Ogród duszy

Bogumiła Różewicz

Różowa kula

Beacie Pawlikowskiej

Różowa kula widzi Kobietę
błyszczącą w ramionach dżungli
skąpaną w ulewnym deszczu

Amazonia wydaje szelest
pięknej tajemnej muzyki

Kula pęka
rozprzestrzenia się
różowy pył

kobieta odpływa
otoczona skorpionami i piraniami

podróżniczka z lepszego świata

7 marca 2012

Czarny włos

Czarnowłosy chłopiec
spogląda w otwarte okno świata
widzi twarz Księżyca
łzy tworzą kałużę smutku

odpływa łódką do Babilonu

Kiedy obudzi się ranek
słońce zaświeci
zamkną się Zielone drzwi
czarny włos pozostanie na białej pościeli

18 czerwca 2012

Jesień, Jacek Yerka https://i0.wp.com/uploads6.wikiart.org/images/jacek-yerka/autumn.jpg
Jacek Yerka

Ścieżka kropli

Nadchodzi noc
światła gasną w oknach
moje miasto zasypia
zegar wybija północ
tylko Księżyc spogląda
z obłoków na róg ulicy
gdzie suche drzewo
ma na gałęziach krople deszczu

pójdę ścieżką kropli
odnaleźć Muzę która Cierpi

23 listopada 2013

Ogród duszy

W ogrodzie duszy
Anioł rozkłada skrzydła
pióro opada z nieba
konary tańczą walca
liście unoszą się na wietrze

W środku kwiatu
zegar wybija pierwszą

wtedy śpiewają cykady
biegnę zieloną łąką
rosa dotyka mych stóp

14 grudnia 2012

Jacek Yerka, Sad pomarańczowy, https://i0.wp.com/uploads4.wikiart.org/images/jacek-yerka/orange-grove.jpg%21Large.jpg
Jacek Yerka, Sad pomarańczowy

***
U źródeł strumienia
przejrzę się w kropli wody
wzniosę wzrok ku słońcu
zobaczę niebieskie łąki
jak kamień wejdę
w tajemnicę czarnych znaków
na papirusie odkryję siebie

10 lutego 2013

Uśmiech

Elżbiecie Dybalskiej

W dolinie Zielonej
wodospad uderza o skały
Bogini Grecji
ma w sercu niebo
Sukienka w odcieniu Szkocji
łzy tworzą hymn miłości
kamień biały bije
cztery akty dramatu
upadek kończy się uśmiechem

21 maja 2013

***

Niezapomniany dzień
otwiera się miasto
zamknięta w złotej klatce
otulona peleryną szarości
idę po bruku
ze srebrnych nitek
na powitanie
wychodzi Anioł

23 lutego 2013

***
Niebo granatowe
ubiera się w biały szal
spada deszcz meteorytów
kamienie odbijają się od szklanych gór
Kładzie się światło
na ziemię rzuca cień
widać Ludzkie plecy

1 lutego 2013

***
Kropla rosy na liściach
opada w dół
słowa zgrzytają na papierze
nie słychać rytmu
szum nieznośny
słowa Krzyczą
rozsypują się w drobny mak
płaczę nad poległym Słowem

16 lutego 2013

***
Kryształowa kula
widzi niekończący się sen
z otwartego kalendarza
wylatują pożółkłe kartki
tylko trzy daty zapisane w pamięci
3 Stycznia zobaczyłam Ciebie
26 Lutego przy muzyce
zapatrzeni w siebie
29 Lutego dotykamy
czegoś niewidzialnego
W dłoniach zmierzch
sen trwa do dziś
niedokończony

30 czerwca 2013

Jacek Yerka, Wiosna w Milanówku - https://ewamaria.blog/wp-content/uploads/2014/08/98bb7-jacek_yerka_wiosna.jpg
Jacek Yerka, Wiosna w Milanówku

We wpisie pokazuję trzy obrazy Jacka Yerki, fantastycznego malarza fantastyki. Więcej: https://www.facebook.com/Yerkaland

Wielka Wojna (13)

Na razie wydaje się, że rysunkami Kasi kończymy nasz cykl.

Katarzyna Kulikowska

Znamy ją już z różnych wpisów na blogu. Pojawiała się jako autorka wierszy, graficzka, rysowniczka. Teraz wykonała rysunki specjalnie do naszego cyklu wpisów o I Wojnie. Wczoraj w poście o Arturze Chazanowiczu zamieściłam jej rysunek samolotów. Dziś zatopienie Luzytanii, sterowiec na uwięzi i przejmujący żołnierz w okopach.

I tak sobie myślę, że jakby ktoś poszukiwał rysownika lub grafika, to niech się 
skontaktuje z Autorką
.

Tonaca LusitaniaWikipedia pisze: RMS (Royal Mail Steamer) Lusitania – parowiec transatlantycki, zbudowany w stoczni Wallsend w Newcastle i zwodowany 7 czerwca 1906 roku. Wraz z bliźniaczą Mauretanią był to w swoim czasie największy, najszybszy i do momentu zbudowania Olympica i Titanica najbardziej luksusowy statek świata.

