyli jako topielica otoczona kwiatami – Prerafaelici bardzo lubili kobiety wychodzące z wody, w niej mieszkające lub w niej zmarłe). Obraz mógłby być świetną ilustracją do pięknej powieści “Dziewczyna w niebieskiej sukni” (Susan Vreeland Girl in Hyacinth Blue, której tytuł także pochodzi od jednego z dzieł Vermeera; na jej podstawie powstał w roku 2003 film telewizyjny Brush with Fate), o losach wyimaginowanego obrazu Vermeera van Delft. Obraz opuszcza pracownię artysty w chwili, gdy matka dziecka ginie za czary w lochach inkwizycji. Ojciec puszcza na wodę kołyskę i obraz opatrzone karteczką: Sprzedajcie obraz, wykarmcie dziecko. Nie pamiętam, czy ojciec był malarzem, czy tylko posiadaczem obrazu, a historia obrazu ciągnie się aż do współczesności i kończy odkryciem zbiorów jako żywo przypominających zagrabione przez nazistów dzieła sztuki, znalezione w mieszkaniu Gurlitta.

Nota bene tylko na obrazie Ryckaerta kobieta zajmuje się kotem, na wszystkich pozostałych kot po prostu jest. Nie jest wykluczone, że jest nie tylko faktycznie, ale i symbolicznie. Tak służąca jak i kot mają w pańskim domu określone zadanie do wykonania, mają zapewnić czystość. Służąca usuwa brud, kot poluje na myszy i szczury.  Te koty to nie pieszczochy z jedwabnymi obróżkami, to pracownicy.

Bomba emocji 1

krolochlani II poprawkaKatarzyna Kulikowska
Wiersze z tomiku ,,Bomba emocji”

Obok mnie wybuchła bomba emocji.
Kulę się jak dziecko.
Zamykam w schronie przeciwpancernym.
Na zewnątrz trwa wojna przekonań.
Padają strzały słów.
Schron jak roślina mięsożerna kurczy się nade mną.
Zwinięta w kłębek czekam na pożarcie.

skan okladki Bomba emocjiMój dom
Wódka na stole
Mama krzyczy
Ogień w kotłowni
Samotność i ja
Już nie umiemy rozpaczać
To mój zwykły dzień

Lęk

Mam na imię lęk
Z dna przepaści wysyłam
Mój głos w górę
Jestem domem ciemności
Przywołuję kruki
Zamykam spokój w bezruchu
Każę ludziom otwierać drogi
Wewnątrz siebie
Krzyczę – Jesteście wolni
Potem zniewalam ich w klatce złudzeń

krolochlani I poprawkaKwiat cierpienia
Johannesowi Deimlingowi

Pachnę krwią i potem
Mam płatki nasączone pieszczotą umęczonego ciała
Przyciągam ból jak magnez
Weź mnie do domu

Ukrzyżowanie
Agnieszce Graczew-Czarkowskiej

6 ciał Jezusa ukrzyżowanych na papierze
Przybitych gwoździem pędzla
Oblanych farbą
Patrzę
Farba zmienia się w krew
Słyszę jęk umęczonych ciał i wołanie:
Eli lama sabachtani
Jezus umiera po raz drugi sześciokrotnie

Gałęzie są moją drogą
Idę po niej do Ciebie Panie
Na końcu drogi świeci sakrament
Obmywam w nim moją duszę
Idę po kamieniach
Stopy mnie bolą od grzechu
Zmęczona klęczę przed tobą Panie i
Staję się pełnią

krolochlani III poprawkaGrafika: Katarzyna Kulikowska, ilustracje do Apokalipsy

Samotny myśliwy 1

Katarzyna Krenz

KK-Gotland6xAkwarela Gotland Katarzyna Krenz

1. Krajobraz po burzy

O świcie sztorm ustał.

Stary Poeta długo leżał na brzegu, omywany
przez fale, świadomy tego, co się stało.
Jego okręt zatonął, bezpowrotnie stracony,
a wraz z nim cały ładunek.

Katedry gotyckie i drapacze chmur
pierwsze poszły na dno jako najcięższe.
Po nich – fabryki, muzea i nowoczesne
miasta. Mosty i nitki autostrad unosiły się
jakiś czas na powierzchni, by w końcu
dołączyć do podwodnych stalaktytów z żelaza
i betonu niczym bolesne krople,
cząsteczki ciężkiej wody w wodnej masie.

