Małe światy Ivy Krupicovej

…do obejrzenia, jakby ktoś był w Zielonej Górze!

W piątek 24 marca 2017 r. o godz. 11.00 w Galerii Grafiki Biblioteki Sztuki UZ na Wydziale Artystycznym odbył się wernisaż wystawy czeskiej artystki Ivy Krupicovej związanej z Katedrą Grafiki i Rysunku Wydziału Artystycznego Uniwersytetu Ostrawskiego. Autorka zaprezentowała prace z cyklu „Małe światy”. Kuratorką wystawy jest dr Janina Wallis. Wystawę można zwiedzać od 24.03-20.05.2017 r. Serdecznie zapraszamy.

Biografia artystki: Biogram _PL

Mariusz Pałka pisze:

Iva Krupicova to artystka, która kumuluje obserwacje z różnych obszarów sztuki. Ilustratorka, graficzka, projektantka książek, typografka. Ma na swoim koncie realizacje od klasycznego obrazowania po obiekty kinetyczne. Punktem wyjścia tych doświadczeń była i jest książka, jako obszar poszukiwań w różnych materiach i technikach graficznych. (…) Krupicova pracuje cyklami, co wynika z dyscypliny i rytmu pracy nad książką, specyficznym i bardzo wymagającym obiektem wypowiedzi artystycznej.
Prace pt. „Śliwa” oraz „Lawa”, „Krater”, „Skała” to seria grafik wykonanych techniką mezzotinty, w których autorka wykazuje nie tylko bardzo dobre opanowanie klasycznego warsztatu, ale przede wszystkim ujawnia wrażliwość i otwartość na zjawiska otaczającego nas, ulotnego świata, który żyje własnym czasem. Iva podpisuje się pod tezą Bruno Schulz’a, iż „nie ma martwej materii są tylko odmienne formy jej istnienia”. W tym kontekście jej szczególnym zainteresowaniem stały się kamienie narzutowe (po czesku są to „błędne kamienie”) jako specyficzne nośniki zakodowanych informacji, którym poświęca swój najnowszy cykl prac.
Mimo młodego wieku Krupicova ma już duże osiągnięcia: siedem wystaw indywidualnych, udział w 30 wystawach zbiorowych oraz nagrody, w tym, główna nagroda w kategorii ilustracji książkowej – Typografia za książkę „Świniobicie“.

Berlin, you are so wonderful

Since April 1st, 2017

For Jacek with many thanks for telling me about

It is how The Haus is looking now. And do not think, I do not know how to write the house. I know. It is it’s name: The Haus.

It was given to the artists and artist’s groups for doing what they like all over the house. In every room and space in the entire building. Five floors. Staircases, corridors, toilets, ceilings, walls, windows, rooms.

108 dope artworks (spaces) are waiting to be seen, to be experienced and to be memorized by you. Every single piece is created by one of the 165 artists from Berlin and all over the world. But be aware that THE HAUS is created to be destroyed – in the end of May the gallery is going to close and the wrecking ball will follow.

Visit!

THE HAUS – BERLIN ART BANG
Nürnbergerstrasse 68/69
10787 Berlin – Germany

 Visit it now because later will be to late!

THE PHOTOS

Please do not take any pictures in THE HAUS. Enjoy the art, the atmosphere and the moment. Look through your eyes and not through the screen of your phone. Every visitor gets a bag for his or her phone at the entrance. Cameras are not allowed. Please respect the artists and this rule – it’s totally worth it.

 So I did pics only from outside. For the other pictures just look HERE: making the art – or HERE: pieces of art – or HERE: the crew.

It is how The Hause will be look like.

THE OPENING HOURS

 Tuesday to Sunday  // 10.00 am to 8.00 pm – last entrance between 18.30-19.00

THE LIMITATION

Only 199 persons can visit THE HAUS at the same time – please note that you maybe have to wait.

O yeah! I waited 2 hours. And it was so cold in Berlin! 6 degree and icy wind! And please notice the line in front of the building.

THE ENTRY

Pay what you can and what you’d like to – THE HAUS is a place for everybody who wants to know how to experience art in a proper way.

I spend 2 hours visiting all spaces in The Hause. It is just a big big playground for street artists. A lot of graffiti. What I liked? Everything, but especially:

The room made of moos with the white table staying there with a laptop on it – author: Senor Schnu.
The room od mirrors by Wizet.
The room made by Notes of Berlin with so many funny or sad notes founded in Berlin and just taken or photographed.
And a wonderfull she artist – Anna Bengard – with blue hair, who made the room number 301. Her art is a horror, I mean, she pictures horror, and it is a big deep black hole between her looking like and that what she is creating…

 

Hi stranger

Hi stranger ist ein Kunstprojekt von Kerstin Lepore, amerikanischer Filmanimatorin, wurde schon von 1,5 Milionen Zuschauer angeklickt. Das geschlechtlose Knetwesen von Lepore sieht wie ein Wurm aus. Ist es ekelhaft oder androgyn modern?

