Koty, małpy i koty małpy

Ewa Maria Slaska

frieda-kahlo-malpka-kotRaz były tu już razem, na autoportrecie Fridy Kahlo (1907-1954). Dwa czarne niezależne zwierzęta, tak jak i sama Frida. Kobieta, kot i małpa. Wydaje się, że uda się je oswoić i udomowić, ale to tylko pozory, zawsze się może zdarzyć, że uciekną z klatki, tej prawdziwej i tej symbolicznej, podrapią, ugryzą, wybiorą wolność. Ale nawet jeśli wciąż są obok nas, to coś sobie myślą. Coś myślą, nie wiadomo co, coś,  co się wymyka spod kontroli i nie daje okiełznać.

To moja interpretacja, już o tym pisałam. Historycy sztuki widzą w tym autoportrecie Fridę jako Królową Cierpienia, kot jest tu symbolem nieszczęścia i śmierci, małpa – to zwierzę piekielne, uosobienie diabła. Nie podoba mi się ta interpretacja (jeszcze jak mi się nie podoba!), postanowiłam ją więc zignorować.

O tym też już tu pisałam. Bo są małpy, które nazywano kotami. Koczkodany czyli koty morskie. Tak je widział Alfred Brehm, słynny XIX-wieczny badacz życia zwierząt. Wydał wspaniałą książkę Illustrirten Thierlebens (Życie i obyczaje zwierząt) wydaną po polsku w Warszawie w roku 1873.

AlfredBrehmKoczkodanyPapcio Zwierzaków, jak Niemcy pieszczotliwie nazywają swojego najsłynniejszego przyrodnika, nader lubił koczkodany, wychwalał ich wesołe usposobienie, podkreślał, że umieją pływać (stąd ich niemiecka nazwa!), i w ogóle uważał, że są to najmilsze i najładniejsze małpki, które nie bez powodu w każdym ogrodzie zoologicznym są ulubieńcami zwiedzających. Koczkodany lubią życie w wilgotnych lasach, nigdy nie cierpią głodu i nic im nie grozi, bo z każdym wrogiem świetnie sobie dają radę. Innego zdania był Kornel Makuszyński, który wprawdzie podkreślał, że są to stworzenia nadzwyczaj figlarne i sympatyczne, ale że jednak mają wrogów, bo… strasznie boją się węża.

Prawdę mówiąc, nie znalazłam nigdzie informacji, do jakiego gatunku małp(ek) należy Fiki Miki, ale po lekturze zachwycających opowiastek Brehma o koczkodanach, wydaje mi się, że może być tylko rozbrykanym koczkodanem. Jeśli ktoś wie coś więcej na ten temat, to niech nam, proszę, napisze.

fiki-miki

Nota bene, ta małpka to już dobrze starsza pani, ma 80 lat i obchodzi w tym roku urodziny!

malpka-murzyn-David Klöcker EhrenstrahlBrehm twierdzi, że koczkodany występują zawsze tam, gdzie żyją również… papugi.

No i proszę – na zakończenie jedna z małpek nadesłanych mi przez Marynę Over. Szwedzki malarz barokowy David Klöcker Ehrenstahl (1629-1698), nadworny portrecista królowej Eleonory, żony Karola X Gustawa (to ten od “potopu szwedzkiego”).

Na obrazie małpki i papugi – tytuł obrazu Pojke med papegojor och markattor (Chłopiec z papugami i małpkami) świadczy chyba o tym, że te małpki to nasze koty morskie czyli koczkodany. Biała papuga to na pewno kakadu, a ta szara to może nimfa, choć trudno powiedzieć, bo nie do końca jest jasne, czy ma ona na głowie koronę z piór czy też ktoś przyozdobił ją maleńkim wiankiem.

Na zakończenie, żeby według klasycznego wzoru budowy tekstu, zamknąć go tym, czym się zaczyna – jeszcze jeden autoportret Fridy Kahlo, tym razem z papugą. Kolejny autoportret? Oczywiście. W końcu ze 143 obrazów, jakie pozostawiła, 55 to autoportrety.

Papuga to symbol próżności, motyle – oznaczają duszę, gąsienice – przypominają o sile przemiany, która z paskudztwa tworzy piękno. Gąsienica bezwzględnie dąży do celu, nie może ustać w drodze, bo wtedy nie zmieni się, pozostanie brzydka i odrażająca.

Mandala (SLO / ENG / D / PL)

zajawka
Lidia Głuchowska

Mandala City Jolandy Jeklin – iskanje dusevnega centra

0weißemandalasNa Veleposlanistvu Republiki Slovenije v Berlinu, trenutno poteka razstava slikarskih in graficnih del Jolande Jeklin, ki je umetniško povezana tako s Slovenijo kot tudi, že 15 let, s Poljsko, pojasnjuje tako:

Slike, katere so predstavljene na tej razstavi, me je navdihnilo vprašanje „Kje je moje mesto, moj dom…?“
V postkomunistični resničnosti smo ponovno postali državljani sveta, združene Evrope. Čas in razdalja sta postali relativni. Meje izginjajo. Pogosto se selim, zato nisem več vezana na nobeno mesto, ne vem niti to, kje je pravzaprav mesto, ki mi je namenjeno. Moj stalno spreminjajoč se dom je postal miselni svet čustev in meditacije, ki mi nudi oporo in svobodo. Mesta, ki jih prikazujem na mojih slikah, so mi blizu. V njih iščem odgovore na vprašanja o svojem smislu in prihodnosti. Verjamem, da imajo v sebi nekaj „posebnega“, nekaj kar si prizadevam izkusiti. Morda se bo izkazalo, da gre pri tem za moje ime, moj cilj in s tem izpolnitev.

Jeklin Jolanda je vsestranska umetnica. Ustvarja slikarska platna v razlicnih tehnikah, kot tudi grafike v tehniki linorezu, pastelne portrete, mozaike in instalacije.