Luzytania podczas rejsu próbnego Wikipedia Commons

Lusitania zatonęła dnia 7 maja 1915 roku po storpedowaniu przez niemiecki U-Boot U-20. Był to jej 202 rejs przez Atlantyk. Kapitan okrętu podwodnego Walther Schwieger twierdził później, że wystrzelił tylko jedną torpedę. Jednak statek typu Lusitanii był odporny na trafienie pojedynczą torpedą, zarówno z powodu swojej wielkości, jak i stosowania grodzi wodoszczelnych (pomimo uszkodzeń Lusitania nadal płynęła z prędkością przekraczającą 18 węzłów). Ostatecznie statek poszedł na dno z powodu drugiego wybuchu, którego źródło i przyczyny nie są do końca wyjaśnione. Wymienia się:

  • wybuch pyłu węglowego
  • wybuch amunicji i materiałów wybuchowych przewożonych w ładowni – wbrew zakazom “Lusitania” przewoziła tego typu ładunek
  • wybuch pyłu aluminiowego (46 ton) przewożonego dla Arsenału Woolwich
  • wybuch kotłów parowych po zalaniu ich wodą

Zatonięcie Lusitanii pociągnęło za sobą śmierć 1198 pasażerów, głównie Anglików, ale znalazła się wśród nich duża grupa obywateli amerykańskich. Ocalały 764 osoby. Ta największa od czasu Titanica katastrofa, odegrała ważną rolę we włączeniu się USA do I wojny światowej.

***

sterowiec

Tonąca Luzytania czy sterowiec były, przy całej grozie, jednak zjawiskami wyjątkowymi, natomiast żołnierz w okopie był wszędzie. Zginęło ich w tej wojnie 10 milionów. Pomyślmy o nich, a jeśli umiemy się modlić – to pomódlmy się, za nich, za tych co padli na polach bitew lub umarli z chorób i ran podczas Wielkiej Wojny i wszystkich tych małych wojen po Wielkiej Wojnie, za tych którzy zginęli podczas II Wojny, jaka podobno musiała wybuchnąć, bo I nie załatwiła wszystkich spraw i za tych, co giną co dzień w jakiejś wojnie, na Ukrainie, w Izraelu, w Syrii, w Iraku, jakiejś wojnie, która zawsze gdzieś się tli, a niekiedy tylko czeka, żeby z małego konfliktu przerodzić się w wielką wojnę z następnym numerem.

I niech Ten Na Górze ma nas wszystkich w swojej opiece.
zolnierz w okopach

Wielka Wojna (12)

31 lipca 1944 w tajemniczych okolicznościach zginął Antoine de Saint-Exupéry. Wystartował z lotniska Bastia-Borgo na Korsyce i miał wykonać lot zwiadowczy nad Grenoble. Spadł do morza nieopodal wyspy Riou koło Marsylii. Do dziś nie wiadomo, czy pisarz był już za stary na wykonywanie takich zadań (pomyśleć, że miał zaledwie 44 lata) i zawiodły go siły i umiejętności, czy został zestrzelony, czy popełnił samobójstwo.

Małemu Księciu wpis ten dedykuję.

Ewa Maria Slaska

Przygody pilota Artura Chazanowicza podczas Wojny Światowej

chasanowiczDane mu było żyć bardzo krótko. Urodził się w rodzinie żydowskiej w roku 1982, zginął w roku 1915.
Jego rodzina pochodziła z Grodna i w literaturze (bądź co bądź wymienia się go w dwóch pozycjach książkowych – w obu ze zdjęciem) określa się go jako “Russe” – Rosjanin.  To oczywiście mogło oznaczać rzeczywiście Rosjanina, ale najczęściej oznaczało Polaka. Artur skończył studia, wybuchła wojna i chłopak postanowił zaciągnąć do armii. Był inżynierem, interesowały go maszyny, starał się więc o przyjęcie do jednostek piechoty zmotoryzowanej. Niestety kolejne komisje lekarskie wykrywały u niego niedomogi serca i odrzucały jego wniosek o wcielenie do armii pruskiej. Chłopak był jednak ambitny i uparty. Zgłosił się sam na badania do szpitala Charité, gdzie wydano mu atest, zaświadczający, że cierpi wprawdzie na silną neurozę serca, nie jest jednak chory i nie ma żadnej wady serca. Zaopatrzony w odpowiedni dokument zgłosił się do oddziału pilotażu wojskowego w Adlershof-Johannisthal. Został przyjęty z datą 1 lutego 1915 roku.

samoloty wojenne-kulikowska

Samoloty wojenne, rysunek wykonany przez Katarzynę Kulikowską specjalnie do naszej serii Wielka Wojna.

Przeszedł szkolenie piechura w Alt-Glieniecke koło Adlershofu, po czym zdał egzamin pilota w szkole w Johannisthal i został skierowany do szkoły zwiadowców w Jüterbog. Wysłany jako pilot z Berlina do Wrocławia (był to lot specjalny, ale o tym za chwilę), zginął podczas lotu powrotnego. Samolot nie poderwał się prawidłowo nad lotniskiem Breslau-Gandau (Gądów Mały).

kleingandauTu wszystkie dane są już poplątane. Miał polecieć we wrześniu i umrzeć po 4 dniach od katastrofy, 1 października. Ale może jednak poleciał w sierpniu, a umierał kilka tygodni, a nie kilka dni. Napis na grobie podaje inne dane niż obie książki, w których jego przypadek został opisany. Nie bądźmy drobiazgowi. Był młodym pilotem, został wysłany z “misją specjalną” do Wrocławia i podczas wypełniania obowiązków służbowych zginął.

judischefliegerNie zginął jednak w żadnym wypadku na polu bitwy, lecz…

chazanowiczlistOddajmy głos samemu zainteresowanemu.
W książce Doktora Feliksa Aarona Theilhabera pt. Jüdische Flieger, wydanej w roku 1919 w Berlinie, znalazł się bowiem list napisany przez młodego pilota do rodziców. Artur opisuje lot do Wrocławia i podaje, że następnego dnia leci z powrotem, a mianowicie do Drezna. Tego następnego dnia samolot uległ wypadkowi, a w jakiś czas potem Chazanowicz umarł. Sylwetka młodego pilota została też wymieniona w publikacji Simona i Hank o poległych żołnierzach żydowskich pochowanych na tzw. Polu Chwały (Ehrenfeld) na cmentarzu żydowskim w Weissensee w Berlinie. W obu książkach nie ma mowy na ten temat, dlaczego doszło do wypadku i w rezultacie do śmierci młodego pilota. Czy był zbyt niedoświadczony czy też dostał maszynę, w której coś się zepsuło, czy też zawiodła służba naziemna na lotnisku?

