Ten wpis uzupełnia post sprzed tygodnia o Sylwanie, szkole Prababci, Eugenii Lublinerowej, w Olesinie; jest też oczywiście uzupełnieniem moich wpisów o Prababci (tu też).
Artur Czyżewski
Olesin – wieś w Polsce położona w województwie mazowieckim, w powiecie mińskim, w gminie Dębe Wielkie. W roku 2013 wieś liczyła 483 mieszkańców. Niepozorna wieś, obecnie intensywnie zasiedlana z powodu jej podwarszawskiego położenia. Wieś wśród lasów i pól. Nic szczególnie wyróżniającego ją na tle innych okolicznych miejscowości. Wręcz można by rzec – na uboczu. Tyle. No nie. Olesin to jeszcze CHEMA. Działająca od 1957 roku firma (przekształcona 24.04.2014 roku ze Spółdzielni pracy w spółkę z o.o.). Producent środków antykorozyjnych dla motoryzacji i przemysłu metalowego z uwzględnieniem potrzeb przemysłu zbrojeniowego. Tyle? Okolicznym mieszkańcom Olesin i „Chema” mogą kojarzyć się jeszcze z klubem piłkarskim klasy B, notabene z Cisia gmina Halinów, którego wyżej wspomniany zakład przez kilka sezonów był strategicznym sponsorem, za co cisieńscy sportowcy z dumą nosili jego imię na koszulkach. Tyle! Tyle to wie każdy!
Nieliczni wiedzą jeszcze, że Olesin to miejsce, pole bitwy. Bitwy z 31 marca 1831 roku (Powstanie Listopadowe) opisanej szczegółowo w KURIERZE SKRUDA 15.03.2011 przez Grzegorza Witkowskiego http://kurierskruda.pl/index.php/bitwa-pod-debem-wielkim-31-marca-1831/historia-regionu.
A też i pole bitwy 1920 roku zwanej Bitwą warszawską
http://kurierskruda.pl/index.php/sladami-bitwy-warszawskiej-po-ziemi-halinowsko-debskiej/historia-regionu również opisanej w naszym KURIERZE przez Grzegorza Witkowskiego. To wreszcie miejsce potyczek w roku 1939 podczas kampanii wrześniowej szeroko przy różnych okazjach przez nas opisywanej.
http://kurierskruda.pl/index.php/obchody-74-ej-rocznicy-bitwy-pod-debem-wielkim/historia-regionu
http://kurierskruda.pl/index.php/15-09-1939-niemieckie-falszerstwa-ciag-dalszy/historia-regionu
Od kwietnia 2014 roku za sprawą naszego KURIERA i panów Andrzeja Konowrockiego i Jana Majszyka Olesin może kojarzyć się jeszcze ze zrzutowiskiem „ZEGAR” i akcją „SALAMANDER”, o czym od 5.04.2014 przypomina pamiątkowy obelisk.
http://kurierskruda.pl/index.php/wspomnienie-70-tej-rocznicy-operacji-salamander/historia-regionu
http://kurierskruda.pl/index.php/70-rocznica-zrzutu-w-olesinie/historia-regionu
http://kurierskruda.pl/index.php/las-pod-cisiem-1944-a-polska-prezydencja-w-ue/historia-regionu
***
Od kiedy redaguję KURIER SKRUDA, Olesin powraca w różnych sytuacjach jak bumerang. Odsłaniając pamiątkowy kamień w kwietniu 2014 roku zdawałem sobie sprawę, że to dopiero początek mojej opowieści o Olesinie. Dawali mi to do zrozumienia przy każdej możliwej okazji wymienieni powyżej panowie. W wielu wspomnieniach z Olesina powiązanych z wydarzeniami przywołanymi w KURIERZE pojawia się dwór w Olesinie. Tak było również podczas prac nad upamiętnieniem zrzutowiska „ZEGAR”. Wówczas pan Majszyk pokazał nam odbudowany niedawno dwór w Olesinie, zlokalizowany przy ulicy Pałacowej, (dlaczego Pałacowej? Nie udało mi się ustalić – pałacu tam na pewno nie było). Pan Jan pokrótce opowiedział historię tego miejsca i kilka anegdot z nim związanych. Na przykład powiedział, że po wojnie dwór został skomunalizowany i przekształcony na mieszkania socjalne oraz warsztat naprawy traktorów. Że komunalni mieszkańcy dworu pozbywali się popiołu z pieców bezpośrednio przez okno. Że widział jak popiół po kilku latach sięgał parapetów.
Przywołał też wspomnienia pana Józefa Retingera, który po zrzucie na oddalonym około 1 km od dworu zrzutowisku, transportowany był do niego około 7 godzin, okrężną drogą w celu zmylenia niemieckiego pościgu. Opowiadał, że podczas niemieckiej okupacji we dworze działała partyzancka radiostacja. Że przy dworze były stawy, na stawach wyspa, a na niej kapliczka z cennym drewnianym tryptykiem, później utopionym w stawie przez „wschodnich wyzwolicieli”.
- Dwór w Olesinie – przez dziurę w ogrodzeniu
- Kamienna droga do dworu w Olesinie z przystanku PKP Dębe W.
- Kapliczka na wyspie przy dworze w Olesinie
Pan Jan mógłby tak opowiadać godzinami. Zacząłem szukać informacji o Olesinie.