Njene slike zapeljujejo z lahkotnostjo in čutom za okrasja, zato globina ostaja gledalcu sprva prikrita. Predstavljena mesta, skoraj enake podobe svetlečih in oddaljenih, pa vendarle v zgolj nekaj urah dostopnih mest, brez jasno določnih lastnosti, izhodiščnih točk ali meja, dihajo v nemirnem ritmu drsne, tekoče, nomadske modernosti. V podobah, kjer je zajeto vodoravno gibanje morskih valov upodablja kontrapunkt poindustrijskim mestnim okoljem – degradirano, vendar še vedno mogočne in neskončne narave urbanih svetov. Nemirni torzi androgenih oblik predstavljajo metaforo brezimnosti in simbolizirajo pomanjkanje opredelitev trdnega jaza, medtem ko kobaltno modro in turkizno lesketajoče se mandale prikličejo čarobnost orientalnih kopeli ali eskapistične miselne igre in nezemeljska sanjarjenja. Utripajoč navznoter, izpričujejo vztrajno iskanje miru, duševnega središča.

Na videz se med seboj mocno razlikujejo tako, po temi, kot stilu in tehniki obsežna serija del, kot so Mandala in Mesta, so pomemben element te razstave, mentalna vizualizacija procesa na ravni makro in mikro skali. Tako, kot mandala, ima vsako mesto svoj center, svoj vir energije v tem divjem ritmu zivljenja. V poskusu, da bi nasla svoje mesto v zunanji realnem svetu, se hkrati tudi sprasuje o smislu človeškega obstoja, narave naše duhovnosti, poslanstvo v tem postoru in casu.

Jolanda Jeklin mandale steje, kot neke vrste posrednika med nami in vibracijami katere oddajajo in prodirajo v svet okrog nas. Prav tako je lahko medij pri procesu meditacije in koncentracije, iskanje, samo-analiza, biti bližje sebi, svoji notranjosti, iskanje in prepoznavanje ciljev, prave poti, in pri tem spoznavanje kaj nas na nasi poti podpira in kaj nas ovira.

Recept za autorealizacijo s svetom vidi v usklajevanju lastnega mentalnega prostora in sveta okoli nas – na osi “Sinhronizacija … – Motivacija … – Sreca”.

000Warszawa-1Warszawa, 2014, oil on canvas, 100 x 150 cm

Mandala City Jolandy Jeklin – in search of a mental center

00angielskimandaleJolanda Jeklin, artistically bound with Slovenia and – for 15 years now – with Poland as well, explains the genesis of her works which are currently being presented at the Slovenian Embassy in Berlin:

„The inspiration for the paintings presented here was the question: „Where is my place, my home?” In post-communist reality we have once more become citizens of the world, of a united Europe. Time and distance have become relative. The borders are vanishing. Having moved often, I am not bound by any of the places where I stay temporarily, I also don’t know my destination. My mobile home then, has become the mental world of feelings and meditations, which gives me stability and freedom. I’m fond of the cities which I preserve in my paintings; in them, I search for prompts to answer questions about my future, my calling. I trust that maybe they have that „something” that I’m pursuing, and that I have not yet experienced. Something that will turn out to be my aim, my fulfillment…”

Jolanda Jeklin is a versatile artist. She creates both city and marine landscapes in oil, as well as graphic works in linocut or monochromatic blind printing techniques, pastel portraits and even mosaics and installations.

On the semblance enchanting only with lightness and decorative charm, the oeuvre of Jolanda Jeklin also has a something under the surface. The twin-like similar, lambent panoramas of metropolises, which are only a few hours away but nevertheless distant, breath with the rhythm of nomadic, continuous contemporariness – without prominent attributes, points of reference or borders. The horizontal rhythm of the sea waves stopped in time – monotonous, repetitive, perpetual – it reflects in her visual world a counterpoint of post-industrial urbanism – the degraded, but still limitless and powerful nature.

Just as the disturbing torsos of androgenic figures are a metaphor of anonymity and lack a stable definition of the “I”, the feerical, cobalt-turquoise mandalas bring to mind the charm of oriental baths and escapist memories or perhaps dreams. Pulsating with a centripetal rhythm, they also document a persistent search for relief – a mental center.

Her ample cycles of works seemingly so different from one another in terms of topics, styles and techniques, such as ‘Mandala’ or ‘Cities’ which solidify the character of the current exhibition are a visualization of an analogical mental process on the macro and micro scale. ‘Mandala’ and each of the metropolises she presents, they all have their center, a source of energy of the hectic pace of life. In an attempt to picture the process of locating herself in an outside reality, the artist simultaneously asks what the sense of human existence is, the nature of our spirituality and our existence in this ephemeral and changing space-time.

Jolanda Jeklin regards the ‘Mandala’ as a sort of medium between the human and the world which vibrates around him, penetrating him. That is, at the same time, a reference to the process of meditation and focusing, allowing for auto-analysis and a coming closer to one’s own interior or recognizing one’s individual aims, but also to that which helps us fulfill those aims and what hinders us in fulfilling them and at the same time what draws us apart from one another.

As a solution for self-fulfillment in harmony with the world that the artist sees in the coordination of her own mental space and that, which surrounds us “Synchrony… – Motivation… – Happiness”.

000Dynamizm-2Dynamizm, 2010, akryl na płótnie 100 x 70 cm

Jolanda Jelkins Mandala City oder auf der Suche nach dem mentalen Zentrum

00niemieckimandaleJolanda Jeklin, künstlerisch mit Ihrem Heimaltland Slowenien und seit 15 Jahren mit Polen verbunden, erläutert zur Genese ihrer Arbeiten, die derzeit in der Botschaft Sloweniens in Berlin präsentiert werden, Folgendes.

„Die Inspiration für die hier präsentierten Gemälde war für mich die Frage: „Wo bin ich zu Hause, wo ist meine Heimat…?“ In der postkommunistischen Wirklichkeit wurden wir wieder Bürger der Welt, des vereinten Europa. Zeit und Distanz sind überschaubar geworden. Die Grenzen verschwanden. Nun bin ich ständig in Bewegung, an keinen Ort gebunden, ich weiß nicht einmal, wo ich hingehöre und wo der Ort sein soll, der für mich bestimmt ist. Mein Zuhause wurde schließlich die geistige Welt der Gefühle und der Meditation. Sie bietet mir Stabilität und Freiheit. Ich habe eine starke Affinität zu allen hier präsentierten Städten. Sie begleiten mich auf der Suche nach Antworten auf die Frage nach Sinn und Zukunft. Ich glaube, in all den Orten ist etwas verborgen, was mich anzieht und für mich eine Erfüllung sein wird. Etwas, was ich noch nicht erfahren habe…”

Jolanda Jeklins urbanes und maritimes Sujet machen sie zu einer vielseitigen Künstlerin. In ihrem Schaffen finden sich sowohl Ölbilder als auch grafische Arbeiten (Linolschnitt, monochromer Reliefdruck), Pastellporträts sowie Mosaiken und Installationen.