Uwolnione śruby i gwoździe swobodnie
wypełniły szczeliny. Drewno całkiem pociemniało:
nie tylko dąb, również sosna, jesion i czarna olcha,
która w poprzednim życiu tak chętnie wybierała
jeziorny muł dla swych korzeni. Anielskie
polichromie i twarze Madonn przeglądały się
w lustrze wody, lecz nie trwało to długo –
jak deszcz w deszczu, tak płatki złota, smoczej
krwi szafiru i spłynęły ruchem spiralnym
i bezwolnym na paletę morza o zmierzchu,
zabarwiły nowym bólem zachód słońca.

Marmur okazał się odporniejszy na działanie
wody: posadzki agor, niegdyś splamione niezgodą
i zdradą, kariatydy i posągi bogów, a także
kolumny świątyń w oplotach akantu tkwiły samotne
pośród strzaskanych dworców i pasów startowych,
niczym kości porzucone na pustyni. Niebo
odbijało się w morzu, a morze odbijało się w niebie.
Kuli błękitu nie mąciła najmniejsza szrama bieli –
dzień przetopił nocną falę w płynne szkło. Morze
oddychało cicho i bez gniewu: sen po burzy ma
w sobie coś z leniwej sjesty i powolności trawienia.

Stary Poeta ocknął się i ukląkł na brzegu. Lecz zaraz
upadł na piasek zemdlony, tak wielkim bólem
przeszyło go przypomnienie: z całego dobytku
księgi były najlżejsze. Nasiąkając wodą,
nie osiadły na dnie jak mury bibliotek, które je
przechowywały. Napęczniały papier rozsadził
grzbiety tomów i rozpływając się w niebycie,
zabrał ze sobą wszystkie ważne słowa i myśli,
przesłania i dekrety, a nawet ludowe przysłowia.
W powietrzu drżał zielony szum dżungli, lecz
wyspa milczała. Nieznana. Nie nazwana. Niczyja.

Qui pro kot

Ewa Maria Slaska o kotach (dość niepewnie)

A-Room-atTwilight-KellieCastleJohnHenryLorimer1856-1936No bo doprawdy, na przykład tu – pies to czy kot? Maryna Over podesłała mi ten obraz, a ja, wiedząc, że Maryna podsyła mi koty, zapisałam go w rubryce koty, gdzie miał poczekać na specjalny wpis – kot samotny we wnętrzu. To oczywiście zawsze się nam będzie kojarzyć z Szymborską i z tym, że tego nie robi się kotu, ale w końcu wcale nie musi tak być. W moich zbiorach co-i-raz pojawia się kot samotny we wnętrzu, ale ten tu…

Namalował go John Henry Lorimer (1856–1936),  szkocki malarz, specjalizujący się malowaniu portretów i scen rodzajowych. Tu jest wnętrze w Kellie Castle o zmroku. Pod oknem śpi… pod oknem śpi kot… nie, chyba jednak pies, nie, no raczej kot… TU jest ten sam obraz w większych rozmiarach, przyjrzyjcie się. Już z Leonardem da Vinci i jego szkicami Madonny mam poważny problem, ale tam przynajmniej nauka wypowiedziała się jednoznacznie, a tu ja sama z problemem.

John Lorimer miał młodszego brata, Sir Roberta Stodart Lorimera (1864 –1929) i to we wpisie o Robercie znalazłam informację, że w roku 1878 rodzina Lorimerów wydzierżawiła Kellie Castle w Fife, które do dziś znane jest jako… Królestwo Fife. A zatem John namalował po prostu pokój w swym rodzinnym domu, a w tym pokoju…

Jules Pascin - The Turkish FamilyRównież na tym obrazie (podsuniętym przez Marynę Over) nie wiadomo, czy to zwierzątko niefrasobliwie trzymane pod pachą przez jedną z kobiet to pies czy kot. Jules Pascin, Rodzina turecka. Rok 1907. Wbrew pozorom ta rodzina wcale nie składa się z samych kobiet młodych, młodszych i najmłodszych, bo w głębi pod ścianą siedzi sobie mężczyzna w czerwonym fezie i pali fajkę, a może zresztą papierosa.

