Reblog z dyskusją. Pomnik polskich ofiar wojny w Berlinie

Krzysztof Ruchniewicz

Reblog  Po co jeszcze jeden pomnik w Berlinie?

Czy w Berlinie powinien powstać jeszcze jeden pomnik poświęcony ofiarom II wojny światowej? Chodzi o obywateli polskich, którzy cierpieli i ginęli podczas ostatniej wojny z rąk niemieckiego okupanta. Czy można poświęcić tylko jednej grupie narodowej (lub państwowej) osobny pomnik? Co z innymi pomysłami upamiętnienia, które pojawiły się już wcześniej? Czy nie powinno się postawić pomnika wszystkim ofiarom niemieckiej agresji w krajach Europy Środkowo-Wschodniej?

Niechęć do pomników?

To prawda, że po 1945 roku w podzielonych Niemczech niechętnie stawiano pomniki ofiarom nazizmu z krajów okupowanych. Pewnego rodzaju wyjątkiem jest pomnik „Polskiego Żołnierza i Niemieckiego Antyfaszysty“, który odsłonięto w 1972 roku w Berlinie Friedrichshain1. Nie jest on jednak związany z upamiętnieniem ofiar nazizmu, a raczej oporu przeciw nim. Dzisiaj pomnik ten jest jedynie świadkiem historii i przykładem dawnej polityki historycznej. Także przebudowa niczego nie zmieni, bo jego symboliczne przesłanie jest jasno określone.

W połowie listopada 2017 roku grupa ponad 80 niemieckich osobistości wystąpiła z nowym / starym pomysłem budowy pomnika poświęconego zamordowanym polskim obywatelom, który miałby stanąć w centrum Berlina. Apel wystosowano do nowego Bundestagu2, trwa obecnie dyskusja na ten temat. W mediach przypomniano, że istnieje już inna inicjatywa upamiętnienia ofiar nazistowskiej okupacji Wschodu3, a pomnik ofiar holokaustu obejmuje także dużą część polskich ofiar4. Każda z tych propozycji jest ważna i godna podkreślenia, jednak moim zdaniem nie oddaje specyfiki problemu.

Vernichtungskrieg

Atak Niemiec hitlerowskich na Polskę w 1939 r., pierwszą ofiarę nowej wojny światowej, różnił się od dotychczasowych konfliktów. Od pierwszego dnia była to wojna zbrodnicza5. Celem była likwidacja polskich elit oraz podporządkowanie reszty społeczeństwa. Symbolem barbarzyństwa jest niewielkie miasto Wieluń, leżące wtedy na pograniczu polsko-niemieckim, które zniszczono niemal całkowicie z powietrza. Następne miesiące stały pod znakiem celowej eksterminacji (egzekucje w Lasach Piaśnickich na Pomorzu, podwarszawskich miejscowościach Wawer i Palmiry) i niszczenia polskiego majątku.

Rozpoczęto szeroko zakrojone przesiedlenia, które trwały całą wojnę. Do pracy przymusowej skierowano miliony obywateli polskich, także w obozach koncentracyjnych. Mimo istnienia silnego oporu, Niemcom udało się dokonać licznych akcji pacyfikacyjnych, mordów na ludności cywilnej. Siłą zdławiono powstanie w getcie w 1943 r., rozpaczliwą walkę resztki polskich Żydów, a w 1944 r. powstanie warszawskie. Podczas jego trwania wymordowano ponad 150 tys. cywilnych mieszkańców.

Zbrodnie ZSRR

Straty z rąk niemieckich nie były przy tym jedynymi. Dwa tygodnie po napaści niemieckiej do wojny przyłączył się ZSRR, który na ziemiach wschodnich Polski rozpoczął – podobnie jak wcześniej Niemcy – politykę eksterminacji i represji, która trwała do czerwca 1941 r. Aresztowania i deportacje objęły ok. 500 tys. osób. Symbolem zbrodni jest Katyń. Tam wiosną 1940 r. zabito strzałem w tył głowy kilka tysięcy Polaków. Stanowili oni część z 22 tysięcy oficerów i cywilów, o których rozstrzelaniu zadecydowało wtedy kierownictwo radzieckie. Warto pamiętać o zmieniającej się roli ZSRR w czasie wojny, w tym właśnie o latach współpracy między Hitlerem a Stalinem w 1939-1941 r.6

Propozycja budowy pomnika poświęconego polskim ofiarom niemieckiej okupacji w centrum Berlina odpowiada skali i znaczeniu w polskiej historii lat II wojny. W wyniku niemieckiego terroru prawie 6 mln. obywateli polskich straciło życie, w tym ok. 3 mln Żydów. Od początku ziemie polskie były laboratorium zbrodni na Żydach i Słowianach, którego „osiągnięcia” zastosowano po napaści na ZSRR.

Pomysłodawcy (wzniesienia nowego pomnika w Berlin – przyp. red. ) jako miejsce lokalizacji pomnika wskazują Askanischer Platz przed ruinami Anhalter Bahnhof. Przypomnijmy, że właśnie tu w 1940 r., okresie niemiecko-radzieckiego współdziałania, spotkali się Joachim von Ribbentrop i Wiaczesław Mołotow. Upamiętnienie polskich ofiar może poszerzyć wiedzę o przebiegu okupacji niemieckiemu społeczeństwu. Często bowiem ogranicza się ona do ofiar Zagłady, a pomija polskich obywateli innych narodowości i wyznania7.

Upamiętniać i przypominać

Wzniesienie pomnika jest potrzebne dla relacji polsko-niemieckich. Jak widać, wojna mimo upływu czasu odgrywa w nich nadal znaczącą rolę. Obiekt powinien jednak wyrażać dwie rzeczy, upamiętniać i przypominać. Po 1945 roku, w warunkach głębokich podziałów i wrogości, znalazły się w Polsce i Niemczech osoby, które mimo wszystko dążyły do nawiązania dialogu i pojednania. Ten aspekt powinen być także obecny w przestrzeni publicznej. Do dzisiaj w Niemczech nie ma miejsca pamięci, które byłoby poświęcone takim osobom. A przecież nie chodzi tylko o przypominanie zbrodni i ofiar, ale także o znaki pamięci, dające nadzieje i umacniające wiarę, że możliwy jest pokojowy, przyjazny byt narodów-sąsiadów. Mimo ciężaru historii, nie jesteśmy przecież skazani na konflikt.


Kochani Czytelnicy, przypisy do tekstu Krzysztofa Ruchniewicza znajdziecie na samym końcu tego wpisu. Na razie jeszcze sobie z autorem podyskutuję. Przeczytałam bowiem zreblogowany tu tekst z bardzo mieszanymi uczuciami. I to co najmniej z dwóch powodów.

Po pierwsze nie lubię pomników i to z tak wielu powodów, że nie sposób ich wszystkich tu przytoczyć. Generalnie jestem zdania, że – oczywiście, musimy pamiętać, o tym co było, aby uczcić tych, których uczcić trzeba i przypomnieć o winie tych, których winy nie daje się zmazać. Ale znacznie ważniejsze wydaje mi się Pojednanie, a najważniejsze jest to, co dzieje się teraz i co zdarzy się w przyszłości. Najważniejsze jest to, że po 250 latach wrogości przez ostatnie 25 lat docieraliśmy krok po kroku do normalności. Zaczęło się od przebaczenia, poprzez likwidowanie uprzedzeń i resentymentów, po współpracę partnerską i dobrosąsiedzką, a zakończyło się przyjaźnią.

I groza mnie ogarnia na myśl, że możemy to wszystko zaprzepaścić wskutek politycznych przepychanek polsko-niemieckich, w których polska strona atakuje stronę niemiecką, a te posunięcia polityki zagranicznej są jednocześnie kolejnym sposobem zniewalania własnego wyborcy w kraju – bo podsuwają mu wroga zewnętrznego, rozdrapując jednocześnie ledwo co zaleczone rany i obiecując za to gratyfikację finansową. Oczywiście od wroga.    

Ale, po drugie, równie straszne mi się wydaje, że polityka niemiecka, która dokładnie wie, co się teraz w Polsce dzieje, zamiast twardo stanąć po stronie najważniejszych wartości europejskich – demokracji, tolerancji, otwartości i poczucia odpowiedzialności, podsuwa politykom polskim kąsek na ułagodzenie ich zajadłej i zapiekłej antyniemieckości. Po co? Bo Niemcy pragmatycznie już dawno rozpoznali, co my Polacy z przerażeniem przełknęliśmy dopiero 10 stycznia – że w Polsce nie ma żadnej opozycji, co oznacza, że sprawująca obecnie władzę formacja polityczna będzie rządziła przez najbliższych 10, 15 a może nawet 20 lat. I że w związku z tym trzeba z nią ustalić nowy model stosunków. Zaaranżować się!
PiS też to zresztą wie, stąd aktualna rekonstrukcja rządu, w której usunięto tych polityków, którzy najgorzej zapisali się w Niemczech i w Europie.

Obie strony porządnie odrobiły lekcję i mogą sobie teraz spokojnie spoglądać w przyszłość. A widomym znakiem odrobionych lekcji będzie pomnik na placu Askańskim w Berlinie. Pomnik postawiony ofiarom koszmarnej wojny w ponad 70 lat po jej zakończeniu. Czy to nie jest ironiczny grymas Historii? I naigrywanie się z ofiar?

Wolałabym, żebyśmy jakoś uhonorowali Pojednanie, List Biskupów, Bartoszewskiego, Mazowieckiego, żebyśmy postawili pomnik Bartoszewskiemu albo nazwali w Berlinie szkołę jego imieniem (to sugestie Krzysztofa Ruchniewicza i bardzo mi się podobają), żebyśmy zorganizowali więcej wyjazdów szkolnych dla młodzieży z Polski do Niemiec i z Niemiec do Polski, żebyśmy w każdej polskiej wiosce, w każdym miasteczku i w każdej dzielnicy w dużych miastach zorganizowali warsztaty demokracji i tolerancji… W takim kontekście ów pomnik wydaje mi się zorganizowanym z przyczyn merkantylnych czołobitnym pokłonem przed konserwatywnym antyeuropejskim nacjonalistycznym opartym na poczuciu krzywdy i tylko krzywdy pseudopatriotyzmem polskim.

PS.

Nie chcę dociekać, czy projekt nowego pomnika w Berlinie jest naprawdę inicjatywą oddolną grupy Niemców, którzy “tylko” znaleźli wsparcie ze strony polityków, bo szczerze powiem – nie wierzę w to. Uważam tę niemiecką narrację za element ugłaskiwania z kolei własnych wyborców. 


Przypisy do artykułu Krzysztofa Ruchniewicza:

  1. Zob. Rafał Żytyniec, „Pomniki polityczne ‘czerwonego Berlina’”, w: Siedlisko. Dziedzictwo kulturowe i tożsamość społeczności na Ziemiach Zachodnich i Północnych, nr 4/2007, s. 24-30; tenże, „Symbol myśli i czynu najlepszych sił obu narodów“ czy „historia polskiej walki z faszyzmem“? Pomnik Polskiego Żołnierza i Niemieckiego Antyfaszysty w Berlinie-Friedrichhain (1965-1989), w: Historie wzajemnych oddziaływań, pod red. Roberta Traby, Berlin-Warszawa 2014, s. 125-172.
  2. Zob. Bartosz T. Wieliński, Niemcy chcą postawić pomnik Polakom zamordowanym podczas drugiej wojny światowej, „Gazeta Wyborcza“, 7.11.2017
  3. Zob. Peter Jahn, Erinnern! Aber woran?, „Die Zeit“, 22.11.2017.  
  4. Przykładowo zob. Gabrielle Lesser, Ein Museum der Okkupation tut not, „Jüdische Allgemeine“, 23.11.2017. Stefan Lehnstaedt, Ein Denkmal nur für polnische NS-Opfer? Das wäre ein falsches Signal, „TAZ“, 7.12.2017.
  5. Ostatnio: Jochen Böhler, Zbrodnie Wehrmachtu w Polsce. Wrzesień 1939. Wojna totalna, Kraków 2009.
  6. Zob. Sławomir Dębski, Między Berlinem a Moskwą. Stosunki niemiecko-sowieckie 1939-1941, wyd. II poprawione, Warszawa 2007.
  7. Zob. Katarzyna Woniak, Niemiecka okupacja Polski w niemieckich podręcznikach szkolnych, w: „Fikcyjna rzeczywistość“. Codzienność, światy przeżywane i pamięć niemieckiej okupacji w Polsce, pod red. Roberta Traby, Katarzyny Woniak i Anny Wolff-Powęskiej, Warszawa-Berlin 2016, s. 281-307.

Na Ponidziu

Tadeusz Rogala

Historia Braci Polskich. Zbór ariański w Cieszkowach.

Z okazji 500-lecia Reformacji w Niemczech warto wspomnieć o ruchach reformatorskich w Polsce. Do dziś istnieją jeszcze w Polsce miejsca przypominające o tej odległej historii. Jedno z nicht to dawny zbór Braci Polskich w Cieszkowach na Ponidziu.

Takimi miejscami nikt się już nie interesuje, od czasu do czasu wspominają o nich tylko związani z Ponidziem historycy lub poeci.

W wydanym w roku 2007 tomiku poezji „Nidy Skamander” kielecki piewca Ponidzia Zdzisław Antolski w wierszu Puste zbory przypomniał dawną historię:

Puste zbory

Nie ma już
Braci Polskich
odszedł Jan Łaski
i Stankar

Zostały zbory
W Cieszkowach
Kolosach
Węchadłowie
niedługo się pewnie
zawalą

W Czarnocinie
stoi kopiec
może Arian
może Wiślan

Starożytny
porosły grzywą
drzew

Porosły legendami
tajemnicą
po wieków wiek

W XVI wieku Polska należała do najbardziej tolerancyjnych krajów Europy, a więc warunki do rozwoju nowych ruchów religijnych były tu bardzo korzystne.

Początki ruchu Braci Polskich sięgają czasów króla Zygmunta Starego. Na Wawelu rządziła królowa Bona, Włoszka. Jej lekarz, Blandrata, należał potajemnie do ruchu antytrynitarskiego i to on sprowadził do Polski wielu swych prześladowanych we Włoszech przyjaciół. Pozyskał dla swoich poglądów pierwszego pastora zboru ewangielickiego w Krakowie, ks. Grzegorza Pawła z Brzezin i ten stał się założycielem ruchu Braci Polskich, przezwanych „Arianami”, od Ariusa, duchownego, działającego w IV wieku, który podważał dogmat Trójcy Świętej. Jednakże nauka Braci Polskich w niejednym odbiegała od nauki Ariusa, potępionej w Nicei w roku 325.

Kiedy w kalwińskim zborze krakowskim dochodzi do rozłamu, ks. Grzegorz Paweł przewodzi nowemu kierunkowi i sprawia, że rozszerza się w całej Polsce. Przystaje doń wiele światłej szlachty, mieszczaństwa, a niekiedy i prosty lud. Głównymi centrami ruchu po Krakowie są: Pińczów, Lublin, Nowy Sącz, Lusławice koło Zakliczyna i Raków w sandomierskim. Raków, początkowo niewielka osada, rozwinął się za czasów Arian w kwitnące miasto. Założono tu sławną na całą Europę Akademię Rakowską, dokąd zjeżdzało mnóstwo polskiej i zagranicznej młodzieży i urządzono znakomitą drukarnię, zaopatrującą w druki propagandowe i naukowe całą Europę.

Na powstanie ruchu Braci Polskich złożyły się przede wszystkim dwa główne czynniki, Reformacja, od której Bracia Polscy przyjęli Biblię jako podstawę nauki i życia, oraz Humanizm, od którego przyjęli zasadę rozumowego podchodzenia do zagadnień religijnych, a więc i do Biblii, co Braci różniło od Reformacji, która brała Biblię raczej dogmatycznie, jako nieomylne żródło nauki, niż rozumowo.

Największy rozkwit ruchu Braci Polskich przypada na lata 1600-1660. Do wysoko pod względem etycznym i naukowym stojących Braci przystępuje cały szereg wybitnych postaci z kraju i zagranicy.

Do najwybitniejszch krajowych postaci Braci Polskich należeli między innymi Andrzej Frycz Modrzewski, Heronim Moskorzowski, Samuel Przypkowski, Wacław Potocki.

Do pierwszych cudzoziemców działających w ruchu Braci Polskich należy zaliczyć Piotra Statoriusa, który w Pińczowie zorganizował znakomite gimnazjum. Był to Francuz, tak całkowicie spolonizowany, że przyjął nazwisko Stojeński. W roku 1569 wydał pierwszą polską gramatykę. Należy też tu wymienić Walentego Szmalca, współredaktora katechizmu rakowskiego. Literatura podaje, iż ariański Katechizm Rakowski w kwestiach neutralności światopoglądowej państwa oraz rozdziału państwa od Kościoła był inspiracją twórców Konstytucji USA, m.in. Tomasza Jeffersona.

