Reblog: Polak na wakacjach

Zimno, deszcz, wiatr, mgła, szare niebo, chmury, katar… Albo natychmiast spakujemy manatki i uciekniemy na Wyspy Zaczarowane, albo przynajmniej sobie poczytajmy, jak było, jak będzie, i jak mogło by nie być, gdyby nie było, jak jest… Zreblogowałam z National Geographic, tylko zdjęcie dałam od siebie, bo… Bo tam było tak cudownie, cicho, czysto, ciepło, ale nie za zimno i nie za gorąco, pusto. A tu plucha.

7  grzechów głównych Polaków na wakacjach 

Wieczne narzekanie. Że zimno. Że gorąco. Że tłok. Że ludzi nie ma. Zabieranie jedzenia na zapas ze stołówek… Polak w podróży nierzadko bywa irytujący, bezczelny, trudny we współpracy. Tyle że nie jesteśmy jedyni; każdy naród na świecie potrafi wyliczyć podobny zestaw swoich wakacyjnych przewin.

Obśmiać go nietrudno, bo obiekt to wdzięczny. Michał Rusinek nawet kilka limeryków poświęcił karykaturalnym opisom wypoczywających nad modrym Jadranem Polaków. Jeden zaczynał się tak: „Polak robi w Czarnogórze/ dziś wrażenie bardzo duże:/ Nosi zawsze – dumny cały –/ i skarpetki, i sandały”.

Kiedy o największy grzech Polaków na wakacjach pytam na Facebooku, pod postem w kilka godzin zbiera się ponad 150 komentarzy. Lista zarzutów, którą odtwarzam na podstawie tej dyskusji oraz wieloletnich rozmów z przyjaciółmi i zwykłych życiowych obserwacji, jest naprawdę długa. Są na niej i skarpetki do sandałów, i obsesyjne przeliczanie cen, i nadużywanie alkoholu.

Najczęstsze jednak przewiny rodaków są chyba cztery: śmiecenie, głośne zachowanie (wrzaski, głośne rozmowy, jak i puszczanie własnej muzyki na plaży czy kempingu), narzekanie (a nawet, jak napisał mój znajomy: „ Wieczne narzekanie. Że zimno. Że gorąco. Że tłok. Że ludzi nie ma. Że drogo. Że tandetnie. Że brudno. Że za czysto. Że soku nie ma.  Że herbaty nie ma. Że kawa gorzka. Że słodka. Że obsługa słaba. Że ludzie dziwnie grzeczni. Że wszędzie ci głupi Polacy. Że Rosjanie. Że Niemcy. Że jest inaczej”) i kombinowanie, czy raczej nadużywanie reguł. To ostatnie może polegać na zabieraniu jedzenia na zapas ze stołówek czy obżeraniu się przy szwedzkim stole, ale też na obsesji dojechania wszędzie własnym autem, mimo tabliczek i zakazów.

 Nad oceanem w Portugalii

Poważny zarzut to też chamstwo, niekiedy ocierające się o rasizm i nacjonalizm. Pokrzykiwanie na kelnerów, kąśliwe uwagi o miejscowych, zwłaszcza jeśli ich kolor skóry jest ciemniejszy od nadwiślańskiego różu, i protekcjonalizm. Ten szczególnie daje znać o sobie na wschód od Bugu. W „naszym Lwowie”, „naszym Wilnie”, a już tym bardziej „u Kacapów”, na uświęconej męczeńską krwią „naszych zesłańców” Syberii gość z Polski często nie przebiera w słowach. Wszystkich napotkanych ludzi ma albo za głupków, albo za oszustów, a najczęściej za jednych i drugich jednocześnie. Kobiety dodatkowo – za łatwe i puszczalskie, szczególnie wtedy, gdy są odporne na jego wątpliwe wdzięki. Lista grzechów jest długa.


Siedem grzechów głównych

Chciwością można nazwać to 1. wieczne przeliczanie wszystkiego na złotówki (czy aby u nas nie taniej?), meldowanie dwóch osób w apartamencie, a po wyjściu właściciela ściąganie do niego kolejnych pięciu, oraz słynne już wrzucanie much do talerza, żeby nie płacić za obiad.

Nieczystość to oczywiście 2. śmiecenie i wszystkie pokrewne zbrodnie, jak niesortowanie śmieci czy buchanie ludziom na kempingu, albo plaży, spalinami z rury wydechowej. Pod zawiść da się podciągnąć 3. narzekanie i krytykanctwo. W duchu: mają ci Grecy co prawda błękitne, ciepłe morze i gaje oliwne, ale o herbatę z cytryną na śniadanie u nich trudno. Albo: ładny niby ten Paryż, i złocenia, i łuki, i witraże, ale cóż z tego, skoro psy po chodnikach srają, a w metrze śmierdzi. W naszym, warszawskim, jest czyściej i żadnych bezdomnych!

4. Nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu to wiadomo. Tutaj wpadają wszystkie autokarowe popijawy, masowo oblegane sklepy wolnocłowe na lotniskach, pięć porcji whisky wychylonych na pokładzie samolotu, a nawet własna wódka konsumowana w apartamentach od Cypru po Wyspy Kanaryjskie. No i oczywiście stosy na talerzach w wypadku szwedzkiego stołu, a nawet przekazywanie sobie potajemnie na koniec turnusu sprytnie zdejmowanych opasek „all inclusive”.

5. Gniew to „Nieustanny wkurw. Na pogodę, dzieci, kelnera, sąsiada”, ale też „wrzask, wrzask, wrzask”, który zdaniem jednego z dyskutujących pod moim postem kolegów bierze się „z braku możliwości/umiejętności odreagowania stresów w ciągu roku”.

A ostatnia na liście 6. gnuśność? Też ma swoje odpowiedniki w wakacyjno-podróżniczych praktykach Polaków. Tutaj mamy przede wszystkim brak znajomości języków obcych i brak jakiejkolwiek chęci zmiany tego stanu rzeczy. Dowcip o piłce do metalu znamy chyba wszyscy, a i każdy pewnie nie raz widział rodaka starannie, po polsku, tłumaczącego coś zdziwionemu Tajowi czy Łotyszce, z narastającą irytacją, że głupek ten ich nie rozumie. Z tą nieznajomością języków łączyć się może zamiłowanie do wczasów zorganizowanych. Wiadomo, że jak ktoś nie zna ani słowa w obcych językach, nie będzie mu się chciało organizować wakacji samemu, dogadywać się w sprawie transportu, noclegu i jedzenia.