Jules Pascin (1885-1930) nazywał się po bułgarsku Жул Паскин, a tak naprawdę Julius Mordecai Pinkas, był żydowskim malarzem bułgarskim, przedstawicielem ekspresjonizmu. Przez wiele lat przymierał głodem i dopiero w latach 20 uzyskał sukces. Mieszkał w Paryżu, Brukseli, Londynie i różnych miastach w USA, aż osiadł na stałe w Paryżu. Przyjaźnił się z wieloma malarzami w tym z Klee i Kandinskym. Cierpiał na ciężką depresję. W wieku 45 lat popełnił w Paryżu samobójstwo. Pochowano go na cmentarzu Montparnasse.

Ta turecka rodzina, z kotem czy bez, nie jest zresztą typowa dla malarstwa Pascina, bo jego specjalnością były erotyczne akty kobiet.
***
Również inna moja warszawska przyjaciółka, Danusia Strzyńska-Rosiecka, wstawiła mi na Facebooka obrazek:

stMarcinPoitou-CharentesFrancja-polXIIwi opatrzyła go takim mniej więcej podpisem: koci (?) kapitel w St. Martin w Poitou-Charentes, połowa XII wieku.  Zaiste, trudno ocenić, czy te zwierzęta na kapitelu to psy (gończe na przykład), gryfy (te potwory ze skrzydłami na górze),  koty czy lemury, a może nawet gollumy? Nie wiem. Ale też nie wiem, czy  chodzi o jakiś kościół św. Marcina w departamencie w Poitou-Charentes czy o miasto San Martin de Re tamże? A jak kościół – to który? Bo mógłby to być kościół Fontaines d’Ozillac Saint Martin – datowanie się zgadza i dziwaczne zwierzęta w kapitelach też, ale tych kotów się nie doszukałam. Jeśli to jednak ten kościół to jest on swoistą ciekawostką. W XV wieku trzeba go było rozbudować, z boku doklejono mu więc dodatkową nawę z renesansowym portalem. W XIX wieku dobudowano jeszcze wieżę z drugiej strony.

stmartinZ kolei Kasia Wasilewska napisała, również na Facebooku, że kotek niech tu reprezentuje książkę. Kotek? Jaki kotek? Ja zobaczyłam dwa pieski:

kotekzamiastksiazkiAle to jednak kot, bo wpisałam do google’a słowa girl red dress cat dog i ten obraz pojawił się jako pierwszy. Za to Kasia była pewna, że to malarka, a ja znalazłam informacje, że to malarz. Kasia dodaje, że szkoda że nie malarka, z czym się jak najbardziej zgadzam, zwłaszcza, że każda malarka mogłaby być dumna, gdyby namalowała taką dziewczynkę, w takiej sukience,  z takimi zwierzątkami.

GIRL IN RED DRESS WITH CAT AND DOG
Ammi Phillips (1788–1865)
Vicinity of Amenia, New York
1830–1835
Oil on canvas
American Folk Art Museum, gift of the Siegman Trust, Ralph Esmerian, trustee, 2001.37.1

X
Same qui pro koty…

Nikko. Nemuri neko

Powsinoga i koty

Powsinoga przygotowała tu już kiedyś wpis-pies-napis, dziś jej wpis o kotach.

Obejrzałam zdjęcia z Nikko, zanurzyłam się w tamtej atmosferze i usiadłam do napisania “paru słów” o  Nemuri neko.

Problem w tym, że jak sobie przejrzałam wszystkie materiały na temat śpiącego kota i jego twórcy, to najtrudniejszą rzeczą stało się ograniczenie pisania do kilku słów.

Chce się gadać o samym Nikko, i o kompleksie świątyń z mauzoleami szogunów rodu Tokugawa, i o bardzo prostym, sympatycznym kocie, dziwnym na tle szaleńczo stylizowanej – z wpływami chińskimi – sztuki tamtego okresu, i o niezwykłym artyście Hidari Jingoro, miłośniku kotów, który postanowił rzeźbić je “jak żywe”, czym zmienił w Japonii stylistykę portretowania zwierząt…

***

Wśród kotów w sztuce jest jeden, z którym spotkałam się oko w oko, tyle tylko, że on miał oczy zamknięte. Bo to jest „śpiący kot”, czyli „Nemuri neko”.

