Z wolnej stopy 20

Zbigniew Milewicz

Miało być dobrze…

Niepodległość Polski, wywalczona 102 lata temu, była jak górniczy urobek, opłacony ludzkim znojem i życiem. Można było z niego zrobić diament. Premier nowo utworzonego rządu, socjalista i piłsudczyk, Jędrzej Moraczewski z euforią wtedy pisał: Po 120 latach prysły kordony! Nie ma ich! Wolność! Niepodległość! Zjednoczenie! Własne państwo! Na zawsze! Chaos? To nic. Będzie dobrze. Wszystko będzie, bo jesteśmy wolni od pijawek, złodziei, rabusiów, od czapki z bączkiem, będziemy sami sobą rządzili (…). Kto tych krótkich dni nie przeżył, kto nie szalał z radości w tym czasie wraz z całym narodem, ten nie dozna w swoim życiu najwyższej radości. Cztery pokolenia nadaremno na tę chwilę czekały, piąte doczekało. Od rana do wieczora gromadziły się tłumy na rynkach miast, robotnik, urzędnik porzucał pracę. Chłop porzucał rolę i leciał do miasta, na rynek dowiedzieć się, przekonać się, zobaczyć wojsko polskie, polskie napisy, orły na urzędach, rozczulano się na widok kolejarzy, ba, na widok polskich policjantów i żandarmów.

Równocześnie od pierwszych dni wolności główne siły polityczne kraju spierały się o własne zasługi w dziele odbudowy niepodległości i każda z nich inaczej przedstawiała prowadzące do niej drogi i same początki państwowości. Narodowi demokraci lansowali pogląd, według którego o swym losie polityczno-państwowym zadecydował sam naród polski, nie tylko zachowując w okresie ponad stuletniej niewoli tożsamość, ale jeszcze umacniając swe dążenia niepodległościowe i wolę odbudowy państwowości. Naturalnie, główną zasługę przypisywali sobie, dowodząc, że ich koncepcja wiązania przyszłości Polaków z polityką państw Ententy przyniosła pozytywne rezultaty. Negowali jednocześnie heroistyczno-elitarną interpretację procesu odbudowy niepodległości Polski upowszechnianą przez piłsudczyków, którzy głównie w czynie legionowym widzieli przyczynę odzyskania wolności.

Inne ugrupowania – zwłaszcza konserwatyści – uwypuklali znaczenie działań dyplomatycznych i roli mocarstw zachodnich, przede wszystkim Francji i Wielkiej Brytanii. Natomiast środowiska chrześcijańsko-demokratyczne bardziej skłaniały się do opinii narodowo-demokratycznej i zwracały uwagę na udział Kościoła katolickiego w rozbudzaniu aspiracji narodowych Polaków. Opinii tych nie podzielali  z  kolei socjaliści i ludowcy, eksponując znaczenie warstw plebejskich – robotników i włościan – jako tych, które poniosły największą ofiarę w procesie spełniania się marzeń wolnościowych wielu pokoleń Polaków. Wypisz, wymaluj spierano się o ojcostwo sukcesu, równie usilnie, jak dzisiaj o to, kto ma wypierdalać: rząd z politycznej sceny, czy demonstranci z ulicy? Do dnia dzisiejszego jeszcze wrócę, chciałem tylko zwrócić uwagę na długą tradycję brudnych walk politycznych o władzę w Polsce, których symbolem jest Targowica. Marzenie socjalisty Jędrzeja Moraczewskiego się spełniło, pozbyliśmy się cudzych pijawek, ale przecież szybko wyhodowaliśmy własne.

Zarówno pod rządami Narodowej Demokracji, jak i później sanacji rosła zasobność krajowych, gospodarczych elit, ale także proletariacka bieda i nie można jej było przypisać wyłącznie wojnie z bolszewikami. Wśród urzędników państwowych szerzyła się korupcja na taką skalę, że kodeks karny przewidywał za nią nawet karę śmierci przez rozstrzelanie. O ile się jednak nie mylę, sądy II RP (poza wojskowymi) nigdy jej w tych sprawach nie orzekły, choć nie należały do rzadkości samosądy, dokonywane przez zdesperowanych obywateli na winnych różnych nadużyć i wtedy Temida ferowała zwykle łagodne wyroki. Myślę, że rozumiem tę prawniczą wstrzemięźliwość. Sędzia sam jest urzędnikiem i gdyby tak komuś udało się go skorumpować (czysto teoretycznie oczywiście rozumując), to inny sędzia mógłby go kazać kropnąć, a znowu tego drugiego jakiś trzeci wysłałby pod ścianę… W końcu zabrakłoby sędziów. Nie po to ciężko studiowali prawo, żeby gryźć ziemię, kawior lepszy. Ich obecni następcy pewnie są podobnego zdania.

Po latach kolejnej wojny, jeszcze okrutniejszej niż pierwsza, komuna w Polsce hodowała swoje pijawki. Później miało być już tylko lepiej, a jest tak, że prawnukowie komunardów z 1905 roku formują na ulicach nowe demonstracje, w obronie swojej wolności i godności osobistej a przeciw nadużyciom obecnej władzy. Są to ludzie przeważnie młodzi, jak dawni studenci z Marca 68, których pacyfikowali milicjanci wspólnie z ORMO – ochotnikami spośród partyjnych aktywistów. Ci mają przeciw sobie oddziały policji i kiboli. Nami, z marca, kierowali tzw. komandosi z grupy Michnika, wypierdalacze robią to, czego chce PiS-owska opozycja. Osobiście jestem bezpartyjny, nie trzymam żadnej strony i nie wiem, kto wygra w tej grze, ale z dużym prawdopodobieństwem mogę wskazać przegranego – szeregowego demonstranta.

Piszę to na własnym przykładzie. Przyłożyłem się w jakimś stopniu do zmiany ustroju w Polsce, ale nigdy nie poprawiłem sobie przez to życia, wręcz przeciwnie, tylko na tym straciłem. Po 68 roku, ze stempelkiem nieprawomyślnego w papierach nie zrobiłem oszałamiającej, zawodowej kariery, a kiedy przyszedł czas Solidarności, miano mnie już za recydywistę i w końcu dostałem wilczy bilet w prasie. O Michniku tego powiedzieć nie można, ale mu nie zazdroszczę jego Wyborczej. W każdej wojnie są żołnierze, którzy w imię jakichś ideałów o coś walczą i dowódcy, którzy później odcinają sobie z tego kupony. Pierwsi nadstawiają karku, drudzy pierś pod ordery. Kiedy mój dziadek pod koniec swojego życia powiedział mi, że właściwie żałuje, że walczył w trzecim powstaniu śląskim o Polskę, nie rozumiałem tego. Tej nagłej, jak mi się wtedy wydawało, utraty etosu; dzisiaj, kiedy mam już jego lata, przypuszczam, że stopniowo dojrzewał do tego przeświadczenia, pod którym też mógłbym się podpisać.

Übersetzer Workshop 3

Vor einer Woche und gestern berichteten wir (ich und Plamena Maleva) über Übersetzer Workshop, der im Rahmen der Osteuropa-Tage organisiert wurde.

Heute präsentieren wir polnische Autorin und Aktivistin der neusten Frauen- und Kampfbewegung in Polen

Monika Tichy

Die Autorin des polnischen Textes Monika Tichy hat sich am zweiten Workshop-Tag eingewählt und sich mit der polnischen Gruppe über ihren Text und über die aktuelle Lage in Polen unterhalten. Ihr machen die aktuellen Umstände in Polen rund um das Abtreibungsverbot Sorgen.

Monika Tichy (l) & Katarzyna Hajduk

Ein Video von unserem Zoom-Gespräch findest du HIER / TU
Text Original  / Tekst po polsku: TU / HIER

Der Ausschnitt aus der entstandenen Übersetzung (grün auf Polnisch / zielony po polsku)

Ich war mal eine ins Gebet vertiefte, Bibel lesende und drei Mal pro Woche im Gottesdienst dienende junge Frau. Sakramentale Ehefrau. Glaubend an den Schwindel des Patriarchats, verpackt in ein lyrisches Sacrum, an das mein Vater glaubt.
Vater weiß nicht, dass ich nicht mehr glaube. Ich spreche mit ihm über nichts Wichtiges, obwohl wir hin und wieder aufeinander treffen, denn meine Mutter passt manchmal auf meinen Sohn auf. In diesem Moment, so wie immer mittwochnachmittags, ist der Kleine bei der Oma, aber ich bin nicht auf Arbeit, so wie üblich. Ich streike.
Vater weiß nicht, dass mein Mann, der im Ausland arbeitet, schon jemand anderen hat und ich ebenfalls. Vater weiß nicht, welche Ethnie, welches Geschlecht, welches Alter unsere neuen Partner haben. Warum soll ich es ihm sagen, wenn ich weiß, dass er „solche“ nicht akzeptiert?
Vater weiß nicht, dass ich bei jedem lokalen und zentralen Antiregierungsprotest war, seitdem die Partei an die Macht kam. Seine Partei.
Vater ist ein Mitglied der Partei.
Also was macht er hier?