Wrocław, 25 sierpnia 1915 roku.

Kochani Rodzice!

Po czterogodzinnym locie, który cudownym zdarzeniem przebiegał przy wspaniałej pogodzie, wylądowałem we Wrocławiu. Takiego pięknego lotu jeszcze nigdy nie miałem i naprawdę mogłem dziś doświadczyć, jak piękny jest sport powietrzny. leciałem nad Spreewaldem, nad pojezierzem śląskim i dużymi miastami śląskimi, które się bez końca ciągną wzdłuż szos. Najpiekniejszy był jednak widok Sudetów, których sylwetki mieniącym się ciemnym błękitem odcinały się na tle jasnego nieba. Wysoko w górę wznosiła się Śnieżka, którą jakże chętnie odwiedziłbym z powietrza. Równie piękna była zaczynająca się za Sudetami Kotlina Kłodzka i wspaniała panorama Czeskich Gór. Pogoda się wprawdzie popsuła, gdy nadleciałem nad Odrę z jej statkami, które wyglądały jak małe kolorowe punkciki, ale szczęśliwie dotarłem do Wrocławia. Sam lot był wprawdzie nieco męczący, to był też jednakże najpiękniejszy ze wszystkich, jakie do tej pory odbyłem. Na pokładzie miałem porucznika, który nie był najmilszy, ale to mi nie przeszkadzało. W ten sposób bowiem, samolotem, dotarł on z wizytą do Babci, by złożyć jej życzenia z okazji 75 urodzin. Na pewno będzie się tam niemożebnie puszył, czego to on nie może, może sobie na przykład kazać zaprząc do dorożki i wydać polecenie, “Dorożkarz, lecieć prosto do Wrocławia…”

W obu książkach nie pojawia się też pytanie, jak to było możliwe, że jakiś porucznik mógł sobie zaordynować lot samolotem wojskowym do miasta odległego o 400 kilometrów, po to, żeby odwiedzić babcię? Niestety Artur nie podaje nazwiska swojego pasażera. Ale historia podobała by się Szwejkowi i na pewno chętnie by ją opowiadał w sytuacjach, kiedy trzeba by było udowodnić, że prywata i znajomości nie popłacają. I że na takich machinacjach można nie tylko stracić życie, ale i zniszczyć mienie Armii Pruskiej, tak potrzebne na froncie.

***
PS. Z postacią Artura Chazanowicza zapoznałam się pisząc referat na temat tego, co można powiedzieć o obecności Polaków w Armii Pruskiej na podstawie grobów, cenotafów i tablic upamiętniających śmierć żołnierzy poległych podczas I Wojny. Referat zostanie odczytany dziś podczas konferencji, która odbyła się na Uniwersytecie w Kuala Lumpur w dniach od 6 do 8 sierpnia 2014 roku.

Wielka Wojna (9)

Tomasz Fetzki

Leopold brat Maurycego; Polak

Pielgrzym po czasoprzestrzeni tym razem ani na krok nie ruszy się z domu. Jako obszar swojej wędrówki wybiera czas. I jeszcze raz pomaszeruje szlakami Wielkiej Wojny. Lub raczej – jedną z jej ścieżek. Może i nie najważniejszą, ale swą wagę mającą. Może nie całkiem zapomnianą i zielskiem zarosłą, ale żeby znów tak masowo zadeptywaną, to też chyba nie.

Dla Polaka Wielka Wojna to przede wszystkim Legiony. Zacznijmy przeto mocnym akcentem, wyrazistym symbolem.

gottlieb (1) orzelekNie byle jaki to orzełek, bo legionowy!

Mamy go więc przed oczyma: orzełka z szarych, „leguńskich” maciejówek. Nie chodzi o to, że jest zbrojny w tarczę. Ani o to, że dumnie wznosi skrzydła i bez lęku patrzy przed siebie, choć to wszystko, rzecz jasna, prawda. Istotne, że nie ma korony.

Bo to orzełek demokratyczny. Tak jak Legiony, w których służyli przedstawiciele wszystkich warstw społecznych; dominowali inteligenci, ale to oczywiste – byli najbardziej świadomi Sprawy. Zresztą ci inteligenci to zarówno synkowie szlacheccy, jak i potomstwo mieszczan.

Bo to orzełek republikański. Tak jak Legiony, gromadzące wszystkich, którzy czuli, że Ojczyzna to naprawdę res publica: odpowiedzialny jest za nią każdy jej mieszkaniec. Bez różnicy wyznania (weźmy chociażby Ignacego Boernera), bez względu na narodowość. Dlatego, jak podają różne źródła, od trzech do pięciu procent legionistów to byli Żydzi. Ich dziadkowie lub rodzice, pod wpływem ruchu „żydowskiego Oświecenia” – Haskali – opuścili zamknięty świat ortodoksyjnego Sztetl, oni poszli krok dalej: wstępując do Legionów potwierdzili swój wybór polskości, często pieczętując go dodatkowo własną krwią.

Jednego spośród tych Polaków z wyboru chce przedstawić pielgrzym. Właściwie musi koniecznie opowiedzieć o dwóch braciach, bo związek między nimi jest z tych mistycznych (zwykle Viator unika tego określenia, stanowczo się go nadużywa; tu jednak pasuje jak ulał). Literatura i Wielka Sieć pełne są wiadomości na temat Maurycego (1856-1879) i Leopolda (1879-1934) Gottliebów. Dotrzeć do nich łatwo; Viator ograniczy się do spraw najistotniejszych, przepuszczonych (by użyć trywialnej metafory) przez pryzmat swej wrażliwości. Może kogoś zachęci do dalszych poszukiwań?

