Na moście Feuerbacha
nie Ludwika,
lecz Anzelma,
spotkałam Ewę i Marię.
Usiadłyśmy przy herbacie,
przy piwie
przy stoliku rozchwianym ze starości i bylejakości.
Był chłodny letni wieczór,
poprzedzony upalnymi nocami,
jeden z tych długich dni,
które nie wiadomo czemu nagle stają się coraz krótsze.
Piwo smakowało,
herbata też,
choć była z tych podlejszych.
Zapach starego oleju,
odgrzewanej pizzy i sosu czosnkowego
roznosił się wokół i drażnił nozdrza.
Powoli zapadał zmierzch,
ale miasto nadal jaśniało,
autostrada szumiała wieczorną kołysankę,
a Feuerbach?
nikt o nim nie myślał.
W poniedziałek 22 lipca, w 77 rocznicę rozpoczęcia akcji likwidacji warszawskiego getta, ulicami Warszawy, po raz ósmy, przejdzie Marsz Pamięci. Tegoroczny Marsz, poza upamiętnieniem tej tragicznej daty, będzie poświęcony w szczególności pamięci Władysława Szlengla, genialnego poety warszawskiego getta, który w swojej twórczości przedstawił tragizm życia i śmierci ludzi uwięzionych w zamkniętej dzielnicy.
Organizatorem Marszu jest, jak co roku, Żydowski Instytut Historyczny im. Emanuela Ringelbluma.
Marsz rozpocznie się o godzinie 18:00 przed pomnikiem Umschlagplatz przy ulicy Stawki w Warszawie. Tegoroczna trasa Marszu zakończy się pod kamienicą przy ulicy Waliców, gdzie przed wojną mieszkał Władysław Szlengel.
Władysław Szlengel (ur. 1912 lub w 1914 w Warszawie, zm. 8 maja 1943 tamże) – polski poeta pochodzenia żydowskiego, autor tekstów kabaretowych i piosenek, dziennikarz, aktor estradowy. W latach 1940–1943 przebywał w getcie warszawskim, gdzie kontynuował działalność pisarską i artystyczną. Za sprawą wierszy pisanych w owym czasie zwany jest poetą getta.
Władysław Szlengel
Obrachunek z Bogiem, (Getto Warszawskie, 1943)
Może to był sen – (chociaż nie)
A może zamroczył mnie trunek
Siedzieliśmy razem Bóg i ja
I robiliśmy rachunek…
Bóg był starszym panem
O spojrzeniu pełnym łaski
Miał siwą długą brodę
I chodził bez opaski…
Kenkarty wprawdzie nie miał
Bo przybył prosto z raju
Lecz miał obywatelstwo
Podobno… – Urugwaju
Wyjąłem dużą księgę
A Pan Bóg Watermana
Otwarłem konto – wiara
I rzekłem… proszę pana
Mam lat trzydzieści dwa
Lat sytych albo biedy
Dotychczas Panie Boże
Otwarty miałem kredyt
Mówiono: módl się
Ja się modliłem
Mówiono: pość –
– pościłem…
Przez ciężkie postu dni
Bez kropli wody w ustach
Dla wielkiej chwały Twej
i urojonych ustaw
W męczących smugach świec
W tumulcie izb bóźniczych
Modliłem się byś mógł
uczynki moje zliczyć
Mówiono mi „nie kradnij”
nie kradłem
Mówiono: nie jedz świniny…
(lubię) – nie jadłem
Mówiono: Bóg tak chce…
Mówiono: Boża Droga
Mówiono: nie cudzołóż…
Wstrzymałem się… dla Boga
Mówiono nie zabijaj!
nie zabijałem
Nie miej Boga nademną
– nie miałem…
Są różne miłe święta
Są różne trudne święta
Po dziesięć razy na rok
Kazano mi pamiętać
Kazano siedzieć w kuczce
Pić gorzkie jadać macę…
Pokuty różne czynić
i zaniedbywać pracę
Rzemieniem ściskałem ręce
Księgi zżerałem nocą
i umartwiałem ciało
Przepraszam, pytam – po co ?
Mówiłem: Bóg pomoże
Mówiłem: Bóg ocali
Wierzyłem: Pan Bóg ze mną
Mówiłem: i tak dalej…
Spójrz no, popatrz w księgę
Rzecz jasna, oczywista
Patrz! karta Twoich zasług
w stosunku do mnie – czysta…
Biją mnie w twarz
– Nie uciekam
Jak zwierz tropiony z nory w norę
Czekam… a Ty nic…
Głodno mi chłodno i tęskno
Droga wciąż dziksza, daleka
Pusto – wokoło, martwo
Nie płaczę… – czekam…
Na wiatr więc wyrzucone
Błagania posty lament
i sto tysięcy modlitw
i pół miliona „Amen”…
Co Ty mi dajesz dziś
Za wszystkie me uczynki
Ten blok…
Tę blaszkę… plac –
Te bony – czy Treblinki?
Czy jeszcze czekasz bym
Pojutrze jak testament
Pod pruski idąc gaz
Powiedział jeszcze „Amen”?