Oficjalna, gminna strona internetowa opisała historię Olesina: http://www.bip.debewielkie.pl/, http://kurierskruda.pl/index.php/historia-olesina/historia-regionu ,ale zaproponowany przez miejscowych włodarzy opis jest niespójny i pełny sprzeczności zwłaszcza w kontekście wspomnianego dworu. W pierwszej części historii dworu pojawia się informacja, że w Olesinie Dużym był folwark rosyjskiego pułkownika a może generała, od którego majątek nabył senator Jan Zagelniczny. Dopiero po ich podziale na gruntach Olesina powstały dwa samodzielne folwarki – większy, liczący 490 mórg i trzykrotnie mniejszy Olesin Mały, w którym p. Prozen założył szkołę nauczania początkowego, gdzie pierwszą swoją pracę nauczycielki podjęła, niezapomniana Józefa Fijałkowska. W 1878 r. we wsi Olesin doliczono się 167 mieszkańców. Na początku XX wieku wzniesiono solidny dwór. Z dworu do Traktu Brzeskiego – obecnej drogi krajowej nr 2 – prowadziła droga brukowa obecnie nazwana ulicą Brukową. Z początkiem XX wieku w księgach pojawiają się nazwiska współwłaścicieli folwarków: ks. Stanisława Zaremby, syna Franciszka – pierwszego proboszcza Parafii w Dębem Wielkim oraz Stanisława Leopolda Lublinera. W 1917 r. ksiądz Zaremba został zmuszony do sprzedania majątku senatorowi Janowi Zagelnicznemu i jego żonie Eleonorze. Senator Zagelniczny, jako jeden z pierwszych w kraju, zmeliorował swój majątek, założył ,,letnisko szkolne”, w którym uczyła się i wypoczywała warszawska młodzież.” Jak widać z oficjalnej historii opublikowanej na stronach internetowych gminy Dębe Wielkie wynika, że senator Zagelniczny nabył dwór od rosyjskiego generała i że nabył dwór od księdza Zaręby – było to dla mnie bardzo zastanawiające? Ze stacji kolejowej w Halinowie, przez Cisie, Żwirówkę dotarliśmy do Olesina. Następnie do wsi Ostrów Kania, gdzie Pan Majszyk pokazał nam inny jeszcze istniejący (w fatalnym stanie) miejscowy dwór. Jak twierdzi nasz przewodnik, mieszkał w nim wachmistrz 1 pułku ułanów Legionów Polskich, adiutant Naczelnika Państwa i Naczelnego Wodza Józefa Piłsudskiego. Kawaler Krzyża Virtuti Militari Janusz Olszamowski(1887-1920). Olszamowski, który zginął w bitwie pod Kijowem, był synem Bolesława Olszamowskiego (1848-1920), historyka prawa, adwokata broniącego powstańców styczniowych. Obok dworu znajduje się najstarszy w gminie Dębe Wielkie dąb szypułkowy (również w fatalnym stanie). Dąb jest pomnikiem przyrody (Orzeczenie PWRN Warszawa z 1971 r.), posiada obwód 672 cm, wysokość 18 m, a jego wiek szacuje się na ponad 500 lat. Prawdopodobnie pamięta czasy puszczy, od której wzięło swoją nazwę Dębe Wielkie.
- Dwór w którym mieszkał adiutant Józefa Piłsudskiego Janusz Olszamowski
- Dwór Ostrów Kania
- Dwór Ostrów Kania
Więcej:
– http://kurierskruda.pl/index.php/olesin-cisie-debe-wielkie-skruda-dluga-k-opowiesc-rzeka-czesc-ii-janusz-olszamowski/historia-regionu
– http://kurierskruda.pl/index.php/olesin-cisie-debe-wielkie-skruda-dluga-k-opowiesc-rzeka-czesc-iii-sylwana/historia-regionu














W marcu 1944 roku, Ciocia skończyła właśnie 14 lat, aresztowano całą rodzinę. Wiktor został z Pawiaka odtransportowany do obozu w Stutthofie, gdzie przebywał do końca wojny. Opuścił obóz zimą 1945 roku, pędzony w marszu śmierci gdzieś na Zachód, w stronę Niemiec i zapamiętał niezwykłą opiekę, jakiej udzielili więźniom mieszkańcy Żukowa. Napisze o tym po latach w książce Warszawiacy w Stutthofie, którą obecnie wznowiło Muzeum w Sztuthofie, niestety już bez tej niezwykłej okładki, której tajemnicę znała moja Mama, a której nie znały ani Ciocia ani jej córki, co się okazało jesienią tego roku we Florencji, podczas rodzinnego wesela. Mama zaraz po wydaniu książki pokazała mi, jak ta okładka została skomponowana. Przez całą jej szerokość, a więc przód i tył, biegł nabazgrany na szarym murze biały napis Pawiak. Nazwa uzasadniona, bo stąd autora wywieziono do Sztuthofu. Gdy książka była zamknięta, na jej przedniej okładce pozostawały tylko dwie litery – AK! Niewątpliwie inteligentny zabieg grafika – Sylwestra Wieczorka, ale czy na sugestię ze strony dziadka? I czy dyrektor wydawnictwa, niezapomniany Edward Mazurkiewicz, wiedział o tym? Tego się już zapewne nigdy nie dowiem. W każdym razie „numer” przeszedł. Niezauważony przez cenzurę czy za jej przyzwoleniem? Był rok 1971. Tego też się już pewnie nie dowiem.

Z Wikipedii:










