10 Jahre / 10 lat / 10 years (2)

Samochwała w kącie stała (Noch zum Blogjubiläum)

04.11.2022 Teresa Rudolf napisała jako pierwsza:

EWO!

10 lat Blogu!

Gratuluję serdecznie i podziwiam, że musiałaś się w tym czasie konfrontować z 350 różnymi osobowościami, różnych autorów, bo wiadomo przecież, że każdy człowiek jest jedynym, indywidualnym egzemplarzem, ze  wszystkimi jego wadami i zaletami. Podziwiam Twoją cierpliwość i wyrozumiałość do nas, naszych literówek w tekstach, nieświadomych nietaktów, które musiały Ci na nerwy całkiem nieźle działać. Podziwiam też tę ciągłość, kontynuację w prezentacji naszych wpisów, bez żadnego wolnego dnia, nawet jesteś “obecna” podczas Twych urlopów, lub choroby(?) itd.

No i gratuluję wysokiej jakości i wielostronności Twych własnych wpisów. Zawsze czytałam je jak dobrą, ciekawą, wysoce informacyjną literaturę na Blogu.

Dziękuję Ci osobiście również bardzo, za możliwość prezentacji moich skromnych wierszy, wśród wielu wartościowych, ciekawie piszących autorów.

Życzę Ci dziesiątki następnych lat działalności, możliwie bez stresu, natomiast z poczuciem jej sensu i przyjemności.

Teresa Ru.

***

Am 8.11.2022 schrieb Christine Ziegler von der Regenbogenfabrik Laudatio auf eine eingebildete Nervensäge

Liebe Ewa,

Zeit ist ein reißender Fluss für mich, auch wenn eigentlich nicht so viel anliegt. Aber ich bin langsam.

Ich kann es kaum fassen, dass dein Blog nun schon zehn Jahre aktiv ist. Wo ist die Zeit geblieben? Nun denn, einer die ihre Tage mit so viel Anregendem füllt, der muss die Zeit wie im Fluge vergehen. Und eine, die so viel Energie mobilisieren kann! Denn was es heißt, dieser selbst gegebenen Verpflichtung zu folgen – JEDEN Tag einen Artikel zu veröffentlichen, das hab ich grad mal für ein Jahr geübt. Kommt dann noch eine Havarie dazu, weil die Softwarefirma ohne große Kommunikationsanstrengung mal eben das Ergebnis von Jahren einfach verschwinden lässt, dann muss schon viel Kraft aufgewandt werden, nicht mutlos zu werden und um die Sache zu kämpfen.

Das hast du alles vollbracht. Und dazu noch so viele von uns dazu gebracht, etwas zu veröffentlichen. Gut, manches klappert sich von ganz allein in die Tasten, aber vieles muss doch dem Alltag abgetrotzt, dem inneren Zweifel abgerungen werden, Deadlines sind etwas Schreckliches. Und doch oft das einzige Mittel, die innere Zensorin im Zaum zu halten.

„Wenn Sie wollen, können Sie schreiben, dass die Administratorin eine eingebildete Nervensäge ist und Sie wegen Ihrer Beiträge schikaniert.“

Wo wären wir ohne diese Hartnäckigkeit!

Mein Polnisch ist zu klein geworden, vielen Artikeln kann ich nicht ernsthaft folgen, vielen aber doch. Aber sei sicher, dass ich jeden am Morgen anklicke, wenn ich den Tag beginne. Und werde bestimmt am 22.12.22 um 22:22 Uhr am Rechner lauern ;-))

Vielen Dank dafür!

Liebe Grüße

Christine

***

02.12.2022 Konrad asked Artificial Inteligence to write a poem about me. He told it my name, my profession and my points of interests:

Ewa Maria Slaska, a curious soul,
Travels the world and helps to make it whole.


From the Tatar and Jewish she hails,
Her many languages she never fails.


A blogger, writer, journalist, too,
Her musings, beloved by me and you.


Mother, grandma, a lover of cats,
Her feline companion, Rysia, never scats.


The greatest fan of Don Quixote,
And Proust, whom she doth quote.


A world traveler, a helpful friend,
We're glad her journey never ends.  

I dodał:

To wspaniałe, że blog ten istnieje już od 10 lat i ma się tak dobrze. W teorii to się nie powinno udać. Blog prawie o wszystkim – a przecież przed tym ostrzegają wszelcy spece od sukcesu. Mało tego, gdyby chociaż spajało go wspólne pochodzenie czytelników, na przykład gdyby byli to sami znajomi Ewy… a tymczasem zaglądają tu i pisują ludzie, których Ewa nigdy nawet nie spotkała. Co więc spaja bloga? Chyba ciekawość – czytelników wobec świata, jak i samych treści.