Ihre Malkunst verführt vordergründig nur durch Leichtigkeit und dekorativen Charme. Ihr doppelter Boden bleibt einem zunächst verborgen. Doch ihre zum Verwechseln ähnlichen, schimmernden Bilder von fernen und dennoch binnen weniger Stunden zugänglichen Metropolen, ohne ausgeprägte Attribute, Bezugspunkte oder Grenzen atmen den unruhigen Rhythmus einer gleitenden, nomadenhaften Moderne. Die im Bild festgehaltene horizontale Bewegung der Meereswellen spiegelt im Visuellen den Kontrapunkt der postindustriellen Stadtbilder – die degradierte, aber dennoch mächtige und unendliche Natur.

Während die beunruhigenden Torsos androgyner Gestalten als Metapher für Anonymität stehen und die fehlende Definition eines stabilen Ich symbolisieren, evozieren die kobaltblau-türkis schillernden Mandalas den Zauber orientalischer Bäder oder eskapistischer Gedankenspiele und weltferner Träumereien. Nach innen pulsierend dokumentieren sie die beharrliche Suche nach Beruhigung, nach einem mentalen Zentrum.

Ihre thematisch, stilistisch und technisch scheinbar unterschiedlichen Zyklen wie Mandalas und Städte, die den Charakter der aktuellen Ausstellung prägen, sind Visualisierungen eines analogen mentalen Prozesses in der Mikro- und Makroskala. Jede der dargestellten Metropolen hat – analog zu Mandalas – ihr Zentrum: Es ist die Quelle ihrer Energie und Quelle des hektischen Lebenstempos. Bei ihrem Versuch, sich selbst in der äußeren Welt zu verorten, stellt die Künstlerin gleichzeitig die Frage nach dem Sinn des menschlichen Lebens, nach der Natur unserer Geistigkeit und generell nach dem Sinn der Existenz in der unbeständigen, flüchtigen Raumzeit.

Das Mandala erscheint Jolanda Jeklin als ein Medium zwischen den Menschen und der vibrierenden und sie durchdringenden Welt. Es hat gleichzeitig einen Bezug zu inneren Prozessen der Meditation und Konzentration, die eine Selbstanalyse und die Annäherung an das eigene Innere, das Erkennen der individuellen Ziele ermöglichen sowie einen Bezug zu dem, was bei der Realisierung dieser Ziele hilft, sie gleichzeitig aber erschwert, indem es die Individuen voneinander entfernt.
Ein Rezept für die Selbstverwirklichung im Einklang mit der Welt sieht die Künstlerin in der Koordination des eigenen mentalen Raums mit dem, was uns umgibt – in der Achse „Synchronisierung… – Motivation… – Glück”.

000Horyzont-3Horyzont 2013, olej na płótnie, 70 x 100 cm

Mandala City Jolandy Jeklin czyli w poszukiwaniu mentalnego centrum

00polskimandaleGenezę swoich prac prezentowanych obecnie w Ambasadzie Słowenii w Berlinie Jolanda Jeklin, artystycznie związana zarówno ze swoją ojczyzną, jak i – od ponad 15 lat – także z Polską, wyjaśnia następująco: „Inspiracją do powstania prezentowanych tu obrazów było pytanie: „Gdzie jest moje miejsce, mój dom?…”

W postkomunistycznej rzeczywistości staliśmy się ponownie obywatelami świata, zjednoczonej Europy. Czas i odległość stały się względne. Granice znikają. Często się przeprowadzając, nie wiążę się na stałe z żadnym z czasowo zamieszkiwanych miejsc, nie znam też swego przeznaczenia. Moim mobilnym domem stał się więc mentalny świat uczuć i medytacji, dających mi stabilność i wolność. Miasta, które utrwalam w obrazach budzą moją sympatię, szukam w nich podpowiedzi na pytanie o moją przyszłość i powołanie (il. 1-2/3). Ufam, że być może mają w sobie „to coś”, do czego dążę, czego jeszcze nie doznałam, co okaże się moim celem, spełnieniem…”

Jolanda Jeklin jest artystką wszechstronną. Tworzy zarówno olejne pejzaże miejskie czy marynistyczne, jak i prace graficzne w technice linorytu czy monochromatycznego druku ślepego, pastelowe portrety, a nawet mozaiki i instalacje.

Jej z pozoru urzekające lekkością i dekoracyjnym wdziękiem malarstwo ma i ukryte, drugie dno. Bliźniaczo do siebie podobne, migotliwe widoki dostępnych w kilka godzin, choć odległych metropolii, tchną rytmem nomadycznej, płynnej nowoczesności – bez wyrazistych artybutów, punktów odniesienia i granic. Horyzontalny rytm zatrzymanych w czasie morskich fal z refleksem gwiazd czy słonecznego nieba – monotonny, powtarzalny, nieustanny – odzwierciedla zaś w jej wizualnym świecie kontrapunkt postindustrialnej urbanistyki – degradowaną, lecz ciągle bezkresną i władczą naturę.

Jak niepokojące torsa androgynicznych postaci są tu metaforą anonimowości i braku stabilnej definicji „ja”, tak feeryczne, kobaltowo-turkusowe mandale przywołują na myśl czar orientalnych łaźni i eskapistycznych wspomnień czy marzeń. Pulsując dośrodkowym rytmem, dokumentują one także uporczywe poszukiwanie ukojenia – mentalnego centrum.

Jej z pozoru tak odmienne pod względem tematycznym, stylistycznym i technolo-gicznym obszerne cykle prac jak Mandala i Miasta, wyznaczające charakter aktualnej wystawy, są wizualizacja analogicznego procesu mentalnego w skali makro i mikro. Tak jak mandala, tak i każda z przedstawianych przez nią metropolii ma swe centrum, źródło energii, hektycznego tempa życia. Probując zobrazować proces lokalizowania siebie w zewnętrznej rzeczywistości, artystka pyta jednocześnie o sens ludzkiej egzystencji, naturę naszej duchowości oraz istnienia w ulotnej i zmiennej czasoprzestrzeni.