Rodzina porządna. Ojciec Izaak – zamożny drohobycki przemysłowiec, nafciarz. A syn? Artysta, panie dzieju, malarz. Gorzej nawet, nie tylko pierworodny, ale wszyscy czterej synowie zamiast rafinerią, woleli się zająć pędzlami i sztalugami. Na szczęście tato był człowiekiem na tyle światłym i tolerancyjnym, że przeszkód ani przed najstarszym Maurycym, ani przed pozostałymi nie piętrzył. Kilkuletnia wędrówka między uczelniami artystycznymi Wiednia, Krakowa i Monachium (gdzie młody Gottlieb poznał twórczość Rembrandta, pod której wpływem pozostał do końca). Fascynacja Polską, jaką przeżył podczas spotkania z dziełami Jana Matejki. I związek z samym Mistrzem: początkowo w charakterze ucznia (jedni twierdzili: ucznia umiłowanego, inni: najzdolniejszego spośród uczniów; w każdym z tych określeń jest duża cząstka prawdy), potem współpracownika i przyjaciela. Trudna droga do polskości: wyjazd z Krakowa, spowodowany antysemityzmem kolegów studentów i niektórych profesorów Szkoły Sztuk Pięknych (a dodać trzeba niezbędnie, iż Maurycy był pierwszym żydowskim studentem tej uczelni), przed którym nie był go w stanie ochronić nawet sam Matejko; po kilku latach powrót, spowodowany usilnymi staraniami Mistrza Jana. Wielki projekt wspólnego przedsięwzięcia artystycznego: ukazania historii Polaków i Żydów. I oczywiście twórczość, wyrażająca to zakorzenienie w obu kulturach, penetrująca pogranicze polsko-żydowskie, chrześcijańsko-judaistyczne, orientalno-okcydentalne. Arcydzieła takie, jak choćby Ahaswerus, Żyd wieczny tułacz, miękkością modelunku i wszechogarniającym smutkiem przywołujący Rembrandta (Viator, lata temu zobaczywszy obraz, a nie znając jego autora, głowę dałby, że malował go właśnie van Rijn), czy Autoportret, którego nie powstydziłby się i Georges de La Tour – taki tu mamy światłocień! I tyle planów na przyszłość…

gottlieb (2) maurycyMaurycy Gottlieb, Chrystus nauczający w Kafarnaum (1877 – 1879).
Pewnych niuansów tematu „rdzennie chrześcijański” malarz by nie wyczuł. Tutaj są.

Nagle, wśród tego wytężonego wysiłku, Maurycy umiera. W wieku zaledwie dwudziestu trzech lat. I żeby to chociaż zszedł z tego świata młodo i romantycznie! Gdyby go, jak Władysława Podkowińskiego, zmogła bieda i jej siostra serdeczna, gruźlica! Albo gdyby, jak Witold Wojtkiewicz, od dzieciństwa nosił wypisany na chorym sercu wyrok, nieco tylko odroczony. Tak, to by miało ten niezbędny sznyt romantyzmu. Ale powikłania po banalnej infekcji gardła? Tak nie może odchodzić wielka nadzieja polskiego malarstwa! A jednak: zgasł Maurycy młodo i prozaicznie. Nie zdążył już zobaczyć swego najmłodszego braciszka, urodzonego kilka miesięcy po jego śmierci.

Malec, który przyszedł na świat w takich okolicznościach, pociecha starości swych rodziców, na dobrą sprawę mógłby zostać nazwany Beniaminem, w rzeczywistości jednak otrzymał imię Leopold. Po raz czwarty zagrały geny rodzinne, jeszcze jeden Gottlieb został artystą. Ale cień starszego brata nie przytłoczył go, mimo kultu, jakim pamięć o Maurycym otoczona była w rodzinie i środowisku. Leopold poszedł w malarstwie własną drogą. Uczeń Jacka Malczewskiego i Teodora Axentowicza, na gruncie artystycznym przyjaciel Vlastimila Hofmana czy (wspomnianego już) Witolda Wojtkiewicza, w pierwszych latach dwudziestego wieku tworzył dzieła w nastroju secesyjnym, z czasem sięgając ostrożnie po środki wyrazu właściwe dla fowizmu czy kubizmu.

gottlieb (3) kochankowieLeopold Gottlieb, Kochankowie.
Do daty powstania Viator nie dotarł, ale jego zdaniem (niech fachowcy nie zgrzytają zębami, to jego prywatne odczucie) inspiracje cezannowskie są tu wyraźne, więc chyba rok 1910 lub gdzieś w pobliżu.

Jak przystało na malarza, całe lata przebywał za granicą: Monachium, Paryż, Barcelona. A nawet Ziemia Święta, gdzie w roku 1910 objął stanowisko wykładowcy jerozolimskiej Szkoły Rzemiosł Artystycznych Becalel – pierwszej żydowskiej uczelni artystycznej! Wydawać by się mogło: realizacja marzeń, piastowanych przez pokolenia wygnańców. Wypełnienie życzenia, które od niemal tysiąca dziewięciuset lat rozbrzmiewało podczas święta Paschy: Leszana haba bJiruszalajim! W przyszłym roku w Jeruzalem! Czy można chcieć więcej?