***

3 grudnia przyszedł mail z Australii od Lecha:

To zaczęło się w kwietniu 2012.
To znaczy zaczęło się dużo wcześniej.
W 2006 roku przeszedłem na emeryturę i wybierałem się z dłuższą wizytą do Polski.
Nasz syn doradził mi: Tatusiu, po powrocie będziesz miał pewnie wiele do opowiadania, a to jest męczące, jak niektóre osoby opowiadają w koło te same historie. Załóż blog i tam na bieżąco opisuj swoje wrażenia.
Po pierwsze, będziemy na bieżąco wiedzieli, co się u Ciebie dzieje, a po drugie, jak wrócisz, to już nie będzesz musiał się powtarzać, tylko podasz znajomym adres swojego blogu.
Zastosowałem się, mój blog nazywał się Kangur w Polsce.
Po powrocie do Australii kontynuowałem blogowanie. Poprzednia nazwa nie miała sensu, więc nowy blog nazywał się Polak do góry nogami.
I właśnie w tej pozycji zauważyłem blog Kura – jak udusić kurę czyli co każda panna po trzydziestce powinna wiedzieć, a jeszcze nie wie.
W tym miejscu wspomnę, że wszystkie wspomniane tu blogi funkcjonowały na platformie Blox, która dbała o to aby blogerzy o sobie wiedzieli.
A więc w kwietniu 2012 roku, w blogu Kura zauważyłem reportaż z Oslo, który w pewien sposób uzupełniał opublokowane na moim blogu wspomnienie w pobytu w tym mieście.
Wspommniałem o tym w komentarzu i ku mojemu zaskoczeniu otrzymałem od Ewy Marii zaproszenie do współpracy.
Współpraca z Pannami po trzydziestce?
Panien było kilkanaście, każda miała swój przydomek, a więc – Panna Prymarna, Pewna Panna, Panna Dorotek, Panna Frusty, Panna Pierwsza, Panna L, Panna Capricorna, Panna Przewodnik Po Krakowie, Danstarossa.
Nad całością czuwała Kura Alfa.
Wpisy ukazywały się codziennie i miały ustalony format – dowolna treść, przepis gastronomiczny, zagadka kulturalna.
Odpowiedzi na zagadkę nadsyłało się w komentarzach, autorka pierwszej poprawnej odpowiedzi otrzymywała nagrodę książkową.
To była cała istytucja! Gdzie tu miejsce dla mnie?
Pierwsza sprawa, to kim ja będę w gronie Panien? Kawalerem?
Ewa Maria wyjaśniła, że przyzna mi tytuł Panicza.
To stawiało całą sprawę na właściwej płaszczyźnie i odważyłem się.
Pierwszy wpis miał tytuł: “Panicz potrafi – usmażyć maleśniki”.
Rzeczywiście potrafię, 10 lat minęło a ja, regularnie, raz w tygodniu smażę dla wnucząt ponad 15 naleśników.
Niestety pod koniec czerwca Ewa Maria poinformowała nas, że zgodnie z początkowym zamiarem, zamyka blog.
To był cios!
Przez kilka miesięcy nasz zespół kontynuował blogowanie na nowym blogu, a potem na następnym, ale jednak odczuwaliśmy brak Kury Alfa.
W międzyczasie Ewa Maria założyła swój obecny blog.
Wyznam, że czekałem na jakąś okazję, żeby wskoczyć do blogu Ewy Marii z właściwym tematem.
Okazja nadarzyła się na początku 2014 roku. Melbourne odwiedził polski kapitan niemieckiego statku porwanego przez somalijskich piratów.
Sytuacja była na tyle skomplikowana, że uznałem, że i ja się w tym zamieszaniu zmieszczę.
Zmieściłem się.
Od tego czasu Ewa Maria opublikowała 102 moje wpisy, więc chyba spisałem się na sto-dwa!
Lista moich wpisów TUTAJ ==> https://bloginglife2.blogspot.com/2012/11/wystepy-
goscinne.html

Dziękuję Ci Ewo Mario za wiele inspiracji, której mi nie szczędziłaś, gratuluję
talentów literackich i organizacyjnych i życzę sił i ochoty na wiele kolejnych lat
blogowania.