Mandalę Jolanda Jeklin uważa za rodzaj medium pomiędzy człowiekiem a wibrującym i przenikającym wokół niego światem. Jest to zarazem odniesienie do procesu medytacji i koncentracji, pozwalajacej na autoanalizę i zbliżenie się do własnego wnętrza czy rozpoznanie indywidualnych celów, a także tego, co pomaga w ich realizacji, i co ją utrudnia, oddalając nas jednocześnie od siebie.

Receptę na autorealizację w zgodzie ze światem artystka widzi w koordynacji własnej przestrzeni mentalnej i tego, co wokół nas – na osi „Synchronizacja… – Motywacja… – Szczęście”.

***

http://www.wa.uz.zgora.pl/
http://www.infoserwis.uz.zgora.pl/index.php?mandala-city-berliska-wystawa-prac-jolanty-jeklin-studentki-uz
www.jolandajeklin.com

Saligia

Johanna Rubinroth & Kerstin Hering (Foto)

Saligia ist der Akronym der sieben Hauptlastern oder 7 peccata capitalia: superbia, avaritia, luxuria, invidia, gula, ira, acedia. Es waren Charaktereigenschaften, die im Mittelalter als Ursache vieler Sünden galten und daher manchmal Hauptsünden, Wurzelsünden oder gar Todsünden genannt. Aber es sind Laster keine Sünden!

Sie waren Gegenstand vieler Darstellungen in der bildenden Kunst, in der Literatur und Film, gar in Musik.

Hieronymus Bosch, Sieben Hauptsünden (in den Ecken – Die vier letzten Dinge)

saligiaSo wie oben schreibt die Zeitung Spex, die eine Kultufunktion zu haben scheint, zumindest in Kreuzberg, über das schreckliche Jahr 2014.

In der Fotoserie unten setzen sich zwei junge moderne Künstlerinnen mit den Sieben Todsünden (Hauptsünden) auseinander.

01superbia02avaritiaII03Luxuria04invidia05gula06Ira07acedia

Izložbe Bruno Šulc – ciąg dalszy

5Belgrad_Schulz_ Kubielas_ Bibl_ Nar5Dr Lidia Głuchowska

Wystawa Bruno Schulz – Mariusz Kubielas – In Transitu, Belgrad
Izložbe Bruno Šulc – Marjuš Kubielas – In Transitu, Beograd

Wystawa Bruno Schulz – Mariusz Kubielas – In Transitu w Belgradzie (12.12.-31.12.2014) różni się zdecydowanie od swych poprzednich odsłon w innych miejscach. Jej wernisaż, nawet w porównaniu z otwarciem w ramach Europejskiego Miesiąca Fotografii w Berlinie (2.10.-14.11.2014) miał nie tylko znacznie bardziej uroczysty, lecz i bardziej oficjalny charakter. Tym razem bowiem organizatorem był nie tylko Ośrodek Kultury i Sztuki we Wrocławiu – przygotowaniami całego przedsięwzięcia zajęła się w znaczym stopniu także Ambasada Rzeczypospolitej Polskiej w Belgradzie, we współpracy z Serbską Biblioteką Narodową. Znalazło to swój wyraz już w uroczystym powitaniu artysty i przybyłej z Polski delegacji przez menadżerkę biblioteki oraz kierowniczkę Departamentu ds. Projektów i Współpracy Międzynarodowej, Tamarę Butigan-Vučaj.

Także charakter samej ekspozycji był tak w metaforycznym, jak i dosłownym znaczeniu znacznie bardziej niż dotąd interaktywny, między innymi dlatego, że zlokalizowana została w otwartej przestrzeni biblioteki, pomiędzy wejściem głównym a częścią kawiarniano-rekreacyjną. Przestrzeń wystawienniczą oddzielała od kawiarni jedynie ażurowa konstrukcja ze stalowych słupów wznoszących się od wysokości parteru aż do ostatniej kondygnacji budynku. Aranżacja wystawy w tej przestrzeni okazała się nie lada wyzwaniem.

9Belgrad Schulz  D Lukovic T ButiganArtysta zadecydował, że pięć wielkoformatowych prac (150 x 100 cm) zostanie przymocowanych do tych słupów, podczas gdy większość z pozostałych 33 fotografii, w ramach o wymiarach 60 x 80 cm, ustawiono na sztalugach bezpośrednio graniczących bądź to ze ścianą czołową głównego holu-galerii, w całości pokrytą zapisanymi zmodyfikowaną, serbską wersją cyrylicy inskrypcjami, podkreślającymi rangę i przesłanie instytucji goszczącej pokaz, bądź to z klubo-kawiarnią po przeciwnej stronie.

2Belgrad_Schulz_ Kubielas_ Bibl_ Nar2 1Belgrad_Schulz_ Kubielas_ Bibl_ Nar1Instalację tej dynamicznie rozwijającej się, otwartej ekspozycji, już podczas montażu obserwowali liczni goście, głównie studenci i czytelnicy biblioteki, którzy jeszcze na kilka godzin przed ukończeniem prac aranżacyjnych, na tle gotowych juz fragmentów wystawy w iście ludycznym nastroju imitowali sceny przedstawione na fotografiach Mariusza Kubielasa.

3Belgrad_Schulz_ Kubielas_ Bibl_ Nar34Belgrad_Schulz_ Kubielas_ Bibl_ Nar4W tym czasie menedżerka Biblioteki i autorka tego tekstu czyli kuratorka wystawy wspólnie wybierały fragmenty prozy Brunona Schulza w języku serbskim, które zostały odczytane podczas wernisażu.

7Belgrad_Schulz_ Kubielas_ Bibl_ Nar7Na otwarcie, oprócz studentów i przedstawicieli międzynarodowych środowisk intelektualnych, przybyło także wielu akredytowanych w Belgradzie dyplomatów.

13Belgrad Schulz vernissage B Kowalewski S JancicPani dyrektor Serbskiej Biblioteki Narodowej, Svetlana Jančić, urzekła zebranych erudycją. W swym wystąpieniu podkreśliła znaczenie włączenia tej interdyscyplinarnej wystawy, inspirowanej tak plastyczną, jak i prozatorską twórczością Schulza w przestrzeń Serbskiej Biblioteki Narodowej. Jakby w odpowiedzi na jej emanującą przedwojenną elegancją i wyjatkową kulturą słowa wypowiedzią, dyrektor Dolnośląskiego Festiwalu Artystycznego, Bronisław Kowalewski, ofiarował Bibliotece wybrane publikacje przygotowane w ostatnim czasie przez Ośrodek Kultury i Sztuki we Wrocławiu, towarzyszące organizowanym wystawom. Podkreślić tu należy, iż na potrzeby aktualnej wystawy jako podpisy-komentarze do prezentowanych fotografii, wykorzystano cytaty z prozy Schulza w serbskim tłumaczeniu Stojana Subotina, a także ze specjalnie w tym celu przygotowanego przekładu Milicy Markić.