Gdy się jest bratem Maurycego Gottlieba – można, a nawet trzeba. Nie ukoi serca oliwno-cytrusowa Jerozolima, nie zatrzymają w miejscu zaułki i winnica Montmartru. Serce rwie się tam, gdzie pola malowane zbożem rozmaitem. Zwłaszcza, gdy ten kraj pszenno-buraczany jest w potrzebie. Maurycy rozpoczął wędrówkę ku polskości, Leopold ją dokończył: w 1914 roku wstępuje do Legionów. A ma już trzydzieści pięć lat (wiek może nie podeszły, ale znacznie powyżej „średniej legionowej”) oraz, jako się rzekło, spory dorobek i renomę. Dlatego, na życzenie samego Komendanta, chorąży Leopold Gottlieb będzie się zajmował dokumentowaniem epopei I Brygady. Z przyczyn technicznych w grę nie wchodzi malarstwo olejne, ale rysunki oraz litografie – jak najbardziej. Powstało ich około tysiąca, tworzonych w marszu i na kwaterach, zebranych w tece Legiony. Bardzo w kręgach wojskowych cenione, zostały zaprezentowane szerszej publiczności już w roku 1917, na specjalnie zorganizowanej w Lublinie Wystawie Legionów Polskich.

gottlieb 4-5 podwPortretował chorąży Gottlieb zarówno          …jak i tych, którzy pozostali całkiem
tych, co już wówczas, a zwłaszcza później,     nieznani (Portret nierozpoznanego
byli znani (Podpułkownik Kazimierz             oficera Legionów).
Sosnkowski, szef sztabu I Brygady
Legionów
)…

Prace te, tworzone na żywo i na gorąco, niczego nie tracąc na jakości, wiele zyskały na autentyczności. Publicystyczno-dokumentalny charakter nie umniejsza ich artyzmu. Tego, co mówią o legionistach grafiki Gottlieba, nie znajdziemy w pamiętnikach czy powieściach, to coś zupełnie osobnego.

gottlieb6-7odpoczynekXXXXXDokumentował służbęXXXXXXX…i chwile wytchnienia (Odpoczynek
XXXXX(Na posterunku)…XXXXXXXXXna postoju)…

gottlieb8cmentarz…także tego wiecznego (Cmentarz bohaterów).

Jeśli Viator uważa, że warto tyle uwagi poświęcić Leopoldowi, nie chodzi tylko o to, że był on malarzem polsko-żydowskim, ale też o to, że był – po prostu – dobrym malarzem. Gdy wojna się skończyła, znów wyjechał do Paryża, gdzie żył i tworzył do śmierci. Wieloma jeszcze pracami dowiódł, iż posiada talent wysokiej próby.

gottlieb9kobietytulipanCo by tu wybrać z dorobku powojennego? No, niech będzie, specjalnie dla Ewy Marii: Leopold Gottlieb, Kobiety i tulipan (ok. 1934).

Ale wróćmy jeszcze raz na pogranicze kultur. Leopold Gottlieb i pozostali legionowi Machabeusze nabyli sobie prawo do polskości, płacąc za nie najcenniejszym kruszcem. Są i pozostaną niezbędną cząstką polskiej historii i kultury, czy się to komuś podoba, czy nie. Bo zawsze byli tacy, którzy się krzywili z niesmakiem. A i dziś niejeden chętnie by jeszcze pogmerał, pojudził… Na tych opuśćmy zasłonę litościwego, ale niewyrozumiałego milczenia.

**********
Przygotowując tekst powyższy tak się Viator zżył z synem Izaaka z Drohobycza, że właściwie żałuje, iż ani na krok nie ruszył się z domu. Cóż jednak począć: z łużyckich lasów wszędzie tak daleko!

Ale wy warszawiacy? Ale wy krakowiacy? Doceńcie szansę, jaką wam daje miejsce zamieszkania. Odwiedźcie jubileuszowe wystawy, a pospieszcie się, bo niektóre z nich otwarto tylko na kilka dni! Odwiedźcie i potem opowiedzcie o nich czytelnikom tu, na blogu. Viator też chętnie posłucha.

http://www.mkidn.gov.pl/pages/posts/leguny.-wystawa-w-setna-rocznice-czynu-legionowego-4858.php

 http://www.jewishmuseum.org.pl/pl/wydarzenie/zyd-polak-legionista-1914-1920

http://www.muzeum.krakow.pl/Wystawa.585.0.html?&cHash=43fa91ba47b12d27e583c6b4812102f0&tx_ttnews%5BbackPid%5D=26&tx_ttnews%5Btt_news%5D=6477

A ta Slaska tylko o małpach…

No tak, to prawda. Jak nie o kotach…

Ewa Maria SlaskaCamille Alaphilippe1874-1934 La Femme au singe2 Camille Alaphilippe1874-1934 La Femme au singe1

Ale jak nie pisać
o małpach w obliczu TAKIEJ sztuki. Oczywiście, nawet nie warto dodawać, sztuki nadesłanej przez
Marynę Over.


Camille Alaphilippe

X

Kobieta z małpką. Jaka kobieta, jaka suknia, jaka fryzura! Tylko ta małpka trochę mizerna, malutka, chudziutka i na dodatek na smyczy.

Nie znalazłam w sieci niczego na temat pani i jej małpki, oprócz tego, że to rzeźba z roku 1908 znajdująca się w zbiorach Petite Palaise w Paryżu, a i na temat samego artysty znajdzie się w sieci doprawdy niewiele. To znaczy, jak to zawsze w sieci, jest dużo, ale w kółko to samo. Wiadomo, że urodził się w roku 1874 we Francji, ale jego śmierć jest już niewiadomą. Wikipedia podaje, że zmarł po roku 1934 w Algierii. Po roku 1934! I co?

Alaphilippe studiował w Szkole Sztuk Pięknych w Paryżu. Gdy miał lat 24, a więc zaraz po studiach, otrzymał prestiżową francuską nagrodę zwaną Prix de Rome za rzeźbę zatytułowaną Kain po śmierci Abla ścigany przez pomstę niebieską czy też: Kain po śmierci Abla wysłuchuje wieczystej klątwy. Nota bene nagroda nazywa(ła) się rzymska, bo łączyła się ze stypendium na pobyt w Rzymie i to ni mniej ni więcej, tylko w willi Medici.