No mów coś, proszę mów –
Rachunek wyjm z ukrycia
Otwarte ksiegi – patrz! –
Wspólniku mego życia…
Ten miły starszy pan,
z którym przy stole piłem
Ołówek wziął do ręki i rzekł…
i tu się przebudziłem
Czy to był zwykły sen? –
Czy też mnie zmorzył trunek? –
Lecz do dziś nie wiem jak
się skończył obrachunek.
(piosenka a’la gangstarap;
co zdanie padają słowa niecenzuralne,
jak fuck you motherfucker
więc ich tutaj nie zamieszczam)
miliardy puszeczek pandory
o nazwie smartfon 24/7
włożonych do kolebki nowemu pokoleniu;
little sister is watching u;
facebook ist unser hirte,
a europa,
to ziemia obiecana
gdzie radykalna feministka i proboszcz (albo pastor, rabin, imam etc)
spotykają się na ukwieconym skwerze
i dyskutują, elegancja francja, o metodach zapładniania jak i przerywania ciąży,
a na koniec kiwają do siebie przyjaźnie
i rozchodzą się do swoich owieczek;
a na linii elektronicznego frontu harcuja hakerzy, spamerzy, hejterzy i ich przeciwnicy;
jak w jednym z filmów rolanda topora
transportujemy nasze agresje na inną planetę
alleluja i utopia!
to nie traktory a ajfony
zdobywają
niepewne jutro
Jak zamknięta dłoń,
zamyka się i otwiera,
otwiera i zamyka…
Mgnienie oka, kamera
genialna, na mój klimat,
na mój we mnie świat.
W zamkniętej dłoni,
…i tak ci nie pokażę,
odwaga w otwartej,
by podzielić się słowem,
bólem, smutkiem,
radością i zachwytem.
Otwieram dziś moją,
prosząc los, by wszystko
zostało tak, jak jest…
TAK JAK JEST!
***
Uwaga: Wszystkie wpisy Teresy Rudolf są jej autorską kompozycją, co oznacza, że jest ona nie tylko autorką wierszy, ale dokonała też wyboru muzyki i filmów wideo lub zdjęć, które towarzyszą jej poezji i ją uzupełniają.
Wyjeżdżam na Wyspy Szczęśliwe, choć autor, który mnie tam zaprosił, ogłosił w międzyczasie, że Wysp już nie ma. Zobaczymy jednak. Na pewno jednak Barbie umarła, tak jak umarły Urszulka i lalka Lola, mieszkanki Wysp Szczęśliwych.
Tabor Regresywny
W związku z kolejną odsłoną Apokalipsy, Tabor Regresywny pod kierunkiem Emerytowanego Komandora Spływu Kajakowego, autora “Historii seksu”, organizuje ewakuację na Wyspy Szczęśliwe. Ewakuacja ograniczona do Kobiet i Dzieci. Dla mężczyzn przygotowaliśmy kurs: “Jak być kobietą”.
Jednym z mieszkańców Wysp jest…
…Kot Wdzydzki, endemiczny, niegroźny, tylko jak sobie wypije to lepiej mu schodzić z drogi.
Pewnego dnia otrzymałam zaproszenie, na Wyspy i na spotkanie z kotem. Przyjęłam.
Niestety po kilku dniach od tej pięknej zapowiedzi i zaproszenia, ukazał się kolejny wpis na FB…
Piecyk do kawy typu Dar Hasioka, model Wdzycki Kąt (patrz zdjęcie poniżej). A Wysp Szczęśliwych już nie ma. Były, ale zostały wykupione przez koncerny turystyczne. Pobudowali tam hotele i baseny, zatrudniają miejscowych, by w regionalnych strojach udawali, że są szczęśliwi. Prawdopodobnie w Kosmosie są Wyspy Szczęśliwe. Pytanie jak się tam dostać, jednocześnie wystawiając do wiatru koncerny turystyczne wszelkiej maści?
A tu jeszcze pierwotna wersja piecyka do kawy.
Kiedyś w Berlinie autor pojawił się z piecykiem, który składał się z kubka i ogniska nieconego z roślin przydrożnych. Ta wersja (chyba) nie doczekała się zdjęcia.
PS z Wikipedii i innych źródeł: Wyspy Szczęśliwe (gr. Μακάριοι ΝήσοιMakárioi Nḗsoi) – w mitologii greckiej część Hadesu – miejsce, dokąd (według niektórych wierzeń) mieli się udawać cnotliwi zmarli, by tam zaznawać wiekuistego spokoju. W XVI wieku często utożsamiano je z Wyspami Kanaryjskimi.
PS z jednym wierszem i zdjęciem (Autor Jan Kochanowski, Foto EMS).
TREN X
Orszulo moja wdzięczna, gdzieś mi sie podziała?
W którą stronę, w którąś sie krainę udała?
Czyś ty nad wszystki nieba wysoko wniesiona
I tam w liczbę aniołków małych policzona?
Czyliś do raju wzięta? Czyliś na szcześliwe
Wyspy zaprowadzona? Czy cię przez tęskliwe
Charon jeziora wiezie i napawa zdrojem
Niepomnym, że ty nie wiesz nic o płaczu moim?