11Belgrad_Schulz_ Kubielas_ Bibl_ Nar vernisage2 10Belgrad_Schulz_ Kubielas_ Bibl_ Nar vernisage1Wernisaż stał się nie tylko okazją do wymiany myśli i dyskusji, m.in. z przedstawicielami interdyscyplinarnego środowiska akademickiego, także w trakcie kolejnych dwóch dni goszczącego na Małym Festiwalu Brunona Schulza, lecz również wywiadów udzielanych przez artystę, kuratorkę i organizatorów wystawy serbskiej telewizji.

Tymczasem przedstawiciele Telewizji Wrocław w belgradzkiej scenerii miejskiej i w trakie wernisażu realizowali trzeci już film o fotografiach szulcowskich Kubielasa. Najpierw powstały drohobyckie realizacje Jurija Gaszczaka (Kobieta i koń = Zaczarowane dźwięki światła i cieni. Awers i Rewers, 2012), a potem Matthias Frickel nakręcił In Search of a Lost Childhood – The Cruel Fate of Bruno Schulz dla Deutsche Welle (Festiwal Bruno4ever 2012). Tym razem w filmie wystąpiła jedna z modelek Mariusza Kubielasa, Magdalena Mytych-Lipińskia.

14 Belgrad Schulz AmbasadorPochwalmy się jeszcze, że Amabsador RP w Belgradzie, Aleksander Chećko, zaproponował artyście i kuratorce organizację tournee, w ramach którego wystawa Bruno Schulz – Mariusz Kubielas – In Transitu w roku 2015 pokazana zostanie w innych miastach Serbii.

Zrodził się nawet pomysł zrealizowania w Belgradzie nowych fotografii do serii Schulzowskiej, w serbskiej scenerii i z udzialem serbskich modeli-aktorów. Sztuka i literatura mogłaby w ten sposób przyczynić się do budowy wyjątkowego pomostu kulturalnego między Polską a Serbią.

***

Uprzejmie dziekujemy za udostępnienie wykorzystanych w tekście fotografii:
Foto 1, 2, 4, 10, 11 © Viesia Hołyńska
Foto 3, 5-9, 12-15 © Mariola Nehrebecka

„W drodze do Republiki Marzeń“

Dr Lidia Głuchowska

Mały Festiwal Brunona Schulza, Belgrad, grudzień 2014/ „Na putu do Republike Snova“ – Mali Festival Bruna Šulca, Beograd, Decembar 2014

Paradoksalnie, choć prozę Brunona Schulza filologowie polscy uznają za nieprzetłumaczalną, dotychczas przekładano ją blisko 160 razy(!), i to m.in. na tak egzotyczne języki jak islandzki, japoński, chiński, tajski, koreański, arabski, estoński, ormiański czy esperanto.

Wspomnieć tu należy także o niedawno nagrodzonych przekładach twórczości pisarza z Drohobycza – w niemieckim obszarze językowym nagrodzona została Doreen Daume, w Finlandii – Tapani Kärkkäinen, tłumacz Sklepów cynamonowych.

Popularyzacja dokonań Schulza dokonuje się zarówno w rodzimej kulturze jak i w innych krajach jednak nie tyko za pomocą translacji literackiej, lecz też za pośrednictwem przekładu intersemiotycznego, odwołującego się do innych mediów artystycznej ekspresji.

2 Bruno Schulz Festival Round Table National Library audience part 2W tym kontekście szczególną rolę zyskuje kolejny, po drohobyckim i wrocławskim, festiwal Brunona Schulza, zainicjowany przez Ambasadę Rzeczypospolitej Polskiej w Belgradzie (12-14.12.2014), w ogromnym stopniu dzięki osobistemu zaangażowaniu i energii Dagmary Luković, pełniącej aktualnie funkcję ataché kulturalnego przy ambasadzie.

1 Bruno Schulz Festival Round Table National Library spreakers 1Na Mały Festiwal Brunona Schulza „W drodze do Republiki Marzeń” złożył się szereg interdyscyplinarnych imprez kulturalnych, uświadamiających mieszkańcom Belgradu swoiste analogie między aurą ojczyzny Brunona Schulza – galicyjskim tyglem kultur a multinarodową i mulikonfesjonalną mozaiką bałkańską.

Program otwierał 11 grudnia pokaz filmów inspirowanych plastyczną i literacką twórczością Schulza. Były to Ulica Krokodyli w reżyserii braci Stevena i Timothy`ego Quay (1987) oraz Sanatorium pod klepsydrą Wojciecha Hasa (1973) w serbskim stołecznym Domu Młodzieży.

Kolejnego wieczora miało miejsce otwarcie wystawy Bruno Schulz – Mariusz Kubielas – In Transitu w Serbskiej Bibliotece Narodowej, o której poprzednich odsłonach już pisaliśmy, i której poświęcimy jeszcze szczególną uwagę.

3 Bruno Schulz Festival Round Table National Library audience part 2W kolejne popołudnie dużym zainteresowaniem cieszył się zorganizowany głównie z myślą o studentach polonistyki i miłośnikach literatury, w przestrzeni wspomnianej wystawy w gmachu bibliotecznym, okrągły stół pt. Inspiracje, adoracje, egzaltacje i frustracje – Schulz jako inspiracja i wyzwanie (Inspiracije, adoracije i frustracije – Šulc kao inspiracija i izazov), z dyskusją moderowaną przez Tamarę Krstić – krytyka literackiego i dziennikarkę Radia Belgrad, z udziałem Mirko Demića – autora powieści Ćilibar, med, oskoruša (Bursztyn, miód i jarzębina) z Brunonem Schulzem w roli głównej, Branislavy Stojanović – schulzologa, adiunkta w Katedrze Języka Polskiego Uniwersytetu w Belgradzie, a także artysty- fotografa – Mariusza Kubielasa i kuratorki międzynarodowego tournee jego wystaw, dr Lidii Głuchowskiej.

