Od przyszłego tygodnia w środy publikować tu będę w odcinkach długi esej historyczno-osobisty Romana Brodowskiego o Ukrainie. Esej powstał po wykładzie, jaki 17 maja 2024 roku na Uniwersytecie Trzech Pokoleń w Berlinie wygłosił Prof. Andrij Portnow z Uniwersytetu Europejskiego Viadrina. Tytuł wykładu brzmiał: “Polska i Ukraina: wspólna historia, asymetryczna pamięć”. Nasz autor nie zgadzał się z wykładowcą i zamierzał z nim podyskutować – w końcu jest człowiekiem, który od lat angażuje się w sprawy Kresów Wschodnich – niestety organizatorzy nie dopuścili go do głosu. Nie było mnie przy tym, nie wiem więc, jak to wyglądało, ale na pewno uważam, że w społeczeństwie demokratycznym każdy ma prawo głosu, bo tak właśnie powinna funkcjonować demokracja. Również nasi przeciwnicy, a co dopiero ci, którzy się z nami po prostu nie zgadzają.
Sensacja! Don Kichot przybył pod Szczecin! Nieszczęsny los trzech wiatraków! Zaskakująca zmiana techniki walki rycerza z La Manchy!
Gustave Doré & Honoré Daumier, Don Kichot
Na szczęście publikacje prasowe nie są jedynym sposobem rejestrowania zdarzeń. W książce z 1832 roku, trochę zapomnianej na półce berlińskiej Biblioteki Miejskiej, można znaleźć taki wierszyk:
On voyoit trois moulins â vent, Toujours ayant le nez au vent, Ce nouveau Don Quixotte Les attaqua de sorte, Qu’en une nuit ils disparurent, Et jamais plus ne reparurent.
Skąd w niemieckiej publikacji o oblężeniach Szczecina francuska rymowanka?
W okresie wojen napoleońskich Szczecin znalazł się w rękach Francuzów. Finałem ich siedmioletniego panowania nad miastem było trwające 300 dni oblężenie pruskie i paradoks – jedna z najsilniejszych twierdz zbudowanych za pieniądze pruskiego króla musiała być zdobywana przez pruskie wojsko! Umocnienia uchodziły za nie do pokonania, więc niemal nie podejmowano szturmów. Za to odbywały się pojedynki artyleryjskie. W publikacjach niemieckich historyków i w relacjach pruskich pamiętnikarzy podkreślane są zniszczenia na terenach wokół miasta, wywołane ogniem francuskich dział. Zdaniem pruskiego historyka W. Böhmera, takie niszczycielskie działania budziły sprzeciw nawet wśród części napoleońskiej załogi. Jako przykład tych nastrojów przytoczył on powyższą fraszkę napisaną przez anonimowego francuskiego oficera. Pozwalam sobie przetłumaczyć ten utworek w sposób następujący:
Przez wieki pod Szczecinem trzy wiatraki stały, które wiatru podmuchy ochoczo chwytały. Lecz nowy Don Kiszot w te strony przywędrował, Za wrogów swych je uznał, więc zaatakował. A gdy noc minęła wśród pożarów i trwogi, już nigdy nie ujrzano ofiar tej pożogi.
Zdaniem Böhmera, autor wiersza przedstawiał jako Don Kichota jednego z dowódców francuskiego garnizonu, który 25 sierpnia 1813 roku wydał rozkaz nocnego ostrzału. Powiecie Drodzy Czytelnicy – no i cóż to za „ciekawostka”? Zniszczenia w czasie wojny to nic wyjątkowego. Kiedyś też bym tak powiedział. Do czasu, gdy w opracowaniu cenionego za wiarygodność pruskiego historyka Heinricha Berghausa znalazłem zapis „… a w nocy 26 [sierpnia] porucznik artylerii Zindel, z korpusu blokującego [twierdzę], podpalił 4 wiatraki przy Forcie Prusy. Następnej nocy powinny zostać spalone jeszcze pozostałe cztery, jednak nie udało się, ponieważ ludzie tracili przytomność pod bezustannym ogniem z Fortu.”
Jakaż zmiana ról! „Szczeciński” Don Kichot to nie francuski generał, jego kanonierzy z Fortu o nazwie „Prusy” to obrońcy wiatraków, a na miano rycerza z La Manchy zasłużył pruski porucznik artylerii! Czy taka odosobniona informacja może być prawdziwa?
Rozważmy – dlaczego pruska artyleria miałaby niszczyć należące do pruskich obywateli wiatraki i dlaczego Francuzi mieliby ich bronić? Licząca 8 tysięcy ludzi załoga twierdzy musiała mieć chleb, potrzebowała młynów do mielenia zboża. Z analizy starych planów wynika, że wiatraków w tym rejonie było więcej niż trzy i że znajdowały się one na terenie oszańcowanym przez wojsko francuskie. Można więc wysnuć przypuszczenie, że napoleońscy wojacy nie mieli interesu w niszczeniu potrzebnych im urządzeń, a porucznika Zindela wysłał do akcji dowodzący oblężeniem pruski generał von Plötz, aby przyspieszyć poddanie się głodującej twierdzy.
Das ist eigentlich die Geschichte einer gefühlten Fremdheit, oder einer Leidenschaft, und deren Stationen im Leben von Menschen, die sich für die intensive, wirkliche und alltägliche Verständigung zwischen den Mitmenschen, vielleicht aber doch speziell zwischen Polen und Deutschen einsetzen und eingesetzt haben.