Céramic Hôtel, wikipedia commons

Gdyby człowiek wiedział, co ogląda, to by wiedział, że jeśli był w Paryżu dłużej niż jeden dzień, to widział najsłynniejsze dzieło artysty czyli tzw. Céramic Hôtel na avenue de Wagram 34. Budynek, jeden z najbardziej typowych przykładów Art Nouveau, został wzniesiony w roku 1904 przez architekta Julesa Lavirotte. Wspaniały ceramiczny wystrój budynku stworzyli rzeźbiarze Alexandre Bigot i nasz Camille Alaphilippe.

Pomnik poległych w Philippeville / wkipedia commons

Po zakończeniu Wielkiej Wojny Camille, chory i zrujnowany, przenosi się, właściwie już na stałe, do Algierii, gdzie w roku 1926 zostało odsłonięte jego wielkie dzieło, Pomnik Poległych w Philippeville (dziś Sukajkida), przeniesiony w roku 1969, po zakończeniu wojny algiersko-francuskiej, do Tuluzy. Pomnik upamiętnia żołnierzy poległych podczas Wielkiej Wojny w latach 1914-1918, nie tylko w Philippeville, ale także w Aïn Témouchent, Batna, Béjaïa (Bougie), Bordj Bou Arréridj, Bordj el kiffan,Guelma, Mostaganem, Saïda, Tebessa, Tipaza…

Pomnik w Algierii; do Tuluzy przeniesiono tylko rzeźby brązowe, cokół i nadbudowa pozostały na miejscu.

Na zakończenie ponawiam pytanie, które zadałam już powyżej: jakie były losy Alaphilippa w Algierii i dlaczego nie wiemy, gdzie, kiedy i jak umarł?

Małpy

Ewa Maria Slaska

Przywołała je Powsinoga we wpisie o japońskich kotach w Nikko, trzy słynne azjatyckie małpki, jedna nie widzi, druga nie słyszy, trzecia nie mówi. Według Kopalińskiego symbolizują one “mądrość zapewniającą spokojne życie”.

Nikko-monkeysthreeHidari Jingoro (około 1596-1644) wykonał tę rzeźbę dla kompleksu świątyń z mauzoleami szogunów rodu Tokugawa w Nikko. Jego proste rzeźby (najsłyniejszy to Nemuri neko – śpiący kot, o którym pisała Powsinoga), zdecydowanie inne od  rozbuchanej, kapiącej od złota stylistyki epoki Edo, ustanowiły w Japonii nową epokę artystyczną.

Już wtedy, w maju, gdy Powsinoga pisała dla nas o nemuri neko, wiedziałam, że te małpki będą musiały jeszcze wrócić, bo prędzej czy później sięgnę przecież po temat małp w sztuce. Zacznijmy od Berlina.

Anna KrenzMonkey and Jacek as African King, 2008
acryl on canvas
from “Monkeys” series

affe_1_krenz_jacek_africanKing_krenz_150Poniżej: Zygmunt Menkes, Autoportret z małpką
reprodukcja nadesłana przez Marynę Over

Ciekawe, że na obrazie małpka zachowuje się poważniej niż jej właściciel.

Zygmunt Menkes autoportret-z-malpka

Istnieje też namalowany przez Menkesa Autoportret z sową, 1930, zbiory Muzeum Narodowego w Warszawie

mpw816Maryna Over wie wszystko o wszystkich artystach polskich i prawie wszystko o prawie wszystkich artystach światowych. Zawstydza tym każdego, oczywiście również mnie. Gdy przysłała mi na Facebooka ten obraz, zawstydziłam się więc, nie po raz pierwszy zresztą, bo nigdy nie słyszałam o Zygmuncie Menkesie, a tymczasem… Zresztą sami sobie poczytajcie, co Maryna o nim pisze. TU. Na potrzeby wpisu niech nam wystarczy, że żył w latach 1896-1986, urodził się we Lwowie, zmarł w Riverdale koło Nowego Jorku, był polskim malarzem i rzeźbiarzem pochodzenia żydowskiego i większość życia spędził za granicą, a gdy zmarł, jego prochy zostały rozsypane nad Izraelem.

***

Tę średniowieczną małpkę francuską, która pociesza psa, też przysłała mi Maryna Over.

malpy France1412 - 1415To fragment miniatury przedstawiającej Jana bez Trwogi. Władca planuje właśnie zamach na wuja, Ludwika Orleańskiego, sprawującego regencję w imieniu nieobliczalnego króla Karola Szalonego. Zamach się udał, a Jan poprosił doktorów Sorbony o oświadczenie, że Ludwika trzeba było zabić, bo był tyranem. Zaświadczenie niewiele mu pomogło, w kilka lat później, 10 września 1419 roku na moście w Montereau książę został zabity przez dworaka zamordowanego tyrana. Książę spotkał się na moście z delfinem Karolem, by po raz drugi potwierdzić chęć zawarcia pokoju. Jan rządził już Paryżem, od lat trwała wojna Anglii z Francją, znana potem jako wojna stuletnia (1337-1453), spotkanie na moście mogło było obrócić losy Europy. Tak się nie stało.
Pewien mnich miał ponoć wskazać na dziurę w głowie księcia Jana i powiedzieć, że “to jest właśnie dziura, przez którą Anglicy weszli do Paryża”.
Jan bez Trwogi nie żył, Karol w trzy lata później został królem, a Anglicy w roku 1431 spalili Joannę d’Arc.

copie_85W tym kontekście pies i małpka są zapewne zwierzętami symbolicznymi. Nasz niezastąpiony Kopaliński twierdzi, że w sztuce średniowiecznej pies oznacza “kuszenie do złego, zawiść, gniew; wierność i wiara; biały pies zwykle przedstawia dobro i pobożność osoby, przy której nogach się pojawia”, czyli obraz ma przedstawiać to samo, o czym zaświadczać miał certyfikat uczonych doktorów z Sorbony – niewinność człowieka, który zabił tyrana. Ale jest przecież i owa małpa, która “w chrześcijańskiej literaturze i sztuce (…) jest przeważnie emblematem grzechu, występku, upadku duchowego, chytrości, chciwości, chuci, złości, gnuśności,  ślepoty duchowej.”