Hi stranger to projekt artystyczny amerykańskiej autorki filmów animowanych Kerstin Lepore. Biała bezpłciowa istota z modeliny wygląda jak blada gąsienica i jest (chyba) odrażająca, ale może raczej wyraża nasze marzenia o androgynicznej ponadpłciowej równości. W każdym razie film obejrzało już 1,5 miliona widzów.

Der Kurator (und die Kurator*innen)

tip und Zitty Jubiläum – Fotogalerie von der Eröffnungsfeier

Am 1. April hat man die Geburtstage von tip und ZITTY in der Galerie Neurotitan gefeiert. Die Eröffnung der Ausstellung „Berlin.Stadt.Magazin“ kuratiert von Jacek Slaski, war unglaublich gut besucht! Alle, die die Ausstellung noch nicht gesehen haben oder sie sich noch einmal in Ruhe anschauen wollen: Die Galerie Neurotitan ist von Montag bis Samstag zwischen 12 und 20 Uhr geöffnet. Eingang durch den Shop.

Fotografin F. Anthea Schaap war dabei. Hier geht es zur Fotogalerie von dem großen Prima-Aprilis-Event. Unten – ausgewählte persönliche Lieblingsstücke:

Mein Sohn, der Kurator

Sein Sohn (der zukünftige Kurator?)

Anna Krenz, die Ehefrau des Kurators, die Mutter des zukunftigen Kurators, selber immer wieder Kuratorin (mit blondem Zopf, gesehen leider nur von der Seite; kein besseres Foto gefunden); von vorne gesehen Dorota Kot, eigentlich eine Projektleiterin, aber immer wieder auch eine Kuratorin.

Ich (ab und zu auch Kuratorin) mit dem zukunftigen Kurator, meinem Enkeln; die von uns studierte Comickunst passt zur Ausstellung. Beide tragen wir die gelben Schue – so ein zufälliger Partner-Look:

Die Redaktion vom Tip, ein Werk (nach Leonardo da Vinci) von Anna Krenz, die u.a. eine Graphikerin ist.

Ich neben dem Kurator, auf der anderer Seite von ihm Anina und Michał (Cousin des Kurators), beide Graphiker und Kuratoren:

Die Geburtstagstorte vom Tip (der ältere Bruder, 45 J.) und Zitty (die jüngere Schwester, 40). Was für ein schöner Alter!

Drei meine Lieblingsexponate von der Ausstellung:

Jutro! Berlin po polsku!

Jutro jutro jutro jutro… Idźcie koniecznie! Ja też będę!

Katarzyna Willmann

Teatr W Afekcie

Jesteśmy polską grupą teatralną działającą w Berlinie już od kilku lat. Pierwszy nasz spektakl pod tytułem „Jestem prawdziwa“ powstał w 2011 roku i grałyśmy go, ze sporym powodzeniem, kilkakrotnie. Po przerwie wznowiłyśmy działalność. Od grudnia 2015 do kwietnia 2016 roku zorganizowałyśmy cykl trzech koncertów poświęconych twórczości Jeremiego Przybory. Pierwszy z nich odbył się w setną rocznicę urodzin artysty.
W październiku natomiast miejsce miała premiera naszego najnowszego spektaklu pod wdzięcznym tytułem „Szuja“.

W planach na ten rok mamy, oprócz dalszego grania najnowszego spektaklu, zorganizowanie koncertu z piosenkami napisanymi przez niedawno zmarłego Wojciecha Młynarskiego oraz równoległą pracę (już rozpoczętą) nad dwoma kolejnymi spektaklami. Rozważamy też tłumaczenie naszych sztuk na język niemiecki i granie z napisami.

Marzymy o tym, by Teatr W Afekcie stał się stałym elementem krajobrazu kulturowego polskiego Berlina.

„Szuja“

Podczas ceremonii pogrzebowej spotykają się trzy obce sobie kobiety. Dzieli je wszystko. Przynajmniej do momentu, w którym wspólnie pochylą głowy nad jedną urną. Atmosfera zgęstnieje, zaiskrzą podejrzenia, błysną oskarżenia, zagrzmią pytania, na które panie odpowiedzą, chcąc, nie chcąc… śpiewająco.