Jest jednak jedno, za to wielkie „ale”. Co bieglejszy w naukach Kościoła czytelnik pewnie zauważył, że pominęłam grzech pierwszy i najważniejszy, a mianowicie pychę. Największym grzechem Polaków na wakacjach jest 7. naśmiewanie się z innych Polaków. Wszyscy uwielbiamy rozprawiać o tym, jacy to Polacy hałaśliwi, jak koczują przy swoich samochodach z disco polo na full włączonym, jak puszki po piwie i opakowania po chipsach wszędzie rozrzucają, jacy zamknięci na obce kultury, jacy aroganccy dla obsługi i jacy roszczeniowi.

Można ich bronić: że jedzenie wynoszą, bo nie mają pieniędzy, by żywić się na mieście, że języków nie znają, bo w PRL-u nie uczyli. Ale przyjemniej przecież rozprawiać o tym, że Polacy źle ubrani, że mało obyci w świecie i prawidłowo wymówić macchiato nie umieją. No bo pamiętać o tym, że wielu Polaków wciąż po prostu nie stać na żadne wakacje, na których mogliby sobie pogrzeszyć, jakoś głupio.


O tym naśmiewaniu się opowiada spektakl Pogarda wyreżyserowany przez Wiktora Rubina i zrealizowany przez Kantor Downtown Collective. Zaczyna się od filmiku przedstawiającego obleśnego, wąsatego typa na wakacjach, „Polaczka” jak ta lala, wypisz wymaluj jak z moich opisów kilka akapitów wyżej. A potem przywołuje teksty pełne pogardy, jakie przewinęły się w ciągu ostatnich kilku lat przez polskie media. Konstrukcja spektaklu opiera się na prostej dychotomii: poczucia wyższości i właśnie pogardy.

Pogardzamy, bo czujemy się lepsi. Albo przynajmniej chcielibyśmy tak się czuć. Obleśny typ, który na początku widzów Pogardy tak śmieszy i brzydzi, nie jest realnym bytem, a utkanym z tych wszystkich od lat obecnych w naszej
kulturze wątków i wyobrażeń o nas samych i o innych. To w stworzonym z nich, spaczonym obrazie tak lubimy się przeglądać. Tak, lubimy czuć się lepsi. Turystyka, szczególnie turystyka niszowa, jest jedną ze strategii odróżniania się od innych, kreowania własnego wizerunku, na użytek własny i swoich w siatce społecznej.

Ponieważ coraz trudniej zrobić w czasie wakacji coś, czego nie robią inni, pomysły na turystykę niszową stają się coraz bardziej ekstrawaganckie. Już nie wystarczy gdzieś pojechać autostopem, trzeba iść na piechotę, z psem, z dwumiesięcznym dzieckiem, tyłem, na czworakach. Na pięknej plaży każdy głupi był, to samo w zwykłych górach, jeździ się więc do obozów zagłady i łagrów albo podróżuje, odwiedzając kolejne slumsy, miejsca, o których świat zapomniał (dark tourism). No i krytykuje tych wszystkich normalsów, dla których idealne wakacje to hotel z basenem plus cztery posiłki podane pod nos.

Anna Horolets, socjolożka, która od lat bada turystykę i turystów, zwracając szczególną uwagę na te wszystkie subtelne gry prestiżów, w jakie podróżowanie jest uwikłane, zwraca uwagę na charakterystyczne dla klas średnich „szukanie turysty gorszego od siebie”.

Jej zdaniem to nawet nie jest nasza, narodowa, polska cecha, a cecha turystyki jako takiej. Właśnie dlatego, że coraz trudniej być samemu na wakacjach, przeszkadzają inni turyści. Człowiek się obawia, że upodobni się do nich, a przecież miał był inny, lepszy, bardziej wyjątkowy.

Tak, nie da się ukryć, zostawianie śmieci w lesie czy na plaży jest złe, podobnie jak darcie się na ulicy, a tym bardziej w muzeum, czy chamskie odzywki do kelnerów, niezależnie od tego, czy tamci je rozumieją, czy nie. Nie ma co jednak – oburzając się tymi nagannymi zachowaniami – nakręcać oikofobii, strachu przed swoimi, jak bardzo inni byśmy się od nich nie czuli. Miło jest czuć się lepszym i fajniejszym niż przeciętny Kowalski. Ale czy naprawdę pan w skarpetach do sandałów lub pani wypoczywająca na turnusie all inclusive samym swoim istnieniem zrobili komuś coś złego?

Nieprzekonanym polecam rozmowę o największych grzechach angielskich turystów z Anglikiem albo o największych grzechach rumuńskich turystów z Rumunem. Gwarantuję, że usłyszycie mniej więcej to samo, o czym przeczytaliście w tym tekście.

Ludwika Włodek

My Polacy / Wir, Polen

Patrzą na nas naukowcy / Die Wissenschaftler schauen uns an

Ważna sprawa, napisała w mailu referentka: sytuacja najnowszych migracji z Polski do Niemiec! 

Poprosiłam ją o kilka słów od siebie o tym, co bada, czym się zajmuje, o czym pisze:

W wioskach i miastach, na obrzeżach, ale już coraz częściej w popularnych dzielnicach mieszkają Polki i Polacy. Mieszkają lub pomieszkują, jeżdżą w te i we wte albo nie jeżdżą już wcale do Polski właśnie, bo na jesieni długo się jedzie, pociągi się psują i łatwo spóźnić się do pracy w Niemczech.
A pracują wiele. Niemieckie statystyki podają, że najczęściej ponad 40 godzin tygodniowo, i w soboty też. Pracują w nowych formach zatrudnienia, czyli takich, które nie dają długotrwałego bezpieczeństwa socjalnego. Ale co tam. Wspaniale się zintegrowali. Pracują ładnie. Są zawzięci. Byle spłacić następny kredyt, byle posłać córkę na studia. A co z ich zaangażowaniem społecznym i politycznym? A co z równym traktowaniem? Czy mają równe prawa jako obywatele Unii Europejskiej? Kto się przejmuje ich losem, gdy nie mają na utrzymanie? Czy komuś zależy, żeby ich włączyć w społeczeństwo przyjmujące? Co to w ogóle oznacza? Czy niemiecka polityka ma odpowiedzi na potrzeby tych współczesnych podróżników pomiędzy dwoma krajami, których połączył w 1991 roku Traktat, co to teraz jednak niekiedy dzieli? O meandrach niemieckiej i polskiej oraz europejskiej polityki wobec polskich migrantów mowa będzie w następny wtorek w ramach Colloqium Klausa Zernacka.

Klaus Zernack Colloquium, 17. Oktober 2017

Vortragsreihe Migrationsprozesse und Kulturtransfer. Deutsche und polnische Kontexte

Prof. Dr. Michael G. Müller und Prof. Dr. Robert Traba laden gemeinsam mit Prof. Dr. Igor Kąkolewski ein
zum Vortrag von

Dr. Kamila Schöll-Mazurek
Integrations- und Poloniapolitik.  Erfüllen sie ihre Funktion für polnische Neuemigranten in Deutschland?