Kiedyś byłam młodą, rozmodloną panną czytającą Biblię i trzy razy w tygodniu służącą do mszy. Sakramentalną małżonką. Wierzącą w te ściemy patriarchatu, opakowane w liryczne sacrum, w które wierzy mój ojciec.
Ojciec nie wie, że ja już nie wierzę. Nie rozmawiam z nim o niczym ważnym, mimo że widuję go, bo moja mama czasem zajmuje się moim synem. W tej chwili, jak zawsze w środy po południu, mały też jest u babci, ale ja nie jestem w pracy, jak zazwyczaj. Jestem na strajku.
Ojciec nie wie, że mój mąż pracujący za granicą ma już kogoś innego, i że ja mam również. Ojciec nie wie, jakiej rasy, płci i wieku są nasi nowi partnerzy. Po co mam mu mówić, skoro wiem, że on „takich” nie akceptuje?
Ojciec nie wie, że byłam na każdym antyrządowym proteście lokalnym i centralnym od czasu, gdy do władzy doszła Partia. Jego Partia.
Ojciec jest członkiem Partii.
Więc co on tu robi?
2.
Sie sind wie die Pharisäer, über die Jesus sprach: „Sie bürden den Menschen unerträgliche Lasten auf, doch sie selbst rühren keinen Finger, um diese Lasten zu tragen”. Liege in fruchtbaren Nächten neben der Ehefrau, aber fasse sie nicht mal an! Gebäre sechs! Und ziehe sie groß! Lass ihn dich schlagen, wenn er betrunken zurückkommt! Gebäre ein krankes Kind, kümmere dich um es bis Ende des Lebens und sterbe ohne Sicherheit, was mit ihm weiter sein wird! Welcher von ihnen, die da bequem im Pfarrhaus oder der Bischofsresidenz leben, roch zumindest einmal im Leben eine Windel?

Oni są jak faryzeusze, o których Jezus mówił: „Wiążą ciężary wielkie nie do uniesienia i kładą je ludziom na ramiona, a palcem ich tknąć nie chcą”. Leż obok żony w noce płodne, ale jej nawet nie dotknij! Urodź sześcioro! I wychowaj! Pozwól, by cię bił, kiedy wraca pijany! Urodź chore dziecko, zajmij się nim do końca życia i umrzyj bez pewności, co z nim będzie dalej! Który z nich, żyjących wygodnie na plebanii czy w biskupiej rezydencji, chociaż raz w życiu powąchał pieluchę?
3.
Die letzte Kraft, in der ich sie noch sehe, sind Frauen. Die Regierung weicht vor Nichts und Niemandem zurück. Demonstrationen von mehreren tausend Menschen zur Verteidigung der Verfassung oder der Medien zerschlugen sich an ihrem Hochmut wie eine Welle an einem Betonmast. Die Meinungen der EU-Organe oder der internationalen Institutionen gehen komplett an ihnen vorbei. Den einzigen Schritt rückwärts, den sie machten, war unter Druck von Frauen.
Ostatnia siła, w jakiej jeszcze ją widzę, to kobiety. Rząd nie cofnął się przed nikim i niczym. Wielotysięczne manifestacje w obronie konstytucji czy mediów rozbiły się o ich butę jak fala o betonowy słup. Opinie instytucji unijnych czy międzynarodowych mają gdzieś. Jedyny krok wstecz, jaki zrobili, to pod naciskiem kobiet.

Z wolnej stopy 18

Zbigniew Milewicz (opracowanie)
Kto rządzi światem…

Dzisiaj solenizant kończy 65 lat i mam ochotę o nim coś napisać, niekoniecznie laurkę, ale przynajmniej kilka obiektywnych zdań. Od miesięcy na temat współzałożyciela Microsoftu, Billa Gatesa krążą bowiem w świecie złe opinie, w związku z Covid – 19. Jedni zarzucają Gatesowi „tylko” zarabianie na wirusie, inni – wykorzystywanie pandemii do wprowadzenia rządów nad całym światem, a najradykalniejsi, że jest ojcem pandemii, który wirusa z premedytacją stworzył. Teorii tych nie snuje się jedynie wśród miłośników fantastyki, czy na forach dla spiskowców. Są wszędzie – na Facebooku, Twitterze, w mediach. Z ciekawością przeczytałem więc publikację Matyldy Grodeckiej, zamieszczoną w Spider`s Web 12 maja b.r., która zmierza się z owymi oskarżeniami. Artykuł nosi tytuł „Związki Billa Gatesa z pandemią, czyli scenariusz, który miał w głowie od lat“ i przytaczam go tutaj z pewnymi skrótami, bo jest obszerny, ale warto się z nim zapoznać, zanim ktoś nam przyśle smartfonem kolejnego hejta:

Niektórzy miliarderzy inwestują w pasażerskie loty kosmiczne. Bill Gates, po tym jak zbił majątek na Microsofcie, zajął się zbawianiem świata od epidemii. (…) Z majątkiem przekraczającym 100 mld dolarów, z legendą założyciela jednej z najważniejszych firm technologicznych, z ogromnymi dokonaniami jako filantrop, Bill Gates mógł udać się na zasłużoną emeryturę. Niespodziewanie jednak zastąpił Georga Sorosa na pozycji najbardziej znienawidzonego bogacza świata. Człowieka oskarżanego o to, że po cichu pociąga za sznurki tak, by przejąć kontrolę nad całą ludzkością.

A zaczęło się dosyć niewinnie – od nagranego w 2015 roku na konferencji Ted Talk krótkiego przemówienia. Gates na scenę wszedł, pchając wózek z metalowymi beczkami. Pokazał je publiczności i zaczął opowiadać, że kiedy był dzieckiem, ludzkość najbardziej obawiała się wojny atomowej. Dlatego amerykańskie rodziny miały takie metalowe beczki, w których trzymały zapasy jedzenia. Na wypadek ataku miały schować się w piwnicach i żywić się tym, co kryły beczki. Publiczność zaśmiała się. Ale przestała się śmiać, gdy ubrany w różowy sweterek symbol tego, jaką potęgą są dziś firmy technologiczne, zaczął opowiadać o tym, czego powinniśmy się teraz bać. Globalnych epidemii.
– Jeśli coś zabije ponad 10 milionów ludzi w ciągu najbliższych dekad, najprawdopodobniej będzie to wysoce zakaźny wirus a nie wojna. Nie pociski, ale mikroby (…). Pojawi się wirus, który pomimo zakażenia, pozwala czuć się na tyle dobrze, by wsiąść do samolotu albo przejść się na rynek. Źródłem wirusa może być natura – przestrzegał, pasjonująco opowiadając Bill Gates.

Dziś, pięć lat później, w środku globalnej pandemii, jego słowa jeszcze mniej śmieszą. Brzmią proroczo, niepokojąco, dla niektórych wręcz podejrzanie. Jakim cudem ten informatyk bez medycznego czy nawet biologicznego wykształcenia już wtedy widział zagrożenie, które zaskoczyło rządy na całym świecie? I czy możemy z czystym sumieniem mu zaufać, gdy mówi, że wie, jak je zażegnać.

Przestroga wygłoszona w 2015 r. nie była jedyną. Gates opublikował na temat zbliżającego się zagrożenia artykuł w New England Journal of Medicine, a na wykładzie w Bostonie przekonywał o konieczności przygotowania się na nieuchronną pandemię, prezentując symulację rozprzestrzeniania się z Chin na cały świat wirusa grypy. Ojciec założyciel Microsoftu był pewien, że jeśli nic nie zrobimy, nie unikniemy katastrofy.

Przez kolejne lata ostrzegał, że podczas gdy wydajemy krocie na obronność, nasza służba zdrowia pozostaje niedofinansowana. Zwracał uwagę na to, że pomoc krajom uboższym w organizowaniu sprawnie działającego systemu ochrony zdrowia jest nie tylko szlachetna, ale też opłacalna. We współczesnym świecie, po którym podróżujemy z prędkością Boeinga, wirusy mogą rozprzestrzeniać się szybciej niż do tej pory. Dobry stan służby zdrowia na całym świecie, może uratować cały ten świat.

Świat na te przestrogi pozostawał głuchy. A nie powinien.

Bill Gates to nie nerd, który w ciągu jednej nocy z gracza Plague Inc. wyewoluował w eksperta ds. wirusów i epidemii. Stawał się nim przez ostatnie 20 lat. Założona w 2000 r. Fundacja Billa i Melindy Gates od początku skupiała się na walce z chorobami zakaźnymi nękającymi kraje rozwijające się. Analizowała dane medyczne z uboższych państw. Tworzyła nowe systemy zbierania informacji. Negocjowała z firmami farmaceutycznymi. Opracowywała programy szczepień i sposoby, w jakie można leki i szczepionki dostarczyć do krajów nękanych chorobami, o których śmiertelnym zagrożeniu my, bogaci szczęśliwcy, mogliśmy już zapomnieć. Z roku na rok Gates coraz więcej czasu poświęcał Fundacji i coraz mniej swojemu pierworodnemu dziecku, czyli firmie Microsoft. W marcu tego roku zrezygnował nawet z funkcji członka zarządu firmy.

W tym wszystkim Gates nie był tylko chodzącą skarbonką, która organizowałaby charytatywne imprezy i z pięknym uśmiechem wyciągała czeki od innych bogaczy. Gates angażował się merytorycznie – czytał artykuły naukowe, rozmawiał z badaczami, przekonywał polityków, że muszą inwestować w ochronę zdrowia. Razem z Wellcome Trust założył w 2017 r. Coalition or Epidemic Preparedness Innovations, która prowadzi badania nad szczepionkami, dofinansowywał GAVI Alliance, której misją jest zwiększenie dostępu do szczepionek w uboższych krajach, przelewał pieniądze na WHO.