4 Bruno Schulz Festival Round Table Mariusz Kubielas, Lidia Gluchowska5 Bruno Schulz Festival Round Table6 Bruno Schulz Festival Round Table Tamara Krstic, Branislava StojanovicSpotkanie, w którym uczestniczyła także jedna z tłumaczek prozy Schulza, Milica Markić, dotyczyło głównie międzynarodowych interpretacji jego prozy. W centrum uwagi dyskutantów znalazły się także przekłady na język serbski, we fragmentach zrealizowane dotychczas przez… 11 (!) autorów, a także kwestie transmedialnych nawiązań do jego dorobku, obejmujących m.in. fotografię.

7 Bruno Schulz Festival Mirko Demic, Mariusz Kubielas8 Bruno Schulz Festival, Festival VIZUALIZATORFotografii poświęcono szczególną uwagę podczas wydarzenia łączącego dwie paralelne belgradzkie imprezy kulturalne – Mały Festiwal Brunona Schulza i festiwal Vizualizator (Festival fotografije VIZUALIZATOR), zatytułowanego Współczesne tendencje w fotografii i praktyce kuratorskiej (Dom omladine Beograda). Złożyły się na nie pokazy multimedialne i dyskusja studentów fotografii i historii sztuki z udziałem Mariusza Kubielasa i Lidii Głuchowskiej, w całości transmitowane na żywo w internecie.

Delegacja organizatorów wystawy z Ośrodka Kultury i Sztuki we Wrocławiu oraz przedstawicieli wrocławskich władz miejskich i wrocławskiej telewizji została też zaproszona na Wigilię pod patronatem ambasadora Rzeczypospolitej Polskiej, Aleksandra Chećki. Było to uroczyste, uświetnione koncertem spotkanie, skupiające przybyłych z różnych stron Serbii przedstawicieli Polonii. Może warto tu dodać, że jej korzenie sięgają XIX w. i polskich powstań narodowych. W Wigilii wziął też udział dyplomata watykański, ksiądz Janusz, a autor wystawy, artysta-fotograf, Mariusz Kubielas, przeistoczył się tym razem nie w mitycznego Ojca rodem z prozy Schulza, lecz w Św. Mikołaja.

9 Christmas Celebrations, Mariusz Kubielas***
Uprzejmie dziękujemy za udostępnienie wykorzystanych w tekście fotografii:
Foto 1, 2, 4, 7-9 © Viesia Hołyńska
Foto 3, 5, 6 © Mariola Nehrebecka.

Wiecej: http://www.okis.pl/site/home/1500/n.html
Lidia Głuchowska, Transmedialne translacje, re-wizje Schulzowskiego „autentyku” i archeologia fotografii: „Bruno Schulz – Mariusz Kubielas – In Transitu”, W: Quart (Wrocław) 2014/ 4, 101-130

Cezarego Chrzanowskiego Witkacowski portret Mariusza Kubielasa

mariusz portret aDr Lidia Głuchowska

…i bynajmniej nie Schulzowski traktat o manekinach

Na wystawie „Bruno Schulz – Mariusz Kubielas – In Transitu“ w Berlinie (X/XI 2014) pojawia się wiele inscenizowanych krypto-autoportetów autora projektu. Podobnie jak wizerunki własne Schulza wykazują one charakter autoironiczno-karykaturalny. Jednak podczas gdy Kubielas w autostylizacjach na groteskową Schulzowską postać ojca swą fizjonomię traktuje nieco z przymrużeniem oka, w sąsiedztwie jego prac gościnnie pojawia się również praca o zgoła odmiennym charakterze. Jest to demoniczny, raczej Witkacowski niż Schulzowski, portret artysty autorstwa wybitnego wrocławskiego fotografika, Cezarego Chrzanowskiego, odpowiadający poniekąd typowi B+ D „firmy portetowej”. Ten dokument wieloetapowego, multimedialnego dialogu Kubielasa i jego portecisty z dokonaniami dwóch wybitnych przedstawicieli polskiej międzywojennej ariergardy, imponuje nie tylko rozmiarami, lecz również stopniem wirtuozerii 9-warstwowej techniki gumy bichromatycznej. To wielkie mistrzostwo. Portret wyróżnia się na tle dokonań polskich i światowych specjalistów posługujących się tą tak kapryśna metodą utrwalania obrazu, ukazując ogromną skalę jej możliwości interpretacyjnych.

Tajniki swej sztuki Cezary Chrzanowski zgłębiał w toku wieloletnich studiów autodydaktycznych, swym doświadczeniem dzieląc się także z Mariuszem Kubielasem. Powstały przy tej okazji w wyniku spontanicznego impulsu wizerunek unaocznia jak kunszt artystyczny warunkuje powstanie dzieła „czystej formy“ w medium niegdyś dyskredytowanym za jego rzekomo wyłącznie mechaniczny charakter. Świadomie „niedopłukany” w procesie technologicznym czarny pigment potęguje w nim dramatyzm ekspresji modela, który in vivo emanuje znacznie bardziej optymistyczną, żartobliwą aurą.

Portret-Gracje aGodny uwagi jest również fakt, iż także Chrzanowski, niezależnie od Kubielasa, stworzył kilka wersji fotografii, która mogłaby uchodzić za komentarz do Schulzowskiego Traktatu o manekinach, choć nie powstały one w rezultacie inscenizacji, lecz raczej spontanicznego ujęcia w duchu carpe diem Henri Cartier-Bressona. Ujęcia filtrowane były potem w laboratoryjnym procesie wielkokrotnej manualnej obróbki obrazu (Gracje, 2001).

Portret-Gracje 2

  1. Cezary Chrzanowski, Portret Mariusza Kubielasa, guma 9-warstwowa, 2014, 100 x 80 cm.
  2. Cezary Chrzanowski, Gracje, 2001, 40 x 55 cm.
  3. Cezary Chrzanowski, Gracje II, 2001, 50 x 60 cm

Zamieszczony powyżej tekst jest fragmentem artykułu, który ukaże się w całości jako:

Lidia Głuchowska, Transnarodowe i transmedialne translacje i re-wizje Schulzowskiego „autentyku” i archeologia fotografii: „Bruno Schulz – Mariusz Kubielas – In Transitu”, w: Quart (Wrocław) 2014/ 4.