Spektakl „Szuja“ jest muzyczną czarną komedią, naszym autorskim musicalem, w którym we własny scenariusz wplotłyśmy piosenki z repertuaru Kabaretu Starszych Panów. W spektaklu występują trzy aktorki: Agnieszka Winter, Ewelina Jaworska-Bone i Katarzyna Willmann, którym towarzyszy grająca na pianinie, niezwykle utalentowana i charyzmatyczna Ilona Gawlik. „Szuję“ grałyśmy dotąd trzy razy i spektakl spotkał się z bardzo ciepłym przyjęciem berlińskiej Polonii. Za każdym razem kameralna sala Teatru Panda (Kulturbrauerei) wypełniona była niemal po brzegi. Jest to dla nas dowód, że Polakom w Berlinie potrzeba okazji, by się wspólnie pośmiać, porozmawiać, oderwać od zatroskanej codzienności. Mamy wrażenie, że podczas spektakli i koncertów dajemy naszym gościom coś, za czym tęsknią – kawałek Polski. Myśl ta cieszy nas niezwykle i motywuje do dalszej pracy.

Spektakl „Szuja“ zobaczyć będzie można 09 kwietnia 2017 o godz. 19:00.
Gdzie: P.A.N.D.A Theater, małe podwórze w Kulturbrauerei, Knaackstr. 97, 10435 Berlin
Bilety: 10€ do kupienia na miejscu bezpośrednio przed spektaklem.
FB: https://www.facebook.com/events/1760408420954591/

Po co i dlaczego?

Czasami, jadąc na próbę późnym wieczorem, po ciężkim dniu pracy i opieki nad dziećmi pytam siebie: po co mi to? O ile przyjemniej byłoby zasiąść z książką i herbatą w wygodnym fotelu? Albo, kiedy tuż przed spektaklem uchylam lekko kurtynę i na widok zapełniającej się sali paraliżuje mnie strach. Czy nie łatwiej byłoby usiąść po tej drugiej stronie? Jednak kiedy nadchodzi ten moment, kiedy stoję na scenie, wtedy wiem, że było warto, że jestem dokładnie tu, gdzie być chciałam.

Trudno jest wytłumaczyć komuś własną pasję. Jedni to czują, inni nie. Tak po prostu. Jedni wolą szachy, inni boks. Jedni wolą się pocić na siłowni, inni w świetle reflektorów. Ja na scenie, tkwiąc w niewygodnym kostiumie i w postaci (niekoniecznie sympatycznej), z misją wygrania roli do końca, choćby nie wiem co, paradoksalnie czuję się wolna. Teatr otwiera mnie na innych, rozwija, stawia przed wyzwaniem i daje siłę oraz wiarę we własne możliwości. Niesamowita jest ta energia, którą, mimo zmęczenia, odczuwamy po spektaklu. I nie liczy się nawet to, czy ktoś zapomniał tekstu, pomylił kroki czy nawet zafałszował. Liczy się fakt, że udało nam się zgromadzić grupę ludzi i zjednoczyć ją, choć na tą magiczną chwilę, poprzez wspólny śmiech, zabawę, a także, mamy nadzieję, refleksję.

Teatr W Afekcie zrodził się z naszych marzeń, tęsknot i pragnień. To dzięki niemu się poznałyśmy i zaprzyjaźniłyśmy. Będziemy szczęśliwe, jeśli zechcą Państwo przychodzić na nasze spektakle. Serdecznie zapraszamy!

Nasz profil na FB: www.facebook.com/teatrwafekcie

Plakat Agnieszka Winter
Zdjęcia Cyprian Walkowicz

Na zdjęciach
przy pianinie Ilona Gawlik
w berecie Agnieszka Winter
z różową przepaską Ewelina Jaworska-Bone
z boa Katarzyna Willmann

Barataria 12 reblog Bestiariusz kulturalny

Z przyjemnością informuję, że pod wpisem Barataria 11 zgłosił się autor blogu Bestiariusz kulturalny, który, podobnie jak ja, wędruje sobie po różnych zakątkach kultury i dotarł również do Baratarii. Tu reblog jego wpisu z 20 stycznia 2016 roku. W ogóle blog bardzo interesujący, polecam!

Insula Barataria czyli władztwo Sancho Pansy

I choć był to jedynie okrutny żart Księcia i Księżnej, Sancho Pansa otrzymał osta­tecz­nie obiecane przez Don Kichota władztwo nad wyspą. Błędny giermek wyruszał ze swoim błęd­nym panem na dwie wyprawy licząc na łupy (które naprawdę zdobył) i na zdobycie gubernatorstwa wyspy, którą „zwykle błędni rycerze nagradzali swoich giermków w romansach rycerskich”.