Spotkanie miało miejsce w ogromnym zespole świątyń i mauzoleów szogunów rodu Tokugawa w Nikko – pięknym, starym, pełnym zabytków japońskim mieście, do którego trafiłam bardzo prozaicznie – z wycieczką.

Mauzolea szogunów, razem z całym kompleksem powstałych wokół nich sakralnych budynków, mają wyjątkowo bogaty wystrój – były przecież finansowane przez kolejnych szogunów, praktycznie rządzących Japonią w okresie Edo. Ornamentyka wykazująca silne wpływy chińskie, kapiąca od złoceń, jest pełna postaci zwierząt tak mocno stylizowanych, że czasem trudnych do rozpoznania. Chłonęłam tę masę wrażeń, ale czułam się już nieco zmęczona obcą sobie stylistyką tego miejsca. W pewnym momencie zobaczyłam grupę turystów wpatrzonych w małą, dość niepozorną rzeźbę na bramie prowadzącej do kolejnej świątyni. Tam, otoczony kwiatami – złoconymi, jak wszystko dookoła – spał zwinięty w kłębek łaciaty, czarno-biały, zwyczajny kot. Miło zaskoczona jego prostotą, przyjrzałam mu się z wielką sympatią, zrobiłam mu kilka zdjęć i ruszyłam dalej.

Dopiero po powrocie z wycieczki, porządkując wrażenia, fotografie, pamiątki i broszury informacyjne, zaczęłam dowiadywać się więcej na temat kota, który potrafi tak spokojnie i ufnie spać od stuleci w otaczającym go artystycznym zgiełku. Jest to słynny, wręcz legendarny Nemuri neko, co znaczy dosłownie „śpiący kot”. Jego autorem jest enigmatyczny rzeźbiarz, malarz i architekt Hidari Jingoro, w którego rzeczywistą tożsamość niektórzy historycy powątpiewają.

Według Wikipedii – Jingoro działał we wczesnym Edo (około 1596-1644), kochał koty i bardzo chciał je rzeźbić „jak żywe”, bez stylizacji. Poświęcił wiele miesięcy na naukę rzeźbienia w drewnie, jako modele wybierając koty – różnych kształtów, w różnych pozach, ale zawsze jak najbardziej zbliżone do rzeczywistego wyglądu. Twórczość Jingoro wpłynęła na powstanie nowego, zbliżonego do realizmu, stylu portretowania zwierząt w japońskiej sztuce, a Nemuri neko jest uznany za japoński skarb narodowy.


ToshoguTempel Nikko Nemuri neko nad brama

Wejście do świątyni Toshogu w Nikko. Nemuri neko nad bramą. Rzeźba kota to “jeden z największych skarbów Japonii”.

Nikko.Nemuri nekoZbliżenie, a poniżej trzy małpki, w tej samej, powściągliwej stylistyce co nemuri neko – nic dziwnego, bo i je wykonał Hidari Jingoro.

Nikko-monkeysthreeKoty na wystawach sklepowych. Jest ich w Nikko bardzo dużo. Na samym dole żywy kot, jedyny, który nie spał.

Nikko koty w sklepie5862.Nikko kot
Nikko kot zywyA ja dodam jeszcze, że żywy kot stąpa po złotych liściach miłorzębu japońskiego.

Na zakończenie zdjęcie, które znalazłam na Facebooku – nie ma na nim kotów, ale jest Japonia – Kitakyūshū – i kwitnące krzaki wisterii. Była tam też informacja, że zdjęcie to dostało 43.834 lajków (dane z piątku, 2 maja, o 4.11 rano)! Czujecie powiew grozy? Bo ja tak.

wisteriahttps://www.facebook.com/greenrenaissance

Koty i święci

Ewa Maria Slaska i Maryna Over o kotach

Nie ma wyjścia, dzisiejszy wpis o kotach trzeba poświęcić świętościom, taki dzień jak dziś jednak zobowiązuje, w końcu nie co dzień Polak zostaje świętym. I w końcu tak wielu tych świętych Polaków nie mamy – święty Jacek (z pierogami), święty Stanisław… Kto zna więcej? Wprawdzie Wikipedia podaje prawie 130 imion (osób jest znacznie więcej) świętych i błogosławionych związanych z Polską czy to poprzez narodowość, czy też miejsce urodzenia lub działalności, ale nawet nasz bardzo kochany święty Wojciech nie był przecież świętym polskim, pochodził z Pragi, działał w Niemczech i nawet umarł nie w Polsce, lecz w Prusiech.

No dobrze, ale koty i polscy święci, to już temat, który chyba nawet moją dociekliwość przerasta. Jak ktoś coś wie, to bardzo proszę, żeby się odezwał. Na razie jednak poprzestanę na klasyce sztuki europejskiej.

LeonardoDaVinciMadonnacon Mabibi a gattoCane-contro-gatto

 

 

 

 

 

 

 

 

X
X
Zacznę od Leonarda da Vinci, którego Madonna z Dzieciątkiem i kotem (rysunek piórkiem przechowywany w Londynie w Galerii Rycin British Museum), dała przed paru laty asumpt żarcikom na temat powieści Dana Browna “Kod Leonarda”, o której chętnie mawiano, że to książka o kocie Leonarda, a nawet o kotce.  Z kolei w internecie zestawia się ten rysunek z drugim, podobnym i pisze o tym, że Leonardo nie mógł się zdecydować, czy kot czy pies? Znawcy twierdzą, że oba rysunki są odmienne od innych szkiców Leonarda i charakteryzuje je szybkie następstwo kolejnych linii, które dopiero wspólnie zbudują sylwetkę postaci. Podobno jest to już zapowiedzią Madonny Benois (to nazwisko jednego z właścicieli) czyli Madonny z kwiatkiem. Ponieważ nie ma tam jednak kota, odsyłam ciekawych poza bloga, ale proszę wróćcie – to TU.

HieronimusBoschWadam-i-Ewa-Ogród rozkoszy ziemskich (1480-1490, detal)Następnym klasykiem, którego nie podejrzewalibyśmy o malowanie kota jest Hieronim Bosch. A jednak Maryna Over odkryła, że i u niego wśród ogromnych truskawek i skrzatów z nosami jak miecz w “Ogrodzie rozkoszy ziemskich” Adamowi i Ewie, których Bóg właśnie stworzył był, pojawia się kot i to zgoła taki, który właśnie upolował mysz a może szczura. Po drugiej stronie, u stóp Ewy widoczny jest z kolei ptak pożerający ogromnego żuka. Podejrzewam tu głęboką symbolikę marności życia ziemskiego, a nie kocie i ptasie portrety, ale czyż to ma znaczenie?

rubensRównież Rubens nie oparł się pokusie skontrastowania kota i świętości. Anioł zwiastował Pannie Maryi, Anioły grają i rzucają kwiaty, a kot… A kot śpi. Niby niewinnie, ale kto wie, kot jest symbolem zmysłowości, może więc jest to ukryta sugestia, że… no jednak… może się tam w alkowie jednak to i owo mogło wydarzyć.

Najbardziej jednak zdumiewającym połączeniem kota i świętości jest podrzucony oczywiście również przez Marynę “Kot – krucyfiks” Marka Szwarca. Artysta urodził się w rodzinie żydowskiej w Zgierzu w roku 1892, zmarł w Paryżu w roku 1958. Studiował w Paryżu, gdzie przyjaźnił się z Fernandem Léger, Amedeo Modiglianim, Chaimem Soutine i Chagallem. W roku 1912  założył z przyjaciółmi pierwsze żydowskie czasopismo artystyczne Makhmadim. W roku 1919 przeszedł na katolicyzm. marekszwarcMimo to pozostał Żydem i był – jak to sam określił – „Żydem wyznania katolickiego”. Zajmowała go problematyka tożsamości żydowskiej. Był jednym z założycieli grupy awangardowych artystów żydowskich w Łodzi – Jung Jidysz (1919-1921). Pisała o niej Lidia Głuchowska we wpisie Yddischland. Szwarc przyjaźnił się ze Stanisławem Kubickim, o którym już tak tu dużo pisałam, że nie będę się powtarzać i przypominać, kim był i co tworzył.

