Teresa Rudolf
Ach te kury
Podczas czytania wpisu Ewy, wzbogaconego zdjęciami Pani Kasi i “portretem kury”, przypomniałam sobie nagle historyjkę z dzieciństwa.
Continue reading “Wielka Sobota. Opowieść o szczęśliwej kurze.”
Teresa Rudolf
Ach te kury
Podczas czytania wpisu Ewy, wzbogaconego zdjęciami Pani Kasi i “portretem kury”, przypomniałam sobie nagle historyjkę z dzieciństwa.
Continue reading “Wielka Sobota. Opowieść o szczęśliwej kurze.”Teresa Rudolf
***
Rodząc się otwierasz
drzwi na świat ten
i zamykasz je znów,
odchodząc w inny,
w tajemnicę…
a na tym świecie
ciągle jakieś drzwi
na pół otwarte,
na pół zamknięte,
drzwi…
niedokończonych
spraw, słów nie
wymówionych,
lub wymawianych
z nadmiarem…
Ciągle jakieś
przeciągi drzwi
niedomkniętych,
gwiżdżą w życiach
ludzkich…
Ponoć najgłośniej
szepce… sumienie,
znienacka otwarte,
byśmy się dokładnie
sobie przyjrzeli…
ono wciąż podpowiada
o niepodomykanych
drzwiach naszego życia,
zanim już zamkniemy,
… te ostatnie,
każdy u siebie…
W głowie dziś wspinaczka
w najwyższe Alpy,
skrzypię sobie pod nogami,
wbijam chorągiewkę…
i udaje się przemilczeć lawinę.
***
Kręci się, kręci się globus
ziemski, nagle czyjaś ręka
zatrzymuje się na jakimś
punkcie i już dech zapiera…
…czyja to ręka, czego szuka
w tym punkcie świata,
ręka czyjej głowy, tkającej
zbrodniczą pajęczynę?
Teresa Rudolf
Tiulowe baranki
Kiedy przychodzi noc,
wpada światło księżyca
jasne, srebrne i chłodne,
myśli układają się do snu.
Myśli dziś ostre jak brzytwa,
choć i łagodne jak baranki,
rozliczają, lub też chwalą
miniony, senny już dzień.
W głowie galimatias,
chaos emocji i logiki,
aż…ta tiulowa niemoc
szczelnie zasłoni oczy.
Sen na sztalugach
Bledniemy sobie nieustająco,
coś wpycha nas brutalnie
do lamusa wspomnień
by zamknąć szufladę…
Nie wystarczyły moje
słodziutkie akwarelki,
a później olejne farby,
ani też i te krzykliwe…
Nie wystarczyły,
wiem, wiem, wiem,
nie można nieustająco
malować równocześnie…
…na kilku
sztalugach,
..na mojej,
i na czyjejś.
Teresa Rudolf
×××
A kiedy już śnieg
we mnie stopnieje,
dziś pod brudnymi
butami pluszcząc,
patrzę w akwarelki;
niebieską i złotą
wiszące tam,
wysoko nade mną,
i czuję tę niekiedy
śmieszność uczuć
ludzkich, chcących
przechytrzyć zieleń,
budzącą
się w nas,
gdy się …
ją dopuści.
×××
Czekam,
a przecież
nie wiadomo,
co po drugiej
stronie lustra….
Biel już nie bawi,
choć przecież bawiła,
świat cicho sobie
drzemie pochrapując.
Słońce zagląda w okna,
lecz jeszcze nie grzeje,
w sercu jednak powoli,
coś ciepłego się rodzi.
Wiosna o wejście
przenigdy nie prosi,
ona już idzie w ukryciu,
w milczeniu, w sokach roślin,
schowanych przed nami,
aż znów niedługo świat
wybuchnie kolorem…
Teresa Rudolf
Niewinność bieli
Zima, ach znów zima,
biała jak niewinność,
jak nowiutka kołdra
przykrywa nasz świat…
Świat pełen brudu;
pod bielą śpią sekrety,
do przewidzenia już,
a jeszcze niewidoczne…
Świat piękny, kochany
świat niebezpieczny,
świat teraz taki biały,
odkryje prawdę znów…
oblicza tych, którzy
nam go za naszym
pozwoleniem kradną,
teraz, dziś, pod białym…
…puchem
niewinności…
i “niech no tylko…
zakwitną jabłonie”???
Twoje “Ja” w stogu siana
My masochiści, sadyści,
psychopaci, cholerycy,
my posiadacze rozumu,
duszy, dobra, nadziei…
My, tacy razem, głośno
krzyczymy: “My Polska,
My też “Piłka i Ojczyzna”,
My jesteśmy wszystkim…
Ameryka, Chiny, Rosja,
krzyczą również My,
a w tych mrowiskach,
na całym świecie…
jesteśmy wszyscy My,
My, stojący naprzeciw
jak w utworze Mrożka,
patrząc ze zdziwieniem
Oni i My;
I tak to samo…
…LUDZIE,
w dobroci,
mądrości
i podłości…
Teresa Rudolf
Sylwester od zawsze…
Dzwony biją
na zamianę;
czego, na co?
Nadzieja łaskocze,
w nas dorosłych
jak w dzieciach:
– Będzie lepiej,
– Będzie inaczej
– Będą ludzie lepsi,
– Będę lepsza/lepszy.
I tak co roku;
wierzy się losowi, sobie,
politykom przeróżnym,
przemówienia, muzyka,
śpiew, tańce, hopsańce,
petardy, ognie sztuczne,
niebo nie odróżnia,
czy to fajerwerki, drony,
tak już jest teraz, zawsze…
zwierzęta umierają
najpierw “ze strachu”,
a niektóre naprawdę,
ludzie, niektórzy będą
się dalej kochać,
inni dalej nienawidzić,
wojny będą dalej trwać,
i nie ma jak dotąd
religii zmieniającej świat,
polityki zmieniającej świat,
też i sztucznej inteligencji,
jesteśmy tylko my…
…co roku w Sylwestra
omamieni hipnozą
światową:
“BĘDZIE
LEPIEJ,
PÓKI MY
ŻYJEMY!”
Barwy
Są takie dni pełne
uwodzicielskich kolorów,
każdy mizdrzy się inaczej,
dostaję oczopląsu
biegnąc za nimi, gdy bawią
się ze mną w chowanego,
kocham je wszystkie,
nie mogę być każdemu
wierna, bo jutro jest inaczej.
A gdy idę przez dzień
czarna od stóp do głów,
czerwień głośno zawodzi,
krzycząc, że na żałobę
po samej sobie, przyjdzie
jeszcze czas, przyjdzie czas.
Zielony kolor puka mi w okno,
mówiąc o przyjściu wiosny,
za miesiąc, dwa, niedługo,
a szarość pcha się brutalnie,
sycząc, że jest najlepsza,
bo neutralna na wszystko…
dziś deszcz pluszcze bawiąc
się kroplami jak balonikami
o kolorze przezroczystym…
…jak łzy
Teresa Rudolf
***
Ach, ach,
Oczekiwanie;
lista prezentów od życia
na nadziei zawieszona,
“koncert życzeń” do ludzi
z pełną listą wymogów…
Oczekiwanie tańczy polkę
z Rozczarowaniem do życia,
(bo nadzieja beznadziejna?)
z Rozczarowaniem do ludzi,
bo tak często roz-czarowują…
…naszą wy-czarowaną
(w głowie,w sercu,
na codzień) jakąś
“świąteczną
choinkę”,
z bombkami kolorowymi,
łańcuszkami srebrnymi,
z orzechami, jabłkami,
no i szpicem u góry…
ubraną dość przeróżnie
przez nas, bez pytania
kogoś o zgodę na nią,
(także i jak ubrana)…
i nagle
koncert
życzeń…
… jest “piątym
asem z buta”,
gdy Oczekiwanie
przegrywa tę grę…
choć przecież
plotka,
już
od dawna
niesie…
…że prawie
ZAWSZE
byli i są parą…
***
Życie,
film każdego,
z osobistym
scenariuszem
do niego,
z grą w głównej roli,
z własną produkcją,
i zdobyciem na nią
wszelkich środków.
legalnych, lub i nie…
Odpowiedzialność
niebywała za jakość,
przekaz, też i innych
aktorów obsadzenie,
nowoczesny casting…
Jedni robią spokojnie,
barwne, ciche filmy,
nie omijając żadnego
insekta gdy przeleci,
motyla, też i mrówki,
urodzonego
kwiatu,
też i ptaka…
zdumiewając się ciągle
od nowa, uchwytując
szczegóły, dźwięki,
porody natury,
i jej śmierć…
…aż kiedyś
tak jak i ona znikną,
niepostrzeżenie…
A inni “tkają” ogromne
arrasy, genialne dzieła,
pozostawiając je światu,
zachwycając rozmiarem,
sensem, jakością, wiedzą,
nauką, estetyką, trwałością.