Bracia Polscy uznawali zasadę braterstwa wszystkich ludzi. Początkowo wywodzili z niej bezwarunkowy pacyfizm – nosili symboliczne drewniane miecze, nie przyjmowali urzędów związanych z przemocą – państwowych i wojskowych. Odrzucali ideę podziału społeczeństwa na stany jak i feudalne poddaństwo chłopów oraz obowiązek świadczenia dziesięcin i pańszczyzny. Sprzeciwiali się karom chłosty i śmierci. Dopuszczali jedynie walkę obronną, optowali też za własnością wspólną, w czym przypominali socjalistów utopijnych.

Ich wyznanie odrzucało boskość Jezusa, przedmioty kultu jak obrazy i relikwie oraz ceremonie i obrzędy. Odrzucali przymusowy chrzest, uznając, że tylko świadomy wybór wyznania przez dorosłą osobę może być odpowiedzialny. Negowali możliwość zmartwychwstania ciała na Sądzie Ostatecznym, ale uznawali za możliwe zmartwychwstanie duchowe ludzi postępujących dobrze.

Bracia polscy na mocy ustawy sejmowej z 1658 zostali skazani na wygnanie z kraju. Podaje się, że powodem wygnania była współpraca ze Szwedami w czasie Potopu, brak na to potwierdzenia w konstytucji sejmowej “O Arianach”, która za to wyraźnie wymienia religijne powody banicji.

Po wygnaniu Bracia Polscy osiedlili się w Holandii, Prusach Książęcych, Siedmiogrodzie , Śląsku (głównie w Kluczborku) i północnych Niemczech.
Część pozostałych w Rzeczypospolitej arian przeszła do podziemia.
Ostatni kryptoarianie chrzczeni byli w Pińczowie i okolicach jeszcze do roku 1684.

Jednym z istniejących jeszcze zabytków po Braciach Polskich jest dawmy zbór ariański w Cieszkowach, gmina Czarnocin na Ziemi Skalbmierskiej. Zbór wybudowano przy posiadłości szlacheckiej na początku XVII wieku przez rodzinę Wylamów. Po nich patronami zboru była rodzina Żeleńskich. Zbór funkcjonował około stu lat, potem dobudowano piętro i służył jako magazyn. Obecnie stoi nieużytkowany.

Ostanią rodziną zamieszkującą dwór szlachecki w Cieszkowach i będącą wyznania ewangelickiego była rodzina Fryczów, której rodowód wywodzi się z Saksonii. W roku 1837 Karol Fritsch kupił majątek Cieszkowy od krewnych rodziny Żeleńskich. Pod koniec XIX wieku Cieszkowy administracyjnie należały do gminy Czarnocin w powiecie pińczowskim. Syn Karola Józef, któremu w spadku przypadł majątek Cieszkowy, poślubił w roku 1835 Felicję Kalinowską, córkę Józefa Kalinowskiego, w Królewstwie Warszawskim kapitana pułku grenadierów, kawalera Orderu Virtutti Militari. Felicja z Kalinowskich była już wyznania rzymsko-katolickiego. Rodzina Fryczów była ostatnią rodziną wyznania ewangelickiego zamieszkującą w Cieszkowach. Dwór, stojący w sąsiedztwie zboru ariańskiego i pięknych alei lipowowych, Józef Frycz (nazwisko już spolszczone) rozbudował dla potrzeb rodziny przy pomocy architekta Stanisława Postawki – sąsiada i towarzysza z powstania listopadowego.

Piękny dwór modrzewiowy po wojnie władza ludowa doprowadziła do ruiny. Na jego miejscu, w pobliżu zboru Braci Polskich wybudowano szkołę, gdzie obecnie mieści się gimnazjum.

Z okazji 500-lecia reformacji nauczyciel historii w gimnazjum, Krzysztof Nurkowski, zorganizował 8 listopada, przy wsparciu dyrektora Roberta Lalewicza, spotkanie uczniów z przedstawicielami kościoła protestanciego. Kilkugodzinne spotkanie obejmowało genezę religii luterańskiej, zasady i źródła wiary, tradycję kościołów protestanckich i polskie aspekty kulturowo-historyczne, tej konfesji. Krzysztof Nurkowski, historyk i wychowaca, robi starania, aby młodzież szkolną zapoznać z historią okolicy i przybliżyć jej nurty humanistyczne, stworzone przez myślicieli kiedyś tu działających.

Warto wspomnieć o słynnych osobach urodzonych w tym urokliwym miejscu. Jednym z nich był Karol Frycz. Urodził się 23 marca 1877 roku w Cieszkowach, był malarzem, scenografem i reżyserem teatralnym, współtwórcą „Zielonego Balonika”. Był uczniem wybitnych artystów polskiego modernizmu Stanisława Wyspiańskiego, Józefa Mehoffera i Leona Wyczółkowskiego. Był dyrektorem Teatru im. Juliusza Słowackiego w Krakowie. Karol Frycz zmarł w Krakowie 30 sierpnia 1963 roku. W uroczystości pogrzebowej uczestniczył biskup Karol Wojtyła.

W cieszkowskim dworze 2 stycznia 1916 roku urodził się też Ryszard Bukowski, kompozytor, pedagog i publicysta. Zmarł 19 maja 1987 roku we Wrocławiu.


Ponidzie region położony w województwie świętokrzyskim na terenie Niecki Nidziańskiej, nad środkową i dolną Nidą, od Chęcin po Nowy Korczyn.

Była też piosenka Wolnej Grupy Bukowina, Nuta z Ponidzia, o której donosił TU ongiś Viator czyli Tomasz Fetzki.

(Kobieta) Niepodległa 1918-2018

MANIFEST INICJATYWY NIEPODLEGŁE 2018

Dekretem z dnia 28 listopada 1918 roku, po wieloletniej walce działaczek organizacji kobiecych, nadano Polkom czynne i bierne prawa wyborcze. Nie tylko Polska odzyskała niepodległość.

W okresie odradzania się państwa polskiego emancypantki i aktywistki ruchu narodowowyzwoleńczego/patriotycznego zwołały wiele wieców, których kulminacją był Zjazd Kobiet ze wszystkich trzech zaborów we wrześniu 1917 roku w Warszawie. Delegacja Zjazdu, której przewodniczyła dr Justyna Budzińska-Tylicka, spotkała się z Józefem Piłsudskim i uzyskała zapewnienie, że w konstytucji odrodzonego państwa polskiego prawa obywatelskie uzyskają wszyscy, “bez różnicy płci”.

Był to ogromny sukces polskiego i europejskiego ruchu emancypacyjnego, efekt wieloletniej współpracy kobiet z różnych środowisk politycznych, które zgodziły się co do jednego: że odmowa połowie obywateli niepodległego kraju prawa do reprezentowania swoich interesów to nie demokracja, ale wykluczenie. Uzyskanie praw wyborczych było początkiem dalszej emancypacji, nie brakowało bowiem tych, którzy kwestionowali (i kwestionują) niepodległość kobiet.

Ale czy uzyskanie praw wyborczych przez kobiety oznaczało i oznacza, że:
• Uzyskały możliwość współtworzenia nowego państwa?
• Ich obywatelstwo przestało być deklarowane, a stało się faktyczne?
• Uzyskały podmiotowość prawną i możliwość wpływu na najważniejsze decyzje w państwie?
• Nie tylko dla nich, ale i dla wielu Europejek, skończył się czas fikcyjnej demokracji?

To, co się wówczas stało, miało swoje przyczyny i swoje konsekwencje. Miało też swoje bohaterki i bohaterów. Podręczniki zwykle pobieżnie traktują temat walki kobiet o prawa wyborcze. Żaden pomnik ani tablica o tym nie przypomina. Nie ma apeli, kwiatów, kotylionów ani życzeń. Nikt nie wylega 11 ani 28 listopada na ulice, by wspólnie cieszyć się z tego, co Polki, jako jedne z pierwszych w Europie, wywalczyły dla siebie i przyszłych pokoleń.

Dlatego uważamy, że stulecie uzyskania praw obywatelskich to dobry czas na refleksję nad sytuacją kobiet nie tylko w przeszłości, ale i dziś. Czarny Poniedziałek, 3 października 2016 pokazał, że kobiety w Polsce stanowią siłę polityczną i mają ciągle o co walczyć.

W stulecie uzyskania praw wyborczych przez kobiety w Polsce, w stulecie wielkiego sukcesu ruchu na rzecz wolności i demokracji, wzywamy do masowego, zróżnicowanego, wspólnego świętowania! Jako osoby zaangażowane w ruch feministyczny, zachęcamy Was do samoorganizowania się! Spotykajmy się, rozmawiajmy, wychodźmy na ulice, stawiajmy pomniki, szukajmy informacji o kobietach, którym zawdzięczamy naszą Niepodległość.

Bądźmy widoczne i bądźmy niepodległe! Dołącz swoją siłę i odwagę, bądź solidarna w ruchu na rzecz upamiętnienia 100-lecia uzyskania praw wyborczych przez kobiety! Utrwalajmy i praktykujmy nasze obywatelstwo, bo Wolność i Niepodległość nie są dane raz na zawsze.

Inicjatywa Niepodległe 2018

Reblog: 1917

Krzysztof Ruchniewicz

Przewrót

Pod takim tytułem otwarto 18 października b.r. w Berlinie w Deutsches Historisches Museum wystawę, która upamiętnia 100 rocznicę rosyjskich rewolucji: obalenia caratu i przewrotu bolszewickiego w Rosji. Wydarzenia te zostały ukazane w tzw. długim trwaniu, które obejmuje nie tylko ich przyczyny, przebieg, ale i ich bezpośrednie oraz długofalowe skutki. Wystawę zrobiono z dużym rozmachem, zgromadzono setki ciekawych eksponatów, zadbano o różne grupy zwiedzających (także młodzież i dzieci). Poruszono również polskie wątki.

Wystawę “Rewolucja 1917. Rosja i Europa“ prezentuje berlińskie Deutsches Historisches Museum. Będzie dostępna dla zwiedzających do 15 kwietnia 2018 r. Wprowadzeniem do niej są odtwarzane na ekranach wypowiedzi 10 osobistości z Niemiec i Rosji na temat dzisiejszego znaczenia tamtych wydarzeń. Następnie w w kolejnych salach tematycznych widz zapoznaje się z podstawowymi faktami, ale i niejednokrotnie z zapomnianymi czy pomijanymi powiązaniami między sytuacja w Rosji a wypadkami w Europie.

Wystawa, która w założeniu ma pokazywać wiele perspektyw i interpretacji, świadomie zrezygnuje z ujęcia linearnego. Na plan pierwszy wysuwają się problemowe duety: zależności między zamiarem a realizację, utopią a rzeczywistością, aż w końcu między akcją i reakcją wewnątrz Rosji, ale także na zewnątrz poprzez pokazanie recepcji komunistycznych idei i przeciwdziałanie im. Autorzy, Julia Franke, Christiane Janke i Arnulf Scriba, podkreślają, że od samego początku nurtom społecznie emancypacyjnym i modernistycznym w sztuce, towarzyszył polityczny dogmatyzm i przemoc w najróżniejszych postaciach, która rozlewała się po obu stronach nowych frontów. Dla nich są to nierozerwalne części narracji o 1917 r. i jego następstwach.

Na początku poznajemy rozwarstwione społeczeństwo rosyjskie przełomu XIX i XX wieku, zróżnicowane ze względu na usytuowanie w społecznej hierarchii , ale i narodowość i wyznanie.

Niewątpliwą atrakcją są ekrany z filmowymi fragmentami sprzed stu lat: sceny z życia codziennego carskiej rodziny, mieszczaństwa i chłopstwa. Różnice i kontrasty w społecznych relacjach pogłębiła dramatycznie I wojna światowa. Początek XX wieku (rewolucja 1905 r.) przyczynił się do politycznego pobudzenia mieszkańców imperium, ale także uwypuklenia zmian w kulturze. Wystawa pokazuje najbardziej znane przykłady rozwoju nowoczesnej sztuki w Rosji tego okresu.

Dużo uwagi poświecono politycznym, społecznym i wojskowym aspektom położenia Rosji, które w konsekwencji doprowadziły do upadku caratu i zmiany systemu. W centrum widzimy wydarzenia rewolucyjne od rewolucji lutowej 1917 roku, przez przewrót październikowy do wieloletniej wojny domowej. W wyniku rewolucji i wojny domowej powstał ZSRR, państwo „nowego człowieka“, będące wielkim społecznym laboratorium. Podstawowym instrumentem polityki wewnętrznej była wszechobecna propaganda oraz terror, tak „demokratyczny”, że obejmujący i cara, i chłopa uznanego za wroga. Zilustrowano to licznymi plakatami i zdjęciami. Podkreślono zmianę roli kobiety, przybliżono nowe rozwiązania w architekturze, oddające rewolucyjny impet tych zmian.

Kolejną część wystawy stanowi opowieść o odbiorze i reakcji na wydarzenia w Rosji. Prezentowana jest cała paleta postaw od akceptacji rewolucyjnych haseł do ich odrzucenia i antyrewolucyjnego terroru. Plany światowej rewolucji znajdowały niemało zwolenników na całym kontynencie, a bolszewicy aktywnie ich wspierali. Strach przed rewolucją stanowił zaś paliwo dla prawicowej radykalizacji. Na przykładzie sześciu państw postanowiono zilustrować różne reakcje na przewrót w Rosji. Wybrano Niemcy, Węgry, Polskę, Włochy, Wielką Brytanię i Francję. Autorzy wystawy słusznie wyszli z założenia, że I wojna światowa i jej skutki nie były uniwersalne dla całej Europy. W wyborze państw kierowano się kryteriami politycznymi (przegrani i zwycięzcy w I wojnie), jak i gospodarczymi (państwa rolnicze i przemysłowe).

Z pewnością umieszczenie przypadku polskiego nie powinno dziwić. Polska skorzystała na rewolucji (nie tylko w Rosji, ale i pozostałych państwach zaborczych), nie zamierzała jednak stać się państwem rewolucyjnym na wzór rosyjski. Polskie dążenia do odzyskania niepodległości przedstawiono poprzez rzeźbę Edwarda Wittiga. Przedstawia ona boginię Nike, która kroczy wsparta przez skrzydlatych geniuszy usosabiających miłość do ojczyzny i męstwo. Odrodzona Polska rodziła się pośród wojny, a jednym z najpotężniejszych zagrożeń, jak przedstawia to wystawa, było dążenie bolszewickiej Rosji do przeniesienia rewolucji na zachód (ilustruje to słynny cytat z M. Tuchaczewskiego). Jednak przyczyny oraz przebieg konfliktu polsko-bolszewickiego można było ukazać w sposób bardziej szczegółowy (bitwa warszawska została wspomniana na marginesie).

Widzowi zaprezentowano przede wszystkim odbicie konfliktu w polskiej propagandzie, podkreślając utożsamianie w niej bolszewizmu z żydowskim zagrożeniem. Zwrócono uwagę na wzrost antysemityzmu, czego przykładem było internowanie żołnierzy pochodzenia żydowskiego (m.in. obóz w Jabłonnej). Przybliżono postać Józefa Piłsudskiego, ale bez podania informacji o jego wcześniejszych związkach z socjalizmem. Zdjęcie członków Tymczasowego Komitetu Rewolucyjnego Polski wykorzystano do poinformowania zwiedzających, że także w Polsce powstała probolszewicka partia. Szkoda że bardziej nie wyeksponowano życiorysów Piłsudskiego i Dzierżyńskiego, by pokazać jak różnymi drogami potoczyły się losy niegdysiejszych polskich socjalistycznych rewolucjonistów, pochodzących ze szlacheckich rodzin.

Silny antybolszewizm był – jak pokazują autorzy wystawy – wiodącą postawą polityczną Europy. Wiązano z nim, nie tylko w Europie Wschodniej, także antysemityzm. To połączenie w późniejszych latach posłużyć miało do legitymizacji przemocy wobec Żydów. Na wystawie zgromadzono liczne plakaty, które wykorzystywały ten motyw.

Wystawę zamyka opowieść o emigrantach z Rosji, ale i do Rosji. Pokazano losy „białych”, w trudnych warunkach budujących nowe życie w różnych państwach europejskich, ale i przypomniano o emigrantach zmierzających w latach 20. do ZSRR, by tam współtworzyć „nowy świat”. Epilogiem wystawy, dość ekscentrycznym, jest rzeźba Alexandra S. Kosolapowa Hero, Leader, God z 2007 r. Pokazuje ona, że po stu latach wydarzenia, które spowodowały tak dramatyczne i przede wszystkim katastrofalne zmiany, są częścią kultury masowej, w której już mało ważne jest, czy dany artefakt wyprodukowany został przez „kapitalistyczny” czy „socjalistyczny” świat. Zwiedzający z Polski, od razu przypomina sobie wykpiwane na sto sposobów hasło „Lenin wiecznie żywy”.

