Raport z wizyty w zakładzie dla starców i niewidomych dzieci – 4

Poniedziałek.

Katarzyna Krenz

z cyklu

Raport z wizyty w zakładzie dla starców i niewidomych dzieci

Castelo de Vide, Convento de São Francisco

zdjęcie Jacek Dominiczak, malarstwo Jacek Krenz

J_Krenz_acryl_Ausencias3x4.

Bruno: na zielonych pastwiskach

Położyłem się i zasnąłem, i obudziłem się,
albowiem Pan mnie wspomaga.

Psalm 3 (tłum. Roman Brandstaetter)

Dach w naszym domu przeciekał od czasu
wielkiej wody, która wiosną roku 1911 zeszła
z nieba, napełniając gliną i płynnym szkłem
ogrody i doliny. Moje oczy ujrzały jeszcze wodę,
lecz potem całkiem przestały widzieć, o infekcję
i uszczerbek na zdrowiu nie było wtedy trudno.

W roku ognia pierwsze spłonęły nasze księgi –
kruche, podatne na dar płomienia. Niewierne.
Wraz z nimi porzuciły nas dalekie horyzonty.
Patio pokryło się popiołem, a ziemia spalona
nie służyła wtenczas nawet dla podkowy konia –
po pożarze w stajni zapanowała martwa cisza.

W roku wielkiej suszy nie mówiliśmy wiele;
spragnione gardła nie łaknęły słów. Słońce
umierało samotnie. Był to czas, gdy jedynie psalm
sześćdziesiąty trzeci koił nasze dusze. Wołaliśmy:
„Boże, Tyś jest ten, którego szukamy jak garści ziarna
i łyżki strawy na tej ziemi wyschniętej i bezwodnej”.

Człowiek wiele może znieść, lecz w taką porę
niebezpiecznie jest popaść w tęsknotę za chlebem i winem.
Nadzieja tliła się jeno w pestce i korzeniu. Resztką sił
chwaliliśmy imię Pana, wznosząc ręce do nieba, póki
nasze dusze nie nasyciły się jak sadłem i oliwą. Dzięki
wstawiennictwu aniołów o śmierć we śnie nie było trudno.

Nasza modlitwa o deszcz została wysłuchana i niebo
otworzyło śluzy na dni czterdzieści i tyleż nocy. Pleśń
pokryła ściany mojej celi, i wilgoć weszła w palce, aż
całkiem straciły czucie i przestały czytać. O śmierć przed
świtem z głodu i wychłodzenia było wtedy łatwiej niż o chleb
nasz powszedni. Tamtego roku ziarno zgniło w spichlerzach.

Dach przeciekał do końca. Martwa cisza w naszym domu
byłaby kompletna, gdyby nie to kapanie i jego echo –
wilgotne i uparte. Żwawe jak źrebak.
Prosiłem o łaskę snu wiecznego, i wyprosiłem, i zasnąłem,
bo wielkim królem jest Pan.
Zaświadczam, iż prawdę powiadał psalm dwudziesty trzeci:
tutaj na zielonych pastwiskach nie brak mi niczego.

RaportJD (16)

1 thought on “Raport z wizyty w zakładzie dla starców i niewidomych dzieci – 4”

  1. Piękny wiersz, nieoczywisty. Trudny powagą tematu, łatwy mozaiką słów, gdzie każdy wyraz brzmi jak dźwięk. Z wyrazów, znaków, miejsc, gdzie zabrzmiały, pojęć, układa się melodia. Niesiona obrazem, fotografią…

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.