NorwichX

X

Na zakończenie wcale nie symbolicznie raczej pogodny obrazek, przedstawiający mniszkę z kotem. Maryna opatrzyła go jednym słowem – Norwich. Norwich to angielskie miasto średniej wielkości z piękną katedrą średniowieczną
i 35 innymi kościołami z tejżeż epoki. Dziś kilka z nich zostało zamkniętych, ale ich liczba nadal imponuje. Utrudnia jednak życie autorce tego wpisu. No bo dobrze, mniszka z Norwich. I co dalej?  Dziwnie wydaje mi się, że mimo tak wspaniałych średniowiecznych możliwości owa mniszka jest raczej neogotycka niż gotycka. Czytam dokładnie napisy otaczające ów portrecik, układające się w jedno zdanie, bardzo czytelne. Już sam ten fakt musi poddawać w wątpliwość średniowieczną proweniencję nie tyle kota i kobiety, ile ich portretu. All shall be well and all shall be well and all manner of things shall be well. Czytam dalej. U góry po lewej i po prawej odkrywam napis Julian of Norwich. Julian z Norwich. Sprawdzam – nie, to nie on, to ona. Juliana z Norwich, angielska mistyczka z XIV wieku. Pustelniczka, mieszkała w samotnej celi w jednym z kościołów w Norwich, a jej jedynym towarzyszem w samotni był kot. Samotnię i przylegający do niej ogródek otaczał mur, a zadaniem kota było tępić szczury i myszy. Już kiedyś zetknęłam się z takimi pustelnicami. Jedną z nich była Ewa od świętego Marcina w Liege. Wraz z drugą mniszką, Julianą z Liege, taką samą pustelnicą, doprowadziły do ustanowienia święta Bożego Ciała. Nie wychodziły ze swoich cel, jedzenie podowano im przez otwór w drzwiach. Relacje milczą, ale zapewne tak też usuwano nieczystości z celi.

St-Julian's-750218Tu mieszkała Juliana z Norwich i to tu w celi odciętej od świata murem przeżyła 16 objawień. Ze względu na treść trzynastej wizji, która rozmija się z nauką Kościoła, nigdy nie była oficjalnie czczona. Wspominana jest w Kościele anglikańskim oraz… Reformowanym Kościele Katolickim w Polsce 8 maja. Czyli w dniu polskiego świętego – Stanisława.

Swoje objawienia zapisała w kilku książkach, z których najważniejsze jest Revelations of Divine Love. To zdanie o tym, że wszystko będzie dobrze pochodzi właśnie z Objawienia Bożego Miłosierdzia… I myślę, że tak możemy zakończyć ten wpis. Dziś niedziela Miłosierdzia Bożego, ustanowiona przez Jana Pawła II.

Wszystko w tym wpisie, którego jak zwykle nie planowałam, pozwalając się wieść od jednej myśli do drugiej, splotło się wręcz wzruszająco precyzyjnie. Nie ma więc powodu, żeby nie wierzyć Julianie: All shall be well and all shall be well and all manner of things shall be well.

PS 1. Oczywiście znajduję tę ilustrację. Oczywiście to nie jest średniowiecze. Oczywiście jest to malarka współczesna, manierystyczna, religijna – Virginia Wieringa. Umieściła ten obrazek na swojej stronie internetowej z podpisem: Created for my friend Tom Schwanda who told me about Julian. Her story is fascinating.

PS 2. Tymczasem nasza kochana Powsinoga nadesłała z Chicago dwa obrazki, to znaczy jeden to znaczek, a drugi – tak, to taki obrazek czy też święty obrazek, jakie zbierałyśmy (-śmy my) w dzieciństwie i wkładałyśmy do książeczki do nabożeństwa. Te są z Peru ze świętym Marcinem de Porres. Wzruszająca postać – żył w latach 1579-1639, był nieślubnym dzieckiem, mulatem, balwierzem, ogrodnikiem, mnichem z zakonu dominikanów, opiekunem chorych i sierot, dla których zakładał przytułki. Nazywano go świętym z miotłą i przedstawiano z kotem i psem. Został kanonizowany przez Jana XXIII w roku 1962. Jego historia pasuje do wierszy Katarzyny Krenz, które od wielu tygodni publikuję w poniedziałki, które Kasia nazwała Raport z wizyty w zakładzie dla starców i niewidomych dzieci. Poczytajcie, najlepiej wszystkie, a nie tylko ten jeden tu zlinkowany.

Peru.Martin de Porres.1965 Peru - św. Marcin de Porres