Na osobną uwagę zasługują rozwiązania techniczne, które wykorzystano na wystawie. Jest kierowana do różnych grup odbiorców. Wysokość witryn dostosowano do wymogów osób niepełnosprawnych, pomyślano o udostępnieniu tekstów dla niesłyszących i niewidomych. Tych ostatnich prowadzi specjalna wypukła linia po całej wystawie, teksty są dostępna w brajlu. Wystawę mogą także zwiedzać dzieci. Z myślą o nich przygotowano specjalną, uproszczoną wersję tekstów (wyróżniono je osobną czcionką) oraz puzzle mające za podstawę wybrane obiekty. Wystawa jest dostępna po niemiecku i angielsku. Towarzyszą jej pięknie wydane katalogi, jeden z eksponatami i związanymi z nimi tekstami, drugi z esejami naukowymi.

Zob.

1917 Revolution. Russland und Europa, hrsg. von Julia Franke, Christiane Janke und Arnulf Scriba, Dresden: Sandstein Verlag, 2017, ss. 320;

1917 Revolution. Russland und die Folgen. Essays, hrsg. vom Deutschen Historischen Museum und dem Schweizerischen Nationalmuseum, Dresden: Sandstein Verlag, 2017, ss. 199.

Mit den Augen des Westens 2

Esther Schulz-Goldstein

Was geschieht in Polen?

Für Bogna Czałczyńska

Tekst po polsku: Co sie zdarzylo w Polsce

Um diese Frage beantworten zu können, betont die Autorin: das Geschichte der Menschen auch die Geschichte großer Traumen ist. Traumatische Erfahrung der Individuen, als auch Gruppen, Kohorten und Bevölkerungen begründen einschlägigen Folgen für die psychische Struktur sowohl im Einzelnen als auch in der gesellschaftlich mentalen Verfasstheit einer Nation (1).
Traumatische Erfahrung, als Drohung des “Nicht-Seins”, die uns abgrundhaft beschämt, mobilisiert die Schamabwehr im Betroffenen. Sie spaltet, verleugnet oder verdrängt unsere Schamgefühle.
Schamabwehr steht im Dienste des Lebenswunsches und erschafft die Schamfreiheitsformel, die die Spannung reduziert, zwischen dem wie man Sein möchte und wie man Sein kann.
Es ist nicht schwer, die bisherigen Auswahlkriterien, für die Bildungen eines nationalen Gedächtnisses zu bestimmen.
Bisher ging es in ihm regelmäßig um solche Bezugspunkte in der Geschichte, die, das eigene Gewordensein ausschmücken um ein positive Selbstbild zu etablieren. Was nicht in dieses heroische Bild passt, die Panik, die Verwundungen, die vielen Toten, fällt der Schamabwehr zum Opfer und verwandelt sich in einer gesellschaftlichen Regression in einen heldenhaften Gang durchs Feuer, das keinen verbrannt haben sollte.
Deshalb finden tragische Niederlage im nationalen Gedächtnis, das die Verantwortungskultur via Regression verlassen musste, ihren Platz. In ihr wird die nationale Identität innerhalb eines “Opfer- Bewusstsein wachgehalten, um “Widerstand zu legitimieren und heroische Gegenwehr zu mobilisieren” (2).

Das kollektive polnische Gedächtnis ist ebenso empfangsbereit für historische Momente der Erhöhung vor “Wien” wie der Erniedrigung in der “Teilung”, weil beides in ein heroisches Geschichtsbild eingearbeitet werden konnte.
Für Polen wurde die Opferrolle erstrebenswert, weil sie vom Pathos unschuldigen Leidens während der mehr als 120 Jahre dauernden Teilungen verklärt wird.
Was die Deutschen den Polen an Gewalt antaten, als sie mit ihrer Schamfreiheitsformel in Gleiwitz “zurück zuschießen” begannen, verstärkt diese Haltung.
Kein Einlass fand in ihr nationales Gedächtnis, die Momente der Schuld und Scham im Verhalten des polnischen Adels, die zu den Teilungen führten. Auch keine Entschuldigung bei den Bauern, deren Sklavenstatus in der Leibeigenschaft erst von den Teilungsmächten aufgehoben wurde.


Ende der Träume – Stettin ’45, Bild von Kobas Laksa im Museum Umbrüche in Stettin

Kein Einlass fand in ihr nationales Gedächtnis, die Momente der Schuld und Scham im Verhalten des polnischen Adels, die zu den Teilungen führten. Auch keine Entschuldigung bei den Bauern, deren Sklavenstatus in der Leibeigenschaft erst von den Teilungsmächten aufgehoben wurde.
Jedoch Einlass fand im neuen Stettiner Museum, das von der Schamabwehr gemalte Bild Polens, dass die polnische Heimatarmee nach dem II. Weltkrieg, sich in einem heldenhaften Guerillakrieg gegen die Sowjets gestählt habe, als ob es kein Lubliner Komitee gegeben hat, das sie bekämpfte.
Eine gegenwärtige Homogenisierungstendenz im polnischen Volkskörper zeigt sich in der Gedenkstätte Auschwitz, wo keine zwei Millionen jüdisch geprägte Polen mehr registriert sind, sondern nur noch Juden ohne nationale Wurzeln.
Dieser Ausstoß ehemaliger Polen aus dem katholischen Volkskörper signalisiert, dass die PIS die Demokratie bereits verlassen hat, und die Werte des polnischen Bürgertums keine Geltung mehr besitzen. Zur Aufrechterhaltung eines positiven Selbstbildes, wurden alte Feindbilder neu belebt, wie das Deutschen-, Weißrussen- oder Litauer-bashing belegt.

Das Unglück von Smolensk mit dem Tod des Staatspräsidenten Lech Kaczyński, samt der politische Elite Polens, verstärkte -nach den Vorgaben seines in Warschau überlebenden Zwillings Jaroslaw- das kollektive Selbstbild einer Opfernation.
Das Auserwähltheitsphantasma Polens als “Augapfel Gottes” (3), erschuf nach dem Flugzeugabsturz den Mythos von Smolensk.
Der überlebende Zwilling Jaroslaw beantwortete diese Katastrophe mit einer paranoiden Grundhaltung.
In ihr bezeichnete er alle, die sich weigerten den Bruder als neuen “Augapfel” zu feiern, als Totengräber eines “solidarischen Polens”, dass er aus dem Boden stampfen möchte.
Er konnte Lech nicht trauernd in sein Selbstbild integrieren und deshalb nutzte er ihn auf dem Weg zur Macht. Dies führte zu seiner und der Schwägerin Beerdigung in der königlichen Basilika am Wawelhügel als Vorstufe künftiger Heilig- Sprechung. Auf diese Weise wird der Mythos von Smolensk mit dem Märtyrerpathos von Katyn angereichert.

Was die Vermischung von Religion und Politik anrichtet lehrte uns Amerika. Franklin Graham, der Sohn des spirituellen Beraters Präsident Bushs jr. verkündete: “Die Operation Iraqi Freedom ist ein Glückstreffer für Jesus. Wir gehen dorthin, um den Irakern in Liebe unsere Hand zu reichen um sie zu erretten” (4).

Diese amerikanische Regierung behauptete dass der Irak die saudi- arabischen Terroristen von 9/11 unterstützt und Giftgas lagere, worauf die Amerikaner die Welt von Saddam Hussein zu erlösen verkündeten und der Irak am demokratischen Wesen Amerikas genesen sollte.
Diese Schamfreiheitsformel legalisierte den III. Golfkrieg und spaltete mit seinen geheimen okzidentalen Folterzentren, Europa in ein Altes und Neues.

Die Angst vor der Rache der Gefolterten und der Araber verstärkte die Regression in den Populismus in ganz Europa und wurde in Polen von der PiS instrumentalisiert.

Er ließ den Begriff des Helden ins Kraut schießen.

Als Galilei vor der Inquisition seine Lehre von der Bewegung der Erde wiederrufen musste ließ Brecht ihn sagen: “Unglücklich das Land, das Helden nötig hat”.
Heute, an der Macht, als Führer der Regierung stellenden Partei, reißt der überlebende Zwilling Jaroslaw Kaczyński in einem gesellschaftlich verunglückten Trauerprozess, ganz Polen in ein religiös gegürtetes paranoides Heldentum hinein.
Doch Heldentum kann sich nur ganz klassisch gegenüber einem Feind bewähren, den man sich – so fürchtet man unbewusst- in einem Folterzentren auf polnischen Boden, geschaffen hat (5).
Er jedoch füllt nunmehr ein paranoides Phantasma, von dem Homogenitätsanspruch mit hervorgebracht, der die auf Deutsch verfassten Protokolle der Sitzungen des Stadtrats von Krakau oder das Privileg von Kalisch vergessen machen soll (6).
Er negiert zusätzlich die einstige polnische-litauische Union, angeführt von einer gemeinsamen Monarchie mit Polen, Ruthenen (den späteren Bürgern der Ukraine und Weißrussland) sowie Litauern (7).

In der polnischen Teilung entwickelte sich der Mythos des katholischen Polen, weil kath. Adel und Kirche eine differenzierte identitäre Überlebensstrategie entwickelten, durch die im Untergrund übermittelte national betonte Bildung.
Dieser Mythos dient heute der Selbstidentifikation der PIS-Anhänger und der Abgrenzung des wahren Volkes gegenüber den Schutzsuchenden aus dem Orient.
Stehend betend, mit dem Rücken zur weißrussischen, deutschen, tschechischen und litauischen Grenze, an deren Rändern – ganz paranoid – Horden von Muslime ins Land einzufallen schienen, versicherten sich Polen 2017 im herbstlichen Monat der “Königin des Rosenkranzes” Macht, ausgerechnet gegen die Orientalen.

Polen wurde geteilt, von drei Mächten: dem orthodoxen Russland, dem protestantischen Preußen und den katholischen Habsburgern. Nach dem polnischen Novemberaufstand von 1830/1831 gegen die Herrschaft des Zaren nahm hingegen das Osmanische Reich zahlreiche Anhänger des ehemaligen Regierungschefs der polnischen Revolutionsregierung Fürst Adam Jerzy Czartoryski auf.
Neben Paris wurde Polonezköy (Adamopol) bei Istanbul zum zweiten Exilzentrum des polnischen Widerstands, als der Dissident Michał Czajkowski den Ort als Vertretung der polnischen Exilregierung etablierte. Noch heute leben dort Nachfahren dieser Flüchtlinge und ihr bedeutendster war der große Dichter Nazim Hikmet
Heute jedoch fürchtet Polen, dass Muslime das Land zerstören könnten?

Zum Trost aller Europafreunde, erschienen von den anvisierten 7 Millionen, die sich an der Grenze treffen sollten, nur einhundertfünfzigtausend BeterInnen, die dies mit einem Ausflug an die Ostsee, den Bug und der Tatra verknüpften.
Die polnische Schamfreiheitsformel lautet, dass sie schon über eine Million ukrainischer Flüchtlinge aufgenommen haben, und deshalb keinen Platz mehr am Tisch der Nation für einen Moslem hätten.

Es gibt aber keine ukrainischen Flüchtlinge in Polen, sondern Billigstarbeiter aus der Ukraine die, die jetzige Regierung zu Flüchtlingen ummodelliert (8).
Abgewehrte Momente der Angst befördern die ideologische Macht der PiS, die solche Schamfreiheitsformeln hervorbringt.
Dazu braucht man Muslime, die mit russisch-iranisch atomkraftgetriebenen Schnellfeuergewehren, Polen vernichten wollen (9).

Zur Selbstprofilierung braucht Polen Sündenböcke. Es sind die Russen, die in Smolensk, an den Flügeln der abgestürzten Turbolew Sprengstoffrückstände (10) hinterlassen haben sollen. Diese möchte man in der Schändung der Totenruhe auch an den inzwischen wieder Ausgegrabenen nachweisen.
Die muslimisch jünglingshaften Schutzsuchenden an der Grenze in Terespol und Brest, werden in Projektionsgefäße für polnisch vergewaltigende Männerphantasien verwandelt und in Mitesser an den Trögen des Sozialstaates.
Die aufkeimende Angst in einer, durch die digitale Revolution unsicher, gewordenen Welt, weil sie sich wie ein Dorf anfühlt, wehrt Polen heute mit seinem Wunsch nach Homogenität ab.
Er lässt Hass im ehemaligen Vielvölkerstaat Polens auf inhomogene Menschen entstehen. Er verhindert Verantwortungsübernahme für die Schutzsuchenden, als auch die Einfühlung in ihre Not. Es wird verleugnet, dass, die eigenen Soldaten in der Nato sie mit herbei gebombt haben.
Aufgefangen wird der Hass von der Agenda der PiS oder Radio Maria in der Ausformulierung fremdenfeindlicher Statements. Die darin enthaltenen paranoiden Phantasmen zerstören die Wertvorstellungen der katholischen Soziallehre.
Sie führen auch zur Ablehnung der universellen Wertegemeinschaft europäischer Verantwortungskultur im europäischen Recht.

Die PiS versteht nicht die Symbolik der europäischen Flagge: „Gegen den blauen Himmel der westlichen Welt stellen ihre Sterne die Völker Europas in einem Kreis, dem Zeichen der Einheit, dar. Die Zahl der Sterne ist unveränderlich auf zwölf festgesetzt, diese Zahl versinnbildlicht die Vollkommenheit und die Vollständigkeit … Wie die zwölf Zeichen des Tierkreises das gesamte Universum verkörpern, so stellen die zwölf goldenen Sterne alle Völker Europas dar, auch diejenigen, welche an dem Aufbau Europas in Einheit und Frieden noch nicht teilnehmen können.“ (11)
In ihrem jüdisch-christlichen Fundament verbirgt sich die Zahl 12 in der Anzahl der Apostel aus der christlichen Bibel, und den Söhnen Jakobs aus der Torah, die, in einer ihnen vorauslaufenden Welterklärung, die Stunden des Tages und die Monate des Jahres bargen.
Während der Herausschälung der Flaggensymbolik Europas unterschrieb man im Saal des Palazzo Barberini in Rom, die Europäische Menschenrechtskonvention. Sie wurde, von der in der Mitte seiner Decke residierende Gottesmutter mit ihrem 12 er Sternenkranz gesegnet. Es ist die, die die PIS an den Landesgrenzen im Oktober 2017 in einem kollektiven Gebetsrausch so missbrauchte (12).

Palazzo Barberini, Rom: Maria Immacolata mit Sternenkranz von Pietro da Cortona

Der Homogenitätsanspruch der PIS signalisiert den Grad der Regression Polens in die “Vierte Republik”. Das politische Establishment verlässt inzwischen Rechtsstaatlichkeit und Demokratie, die inzwischen nur noch von den Bürgermeistern in den Selbstorganisationen mühsam verteidigt wird.
Deshalb mussten in der “Vierten Republik” die Medien in Staatshaftung genommen werden und die Unabhängigkeit der Justiz verschwinden, weil sie als Vertreter des Realitätsprinzips die neuen staatstragenden Mythen zertrümmern könnten.
Wenn eine der Grundannahmen der PiS lautet: “Wer gegen mich ist, gehört nicht zu uns”. Er oder auch sie gehören dann nicht mehr zum wahren Volk und werden rechtslos und vogelfrei, wie männerliebende Polen oder abtreibungswillige Frauen usw.
Flankiert wird ein solches Denken mit einer Zunahme an Ehrenfragen und eine Abnahme von Fragen der Moral, die den Wertekanon Polens spaltet.

Wenn Loyalität zur “Vierten Republik” zum erhabensten Wert (13) erklärt ist, kann Kritik an ihm, aus dem Volk heraus verfolgt werden. Dieses Volk lebt dann seine Hassausbrüche gegen Andersdenkende oder Ausländer aus, die kein Gericht mehr verfolgt (14).
Ohne “Check and Balance” haben anordnungsgebundene Verfassungsgerichte ihre Funktion verloren. Im Zweifelsfalle waren sie dazu da, verwundbare Minderheiten zu schützen.
In der Kollektivkultur des untergegangenen Ostblocks existierte kein „kategorischer Imperativ“ mit seinem „Handle so, dass die Maxime deines Willens jederzeit zugleich als Prinzip einer allgemeinen Gesetzgebung gelten könne“ (15), weil in der kommunistischen Schamfreiheitsformel wiederum paranoid, der Klassenfeind im anderen Lager lauerte.
Auf die Leerstelle des untergegangenen Klassenfeindes werden heutzutage in einer katholisch paranoiden Wagenburgmentalität, von der Propaganda, Muslime, Russen und Deutsche lanciert.
Durch den institutionellen Umbau in eine “Vierte Republik”, kann die Obrigkeit, keine Gerechtigkeit für alle transportieren und keine Demokratie, Menschenrechte, Freiheit oder Individualismus als universalistische Werte verteidigen.