Nasz dzielny gubernator po krótkiej podróży przybył do małego miasteczka, liczącego około tysiąca mieszkańców, które było jedną z główniejszych posiadłości księcia. Oświadczono mu, że to jest wyspa Barataria. („Don Kichote” w tłumaczeniu W. Zakrzewskiego)

Miłośnicy Don Kiszota zidentyfikowali większość miejsc gdzie toczyła się powieść Cervantesa oraz sporządzili przy pomocy Google Earth prezentację, opierajac się na bardzo szczegółowej mapie Hiszpanii z 1798: http://trv-checkin.s3-eu-central-1.amazonaws.com/wp-content/uploads/sites/12/2015/04/Mapa.png

Wyspa Barataria została zaś zidentyfikowana jako miasteczko Alcala de Ebro. http://cultura.elpais.com/cultura/2015/08/22/actualidad/1440259627_292359.html

https://www.google.com/maps/search/41.814036,-1.194081+alkaba/@41.8180204,-1.1840198,3098m/data=!3m1!1e3

Jak nazwa wskazuje mieści sie przy rzece Ebro w północnej Hiszpanii. Rzeka ta w tym miejscu meandruje, tworząc półwyspy, które w trakcie powodzi zamieniają się w wyspy. Tereny te znał dobrze Cervantes i być może dlatego umieścił tutaj jeden z epizodów swojej genialnej książki.

El río Ebro desde la Insula de Barataria (Alcalá de Ebro). España.

Jak to wspomnieliśmy na początku, przyznanie gubernatorstwa wyspy Sanchowi, było jedynie spowodowane tym że w swoim szaleństwie Książe i Księżna chcieli szydzić z naszego Giermka, gdy będzie – przekonany o swojej ważności – sprawował rządy nad podłą mieściną.

I choć Sancho na żarcie się nie poznał, to rozumiał, że takie nagłe jego wyniesienie jest wbrew naturze. Zrezygnował mówiąc:

— Żegnam was, panowie, każcie otworzyć mi bramę i pozwólcie wrócić do dawnej swobody. Nie jestem stworzony na gubernatora, nie umiem bronić wyspy przeciw napastnikom. Moim rzemiosłem jest uprawa ziemi, a nie obrona królestw i praw dyktowanie. Świętemu Piotrowi dobrze w Rzymie, a mnie w chacie mojej w dymie. To ma znaczyć: niech każdy siedzi, gdzie mu należy i nigdzie dalej nie bieży; niech strzeże swego powołania i chroni się górę sięgania. Mnie bardziej przystał sierp do ręki, niż królewskie berło, wolę też co dzień najeść się barszczu ze szperką, niż dać się zamorzyć doktorowi, który nim znajdzie dla mnie potrawę, brzuch mi pozielenieje z głodu. Żegnam was, panowie, raz jeszcze, powiedzcie ode mnie księciu, że nagi przyszedłem na świat i nago zeń wychodzę, to ma znaczyć, że objąłem rządy bez grosza i tłumoczka i bez grosza i tłumoczka z nich wychodzę, zupełnie przeciwnie, niż wszyscy gubernatorowie. Dzień dobry i dobranoc wam, panowie! Puśćcie mnie; muszę kazać się obandażować, bo dzięki nie­przy­ja­cio­łom, którzy potratowali mnie i więcej niż sto razy prze­spa­ce­ro­wali się po mnie, mam prawie wszystkie żebra popękane.

Reblog: Magdalena Wosinska auf Instagram

Magdalena Wosinska zeigt auf ihren Reisefoto alles – auch von sich selbst

reblog

Aktualisiert am 31. März 2017, 16:01 Uhr / rebbloged am 31. März 2017, 17:37 Uhr

Magdalena Wosinskas liebt das raue Meer, einsame Wüstenlandschaften und hohe Berge. Sie ist gefühlt nur im Urlaub und macht die wohl ungewöhnlichsten Reisefotos auf Instagram. Denn auf denen zeigt sie einfach alles – auch von sich selbst.

Fotografin Magdalena Wosinska ist ein ganz besonderer Instagram-Star. Denn die gebürtige Polin ist nicht wie andere Influencer durch lustige Videos oder gar tolle Outfits berühmt geworden. Wosinska postet zwar immer wunderschöne Selbstportraits von traumhaften Urlaubsdestinationen. Der Grund für die Bekanntheit ihrer Bilder dürfte aber ein anderer sein, der kaum zu übersehen ist:

Auf jedem ihrer Fotos ist die junge Frau vollkommen nackt. Im Interview mit dem Magazin “Foam” erklärte die talentierte Schönheit, dass ihre Bilder “durchdacht, kunstvoll zusammengestellt und aufwändig” seien. Tatsächlich ist der künstliche Aspekt bei allen Aufnahmen sichtbar. Deutlich.

Doch auch wenn die 32-Jährige in ihren Fotos fast alles von sich zeigt, bleibt eine Sache dabei stets versteckt: ihr Gesicht. Damit erschafft sie einen kleinen Mythos um ihre Person, was die Bilder nur noch interessanter macht.

Übrigens fotografiert Magdalena Wosinska nicht nur sich selbst: Sie hat schon Werbekampagnen für große Kunden wie Urban Outfitters oder Converse geschossen und sogar eine Fotostrecke für die “Vogue” geshootet. © spot on news

Civil March in Sarajevo

Civil March for Aleppo has reached an important milestone. We are in Sarajevo now.