– Kiedy wydaję na coś miliardy dolarów, mam zwyczaj dużo o tym czytać – mówi i wciąż się dokształca.

Gdy więc tylko COVID-19 pojawił się w Chinach, Gates zaczął czytać na ten temat i rozmawiać z ekspertami zajmującymi się badaniem wirusów. Katastrofa, którą od lat przewidywał, zaczynała się materializować. Nawet jeśli cały świat nie był na nią dość dobrze przygotowany, on będzie wiedział tyle, ile da się wiedzieć na tym etapie.

Według Gatesa w walce z pandemią kluczowe są trzy sprawy: utrzymanie kwarantanny, monitorowanie rozprzestrzeniania się wirusa i wynalezienie, a potem dystrybuowanie szczepionki.

Pierwsze ma ochronić populację, w szczególności osoby będące w grupie ryzyka, przed śmiercią i może być osiągnięte dzięki mądrym decyzjom polityków. Drugie ma umożliwić wprowadzenie adekwatnych ograniczeń i programów dostosowanych do realnej sytuacji. Wreszcie szczepienia, bo jeśli nie robi się dostatecznie dużej liczby testów, informacje o tym, jak rozprzestrzenia się wirus i ile osób jest nim zarażonych, są nieprecyzyjne. Sama liczba testów, jak podkreśla Gates, to jednak nie wszystko. Póki nie można przebadać wszystkich, póty trzeba wybierać testowanych rozsądnie według klucza – w pierwszej kolejności poddani badaniom powinni być pracownicy służby zdrowia, w drugiej osoby, które wykazują wiele symptomów choroby, w trzeciej ci, którzy na działanie wirusa byli narażeni.

Ale to trzeci punkt daje nadzieję na powrót do normalności – wynalezienie leku i przede wszystkim szczepionki. A to nie jest ani proste, ani szybkie. W zwykłych warunkach praca nad nią zajęłaby około pięciu lat, z długą fazą kilkustopniowych badań nad jej bezpieczeństwem i skutecznością. Obecne warunki nie są jednak normalne, a każdy kolejny miesiąc, tydzień i dzień bez szczepionki generuje ogromne koszta – dla ludzkiego życia, dla zdrowia i dla gospodarki. Wynalezienie szczepionki będzie wielkim przełomem, ale nie końcem problemów. Potem trzeba będzie wyprodukować jej około 7 mld dawek. Dlatego reszta zadań, którymi zajmowała się do tej pory fundacja Gatesów, zeszła na dalszy plan. Dziś na walkę z COVID-19 idzie niemal 90 proc. mocy fundacji.
– Musimy wydać miliardy, by zaoszczędzić biliony. Każdy dodatkowy miesiąc, który zajmuje stworzenie szczepionki, jest miesiącem, w którym nasza ekonomia nie może wrócić do normalnego funkcjonowania – tłumaczy Gates naswoim blogu.
Fundacja Billa i Melindy Gatesów nie musi się jednak martwić o nagły kryzys finansowania. Gates, posiadający około 105 mld dol, jest drugim najbogatszym człowiekiem świata (palmę pierwszeństwa dzierży CEO Amazonu, Jeff Bezos). Duża część zgromadzonych przez niego funduszy ląduje na kontach fundacji, dzięki czemu stała się ona jedną z najbogatszych i najbardziej wpływowych tegotypu organizacji na Ziemi. To budzi szacunek. I lęk.

Jednak zamiast zachwytów nad przenikliwością informatyka, który jest przecież także jednym z twórców potęgi Doliny Krzemowej, niespodziewanie Gates zaczął budzić ogólnoświatową niechęć. Ba, stał się wręcz symbolem tajnych sił, które miały wywołać epidemię Covid-19. Wywołująca niepokój dokładność przewidywań Gatesa umieściła  go w centrum wielu teorii spiskowych (…). Jednym z obciążających Gatesa dowodów ma być przywołany na początku tego tekstu wykład z Ted Talk. No bo jakże to tak, wszyscy byli wybuchem epidemii zaskoczeni, a 60-letni informatyk wiedział o nim od 5 lat. Oliwy do ognia dolewa AMA (Ask Me Anything, swoisty wywiad, w którym użytkownicy Reddita mogą zadać gościowi dowolne pytanie) z 18 marca tego roku. Miliarder pytany o to, co się zmieni w efekcie pandemii, odpowiedział:
– W końcu będziemy mieć jakiegoś rodzaju cyfrowe certyfikaty, które pokażą, kto już wyzdrowiał albo był niedawno testowany.
Takie rozwiązanie, jak twierdzi, będzie potrzebne, żebyśmy mogli przemieszczać się między krajami. Nie wszystkie państwa poradzą sobie z koronawirusem, a w części świata epidemia będzie trwała dłużej. Żeby stamtąd dostać się do kraju, w którym sytuacja została już opanowana, będą musieli w jakiś sposób udowodnić, że wraz z nimi nie dostaje się tam zaraźliwy wirus. Certyfikat miałby być właśnie takim dowodem.

Wizja cyfrowych certyfikatów zadziałała jednak na wyobraźnie internautów w zupełnie niespodziewany sposób. I szybko zaczęła żyć własnym życiem. Ktoś dopowiedział, że taki certyfikat z pewnością będzie zapisywany na mikrochipach wszczepianych w ciało obywatela. Ktoś połączył tę teorię ze współfinansowanymi z pieniędzy fundacji badaniami nad niewidocznymi tatuażami, z których dane można by odczytać smartfonem.

Protesty antyszczepionkowców w Montanie, w kwietniu 2020 r.

Karmiona strachem wyobraźnia podsuwa wizje totalnej inwigilacji opartej na biotechnologii. Laura Ingraham, prezenterka Fox News, napisała na Twitterze:
– Cyfrowe śledzenie każdego kroku obywateli Ameryki było marzeniem globalistów od lat. Ten kryzys jest dla nich doskonałym narzędziem, żeby je wreszcie zrealizować.

Roger Stone, były doradca Donalda Trumpa, powiedział w wywiadzie radiowym, że to  czy Gates odgrywał jakąś rolę w stworzeniu lub rozprzestrzenianiu wirusa, jest kwestią poddawaną żywej dyskusji. Niby po drugiej stronie globu, ale w tym samym tonie na instagramowym koncie Gatesa wypowiedział się deputowany rosyjskiego parlamentu Dmitrij Ionin.
– Ludzie są zaniepokojeni planem zmniejszenia populacji, boją się chipowania – napisał polityk.
A stąd tylko krok do teorii, że to miliarder stworzył pandemię, by sprzedać potem światu szczepionki i wprowadzić mikrochipy, dzięki którym będzie w stanie kontrolować ludzkość. Jeszcze jeden mały kroczek i słychać, że Gates to Antychryst, a jego niewidzialne tatuaże to szatańskie znamiona.
W takim właśnie tonie od dobrych kilku miesięcy o założycielu Microsoftu coraz mocniej opowiada Alex Jones, skrajnie prawicowy publicysta amerykański, niesławny twórca Infowars. Łączy projekty Gatesa z pandemią i mówi o niewidzialnych tatuażach do śledzenia zaszczepionych dzieci, które mają być refundowane przez fundację Billa i Melindy. Potem dokłada teorię o tym, że kononawirus „został wyprodukowany”, by pozbawić nas płodności, tak jak „chciałby tego Bill”. I by wreszcie wykrzyczeć, że Gates „morduje mnie i moja rodzinę i myśli, że to jest zabawne”, a co najważniejsze, „rządzi całym światem”.
Ten krzyk słychać także u nas.

Plac Szembeka na warszawskim Grochowie, na słupach wiszą zdjęcia uśmiechniętego Gatesa.

„MYŚL. Ta sama osoba, która głosi opinie, że nasza planeta jest przeludniona nagle chce chronić twoje życie SZCZEPIONKAMI”. Gates z miłego pana filantropa, który fundował komputery polskim szkołom, momentalnie wyrósł na uosobienie zła na świecie.

W felietonie opublikowanym kilkanaście dni temu w tygodniku „Sieci Prawdy” Maciej Pawlicki, znany raczej jako producent filmowy (m.in takich dzieł jak historyczne „Legiony”), bierze się za wyjaśnienie, co się dzieje w dzisiejszym świecie i wylicza kilka intrygujących według niego wątków, które – jak zaznacza – absolutnie nie są teoriami spiskowymi. Aż trzy z nich dotyczą Billa Gatesa.
W pierwszej Pawlicki oświadcza, że życiową misją Gatesa (i obecnego szefa WHO Tedrosa Adhanoma) jest depopulacja, do czego miliarder przyznawał się już wielokrotnie i publicznie. W drugim przytacza zorganizowany przez fundację Gatesów Event 201, który odbył się tuż przed wybuchem epidemii w Chinach. Wydarzenie miało na celu przygotowanie się do pandemii także w zakresie kontroli mediów oraz „metod uciszania sceptyków za pomocą technologii”. W trzecim odwołuje się do sprawy szatańskiego patentu Gatesa. 26 marca Światowa Organizacja Własności Intelektualnej opublikowała wniosek patentowy złożony przez Microsoft niemal rok temu. System kryptowalutowy, wykorzystujący dane aktywności ciała (taką bowiem chwytliwą nazwę nosi patent) ma monitorować ludzki organizm (fale mózgowe, tętno, aktywność mięśni, etc.), by identyfikować ludzi i umożliwić im płacenie.
– Za szczególne poczucie humoru Billa Gatesa należy uznać fakt, że zadbał o to, by ten właśnie patent miał właśnie taki numer – WO/2020060606. Widać czytał Apokalipsę według świętego Jana. A czy my czytaliśmy? – kończy dramatycznie Pawlicki felieton zatytułowany „Co nam szykuje Bill 666 Gates”.
Jeszcze dalej idzie Grzegorz Braun, też filmowiec, a także jeden z liderów partii Konfederacja Wolność i Niepodległość, który właśnie na antenie NCzasTV ogłosił, że najwyższy czas na list gończy za Gatesem (…).

