Książki, które ostatnio przeczytałam (1)

Ewa Maria Slaska

Bajka Przemka

Upały i operacja sprzyjały lenistwu, a zatem również czytaniu. Przeczytałam więc ostatnio trzy grube nowe polskie powieści, na co pewnie jesienią nie znalazłabym czasu tak od razu.

To powieści, co ciekawe, bo ostatnio oczywiście czyta się bardzo dużo nie-powieści. Dwie ze Szczecina, jedna z Gdańska, co też ciekawe, bo książki są z reguły z Warszawy lub co najwyżej z Krakowa. Znam też dwoje autorów, i to też jest ciekawe, bo choć znam wiele pisarzy i pisarek, to rzadko zdarzają się dwie “znajome książki na raz.

Ale użyte powyżej już trzykrotnie słowo “ciekawe” przenosi się też dalej – na wrażenia z lektury. A zatem – z każdej wyniosłam przyjemność dowiedzenia się czegoś, czego przedtem – a przecież niezła ze mnie mądrała – nie wiedziałam i nie słyszałam. Wszystkie trzy były więc ciekawe.

Sylwia Trojanowska, Król tanga, wyd. Marginesy, Szczecin 2026

Sylwia Trojanowska napisała powieść o Tadeuszu Millerze, niezwykłym piosenkarzu, prawdziwym konkurencie Mieczysława Fogga, a choć o Foggu słyszeliśmy wszyscy, o Millerze nie słyszał tak naprawdę nikt. A nie słyszał, bo Miller bardzo młodo umarł, na samym początku niezwykłej kariery. Urodził się 28 września 1915 roku, zginął w wypadku motocyklowym 23 lipca 1947 roku, w wieku 31 lat. Jego kariera jako muzyka zaczęła się zaledwie rok wcześniej. Zdążył już nagrać płyty i zyskał w Polsce ogromną popularność, ale rok sławy nie wystarczył, byśmy o królu tanga pamiętali prawie 80 lat po jego śmierci.
Było to więc bardzo ciekawe i dziękuję autorce, że przypomniała nam tego wspaniałego piosenkarza.

https://www.youtube.com/embed/WaD7uI1tCJo?si=Y5QMqGEaaCkAPuGs

Przy okazji powiem, że w książce jest znakomity portret Szczecina w latach 1945-1947, kiedy to miasto było niebezpieczne i dzikie jak najdzikszy filmowy Dziki Zachód. To też jest, jakby powiedział Lech Wałąsa, plus pozytywny tej książki.

Sławomir J. Sikora, Ławka, wyd. Warto, Warszawa 2021

Tu z kolei jest ciekawy portret tego samego miasta 70 lat później, bo wydawnictwo jest wprawdzie warszawskie, ale książka do głębi szczecińska. Napisana przez Szczecinianina i dzieje się w Szczecinie. Jej autorem jest zresztą nie bylejaki Szczecinianin, bo pastor tutejszej parafii luterańskiej. Pastor Sikora jest znaną osobistością, a jego żona, diakonka, została jedną z pierwszych dziesięciu księżyń wyświęconych w Polsce. Pisałam o tym na blogu:

Pastor we wstępie sam się przyznaje i do swego pastorowania, i autorstwa książki, więc nie zdradzam tu żadnych tajemnic, jeśli powiem, że jest w tej książce nie tylko twórcą, ale i tworzywem, bo występuje w niej w dwojakiej postaci – raz jako on sam, prawdziwy pastor Sikora z parafii św. Trójcy.

Pisała o nim Ela Kargol, zapewne nawet wielokrotnie, ale przytoczę tu jej wpis najważniejszy, ten o Reformacji.
https://ewamaria.blog/2017/10/11/rok-reformacji/

Ale pastor jest w tej powieści ukryty również w postaci Sebastiana. Autor zapewne się wyprze i odżegna od wszelkich podobieństw, ale nic mnie nie przekona. Ten obiektywny, spokojny, wyważony, ale konskwentny i uparty guru, to jest z całą pewnością on.