It is a very special time here. The city is about to commemorate 25 anniversary of the siege. We decided to pay a tribute to the victims in a symbolic way, leaving our footprints on the ground.

#CivilMarchForAleppo

Der Zivile März für Aleppo hat einen wichtigen Meilenstein erreicht. Wir befinden uns jetzt in Sarajevo.

Es ist eine sehr besondere Zeit hier. Die Stadt wird etwa 25 Jahrestag der Belagerung begehen. Wir haben beschlossen, die Opfer auf symbolische Weise zu würdigen und unsere Spuren auf dem Boden zu hinterlassen.

Reblog & Co: Uwe Rada

heuteheuteheuteheuteheuteheuteheuteheuteheuteheuteheuteheuteheuteheuteheuteheute

Von Berlin nach Polen und zurück

Vortrag und Gespräch mit Uwe Rada
– in Kooperation mit Städtepartner Stettin

23.2.17 | 20 Uhr | RegenbogenKino

Seit Jahren beschäftigt sich der taz-Journalist und Buchautor Uwe Rada mit den Beziehungen Berlins zu seinem östlichen Nachbarn. Dabei führen ihn seine Wege immer wieder nach Stettin und Breslau, aber auch in die Uckermark oder ins Oderzwischenland. Davon wird Uwe Rada bei seiner Lesung berichten. Und davon, wie sich die deutsch-polnische Grenzregion der politischen Großwetterlage zwischen Berlin und Warschau zu entziehen sucht.

Uwe Rada, geboren 1963 in Göppingen, lebt seit 1983 in Berlin. Er beschäftigt sich seit zwanzig Jahren mit der deutsch-polnischen Grenzregion.
Zuletzt erschien das Buch “Berlin und Breslau. Eine Beziehungsgeschichte”, das er zusammen mit Mateusz Hartwich herausgegeben hat.

Und als Kostprobe, ein Text über die Oder aus Taz:

Oderdämmerung

Sie ist einer der letzten frei fließenden Flüsse Europas, manche vergleichen sie mit dem Amazonas. In Brandenburg bildet sie den einzigen Flussnationalpark Deutschlands. Doch nun soll die Oder nach dem Willen der neuen polnischen Regierung zu einer Wasserautobahn ausgebaut werden. Umweltschützer beiderseits des Flusses sind alarmiert

von UWE RADA

Gerade jetzt, im Winter, ist das Zwischenoderland besonders eindrucksvoll. Zwischen Ostoder und Westoder frieren die Altarme zu, die ersten Zugvögel kommen zurück, über der wilden Oderlandschaft liegt eine Stille, die vergessen lässt, das nicht weit von dieser naturnahen Flusslandschaft die Großstadt Stettin brummt.

Doch die Idylle täuscht, wie Brandenburger Naturschützer und Politiker vor Weihnachten erleben mussten. Vertreter der polnischen Woiwodschaft Westpommern waren nach Criewen, dem Tor zum Nationalpark Unteres Odertal gekommen, um vorzustellen, wie sie sich die Zukunft der Oder vorstellen. Für den Landrat der Uckermark, Dietmar Schulze, waren die Pläne ebenso alarmierend wie für den Nationalpark-Mitbegründer und Träger des alternativen Nobelpreises, Michael Succow.

Was hatte die polnische Delegation im Gepäck? Um Stettin besser vor Hochwasser zu schützen, hieß es, sollen im Zwischenoderland 21 Kanäle ausgebaggert und 32 seit dem Zweiten Weltkrieg verfallene Wasserbauwerke, Schleusen und Durchlässe wieder instandgesetzt werden. Darüber hinaus sollen auf 60 Kilometer die Deiche modernisiert werden. Die Kosten in Höhe von 18,2 Millionen Euro, so die polnische Delegation, würde die Weltbank übernehmen.

Anders als der Nationalpark Unteres Odertal liegt das Zwischenoderland, auf Polnisch Międzyodrze, auf der polnischen Seite der Grenze. Offiziell hat es nur den Status eines Landschaftsschutzparks, in Wirklichkeit aber ist es für Naturschützer sehr viel wertvoller als der deutsche Nationalpark. Weil die Regulierungsbauwerke dieses 5000 Hektar großen Polders aus den Jahren von 1907 bis 1932 nicht instandgesetzt wurden, regelt hier die Natur den Wasserstand, es entstand ein Paradies für Vögel und Fische. Dass der Ausbau nur der Wasserregulierung und dem Schutz Stettins vor Hochwasser dienen soll, wird in Brandenburg angezweifelt. “Nicht einmal das Jahrhunderthochwasser von 1997 hat Stettin bedroht”, heißt es im Potsdamer Umweltministerium hinter vorgehaltener Hand.