Oj!

 

Andreas Schlüter

Ewa Maria Slaska

Działał w Gdańsku, Warszawie i Berlinie, w Wiedniu i Sankt Petersburgu. Jako młoda panna na życzenie Mamy oprowadzałam po Gdańsku jej zagranicznych gości i zapamiętałam Schlütera jako twórcę Kaplicy Królewskiej w Gdańsku i ołtarza w Katedrze Oliwskiej. Teraz podobno te wszystkie tzw. atrybucje zostały podważone, co uczenie udowadnia pan Michał Wardzyński w eseju opublikowanym na stronie internetowej Pałacu w Wilanowie.

Andreas Schlüter młodszy (ur. 1659 lub 1660, zm. 1714)

Artysta urodził się najprawdopodobniej w 1659 lub 1660 r. w Gdańsku jako syn miejscowego stolarza i snycerza cechowego Andreasa Schlütera starszego i Catheriny; jego bratem był zapewne rzeźbiarz Ernst Schlüter (zm. 1700), działający w Berlinie. Żonaty z Anną Elisabethą Spangenberg Andreas młodszy doczekał się czworga dzieci, z których tylko najstarszy syn David (ur. 1693, zm. po 1717) wybrał zawód inżyniera i architekta. Jego niezwykły talent oraz wszechstronne rzeźbiarskie i architektoniczne zdolności zostały docenione kolejno na dworze warszawskim Jana III (1688/89–1694), berlińskim elektora (króla) Friedricha III (I) von Hohenzollerna (1694–1713)  i rosyjskim cara Piotra I Wielkiego (1713–1714). Zmarł w 1714 r. w Moskwie po opuszczeniu Sankt Petersburga, gdzie wcześniej skradziono mu projekty i plany urbanistyczne i architektoniczne dotyczące budowy nowej stolicy Rosji. Schlüter jest zgodnie uznawany za najwybitniejszego twórcę rzeźby doby dojrzałego baroku w Europie Środkowej, a jego tylko w części udokumentowana twórczość doczekała się od 1861 r. wielu wszechstronnych analiz (…)

Czas i okoliczności edukacji artysty pozostają właściwie nierozpoznane, przy czym we wcześniejszych badaniach ścierały się dwie generalne hipotezy wskazujące na Francję i Włochy jako dwa alternatywne miejsca praktyki zawodowej, dopiero ostatnio zaczęto rozważać dłuższy pobyt w Holandii i Niderlandach Hiszpańskich. Niewiele też wiadomo o początkach samodzielniej działalności Schlütera po powrocie do Gdańska, a przyjmowany dotąd katalog atrybuowanych prac w świetle najnowszych badań źródłowych i interpretacji materiału zabytkowego wymaga jeszcze weryfikacji.

Zapoznałam się z tym tekstem, bo w Bode Museum Berlinie trwa jeszcze do 13 lipca  wystawa o Schlüterze, zatytułowana Schloßbaumeister – Budowniczy Zamku.

Schlüter to jedna z takich wspaniałych europejskich postaci, jakie dziś chętnie mianujemy patronami i symbolami zjednoczonej Europy, międzynarodowych artystów, których sztuka jak pieśni śpiew, nie znała granic i kordonów.

Teaser_637x311pxUniwersytet Techniczny organizuje właśnie poświęconą Wielkiemu Budowniczemu konferencję. W niedzielę 6 lipca można w towarzystwie znawców zwiedzić wystawę i obejrzeć budowle  Schlütera, a 7 – wysłuchać na uniwersytecie  referatów. schlueterkolloquium

W konferencji weźmie udział cała paleta ważnych znawców sztuki barokowej, w tym również liczni Polacy, w tym również pan Wardziński. Będzie mowa o tym, co Schlüter zdziałał w Gdańsku, Warszawie, Wiedniu i Berlinie, ale, ciekawe, nie będzie mowy o tym, co tak mimochodem znaleźć można w każdej biografii artysty:

W Sankt Petersburgu skradziono mu projekty i plany urbanistyczne i architektoniczne dotyczące budowy nowej stolicy Rosji.

Afera jak w Brzuchu architekta Petera Greenawaya.

Schlueter_2To najsłynniejsze dzieło Schlütera – barokowa przebudowa średniowiecznego zamku w Berlinie. Mistrz przeżył jednak przy tym i porażkę, bo w roku 1702 trzeba było rozebrać grożącą zawaleniem Wieżę Menniczą. Nie była to jego wina. Berlin to miasto zbudowane na podmywanym wodą gruntową piasku i w owym czasie niełatwo było sobie z tym poradzić. Niestety w dwa lata później przydarzyła się Schlüterowi kolejna katastrofa budowlana – w królewskim pałacyku w Freienwalde pod Berlinem. Architekt został odsunięty od realizowania monarszych zleceń i przeżył załamanie nerwowe.Według propagandowego filmu hitlerowskiego z roku 1942 Schlüter został za karę uwięziony i ułaskawiony tylko dzięki interwencji wiernej i kochającej żony. Film został wyreżyserowany przez Herberta Maischa, a artystę zagrał ulubieniec publiczności – Heinrich George.

Czy tak było? Nie wiadomo. Na pewno jednak to berlińskie porażki były powodem, iż architekt przyjął zaproszenie cara Piotra I i pojechał budować Sankt Petersburg. Pracował tam nad rzeźbiarskim wystrojem dwóch budowli – Pałacu Letniego oraz zespołu rezydencjonalnego w Peterhofie.

