Filomena, przez bliskich i przyjaciół zwana pieszczotliwie Melcią, wyszła z budynku, w którym mieszkała od lat 25.
Wrzała w niej ciągle jeszcze wsciekłość niebywała, temperaturę gotującej się wody można było dostrzec na czerwonych policzkach, korzystnie komponujących się z jej rudawo-pomarańczowymi włosami.
Nie mogła wybaczyć sobie kompletnego ogłupienia w spotkaniu z tą wariatką, starą babą z drugiego piętra, Klarą.
I do tego widział nas ten przystojniaczek Lesio z trzeciego piętra – myślała. – Taki elegancik, pachnący, błyskotliwy, samotny meżczyzna.
Coraz bardziej egzaltowała się i rozpływała we wspomnieniu tego spotkania przed windą.
Ale ta kretynka, jak jej tam, Klara, pokazała przy okazji i mnie również, jako tę drugą kretynkę, cierpiała Filomena, samotnie podążając ulicą Karmelicką w Krakowie.
Kiedy tak coraz bardziej zatapiała się w myślach, usłyszała czyjś głos, wykrzykujący niewatpliwie jej, rzadkie przcież, imię:
– Halooooooooo Melcia, kopę lat!
Spojrzała za siebie i spotkała się wzrokiem z przystojną, szczupłą brunetką, która nie przypominała żadnej ze znajomych osób.
Obejrzała się jeszcze raz, czy aby nie pomyliła kierunku, skąd dochodził głos.
– To ja Krycha z VIII b, nie poznajesz? – krzyknęła bardzo wyraźnie, przystojna, szczupła brunetka.
Filomena wzięła głęboki oddech i usmiechnąwszy się radośnie odkrzyknęła:
– Ach, to Ty, Krycha, byłabym cię prawie nie poznała, nic a nic się nie zmieniłaś – łgała dalej jak z nut…
W głowie zamęt.
Cóż to za Krycha, chodziła ze mną do klasy?
Kobiety znajomo-nieznajome zbliżyły się do siebie, Krycha rzuciła się na Melcię, uściskom i pocałunkom nie było końca…
– Ale Ty to byłaś zawodniczką, nadawała Krycha, nie odpuściłaś żadnemu chłopakowi w klasie, a już temu z VIII a…, jak mu tam było? Wacuś? Ach, to był przystojniak, i na te dyskoteki przychodził taki odstawiony, pachnący dobrymi perfumami, z Peweksu chyba…
Usta Krychy ciągle poruszały się coraz bardziej niezrozumiale, kiedy Melcia zaczęła odpływać we wspomnienia z klasy VIII b.
Ach te dyskoteki, Wacuś, ten Jacuś, też rownież z VIII a. I ona, Melcia, rozchwytywana, blondynką wtedy będąc, królowa…
Piotr Fronczewski jako Franek Kimono w utworze Królowa Disko (muzykę, jak zawsze, dobrała autorka)
Pani Klara, dobrze zbudowana, sztuczna blondynka, wieku bardzo podeszłego, przywołała na parter windę, nacisnąwszy drżącą ręką odpowiedni guziczek.
Kiedy już otworzyły się drzwi windy, ze zdumieniem stanęła oko w oko, ząb za ząb i usta w usta, ze znienawidzoną sasiadką z drugiego piętra, Filomeną, kobietą wieku średniego, sztuczną rudowłosą.
Obie doznały kompletnego paraliżu, nie ruszając się ani do przodu, ani do tyłu, nie ustępując ani kroku “tej głupiej małpie z naprzeciwka”.
I stałyby pewnie tak do dzisiaj, gdyby nie nadszedł pan Lesio z trzeciego piętra, elegancki pięćdziesięciolatek, jak zwykle pachnący wysokogatunkową wodą kolońską.
– Panie jadą na górę, jak mniemam?
– Ja wysiadam, a ja wsiadam – powiedziały panie równocześnie.
I pani Klara zrobiła zdecydowany krok do przodu, a i Filomena rownież.