Walton Ford and Monkeys

czyli

Ewa Maria Slaska o małpach w sztuce

Teresce

Kilka lat temu w Berlinie odbyła się wystawa, której nikt już chyba nie pamięta, natomiast wszyscy pamiętają jeden z eksponowanych tam obrazów, mają go na zdjęciach, plakatach i pocztówkach. Oto on:

Walton Ford, The Sensorium (2003)
Małpi bankiet.

Walton Ford namalował całą serię obrazów z małpami, a wyjaśnienie, “co artysta miał na myśli”, jest chyba jeszcze lepsze niż same obrazy.

Nieco skrócone wypowiedzi malarza pochodzą z wywiadu, jaki w roku 2003 przeprowadziła z artystą gazeta online art21 (http://www.art21.org/texts/walton-ford/interview-walton-ford-political-humor-and-colonial-critique). Tłumaczyła Ewa Maria Slaska.

“Zajmuje mnie ostatnio brytyjski eksplorer
i uczony, Sir Richard Francis Burton (nie mylić z aktorem! – EMS) Jest on dla mnie tak ważny, że namalowałem sobie jego portret na ścianie pracowni (w Great Barrington w stanie Massachusetts, USA – EMS). To jeden z tych XIX-wiecznych facetów, którzy mnie bardzo interesują. Był totalnie rąbnięty. Lingwista. Gdy kopnął w kalendarz znał chyba ze 30 czy 40 języków. Niektórymi władał tak dobrze, że brano go za tubylca. W latach 40 XIX wieku był oficerem brytyjskim w Indiach. Podobno dotarł do Mekki przebrany za perskiego kupca. Wciąż zmieniał osobowość. Był szpiegiem. Był częścią wielkiej gry.

Maluję teraz małpi bankiet. Umieściłem na nim dziewięć małp. Ale może będzie więcej. To część cyklu poświęconego Burtonowi. Czytałem o nim bardzo wiele, a jedna z tych historii dosłownie mnie zwaliła z nóg. Jako młody angielski oficer Burton trzymał w swojej kwaterze ze 40 małp w różnym wieku i różnych ras. Prowadził z nimi eksperyment lingwistyczny. Ciekawiło go, czy prymaty używają języka pozwalającego im komunikować się ze sobą. Mieszkanie razem z małpami miało mu pomóc w odkryciu ich języka. Nauczył się naśladować wydawane przez nie dźwięki i sądził, że rozumie, co one znaczą. Burton ułożył listę około 60 małpich słów, która niestety zaginęła podczas pożaru domu w roku 1860.

Isabel, żona uczonego, twierdzi, że małpy miały imiona i stanowisko. Był doktor, kapelan, sekretarz, adiutant, agent, a pewna mała małpka o jedwabistych włosach pełniła funkcję żony i nosiła w uszach kolczyki z perłami. Wielką przyjemność sprawiało mu oddanie małpom do dyspozycji pomieszczenia, które miało im służyć za jadalnię. Siadały do stołu na krzesłach, a służba podawała im potrawy. Każda małpa miała swoją miskę i swój talerz, i miały z nich porządnie jeść i pić. Sam Burton siedział u szczytu stołu biesiadnego, a obok w wysokim krzesełku dla dzieci siedziała jego mała małpia żonka.

Dla mnie ta opowieść to symboliczna historia kolonializmu. Burton poznaje język I kulturę tubylców, fascynują go też oni erotycznie. To wszystko przełożył z ludzi na małpy. To szalone. Jest w tym coś daremnego i beznadziejnego. I wszystko kończy się pożarem. To przecież w skrócie historia podboju Indii przez Anglików!

Maluję więc teraz jadalnię w domu Burtona, tę sytuację, która go tak bawiła. Na obrazie jest też ta żonka Burtona. Są też lekarz, adiutant, kapelan – wszyscy. Wyposażyłem każdego z nich w indywidualność. Podczas pracy do mego umysłu wkradł się maleńki tekst, coś w rodzaju podpisu – bo ten obraz jest też alegorią zmysłów. Jest wzrok, dotyk, smak, zapach i dźwięk. Tak jakbym odtwarzał kolonialny eksperyment, a wszystkie zmysły brały w nim udział.”

Re-wizje Schulzowskiego „autentyku” i archeologia fotografii

Dr Lidia Głuchowska

„Bruno Schulz – Mariusz Kubielas – In Transitu”

Choć Bruno Schulz w literackich rozmowach z Witkacym i Gombrowiczem konsekwentnie powstrzymywał ekspansywne translacje, z czasem schulzologia stała się jednym z najbardziej wyrazistych fenomenów re-interpretacyjnych, i to zarówno w sferze filologii, jak krytyki czy interpretacji sztuki oraz praktyki artystycznej.

W kontekście najnowszych reinterpretacji dorobku Schulza i jego popularyzacji w skali międzynarodowej istotną rolę odgrywa zainicjowany przed dziesięciu laty transmedialny projekt Bruno Schulz – Mariusz Kubielas – In Transitu. Na trwającej jeszcze wystawie w ramach VI Europejskiego Miesiąca Fotografii w Berlinie obok stanowiącego jej główną atrakcję Gabinetu Technik Historycznych podziwiać można także monumentalny zestaw fotografii, intensyfikujący strategię wejścia w obraz i kooperatywnej aktualizacji sensu dzieła, egzemplifikowaną choćby w filmie Kobieta i koń Jurija Gashaka.

Intermedialny charakter projektu Kubielasa wynika z faktu, że prócz fotografii składa się na niego również „pierwotny”, inspirujący tekst Schulza i komplementarny wobec niego czy ewokowanych przez niego obrazów, równie subiektywny, „komentujący” je tekst reżysera działań parateatralnych, będących punktem wyjścia do jego magicznych obrazów.

Odniesieniem dla projektu Kubielasa jest jednak nie tylko praktyka literacka Schulza, lecz również nurt „fotografii inscenizowanej“ od początków jej istnienia aż do dziś. W perspektywie diachronicznej jest to zjawisko bardzo złożone. Inscenizowana była na przykład, obejmująca niemal 400 prac, seria portretów wykonanych Davida Octaviusa Hilla i Roberta Adamsona (1843-47), emanujących malarską aurą jak z dzieł Rembradta i Reynoldsa. Inscenizowane były też wizerunki składające się na gigantyczną, moralizatorską alegorię Dwie drogi życia Oskara G. Rejlandera (1857), stanowiącą eklektyczny, wiktoriański pendant do Szkoły ateńskiej Rafaela. Do tej kategorii należą też prerafaelickie w duchu prace Julii Margaret Cameron (ok. 1866-67) i subtelne, antykizujące kompozycje Clementine Hawarden (ok. 1860). Można by mnożyć przykłady takich prac, w których czy to antyk czy chrystologiczny cykl pasyjny były tylko kostiumem sublimującym homoerotyczną nagość. Do inscenizacji zaliczyć można również uszlachetniającą plemiona indiańskie fotografię etnograficzną Roberta Curtiusa czy wiele późniejszych dokumentów epoki postmodernistycznej tematyzujących „odgrywanie ról i współczesne baśnie”.