Czy człowieka zrzuciwszy i myśli dziewicze,
Wzięłaś na się postawę i piórka słowicze?
Czyli sie w czyścu czyścisz, jesli z strony ciała
Jakakolwiek zmazeczka na tobie została?
Czyś po śmierci tam poszła, kędyś pierwej była,
Niżeś sie na mą ciężką żałość urodziła?
Gdzieśkolwiek jest, jesliś jest, lituj mej żałości,
A nie możesz li w onej dawnej swej całości,
Pociesz mię, jako możesz, a staw sie przede mną
Lubo snem, lubo cieniem, lub marą nikczemną.
Lalka Lola, kto ją wrzucił do śmietnika?
Wyrzucona, tak, ale jednak ktoś ją tu starannie ułożył.
Ściska coś za gardło,
kleszcze zaciskają się
coraz bardziej na szyi.
Łzy napływają do oczu
bezwstydnie zawstydzając,
pokazując się niechciane.
Serce kołacze, bije uroczyście
dzwonami świątecznymi,
na mszę dziękczynną,
że mogę czuć, co czuję.
że nie muszę być kretem
chowającym się pod ziemię,
bo zostałam w porę uchwycona
w ogromne objęcia ramion
Twego wzruszenia…
Strach…
Dzikie zwierzę pędzące
za mną, pęd czyichś nóg,
jest już, tuż, tuż, o Boże…
Serce biegnie szybciej
niż ja, pobija swój rekord biegu
do zawału, oby nie wygrało..
Perkusja w uszach gra
“na maksa” na bębnach,
aż głowa się rozlatuje…
Strach przed niezdążeniem,
i przed ucieczką czegoś
bardzo ważnego goni…
Strach przed tym, co goni,
i o to co już ucieka,
usadza mnie wciąż
na wózku inwalidzkim,
powiedziała mi ta kobieta,
spokojnie,
bez lęku…
Siedząc na takim
właśnie wózku…
Wstręt
Ogarnia me ciało
gwałtownie, napastliwie,
zawsze od stóp do głów.
Wpada nagle w nos,
od razu przewraca mi
tak wrażliwy żołądek.
Może to być zapach
i widok czasem też,
a i dotyku nie pomija.
We mnie mimowolna
rewolucja wszystkich
zmysłów, jakie mam.
Coś wszechmocnego,
coś niewolniczego,
nie da się mu oprzeć.
Ale jest też inna forma
znana na pewno każdemu,
obrzydzenie do słów,
wstręt do elegancji widoku,
a smrodu wstrętnych czynów,
wywracająca znów żołądek.
Wstręt bezlitosny do kogoś,
śmierdzącego zgnilizną
wszystkiego, co ludzkie.
***
Uwaga: Wszystkie wpisy Teresy Rudolf są jej autorską kompozycją, co oznacza, że jest ona nie tylko autorką wierszy, ale dokonała też wyboru muzyki i filmów wideo lub zdjęć, które towarzyszą jej poezji i ją uzupełniają.
Zapraszamy do Szczecina w Berlinie (Wir laden ein, aber zuerst noch ein Gedicht. Zur Einladung bitte nach unten scrollen).
Najpierw wiersz, a zaproszenie poniżej.
Okazuje się, że Książnica Pomorska wpadła na ten sam pomysł co ja i publikuje jeden wiersz różnych szczecińskich poetów. Na szczęście ja już w międzyczasie przestałam liczyć na jeden wiersz i publikuję tyle, ile mi się przyśle, uważając, że nie ma to jak poezja latem.
A skoro jesteśmy w Szczecinie, to zapraszam(y) dziś na berlińską ulicę szczecińską…
Rund um den Stettiner Bahnhof: Geschichte der Verkehrswege Berlin-Stettin
Wann: 13. Juli 2019 um 16 Uhr Ort: Gemeindesaal der Berliner Stadtmission Stettiner Straße 45, 13357 Berlin
Die Stettiner Straße verdankt ihren Namen der Nähe zur Berlin-Stettiner Eisenbahn. Vor ungefähr 180 Jahren verliefen entlang der Straße die Eisenbahnschienen Richtung Stettin. Der Stettiner Bahnhof war einer der großen Berliner Kopfbahnhöfe und Ausgangspunkt der Bahnstrecke nach Stettin. Jetzt erinnern nur die alten, neu gestalteten Bahngleise mit den Namen der Zielorte daran. Bis heute ist lediglich der Stettiner Vorortsbahnhof, umgangssprachlich „Kleiner Stettiner“ genannt, erhalten geblieben.
Das und viel mehr erfahren Sie am 13. Juli 2019 um 16 Uhr in dem Gemeindesaal der Berliner Stadtmission, Stettiner Straße 45, 13357 Berlin. Der Vortrag „Rund um den Stettiner Bahnhof: Geschichte der Verkehrswege Berlin-Stettin” wird von Dr. Andreas Jüttemann, Autor und Stadthistoriker, gehalten.
Begleitend zu dem Thema wird noch ein Spaziergang zu der Infotafel “Grünzug auf dem Gelände der ehemaligen Stettiner Eisenbahn” angeboten.