Die PiS zeigt ein paranoides Leitmotiv im neuen Heldenmythos, der innenpolitisch den Mut und den Sieg der politischen Elite in der Solidarność mit der mythischen Verschwörungstheorie eines Verrats von “Magdalenka” abwerten muß.
In ihm modelliert die PiS die Dritte Republik um, zu einem Auffangbecken für abgehalfterte kommunistische Eliten.
Der neue Mythos aus einem mit Kiefern bestandenen idyllischen Vorort von Warschau, wurde belegt im zuprosten der Vertreter von Solidarnosc und damaliger Regierung. Nach 27 Jahren ausgestrahlt im TV, ohne den prostenden – in Smolensk verunglückten – Zwilling, dient der Mythos “Magdalenka” zusätzlich des Beweises der Kollaboration der politischen Elite der Solidarnosc mit den Kommunisten.
Dieser neue Mythos, verstaut gleichzeitig die vielen Quislinge, Szmalcowniks und die von Bürgern ausgeführten Pogrome gegen Juden in Jedwabne oder nach dem II. Weltkrieg in Kielce und anderswo, im kollektiven Unbewussten der polnischen Nation. Alle Mythen verhindern aber auch gleichzeitig polnische Bürger als “Gerechte unter den Völkern” wahrzunehmen.
Polen integriert seine Verstöße gegen “Was Du nicht willst, das man Dir tu, das füg auch keinen anderen zu”, in seine gegenwärtige Politik, und fixiert auf diese Weise seine Regression in eine katholische Volksgemeinschaft.
Angekommen in ihr existiert “die Würde des Menschen ist unantastbar” nicht für alle, sondern nur für das eigene wahre Volk, was die Flüchtlinge an der Ostgrenze in besonders sadistischer Weise deutlich erfahren.
Dieser damit einhergehende ausgehebelte Universalismus, ist eng mit Polens neuer Selbstdefinition verknüpft.
Für die PiS ergibt sie sich nicht durch eigene Leistungen und Werke, sondern – auf dem Hintergrund des ihr inhärenten Homogenitätswunsches – aus kulturellen und ökonomischen Differenzen, langgehegte Eifersüchteleien, Ehrschwulst und Gruppenegoismus.
In ihm gibt es ein regressives Verlangen nach Gewissensentlastung durch Verantwortungsübergabe an ein Kollektiv. Dies geschah schon in kommunistischen Zeiten und davon lebt die PiS, in der die breite polnische Masse, sich der Selbstregulation oder Selbststeuerung durch einen Führer, entledigen.

Gegenwärtig ist es Jaroslaw Kaczyński, mit seiner nationalistischen “Polen über alles” Verkündung, im Inszenieren dyadischer Gebetsräusche an der Grenze des Landes.
Die PiS, regredierte in einen Politikansatz des 19. Jahrhunderts, um das 20. Jahrhunderts – im Zuge der Konstruktion eines neuen kollektiven Gedächtnisses – ungeschehen zu machen.
Es findet die PiS keine Abgrenzung zu der existenten polnischen Herrenrasse, weil sie auf deren Stimmen angewiesen ist, deshalb können polnische Nazis in Warschau paradieren und werden von ihr zu Verteidigern polnischer Identität ausgedeutet.
Wohin das Herrenmenschentum einst führte, könnte doch in Polens kollektivem Gedächtnis am stabilsten eingeschlossen sein. Die Regression ins polnisch katholische völkische soziale “Polen den Polen” radierte ein vernichtende Urteil aus, gegen das Abrutschen der Mehrheit in den braunen Sumpf.
Deshalb können die heutigen polnischen Machthaber, Europa nicht als Wertegemeinschaft schätzen. Aus Angst vor dem russischen Bären, verbleiben sie unter dem Schutz der Nato und aus Bedürftigkeit an den Trögen der EU.
Die Nato und die EU sollen dem russischen Bären die Krallen ziehen, die er einst im Hitler Stalin-Pakt und der kommunistischen Ära, tief in Polens Leib eingeschlagen hatte.
Daraufhin bekam der Bär Angst, durch die offiziell in Richtung Teheran aufgepflanzten Bajonette der Nato, an der Grenze seines Territoriums.
Dies ist auf dem Hintergrund der traumatischen Spuren hinterlassen gehabenen Feldzüge Napoleons und Hitlers nachvollziehbar.
Allerdings nur, wenn man den Nachbarn verstehen möchte und ihn nicht nur unter einer zeitlosen Brille mit Namen Katyn bei Smolensk oder dem Gulag betrachtet.

Wie die Schamfreiheitsformel für Katyn die kommunistische Zeit höchst Ambivalent determinierte, spielt die für Smolensk, in der “Vierten Republik” ihre Opferrolle.
Sie führen in einen paranoiden Politikstil (16) aller involvierten Staaten, der von der Nato abgesichert wird.
Diese Angst wird Polen in der EU belassen, weil sie realpolitisch stärker antreibt, als die Macht der “Königin des Rosenkranzes” im Alltagsgeschäft der Demagogie an der Landesgrenze.
Deshalb werden die in Rom einstmals von ihr gesegneten Menschenrechte letztendlich auch in Polen sich durchsetzen.
Weil das Vergessen müssen, das Trauma am Leben hält, seine Erinnerung jedoch erlöst, plädiert die Autorin für eine polnische Erinnerungskultur, die nicht von der Helden suchen müssenden Schamabwehr geprägt ist, durch eine zuverlässig dokumentierte und zutreffend interpretierte Geschichte.
Vor allem bezogen auf die polnische Nationalgeschichte setzt das voraus, dass Geschichtsschreibung den Versuchungen entgegenwirkt der Landesgeschichte goldene Wurzeln in neuen Mythen zu verpassen.
Nationalgeschichte ist nicht die Geschichte Polens, sondern ein Rahmen, der sein kollektives Gedächtnis bestimmt. Dieser Rahmen wird nicht unbedingt von der akademischen Geschichtsschreibung geprägt, obwohl sie dazu beitragen kann. Der Rahmen schließt ein, wie polnische Geschichte in der breiten Öffentlichkeit, in Kinder-und Schulbüchern, in Zeitungen, im Fernsehen und im Kino, in populärwissenschaftlichen Darstellungen, bei Gedenkveranstaltungen und ihren Ritualen dargestellt wird.
Das alles formt das Bewusstsein eines Volkes von seiner Geschichte viel nachhaltiger als gelehrte Werke.
Nationalgeschichte wurde hauptsächlich von Polen entworfen und führt deshalb in biographisches, weil sich Autor und Gegenstand eine Identität teilten. Deshalb ist die Nationalgeschichte durch die gesellschaftliche Schamabwehr in Abwehr der Traumata, vergessen wie Polonezköy in der Türkei oder verherrlicht wie im neuen Museum Umbrüche in Stettin.

Das kollektive Gedächtnis neigt zur narzisstischen Verzückung, was in eine nationalistische Geschichtsschreibung, mit Entwertung anderer Nationen, führt.
Deshalb ist es erforderlich die jeweiligen Gegenstände polnischer Geschichte, in das Licht einer kritischen Außenwahrnehmung zu rücken.
Eine zutreffende polnische Geschichte erfordert daher, die Einbeziehung und Verarbeitung der Sichtweisen Außenstehender. Diese externen Blicke sollten einfließen in den Interpretationsrahmen derer, die es sich zur Aufgabe gemacht haben, Subjekte darzustellen, mit denen sie eine grundlegende Identität teilen.
Ihre Ergebnisse könnten dann in den Rahmen von Nationalgeschichte eingeführt werden um ein kollektives Gedächtnis, dass nicht nur der Mythenbildung, sondern auch dem Realitätsprinzip verpflichtet ist zu konstruieren.
Wer sich mit seiner Geschichte befasst, kann aus ihr lernen und ist somit weniger anfällig, deren dunkle Kapitel zu wiederholen.
Um das zu ermöglichen könnte von einer Historiker-Kommission das Netzwerk unter den europäischen Geschichtsfakultäten genutzt werden. In denen -vergleichbar des Schulbuchprojektes-, die Nationalgeschichte vom Nachbarland mit geschrieben würde.

Bis zu Bischoff Desmond Tutus Wahrheits- und Versöhnungskommissionen in Südafrika, waren traumatische Erfahrungen der Geschichte in der Öffentlichkeit kaum ansprechbar, weil es dafür keine kulturellen Verarbeitungsmuster gab. Doch um die zerstörerische Macht des Schweigens (17) aufzulösen, hat er einen Weg aufgezeigt, der zwischen den jeweiligen polnischen Nachbarländern modifiziert weiter gegangen werden könnte.
Auf diesem Hintergrund könnte Erinnerungskultur zur Voraussetzung individueller Verantwortungskultur werden, die zu einer Versöhnungskultur, innerhalb Polens und zwischen seinen Nachbarländern führt.
Dies eröffnete die Möglichkeit, die Würde der Schutzsuchenden an den Landesgrenzen Polens und die Inhomogenen in seiner Mitte, unangetastet zu lassen.


(1) Vgl. Horkheimers „Geschichte und Psychologie“ Zeitschrift für Sozialwissenschaft 1932. S. 128
(2) Assmann, Aleida: Kollektives Gedächtnis Dossier: Geschichte und Erinnerung (Erstellt am 06.09.2017)
(3) 5. Mo 32,10; Ps 17,8. Sacharja 2,12
(4) Bogna Czałczyńska: Vortrag: Festung-Europa: Bericht aus der östlichen Außengrenze. am 19.09.2017 in der Regenbogenfabrik in Berlin-Kreuzberg
(5) Fake von Gmyz Cezary: Rzeczpospolita 30 10 2012.
(6) Bogna Czałczyńska: Vortrag: Festung-Europa a. a. O.
(7) Victor, Barbara: Beten im Oval Office. (2005) Christlicher Fundamentalismus in den USA und die internationale Politik. München u. Zürich: Pendo. [engl. 2004: The Last Crusade; Erstausgabe frz. 2004: La Dernière Croisade. Plon: Paris. S. 29
(8) Domin Florian, Facebook Metadaten-Analyse 2017 entnommen 16.08.2017
(9) Vgl. Alter, Peter: Nationalismus. Frankfurt am Main 1985, S. 14.
(10) Bogna Czałczyńska: Vortrag: Festung-Europa. A. a. O.
(11) Kant Immanuel: § 7 Grundgesetz der reinen praktischen Vernunft . in der Kritik der reinen praktischen Vernunft. S.54
(12) Hofstadter Richard: The paranoid Style in American Politics. Erstveröffentlichung Harper’s Magazine 229.1374 (1964): 77-86
(13) Vgl. Schwan Gesine: Politik und Schuld. Die zerstörerische Macht des Schweigens. 1997, S. 240
(14) Vgl. Schwan Gesine: Politik und Schuld. Die zerstörerische Macht des Schweigens. 1997, S. 240


Literatur
Alter, Peter: Nationalismus. Frankfurt am Main 1985, S. 14.
Assmann, Aleida: Kollektives Gedächtnis Dossier: Geschichte und Erinnerung (Erstellt am 06.09.2017)
Barbara Victor: Beten im Oval Office. (2005) Christlicher Fundamentalismus in den USA und die internationale Politik. München u. Zürich: Pendo. [engl. 2004: The Last Crusade; Erstausgabe frz. 2004: La Dernière Croisade. Plon: Paris.
Bogna Czałczyńska: Vortrag: Festung-Europa: Bericht aus der östlichen Außengrenze. am 19.09.2017 in der Regenbogenfabrik in Berlin-Kreuzberg
Hofstadter Richard: The paranoid Style in American Politics. Erstveröffentlichung Harper’s Magazine 229.1374 (1964): 77-86
Horkheimers „Geschichte und Psychologie“ Zeitschrift für Sozialwissenschaft 1932.
Kant Immanuel: § 7 Grundgesetz der reinen praktischen Vernunft . in der Kritik der reinen praktischen Vernunft.
Schwan Gesine: Politik und Schuld. Die zerstörerische Macht des Schweigens. 1997
Entnommen aus dem Internet:
Fake von Gmyz Cezary: Rzeczpospolita 30. 10. 2012.
Domin Florian, Facebook Metadaten-Analyse 2017 entnommen 16.9.2017

Mit den Augen des Westens (1)

Esther Schulz-Goldstein

Nackte Macht + Regression = Populismus

Vortrag gehalten am 8. 9. 2017 in der Regenbogenfabrik in Berlin- Kreuzberg

Gestatten Sie mir einen Blick in die deutsche Geschichte zu werfen, um Gegenwärtiges klarer akzentuieren zu können.

Nation war in erster Linie Staatsbürgergemeinschaft, mit gleichen Rechten für gleiche Bürger, und zwar unabhängig von ihrer ethnischen Herkunft. Die Frage nach der Identität der Deutschen stellte sich im 19. Jahrhundert mit großer Dringlichkeit, denn keine wusste was das war, weil bisher die Stämme der Sachsen, Franken, Bayern, Schwaben und Alemannen etc. Identität erzeugt hatten. Die deutsche Sprache als Identitätsbildner schied aus, weil sie auch von Schweizern und Österreichern genutzt wurde und deshalb erschien das deutsche Blut in den Restzuckungen der Romantik im Vordergrund.

In der Reichsgründung 1871 ließ sich Wilhelm I. im prachtvollen Spiegelsaal des Schloss Versailles, dessen Deckengemälde den Sonnenkönig, als Eroberer deutscher Städte und Länder feiert, „die vom Blut aller deutschen Stämme gekittete“ (1) Kaiserkrone aufs Haupt setzen.

In der Suche nach der Identität der Staatsbürgergemeinschaft, übertrug sich das Gefühl der Stammeszugehörigkeit auf die deutsche Nation. Die, den Stämmen innewohnende Blutsverwandtschaft übertrug sich mit und wurde zur Basis des Nationalismus. Er barg in sich nunmehr das “deutsche Blut” das die Identität dieser Mehrheit als ein Familienphantasma zu bestimmen schien. Dieser Nationalismus machte ganz langsam aus polnischen, kaschubischen ukrainischen, Staatsbürgern “Untermenschen” während man die Juden im anschwellenden Antisemitismus zu Dehumanisieren begann, weil sie das “deutsche Blut” nicht teilten. Das subjektive Bekenntnis der Bürger zum “deutschen Blut” wurde das einigende Kriterium im Nationalstaat, und nicht Mentalität oder Nationalcharakter.

Dieses familiäre Phantasma war die Abwehr einer angsterzeugenden Verunsicherung der Menschen. Die Verunsicherung nagte an ihrer bisherigen Identität, die von Bräuchen, Sitten und Traditionen definiert wurde, die sich aber aufzulösen begannen.

Der nietzscheanische Kult der autonomen Persönlichkeit als auch die Psychoanalyse, die Nacktbade- und Vegetarierbewegung, der Ausdruckstanz, die charismatischen Gemeindebildungen um Stefan George, Rudolf Steiner und Sigmund Freud, führten in therapeutische Gruppenbildungen eines von seiner Freiheit damals zutiefst schockierten Individuums.

Der heutige Populismus von lateinisch populus das Volk ist eine Abwehr von Angst durch Machterwerb (2).

Angst die durch die Auswüchse der angewendeten „marktradikalen“ Theorien Milton Friedmans entstehen, weil die Schere zwischen arm und reich sich immens vergrößert.

Ängste die durch die Grenzenlosigkeit und Auflösung alter Gewissheiten in der Globalisierung entstehen. Deren “alltägliches Handeln, in den verschiedenen Dimensionen der Wirtschaft, der Information, der Ökologie, der Technik, der transkulturellen Konflikte und (der) Zivilgesellschaft […]” (3) Ängste mobilisieren, die vergleichbar mit denen des 19. Jahrhundert sind.

Die Globalisierung begann zwar schon mit der Seidenstraße, wurde aber durch die industrielle und heutige digitale Revolution extrem beschleunigt.

Die Energiekrise, die Zeitenwende im Fall der Mauer, die immense Entwertungserfahrung im Kollaps des kommunistischen Erlösungsprojektes und der Klimawandel leiteten ein -oder fixierten- eine Regression auf der ganzen Welt, die im christlichen Raum den Populismus hervor brachte. Der Terrorismus als Antwort auf ein kriegsführendes Amerika und der Nato in Afghanistan und dem vorderen Orient, ist ein weiteres Angst provozierendes Faktum.

Das menschliche Angstproblem ist jedoch “ein Knotenpunkt im Seelenleben” (4), an welchem die verschiedensten Erlösungswege ihren Ausgang nahmen und immer noch nehmen. Einer davon ist die Regression die, die miteinander in Konflikt stehende Gefühle wie Schuld und Scham mental so bewältigt, dass die daraus resultierende seelische Befindlichkeit im Betroffenen konfliktfrei bleibt und sich daraus resultierende Wohlgefühle etablieren.