Oder soll zur Wasserstraße werden

Die Pläne für das Zwischenoderland sind nur ein Teil einer gewaltigen Kraftanstrengung, mit der die neue polnische Regierung die Oder wieder zu einer internationalen Wasserstraße ausbauen möchte. Um das ambitionierte Ziel umzusetzen, hat die nationalkonservative Partei Recht und Gerechtigkeit (PiS) von Ministerpräsidentin Beata Szydło sogar ein eigene Ressort geschaffen – das Ministerium für Meereswirtschaft und Binnenschifffahrt. Dessen Vizeminister Jerzy Materna erklärte gleich nach seinem Amtsantritt im Dezember, dass die gesamte Oder als Wasserstraße der Klasse IV ausgebaut werden sollte. “Von der dritten Klasse will ich nie wieder etwas hören, in dieser Frage gebe ich keinen Millimeter nach”, sagte Materna der polnischen Tageszeitung Gazeta Wyborcza.

Die Wasserstraßenklasse IV ermöglicht den Verkehr der so genannten Europaschiffe mit einer Länge von 80-85 Metern und einer Ladekapazität von 1.000 bis 1.500 Tonnen. Materna strebt in Zukunft ein Transportvolumen von 50 Millionen Tonnen jährlich an. Zum Vergleich: Derzeit wid auf der Oder so gut wie nichts mehr tranportiert. Zwischen dem oberschlesischen Kohlerevier und Stettin, so lautet der Spin der neuen Regierung in Warschau, liegen 700 Kilometer ungenutzte Wasserautobahn.

Ganz billig wird es aber nicht sein, diese Autobahn fahrtüchtig zu machen. Alleine für die Ertüchtigung der Oder müssten laut Materna etwa 20 Milliarden Złoty, das sind rund fünf Milliarden Euro ausgegeben werden. Doch der Vizeminister des neuen Ressorts hat noch weitergehende Pläne. Er will die schlesische Oder bis ins tschechische Ostrau ausbauen und auch den alten Plan eines Oder-Donau-Kanals in Angriff nehmen. Damit soll das Schwarze Meer mit der Ostsee verbunden werden. Das es die neue Regierung mit der Umwelt nicht so genau nimmt, zeigte sich im Januar. In den Wäldern von Białowieża, dem letzten Urwald Europas, wurde damit begonnen, 400.000 Bäume zu fällen.

Nach dem Hochwasser 1997

Dreißig Kilometer von der niederschlesischen Metropole Breslau entfernt, liegt die kleine Ortschaft Maltsch, auf Polnisch Malczyce. Dreitausend Einwohner leben in Maltsch, das seine große Zeit längst hinter sich hat. Als die Oder tatsächlich eine Wasserstraße war, wurde im Hafen Kohle verladen. Der Maltscher Hafen machte mehr Umsatz als der in Breslau. Das war vor mehr als siebzig Jahren.

Heute steht Maltsch für eine Investition, die in Polen ebenso Kopfschütteln hervorruft wie der Bau des Flughafens BER in Deutschland. 300 Millionen Złoty, 75 Millionen Euro, sollte die neue Oderschleuse kosten, als 1997 mit den Bauarbeiten begonnen wurde. Nach dem Jahrhunderthochwasser an der Oder, das alleine in Polen 50 Menschenleben forderte, sollte mit dem Bau neuer Staustufen das Wasser reguliert – und die Oder wieder für die Binnenschifffahrt hergerichtet werden. Der Neubau der Maltscher Schleuse war neben der in Dyhernfurth (Brzeg Dolny) der erste an der Oder seit dem Ende des Krieges. Zuvor waren zwischen dem Gleiwitzer Kanal, der Oberschlesien mit der Oder verbindet, und Breslau 26 Staustufen errichtet worden. Unterhalb von Breslau aber war die Oder bis Hohensaaten, wo der Oder-Havel-Kanal in den Fluss mündet, ein frei fließender Strom geblieben.

Die Maltscher Schleuse ist bis heute nicht in Betrieb. Inzwischen sind die Kosten von 300 Millionen Złoty auf eine Milliarde gestiegen, ein Ende des Baus ist nicht in Sicht. Dennoch bringt der Warschauer Vizeminister für Binnenschifffahrt nun den Bau weiterer Staustufen ins Spiel. Bis zu zwanzig neuer Schleusen sollen in Zukunft entstehen, sagte Materna im Januar dem Sender Radio Zielona Góra. Finanziert werden sollen sie in Public-Private-Partnership-Projekten.