Kommentar:
Prof. Dr. Magdalena Nowicka (Berlin)

Dienstag, den 17. Oktober 2017, 19:00 Uhr

Bibliothek des Zentrums für Historische Forschung Berlin

der Polnischen Akademie der Wissenschaften

Majakowskiring 47

13156 Berlin-Pankow

783 085 polnische Immigranten leben derzeit in Deutschland, weitere suchen hier eine Perspektive. Gleichzeitig kamen viele Flüchtlinge nach Deutschland. Deshalb verschiebt sich der Fokus der deutschen Politik. Neben diesen aktuellen Herausforderungen bekommt die Integration der länger hier lebenden Migranten, vor allem aus der der Türkei und den nordafrikanischen Ländern, mehr Aufmerksamkeit. Die polnischen Zuwanderer werden auch als Strebermigranten oder unsichtbare Migranten bezeichnet, die sich hervorragend integriert haben. Was ist das eigentlich für eine Integration? Sind die Instrumente der Integrationspolitik für diese Gruppe angepasst? Wie ist diese Politik konstruiert und für wen?

In ihrem Vortrag stellt Dr. Kamila Schöll-Mazurek die Überzeugung infrage, dass die polnischen Immigranten in Deutschland hervorragend integriert sind. Sie zeigt, dass in einer Situation, wo die Politik auf viele Herausforderungen reagieren muss, die Grenze fließend ist.

Die Grenze zwischen Integration als Selbstläufer, wie sie sich in den Biografien zahlreicher polnischer Migranten zeigt, und einem verborgenen Scheitern, bei dem polnische Arbeitsnehmer zwar äußerlich integriert wirken, sich aber durch Schwarzarbeit um ihre Rente bringen, ihre Kinder bei den Großeltern aufwachsen lassen und durch ständiges Pendeln in beiden Gesellschaften den Anschluss verlieren.

Dr. Kamila Schöll-Mazurek forscht am Zentrum für Interdisziplinäre Polenstudien an Europa-Universität Viadrina. Sie promovierte 2010 über die rot-grüne deutsche Außenpolitik gegenüber Polen. 2017 erscheint ihre Monografie über die Situation der Neu-Immigranten aus Polen in Deutschland in ausgewählten Lebensbereichen (K. Schöll-Mazurek, Między polityką integracyjną a polityką polonijną. Status najnowszych polskich migrantów w Niemczech wybranych obszarach po 2011 roku, Księgarnia Akademicka, Kraków 2017).

OMG! (Reblogs)

But also: thank you, God! – they were only 150 tousands and not 7 millions, what was previously announced!

Notes from Poland

Poles have last saturday been gathering along their borders holding rosaries in order to ‘surround the country with prayer’ and appeal to God ‘to save Poland and the world’. (Initially the stated aim was to protect from ‘Islamisation’, although that aspect has since been downplayed. More detail here: goo.gl/QWFyXu.)

Wprost

Sukces akcji „Różaniec do granic”. Cała Polska modliła się o pokój.

W ramach inicjatywy „Różaniec do granic”, w sobotę 7 października w 320 kościołach na terenie 22 diecezji na obrzeżach kraju ludzie modlili się o pokój dla Polski i całego świata. W wydarzeniu wzięły setki osób. Do akcji dołączyli również politycy. Polska granica liczy 3,5 tys. kilometrów, więc liczyliśmy, że potrzeba milion – półtora miliona ludzi żeby rzeczywiście otoczyć ten kraj dosłownie modlitwą – tłumaczył Maciej Bodasiński z Fundacji Solo Dios Basta (Bóg i nic więcej), która organizowała wydarzenie.

Zula na twitterze

Ja na miejscu. W Kodniu. Mnóstwo ludzi a jest bardzo wcześnie

Sylwester na twitterze

Siekierki nad Odrą

Found on Koalicja Białych Róż


On Facebook by Anna Alboth


And we… virtually and really on the other side of the border

We do not protest against God. We do not protest again prayer and also a rosary prayer. But we do protest against pushing our country back in to the darkness age of not knowing, not thinking and not loving, where the rules of democracy are replaced by prayer and obedience and politic becomes a faith.

And we protest against Poland’s heartless politic against refugees!!!! Yes, I know… Oficially nobody says anymore, rosary on the boarder was protest against Islam, Muslims or refugees. But it was the primary intention and it exists unoficially all the time.

And we protest!

Foto – Anna Alboth

Anna Alboth on facebook:

Today I feel like praying. Praying to some god to protect Poland from protecting Poland.  Yes. Because otherways they will protect us and then… OMG!

Kommentar von Mehmet Daimagüler:

“Ok, liebe Polen, Euer Land wurde dreimal geteilt, von drei Mächten: dem orthodoxen Russland, dem protestantischen Preußen und den katholischen Habsburgern. Alles Christen. Nach dem polnischen Novemberaufstand von 1830/1831 gegen die Herrschaft der Zaren nahm hingegen das Osmanische Reich zahlreiche polnische Emigranten auf. Noch heute leben Nachfahren dieser Flüchtlinge in dem Ort Polonezköy (“Polendorf”) bei Istanbul. Im Zweiten Weltkrieg versuchten Nazi-Deutschland und Stalin Polen auszulöschen. Nach dem Krieg blieb das Land 40 Jahre unter der Knute der UdSSR. Und heute fürchtet Ihr Euch davor, dass Muslime Polen zerstören könnten?”

Die Welt:

An Polens Grenzen haben sich am Samstag mindestens 150.000 Katholiken für ein Rosenkranzgebet getroffen. Nach Angaben der Warschauer Stiftung Solo Dios Basta (zu Deutsch: Gott allein genügt) waren 4000 Orte in die Aktion „Rosenkranz an der Grenze“ involviert. Gebetet wurde nach Angaben der Stiftung für die „Rettung Polens und der Welt“.

Von Gegnern wurde die Aktion als islamophob verurteilt. Sie sahen das Massengebet wegen verschiedener Äußerungen von Teilnehmern und Geistlichen als explizit gegen Muslime gerichtet.