Lech

***

Marzena Nowak napisała na Facebooku 15 grudnia

Znacie wszyscy Ewę i wiecie,
że jutro ma swojego Bloga 10-lecie! 🌹
Ze mnie żaden wierszokleta nie będzie
ale niech każdy na to przyjęcie przybędzie!

https://ewamaria.blog/

Zapraszam Was na przygodę której nie warto przegapić 🤩
Kim jest Ewa Maria Slaska ?
Dla tych co nie wiedzą, to się na przyjęciu dowiedzą 🥳🤩🍲🥂

https://www.facebook.com/events/5326065040792314/5572594256139390/?active_tab=about

***

A w kilka godzin później też na Facbooku napisała Ela Kargol

Przyznaję, nie czytam wszystkiego, rzadko wracam do starych tekstów, nie mam w sobie tej dyscypliny, którą ma adminka. Nie dosyć, że umieszcza codziennie na blogu, najczęściej są to teksty, to jeszcze musi je przeczytać, często też poprawić, czekać do ostatniej minuty, aż obiecany tekst do niej dotrze. A jeśli autor nie jest obowiązkowy nie zdąży, zapomni, pomyli daty, to wtedy adminka ma problem, z którego zawsze udało jej się wyjść obronną ręką.
To już 10 lat wpisów i ogrom pracy, konsekwencji, mądrości, tolerancji, talentu, trwania przy nas autorkach i autorach, dzień w dzień, noc w noc.

Dziękujemy!

A my? Czasem coś tworzymy, niektórzy z nas częściej, inni rzadziej.
Codziennie o północy pojawia się nowy tekst, tekst odrzucony, niechciany, przełożony, zapomniany, jak sama o nich pisze adminka.

Dzięki Ewie poznałam Baratarię i spojrzałam inaczej na dziwaka walczącego z wiatrakami, odnalazlam siostrzaną duszę, która jak ja kocha cmentarze, i to jeszcze za życia.
Wam wszystkim zawdzięczam wspaniałą lekturę raz prozą raz poezją, inny raz pieśnią lub obrazem.
Dzięki wam wszystkim dowiaduję się o rzeczach ważnych lub mniej, ciekawych i nudnych, opowiedzianych zaskakująco, interesująco, spokojnie lub z przytupem.

Jest co czytać, słuchać i oglądać!!!

Dziękujemy Ewa Maria Slaska!

***

W międzyczasie tego dnia napisał również Marek alias Tabor Regresywny

Kiedyś żeglowanie było przedsięwzięciem artystycznym. Było to w czasach, gdy żaglowce były niedoskonałe i więcej zależało od sprzyjających wiatrów niż od umiejętności żeglarskich. Dziś jachty są tak doskonałe, że żeglowanie to umiejętności, gdzie wiatr i jego kaprysy nie odgrywają szczególnej roli. Dawne żeglarstwo obfitowało w liczne rytuały, mające zdobyć przychylność bogów wiatru i morza, a dziś bogom nic do tego, bardziej ufamy prognozom pogody. Celem wędrownego kursu sztuki żeglowania jest przywrócenie żeglarstwu jego magicznej strony, uczynienie z żeglowania przedsięwzięcia artystycznego. Jeśli to się uda, można będzie spróbować przywrócić magię w życiu, magię świąt zagłuszoną jarmarkami bożonarodzeniowymi, magię relacji między ludźmi, utraconą w pośpiechu między jedną pracą a drugą, magię w ogóle.

Wczoraj w klubie International Friends of Poland piłem rytualnie zieloną herbatę podaną przez japonki.

***

Monika Wrzosek-Müller schickte ihren Text per E-Mail

Meine Jahre mit dem Blog

Offensichtlich halte ich zwanghaft an Ritualen fest; so ist es mir sehr wichtig, jeden Morgen etwas für meine Knochen zu tun, das heißt Yoga-Übungen zu machen, nicht übertrieben aber doch kontinuierlich und jeden Tag etwas.

Beim Schreiben ist die Sache etwas anders; manchmal vergehen Tage, bis sich in meinem Kopf etwas verdichtet und raus muss, und doch ist es ganz offensichtlich so, dass durch den Blog und durch Ewa etwas in Gang gesetzt wurde, was ich schon immer wollte und was mich mein Leben lang verfolgt hatte, nämlich das Schreiben.