Schon einmal hatte die Regierung in Warschau große Pläne für die Oder vorgelegt, das war nach dem Jahrhunderthochwasser von 1997. Doch beim so genannten Programm für die Oder 2006 setzte Warschau vor allem auf Geld aus Brüssel. Das ist nun anders. “Im Rahmen des Weltbankprojekts Odra-Vistula Flood Management Project stehen Polen bis zum Jahr 2023 1,202 Milliarden Euro zur Verfügung”, sagt Sascha Maier. Der Naturschützer engagiert sich unter anderem beim Verein der Freunde des Deutsch-Polnischen Europa-Nationalparks Unteres Odertal und war auch dabei, als die polnische Delegation im Dezember ihre Pläne für den Ausbau des Zwischenoderlandes vorgestellt hatte. “Der geplante Ausbau der Oder bekommt damit eine neue Dimension”, so Sascha Maier.

Wo bleibt der Widerstand?

Nach dem Jahrhunderthochwasser von 1997 haben sich deutsche und polnische Naturschützer zusammengeschlossen und ein Bündnis mit dem Namen “Zeit für die Oder” gegründet. Es war ein grenzüberschreitendes Bündnis gegen die geplante Zerstörung von Auwäldern und für die Ausweisung neuer Schutzgebiete. Solche Bündnisse gibt es heute nicht mehr. Stattdessen haben sich rechts und links der Oder die Befürworter eines Ausbaus zusammengeschlossen.

Fast unbemerkt von der deutschen Öffentlichkeit wurde bereits am “7. April 2015 von Warschau und Berlin das “Abkommen über die gemeinsame Verbesserung der Situation an den Wasserstraßen im deutsch-polnischen Grenzgebiet” unterzeichnet. Verhandlungsführer auf deutscher Seite war der Brandenburgische Ministerpräsident Dietmar Woidke (SPD), der auch Polenbeauftragter der Bundesregierung ist.

Die Ziele des Abkommens lesen sich auf den ersten Blick vernünftig. Es geht um die Gewährleistung eines schnelleren Wasserabflusses bei Hochwasser sowie den Einsatz von Eisbrechern an der Grenzoder. Woidke selbst hatte sich dafür eingesetzt, dass Küstenmotorschiffe zwischen der Ostsee und dem Hafen Schwedt verkehren können. Damit soll der teure Umschlag der Waren aus den Schwedter Papierfabriken im Stettiner Hafen entfallen.

Doch es ist eine Zahl, die Umweltschützer wie Sascha Maier aufhorchen lassen. Im deutsch-polnischen Abkommen wird nämlich festgehalten, dass die Oder unterhalb der Warthemündung an neun von zehn Tagen jährlich eine Tiefe von 1,80 Meter aufweisen soll. Oberhalb der Warthemündung soll diese Mindesttiefe an acht von zehn Tagen gewährleistet sein.

Ob das realistisch ist, wird sich zeigen. Im Sommer, kurz nachdem das Abkommen in trockenen Tüchern war, fiel der Wasserstand der Oder auf ein Rekordtief. Radio Szczecin berichtete am 12. August von einem dramatischen Fall des Wasserstandes. In Küstrin (Kostrzyn) betrug er nur noch 63 Zentimeter. Im nahen Gozdowice führte der Fluss 80 Zentimeter, zu wenig für die Fähre “Ohne Grenzen”, die hier zum brandenburgischen Güstebiese verkehrt.

Wie die Mindesttiefe von 1,80 Metern realisiert werden soll, steht nicht im Abkommen, es wird jedoch auf ein Gutachten zur Stromregelegung verwiesen. “Demnach soll die Zieltiefe nicht nur über die Fahrrinnenbreite, sondern die gesamte Gewässersohle durch Modernisierung und teilweiser Erhöhung konventioneller Buhnen hergestellt werden”, erklärt Sascha Maier. Er fürchtet, dass demnächst Fakten geschaffen werden, ohne zuvor die Umweltverträglichkeit zu prüfen.

Pragmatismus in Stettin

Es ist kalt an diesem Februartag, von der Oder weht ein frischer Wind hinauf in die Stettiner Innenstadt. In einem der Altbauten in der Starszyński-Straße nahe der berühmten Hakenterrassen hat Dorota Janicka ihr Büro. Janicka ist die Chefin der Landschaftsschutzparks in der Woiwodschaft Westpommern, und als solche ist sie auch für das Zwischenoderland zuständig. Ob die Zukunft der Oder die einer Wasserautobahn ist, will sie nicht bewerten, das fällt nicht in ihre Zuständigkeit. Um die Zukunft des Zwischenoderlandes aber macht sie sich keine Sorgen. “Eine landwirtschaftliche Nutzung des Zwischenoderlandes ist nicht geplant”, versichert Janicka. “Es geht lediglich darum, die alten Anlagen wieder in Ordnung zu bringen.”

Im Gegensatz zu Umweltschützern wie Sascha Maier überwiegen bei Janicka nicht die Bedenken, sondern die Hoffnungen. Denn von den knapp zwanzig Millionen Euro, die zwischen Westoder und Ostoder verbaut werden sollen, könnte auch ein Teil für den Tourismus abfallen, glaubt die Chefin der Landschaftsschutzparks. “Wir haben bislang viel zu wenig ausgewiesene Tourismusrouten im Zwischenoderland”, sagt Janicka und überreicht zum Beweis eine Karte des Gebiets. “Auch die Infrastruktur für Paddler muss verbessert werden.”