I jeszcze inni robią filmy
na ogół w “wariancie selfie”,
obojętne im, czy coś burzą,
czy niweczą, czy coś budują,
czy ta twórczość jest kiczem,
czy też zbrodniczym dziełem…
… za które
zapłacą inni
od razu,
a kiedyś całe
pokolenia…
Teresa Rudolf
***
Ach, Ty Codzienny Dniu;
wstajesz wcześniej rano,
zwiedzasz kolorowe lasy,
wioski, miasta o półświcie…
Zapalasz powoli, w różnych
punktach życia słońca lampę,
a zależnie od twego humoru,
kręcisz jasnością jej światła…
Rozpylasz powietrze prześwieże,
wilgotne, krótko trwającą inhalacją,
znaną tylko “porannym markom”,
na długo przed Budzikowiczami..
…idącymi do pracy.
Światła
Półmrok
powoli zasłania
jasne obrazy dnia,
wygasza darmowe,
jasne, światło dnia,
wpuszczając w okna
tajemniczość wieczoru,
wpadającego w noc
ciemną, rozświetloną,
gdzieniegdzie w lasach
i na łąkach, przedziwnymi
świętojańskimi robaczkami.
Rakieta
Ach, te jesienne tęsknoty
zabierają mnie na wycieczki
po tym co już mi tak znane…
po, tym co też i wymarzone,
co może się jeszcze stać,
lub są rakietą na księżyc…
I dzisiaj dam się wystrzelić,
zamykam oczy i już jestem
w rejonach mi nieznanych…
…mimo tego,
tak bliskich…
Teresa Rudolf
To tylko…
Ach, ten nastrój jesienny
jednym przypala serca
odejściem bliskości…
…czyjejś,
w przestrzeń niepoznaną,
raz błękitnie-niebieską,
a raz czarno-księżycową…
…przeźroczystą,
a i też i na drugą stronę ulicy
świata, z walizką żalu, bólu,
rozwalonej czyjejś przeszłosci…
…a kiedyś z porcelany.
Jesień, szumi rudo i cicho…
na sercu, na myślach, oczach,
uszach, z muzyką Beethovena…
…pocieszając mnie,
u Ciebie to tylko
nastrój, zobacz;
wszystko stoi
na swoim
miejscu.
Ach…
jakże
dziękuję.
Kot Moritz
Ach jesień,
koty pochowane
w piwnicach
lub miauczące
po ulicach…
…serce pęka.
A własne siedzą
na kanapach…
…serce pęka,
bo w tym kocim życiu,
całkiem jak w naszym,
jedne mają wszystko…
…a inne nic.
Do niedawna moja ręka,
gładziłaby kota Moritza
lecz i tu sprawiedliwość…
…jak u nas…
przychodzimy,
odchodzimy;
ludzie i koty.
Teresa Rudolf
Czarny cyferblat
Ogromny zegar ścienny;
z czarnym cyferblatem,
wskazówkami złotymi…
ta, z sekundami zdumiewa,
biegnąc jakby szalona
“na łeb na szyję”, naprzód,
nieodwracalnie uciekając,
przed swym sekundowym
przemijaniem, złocąc się…
na tym czarnym
cyferblacie,
prawie z niego
wybiegając…
Czas
wiersz dedykuję pamięci naszego kolegi Tibora 🍁🍁🍁
Czas; ten wielki obszar
egzystencji w tym “teraz”,
“przed chwilą”, już…”za chwilę”…
Wielki talerz pełen frykasów,
nie wiadomo co z nich wybrać,
przeróżnie kuszące rozmaitości,
…czasem genialne, a czasem ból.
Czas, trzymający
się bicia serca,
też pamięci,
i umysłu,
planując DZIŚ…
… już na
JUTRO…
…choć ono nie dość pewne,
jak taka Panna Młoda,
strojąca się do ślubu
“na dobre i na złe”…
…gdyż taki Czaruś
może przecież uciec,
w jednej sekundzie
sprzed ołtarza…
mimo wiary,
nadziei…
…miłości,
i planów.