Zu dieser Einschätzung hatte unter anderem Krakaus Erzbischof Marek Jedraszewski beigetragen, der sagte, die westlichen Nationen müssten zu ihren christlichen Wurzeln zurückkehren, „damit Europa Europa bleibt“. Eine Teilnehmerin der Aktion sagte zur Nachrichtenagentur AP: „Der Islam will Europa zerstören und uns vom Christentum abkehren.“

ksiądz Wojciech Lemański auf dem twitter

Znamy z niedalekiej przecież historii wiece masowego poparcia dla ludzi, których dziś chcielibyśmy zapomnieć. Wypełnione place, tłumy wzdłuż ulic. Po dzisiejszym dniu do tamtych obrazów historia dołączy zdjęcia setek tysięcy Polaków modlących się na plażach, lotniskach, ulicach, wzdłuż granic. Co ich wyprowadziło z ich kościołów, kapliczek przydrożnych, z ich katedr i bazylik? Czyżby jakaś zaraza, nawałnica, horda zbrojna zagrażała ich domom, warsztatom pracy, szkołom czy przedszkolom? Zapytajcie tych ludzi, po co poszli na te granice. Poszli przyzywać Imienia bożego, wzywać orędownictwa Matki Jezusa przeciw… uchodźcom, szukającym pomocy, schronienia, dachu nad głową. Gdy papież Franciszek poprosił o przygotowanie w ich parafiach domu dla jednej choćby rodziny uchodźców – udawali że nie słyszą. Gdy ostatnio prosił, by modlili się za tych biednych ludzi, to w katolickiej Polsce można było te rozmodlone kościoły policzyć na palcach. A dziś, jak Polska długa i szeroka idą z różańcem w ręku pokazać światu – ile jest warta wiara Polaków. Ale przyjdzie dzień. I powiedzą w ów dzień – Panie, Panie, czyż nie modliliśmy się na różańcu z naszymi księżmi, z naszymi biskupami na granicach? A Pan im odpowie – Idźcie przecz, bo byłem przybyszem, a nie przyjęliście Mnie. I będzie płacz i zgrzytanie zębów.

Porady kulturalne / Kulturelle Ratschläge

Samstag / Sobota

Niemcy też mają długi weekend i jest on właśnie teraz. Zaczął się wczoraj, skończy 3 października wieczorem, w Dzień Jedności Niemieckiej. Wszyscy wyjechali, a ci co nie wyjechali pójdą w ten weekend co najmniej raz na jakiś event kulturalny. Wiele z nich jest za darmo. Tu poniżej podaję trzy z nich.

30. SEPTEMBER UM 17 UHR

Staatsoper für alle: Open-Air-Konzert und Live Übertragungen

Die Staatsoper ist zurück in ihrem Stammhaus Unter den Linden!

Nach mehr als sieben Jahren kehren das gesamte Ensemble, das Orchester, der Chor und alle Mitarbeiterinnen und Mitarbeiter wieder an ihren angestammten Ort zurück. Das möchten wir mit euch allen feiern!

Eintritt frei! Dank BMW Niederlassung Berlin

Open-Air-Konzert STAATSOPER FÜR ALLE
30. Sep 17.00 Uhr Bebelplatz

Dirigent: Daniel Barenboim
Sopran: Diana Damrau
Mezzosopran: Okka von der Damerau
Tenor: Burkhard Fritz
Bass: René Pape
Staatsopernchor
Staatskapelle Berlin

Ludwig van Beethoven
Sinfonie Nr. 9 d-Moll op. 125

Live-Übertragungen STAATSOPER FÜR ALLE
3. – 7. Okt. Bebelplatz

Im Rahmen von STAATSOPER FÜR ALLE werden alle Vorstellungen des PRÄLUDIUMS zur Wiedereröffnung der Staatsoper live aus dem Großen Saal übertragen: Die Eröffnungspremiere »Zum Augenblicke sagen: Verweile doch!« mit Schumanns »Szenen aus Goethes Faust« in der Inszenierung von Jürgen Flimm (3.10., 20 Uhr, auch am 6.10., 18 Uhr) das Konzert am 4.10., 19:30 Uhr (Daniel Barenboim, Maurizio Pollini, Staatskapelle Berlin) sowie das Konzert am 7.10.,18 Uhr mit den Wiener Philharmonikern und Zubin Mehta am Pult . Kommt vorbei!

Alle Termine zu STAATSOPER FÜR ALLE Unter den Linden unter: http://bit.ly/2gQ2eUg

Quena Tapia lädt zur Peña:

100 Jahre Violeta Parra

Sa., 30.9.17 | 20 Uhr | RegenbogenKino

Violeta Parra war Folk-Musikerin und bildende Künstlerin.
Vor fast 100 Jahren wurde Violeta del Carmen Parra Sandoval in Chile geboren.

Peña bedeutet Fels, aber auch Stammtisch und steht in ganz Chile für kulturell-politische Gemeindefeiern, bei denen Gesangswettbewerbe aller Generationen solo und als Chor, mit und ohne instrumentale Begleitung häufig im Mittelpunkt stehen.
Heute gibt es viele Peñas in Chile, Lateinamerika, Nordamerika, Europa und Australien, die sich aufgrund der Chilenen, die nach Augusto Pinochets Putsch ins Ausland flohen, ausgebreitet haben.

Ab 1952 begann Parra Folkloremusik aus den ländlichen Zonen aufzunehmen und zusammenzustellen. Diese Sammlung entdeckte die Poesie und das Volkslied aus den ziemlich verschiedenen Regionen Chiles. Diese Arbeit förderte den enormen verborgenen Reichtum der Traditionen zu Tage, die zur chilenischen Kultur verschmolzen waren. Von hier begann sie ihren Kampf gegen die stereotype ausländische Musik und transformierte bzw. gewann die authentische Volkskultur wieder zurück. Sie komponierte Lieder, Décimas und Instrumentalmusik, wurde zur Malerin, Bildhauerin, Stickerin, Töpferin.

Violeta Parra schuf die Basis für La Nueva Canción Chilena, die Neue Gesangsbewegung Chiles, die die chilenische Folkloremusik erneuerte. Diese Bewegung breitete sich in den sechziger und siebziger Jahren in Chile aus. Da sie folkloristische Musikelemente mit religiösen Formen und Inhalten der Protestbewegung und Sozialkritik der sechziger Jahre vereinte, wurde sie der Kopf einer mächtigen kulturellen Strömung und erfasste das ganze Land. Sie wurde auch nach dem Putsch in Chile 1973 für viele ein Synonym für das unter der Militärdiktatur leidende und kämpfende Chile, das seine Rückkehr zur Demokratie erreichte.

Eugenia Tapia (Quena Tapia)
Cantante / compositora / Guitarra

Eugenia Tapia wurde als Tochter Chilenischer Musiker in Rüdersdorf geboren, daher die Freude an Ethno-Einflüssen.
Sie studierte 2 Jahre Komposition an der Universität Arsis-Chile (SCD) und Gesang dazu. Danach Gitarrenstudium im Conservatorium – Badalona.
Eugenia startet ihr Musikerinnenleben mit verschiedenen Bands: teils in Chile, Barcelona und seit 2011 auch in Berlin.
Nicht nur live kann mensch sich an Eugenias Kunst erfreuen, sie hat auch einen Lullabye Song aufgenommen: “Tu mi Mariposa” (E.Tapia /P. v. Rothkirch). 2011 CD -Heart & Toes – Lullabies from Around the world.

Eintritt frei – Spenden willkommen

Gute Nacht


Guten Morgen

01. OCTOBER UM 14 UHR


Gallion-Bild der Ausstellung: Neavenezia 2015/17, was natürlich Berlin ist

In der Komunalen Galerie Berlin  auf dem Hohenzollern Damm 176 gibt es noch bis 29. Oktober eine Ausstellung von Matthias Koeppel

Experiment und Methode

Matthias Koeppel zum 80. Geburtstag

Fotografie, Zeichnung, Grafik, Gedichte, Komposition, Malerei

Während der Ausstellung wird sich der Künstler drei Mal mit seinem Publikum treffen und es durch die Ausstellung führen. Ein Termin ist schon vorbei, zwei bleiben noch, davon ein – morgen:

Führungen mit Matthias Koeppel

Sonntag, 10.09.2017 | 14 Uhr

Sonntag, 01.10.2017 | 14 Uhr

Sonntag, 15.10.2017 | 14 Uh

Leider nicht in der Ausstellung, auch als Plakat nicht: Matthias Koeppel ‘Requiem für Luise’, Plakat zur 750-Jahr-Feier Berlins

Auf dem Blog Café Deutschland liest man: Abgebildet sind die Humpe-Sisters: Annette und Inga Humpe gehörten zu den Schaumkronen der Neuen Deutschen Welle. Annettes Blaue Augen (1981) und Ingas Ich düse im Sauseschritt (1983) haben noch heute großen Wiedererkennungswert. Zwischen 1985 und 1987 hatten sie als Humpe & Humpe eine gemeinsame Band.

Das ‘Requiem für Luise’ ist mein Lieblingsbild von Koeppe – ironische Nachahmung der berühmten Skulptur von Prinzessinnen Luise und Frederike Hohenzollern von Johann Gotlieb Schadow aus den Jahren 1795-7. Darüber schrieb ich schon HIER: https://ewamaria.blog/2020/02/08/dwie-siostry/

Reblog: Madonna z poziomką

Kindze, która wie, że poziomki są najwspanialszym owocem na świecie –
z podziękowaniem

Bezcenna “Madonna z poziomką” dotarła do Krakowa

Wtorek 08 sierpnia 2017 Autor: in-krakow

To absolutnie wyjątkowy, bezcenny gotycki obraz: „Madonna z poziomką”, na co dzień znajdujący się w kolekcji Muzeum Miejskiego w Żywcu, przyjechał właśnie do Krakowa. (…) (Wystawiony został w) Europeum – w Ośrodku Kultury Europejskiej oddziału Muzeum Narodowego w Krakowie.

Jeszcze w latach 80 ubiegłego wieku myślano, że jest to obraz barokowy i dopiero podczas pierwszej konserwacji okazało się, że jest znacznie starszy. Badania, m.in. zdjęcia rentgenowskie, pozwoliły ustalić, że obraz składa się z siedmiu warstw. Zapadła decyzja o odsłonięciu tej najcenniejszej, późnośredniowiecznej. Wtedy wyłoniła się pełna wdzięku, ale i majestatu gotycka Madonna przedstawiająca Marię, subtelną, jasnowłosą kobietę, która jedną ręką przytula Dzieciątko, a w drugiej trzyma kwiat i owoc poziomki. Na rączce małego Jezusa przysiadł zielony ptaszek.

Poziomka, na której występują równocześnie kwiat i owoc, oznacza zarówno czystość Dziewicy, jak i rajski ogród lub pokarm zbawionych występujący właśnie w Raju. Foto J. Szczypiński.

„Madonna z poziomką” została namalowana temperą na desce prawdopodobnie w krakowskiej pracowni przez nieznanego mistrza cechowego, działającego u schyłku średniowiecza.

Reblog: Louis Lewandowski (Mężczyzna z cmentarza Weissensee w Berlinie)

Napis na nagrobku: Miłość czyni pieśń nieśmiertelną!

Ania i ja już wiele lat temu znalazłyśmy jego nagrobek na cmentarzu żydowskim w Berlinie i dawno już powinnam byłam sprawdzić, czy Louis Lewandowski ma coś wspólnego z Polską czy nie. Ale zrobiłam to dopiero w sierpniu 2017 roku, w dzień przed koncertem jego muzyki w synagodze berlińskiej na Rykestrasse. W pewnym sensie Lewandowski ma z Polską coś wspólnego, ma bowiem polskie nazwisko i urodził się we Wrześni, jednak wszystkie źródła, czy to polskie, czy niemieckie, czy angielskie, określają go jednomyślnie jako słynnego kompozytora “żydowsko-niemieckiego”. Tak więc i jest, zresztą nawet jeśli miał w rodzinie polskich przodków, to spędził całe swe twórcze życie w Berlinie i stworzył muzykę, grywaną w synagogach na całym świecie.

Nota bene, ten wpis mógłby się ukazać na tym blogu również w ramach innego nader nieregularnego cyklu, a mianowicie Reformacja. Koncert w synagodze berlińskiej odbył się jako realizacja idei ekumenizmu po-reformacyjnego: modlimy się wszyscy do tego samego Boga, a wystąpili wspólnie orkiestra radiowa (bezwyznaniowa) z Kolonii, chór z katolickiego klasztoru benedyktyńskiego Maria Laach i zespół śpiewaków synagogalnych z Berlina. 

Louis Lewandowski – żydowski kompozytor z Wrześni
Istnieje stereotyp, zgodnie z którym XIX-wieczna Wielkopolska stanowiła „pustynię kulturową”. Okazuje się jednak, że w regionie pojawiały się osoby o wybitnych talentach artystycznych. Jedną z takich postaci, ze wszech miar wartych przypomnienia, był Louis Lewandowski z Wrześni. Tym bardziej, że twórczość kompozytorska Lewandowskiego zupełnie nie funkcjonuje w świadomości polskiego środowiska muzycznego.

Lewandowski urodził się 23 kwietnia 1821 roku we Wrześni, w rodzinie żydowskiej. Dzieciństwo przyszłego kompozytora było bardzo trudne z uwagi na skrajną nędzę, jaka panowała w jego uzdolnionej muzycznie rodzinie. Mimo wszelkich trudności talent muzyczny Lewandowskiego zaczął objawiać się bardzo wcześnie. Mały Louis towarzyszył ojcu i czterem braciom w wykonaniach muzyki we wrzesińskiej Synagodze..