Pan Lesio ze zdziwieniem obserwował menewry pań, które nie wnosiły żadnego widocznego rezultatu.
Zawsze elegancki i pomocny kobietom, z euforią doradził:
– A gdyby tak pani Klara dała wysiąść pani Filomenie, chyba byłoby wszystko dużo prostsze – zaproponował.
Zapachniało Panem Lesiem, urok jego inteligencji unosił się nad paniami, rozpuszczając ich kamienny upór.
Pani Klara dziarsko usunęła się z drogi Filomenie, która nie mniej dziarsko wydostała się z windy.
W tym momencie pan Lesio, stwierdziwszy, że “tam, gdzie się dwóch bije, to trzeci korzysta”, wskoczył do windy, zamknął drzwi i odjechał na górę.
Zabrał ze sobą zapach wysokogatunkowej wody kolońskiej, elegancję i swoje zaledwie te pięćdziesiąt lat.
Pani Klara znów wpadla w paraliż, z oczyma szeroko otwartymi na świat i z brwiami podniesionymi prawie do trzeciego piętra, gdzie właśnie wysiadał pan Lesio.
Po czym rykiem byłego lwa, huknęła była na całą klatke schodową:
– Niech was wszystkich pochłonie otchłań piekłaaaaaaa!!!! –
I powoli nacisnęła guziczek sprowadzający windę.
Od Adminki: Stanisław Soyka Na cześć księdza Baki. Otchłań czeka; tekst: Czesław Miłosz. Autorka, na moją prośbę, napisała ten tekst, żebyśmy mogły umieścić na blogu tę fantastyczną Otchłań, którą oczywiście to ona znalazła 🙂
Czekają
lekarza wciąż nie ma,
świergot o dolegliwościach
życia.
Nie przytulałam
mego dziecka, gdy płakało,
uciekałam drżąc cała
z przerażenia.
Nie przyjeżdżałem
do domu starców, tego z matką,
miałem tyle do roboty,
wiadomo.
Ciągle byłem
tylko dla siebie, a tylu już zmarło,
wszędzie za późno niestety,
żyję sam.
Leży
mi dziś na wątrobie,
obdzierałem koty ze skóry,
wiele lat to już.
Na biało weszła
“mam zastępstwo za Boga”,
powiedziała, podobna do anioła,
nazywam się Sumienie.
Muzykę do wpisu wybrała autorka
Przyjdźcie proszę, jak co roku, na grób prof. Brücknera. Spotykamy się dziś na stacji Ullsteinstrasse o godzinie 11 (na peronie!)
Dla tych, którzy nie wiedzą, kto to był Profesor Brückner, jakie zasługi położył dla Berlina, Polaków, historii i nauki, małe przypomnienie TU (po polsku) & HIER (auf Deutsch).
Wspomnienia różne
z różnych miejsc,
z różnych rozmów.
Smutek, bo było,
bo dawno, bo
tylko w nim??
Plejada osób,
tych też już tylko,
dawno ze zdjeć.
Albumy bardzo pełne,
miejsc, ludzi, czasu,
różnych pór roku.
Obudził się znów
z oczyma pełnymi łez,
jak opium gorzkich.
Za oknem już jesień,
w powietrzu jesień,
w nim też już jesień.
“Całe moje szczęście,
że we mnie jeszcze
te albumy pamięci,
z tym, co było, jest,
takie moje naprawdę,
czas niczego nie odbierze”.
Ray Charles & Mary Ann Fisher – Sweet Memories Fragmenty filmu To Catch a Thief, z roku 1955 – romantyczny thriller Alfreda Hitchcocka; w rolach głównych Grace Kelly i Cary Grant
Taka para ciut starsza, a jak kiedyś…
Trzymają się za rączki,
jak kiedyś, pierwszy raz,
dziś, dla pewnosci, wtedy,
by poczuć serc bicie…
Idą powoli, widząc róże
w ogrodach sasiadów,
długo stoją wdychając
ten subtelny zapach.