Książka jest pełna ciekawych przemyśleń, ale na mnie największe wrażenie zrobiła bajka opowiedziana przy ognisku przez kilkunastoletniego chłopca. Bajka jest długa i uważam, że nie powinnam jej skracać, mimo iż jest świadomie pełna powtórzeń. Po prostu czytajcie.

Jest bardzo ciekawa.

… dawno, dawno temu – powiedział Przemek – za górami i za lasami było sobie królestwo, którym rządził mądry i dzielny król. Jak prawie każdy mądry i dzielny król w bajkach miał on równie mądrą i jeszcze w dodatku piękną córkę, w której kochali się wszyscy młodzieńcy.

Niestety pewnego dnia królestwo nawiedził groźny smok, który zaczął siać panikę wśród mieszkańców królestwa, ponieważ porywał najpierw owce, później krowy i coraz odważniej podchodził do domostw i mieszkańcy królestwa zaczęli obawiać się o własne życie. Mądry król nie mógł tego tak zostawić. Ogłosił, że każdy dzielny rycerz, który zgładzi groźną bestię, będzie mógł oświadczyć się jego pięknej córce i otrzyma połowę królestwa. Jak się domyślacie, nie trzeba było długo czekać na pierwszego śmiałka. Rycerz w cudownie błyszczącej zbroi na swoim dzielnym rumaku udał się w podróż przez las, aby dotrzeć do jamy smoka. Po drodze jednak napotkał sarnę, której jedna racica utknęła w potrzasku i nie mogła się wydostać. „Dzielny rycerzu, pomóż mi, a wtedy cala moja sarnia rodzina zjawi się kiedy sam będziesz w niebezpieczeństwie”. Rycerz odpowiedział, „Nie mogę tracić czasu na pomaganie ci. Mam bardzo ważną misję do spełnienia” i pojechał dalej. Po jakimś czasie spotkał małego dziczka. „Dzielny rycerzu, nie potrafię znaleźć mojej rodziny, boję się. Czy pomożesz mi znaleźć moje stado? W zamian będziesz mógł liczyć na pomoc dzików wtedy, kiedy twoje życie będzie zagrożone.” „Nie, nie mogę poświęcić ci czasu, ponieważ mam do spełnienia ważną misję” – odpowiedział rycerz i pojechał dalej. Niewiele czasu minęło i usłyszał kolejne wołanie o pomoc. Okazało się, że to mały zajączek wpadł do głębokiego leśnego dołu i nie mógł się z niego wydostać. „Dzielny rycerzu, proszę, wyciągnij mnie stąd. Obiecuję, że moja zajęcza rodzina przybędzie ci z pomocą, gdy będziesz w niebezpieczeństwie”. Jak się domyślacie, dzielny rycerz odpowiedział: „Przykro mi, zajączku, ale nie mam czasu na pomaganie ci. Mam ważną misję do spełnienia” i odjechał. W końcu dotarł do smoczej jamy. Zawołał gromkim głosem: ,,Smoku, smoku! Wyjdź do walki!” Bestia wypełzła z pieczary, smok buchnął ogniem tak szybko, że rycerz nie zdążył nawet dobyć miecza i została po nim jedynie kupka popiołu.