Die angestrebte Konfliktfreiheit führte in den Populismus, der Harmonie und Konsens verspricht. Sehnsucht nach beidem trägt jeder Mensch in sich. Sie entfaltet sich in seinem Regressionspotential in der Massenbildung.

Abzulesen an Fußballfans in den Arenen, auch mit entsprechender Gewaltentbindung oder bei sommerlichen Musikevents in der Nacht mit brennenden Feuerzeugen. Doch diese Form der Regression hat einen Anfang und ein Ende, während der Populismus zwar einen schleichenden Anfang besitzt aber das Ende nicht absehbar und deshalb eine permanente Gefahr für die Demokratie ist.

Angestoßen wird der Populismus in Westeuropa vom herrschenden Egozentrismus. Er ist sowohl Folge der Individualisierungsforderung als auch einer auf den Markt zentrierten und deshalb beziehungszerstörerische “Arbeitsmoral”, mit Zerfall familiärer Bindungen, die regressiv den Wunsch nach Homogenität verstärkten und in eine Umarmungsdemokratie führten.

Der rechte Populismus erzeugt einen apokalyptischen Ton aus der „Untergang des Abendlandes-Angst“, wenn sie sich von – Familienphantasma sprengenden- Muslimen “überrollt” fühlen.

Inzwischen entstand daraus ein einstimmiger Gesang, innerhalb der -von dumpfer Homogenitätssehnsucht erfüllten- Westeuropäern, der durch die osteuropäische staatstragende Visegrád-Gruppe verstärkt wird (5)

Es ist eine regressive Antwort auf bedrohliches in der Gegenwart, die alle auf der Strecke gebliebenen kindlichen Wünsche nach Geborgenheit und Harmonie verlebendigen. In der Visegrád-Gruppe kommt der einst erlebte Mangel an Schutz und die Frustrationen im Zusammenbruch des Sowjetreiches hinzu. Sie mobilisierte bei den Evangelikalen millenaristische Phantasien, die der Apokalypse des Johannes entstammen.

Der Populismus wurzelt in der Schamkultur.

In der Völkerpsychologie spricht man von einer Schamkultur, wenn ihre Grenzen und Motive durch kulturelle Muster die Harmonie und Konsens garantieren aus Tradition, Brauch oder Sittlichkeit festgelegt sind. Im Westen verloren diese Muster ihre prägende Kraft, durch den Untergang der Traditionen, Bräuche und Sitten in der sich entfaltenden Freiheit des Individuums. Deshalb ist die Schamkultur in der westlichen Gesellschaft nur noch in den homogenitäts- und konsenssüchtigen Mentalitätsträgern zu finden, und beschränkt sich auf den familiären Umgang. In der Massenbildung entäußert sie sich durch aggressive Impulse, ablesbar an den Hasspredigten auf den Montags- oder Dienstagsdemonstrationen im Osten der Republik.

Im kollektivistischen Sozialismus existierte eine vom Staat institutionalisierte Kollektivkultur und damit Schamkultur, in deren Nischen sich nur Individualisierung und Schuld- bzw. Verantwortungskultur entwickeln konnte oder auch nicht.

Dodd, der diesen Begriff prägte, untersuchte 1951 die Ilias, den ältesten Text der antiken Griechen und bemerkte, dass die Griechen der stammeskulturellen Schamkultur verhaftet waren. In diesem Zusammenhang ist ihre Schamfreiheitsformel in der “Rechtfertigung des Agamemnon” aufschlussreich. Er argumentiert, nicht er sei der eigentliche Verursacher des Krieges gegen Troja gewesen, sondern Zeus, der ihm seinen Verstand geraubt habe.

Eine solche Schamfreiheitsformel kann nur von einer Gewissenskonfiguration hervorgebracht werden, die durch Schamkultur geprägt wurde.

Scham im Kollektiv versus Schuld in der bürgerlichen Gesellschaft

So herrscht in der ehemaligen DDR, der Blick der Partei, des Arbeitskollektivs, der Schiedskommission u. ä. vor, die den Regelbruch be- und verurteilten. Es herrschte die Schamfreiheitsformel: “Man kann alles tun, nur sich nicht erwischen lassen” nicht nur bezüglich des Futters für die “private Kuh oder Sau” aus den Feldern der LPG.

Jedoch in einem ertappten “Sünder” reagierten die entstehenden Schamgefühle gleich Seismographen sensibel, auf die Infragestellung seines Grundbedürfnisses nach Anerkennung, Schutz, Zugehörigkeit und Integrität. Deshalb waren für ihn diese Gefühle so schwer zu ertragen und konnten der Schamabwehr zum Opfer fallen.

Der “Sünder Agamemnon” schützte sich mit seiner Schamfreiheitsformel nach dem trojanischen Krieg davor, dass sich in ihm ein Gefühl – sich im Mauseloch verstecken zu müssen – breit machen konnte.

Im Gegensatz dazu, beurteilt in einer Schuldkultur das Gewissen des “Sünders” sein Fehlverhalten. Denn die erst von seiner Familie und dann von der Gesellschaft aufgestellten Regeln und Normen internalisierte er in seiner Individuation. Diese Verinnerlichung verbietet jegliche Schamfreiheitsformel, denn in der Schuldkultur hätte Agamemnon bekennen müssen, dass er den trojanischen Krieg begonnen hat.

Der frühere Zwang der von den Blicken aus dem Kollektiv auf den heutigen Sünder einströmte, verwandelte sich in seiner Sozialisation in seinem Gewissen zu Selbstzwang. Entscheidet er sich, seine verinnerlichten Regeln und Normen zu übertreten, reagiert er mit Schuldgefühlen.

Im Okzident sollte idealerweise die Schuldkultur (6) mit dem Gewissen inhärenten „kategorischen Imperativ“ „Handle so, dass die Maxime deines Willens jederzeit zugleich als Prinzip einer allgemeinen Gesetzgebung gelten könne“ (7) dominieren, was voraussetzt, das, ein Individuum, die Stammesmentalität weit hinter sich gelassen hat.

Im „kategorischen Imperativ“ sind die Werte wie Wahrheit, Gerechtigkeit, Demokratie, Menschenrechte, Freiheit und Individualismus aufgehoben.

Diese Werte -in Normen übersetzt- würde einen potentiellen Sünder aus der Schuldkultur daran hintern einer zu werden.

Um Scham von Schuld noch deutlicher abzugrenzen, entstehen im “Sünder” bei Übertretung von Normen Gewissensangst die sich als Schuldgefühl äußert. Seine vom Gewissen ausgelöste Verlustangst meldet sich als Schamgefühl, weil es die Aufkündigung zwischenmenschlicher Bezogenheit signalisiert.

Jedoch niemals “sind wir ungeschützter gegen das Leiden, als wenn wir lieben, niemals hilfloser unglücklich, als wenn wir das geliebte Objekt oder seine Liebe verloren haben“ (8), um das zu verhindern lügt der Mensch und mit der Schamfreiheitsformel belügt er sich sogar selbst.

Schuld braucht keinen Blick von außen.

Sie ist die internalisierten Ge- und Verbote gestaltete Antwort unseres Gewissens. Schuld entsteht durch Handlung oder unterlassene Handlung und mündet in der aktiven oder passiven Täterschaft. Verantwortungsübernahme setzt die Anerkennung von Schuld voraus.

Scham, Sieg und Ehre

Scham ist immer ein intersubjektives Geschehen und emotionaler Ausdruck einer interpersonalen Situation. In ihr kann man seine Ehre verlieren, die aber durch die Schamfreiheitsformel immer wieder gerettet werden soll.

Falls unser fiktiver Sünder bei einer schweren Regelübertretung ertappt wird, verliert er seine Ehre, was bei schweren Vergehen, die Ausstoßung aus der menschlichen Solidargemeinschaft in den Tod evozierte.

Unter den deutschen Stämmen war in den Einigungskriegen die Gewalt eine Antwort auf ihre Not –ein Flickenteppich zu sein- gegenüber der Macht geeinter Nationen, die es umgaben.

Im Retten der eigenen Ehre, sang man in der preußischen Volks- und späteren Kaiserhymne:

Wir alle stehen dann
Mutig für einen Mann
Kämpfen und bluten gern
Für Thron und Reich!

Zum Sieg über Frankreich gehörte 1871 zusätzlich die Demütigung der Franzosen im Spiegelsaal von Versailles, als man dort das deutsche Kaiserreich gründete. Hier zeigt sich die Quintessenz jeglicher Schamkultur: Sie ist eine Veranstaltung des Gruppennarzissmus, ein Tummelplatz der Höhenflug antretenden Zugehörigkeitssolidarität, in der die Ehre gefeiert wird.

Schamkultur schützte aber auch den Narzissmus der Franzosen, durch seine inhärente Forderung zu siegen. Die Niederlage beschämte und bedeutete den Verlust ihrer Ehre. Damit wurde der Franzosen Selbstliebe 1871 zutiefst frustriert.

Festgehalten auf der Siegessäule im Berliner Tierpark, deren Fuß als polierter roter Granit vom Triumph “arischen Blutes” (9) über das der “Welschen” erzählt. Der aus französischen Kanonen gegossene Fries, verewigte den Triumph. Er wurde nach dem II. Weltkrieg von der französischen Besatzungsmacht abgeschraubt und erst 1987 zur 750-er Jahrfeier als Beutekunst des Krieges von Präsident Mitterrand zurückgegeben. So tief saß die Demütigung.

Die Spaltung des Gewissens

Eine den Narzissmus einer Gruppe rettenden und deshalb am Sieg orientierte Moralität vertieft die Spaltung der Gewissen.

Sie bringt das Rechts des Stärkeren hervor. Es erlaubt eine illusorische Versöhnung von ethischem Anspruch und Wirklichkeit.

Deshalb verabschiedete sich der kategorische Imperativ aus den Gewissensstrukturen als am säbelrasselnden deutschen Wesen die Welt genesen sollte. Denn es begann damals zu gelten: „jeder Schuss ein Russ, jeder Stoß ein Franzos, jeder Tritt ein Britt und jeder Klaps ein Japs“. Das Volk sang:

Herrscher des Vaterlands!
Heil, Kaiser, dir!
||: Fühl in des Thrones Glanz
Die hohe Wonne ganz,
Liebling des Volks zu sein!
Heil Kaiser, dir! :||

Auf diese Weise begann das Volk den neuen Kaiser – mit ihren an ihn abgetretenen Narzissmus – zu verehren.

Auf dem Hintergrund des narzisstischen Höhenflugs im Spiegelsaal von Versailles reagierten die Deutschen nach dem I. Weltkrieg mit der Schamfreiheitsformel des “Versailler Schandvertrags” (10), der zu rächen war.

Gleichzeitig verstärkten sich die ausgiebig verteilten gefühlsmäßigen Bindungen des Einzelnen an die frühen elterlichen Bezugspersonen. Sie wurden einst auf den Kaiser übertragen, von Hitler eingesammelt und offenbarten eine Regression in die Stammeskultur mit der zu ihr gehörenden Schamkultur.

Das führte in einen nationalistischen Trampelpfad breittretenden Überschwang vaterländischer Gefühle. Auf ihm ging Hitler, das kaiserliche Heil auf sich vereinigend und die Massen hinter sich, “erfolgreich” weiter.

Die in der Masse versunkenen heilrufenden Volksgenossen enthüllten einen Mangel an Selbständigkeit, kritischer Denkfähigkeit und Initiative, eine unbewusste Abgleichung der Antworten, als Folge ihres kindlichen Anspruchs – nun mehr mit allen ganz harmonisch – ein Herz und eine Seele sein zu wollen (11). Das schließt aber die “Blutfremden” aus, mit denen das nicht so ohne weiteres möglich ist.

Schamfreiheitsformel und Homogenitäts-Forderung sind die jeweilige Seite einer Münze, die Nationalismus heißt.

In seiner Entfaltung entstanden Bilder der Grandiosität und wurden konstituierender Inhalt eines Größenwahns. In ihm begannen die, die keine Imperien besaßen zu träumen: Die Deutschen von einer Landesgrenze kurz vor Moskau, Mussolini vom römischen Reich, die Griechen von Byzanz.

Es war das Jahrhundert, in dem ein aggressiver Nationalismus in vielen Ländern Wurzel fasste. Es war das Jahrhundert, dass europäischen Nationen die Legitimität zu zusprechen schien, Minderheiten unterdrücken zu können.

Die Selbstidealisierung der Deutschen wurde mit „kulturexportierenden“ Trugbildern aufgefüllt:

„Deutschlands Berufung,
Macht und Freiheit, Recht und Sitte,
klarer Geist und scharfer Hieb
zügeln dann aus starker Mitte
jeder Selbstsucht wilden Trieb,
und es mag am deutschen Wesen
einmal noch die Welt genesen!“ (12)

Die Sündenböcke

Doch was der Selbstsucht wilder Trieb ausrottete, war der scharfe Hieb der Projektionen. Er landete auf Personen, “die unbeliebt, leicht identifizierbar und vor allen real machtlos waren” (13) und sich deshalb zu Sündenböcken (14) eigneten. Sie wurden in den Köpfen der Projizierenden mit Macht ausgestattet und zum Inhalt ihrer Schamfreiheitsformel.

In der Psychoanalyse wird Projektion als eine seelische Operation bezeichnet, durch die der Mensch eigene Impulse, eigenes Unbewusstes und all das, was er an sich selbst nicht mag, aus sich ausschließt und auf einen anderen Mensch projiziert. Dabei geht es dem Projizierenden offenkundig immer darum, „etwas nach außen zu werfen, was in sich selbst zu erkennen oder selbst zu sein man sich weigert“ (15).

Besser ausgedrückt, Agamemnon übertrug seine Regungen auf Zeus, was ihn zum Träger seiner Schamfreiheitsformel macht und deshalb wurde Zeus zum Sündenbock Agamemnons.

Auf diese Weise lokalisiert er seine eigenen Regungen in Zeus, die ihm nach seinem angezettelten Krieg nunmehr als äußere reale Gefahr im – von ihm induzierten Irrsinn – erschien.

Geglückt ist eine Projektion, wenn es den Projizierenden gelingt, die eigene (innere) Quelle dieses Vorgangs vollkommen zu verschleiern und dem, was nunmehr real geworden zu sein scheint, volles Interesse und vollen Glauben schenken kann.

Das Ziel dieser projektiven Veräußerlichung eines ursprünglich inneren Vorgangs ist es, unliebsame eigene Tendenzen so zu behandeln, als ob sie eine von außen kommende reale Bedrohung darstellen, der man, wenn Flucht nicht möglich ist, nun entgegentritt, in dem man sie vernichtet.

Zwei Vorteile erzielt der Mensch mit seiner Schamfreiheitsformel: er wird den Anforderungen seines Gewissens gerecht und findet zugleich Gelegenheit, unter der Denkweise einer legitimen Bestrafung, die eigene aggressive Bereitschaft ausleben zu dürfen.

Der Sündenbock der Arier – der Jude oder der Zigeuner – unterlag 1935 einer wahnhaften Verzerrung im Außen.

Das Blut der deutschen Mehrheit wurde in den Nürnberger Gesetzen normiert. Sie verurteilten nicht des Sündenbocks Erniedrigung und Verfolgung. Im Gegenteil forderten sie im letzten Drittel des „Dritten Reiches“ die Auslöschung fremden Blutes und wurden auf diese Weise Matrix aller Genozide. Die Nürnberger Gesetze signalisieren den Tiefpunkt der Regression im Deutschen Reich”.

Die Wiedererrichtung einer Schuldkultur im Gewissen der Deutschen

Auf dem Nürnberger-Prozess gegen die Nazielite herrschte die Schamfreiheitsformel “Ich war’s nicht, Adolf Hitler war’s gewesen”. Sie ergriff das ganze Volk. Deshalb mobilisierten die Alliierten verstärkt durch die deutsche Opposition aus dem Exil oder den Konzentrationslagern, wieder die Verantwortungskultur. Sie bescherten dem deutschen Grundgesetz den Satz: “Die Würde des Menschen ist unantastbar”.

Deutsche Historiker, und die hartleibige deutsche Justiz unter dem Frankfurter Staatsanwalt Fritz Bauer beantworteten nach einer 25. jährigen Schamfrist, die ethische Katastrophe im deutschen Zivilisationsbruch mit seiner Aufarbeitung und Analyse. Ihre Ergebnisse sickerten durch die Medien und Bildungseinrichtungen in die Gewissensstrukturen der nachfolgenden Generation. Sie begründeten in der Bundesrepublik ein Verantwortungsgefühl sowohl für die Folgen der Barbarei in der Elterngeneration und ließ die Frage entstehen, wie die deutsche Schamfreiheitsformel entstehen konnte.

In den letzten 70 Jahren hat sich dank der, in der Schuldkultur verankerte Europäische Union, ein identitärer Sockel friedlicher Nationalkulturen entwickelt. Ein Krieg in dieser Union ist nicht mehr vorstellbar, solange die Vertreter der Schamfreiheitsformeln, die wie dargelegt dem Sieg verpflichtet sind, in den Wahlen nicht mehrheitsfähig werden.

Im Auftauchen aus der Schamkultur verwandelte sich der Hass in Freundschaft gegenüber den „Erbfeinden“, weil nur in einer Schuld anerkennenden Kultur um Verzeihung und der Möglichkeit der Wiedergutmachung gebeten werden kann, in der ehemalige Feinde in der darauffolgenden Generation zu Freunden werden können.

Es entwickelt sich im Untergang der siegen müssenden Schammentalität eine europäische Friedenszone. In dieser Zone werden Konflikte nicht mit Gewalt, sondern durch Verhandlungen gelöst, was Schuldkultur auszeichnet.

Neue regressive Tendenzen

Schleichend begannen die regressiven Tendenzen in der Ölkrise und dem ersten “autofreien Sonntag”. Deshalb schaffte es der Begriff des Populismus 1980 in den Rechtschreibduden. Er beschreibt einen alten Wein in neuen Schläuchen und benennt eine janusköpfige Psychodynamik, die jedoch den Blutkult im gesellschaftlichen Unbewussten der Deutschen belässt. Im Populismus gibt es zwei Strömungen: Sowohl die eines durch Homogenität bestimmten Nationalismus, der in ihr die romantische und schöpferische Verbindung der wahren Deutschen und ihrer Kultur erblickt, als auch den Willen zur Macht um der Macht willen. Beide Tendenzen waren vor dreißig Jahren in der neuen populistischen Partei der Republikaner als Flügel vertreten, in der, der Eine, eine wertkonservative Agenda unterhielt und der Andere eine nationalistische Blut und Boden Romantik im Bewusstsein ihrer Befürworter, mit dem Begriff der Homogenität verschleierte. Dieser seelische Verarbeitungsmechanismus im Dienste der Angstabwehr wurde in Deutschland von den Volksparteien in ihren rechten Flügeln einst in Schach gehalten. Jedoch diese Angstabwehr begann die etablierten Parteien zu dominieren, als sie entschieden, dass nur noch in -der Mitte- die Macht im Staate gewonnen werden könne. Seit die Parteien die Themen der anderen an sich reißen, auf Visionen verzichten und eigene Konzepte, mit denen der politischen Gegner harmonisieren, verstärkten sie gleichzeitig die Anzahl der Feindbilder produzierenden Homogenitätssüchtigen, die dem politischen Gegner einst ihre Feindbilder überstülpten.

Jedoch in die Mitte eingebunden, verloren sie ihre Adressaten und deshalb wurden die eigenen ehemaligen Parteien zu ihren Gegnern, die jetzt die Reihen der “Alternative für Deutschland” auffüllen.

In ihrer neuen Heimat der AFD formulierte sie eine deutsche Mutter und viele neue Feinde, wenn auf ihrem Plakat die deutsche Kanzlerin als Miss Germany 2020 -mit Burka- die Goldschmiedegasse Eisenachs ziert. Neben ihr prangt die Burg, deren Turmkreuz durch den Halbmond ersetzt wurde. “Wartburga 500 Jahre Reformation-Toleranzwahn mit bösem Erwachen”. Weil die AFD die Fremdenfeindlichkeit ihrer Klientel ausformuliert, kann sie ihren auf Homogenität bestehenden Flügel nicht in Schach halten, wie die Causa Höcke oder Gauland belegen.

In der AFD treffen sich zwei spezifische Gruppenregression des Ostens und des Westens. In ihnen dominiert die nationale christlichen Leitkultur, obwohl in Mecklenburg oder Brandenburg von dem herbei gezwungenen Identitätsmerkmal nicht mehr gewusst wird, wie: „Kein schöner Land in dieser Zeit…“

Ein solches Identitätsmerkmal verbindet sich in der neuen Partei mit den Neonazis und der mit ihnen verwandten Gruppierungen in Dresden, Rathenow oder Köln die auf heutigen Montagsdemonstrationen “Wir sind das Volk” verkünden.

Entschuldigt wird dieser völkische Zungenschlag von Wohlmeinenden mit der seelischen Adaptionsleistung an einen Kulturschock, aus der Zeit der Wiedervereinigung.

Auf ihn antworteten einige Menschen mit regressiven Homogenitätswünschen und kreierte den Begriff des Wessis. In ihn eingewickelt ist der noch ältere Begriff des Klassenfeindes, als umgangssprachlicher Sündenbock, aus der Zeit des kollektivistischen Sozialismus

Die Homogenitätswünsche verstärkten eine fremdenfeindliche Haltung gegenüber Muslimen in der Gegend des Landes in denen keine lebten und anderswo als alle ein vertrautes Land verloren hatten ohne es verlassen zu haben.

Die Homogenitätswünsche seien der narzisstischen Kränkung geschuldet, dass ein Inhomogener das mühsam erworbene innere Gleichgewicht wieder in Frage stellen könnte, was ihn geradezu als Sündenbock prädestiniere. Natürlich hat dieser Kulturschock stattgefunden, doch er kann nicht hinreichend die Regression der Ostdeutschen in den Ausschluss des Dritten begründen

Die Hypothese der Autorin ist, dass die Kollektivkultur der Nationalsozialisten eine staatlich fixierte Regression war, die sich bis in den Untergang der DDR verlängert hatte, und erst die Opposition in ihrer friedlichen Revolution aus ihr aus brach. Der Populismus trägt die Regression weiter und poliert mit seinen Homogenitätsanspruch die neue Identität der wiedervereinigten Deutschen. Weil das eine Hauptaufgabe ist, besitzt er kein eigenes Wertesystem. Er gebraucht nicht die Macht im Dienste einer Sache, Vision oder Konzeptes. Der Populismus ist ein quer gelaufener Verarbeitungsmodus eigenen Elendes, der Zeitenwende oder allgemeiner Überforderung.

Die AFD Wähler und die nicht in dieser Partei organisierten Rechtsradikalen schaffen es nicht aus dieser Regression auszutreten.

Vordergründig scheint ein Hauptwesensmerkmal des Populismus seine Anti-Establishment-Orientierung zu sein, in der das “einfache” Volk gegen die herrschenden gesellschaftlichen und politischen Eliten oder gegen das System protestiert. In ihm kam es im schamkulturellen Sektor der deutschen Gesellschaft zu Hassausbrüchen auf die existierende Kultur, auf den Kapitalismus etc., was sich im Schwarzen Block, den Hooligans, den Identitären, den ostdeutschen Bürgerbündnissen oder Reichsbürgern zeigt.

Hass als Antwort auf die eigenen zerbrochenen oder gebrochenen Elternhäuser oder Lebensentwürfe.

Umgeleitet wird dieser Hass auf Sündenböcke, die Oberen, die Polizisten, die Richter, die Lehrer, Ärzte, Politiker oder auf die Europäische Union. Somit wurde der Sündenbockmechanismus Kern linker oder rechtsradikaler Gewalt.

Der verängstigte Zeitgeist verstärkt, durch die als schleichend angenommene „Asylkatastrophe“ (16), den Wunsch nach Homogenität.

Deutschland und die Schutzsuchenden

Kaiser Wilhelm II. verkündete auf seiner II. Orientreise in Bagdad auf einem Bankett 1898 (17): “Möge seine Majestät der Sultan und mögen die 300 Millionen Mohammedaner, welche auf der Erde zerstreut leben, in ihm ihren Kalifen verehren, dessen versichert sein, dass zu allen Zeiten der deutsche Kaiser ihr Freund sein wird”.

Dieser Satz eines deutschen Kaisers, ist heute noch festgeschrieben im kollektiven Gedächtnis der Muslime, denn er wurde der Autorin öfters auf ihren Reisen durch den Orient zitiert. Er ist in den zerschellenden islamischen Staaten ein starkes Motiv für die Flucht in Richtung Bundesrepublik und nicht nur das volle Depot des Sozialstaates innerhalb seiner Willkommenskultur.

Wie tief die Ehre eines schutzsuchenden Familienvaters attackiert wird, wenn er nicht in der Lage ist, für die Seinen durch eigene Hände Arbeit in der Fremde zu sorgen, kann sich der Fremdenhasser gar nicht vorstellen, weil er seine eigenen Versorgungswünsche auf ihn projiziert.

Deshalb wird die vertrauensvolle Zuneigung von Menschen aus den islamischen Ländern mit Hasstiraden beantwortet.

Sie führen in die Spitze des Hassberges auf Facebook. Er signalisiert in der Anonymität, die Ohnmacht der Hassenden. Weil die Hassenden sich in einem Flügel der AFD sammeln, verwandelten sie ihre Ohnmacht in Macht. Dieser neue Machtzuwachs der Ohnmächtigen erlaubt Asylsuchende zu diskriminieren und im Anlauf das Recht des Stärkeren wieder durch zu setzen.

Begründet mit: “Ich hasse nicht meine Familie, meinen Vorgesetzten, den Staat, die mir die Erfüllung meiner Wünsche verweigern. Ich hasse, die Inhomogenen, oder andere Diskriminierte, die ich als Feinde des eigenen Deutschseins wahrnehme”. Sie alle tangieren die Homogenisierungssehnsucht im fremdenfeindlichen Sektor der Gesellschaft. In ihr sammelt sich der Rückstand aus den Bewusstseinsinhalten der Nazizeit und empfiehlt den Migranten die Heimreise anzutreten, oder behauptet der Islam gehöre nicht zu Europa (18).

Deshalb drängte sie -bei uns lebende Menschen mit Migrationshintergrund- in die Rolle der Strohpuppe, wie die Mordserie der bis in den Verfassungsschutz reichenden Nationalsozialistischen Untergrund-Connection offenbart.

In dieser Form des Machterwerbs brauchen die sich Ermächtigenden, Schwache, als Inkarnation des eigenen Unglücks.

Ein solch innerseelischer Verarbeitungsmodus greift in der Bevölkerung um sich.

Dieser Verarbeitungsmodus der Angst drängt die Schutzsuchenden in die Rolle der Strohpuppe. Sie soll die Ängste der Homogenitätssüchtigen exorzieren, wenn sie ihre Unterkünfte verglühen lassen.

Deshalb propagieren sie Positionen in denen sie versprechen die “Fata Morgana einer Welt, in der sich leben lässt und in der ganz unvorstellbar ist, dass man sie aus freien Stücken verlässt” (19), wie das unsere Schutzsuchenden scheinbar getan haben.

Sie befriedigen stammeskulturelle Bedürfnisse in der Anweisung, eine Welt zu denken, die gegen ihre Entwicklung möglich wäre, “eine Welt also (…), in der Begründungen nicht benötigt, nicht gesucht, nicht einmal entbehrt werden” (20).

Dadurch befriedigt sie ein mobilisierbares archaisches Sicherheitsbedürfnis im Menschen. In ihm soll alles gleich bleiben, und keine Veränderung irritieren oder ängstigen.

Populisten stabilisieren die Verleugnung, das Leben Veränderung bedeutet oder auch Abschied und innere Not deshalb, weil man in entscheidenden Momenten die moralische Integrität nicht besaß.

Zusätzlich bedienen sie die Exklusionswünsche des kleinen Mannes gegenüber den inhomogenen “Sozialstaatsschmarotzern”, Immigranten und Asylbewerbern. Sie geben vor die politische sowie soziale Teilhaberechte nur für den kleinen deutschen Mann zu reservieren.

Möglich wurde das “wahre Volk”, oder die “Bio-Deutschen”, in die Vorstellung eines nationalen Gleichschritts ein zu binden, weil mit den Schutzsuchenden und Migranten genügend Menschen für die Äußerungen ihres Hasses übrigbleiben.

Deshalb sitzt das “wahre” Volk in einer paranoiden Wagenburg, und zwingt die Verfremdeten die Rolle der Strohpuppe zu übernehmen, um sie verbrennen zu können.

Das “wahre deutsche Volk” wird jedoch nicht die Überhand gewinnen, weil inzwischen die Mehrheit in Deutschland weiß, wohin sein Zivilisationsbruch (21) führte, der einst mit ihm begann. Die antiregressiven Institutionen in der deutschen Demokratie sind deswegen die große zivilisatorische Errungenschaft, weil sie unser – von Panik gesteuertes – destruktives Potential – den Sündenbock der Vernichtung anheim geben zu können – oder als Bereitschaft Krieg zu führen – zumindest in Europa-in Verhandlung und Vertrag sublimiert haben.

Berlin 10. 9. 2017


Literatur

Alter, Peter: Nationalismus. Suhrkamp, Frankfurt am Main 1985.

Aronson, T. D. Wilson, R. M. Akert: Sozialpsychologie. Pearson Studium. 6. Auflage 2008

Balibar Étienne: Homo nationalis: Ein anthropologischer Abriß der Nationform. In: Ders. Sind wir Bürger Europas? Politische Integration, soziale Ausgrenzung und die Zukunft des Nationalen. Hamburger Edition, Hamburg 2003, S. 33–61.

Blumenberg, Hans: Theorie der Lebenswelt, hrsg. von Manfred Sommer, Berlin 2010

Beck, Ulrich: Was ist Globalisierung? Irrtümer des Globalismus – Antworten auf Globalisierung, Frankfurt am Main 1999

Diner Dan (Hrsg.): Zivilisationsbruch: Denken nach Auschwitz. Fischer Taschenbuch 4398, Frankfurt am Main 1988

Dann Otto: Nation und Nationalismus in Deutschland 1770–1990. C.H. Beck, München 1993,

Dodd, E., R.: Die Griechen und das Irrationale. Wissenschaftliche Buchgesellschaft: Darmstadt, 1970 [Orig. The Creeks and the Irrational. 1951]

Elias, Norbert: Studien über die Deutschen. Machtkämpfe und Habitusentwicklung im 19. und 20. Jahrhundert (suhrkamp taschenbuch wissenschaft) 1992

Fleischhauer Jan: Fürchtet euch! Spiegel Nr. 29. S. 32

Freud S: Massenpsychologie und Ich-Analyse/Die Zukunft einer Illusion. Frankfurt a. M. Studienausgabe Bd. IX 1974

Freud S: Vorlesungen zur Einführung in die Psychoanalyse. Frankfurt a. M. Studienausgabe Bd. III 1974

Freud S: Das Unbehagen in der Kultur. Frankfurt a. M. Studienausgabe Bd. IX 1974

Girard, René: Generative Scapegoating. In: R. Hamerton-Kelly (Hrs.): Violent Origins. Walter Burkert, René Girard, and Jonathan Z. Smith on Ritual Killing and Cultural Formation. Stanford University Press, Stanford 1987

Hobsbawm Eric: Nationen und Nationalismus. Mythos und Realität seit 1780. Campus, Frankfurt am Main 1991,

Klever, Ulrich: Das Weltreich der Türken. Vom Steppenvolk zur modernen Nation Bayreuth 1983

Neumann Franz, Herbert Marcuse, Otto Kirchheimer: Im Kampf gegen Nazideutschland: Die Berichte der Frankfurter Schule für den … Campus Verlag 2014

O’mahony, Anthony/Peterburs, and Wulstan/Shomali, Mohammad Ali (Hg.): Catholics and Shi‘a in Dialogue: Studies in Theology and Spirituality, London 2004

Taggart Paul: Populism and Representative Politics, in: Journal of Political Ideologies, 9 (2004)