To co tak oburza Pawlickiego, Brauna czy Jonesa jest jednak znacznie mniej konspiracyjne, niż by się im wydawało. Bill Gates do swoich „depopulizacyjnych” zapędów owszem przyznaje się często i – co gorsza – nie owijając w bawełnę. Tyle że mówi to, co wiedzą wszyscy epidemiolodzy i lekarze specjalizujący się w chorobach zakaźnych: najlepszym narzędziem do walki z tymi zagrożeniami są szczepionki i … promowanie łatwiejszego dostępu do antykoncepcji.
– Kiedy matka może wybrać, ile dzieci ma mieć, jej dzieci są zdrowsze, lepiej odżywione, mają większe zdolności umysłowe – a rodzice mają więcej czasu i pieniędzy na dbanie o zdrowie i edukację każdego dziecka. W ten sposób rodziny i kraje wychodzą z ubóstwa. Ten związek między ratowaniem życia, niższym wskaźnikiem urodzeń i likwidacją ubóstwa był najważniejszą lekcją, którą Melinda i ja otrzymaliśmy na początku na temat globalnego zdrowia – tłumaczy Gates.

Miliarder nie nawołuje więc do trucia szczepionkami i masowej aborcji. Wręcz przeciwnie – za jedne z najlepszych sposobów na obniżenie przyrostu liczby ludności na świecie (a w szczególności w krajach uboższych) uznaje obniżenie śmiertelności wśród dzieci. I ma na to dane – w krajach, w których śmiertelność wśród dzieci jest niska, spada też liczba porodów.
– Zaskakującym, ale kluczowym faktem, który odkryliśmy, było to, że zmniejszenie liczby zgonów rzeczywiście zmniejsza wzrost populacji… Wbrew maltuzjanizmowi, który głosi, że populacja będzie rosła do granicy tego, jak wiele dzieci da się wykarmić. Rodzice decydują się mieć tyle dzieci, by mieć jaknajwiększą szansę, że kilkoro z nich przeżyje, aby wspomóc ich na starość – pisali Gatesowie w 2009 r. w liście opisującym pracę w fundacji.

Event 201, który tak oburzył Pawlickiego, rzeczywiście się odbył i rzeczywiście dotyczył przygotowania do wybuchu ewentualnej pandemii. Wydarzenie było symulacją rozprzestrzenianie się pandemii koronawirusa. Tyle, że symulacja miała miejsce w Brazylii, a nie Chinach. Ćwiczenie zaś miało na celu uświadomienie uczestnikom konieczności wprowadzenia w czasie pandemii współpracy między państwami i organizacjami prywatnymi. Podobne wydarzenia odbywały się zresztą kilkukrotnie, w 2018, 2005 i 2001 roku. Prawdą jest za to, że w podsumowaniu wydarzenia pojawiło się zalecenie, by w razie wybuchu pandemii kontrolować media. Ale nie o wolność słowa chodziło, tylko o walkę z dezinformacją i kierowanie do wiarygodnych źródeł danych(…)

Może i spiskowe teorie wokół Gatesa powinny budzić co najwyżej wzruszenie ramion. Ale nad potęgą tego miliardera nie da się przejść bez zastanowienia. I takie obawy u coraz większej grupy naukowców i polityków narastały już przed pandemią.
Jeszcze w ubiegłym wieku, w 1998 roku, szef i twórca Microsoftu został oskarżony o stosowanie praktyk monopolistycznych. Politycy i najważniejsze państwowe organy Stanów Zjednoczonych były wtedy przeciw niemu. Do tego stopnia, że firma została uznana za winną zarzucanych jej czynów, a sąd w pierwszej instancji zapowiedział jej podział. Losu AT&T, czyli legendarnego giganta telekomunikacji, który pod taki topór trafił, Microsoftowi udało się uniknąć tylko dzięki apelacji.
Ale i tak Gates był już zmęczony kierowaniem firmą i dwa lata później ustąpił ze stanowiska szefa Microsoftu. Wtedy właśnie zaangażował się w granie nowej roli – filantropa na pełen etat. Szybko Fundacja Gatesów urosła do poziomu potęgi. Wydaje tak ogromne kwoty na działalność w zakresie globalnej ochrony zdrowia, że jej głosu słucha każdy – od międzynarodowych organizacji, przez przedstawicieli biznesu, po rządy poszczególnych krajów, w których działa. Wolący pozostać anonimowym przedstawiciel jednej z genewskich organizacji pozarządowych już w 2017 roku w rozmowie z Politico nazwał Gatesa jednym najbardziej wpływowych ludzi świata i dodał:
– Jest traktowany jak głowa państwa nie tylko w WHO, ale także w G20.

Spotkanie kanclerz Angeli Merkel i niemieckiego rządu z Billem Gatesem w 2008 r.

Głosy, że taka potęga w rękach jednego człowieka i jednej organizacji grozi zachwianiem, o ile nie wręcz wypaczeniem, całego misternego systemu światowej pomocy, to nie spiskowe nawołania Jonesa. To wskazywanie na bardzo realne i potencjalnie groźne zjawisko. Zamiast wyliczać jak wzmocnić własnymi siłami systemy służby zdrowia, kolejne rządy zaczynają w swoich kalkulacjach coraz częściej uwzględniać przede wszystkim wysokość grantów, które miliarder może im dać na badania. Mnożą się więc projekty, które są w stanie relatywnie szybko przynieść wymierne i łatwe do raportowania efekty. A brakuje takich, które zajęłyby się reformą niewydolnych systemów(…)

Jedną z najbardziej znanych krytyk wpływu fundacji Gatesa na plany globalnej ochrony zdrowia była notatka, która wyciekła z WHO w 2008 r. Jej autor, Arata Kochi, który był szefem zespołu do walki z malarią, przestrzegał, że granty Gatesów mogą nie tylko ograniczać różnorodność podejść do rozwiązania problemów, którymi zajmuje się organizacja i promować te forsowane przez fundację i związanych z nią naukowców, ale przede wszystkim drastycznie ograniczają rolę WHO w tworzeniu w demokratyczny sposób standardów i programów w dziedzinie ochrony zdrowia.

Samo WHO jednak o współpracy z Fundacją Gatesów wypowiada się w superlatywach. Trudno się zresztą dziwić – po Stanach Zjednoczonych to właśnie Gates jest największym darczyńcą Światowej Organizacji Zdrowia. A w czasach, gdy prezydent Donald Trump oburzony na WHO, że niewystarczająco skutecznie walczyła z epidemią nowego koronawirusa, zdecydował się wstrzymać jej finansowanie, to informatyk-filatrop okazał się być rycerzem na białym koniu, ratującym sytuację.

Sam Gates oficjalnie oczywiście ani słowem nie skrytykował Trumpa. Jedynie dosyć delikatnie zatweetował: “Wstrzymanie finansowanie dla Światowej Organizacji Zdrowia w trakcie światowego kryzysu zdrowia jest dokładnie tak niebezpieczne, jak to się wydaje. .Jej starania spowalniają rozprzestrzenianie się COVID-19 i jeśli te starania się skończą, żadna inna organizacja nie może jej zastąpić. Świat potrzebuje WHO teraz bardziej niż kiedykolwiek.”
W domyśle, świat potrzebuje też Billa. Tym razem może ktoś mu uwierzy.

Wypierdalać!

Ewa Maria Slaska: To nie mój wpis. Jest niczyj, czyli wszystkich. To my go piszemy. Wy, oni.

Aktywistka feministyczna, Anna Krenz podczas demonstracji pod Instytutem Polskim w Berlinie 24.10.2020 / Foto: Javier Pimentel

Wybieram tylko ikony, foty-memy! Ich publiziere hier nur die echten Ikonen der neuen Freiheitsbewegung in Polen. Wkurwione kobiety. Es sind Frauen, die jetzt kämpfen. Es ist Wut und Mut. To jest wojna. Es ist Krieg.

Wypierdalać! bedeutet verPISst euch und verschwindet, fuck off, weg mit Euch, Arschlöcher! Ihr könnt uns mal und brav sein war gestern. Fuck you, fuck you, fuck you.

https://images.app.goo.gl/9PZDBeYXwU8LKu1NA

Wczoraj w Szczecinie

Ewa Maria Slaska

Jadę do Ojczyzny, ostrzeżona przez kilka osób, że w Polsce surowy lockdown, taki jak był wiosną, ale ostrzejszy, a główna różnica polega na tym, że ludziom po 70 nie wolno wychodzić z domu.
A ja muszę wjechać do Polski i przejechać polskimi kolejami państwowymi przez pół kraju, ze Szczecina do Gdańska.

Dojeżdżam do Szczecina w masce. Na granicy wkładam jeszcze okulary i czapkę, żeby nie było od razu i z daleka widać, że jestem stara. Oczywiście, jak ktoś mnie wylegitymuje, to żadna maskarada mi nie pomoże.
W kasie pierwsze zaskoczenie. Nie ma biletów na pociąg bezpośredni. W czasach poza pandemią to nie problem, wsiada się do Warsu… Ale Warsu nie ma, wsiąść (podobno) nie można. Po dwóch godzinach podejdę do kasy jeszcze raz i, nie wiem dlaczego, ale kupię bez problemu bilet pierwszej klasy. Na razie jednak tego nie wiem i kupuję tanie bilety na pociągi osobowe z trzema przesiadkami. Na nie też muszę czekać trzy godziny.

Trzeba zatem do miasta, a po drodze się maskować. Czy pomogło? Chyba tak, jakieś patrole przechodziły, nie kontrolowały mnie. Nie kontrolowały również innych osób, ale chyba nikt na ulicy nie miał tyle lat co ja. Czyli sytuacja podobna do wczorajszej demonstracji w Berlinie przeciwko czwartkowemu wyrokowi Trybunału. Jestem najstarszą kobietą. Dawniej tylko w kinie i na koncertach punkowych byłam najstarszą uczestniczką, potem na demonstracjach, zwłaszcza tych antyaborcyjnych i w obronie LGBT, ale żeby na ulicy!
Co zatem robić?

Mam trzy godziny czekania. Pogoda ładna, słoneczna, ale jesienna, chłodna. Maszerować przez trzy godziny można, pod warunkiem, że ma się cel, np Santiago, albo np Aleppo, ale tak się przez trzy godziny wałęsać chyba nie dam rady. Nawet czerwony liść  na szarym bruku nie zajmie mnie przez trzy godziny.

Przepis stanowi, że wolno by mi było iść do pracy, ale nie pracuję w Szczecinie. Zresztą niedziela. Do sklepu też mi wolno, i nawet coś kupić, ale “pan jest moim pasterzem, niczego mi nie brak”, no a poza tym niedziela. Knajpy zamknięte, biblioteka zamknięta, postanawiam pójść do kościoła i zobaczyć, czy jakieś o pół wieku młodsze koleżanki robią jakąś zadymę pod hasłem wypierdalać. Uwaga – fota z Berlina, z sobotniej demonstracji.

Koleżanek już nie ma, ale w koszach znajduję ślady ich obecności. Wyciągam poskładane transparenty i ustawiam przy wejściu. Niech sobie wierni, którzy przyjdą na następną mszę też poczytają, a co?

 

To kościòł świętego Jakuba. Stąd ruszały kiedyś i ruszają znowu pielgrzymki do Santiago wśród Gwiezdnych Pól.

Nie dziwią więc tablice o drodze, czyli Camino. Ale kamień przypominający, że przez 400 lat mieszkali tu Kaszubi, jednak zaskakuje. Kaszubi mieszkają na Kaszubach. Tyle wiem. A tu jest Pomorze i to Zachodnie!
***
Myliłam się jednak, twierdząc, że w Szczecinie nie ma starych kobiet. Nie wiem, ile lat mają te dwie, które spotkałam po przyjeździe w głównej hali dworca. Może nie są tak stare jak ja, ale piękne i młode też już dawno nie są. Są ubrane w białe kitle i początkowo myślałam, że to jakiś patrol sanitarny i będą nam mierzyć temperaturę, sprawdzać, skąd jesteśmy i odsyłać na kwarantannę. Wysiedliśmy przecież z pociągu, który przyjechał z wrażego kraju, w którym “Granada” i “zaraza”. “Broni się jeszcze z wież Alpuhary Almanzor z garstką rycerzy”, ale nic mu nie pomoże, kobiety pędzą Araba jak psa, krzycząc głosem wielkim, że nie tu, nie TU, tu tylko dla kobiet, a toaleta dla mężczyzn jest TAM!
Gdy po trzech godzinach wracam na dworzec, idę TU, kobiety o czymś radzą po cichu, wychodzę, myję ręce i wyciągam z plastikowej beczułki “jak wąż kręty” cienki i lekko śliski kawałek papierowego ręcznika. Nie daje się nim nawet z grubsza osuszyć rąk, sięgam więc po drugi kawałek, ale gdzie tam! WARA, znowu wielki głos, tym razem do mnie, WARA, ile ma pani zamiar jeszcze rwać tego papieru, ciągnie i ciągnie, patrzcie państwo…

 

 

 

 

Frauenblick: Europa in der Coronazeit

Monika Wrzosek-Müller

Wissen wir, was wir mit unserer EU in der Zukunft vorhaben?

Die Coronavirus Pandemie zwingt uns über viele Sachen nachzudenken, über Solidarität, Toleranz, Freiheit, Individuum, Rechte, Pflichten natürlich auch über finanzielle Risiken und Bürden, usw., die sie mit sich bringt. Es herrscht Unsicherheit und ja, doch auch etwas Angst, wie die Zukunft sein wird, danach. Wäre es nicht angebracht, über unsere Vorstellungen, quasi einen neuen Anfang für EU nachzudenken und vielleicht eine Umfrage starten in allen EU Ländern und bei allen Bürgern, mit einem breiten Fragenkatalog, sich vergewissern, was wir eigentlich von diesem doch künstlichen Gebilde wollen, wie wir es weiter entwickeln, lenken sollen.

Als in Polen die oppositionelle Bewegung entstand und daraus dann später auch Solidarność, als unabhängige Gewerkschaft wurde, wusste sie ganz genau, auf welcher Seite sie stand. Es war wie ein Imperativ, mobilisierte alle ihre Kräfte und Gedanken. Sie kämpfte dafür ohne Wenn und Aber, ohne viel zu überlegen, was passiert, wenn…

Die Entwicklung zeigte, dass das auch richtig war; es war der richtige Kampf, der richtige Weg. Natürlich mit vielen Mäandern, doch die Richtung stimmte. Es hat vieles verändert, auf einen guten Weg gebracht.

Lange blieb sie danach unpolitisch, es ging auch eigentlich nicht anders, sie zog nach Deutschland um und bis sie politisch hätte tätig werden können, vergingen Jahre. Die deutsche Staatsangehörigkeit nahm sie erst 2009 an. Eigentlich begleitete sie nur ein politischer Gedanke, dass wir Europäer zusammen kommen sollen, unabhängig von allen regionalen Unterschieden, sich zusammentun und eine bessere Welt vorleben. Vielleicht war das auch die andere Seite ihres Lebens, die Umzüge und Änderungen des Standortes haben sie offen und positiv neugierig für das andere gemacht, aber zugleich auch gezeigt, wie viel man gewinnt, wenn sich die Länder unterstützen und einige Herausforderungen gemeinsam meistern.

Die Gründung der EU am 1. November 1993 empfand sie mehr als richtig, sie war begeistert. Doch schnell kamen die Krisen, die Unterschiede machten sich allzu sehr bemerkbar. Trotzdem wuchs die EU, zu den sechs Gründungsländern kamen weitere hinzu. Immerhin schaffte es die Union, eine einheitliche Währung zu etablieren; der Bewegungsfreiheit innerhalb Europas waren kaum mehr Grenzen gesetzt. 1999 waren elf Staaten in der europäischen Währungsunion verbunden, bis 2015 traten weitere acht Staaten bei. Die Europäische Zentralbank wacht über die Preisstabilität und, mal und mehr mal weniger erfolgreich, über die Haushaltsdisziplin der einzelnen Mitglieder. Die Finanzkrise von 2008 überstand Europa weitgehend unbeschadet, doch es wurde schnell deutlich, dass es sogenannte „bessere und schlechtere“ Länder in Europa gab, und diese Aufteilung wurde eigentlich nicht mehr aufgehoben.

Dann kam 2015 die Flüchtlingskrise und die Spaltung oder das Auseinanderdriften der Staaten war nicht mehr zu übersehen. Europa konnte sich auf keine gemeinsame Vorgehensweise einigen, viele Staaten respektierten die europäischen Institutionen nicht. Die Risse zeigten sich natürlicherweise während der Krisen deutlicher; so ging es mit gemeinsamen Aktionen nach der Flüchtlingskrise immer mehr bergab. Einige der Länder spielten ihre eigene Musik ganz für sich und wurden arrogant und beleidigt, wenn man sie zurechtzuweisen versuchte. Manche Kritik an der Art und Weise, wie die EU funktionierte, war vielleicht auch angebracht, und so trieb die Uneinigkeit in der EU ihr Unwesen.

Das Referendum in Großbritannien von 2016 fiel knapp zugunsten des Austritts aus der EU aus; für den Verbleib hatten immerhin 48,11% der Bürger gestimmt. Trotzdem war es wie eine Ohrfeige für die EU, England entschied sich für den Brexit und der Austritt erfolgte im Januar 2020. Da war aber ganz Europa schon mit einem neuen Problem beschäftigt, mit dem es bis heute kämpft und das es auf seine größte Probe stellt. In März befiel ganz Europa, die ganze Welt die Virus-Pandemie, die sich bis heute weiter ausbreitet und in vielen Ländern riesige Problemen schafft.

Sie hat diese Zeit nicht in Berlin verbracht; während der dunklen winterlichen Monate war sie in der wunderschönen Stadt an der Moldau, in Prag. Sie erlebte dort den totalen lock-down und eine leere Stadt mit geschlossenen Geschäften, Restaurants, Cafés, Bars, Museen, Konzerthäusern, Theatern, Kinos. Praktisch das ganze Leben stand still in dieser sonst so von Touristen überlaufenen Stadt. Sie war angetan, wie diszipliniert und verantwortungsvoll die Tschechen mit den Maßnahmen umgingen und sich ihnen fügten.

Doch eines stach in dieser Zeit für sie ganz deutlich ins Auge: es gab praktisch keine gemeinsame Aktionen seitens der EU. Jeder Staat versuchte schleunigst, für sich eine Strategie zu entwickeln, kapselte sich mehr oder weniger ab; manche schlossen die Grenzen, andere ließen ihren Bürgern mehr Freiheit und wollten die sogenannte Herdenimmunität durch höheres Infektionsaufkommen herstellen, wieder andere waren einfach hilflos gegenüber der sich ausbreitenden Krankheit. Sie wartete vergeblich auf Signale aus Brüssel, einen Weg, einen Vorschlag seitens der europäischen Kommission. Es wäre doch möglich gewesen, einen Rat für die Erarbeitung eines Maßnahmenkatalogs zu bilden und, wenn nicht praktisch, dann doch wenigstens symbolisch, Geschlossenheit zu zeigen. Es war wie ein Schlag, nach dem die Schleier fielen, sah man ganz deutlich: die Länder lebten ihre nationalen Gefühle und Gebärden, ihren Stolz wieder aus; es kam zur Konkurrenz, wer es warum und wie besser machte. Das war ihr unverständlich und schmerzhaft, doch die Meldungen übermittelten eindeutig dieses Bild: jeder Staat agierte für sich allein. Irgendwann erst taten sich die Staatschefs zusammen und finanzielle Hilfe für ganz Europa wurde vereinbart. Das war ein gutes und richtiges Signal.

Doch für sie war der Traum ausgeträumt, die ersten Impulse hatten gezeigt, dass sich spontan alles wieder klar in Richtung Nationalstaat; dieser Reflex steckt weiterhin ganz tief in den Köpfen.

So denke sie, dass die EU nach der Corona-Krise einen neuen Anfang machen muss, etwas mehr Gewicht auf moralische, ethische Probleme legen, sich von bloß finanziellem Kalkül weg bewegen. Vielleicht würde, wiederhole ich noch einmal, eine allgemeine Umfrage helfen, in der Bürger aller EU-Staaten aufgerufen wären, sich über die Zukunft der EU, deren Aufgaben, Ziele, Pflichten auszusprechen. Dann könnte man sie (die Bürger und die Staaten) beim Wort nehmen und mit neuen Schwung die Einigung, den Fortschritt weiter vorantreiben, auch in den Bereichen, wo die Stimme der EU gefehlt hat, und bei allen Unterschieden und Interessengegensätzen zwischen den Länder.

Жыве Беларусь!

Pieśń solidarności z narodem Białorusi w wykonaniu z 15 września 2020 roku, publikowana tu dziś w rocznicę napaści związku Radzieckiego na Polskę, z nadzieją, że Жыве Беларусь! Zwrotki śpiewane po polsku, refren po białorusku. Za śpiewanie tej piosenki na Białorusi grozi do 5 lat więzienia.

Słowa: Brom
Melodia i wykonanie: Ryszard Maczel i Krzysztof Malinowski

Жыве Беларусь

Zostało dwóch na placu boju
Białoruś walczy dla przyszłości
Już czas rozliczyć Łukaszenkę!
Nareszcie powiał wiatr wolności

Ja wciąż nadzieję jeszcze mam
Więc wspieram białoruski gniew
Wiem że wybierze demokrację
Nie Saszy rząd, nie jego chlew.

Ды ёсць надзея у мяне
Я бачу беларускі гнеў
Мы скажам Бацьку разам “Не”
Не пойдзем у ягоны хлеў.

“Żywie Bieloruś” krzyczą ulice
Dzisiaj jest szansa na normalność
Wygrajcie bracia z “Baćką”, gdyż
W was żyje jedność, solidarność.

Ja wciąż nadzieję jeszcze mam
Więc wspieram białoruski gniew
Wiem że wybierze demokrację
Nie Saszy rząd, nie jego chlew

Zostało wam ostatnie koło
Pięćdziesiąt procent pół na pół
Odziana w godność praworządność
Lub zniewolenie, bezprawia muł

Ja wciąż nadzieję jeszcze mam
Więc wspieram białoruski gniew
Wiem że, wybierze demokrację
Nie Saszy rząd, nie jego chlew

Słowiańska duszo, w Tobie jutro
Twój głos, to droga ku wolności
Od tego jak postąpisz dziś
Zależy przyszłość potomności.

Ja wciąż nadzieję jeszcze mam
Więc wspieram białoruski gniew
Wiem że, wybierze demokrację
Nie Saszy rząd, nie jego chlew

Ды ёсць надзея у мяне
Я бачу беларускі гнеў
Мы скажам Бацьку разам “Не”
Не пойдзем у ягоны хлеў.

Wy wciąż nadzieję jeszcze macie
Na życie w wolnej Białorusi
Lecz by tak było, tak się stało
Krwawy dyktator odejść musi.

Надзея ў вас яшчэ не згасла
На шчасце вашай Беларусі
На шчасце вашай Беларусі
Рэжым крывавы знікнуць мусіць.

Über Bord

Krzysztof Jagielski

1.

Ende Juli des Jahres 1980 gab es Streiks im Gdingen, dann in Lodz und Warschau.
Die Regierung versuchte durch die Erhöhung der Löhne die Situation zu dämpfen.
Es schien als ob diese Politik Früchte tragen würde; dazu kamen kosmetische Änderungen an der Parteispitze. Ich erwartete schon das Ende der Protestbewegungen.

Mitte August, wegen der ausbleibenden Lieferungen, lag mein Schiff, m/s „Dęblin“ an der Rumänischen Kai  in Stettiner Hafen. Es gab keine Streiks; die meisten Matrosen nahmen Frei, und fuhren nach Hause zur Familien ins Umland.
Ohne Druck versorgte ich das Schiff und übriggebliebene Besatzung.
In der Büros trank man Kaffee, plauderte über Streiks, als ob sie auf dem Mond stattfinden würden. Doch die Ruhe war trügerisch; die Menschen waren angespannt und voller Erwartung.

Am 14. August streikten kurz die Fahrer des staatlichen Bauunternehmens Transbud.
Ich hörte abwechselnd die Auslandssender: Voice of America, Radio Free Europe, BBC London etc.
Die Landesmedien berichteten von „erhöhten Arbeitsbereitschaft“, „zusätzlichen Lieferungen“ und „sporadischen Unterbrechungen in der Arbeit“(…).
Am selben Tag kam die Nachricht vom Streik in Danziger Werft. „Streikt, streikt!“ rief ich innerlich.

Am 15. August standen an der Danziger Bucht alle Räder still. Endlich!
Alle telefonische Verbindungen wurden gekappt – unmissverständliches Zeichen, dass die Regierenden die Situation bedrohlich fanden.
Doch was wird in Szczecin? Das Wetter war regnerisch und es schien, als ob sich die Wolken immer mehr zusammenbrauen (…). Ich wusste, es wird etwas geschehen.

Am nächsten Tag traf Ministerpräsident Babiuch vor die Fernsehkameras und bezichtigte die „antisozialistische Kräfte des Aufwiegelung der arbeitendes Volkes“.
Der Erste Sekretär der polnischen kommunistischen Partei, Gierek, unterbrach sein Urlaub auf Krim und flog nach Warschau zurück.
Doch die Lawine rollte und war nicht mehr zu stoppen.

Am Sonntag waren die Kirchen überfüllt; man sang patriotische Lieder: „Freies Vaterland gib uns wieder o Herr…“; das Händedruck wurde stärker, ansonsten schwieg man (…).

Am Montag, den 18.08., fuhr ich Richtung Werft zum Lieferbetrieb „Baltona“.
Schon vor weitem sah ich weiß-rote Fahnen. Ich gab Gas.
Über dem Eingang der Parnica-Werft ragte ein Riesenaufschrift: „BESATZUNGSSTREIK“. Vor und hinter dem Tor – Arbeiter.
Ich schaute; ich schaute lange und spürte plötzlich wie mir die Tränen zu rollen anfingen.

2.

In der „Baltona“ gab es allgemeine, aber freudige Aufruhr.
„Warski–Werft steht!“ schrien die Menschen und fielen sich in die Arme.
Ich war überwältigt und entschloss mich hinzufahren.
Eine Riesenmenschenmenge stand vor dem Haupttor.
Doch es wurde noch nicht gestreikt: „Wir warten auf den Brych, das Fass ist voll“ sagten die Arbeiter (…).
Diese Nacht konnte ich nicht schlaffen.

Dienstag morgen fuhr ich zum Schiff vorbei an Warski–Werft.
Riesenaufschriften: „Streik“; „Wir solidarisieren uns mit den Danziger Werftarbeiter“; „Wir unterstützen berechtigte Förderungen”.
Am Tor, neben dem Werkschutz, standen Arbeiter mit Helmen und weiß-roten Armbinden.
Auch in Parnica-Werft wurde gestreikt.
Im Hafen angekommen bemerkte ich seltsame Ruhe; alle Kräne standen still.
An Bord wurde mir bestätigt – der Hafen steht; auch Reparaturwerft, das Stahlwerk, das Containerfabrik „Unikon“ und städtische Verkehrsbetriebe streikten.
Vor den Geschäften, trotz des Schauerwetters, bildeten sich Riesenschlangen; alle Lebensmittel, bis auf Salz, wurden restlos aufgekauft.

Ich entschloss mich zum Warski-Werft zu fahren.
Am Haupteingang stand eine Menschenmenge; manche schrieben von den an dem Tor befestigten Transparenten etwas ab… Streikförderungen!
Ich fing an mitzuschreiben: „Punkt 1. Gründung der freien und, von der Partei und Regierung,
unabhängigen Gewerkschaften…“
Ich hielt kurz inne und las noch mal… Ja! Freie Gewerkschaften. Endlich…
Dann folgten weitere 35 Punkte.
„Schnell abschreiben“ sagte ich mir „bevor die Stasi kommt“ (…).
Zu Hause angekommen setzte ich mich an die Schreibmaschine und vervielfältigte die Liste bis mir die Finger anschwollen.
Diese Nacht schlief ich wie ein Stein.

3.

Am 20. 08. gab es weiterhin schlechtes Wetter.
In den morgigen Nachrichten von RFE hörte ich Informationen über Verhaftungswelle unter Mitgliedern von KOR, KPN und ROPCiO, der oppositionellen Bewegungen.

Bis zu diesem Tag war ich eigentlich nur ein Mitläufer; zwar ein erklärter Gegner der Kommunisten, doch ohne mich organisatorisch irgendwo zu betätigen.
Ich wäre bereit auf die Barrikaden zu klettern; doch es gab kein Ruf.
Mein Betrieb war fest in der Hand der Parteimitglieder; es gab keine Streikwillige.
Vielleicht streikte man in Gdingen, doch wir wussten von nichts – es gab keine Telefonverbindungen.

Das Wetter wurde so stürmisch, das man von Schiff aus zusätzliche Leinen an das Kai binden musste. Obwohl im sicheren Hafen, tanzte das Boot wie verrückt.
Von einem Zöllner, der bei uns vorbeikam, erfuhr ich, dass gestern gegründete Interbetriebliches Streikkomitee (MKS) die Gespräche mit einer Regierungsdelegation aufgenommen hat; ich entschloss mich zum Werft zu fahren.

Das Haupttor war mit den Blumen übersät; überall National- und Papstfahnen, sowie Riesenbilder von ihm und Madonna von Tschenstochau; auf der Mauer, wo ein Lautsprecher befestigt war, saßen die Arbeiter. Es wurde eine Direktübertragung der Gespräche zwischen dem Streikkomitee und der Regierungsabgesandten vorbereitet.
Plötzlich hörten wir ein Stimme; raunen ging durch die Menge: „Das ist Jurczyk“.
„Wer ist Jurczyk?“ fragte ich. „Der Vorsitzende von MKS“, wurde mir erklärt.
Er bat für eine Schweigeminute für die Gefallenen des Dezemberaufstandes von 1970.
„Genialer Schahzug“ dachte ich, „wie müssen sich wohl die Regierungsvertreter jetzt fühlen?“ Dann kamen die Streikförderungen; Punkt auf Punkt.
Die Antwort des Ministers Barcikowski klang wie kratzen auf Glas; kurz darauf wurden die Gespräche vertagt.

Ich ging an die am Tor stehenden Arbeiter, überreichte die mitgebrachten ein paar Stangen Zigaretten und versprach den Streikenden fünfzig Liter Suppe aus meiner Schiffsküche täglich, und erntete als Dank den harten Händedruck eines Hafenarbeiters.

Übersetzung aus polnischen – T.J.
Fortsetzung folgt in einer Woche 

Über Krzysztof Jagielski (auf Polnisch) HIER

Fartuszek

Ewa Maria Slaska

Podczas kwarantanny przyzwyczailiśmy się do tego, że dzień składa się z pracy w domu, sprzątania i porządkowania, zakupów, spaceru i filmu na netflixie. Nawet książki okazały się nie tak ważne, jak bycie w domu, bycie razem w domu i w tym domu porządkowanie, jedzenie, spanie i filmy. Kwarantanna minęła, pozostały właściwie tylko maski w metrze i w sklepie oraz nowo odkryta pasja do bycia w domu. Ale konsekwencje są bardziej długotrwałe. Przede wszystkim straciliśmy zainteresowanie dla świata na zewnątrz, dla zgiełku i wydarzeń, które przedtem musieliśmy zaliczyć, ograniczyliśmy konsumpcję, przestały nas interesować “masthevy” i “mastsije”.

To na pewno dobrze, bo znaleźliśmy może nieco ciszy i wewnętrznego spokoju. Ale jednak są też rzeczy, które nam przepadły, które zignorowaliśmy, obok których przeszliśmy obojętnie, których szkoda.

W berlińskim Gropiusbau w ciszy kwarantanny i pokwarantannowej niechęci do czegokolwiek przepadła wspaniała wystawa.

Była cicha, nie dotyczyła niczego spektakularnego, odtwarzała nasz dom. Był więc salon, sypialnia, jadalnia, graciarnia i miejsce, gdzie reperujemy  to, co umiemy zreperować. Teraz myślę, że wystawa Lee Mingwei była profetyczna, bo przecież została zaplanowana na długo przed wybuchem pandemii, a jej przedmiotem było to, co powinno być dla nas ważne, nasza życiowa przestrzeń, nasz dom, nasze przedmioty, nasi przyjaciele i ich losy, losy naszych bliskich, maleńkie prezenty, które możemy sobie nawzajem ofiarować, gdy zaszyjemy komuś rękaw kurtki lub napiszemy do kogoś, że jednak to była nasza wina, nawet jeśli przez całe życie wmawialiśmy jemu, sobie i światu, że to on był winien. Mingwei przypomniał nam, jak ważne jest, byśmy usiedli we dwoje przy herbacie, byśmy napisali do siebie listy, takie ołówkiem czy piórem na papierze, byśmy przyjrzeli się temu, co nas otacza, byśmy naprawili to, co zniszczone i żebyśmy docenili piękno naszego małego, skromnego życia. Wyszłam z tej wystawy poruszona do głębi jej fantastycznym ludzkim przekazem. W czasie pandemii, która przyszła z Chin, chiński artysta pozwolił mi znaleźć równowagę pomiędzy tym, co ważne, a tym co zbędne.

W salonie co tydzień inny zaproszony artysta prezentował… coś. Polska dziennikarka i kolekcjonerka sztuki, Urszula Usakowska-Wolff, prezentowała swoje (i męża) zbiory polskiej sztuki ludowej (maleńki fragment) – zdjęcie Urszula

Ze wszystkich elementów wystawy największe wrażenie zrobiła na mnie kolekcja pudełek z fragmentami czyichś ubrań, do których dołączony był opis… Otworzyłam na chybił trafił jedno z pudełek, zatytułowane Kindergartenschürze, czyli fartuszek do przedszkola.

Okazało się, że jest to polska historia, a fartuszek należał do Kasi. Na fartuszku jest jej imię, ale gdy otwierałam zamknięte pudełko, wcale tego nie było widać. Tak miało być, wybrałam sobie polską historię.

“Fartuszek“, napisała Kasia, “był obowiązkowym elementem stroju dziewczynki w komunistycznym przedszkolu w Polsce. Miał naszywkę z imieniem i kieszeń, w której można było trzymać chusteczkę do nosa, lub schować drugie śniadanie. Mój fartuszek uszyła mi mama. Miałam trzy lata, mieszkałyśmy w Poznaniu, mama była studentką szkoły sztuk pięknych i nie miała pieniędzy. Uszyła więc fartuszek ze swojej ślubnej sukni. Brała ślub, gdy była już w czwartym miesiącu ciąży, a suknię ślubną uszyła sobie z zasłony, która wisiała w mieszkaniu jej mamy, czyli mojej babci. W roku 1980 moja rodzina uciekła do Niemiec Zachodnich Fiatem Uno, a ja zostałam schowana w bagażniku. Mama zabrała wtedy również mój fartuszek, ale nie nosiłam go już więcej, bo w Berlinie w przedszkolu dzieci mogły nosić, co chciały. A mimo to nie mogę się rozstać z moim fartuszkiem.”

Wystawy już dawno nie ma. Ale każdy z nas może ją sobie zrobić na własny użytek we własnym domu, używając elementów własnego życia. Gdybym to ja miała na przykład przygotować eksponat na taką wystawę, włożyłabym do pudełka stary płaszcz mojej mamy, który wciąż jeszcze czasami noszę.


No cóż, zdjęcie ma parę lat. Wtedy protestowaliśmy przed Bramą Brandenburską przeciw Beacie Szydło. Minęło, nawet nie wiem, czy pamiętamy, jaką wstrętną była premierką. Obok mnie moja synowa, a chłopczyk w czapce z białymi uszami misia pandy, to mój wnuk. Nie wiem kto zrobił zdjęcie. Mam na sobie płaszcz mojej Mamy.

Call for a Worldwide Reading

Call for a Worldwide Reading for the democracy movement in Hong Kong on 9 September 2020

German version see below/ deutschsprachige Version unten

The international literature festival berlin [ilb] is calling on individuals, schools, universities, cultural institutions and the media for a worldwide reading for freedom of expression and assembly on 9 September 2020. These readings are intended to draw attention to the situation of freedom of expression, freedom of assembly and human rights in Hong Kong, which were adopted by the United Nations in Paris on 10 December 1948. Hong Kong’s parliamentary elections are also scheduled for September 2020.

The recent arrests of 15 representatives of civil society, the democratic camp and the media are part of a long tradition of sometimes subtle, sometimes offensive efforts by the People’s Republic of China to influence the Hong Kong Special Administrative Region (SAR), which has been semi-autonomous since 1997, and its government formation. New York Times May 22nd: “On Hong Kong, the leadership struck a hard line at the annual meeting of China’s legislature, unveiling a plan to impose sweeping new security laws that would place the territory more firmly under Beijing’s thumb and crack down on antigovernment protests.” The headline of the Frankfurter Allgemeine Zeitung in Germany today: “China wants to put an end to the protest movement in Hong Kong”.

In 2014, the Chinese government stipulated that all candidates for the election of the head of government had to be approved beforehand in Beijing. Known as the “Umbrella Movement”, the population of Hong Kong responded with a series of large-scale demonstrations: Thousands of students and pupils, university teachers and intellectuals, artists, workers and employees demanded, among other things, the withdrawal of the resolution and the introduction of political reforms towards further democratization. There were numerous violent clashes between demonstrators and the police, who used pepper spray and tear gas against the largely peaceful demonstrators and arrested various.

At the end of 2015, five Hong Kong booksellers and publishers were abducted to mainland China where they were interned, interrogated and forced to confess. On February 24, 2020, one of the booksellers, Gui Minhai, was sentenced to 10 years in prison for “illegally passing secret information abroad”. While the Internet, newspapers, television and radio are officially uncensored in Hong Kong, most media are now owned by Chinese investors. Television and radio largely outdo each other in self-censorship.

Since March 2019, there have been renewed large-scale demonstrations against the pro-Beijing Hong Kong government over a draft bill that would also allow the extradition of wanted persons to China. Among other things, the demonstrators were demanding the withdrawal of the extradition bill, universal suffrage and the release of political prisoners. While the draft of the extradition bill was officially withdrawn by the government in September 2019, the responses to the other demands are being sat out. The result: over 1,000 protests and 8,000 arrests since then.

Due to COVID-19, the movement has largely shifted to the Internet in the form of memes and images. At the same time, a focus has been placed on the formation of trade unions in order to make the structures more sustainable. The recent arrests in April 2020 underline China’s ongoing efforts to stop critical voices and freedom of expression in Hong Kong. The leadership in Beijing is using the global crisis to quickly create facts and undermine the “one country, two systems” principle. It is challenging the constitutional requirement of non-interference in Hong Kong affairs and wants to introduce a new security law that can criminalize unpleasant political activities as terrorism. This course highlights the urgent need for international attention and solidarity at this time.

Read the 30 articles of human rights, which you can find in over 500 (!) languages on the website of the United Nations and read by Vivienne Westwood, Nina Hoss, Can Dündar, Patti Smith, Simon Rattle, Ai Weiwei, Elfriede Jelinek, and David Grossman subtitled in the languages Arabic, Chinese, German, English, French, Hindi, Russian, Spanish, and Turkish via our website.

Institutions and persons who would like to participate with a reading on 9 September 2020 are asked to inform us and send information like: name of the organizer, place and date of the event, participants, language of the event and, if you have, website link. Our e-mail address is: worldwidereading@literaturfestival.com. The ilb will announce the events on the website www.literaturfestival.com and in social media.

Aufruf zu einer Weltweiten Lesung für die Demokratiebewegung in Hongkong am 9. September 2020
Das internationale literaturfestival berlin [ilb] ruft Individuen, Schulen, Universitäten, kulturelle Institutionen und Medien zu einer Weltweiten Lesung für Meinungs- und Versammlungsfreiheit am 9. September 2020 auf. Mit diesen Lesungen soll auf die Lage der Meinungs- und Versammlungsfreiheit und der Menschenrechte in Hongkong aufmerksam gemacht werden, die am 10. Dezember 1948 von den Vereinten Nationen in Paris verabschiedet wurden. Im September 2020 ist auch die Parlamentswahl in Hongkong vorgesehen.

Die jüngsten Festnahmen von 15 VertreterInnen der Zivilgesellschaft, des demokratischen Lagers und der Medien reihen sich ein in eine lange Tradition der teils subtilen, teils offensiven Bemühungen der Volksrepublik Chinas, Einfluss auf die seit 1997 teil-autonome Sonderverwaltungszone Hongkong sowie deren Regierungsbildung auszuüben. Die New York Times schrieb am 22. Mai: „Was Hongkong betrifft, so schlug die Führung (Chinas) auf der Jahrestagung der chinesischen Legislative eine harte Linie ein und publizierte einen Plan zur Verabschiedung umfassender neuer Sicherheitsgesetze, die das Gebiet stärker unter die Regie Pekings stellen und gegen regierungsfeindliche Proteste vorgehen würden.“

2014 legte die Regierung Chinas fest, dass alle Kandidierenden für die Wahl des Regierungschefs oder der Regierungschefin zuvor in Peking genehmigt werden müssten. Bekannt unter der Bezeichnung „Regenschirm-Bewegung“ reagierte die Hongkonger Bevölkerung mit einer Reihe von Großdemonstrationen: Zu Hunderttausenden forderten SchülerInnen, Studierende, HochschullehrerInnen, Intellektuelle, KünstlerInnen, ArbeiterInnen und Angestellte die Rücknahme des Beschlusses und die Einleitung von politischen Reformen. Es kam zu zahlreichen Zusammenstößen zwischen Demonstrierenden und der Polizei, die mit Pfefferspray, Tränengas und Festnahmen gegen die weitgehend friedlichen Demonstrationen vorgingen.

Ende 2015 wurden fünf Hongkonger Buchhändler und VerlegerInnen nach Festlandchina entführt und dort interniert, verhört und zu Geständnissen gezwungen. Am 24. Februar 2020 wurde einer der Buchändler, Gui Minhai, für die „illegale Weitergabe von Geheiminformationen ans Ausland“ zu 10 Jahren Haft verurteilt. Während zwar Internet, Zeitungen, Fernsehen und Radio in Hongkong offiziell unzensiert sind, sind die meisten Medien inzwischen im Besitz von chinesischen Investoren. Fernsehen und Radio überbieten sich weitgehend in Selbstzensur.

Seit März 2019 kommt es erneut zu Großdemonstrationen gegen die Peking-nahe Regierung Hongkongs anlässlich eines Gesetzentwurfs, der auch die Auslieferung von gesuchten Personen an China ermöglichen sollte. Gefordert wurden von den Demonstrierenden unter anderem die Rücknahme des Auslieferungsgesetzes, das allgemeine Wahlrecht und die Freilassung von Demonstrierenden. Während der Entwurf des Auslieferungsgesetzes im September 2019 offiziell von Regierungsseite zurückgenommen wurde, werden die Antworten auf die weiteren Forderungen ausgesessen. Die Folge: über 1.000 Proteste und 8.000 Festnahmen seither.

Aufgrund von COVID-19 hat sich die Bewegung größtenteils in Form von Memes und Bildern ins Internet verlagert. Gleichzeitig wird ein Fokus auf das Bilden von Gewerkschaften gelegt, um den Strukturen mehr Nachhaltigkeit zu verleihen. Die jüngsten Festnahmen vom April 2020 unterstreichen die andauernden Bemühungen Chinas, kritische Stimmen und Meinungsfreiheit in Hongkong zu unterbinden. Die Führung in Peking nutzt die globale Krise, um rasch Fakten zu schaffen und das „Ein Land, zwei Systeme“ Prinzip zu untergraben. So stellt sie das in der Verfassung festgelege Gebot der Nichteinmischung in Hongkonger Angelegenheiten in Frage und will ein neues Sicherheitsgesetz einführen, das nicht genehme politische Aktivitäten als Terrorismus kriminalisieren kann. Dieser Kurs verdeutlicht, wie dringlich internationale Aufmerksamkeit und Solidarität gerade jetzt sind.

Gelesen werden sollen die 30 Artikel der Menschenrechte, die Sie in über 500 (!) Sprachen auf der Webseite der Vereinten Nationen finden sowie gelesen von Vivienne Westwood, Nina Hoss, Can Dündar, Patti Smith, Simon Rattle, Ai Weiwei, Elfriede Jelinek und David Grossman, untertitelt in den Sprachen Arabisch, Chinesisch, Deutsch, Englisch, Französisch, Hindi, Russisch, Spanisch und Türkisch über die Website des internationalen literaturfestival.

Institutionen und Personen, die sich mit einer Lesung am 9. September 2020 beteiligen möchten, werden gebeten, uns folgende Informationen zukommen zu lassen: Organisator*innen, Veranstaltungsort, Uhrzeit, teilnehmende Akteure, Veranstaltungssprache, ggf. Link zu Ihrer Webseite. Die E-Mail-Adresse lautet: worldwidereading@literaturfestival.com. Das ilb wird die Veranstaltungen auf der Webseite www.literaturfestival.com und in sozialen Medien ankündigen.

internationales literaturfestival berlin
Chausseestr. 5
10115 Berlin
Fon +49 (0) 30 – 27 87 86 65
Fax +49 (0) 30 – 27 87 86 85
presse@literaturfestival.com

Berlin liest | 6. September 2020 | 9.–19. September 202010. Graphic Novel Day | 13. September 20206. internationales literaturfestival odessa | 23.–27. September 2020

#ilb20 #ilb

http://www.litfestodessa.com
http://www.worldwide-reading.com
http://www.comics-berlin.de
http://www.wordalliance.org