Co jednak zdarzyło się tam z jego planami urbanizacyjnymi dla stolicy Rosji? Kto je wykradł i dlaczego? Czy po to, żeby ktoś inny mógł je zrealizować pod swoim nazwiskiem czy po to, żeby to Schlüter nie mógł ich zrealizować?

Niezwykłe życie, pełne dramatycznych zakrętów i tajemnic, życie godne niezwykłego twórcy.

schlueter_gr_1Niestety, szukałam informacji o tym, co przydarzyło się artyście w St. Petersburgu. Szukałam i nie znalazłam, może jednak znajdzie się ktoś, kto nam o tym opowie.

I zobaczyłem niewiastę

Katarzyna Kulikowska

Dziś Dzień św. Jana czyli Dzień Autora Apokalipsy. Uważny czytelnik zauważył już, że obie nasze poetki, Katarzyna Krenz i Katarzyna Kulikowska, nie tylko piszą wiersze, ale i uprawiają sztukę – Katarzyna Krenz akwarele, Katarzyna Kulikowska grafikę. Przez trzy ostatnie wpisy, gdy publikowałam wiersze Kasi Kulikowskiej z tomiku Bomba emocji, towarzyszyły im grafiki – ilustracje do Apokalipsy. Dziś pokażę je wspólnie, tak jak artystka zaplanowała swoją wystawę. Cykl był jej pracą dyplomową.

Kasia nadesłała też krótki opis cyklu – po polsku i po angielsku.
Underneath a short text of author about her works in English.

apokalipsa (7) apokalipsa

Moja praca dyplomowa nosi tytuł „Królestwo otchłani”. Inspiracją do powstania tych prac był dla mnie tekst z Apokalipsy Św. Jana. Tekst ten umieściłam też na moich grafikach, co stanowi pewnego rodzaju dopełnienie. Grafiki wykonałam w technice miękkiego werniksu. Drukowałam na kalce technicznej w celu uzyskania widocznej transparentności. Moje prace eksponowałam bezpośrednim rysunkiem na ścianie aby uzyskać w ten sposób efekt monumentalności. Zainteresował mnie poetycko-katastroficzny wymiar tekstów z Apokalipsy. To właśnie chciałam podkreślić i zobrazować w moich grafikach.

apokalipsa (1) apokalipsa (2)My dissertation is entitled ‘The Kingdom of Limbo’ since it has been inspired by the Book of Revelation. Some fragments of the Apocalypse text have been put on my graphics to complete them. My works have been made in the soft varnish technique on tracing paper. My dissertation combines graphics with wall drawings in order to express monumentality and completeness as well as transparency of my art work. Within the Apocalypse text, the aspect that intrigued me the most was this of its poetic and catastrophic nature. This is what I intended to emphasize and picture in my works.

apokalipsa (3) apokalipsa (4) apokalipsa (5) apokalipsa (6)

Samotny myśliwy 7

Katarzyna Krenz

KK-Gotland55x
Akwarela Gotland Katarzyna Krenz

7. Bezimienność

Obudził się o świcie.

(Odkąd za posłanie miał kłąb mchu na nagiej ziemi,
sypiał krótko i budził się wcześnie.)

Wstał bez słowa i obmył twarz w chłodnym
strumieniu. Tak, woda w strumieniu była
chłodna, bystra i klarowna. Lecz on odrzucił
te atrybuty, gdyż były możliwe tylko dzięki
słowom. On zaś od przybycia na wyspę milczał.

Nawet więcej: trwał w bezsłownym milczeniu.

Surowa ryba, miąższ papai i niedojrzałej cytryny
smakowały obco i bezimiennie – zjadł je, lecz
nie mógł nic na ich temat powiedzieć. Komu?
Potem zszedł na plażę. Chciał spojrzeć w oczy
morzu, w zetknięciu z jego bezkresem poczuć
głębię swej samotności, a może nawet oburzyć się
na okrucieństwo sytuacji, w jakiej się znalazł.
Ach, dlaczego nie utonął wraz z całą załogą?
I teraz cierpiał, odrzucony przez żywioły.

Jak obce ciało!

I jeszcze zszedł na brzeg, ponieważ zapragnął być sam.
Sam na sam – ze sobą. Lecz nie wiedział, jak to zrobić.
Jak zrobić to bez słów! Bez słów nie wiedział jak.

Samotny myśliwy 6

Katarzyna Krenz

KK-Gotland1xAkwarela Gotland Katarzyna Krenz

6. In statu usucapiendi

Stary Poeta rozejrzał się wokół.

Pierwsza myśl przeraziła go nie na żarty:
będzie musiał zacząć wszystko od początku.
Przywołać ptaki. Narysować mapy. Wytyczyć
cardo et decumanus, co już samo w sobie
było zadaniem ponad siły. A wiedział, że
tym razem Bóg, który kiedyś był osią i
ziarnem wszystkiego, już mu nie pomoże.

Albowiem bogowie żyją w nas i
wraz z nami odchodzą.

Zapragnął ukryć się, zapomnieć
o swoim nowym miejscu na ziemi
pośrodku pustego świata.

Uciec, gdyby tylko mógł uciec!

Nagi i drżący, wyruszył w głąb wyspy.
Na wydmach zebrał suche trawy,
z których splótł skrzydła. Znalazł
w dziewiczym lesie gałęzie na szałas
i kilka garści mchu na posłanie. Po wielu
nieudanych próbach skrzesał ogień – dym
sypnął iskrami przeszłości i przypomnienia.

Czyż nie tak było na początku i nie tak
miało pozostać do końca?

Zapłakał z rozpaczy. To prawda,
skrzydła szumiały natchnieniem,
szałas dawał schronienie, a ogień –
ciepło i nadzieję. Lecz przecież on,
pozbawiony świadectwa źródeł pisanych,
mógł się pomylić: pamięć bywa ulotna,
a on był samotny, porzucony

na wyspie milczenia. Ocalony.

22/23 listopada 2010