(1) Friedrich von Dincklage-Campe: Kriegs-Erinnerungen, Bong & Company, Leipzig/Berlin 1895, S. 1.
(2) Buber Martin: Kampf um Israel; Schocken Verlag Berlin. 1933. S. 226
(3) Beck, Ulrich: Was ist Globalisierung? Irrtümer des Globalismus – Antworten auf Globalisierung, Frankfurt am Main 1999, S. 44. AYISH, Muhammad I.: Arab World Television in the Age of Globalization. An Analysis of Emerging Political, Economic, Cultural and Technological Patterns, Hamburg 2003, S. 69f.
(4) Freud Sigmund: Vorlesungen zur Einführung in die Psychoanalyse, Kapitel 25 „Die Angst“ Studienausgabe 1974
(5) In Visegrád wurde am 15. Februar 1991 ein Freihandelsabkommen von den damaligen Gründerstaaten Polen, Ungarn und der Tschechoslowakei beschlossen, um nach dem Ende von Ostblock und Kaltem Krieg die gemeinsamen Probleme möglichst kooperativ zu lösen. Ein weiteres Treffen der Gruppe erweitert mit Slowenien fand am 6. Oktober 1991 Visegrád statt. Im November 1998 haben die damaligen Regierungen bei einem Treffen in Budapest eine Wiederaufnahme der Zusammenarbeit in Form von regelmäßigen halbjährlichen Treffen beschlossen die inzwischen zu einem Treffen der EU-Visegrád- Staaten geworden sind.
(6) Scham- und Verantwortungskultur sind keine absoluten Kriterien weil jede Verantwortungskultur solche schamkulturellen Elemente enthält.
(7) Kant Immanuel: § 7 Grundgesetz der reinen praktischen Vernunft . in der Kritik der reinen praktischen Vernunft. S.54
(8) Freud Sigmund: Das Unbehagen in der Kultur, Kapitel 2 Studienausgabe, 1974
(9)arisch Sanskrit edel
(10) Neumann Franz, Herbert Marcuse, Otto Kirchheimer Hg. Raffaele Laudani: Im Kampf gegen Nazideutschland: Die Berichte der Frankfurter Schule für den … Campus Verlag 2016, S. 223
(11) Vgl. Freud S. Fragen der Gesellschaft Ursprünge der Religion Studienausgabe Frankfurt a. M. 1976 “Der Herdentrieb” S. 109-113
(12) Geibel Immanuel 1861
(13) Aronson, T. D. Wilson, R. M. Akert: Sozialpsychologie. Pearson Studium. 6. Auflage 2008. S. 448
(14) Die Sündenelimination in Lev 16, 20b -22 besteht aus dem Bekennen der Sünden über dem Bock und dem Fortschicken des „lebendigen Bockes“ in die Wüste. Er stellt ein Eliminationsritual dar und dient der Sühnung für Hohenpriester und Volk sowie der Reinigung von Heiligtum und Altar. Der Ritus wird von Aron als dem Hohenpriester vollzogen. Mit Hilfe der Handauflegung wird die als „Sündenschmutz“ verstandene Schuld auf den lebendigen Bock übertragen und so „das stofflich verstandene Böse räumlich entfernt“ (Janowski, 2000, 219; vgl. Janowski / Wilhelm, 1993, 129f; Maul, 1994, 6). Anschließend wird der so mit Sünden beladene Bock in die Wüste geschickt. Durch das Wegschicken des Bocks werden die Sünden „in das abgeschnittene Land“ fortgetragen (vgl. Lev 17,7), das für den Gegensatz zum kultisch reinen Lagerbereich steht. Zitiert nach Henrike Frey-Anthes in https://www.bibelwissenschaft.de/stichwort/31946/
(15) Laplanche/Pontalis Lexikon der Psychoanalyse. 1972 Suhrkamp S. 406)
(16) Fleischhauer Jan: Fürchtet euch! Spiegel Nr. 29. S. 32
(17) Klever, Ulrich: Das Weltreich der Türken. Vom Steppenvolk zur modernen Nation Bayreuth 1983. S. 380
(18) Parteiprogramm der AFD zur Wahl 2017 entnommen 2.). 2017
(19) Blumenberg, Hans: Theorie der Lebenswelt, hrsg. von Manfred Sommer, Berlin 2010, S. 230
(20) Ebd., S. 235.
(21) Dan Diner Hrsg.: Zivilisationsbruch: Denken nach Auschwitz. Fischer Taschenbuch 4398, Frankfurt am Main 1988

Jesienne wypominki

Roman Brodowski

Smak polskich jesieni

Jesień od jakiegoś już czasu rodzi we mnie dziwny, nostalgiczny niepokój. Czas przemijania w przyrodzie przygotowującej się do letargu, czy (jak kto woli) zimowego odpoczynku przed kolejną płodną wiosną, oddziałowuje również i na moje samopoczucie psychofizyczne. Czuję się wyjątkowo ospały, bardziej skłonny do melancholijnych nastrojów, i jakby bardziej zestresowany.

Ktoś może powiedzieć – Nostalgia i owszem, ale dlaczego niepokój? –
No właśnie. Dlaczego niepokój?

Spoglądając wstecz, w naszą historyczną rzeczywistość, zawsze dochodzę do tego samego wniosku, a mianowicie, że to właśnie jesień, owa szara, ale brunatno-krwisto-czerwona jesień, obfituje w jakże tragiczne dla naszego kraju, wydarzenia.

To jesienią 24 października 1795 roku Rosja, Prusy i Austria podpisały akt trzeciego (i całkowitego) rozbioru Polski. To 25 listopada tegoż roku ostatni król Polski, Stanisław August Poniatowski, abdykował na Nowym Zamku w Grodnie, na rzecz Rosji, po czym został deportowany do Petersburga.

Także jesienią 29 listopada 1830 roku w Warszawie rozpoczęło się wielkie powstanie przeciwko imperium rosyjskiemu oraz wielkiemu księciu Konstantemu, który był bratem cesarza Rosji i króla Polski Mikołaja I. Konstanty był powszechnie znienawidzony za stworzenie systemu tajnej policji i donosicielstwa, a także za gnębienie i poniżanie Polaków, za niszczenie wszelkich przejawów prawdziwego polskiego patriotyzmu.

Co prawda jesień dla Polski miała także i odcienie nadziei oraz radośc, jak na przykład zwiastun wolności, jakim było podpisanie 5.11.1916 przez cesarzy Niemiec i Austro-Węgier dokumentu, w którym ogłosili powstanie niezależnego Królestwa Polskiego. Władzę w państwie oddano Tymczasowej Radzie Stanu, później zaś, w roku 1917, Radzie Regencyjnej.  Szefem Komisji Wojskowej został mianowany Józef Piłsudski. To ten właśnie człowiek, także jesienią, 11 listopada 1918 roku, dzień po powrocie z więzienia w Magdeburgu, proklamował ponowne utworzenie z wyzwolonych spod zaborów ziem, państwa polskiego.

Niestety takich jesiennych radości w naszej historii było zbyt mało, by uważać ją szczęśliwą dla nas porę roku
Omijając kilkanaście mniej lub bardziej udanych dla naszego nowonarodzonego państwa, a więc okresu sanacyjnej, międzywojennej Polski, dochodzę do kolejnych tragicznych dla kraju, wydarzeń, które niestety także zaserwowała nam jesień,
Wrzesień 1939, zarówno jego pierwszy jak też siedemnasty dzień, po niespełna dwudziestu i jeden latach stał się prologiem kolejnego dramatu i niebytu naszej Ojczyzny, Ojczyzny która to rękoma faszystowskiej niemieckiej III Rzeszy jak też komunistycznego Związku Republik Radzieckich, została, zbrojnie zaatakowana i zgodnie podzielona, tak jak to postanowił pakt Ribentrop-Mołotow, podpisany 23 sierpnia tegoż roku, podzielona przez kolejnych (acz w rzeczywistości – tych samych) zaborców.
Ten długi, ponad pięcioletni okres okupacji naszego kraju, jak nigdy wcześniej obfitował w terror i zbrodnie dokonywane przez najeźdźców.
Zabijanie niewinnej polskiej ludności oraz eksterminacja polskich Żydów, zarówno przez Niemców i ich kolaborantów, jak też Rosjan, wysyłki do wybudowanych na terenie Polski fabryk śmierci zwnych obozami koncentacyjnymi, jak też na powolną, katorżniczą śmierć w do gułagów znajdujących na terenie dalekiej północy jak i Syberii, było na nadwiślańskiej ziemi, codziennością. Polska poraz kolejny płynęła nie „mlekiem i miodem”, a krwią, a spowijał ją zapach rozkładających się ciał.

Z pewnością, ale i premedytacją opuszczam wiele jesiennych wydarzeń, zasługujących również na uwagę nie tylko historyków, by sprowokować czytelnika do przemyśleń dotyczących nie tylko naszej smutnej jesiennej rzeczywistości, ale i innych epizodów, jakie wydarzyły się w pozostałych „ojczyźnianych porach roku”.

Wracając do mojego „kalendarium” – to koleją jesienną datą
jest wczesna jesień 1980 roku.

Historycznie, dla mnie i mojego pokolenia jest to okres najbardziej bliski, a to dlatego że ten nieodległy jeszcze czas nie zdołał wymazać z mojej pamięci i pamięci milionów rodaków tego, co się wówczas wydarzyło. Żyłem niejako w środku tamtych wydarzeń…, więc (wydaje mi się) przy odrobinie szczerości i woli uczciwego podejścia do analizy ówczesnej rzeczywistości, jestem w stanie niejako obiektywnie przekazać obraz niezafałszowanej prawdy historycznej.

Kiedy wydawało się, że w wolnej od przemocy i wojennych działań, socjalistycznej Polsce, w kraju którego symbol stracił koronę a naród suwerenność na rzecz Moskwy, nic się nie może wydarzyć, tenże naród poraz pierwszy od zamierzchłych czasów stał się jednością i wystąpił przeciwko niesprawiedliwości społecznej, przeciwko systemowi socjalistycznego prawa i przeciwko radzieckiej hegemonii w sferze politycznej, wojskowej i gospodarczej nad naszym państwem. To wówczas nasi chłopi, robotnicy i inteligencja, ręka w rękę, wyszli na ulice, ogłosili w całej Polsce okres strajkowy, domagali się demokratyzacji państwa, sprawiedliwego podziału władzy, wyprowadzenia wojsk sowieckich z Polski. Tak – mam na myśli ogólnonarodowy (prawie że) bezkrwawy, sierpniowy protest, i powstanie w dniu 30.08.1980 pierwszych po wojnie nielegalnych jeszcze, ale już Niezależnych Związków Zawodowych „ Solidarność”, których legalizacja nastąpiła 10.11. 1980 Niestety tamten polityczny sukces (jak dzisiaj widać) nie utrzymał na stałe tamtej narodowej jedności.

Dzisiaj ponownie stoimy na rozdrożu, zagrożeni kolejnym w historii rozłamem w narodzie, dobrowolnym spychaniem nas samych do jakiegoś zaścianka na arenie międzynarodowej. Rządzi nami indoktrynacja i to we wszystkich jej aspektach: społecznym, etyczno-chrześcijańskim i historycznym, poddano nas przekazom nieprawdziwej wiedzy, co zagraża naszej młodzieży i może doprowadzić do stworzenia społeczeństwa bezideowego, zdolnego do wszystkiego, tylko nie do współistnienia z innymi narodami.

Faszyzacja i nacjonalistyczna propaganda, jaką prowadzi dzisiejsza dyktatorska władza, ma na celu wywołanie w społeczeństwie fobii i pobudzenie ducha emocjonalnej nienawiści, negatywnego nastawienia narodu względem „obcych”. A to nie wróży niczego dobrego.

I właśnie do tej ostatniej w moich wypominkach jesieni, w naszej dzisiejszej sytuacji społeczno-politycznej powinniśmy myślami szczególnie często powracać, a młodemu pokoleniu przekazywać prawdę tamtego czasu, bez konfabulacji, indoktrynacji czy kłamstwa, tak dziś chętnie używanego dla celów propagandy politycznej.

Dziwi mnie fakt że tysiące, a nawet miliony rodaków mojego pokolenia tak szybko zapomniały, co znaczy uczciwość, prawda i obowiązek wpajania naszym dzieciom znanej greckiej maksymy że, „prawdą prawd jest wiedza naszych własnych doświadczeń”. A więc przekazujmy im rzeczywistość zgodną z faktami, sprzeciwiajmy się historycznej konfabulacji potrzebnej dla nadbudowy ideologiczno-propagandowej aktualnych systemów politycznych.
Amnezja, zwłaszcza ta ogólnospołeczna, podyktowana chęcią bezgranicznego (bezmyślnego) podporządkowania się władzy dyktatorskiej, zawsze prowadziła narody do krwawych, tragicznych wydarzeń.

Epilog:

Mamy jesień. Niech tych kilka przypomnianych przeze mnie dat i wydarzeń
będzie przestrogą i nauką dla nas wszystkich. Oby ta kolejna jesień była jesienią rozsądku i spokoju dla naszego (niestety podzielonego) narodu.

Jesień

Wiatr w porywie poezji
Układa mozaikę z liści
Odzianych w jesieniobarwną
Szatę błogiego spokoju.

Nadwiślane, matczyne pola
Oddając ostatnie płody
Brzemiennej ziemi
Czekają zimowego snu.

Orły – nie tylko te białe
Szukają schroniena
Przed nadchodzącą porą
Głodowego trwania.

I tylko my –zagubieni w czasie
Nie zwracamy uwagi
Na nadchodzącą niepewność
Jesiennej zawieruchy.

A jesień? – jesień ma się dobrze.
Deszcz, nostalgia, nadzieja
Nadchodzi, trwa i odchodzi.
Pozostaje po niej … historia.

01.10.2017

Wtorek 1 sierpnia godzina 17

Andrzej Rejman

prezentuje dziś głosy dwóch poetek napisane w przededniu godziny W

Julia Doktorowicz-Hrebnicka

Wołania lipcowe 1944      

Wróg słabość swą kryje pod łuską pancerną,
Z dnia na dzień ucieka zeń życie.
Komendancie – już czeka drużyna Twa wierna
Daj hasło – wyjdziemy z ukrycia.

Zatrutym zębem kąsaliśmy cicho,
Rdza sabotażu wroga pracę żarła…
Czy słyszysz? Bestia już ledwo oddycha…
Daj hasło – skoczymy do gardła!

Świętość celu uzbraja nam ręce,
Krzywda – serca zakuła w żelazo,
Kto mówi żeśmy słabi? My w męce
Niewoli
Twardsi jesteśmy od głazu.

Nitem przysięgi skułeś nas w szeregi
Cudu szukamy w każdym Twym słowie
Czekają na nas uwięzieni bracia
Komendancie!
Meldujemy posłusznie: Jesteśmy gotowi.

(lipiec 1944)

_____________________________________________________________

Pierwszy Sierpnia jest dla mnie jednym z najważniejszych dni w roku.

To okres przełamania lata, gdy słońce robi się bardziej żółte, a niebo bardziej niebieskie. Te dni nastrajają mnie (mimo wszystko) optymistycznie.

Optymistką do końca była też moja matka, uczestniczka Powstania Warszawskiego, rocznik 1915.

Na biurku kładę Jej odznaczenia – Krzyż Armii Krajowej tzw “Londyński”, Warszawski Krzyż Powstańczy oraz Order Virtuti Militari. Brakuje tylko Krzyża Walecznych, który został włożony do trumny, zgodnie z wolą zmarłej.

Pamiętam jak w latach 60, każdego roku w sierpniu, mama z zainteresowaniem czytała nieliczne jeszcze wtedy rocznicowe artykuły o Powstaniu Warszawskim, ukazujące się w niektórych pismach i dziennikach (“Stolica”, “Tygodnik Powszechny”, “Życie Warszawy”).

Opowiadała o pięknym współdziałaniu żołnierzy różnych formacji, o ofiarności ludności cywilnej, o czynach bohaterów tamtych dni.

Nie mówiła jednak zbyt wiele. Wspomnienia były nazbyt swieże.

Potem doczytałem, że ludzie Powstania walcząc o wolność i godność człowieka, wznosili się ponad swe poglądy polityczne, łącząc różne wizje ustroju Polski w jeden idealistyczny obraz Ojczyzny wolnej, demokratycznej i sprawiedliwej.

Dziś, gdy każdy może powiedzieć rzecz dowolną, mówiąc całemu światu w globalnej sieci – że “oto właśnie walczę o prawdę” – niezmienną wartością pozostaje rozumna mądrość nakazująca współdziałanie i solidarność w obliczu wyznaczonych zadań i możliwych do spełnienia marzeń.

Gdy w ostatnim czasie tempo zmian społecznych i politycznych w Polsce przyspieszyło – warto znów odwołać się do wartości Powstania Warszawskiego, które, jakkolwiek nie osiągnęło swych celów, jednak wzmocniło wiarę i nadzieję, że nie wszystko stracone.

Znów trzeba połączyć siły, okiełznać emocje i wspólnie zająć się pracą u podstaw. Wtedy wiele naszych marzeń spełni się.

I przede wszystkim rozmawiać, dochodząc do wspólnej prawdy, wspólnych wniosków, łącząc niejako odrębne światy, które każdy z nas nosi w sobie.

Połączyć TY i JA – tak jak połączone są sylaby w słowie KONSTYTUCJA – i wzywać do wspólnego zastanowienia się, co można zrobić razem, dla siebie i dla Polski.

Warszawa, koniec lipca 2017 roku

***

Zapowiadając dalsze wpis, wspomnienie o młodej poetce okupacyjnej i powstańczej – Teresie Bogusławskiej (1929-1945) przypominam dwa jej wiersze napisane jeszcze przed Powstaniem Warszawskim.