Wkrótce po tej tragedii znalazł się drugi rycerz, który udał się w podróż przez las do jaskini groźnej bestii. Jak się domyślacie, po drodze napotkał sarnę z racicą uwięzioną w potrzasku. Wystraszone zwierzę błagało: „Dzielny rycerzu, pomóż mi, a będziesz mógł liczyć na pomoc całej mojej rodziny, gdy będziesz w tarapatach”. Ale i ten rycerz nie zamierzał tracić czasu na pomaganie zwierzęciu. Wkrótce spotkał małego dzika, który zagubiony biegał tam i z powrotem. ,,O, rycerzu! Nie wiem, gdzie jest moje stado. Pomóż mi je odnaleźć, a wtedy będziesz mógł liczyć na naszą wdzięczność”. Niestety rycerz miał ważniejsze zadanie do wypełnieniam, więc pozostawił dziczka na pastwę losu. Zanim dotarł do jamy potwora, usłyszał wołanie o pomoc. To był mały zajączek, który wpadł do dołu i nie mógł się z niego wydostać. „Jak dobrze rycerzu, że mnie tu znalazłeś. Nie zostawiaj mnie samego, a wtedy cała moja liczna rodzina zjawi się, aby ci pomóc, gdy będziesz w niebezpieczeństwie”. “Przykro mi, gdyż muszę zająć się ważniejszymi sprawami” – odpowiedzial rycerz i udał się w dalszą drogę. Po chwili był już na miejscu. Zawołał gromkim głosem: „Smoku, smoku! Wyjdź do walki!” Bestia wyszła ze swej pieczary, zionęła ogniem tak szybko, że rycerz nie zdążył nawet dobyć miecza, a pozostała po nim jedynie kupka popiołu. Królestwo obiegła smutna wiadomość o śmierci kolejnego śmiałka. Jak się domyślacie, wkrótce pojawił się następny rycerz, który chciał zgładzić smoka i poślubić piękną księżniczkę. Udał się zatem w tę niebezpieczną podróż. Zanim dotarł na miejsce, spotkał… tak, oczywiście, dobrze już nam znaną sarenkę, której racica utknęła w potrzasku. Błagała rycerza: „Dzielny mężu, pomóż mi, a na pewno moja sarnia rodzina pomoże ci, gdy znajdziesz się w potrzebie”. Rycerz jednak nie zamierzał pomagać sarnie, bo celem jego było czym prędzej dostać się do smoczej jamy. Zanim tam dotarł, napotkał na swojej drodze małego dziczka, który biegał tam i z powrotem. „Uratuj mnie, dzielny woju, nie mam pojęcia, gdzie jest moje stado. Pomóż mi je odnaleźć, a wtedy będziesz mógł liczyć na naszą pomoc, gdy zajdzie taka potrzeba”. „Niestety, młody przyjacielu. Nie mogę poświęcić na to czasu, ponieważ mam bardzo ważną misję do wykonania” – odpowiedział rycerz i pognal dalej na swym dzielnym rumaku. Wkrótce jednak usłyszał wołanie wystraszonego zajączka, który nieszczęśliwie wpadł do głębokiego dołu i nie mógł się samodzielnie wydostać. „Jak to dobrze ciebie widzieć. Uratuj mnie, z twoją pomocą będę mógł się stąd wydostać, a kiedyś, gdy sam będziesz w tarapatach, cała moja zajęcza rodzina przybędzie ci z pomocą”. Niestety, rycerz miał inne plany. Zostawił biedaka, aby jak najszybciej znaleźć się pod pieczarą smoka i stoczyć z nim walkę. Tak też się stało. Po paru chwilach był już na miejscu. Zawołał gromkim głosem: „Smoku, smoku! Wyjdź do walki!” Bestia wyszła ze swej pieczary, zionęła ogniem tak szybko, że rycerz nie zdążył nawet wydobyć miecza, a pozostała po nim jedynie kupka popiołu. Biedny nieszczęśnik.

W końcu znalazł się jeszcze jeden śmiałek, który chciał położyć kres atmosferze grozy w królestwie. Podobnie jak wcześniejsi rycerze udał się do jamy smoka. Najpierw jednak musiał przejechać na swym dzielnym rumaku przez las. Tam spotkał sarnę, której racica utknęła w potrzasku. “Dzielny rycerzu, uratuj mnie, a będziesz mógł liczyć naszą pomoc, jak będziesz potrzebował pomocy.” Rycerz zszedł z konia, przypatrzył się bliżej pułapce, znalazł ogromny kij, którym podważył sidła i uratował sarnę. Ta szczęśliwa pognała przez las. Rycerz udał się w dalszą drogę i napotkał zagubionego dziczka, który biegał tam i z powrotem. „Dobrze ciebie widzieć, dzielny rycerzu. Pomóż mi odnaleźć moją rodzinę, a wtedy przybędziemy ci z pomocą, gdy będziesz nas potrzebował”. Rycerz zabrał małego dziczka na swojego rumaka i rozpoczął poszukiwania stada. Trochę to trwało, ale wkrótce ku wielkiej radości dziczej rodziny odnalazł stado, które było bardzo wdzięczne, że znów mogli być wszyscy razem, a rycerz oddalił się, aby kontynuować swoją misję. Napotkał jeszcze zająca, który wpadł do głębokiej dziury i nie mógł się z niej wydostać. „Nie zostawiaj mnie tutaj samego. Nie potrafię się stąd wydostać. Pomóż mi, a wtedy będziesz mógł liczyć na pomoc naszej zajęczej rodziny, gdy sam będziesz zagrożony.” Rycerz ostrożnie zszedł na dół, wziął zająca na ręce i pomógł mu wydostać się na wolność. Szczęśliwy mały zwierzak zgrabnymi susami oddalił się ze swojego więzienia. Wkrótce nasz dzielny i szlachetny rycerz dotarł na miejsce. Zawołał gromkim głosem: „Smoku, smoku! Wyjdź do walki.” Bestia wyszła ze swej pieczary, zionęła ogniem tak szybko, że rycerz nie zdążył nawet dobyć miecza, a pozostała po nim jedynie kupka popiołu.