Stoją w lesie, słuchając
ptaków, toż to dzięcioł,
a to kukułka, to nie wiem
co za jeden, a ty?
Patrzą na rybki w małej
rzeczce, są takie szybkie,
kolor jak te kamyki,
a tam, taka malutka.
Wracają do domu tacy
znów szcześliwi, znów,
i znów, tak długo, jak
długo będzie kogo,
…trzymać za rękę.
Uwaga – jak zawsze u Teresy Rudolf, również ten post to wpis autorski; Rudolf sama wybiera oprawę muzyczną, filmową bądź fotograficzną każdego swojego wpisu
A dziś już miliony ludzików
ruszyły na podbój dnia…
chętnie jedni, inni mniej…
Jedni sprawnie, inni mniej,
w “ludowisku” podobnie jak
i w mrowisku ogromny ruch…
Warto by sie lepiej, dokładniej
temu przyjrzeć, myślał ptak
lecący wysoko pod niebem.
Obniżał, lot planując, by usiąść
na kolorowym dachu domu,
jakby byl z klocków Lego.
Dach stawał się coraz większy
bliższy, już prawie osiągalny,
robilo się głośno, coraz głośniej…
Z dołu patrząc, ptak był coraz niżej
coraz większy, prawie osiągalny,
coraz, coraz bliższy… i padł strzał!
Krzyk ptaka i strzelającego
zlał się nagle jakoś w jedno,
a później wibrował już długo
krzyk triumpfu, ptak widział jak
uciekało, coraz szybciej, jego niebo,
oddalało się coraz, coraz dalej…
Aż mu wszystko, pulsując, ucichło.
Patrząc w niebo
Mały, śliczny chłopiec z krótkimi
czarnymi, włoskami i oczyma jak
węgiel czarnymi, patrzył w niebo…
A tam dziś taki ogromny ruch…
bardzo głośno, coraz głośniej,
różne wielkie maszyny na niebie.
Wczoraj, przedwczoraj były tu,
ciągle jestem, myślał, to nic złego,
tłumaczył sobie, bo nie było komu.
Wielkie, coraz głośniejsze maszyny,
coraz bliżej, wielkie groźne ptaki,
krążyły, by ziać ogniem i dymem…
One są jak ptaki myślał i patrzył,
ciekawy, zdumiony, kiedy nagle
poczuł strzał… niedaleko od ziemi.
“Ptaki nie zrobiłyby tak, nie zrobiły”,
a one oddalały się, coraz mniejsze,
nawet nie widział, jak pluły bombami.
“Ptaki by tak nie zrobiłyby, nie zrobiły…”
myślał króciutko czarnowłosy, czteroletni,
syryjski chłopczyk, kochający ptaki…
Friedrich Händel
Puls szybszy,
adrenalina wzrasta
Myśliwi strzelają bardzo trafnie,
do ptaków, zajęcy, lisów, dzików
do zwierząt chorych i zdrowych,
….puls szybszy, adrenalina wzrasta.
“Mysliwi” strzelają bardzo trafnie,
do obcych, innych, słabych, “intruzów”
do ludzi chorych, zdrowych, dzieci,
….puls szybszy, adrenalina wzrasta.
Myśliwce rzucaja trafnie bomby,
na swoich, na obcych, na to co w dole,
co się rusza, a nie powinno nigdy,
na to, co “nielegalnie” ciągle gdzieś żyje.
***
Uwaga: Wszystkie wpisy Teresy Rudolf są jej autorską kompozycją, co oznacza, że jest ona nie tylko autorką wierszy, ale dokonała też wyboru muzyki i filmów wideo lub zdjęć, które towarzyszą jej poezji i ją uzupełniają.
***
Uwaga: Wszystkie wpisy Teresy Rudolf są jej autorską kompozycją, co oznacza, że jest ona nie tylko autorką wierszy, ale dokonała też wyboru muzyki i filmów wideo lub zdjęć, które towarzyszą jej poezji i ją uzupełniają.