Teresa Bogusławska

Noc idzie        

Już słońce za ciemny schowało się bór
I niebo w zachodu purpurze,
Już ptaków po gniazdach wieczorny zmilkł chór,
W ogrodzie posnęły już róże …

Noc idzie i ciszę rozsiewa wśród pól
I gwiazdy zapala na niebie …
Noc idzie i może ukoi łzy, ból
I ześle sny jasne dla ciebie …

(1942)

moja wersja muzyczna tego wiersza –

Warszawie

Rozciągnęła nad Tobą noc skrzydła,
Rozciągnęły się mgły ponad Tobą,
W burz wichrów spętanaś wędzidła
I płomienie Ci ognia ozdobą

Rozpętały nad Tobą się burze,
Zaświeciły Ci łuną łez krwawą…
Lecz Tyś wyższa, Tyś wzrosła ku górze,
O męczeńska! O, święta Warszawo!

Gdy Ci grały szatańsko szrapnele,
Gdy Ci bomby pękały wśród ognia,
W Tobie wzrosło wielkości tak wiele,
Że nie zmogła jej siła i zbrodnia.

Zhartowałaś się we krwi i ogniu
I moc swoją zachowasz na wieki,
Moc, co w każdym już żyje przechodniu,
Tętni w murach, gra w nurtach tej rzeki…

Takaś dumna, wyniosła i żywa,
Takaś cała promienna i krwawa…
Dzwon się głuchy z oddali odzywa…
… Klękam w prochu przed Tobą, Warszawo…

(1943)

________

Teresa Maria Bogusławska, ps. „Tereska” (ur. 13 lipca 1929 w Warszawie, zm. 1 lutego 1945 w Zakopanem). Córka Antoniego Bogusławskiego oficera WP i poety oraz lekarki Marii Wolszczan. Mieszkała przy ul. Mazowieckiej w Warszawie.

Podczas okupacji hitlerowskiej uczyła się na tajnych kompletach w warszawskim Gimnazjum im. Cecylii Plater-Zybek. Jesienią 1941 wstąpiła do konspiracji – należała do 6. Warszawskiej Żeńskiej Drużyny Harcerskiej Szarych Szeregów. Została aresztowana przez Gestapo w lutym 1944 podczas akcji naklejania na niemiecki afisz z listą rozstrzelanych kartek papieru z hasłami patriotycznymi. Osadzona w więzieniu na Pawiaku, torturowana na przesłuchaniach, nabawiła się gruźlicy. Zwolniona, chora na gruźlicę, do lipca leczyła się w otwockim sanatorium.

Podczas powstania warszawskiego szyła mundury i opaski powstańcze. Tworzyła także ryngrafy z wizerunkiem Matki Boskiej. Po kapitulacji znalazła się w Zakopanem. Zmarła na gruźlicze zapalenie opon mózgowych w lutym 1945 roku.

W 1946 ukazał się tomik jej poezji pt. Mogiłom i cieniom. W 1979 Józef Szczypka opracował antologię Wołanie z nocy. Wiersze najmłodszej poetki warszawskiej czasu wojny.

Zu Sommerwende

Ob es Mittwoch vor zwei Tagen war (astronomisch) oder ein Volksfest der Johannis-Nacht (in Polen Kupała genannt und morgen gefeiert), es ist die Sommerwende und Beginn des Sommers.

Brigitte von Ungern-Sternberg

Heute ist der Tag der Sommer-Sonnenwende, schon immer ein besonderer Tag im Jahr.

Sinn und Zweck der Kreisanlage bei Goseck in der Steinzeit (ca. 5000 v.Chr.) und der jüngeren Himmelsscheibe von Nebra in der Bronzezeit (ca. 2000 v.Chr.) waren es, den Jahresablauf der Sonne – die Sonnenwenden im Sommer und im Winter, und die beiden Tag- und Nachtgleichen – zu bestimmen. Für  bäuerliche Kulturen ist es wichtig, z.B. Säen und Pflanzen zur richtigen Zeit im Jahr vorzunehmen. Goseck und die Himmelsscheibe dienten also als ‚Bauernkalender‘.

Der Phantasie bleibt es überlassen, sich die begleitenden kultischen Ereignisse vorzustellen mit rituellen Handlungen, Musik, Tanz und gemeinsam genossenem Festessen.

Auf der Himmelsscheibe von Nebra sind auch der Mond und Sterne zu sehen, gut zu erkennen das Siebengestirn der Plejaden.
Sowohl die Kreisanlage von Goseck, als auch die Fundstelle der Himmelsscheibe im Wald bei Nebra befinden sich in Thüringen unweit dem Tal der Saale.

Barataria 22 Książki i utopie

Ewa Maria Slaska

Wyspy nieistniejące

Wszyscy wiemy, iż życie towarzyskie i kulturalne w PRL miało to do siebie, że wszyscy czytali i oglądali to samo. W telewizji, w kinie, w księgarni, wszędzie było to samo. Wywoływało to pewne mody i trendy, niekiedy na lata, jak czwartkowa Kobra czy poniedziałkowy Teatr Telwizji, jak felietony Jana Kamyczka (wiem, wiem, to kobieta! jak Kopernik!) w Przekroju. Przez jakiś czas wszyscy śpiewaliśmy Damą być Maryli Rodowicz albo Prześliczną wiolonczelistkę, czytaliśmy artykuły profesora Krawczuka o władcach starożytnych i oglądaliśmy w telewizji wykłady profesora Zina o architekturze. Zbieraliśmy makulaturę, żeby ją wymienić na Dzieła zebrane Mickiewicza. Byliśmy mądrzy ogólnie i na bieżąco, i bardzo tacy sami.

To nie ja sprzedaję Mickiewicza, mój po prostu nie jest już kompletny, bo ktoś pożyczył tom drugi i czwarty

Kiedyś nadszedł w PRL czas Łysiaka, Waldemara zresztą – tak się w owym czasie mówiło, co było cytatem z  kultowej audycji radiowej 60 minut na godzinę. Jestem pewna, że Łysiak to nie tylko pamięta, ale z łezką w oku wspomina; daj Boże każdemu z nas, ludzi pióra i klawiatury, takie “5 minut”, jakie miał Łysiak.

Wikipedia pisze, że Łysiak (ur. 8 marca 1944 w Warszawie) to polski pisarz, publicysta, eseista, architekt, napoleonista i bibliofil. Zgoda, aczkolwiek mnie akurat te jego zainteresowania bonapartystyczne niezbyt “brały” (też się tak wtedy mówiło), natomiast na pewno dodałabym mu słowo “erudyta”. Bo Łysiak był (a pewnie i nadal jest) erudytą. Nie tylko wiedział wszystko, ale też potrafił to wszystko błyskotliwie zapisać – pamiętacie takie jego słowo “blaskomiotny”? Nie przyjęło się, choć różanopalca Jutrzenka albo Złotousty jednak zyskały sobie pewne prawa.

Łysiak wydał mnóstwo książek napoleońskich i kilka innych, a wśród tych innych  najważniejsze (a może w ogóle najważniejsze) były Wyspy zaczarowane, jego debiut literacki, wydany w roku 1974 cykl esejów o kulturze włoskiej, które kochaliśmy prawie tak jak Barbarzyńcę w ogrodzie Herberta. Dziś jednak wracam do tej książki z tego względu, że te zaczarowane wyspy Łysiaka to wcale nie wyspy tylko miejsca jak najbardziej lądowe, jak na przykład pewien zaułek w Rzymie. W kilkanaście lat później pokazały się jeszcze Wyspy bezludne i Wyspa zaginionych skarbów, ale gdzież im tam było do tych zaczarowanych. Najciekawszym rozdziałem był, oczywiście z mojego punktu widzenia, Nóż Leonarda. Dziś wszyscy wiemy, że Ostatnia wieczerza ma o jedną rękę za dużo i że ta niczyja ręka trzyma nóż, ale w latach 70 ta opowieść to było niezwykłe objawienie.

Leonardo da Vinci, Ultima cena, 1495-1498, fresk, klasztor Santa Maria delle Grazie, Mediolan

W dzisiejszym eseju to jednak ta właśnie wtedy zlekceważona książka Wyspy bezludne czyli eseje o samotności, ma stanowić początek kolejnych rozważań baratarystycznych,  o wyspach nieistniejących jako modelu świata.

Powiedziałabym, że można je podzielić z grubsza na dwie części – Wyspy Lenistwa i Wyspy Pracy. Wyspy Lenistwa to bajki, to pociecha dla ludzi udręczonych codziennym mozołem bez końca innego niż śmierć. To tu mieści się też Kraina Łakomczuchów, Kraina Śpiochów, Wyspa Skarbów i wszelkie inne Wyspy Szczęśliwe. Wyspy Pracy to przypowieści o życiu godziwym i słusznym społeczeństwie. Łysiak zaczyna od Aleksandra Selkirka czyli Robinsona Cruzoe, a to, powiedziałabym, najlepszy chyba przykład Wyspy Pracy. Typową Wyspą Pracy jest oczywiście wyspa Prospera, króla i maga, z Burzy Szekspira,  i Utopia Thomasa Morusa.  Wydawać by się mogło, że Pramatką wszystkich Wysp Pracy jest platońska Atlantyda, ale nie, bo wszystkie, również Atlantyda wzorują się na Sherii, wyspie Feaków w Odysei. Również Barataria jest Wyspą Pracy. Sancho Pansa zabiera się do swych obowiązków sędziowskich tuż po przyjeździe na swą wyspę, zanim jeszcze zdąży zejść z osła, a wszyscy, których czyny osądza, też wykonują jakieś zajęcia.

W poszukiwaniu straconego na życie czasu powracam do lektur z lat 70 i 80. Wybieram je na chybił trafił, większości nie pamiętam w ogóle, część pozostawiła po sobie zaledwie bipolarne wrażenie przyjemności lub nudy. Z miąższu zapomnianych słów teraźniejszość wyłapuje to, co ma powierzchowny bodaj związek z baratrystyką. Nic dziwnego, w końcu ta wędrówka zaczęła się, przpominam, od takiej niemal zapomnianej lektury sprzed kilkudziesięciu lat.

Taniec sępów, cóż za głupi tytuł wymyślił sobie polski wydawca, w ogóle nie przystający do treści, bo autorka określając realne życie polityki rzeczywiście używa określenia “taniec sępów”, ale ta jej książka celowo omija wszelkie elementy polityki i koncentruje się na dziesięciu zaledwie latach szczęśliwego dzieciństwa. Renée Mendez Capote, Pamiętnik młodej Kubanki urodzonej z początkiem wieku. Wydawnictwo Literackie 1987. Renée, urodzona w roku 1902, i jej rodzeństwo, wymyślają sobie niecodzienną rozrywkę – szyją flagi różnych państw, a przy okazji uczą się, jakie jest ich położenie geograficzne, ludność, stolica, uprawy, bogactwa… Któregoś dnia dzieci chcą uszyć flagę dla Don Kichota. Ojciec tłumaczy, że Rycerz Smętnego Oblicza ma sztandar hiszpański, jest przecież typowym Hiszpanem, reprezentującym zalety i wady tego narodu, ale dzieci nie przyjmują tego do wiadomości.

– Nie, don Kichot powinien mieć własny sztandar, bo reprezentuje on własny świat w ramach pozostałych.

No, ale przecież to nie Don Kichot miał swoje państwo-miasto-wyspę, lecz Sancho Pansa. To ukryci barataryści, te dzieci Mendez Capote.

Tę książkę zapamiętałam jako miłą lekturę, z wydanej w roku 1976 w PIW-ie powieści Leona Gomolickiego Taniec Eurynome (co ja znowu z tym tańcem?) nie pamiętałam nic. Nawet tej tytułowej Eurynome, choć wydaje mi się, iż  wiem jak przez mgłę, że była Okeanidą i tańczyła na wodach Chaosu, aby wytańczyć świat. I rzeczywiście, Gomolicki dość dokładnie przypomni w powieści historię Eurynome. Wytańczyła z wód Chaosu węża Ofiona, a on został jej mężem i… stworzył świat. Ba, przydał sobie miano Stwórcy. Typowe…

U Gomolickiego ten Chaos to świat w stanie wojny, a to co się z niego po wojnie wyłania, nie powstaje wedle żadnych wzorów z przeszłości, jest tworem samoistnym, który powstając sam siebie nie zna. To oczywiście powinno być lekturą dla rządu i naszych trojga władców P – Prezesa, Premier i Prezydenta, którzy zbiorczo życie po zagładzie wojny nazwali zdradą.

Kiedy palą się miasta, upadają państwa, nastaje sąd ostateczny wojen i obozów zagłady, a potem na omytej wodą potopu ziemi znów zaczyna powoli plenić się życie i martwi w postaci obozowych muzułmanów wychodzą z grobów – ta wizja pozostanie w pamięci współczesnych na zawsze. Wizja masowości ludzkiej zagłady i ludzkiego zmartwychwstania – tłumu wychudłych ciał, rozpaczliwie czepiających się życia, aby tylko nie wrócić do grobu.

Ale ja nie o tym, ja tropię wyspiarską Baratarię. Bohater, nota bene, człowiek początkowo bezimienny, w pierwszych dnia wolności przejmuje po zmarłym Salomonie jego żonę czy kobietę, Sabę, królową Saby. I niech to nie dziwi, bo tak już jest, w takich wędrówkach po kulturze, wszystko się składa w jeden wszechobecny mechanizm. Salomona zastrzelił ktoś o świcie. Nie wiadomo, przez przypadek czy celowo, nie wiadomo też, kto strzelał, bandy z lasu, czyli dziś nagle godni chwały “żołnierze wyklęci”, czy z milicji. Bezimienny zatem odpowiada na list przyjaciela z czasów młodości, a ten mu nadaje banalne imię – Henryk. Przyjaciel zaś używa  pseudonimu teatralnego Cyprian. (Królowej) Saby już nie ma, bohater sam ją opuścił dla młodszej kobiety, Wandy, ale wraca, by z nią rozmawiać, lub nie wraca, by ją wspominać. A więc list od Cypriana.

…list był przejmujący, (…) to była jego, niczego nie wymagająca w zamian, próba przerzucenia chybotliwej kładki przez rozdroża dzielących nas lat. Czy mogłem nie zareagować na to wezwanie. Mój list był krótszy – zawierał zaproszenie na moją bezludną wyspę. Bezludną? – nazwa umowna, zastępcza wyspy szczęśliwości (geneza pomieszania tych pojęć bierze początek w latach wojny!) Czy zaludniając ją w ten sposób, świadomie zaprzeczałem jej właściwości uszczęśliwiania samotnością? Ale Cyprian był dla mnie bardziej cieniem lat przeszłych. Któż mógł wtedy przewidzieć, że metafora ta fatalnie sprawdzi się w rzeczywistości!

Ta wyspa bezludna znajduje się zaraz z jakąś małą stacyjką, zupełnie jak Totenhorn, ale i jak ów Pensjonat Barataria, od którego się wszystko zaczęło. To już wiemy, za tymi małymi pustymi stacyjkami kryją się Wyspy Ułudne, homerowa wyspa Feaków Pensjonat Barataria i Góra Zmarłych, morusowa i baconowska Utopia, szekspirowska wyspa Prospera i platońska Atlantyda. Tu, za tym śmiesznym peronem zaczyna się puszcza, preria, dżungla, w ogóle utopia, mówi wciąż jeszcze bezimienny Henryk. Dobre słowa, tylko że po polsku utopia to też świat utopiony, zalany wodą… A ci co kuszą cię Utopią to być może ci sami, którzy cię potem utopią lub skłonią, byś się sam utopił, jak Leverkühn z Doktora Faustusa czy Joseph Knecht z Gry szklanych paciorków. Pojawi się zaczarowane miejsce, wyspa szęśliwości, nie szkodzi, że w górach – wyspa może być wszędzie, jeśli tylko nosimy ją w sobie. W tym wypadku jednak prawie dosłownie, bo wyspą górski taras omywany żywiołem powietrza. Znaleziony przypadkiem. Będziemy tam mieszkać w grocie nimf i żywić się korzonkami roślin jak pustelnicy, mówi Henryk. Ale nie mieszkają w grocie, znajdzie się wyczarowane schronisko, buda raczej, ale obok krystaliczne źródło czystej wody. Buda była zabita deskami i miała komfort melin zbójnickich ze strasznych baśni dla dzieci.

Taka to wyspa, ale Gomolicki wie, że będziemy się nad nią zastanawiać, pytać sami siebie, czy aby to ta wyspa i odpowiada:

jak zaczynamy podróż, nie wiemy, na jaką wyspę wyrzuci nas żywioł. Inną wyspę odkrył Kolumb, inną Defoe i tylko w marzeniach sennych dobijamy do wysp nieziszczalnej w życiu szczęśliwości.

Możecie być pewni, że ciąg dalszy nastąpi, zwłaszcza że na wyspie w górach pojawi się też Ułuda.

Książki wymienione w tym wpisie w wydaniach, w jakich je dawno temu czytałam po raz pierwszy:

 

No i oczywiście – wzór niedościgły, tak miała być napisana wędrówka do Baratarii. Och jej.