Auf jeden Fall durchbricht diese Freifläche bei Berlin Global, die am Freitag eröffnet und mächtig gefeiert wurde, die gewaltige steinerne Fassade des Kolosses Humboldt-Forum, eines Riesen, der immer noch nicht seinen Platz und seine Aufgabe gefunden hat. Die Ausstellung macht den Ort lebendig. Zur Eröffnung strömen vor allem junge Polen aus allen Richtungen, aber auch ein paar Veteranen der deutsch-polnischen Verständigung, ein paar Deutsche Freunde, Interessierte, Verlorene. Sie alle lassen sich das Konzept erklären, sind von der Farbigkeit und der gelungenen Inszenierung fasziniert. Sie lassen sich die Orte in Berlin vorführen, die mit Polen, der polnischen Geschichte, den polnischen Menschen verbunden sind, die Videos auf großen Bildschirmen mit Gesprächen, Aussagen von mehrheitlich Polen zu den Themen wie: Fremdheit, gefühlte, erlebte, Eingewöhnung, deutsch-polnische Beziehungen, Solidarność versus Solidarität im Leben, seit dem Krieg in der Ukraine und auch vorher…
“Maria Tarnowska należała do ostatniego pokolenia najwyżej sytuowanej warstwy społecznej, która po zakończeniu drugiej wojny światowej doświadczyła utraty wszystkiego, co do tej pory posiadała: majątku, pozycji, wreszcie miejsca w społeczeństwie polskim. W ostatnim dziesięcioleciu ukazało się na rynku wydawniczym wiele opracowań naukowych dotyczących problematyki ziemiaństwa. Wspomnienia napisane przez przedstawicielkę tej warstwy doskonale uzupełniają obraz ziemiańskiego życia na przełomie XIX i XX w. oraz w okresie międzywojennym.” – pisze historyk, Agnieszka Gątarczyk, w recenzji wspomnień Marii Tarnowskiej.
Facebook is not what it used to be. There are almost no people we really know, but a lot of weird history. I did not want it, but I am able to appreciate, when there is one text I can really enjoy.
So:
Dr Irfan Hyder
They used to use urine to tan animal skins, so families used to all pee in a pot & then once a day it was taken & sold to the tannery. If you had to do this to survive you were “piss poor.”
But worse than that were the really poor folk who couldn’t even afford to buy a pot; they “didn’t have a pot to piss in” & were the lowest of the low.
Ende 2023 besucht eine polnische Journalistin ein Gymnasium in Frankfurt am Main. Sie spricht mit einem Lehrer und etlichen Schülerinnen und Schülern – um herauszufinden, was junge Deutsche über die Geschichte des deutschen Besatzungsterrors in Polen im Zweiten Weltkrieg lernen und wissen (wir berichteten darüber). Die Befragten zeigen sich offen und gesprächsfreudig, aber das Ergebnis ist dennoch niederschmetternd. Der eigentlich hoch engagierte Geschichtslehrer berichtet, wie schwierig es ist, in der knappen Zeit, die ihm für die Behandlung von NS-Regime und Zweitem Weltkrieg zur Verfügung steht (gerade einmal fünf Doppelstunden!), der Aufgabe gerecht zu werden. Trotzdem gibt er nicht auf, lädt Zeitzeugen in den Unterricht ein und organisiert Klassenfahrten nach Auschwitz oder Dachau, hat sogar ein Austauschprogramm mit einer Schule in Krakau eingefädelt (das allerdings die polnischen Partner zu PiS-Zeiten wieder einschlafen ließen). Am Lehrer liegt es jedenfalls nicht.
To reblog z oko.press, ale przy okazji dodam, że chętnie dowiedziałabym się, co naprawdę wiedzą o wojnie polscy uczniowie, tak, o wojnie, a nie o polskim bohaterstwie i polskiej martyrologii. Wydaje mi się, że w ogóle na świecie wojna stopniowo zanika, zamienia się w pamięć o holokauście.
Adm(inka): Der neuen Regierung Polens fürs Neujahr / Nowemu rządowi Polski na ten Nowy Rok
Michael G. Müller
Wo und wann wurde in Europa erstmals das Prinzip bestätigt, dass man Menschen anderen Glaubens dulden und respektieren soll? War es in Deutschland, im damaligen Heiligen Römischen Reich, als sich 1555 die Reichsfürsten und der Kaiser angesichts einer politisch-militärischen Pattsituation zähneknirschend darauf einigten, dass künftig das römisch-katholische und das lutherische (aber auch kein anderes!) Bekenntnis in den Territorien des Reichs zugelassen sein sollten – nach dem Prinzip cuius regio, eius religio (wessen Land, dessen Religion)? Oder war es im Westfälischen Frieden von 1648, der jetzt auch das Reformierte (calvinistische) Bekenntnis anerkannte? Oder aber in England 1689, als das Parlament, im Sinne der Ideen John Lockes, den Toleration Act verabschiedete, der manchen, aber durchaus nicht allen sogenannten „Dissentern“ eine begrenzte Glaubensfreiheit einräumte? Nein – es war im alten Polen-Litauen, vor genau 450 Jahren, nämlich 1573, als der polnisch-litauische Reichstag ein Gesetz über den allgemeinen Landfrieden für das gerade beginnende Interregnum erließ – die sogenannte Warschauer Konföderation.
Zgodnie z tradycją powinienem wymyślić jakąś szopkę noworoczną, ale do tego trzeba mieć głowę satyryka, jak nie przymierzając najnowszy marszałek polskiego parlamentu. Hołowa to nawiasem mówiąc po ukraińsku głowa (nie mylić z głowizną). Chętnie poopowiadałbym natomiast co nieco o błaznach, bo to też śmieszne i mam nadzieję, że nikt tego osobiście do siebie nie weźmie.
Stańczyk w czasie balu na dworze królowej Bony wobec straconego Smoleńska – obraz Jana Matejki z 1862 roku