W wieku 12 lat, po śmierci matki, Louis przeprowadził się do Berlina, gdzie spędził resztę życia. W stolicy Prus utalentowanym Louisem zainteresował się bankier Alexander Mendelssohn (1798-1871), kuzyn wielkiego Felixa Mendelssohna-Bartholdiego (1809-1847). W Berlinie Lewandowski podjął studia muzyczne. Początkowo w klasie fortepianu i wokalistyki. Jako singerel śpiewał też solowe partie sopranowe w chórze kantora Aschera Liona. Następnie przez trzy lata studiował pod kierunkiem A. B. Marxa (1795-1866), pochodzącego również z żydowskiej rodziny. W Berlińskiej Akademii Sztuki, jako pierwszy żydowski student, zgłębiał zagadnienia kompozycji muzycznej pod kierunkiem Karla Rungenhagena (1778-1851) i Eduarda Grella (1800-1886). Choroba neurologiczna spowodowała, że Lewandowski na cztery lata zmuszony był przerwać naukę. Podczas choroby zetknął się z twórczością kantora Hirsha Weintrauba. Wywarła ona na Louisie tak silne wrażenie, że postanowił zająć się komponowaniem muzyki synagogalnej.  Studia ukończył z wyróżnieniem, otrzymując od Berlińskiej Akademii Śpiewu nagrodę za kompozycję

W 1840 roku został zatrudniony na stanowisku dyrygenta chóru Synagogi Starej w Berlinie.  Wykonywał tam muzykę liturgiczną Salomona Sulzera (1804-1890). W tym czasie kantor Abraham J. Lichtenstein zachęcał Lewandowskiego do napisania muzyki do żydowskich modlitw, czego skutkiem była praca nad własnymi kompozycjami. Okres ten zaowocował znaczącym rozwojem formy muzycznej, stosowanej w liturgii synagogalnej. Powstają wówczas liczne kompozycje.

W 1864 roku powstała w Berlinie Synagoga Nowa, wyposażona w organy, co wpłynęło w istotny sposób na rozwój formy muzycznej, w utworach Louisa Lewandowskiego.

Performed by the Zamir Chorale of Boston at Sanders Theatre, June 3, 2007

Rok 1866 przyniósł Lewandowskiemu tytuł Królewskiego Dyrektora Muzyki, nadany mu przez władze pruskie. Krótko później został dyrygentem chóru Synagogi Nowej w Berlinie. Dla celów liturgii w tej synagodze, Lewandowski napisał kolejne ważne kompozycje. Najważniejsze z nich, to: „Kol Rinnah u-Tefillah” (1871) na chór oraz „Todah ve-Zimrah”(1876-82) na głosy solowe, chór i organy oraz opracował 40 Psalmów na głosy solo, chór i organy.

Szczególne znaczenie dla tego okresu jego twórczości miało opracowanie starożytnych „Melodii Hebrajskich”, na głos kantora, chór i organy. Są one uważane za wybitny przejaw geniuszu muzycznego Lewandowskiego. Pisząc je, kompozytor zmagać się musiał z pewnym problemem technicznym. Część członków chóru, nie miała przygotowania muzycznego i nie była w stanie wykonać zbyt trudnych partii, dlatego struktura muzyczna utworu musiała być stosunkowo prosta. Mimo, iż „Melodie Hebrajskie” charakteryzują się pewną prostotą muzyczną, pełne są przejmującego religijnego żaru.

kreuznacher-diakonie-kantorei Live Konzert 27. September 2008 in Volxheim
Kontrabass: Helmut Kickton

Kulminacją w twórczości kompozytora był rok 1882, gdy powstało jego największe dzieło „Todah W’Simrah” na głos kantora, chór i organy – zbiór utworów obejmujący cały roczny cykl liturgiczny.

Kompozytor nie zamknął się wyłącznie w muzyce synagogalnej. W jego dorobku znajdują się też kantaty. Przejawem muzyki świeckiej są uwertury, symfonie, i pieśni.

Louis Lewandowski był nie tylko wybitnym kompozytorem, lecz również pedagogiem. Nauczał w Wolnej Szkole Żydowskiej i Żydowskim Seminarium Nauczycielskim. Wykształcił licznych, wyróżniających się kantorów synagogalnych. Założył i zarządzał Instytutem dla Starych i Niepełnosprawnych Muzyków.

Kompozytor umarł 4 lutego 1894 roku w Berlinie. Grób Louisa i jego żony Heleny przetrwał wszystkie potworne kataklizmy XX wieku i do dnia dzisiejszego znajduje się na Cmentarzu Żydowskim Weissensee w Berlinie. Na kamieniu nagrobnym  kompozytora znajduje się inskrypcja: „Liebe macht das Lied unsterblich!”  (Miłość czyni pieśń nieśmiertelną!)

Na trwałe do liturgii synagogalnej weszły takie dzieła, jak np. „Uvencho Yomar”, „Zacharti Lach”, wykonywane w Święto Rosh Hashana, oraz  „Ve’al. Chata’im” na Yom Kipur.

Z punktu widzenia muzykologicznego, twórczość Lewandowskiego jest w pełni porównywalna z utworami pisanymi przez innych, powszechnie znanych kompozytorów XIX wieku. W porównaniu z innymi kompozytorami epoki, Lewandowski działał w szczególnych uwarunkowaniach judaizmu reformowanego. Jego geniusz potrafił wspaniale łączyć różne tradycje muzyczne – tradycję liturgiczną Żydów askenazyjskich z niemieckim romantyzmem muzycznym. Posługiwał się zasadami harmonii, typowymi dla ówczesnej muzyki europejskiej, wykorzystując często akompaniament orkiestrowy. Partie solowe kantora pozostają jeszcze w sferze tradycji żydowskiej, podczas, gdy partie chóralne wykazują wpływ Felixa Mendelssohna-Bartholdiego (1809-1847). Muzyka Lewandowskiego jest w stylu mniej romantyczna, od twórczości wielkiego poprzednika Salomona Sulzera (1804-1890). Dla twórczości Lewandowskiego niewątpliwą inspiracją artystyczną była literatura kantatowo-oratoryjna kompozytorów chrześcijańskich. Kompozycje religijne Lewandowskiego charakteryzują się wielogłosowością. Są dowodem głębi religijnych przeżyć kompozytora.

Wydaje się, że nadszedł w końcu czas, by muzyka Louisa Lewandowskiego zajęła należne jej miejsce w polskim życiu muzycznym i w salach koncertowych.

Opracowanie: dr Wojciech Meixner  

Liu Xiaobo and Liu Xia

Wczoraj przygotowałam ten wpis, i wczoraj Liu Xiaobo umarł
I prepared that post yesterday. Yesterday Liu Xiaobo died.
Ich habe diesen Beitrag gestern vorbereitet. Gestern ist Liu Xiaobo gestorben.

R.I.P.

Aufruf an die Chinesische Regierung bezüglich Liu Xiaobo und seiner Frau Liu Xia

Appeal to the Chinese government concerning Liu Xiaobo and his wife Liu Xia

Nobel Peace Prize Laureat Liu Xiaobo has been diagnosed with liver cancer. His wife, Liu Xia, who has been under house arrest for several years, is also gravely ill. They have the wish to travel to Germany so they can receive medical care. Their wish to leave China is so strong that Liu Xiaobo has stated that – if he is to die – he does not want to do so on Chinese soil. Liu Xia also no longer wishes to live there. Time is running. We urge the Chinese government to grant Liu Xiaobo and Liu Xia the freedom to leave the country!

Der Friedensnobelpreisträger Liu Xiaobo ist an Leberkrebs erkrankt. Er und seine Frau Liu Xia haben hat den Wunsch geäussert, nach Deutschland auszureisen, um medizinische Hilfe für beide zu bekommen – denn auch Liu Xia, die seit Jahren unter Hausarrest steht, ist schwer erkrankt. Der Wunsch der beiden geht soweit, dass Liu Xiaobo sagt, er möchte – selbst wenn er sterben muss – nicht in China sterben. Und Liu Xia sagt, dass sie nicht länger in China leben möchte. Die Zeit ist knapp. Wir appellieren dringend an die chinesische Regierung: geben sie diesen beiden Menschen die Freiheit, das Land zu verlassen!

The poem “You Wait for Me with Dust” by Liu Xiaobo in Chines, English, German and Polish. Other languages (Afrikaans, Arabic, Bosnian, Dutch, Finnish, French, Hebrew, Kurdish, Komi,  Portuguese, Romanian, Russian, Slovenian, Spanish, Swedish, Welsh) you find here.

和灰尘一起等我–给终日等待的妻

你一无所有,只能
和家里的灰尘一起等我
它们一层层
积满了所有角落
你不愿拉开窗帘
让阳光惊扰它们的安宁

 

 

书架上的字迹被灰尘掩埋
地毯的图案吸满了灰尘
你喜欢在给我写信时
笔尖吸住几粒灰尘
让我的眼睛有些刺痛

 

你终日端坐
不想随意走动
生怕自己的脚踩痛了灰尘
你尽量平稳地呼吸
用沉默编写一个故事
在这令人窒息的岁月
灰尘们献出仅有的忠诚

 

灰尘浸满了
你的目光、呼吸、时间
在你的灵魂深处
日复一日的修筑坟墓
从脚底一寸寸堆积
直到胸口直到喉咙

 

你知道,坟墓
是你最好的归宿
在那里等我
不会有任何惊扰
你就是对灰尘情有独衷
在黑暗中在安静中在窒息中
等我等我

 

和灰尘一起等我
拒绝阳光和空气的流动
让灰尘彻底埋葬自己
让自己在灰尘中睡去
直到我回来
你才苏醒
揩净皮肤和灵魂的灰尘
如同死而复活的奇迹

晓波1999.4.9

You Wait for Me with Dust

nothing remains in your name, nothing
but to wait for me, together with the dust of our home
those layers
amassed, overflowing, in every corner
you’re unwilling to pull apart the curtains
and let the light disturb their stillness

over the bookshelf, the handwritten label is covered in dust
on the carpet the pattern inhales the dust
when you are writing a letter to me
and love that the nib’s tipped with dust
my eyes are stabbed with pain

you sit there all day long
not daring to move
for fear that your footsteps will trample the dust
you try to control your breathing
using silence to write a story.
At times like this
the suffocating dust
offers the only loyalty

your vision, breath and time
permeate the dust
in the depth of your soul
the tomb inch by inch is
piled up from the feet
reaching the chest
reaching the throat

you know that the tomb
is your best resting place
waiting for me there
with no source of fear or alarm
this is why you prefer dust
in the dark, in calm suffocation
waiting, waiting for me
you wait for me with dust

refusing the sunlight and movement of air
just let the dust bury you altogether
just let yourself fall asleep in the dust
until I return
and you come awake
wiping the dust from your skin and your soul.
What a miracle – back from the dead.


April 9th 1999

translated by Zheng Danyi, Shirley Lee and Martin Alexander

Warte auf mich mit dem Staub

Es bleibt dir nichts übrig,
als mit dem Staub auf mich zu warten.
Schicht um Schicht füllt er die Ecken.
Du lässt die Vorhänge zu,
Die Sonne soll den Staub nicht stören.

Auf den Bücherregalen verschwinden die Zeichen im Staub,
die Muster im Teppich, vom Staub vollgesogen.
Wenn du mir schreibst, tauchst du den Stift gern in den Staub,
die Staubkörner stechen dann in meinen Augen.

Du sitzt den ganzen Tag da und willst nicht umhergehen,
damit deine Füße den Staub nicht verletzen.
Du atmest ganz ruhig, schreibst mit deinem Schweigen
eine Geschichte in dieser erstickenden Zeit.
Nur der Staub bleibt dir noch treu.

Der Staub erfüllt dir den Blick,
den Atem, die Zeit.
In deiner Seele baut er Tag um Tag ein Grab,
Zoll um Zoll, angefangen bei den Füßen
bis zur Brust und bis zur Kehle

Du weißt, das Grab ist deine beste Zuflucht.
Niemand stört dich, wenn du dort auf ich wartest.
Du hast eben eine besondere Beziehung zum Staub
der Dunkelheit in der erstickenden Stille, warte,
bitte wart auf mich.

Warte auf mich mit dem Staub
verweigre die Sonne, die Strömung der Luft,
bis der Staub dich ganz begräbt.
Lass dich einschlafen im Staub bis du erwachst,
wenn ich zurück bin,
wischt du den Staub von der Haut,
von der Seele und stehst auf
wie durch ein Wunder.

ÜbersetzungxMartinxWinter

Czekaj mnie w kurzu

cała jesteś tylko czekaniem na mnie
czekaniem w kurzu naszego domu
gdy jego warstwy gromadzą się
narastam w każdym kącie
czekasz niezdolna odsunąć zasłony
i pozwolić światłu by wygnało kurz

na półkach z książkami
porastają kurzem notatki wzory dywanu
wchłaniają kurz gdy piszesz do mnie list
dobrze, że stalówka jest nieoczyszczona
bo moje oczy dźga ból

cały dzień siedzisz
nie mogąc się ruszyć ze strachu
by twoje kroki nie wznieciły kurzu
starasz się płytko oddychać
gdy korzystając z ciszy piszesz
w takich chwilach duszący pył
jest zadziwiająco wierny

X

twoje spojrzenie, oddech i czas pozwalają
bym prochem wrastał po trochu coraz głębiej
w głąb duszy dusząc rósł od stóp do gardła

X
ty wiesz, że w tym grobie
można najlepiej wypocząć
czekając na mnie bez lęku
i nie niepokojona
dlatego pył jest dobry
w ciemności cicho dusi czekając,
czekając na mnie

X

czekasz przykryta kurzem
bez słońca i bez powietrza
pozwalasz by pochował cię pył
zasypiasz przyprószona zanim powrócę
i przebudzisz się
otrząśniesz proch ze skóry i duszy
cóż za cud – powstać ze zmarłych

9.04.1999

przełożyła Anna Nasiłowska

Fête de la Musique

Zapowiedź po polsku poniżej

oder

Das sollten sie nicht verpassen

Am Mittwoch, den 21. Juni, genau zu Sommeranfang, wird Berlin zur Konzertbühne – in der ganzen Stadt wird draußen musiziert. Die Fête de la Musique steigt allerorten. Das ist ein nicht kommerzielle Musikfestival – seit 1982 in Paris und seit 1995 in Berlin. Um 16 Uhr geht es los – bis 22 Uhr wird unter freiem Himmel musiziert – unverstärkt, ohne Strom und kostenlos!