Janicka verweist auf die breiten Radwege auf der deutschen Seite der Oder. “Ganz so schnell wird das bei uns nicht gehen, aber das ist das Ziel”, sagt sie. Naturschutz ist bei Janicka keine Sache um ihrer selbst willen, sondern immer auch verbunden mit touristischer Nutzung. Und da fehlt es dem Amazonasgleichen Überflutungsgebiet zwischen Westoder und Ostoder tatsächlich. Außer auf der Straße von brandenburgischen Mescherin ins polnische Gryfino ist das Zwischenoderland kaum zugänglich.

Grenzüberschreitender Nationalpark

Stettin will also profitieren vom Zwischenoderland und dem Weltbankgeld. Auch deshalb widerspricht Janicka einem Vorschlag des Westpommerschen Vizemarschalls Jarosław Rzepa. Der hatte vorgeschlagen, aus dem Überflutungsgebiet wie auf der deutschen Seite einen Nationalpark zu machen. Janicka dagegen meint, dass die Umweltvorschriften in den Natura 2000 und FFH-Gebieten jetzt schon streng genug seien. Ihr wichtigstes Argument aber ist ein anderes. “Für einen Nationalpark ist die Regierung in Warschau zuständig”, sagt sie. Stettin aber will seine Oder selber verwalten.

Paweł Pawlaczyk findet die Idee mit dem Nationalpark gut. Seit Jahren arbeitet gelernte Förster im Vorstand des polnischen Naturschutzclubs – und ärgert sich, dass das Zwischenoderland einen weitaus geringeren Schutzstatus hat als der deutsche Nationalpark. “Wir haben es hier mit einer Wildnis zu tun, die ihresgleichen sucht”, sagt Pawlaczyk. “Alle Voraussetzungen, das Zwischenoderland zu einem Nationalpark zu machen, sind gegeben.”

Das Weltbankprojekt hält der Naturschützer für verheerend. Und für unglaubwürdig. “Wenn es in Stettin eine Hochwassergefahr gibt, kommt sie wegen der Nordwinde vom Stettiner Haff und nicht von der Oder”, sagt er. Dieses Argument sei deshalb vorgeschoben. Aber auch die Ausweisung neuer Touristenrouten, die Dorota Janicka gerne mit den Weltbankmitteln finanzieren würde, hält er für vorgeschoben. “Hier geht es darum, den Zustand aus der Zeit vor dem Krieg wiederherzustellen”, sagt Pawlaczyk, “Was wir brauchen ist aber keine regulierte Natur, sondern Wildnis.”

Pawlaczyk hofft deshalb sehr auf die deutschen Umweltschützer. Und, dass es vielleicht doch noch gelingt, an der Oder endlich einen grenzüberschreitenden, europäischen Nationalpark zu gründen.

Rahra Avis

https://soundcloud.com/rahraavis/la-pasio-n

Eugenia Tapia. Nie gehört, was? Höchste Zeit es zu ändern! Ich habe sie einmal erlebt, sie ist unglaublich. Du sprichst mit ihr, es ist ein ganz normales Gespräch mit einer netten jungen Frau und dan PLÖTZLICH – sie ist auf der Bühne und sie ist ein Star, eine Diva, eine unglaubliche Erscheinung! Geht UNBEDINGT hin! Unbedingt.

Meine Lieben nun ist es so weit!
am 19 Januar Donnerstag spiele ich mit
—RAHRA AVIS—
meine ElectroSoul Avantgarde duo,

WO: RegenbogenFabrik KINO
Lausitzerstr 22,10999 Berlin
20.00 Uhr-23.00
Eintritt//Austritt: Eure spende ist uns wichtig 🙂

Wer uns noch nicht gesehen hat, ist es höchste Zeit,
den dies ist unser letzter KONZERT
in Berlin und Deutschland.
Es ist unser abschied. Mein College, Musiker, Composer, bester Freund
wechselt Kontinent, überquert Atlantik-Ozean direct nach Mexico.
Wir wünschen ihn und Frau alles beste!
Neues kommt, dies ist sicher!
Love and Peace! Ich will euch sehen! Sei dabei!

RAHRA AVIS
Andres Santana: Composer, Ableton Live, E Guitar
Eugenia Tapia: Singer, Composer
Visuals: (KAKITA)

Rahra Avis
Andres Patricio Santana Novoa
Eugenia Victoria Tapia Caro

www.rahraavis.com
https://soundcloud.com/rahraavis/la-pasio-n
https://www.facebook.com/events/1305537942846989/