Poetyzm i estetyzacja niektórych prac z tego nurtu korespondują z wyobraźnią Schulza. Bliskie są one też dokonaniom Kubielasa, utrwalonym w dokumentacji z jego wystawy autorstwa Cezarego Chrzanowskiego.

1 SALA1 tak cut1 aa M2 GABINET B cut2 aa M3 fragment ekspozycji, korytarz, widok na Gabinet4 fragment ekspozycji sala 15 fragment ekspozycji sala 1a6 fragment ekspozycji sala 2a
Powyższy tekst niebawem ukaże się w całości jako:

Lidia Głuchowska, Transnarodowe i transmedialne translacje i re-wizje Schulzowskiego „autentyku” i archeologia fotografii: „Bruno Schulz – Mariusz Kubielas – In Transitu”, W: Quart (Wrocław) 2014/ 4.

Ilustracje

  1. Cezary Chrzanowski, Dokumentacja wystawy „Bruno Schulz – Mariusz Kubielas – in Transitu”, kurator: Lidia Głuchowska, w ramach VI Europejskiego Miesiąca Fotografii, Fotogalerie Friedrichshain, Berlin, 4.10-14.11.2014, (fragment ekspozycji zestawu wydruków wielkoformatowych), fotografia cyfrowa.
    Widoczne prace (od lewej do prawej): Mariusz Kubielas, wydruki wielkoformatowe, ok. 100 x 150 cm: Nachrapane, naspane powietrze pierwsze, 2009/ 2014; Nachrapane, naspane powietrze wtóre, 2011/ 2014; Zapał tworzenia, 2006/2014; Przymiarka, 2006/ 2014; Cezary Chrzanowski, Portret       Mariusza Kubielasa, guma 9-warstwowa, 2014, 100 x 80 cm; (ukośnie) Mariusz Kubielas, Kobieta karcąca fortepian w obecności trzech świadków, 2006/ 2014; Podróż po chleb, 2006/ 2014.
  1. Cezary Chrzanowski, Dokumentacja wystawy „Bruno Schulz – Mariusz Kubielas – in Transitu”, kurator: Lidia Głuchowska, w ramach VI Europejskiego Miesiąca Fotografii, Fotogalerie Friedrichshain, Berlin, 4.10-14.11.2014, („Gabinet Technik Historycznych“ , fragment ekspozycji), fotografia cyfrowa.

Widoczne prace (wewnątrz sali, od lewej do prawej, wszystkie 59,5 x 42 cm): Mariusz Kubielas, I Wielka szyba, czyli matki wówczas jeszcze nie było, jednak…, 2010/ 14, guma 7-warstwowa; II olej fotograficzny; III albumat; IV albumina kryta gumą jednowarstwową; V marant; VI papier solny z matowaną albuminą, VII papier solny z albuminą; VIII   cyjanotypia.

***
O projekcie Mariusza Kubielasa publikowałam już tu tyle wpisów, że nie będę ich linkować – poproszę czytelników, by zechcieli poszukać na listwie obok po prostu imienia i nazwiska artysty lub wpisać Bruno Schulz w linijkę “szukaj” 

Za tydzień jeszcze jeden tekst Lidii Głuchowskiej o Cezarym Chrzanowskim

Reblog: Hiszpańskie dzieci II

 

Dzisiaj po raz drugi hiszpańskie dzieci – tym razem dzieci króla Filipa III, namalowane przez Juana Pantoja de la Cruz (1553–1608) i Bartolomé Gonzáleza y Serrano (1564–1627), dzieci, o których autorka w blogu It’s About Time, mówi, że zostały złapane w pułapkę świetnego urodzenia i równie świetnego stroju. Jest to już drugi wpis o malowaniu hiszpańskich dzieci królewskich. Poprzedni był TU.

1602 Juan Pantoja de la Cruz namalował i ten obraz i cztery znajdujące się poniżej.
Tu infantka Anna (1601-1666), Ana Maria Mauricia Infanta, córka Filipa III i Małgorzaty Austriaczki, najstarsza z ośmiorga królewskich dzieci. Detal.

Infantka Anna Mauricia

Infantka Anna

Infantka Anna Maria

Infanci Filip i Anna
A tu oboje w kilka lat później, już sportretowani przez innego artystę.

1610 Bartolomé González y Serrano (1564–1627), Anna Austriaczka w wieku 9 lat, przyszła królowa Francji i jej brat Filip, w wieku 5 lat, przyszły Filip IV, król Hiszpanii.

Anna była żoną Ludwika XIII i matką Ludwika XIV, a siostra Ludwika XIII, Elżbieta Bourbon została żoną brata Anny – Filipa. To podwójne małżeństwo miało wzmocnić sojusz francusko-hiszpański. Oba śluby per procura odbyły się tego samego dnia – 25 listopada 1615 roku: Anny i Ludwika w Burgos (to tam gdzie byłam podczas pielgrzymki), Elżbiety i Filipa w Bordeaux. Anna miała lat 14, Filip 10. Anna znana jest nam wszystkim z filmów i książek. To o jej honor walczą u Aleksandra Dumasa Trzej muszkieterowie, to jej naszyjnik trzeba odzyskać w jego powieści Naszyjnik królowej. To ona w pewnym momencie przekazuje władzę w ręce zachłannego kochanka, a może nawet i potajemnie poślubionego małżonka – kardynała Mazariniego.

Ten obraz został w roku 1612 również namalowany przez przez Bartolomé González y Serrano (1564–1627) – infant Alfons.

Infant Carlos (1607-1632) z siostrą, infantką Marią Anną (1606-1646)
Poniżej infanci: Ferdynand, Alfons i Małgorzata

i tylko dwoje spośród nich: Alfons i Małgorzata