Das komplette Programm gibt’s unter fetedelamusique.de

Fête de la Musique 2017: Alles in einer Karte

Und wir sind natürlich auch dabei. Wo? In der Regenbogenfabrik! Um 20:00 Uhr tritt dort die Stettiner Band SKLEP Z PTASIMI PIÒRAMI!

Eine Veranstaltung im organisiert in Zusammenarbeit der Regenbogenfabrik mit dem Verein Städtepartner Stettin e.V. im Rahmen des vereinseigenen Eventsformats OstEuropaTage.

Z zachwytem informujemy, że dziś w ramach Międzynarodowego Festiwalu Muzyki Fête de la Musique w Berlinie wystąpi również szczeciński zespół Sklep z ptasimi piórami. Pisaliśmy już o tym w marcu, a dziś przypominamy:

Regenbogenfabrik
Im Hof
Lausitzer Str. 22
10999 Berlin-Kreuzberg
Dojazd do stacji metra Kottbusser Tor albo Görlitzer Bahnhof

Program od godziny 16:00, Sklep… o godzinie 20:00.

Na stronie zespołu znajdzie się znacznie więcej utworów, w tym również poezji śpiewanej, tu tylko dla zachęty jedna z piosenek:

Poniżej jeszcze, przygotowany na warsztat translatorski, wiersz Marka Maja, Wiem jak nie jest i nie wiem jak jest. Podczas koncertu usłyszymy ten wiersz w wykonaniu Sklepu…, podczas warsztatu wiersz ten (i kilka innych) zostanie przetłumaczony na niemiecki. Wraz z wierszami Marka Maja weźmiemy też na warsztat piękne opowiadanie warszawskiej pisarki Joanny Rudniańskiej XY, prozę rosyjskiego pisarza Alexandra Kazaka oraz prozę i poezję Ireny Ivanovej z Bułgarii. Translator Workshop odbywa się 8 i 9 lipca od godziny 12 w Lettretage na Kreuzbergu. Jeśli macie ochotę powalczyć z trudnymi a niekiedy bardzo trudnymi tekstami z Europy Wschodniej, proszę zgłaszajcie się TU. Znajomość języków słowiańskich nie jest wymagana – na warsztat przygotowaliśmy surowe tłumaczenia tekstów na niemiecki.

Marek Maj

Wiem jak nie jest

Wiem jak nie jest i nie wiem jak jest…
Są głośniejsi co lepiej się znają,
Lecz gdy światłem podziałać wśród rzęs
Dojrzysz świat, co sam sobą się zajął.
Wiem jak nie jest i nie wiem jak jest,
A ta wiedza z najskrytszych doświadczeń,
A z niewiedzy pokornie jak pies
Patrzę w bezmiar, i patrzę, i patrzę…

Mam na imię… na drugie już nie,
Bo kalendarz miał braki na wiosnę –
Dwuimienne ze stworzeń są te,
Co są dumne i te, co są proste.
Mam na imię – na prąd czasem nie;
Trzeba wiedzieć, że trzeba chcieć więcej
I nie wiedzieć – jak głaz – o tym, że
Niemożliwy jest kaktus na ręce.

Wiem tak cicho, jak cichy jest szmer
Prawybuchu i praw dynamicznych;
Nie wiem głośno – szukając wśród sfer
Złud potocznych i kłamstw fantastycznych.
Wzrok w krzywizny ekliptyk się wplótł,
Więc w lekkości się ćwiczę po trosze,
I łopotań bezskrzydłych znam trud
I o lotność zabiegam i proszę…

Reblog: 25 rocznica zaginięcia Wandy Rutkiewicz

12 maja 1992 roku, 25 lat temu, widziano ją po raz ostatni.

Dziś, 13 maja, to oficjalny dzień jej śmierci.

„Zginę w górach” — mówiła. Dotrzymała słowa. Zaginęła na górze Kanczendzonga w Himalajach. Jej śmierci nikt nie widział, jej ostatniego słowa nikt nie słyszał, jej ciała nikt nie odnalazł. Na początku XXI wieku do Izby Pamięci Jerzego Kukuczki zapukała para turystów, która twierdziła, że w jednym z klasztorów w Tybecie spotkała postać przypominającą zaginioną przed laty himalaistkę…
Jej odejście, tak jak wiele zdarzeń z jej życia, do dziś pozostaje tajemnicą.

Trzecia kobieta i pierwsza Europejka na Mount Evereście. Pierwsza kobieta, która zdobyła szczyt K2. Od małego słynęła ze „żmudzkiego” uporu. Szybko musiała dorosnąć, by wesprzeć matkę w domowych obowiązkach. Ojcu chciała z kolei zastąpić pierworodnego syna, który zginął śmiercią tragiczną. Najpierw dźwigała ciężar niełatwej historii rodzinnej, później sprawy „na dole” zawsze pozostawiała na drugim planie. Żyła od wyprawy do wyprawy. Nigdy nie zdecydowała się na macierzyństwo. Rozpadły się jej dwa małżeństwa. Najważniejsza była dla niej wolność. Jej prawdziwą miłością były góry.

Nieznane dotychczas dokumenty, niepublikowane wcześnie fotografie oraz bliscy, którzy po raz pierwszy zgodzili się na rozmowę.  Po olbrzymim sukcesie książki Simona. Opowieść o niezwyczajnym życiu Simony Kossak Anna Kamińska przybliża czytelnikom życie najsłynniejszej polskiej himalaistki. Wanda. Opowieść o sile życia i śmierci. Historia Wandy Rutkiewicz to znacznie więcej niż biografia. To opowieść o pokonywaniu własnych demonów, przełamywaniu swoich słabości i o wielkiej, życiowej pasji, która, dając niebywałą siłę, może również spalać.

Biografia Wandy Rutkiewicz ujrzy światło dzienne już jutro, 14 czerwca 2017 roku. 

Kangchenjunga, 8586 m seen from Gangtok, Mountain on the border between Nepal and Sikkim – sierpień 2004, foto Siegmund Stiehler (Wikipedia commons)