Wokół ogniska jeszcze przez chwilę było cicho. Przemek ugryzł z apetytem przypieczony chleb, jakby bajka kończyła się w zupełnie oczywisty sposób.
– To koniec? Serio?
W głosie Darka słychać było zdziwienie, a chyba jeszcze bardziej oburzenie.
– Tak, koniec. – Przemek zajadał się chlebem, najwyraźniej zadowolony z osiągniętego celu.
– Bez sensu bajka, mówiłeś, że warto jej posłuchać.
Darek był poirytowany.
– Dalej tak uważam. Nie podobała się Wam? – zapytał z udawanym zaskoczeniem.
– Nie, bajki powinny mieć morał, poza tym zwykle dobrze się kończą – zauważył Wojtek.
– Ona nie tylko nie ma morału, ale można z niej wyciągnąć wniosek, że nie warto pomagać, a to jest niebezpieczna puenta. – Przemek skutecznie bronił swojej opowieści.
– No właśnie. Chciałeś nas tylko wkręcić. Słuchaliśmy cię z uwagą, tak jak nas prosiłeś. – Darek był coraz bardziej wściekły na swojego kolegę.
– A dla mnie ta bajka ma morał, tylko nie taki od razu oczywisty. – Przemek nadal był spokojny, choć koledzy byli przeciwko niemu. My dorośli przysłuchiwaliśmy się z uwagą tej rozmowie.
– Tak, ciekawe jaki? Zwierzęta to oszuści albo: „jeśli chcesz na kogoś liczyć, to licz na siebie”. – Wojtek też mial odmienne zdanie.
– Też pasuje – odpowiedział spokojnie Przemek – ale dla mnie mądrość tej bajki brzmi: „pomagaj bezinteresownie”.
– No niby tak, ale jakby na to nie patrzeć, te zwierzęta zadeklarowały pomoc, a ostatecznie nie pojawiły się i rycerz zginął, podobnie jak pozostali. Nie ma zatem znaczenia, czy pomagasz, czy jesteś obojętny, ponieważ ostatecznie wszyscy tak samo zamienili się w kupkę popiołu – dodał Bartek.
– Tak, masz rację, jest jednak między nimi znacząca różnica. Dzięki ostatniemu rycerzowi sytuacja uratowanych zwierząt diametralnie się zmieniła. Były wolne, niezależnie od tego, czy smok został pokonany, czy nie – spokojnie tłumaczył chłopak.
– A co ze smokiem, królestwem i księżniczką? — zapytał Marcin.
– Księżniczka nadal czeka na dzielnego rycerza — widać było, że Przemek nie raz już opowiadał tę bajkę. Wszystko miał przemyślane i ułożone.
– Przemku, dziękuję za pouczającą bajkę — odezwał się w końcu Sebastian. – Cóż, nawet jeśli jesteśmy rozczarowani jej zakończeniem, to dała nam na pewno do myślenia. Należą ci się słowa uznania za sposób opowiadania bajek. Brawa dla Przemka!

***

Bardzo długa była jednak ta bajka. O tym co było ciekawe w trzeciej przeczytanej przeze mnie powieści, napiszę następnym razem.

Leave a comment