Als junges Mädchen habe ich ein Tagebuch und natürlich auch Gedichte geschrieben; das diente, denke ich, dazu, meine Gedanken zu ordnen oder die eigenen Unsicherheiten auf Papier zu bannen oder meine jugendliche Melancholie auszuleben. Dann auf der Uni haben wir schon viel über Literatur, Kultur etc. geschrieben. Eigentlich seitdem, und ja eindeutig seitdem ich in Deutschland lebe, schreibe ich auf Deutsch, das ist meine Schriftsprache, in der das Prinzip Ordnung herrscht; das Aufgeschriebene ist auch geordnet in Buchstaben, in Wörter, in Sätze, in Seiten… Vielleicht ist die Deutsche Sprache auch eindeutiger, besser geeignet, genauer auszudrücken, was man meint. Diese Fähigkeit strebe ich an und der Blog hilft mir dabei.

Es gab auch längere Phasen der Gedankenlosigkeit, bis ich mich dann wieder gesammelt und wieder angefangen habe, zu ordnen und aufzuschreiben. Komischerweise half der Computer dabei, ein leeres Blatt schreckte mich ab, ein flacher Bildschirm half mir. Man konnte alles sofort löschen, verbessern und korrigieren, neu aufschreiben, hinzufügen, sogar überprüfen lassen. Das waren Vorgänge, die mir sehr geholfen haben; die Angst vor dem eigenen Unvermögen war dann weg. Bis die Programme dann so perfekt wurden, dass es mich wiederum erschreckte; sie übersetzten, schreiben beinahe selbst; glücklicherweise können wir das Thema noch selbst bestimmen. Wie es aber mit der künstlichen Intelligenz weitergehen wird, sehen wir wahrscheinlich in der nahen Zukunft. Ich würde mir schon wünschen, dass die Kreativität dem Menschen überlassen werde, auf jeden Fall die Kontrollmechanismen.

Auch Ewa und ihr Blog halfen mir sehr; da über alles geschrieben wird, wenn die Standards von Qualität gewahrt bleiben. Die Angst, sich zu blamieren, wird einem genommen; das ist wirklich Ewas großes Verdienst, eine ihrer besonderen Fähigkeiten. Dazu kommt noch etwas Anderes, was ich über die Jahre hier gelernt habe: Wichtig ist es, gemeinsam sinnvoll zu handeln. Nicht arbeiten, um Geld zu verdienen, und sich ärgern, dass es zu wenig, zu hart, zu mühevoll verdient ist. Handeln in einem geschützten Raum ist, denke ich, etwas Wunderbares.

Inzwischen merke ich, dass ich zum Schreiben doch immer einen Anlass brauche; mich so einfach hinsetzen und schreiben, kann ich nicht; ich brauche stärkere Eindrücke – durch Bücher, Begegnungen mit Menschen, Theaterstücke, Ausstellungen, Filme/Kinobesuche, Reisen, Ausflüge. Nur über Musik, über Konzerte, Oper kann ich eigentlich nicht schreiben, habe auch nicht probiert. Jetzt habe ich meinen Namen bei search im Blog eingegeben, es kamen sehr viele Texte zum Vorschein. Wenn wir zehn Jahre Blog feiern, feiern wir auch unsere eigene Produktivität.

Dem Blog wünsche ich noch dichtere Kommunikation untereinander und weiterhin gute Texte, vielleicht auch, dass wir die Autoren uns irgendwann doch persönlich kennenlernen; ich halte wenig von den Freundschaften auf Facebook. Mir selbst wünsche ich etwas mehr Mut, um größeres Projekt doch anzugehen.

***

D. P. Esther Schulz-Goldstein, Psychoanalytikerin

Diesen Text wollte die Autorin bei der Jubiläumsveranstaltung vorlesen. Leider wurde sie krank. Daher kommt der Text heute hier.

Warum ich folgende Geschichte erzähle, hat mit der Funktionsweise von Demokratie zu tun, die mir an diesem Beispiel selber erst klar wurde als alles erfolgreich endete.
Wesentlich beteiligt war ich in der Initialisierung und Mitarbeit einer Initiative der Psychoanalytikerin Anne Mendel in der einmaligen Entschädigung polnischer Zwangsarbeiterinnen in den Kinderzimmern deutscher Nazifamilien. Die Kälte in der Kindheit des Nazinachwuchses, ließ uns als Psychoanalytikerinnen erstaunen, dass einige von ihnen, die, bei uns auf der Couch lagen, warmherzige beziehungsreiche Menschen geworden und keine kalten narzisstisch gestörte Menschen. Wie war das möglich?
Die Patienten erinnerten, dass sie polnische Kindermädchen gehabt hatten, die sie mit Liebe und Zärtlichkeit eindeckten und erinnerten sich an polnische Kinderlieder und hörten nicht auf über ihren Verlust zu weinen. Diese Kindermädchen legten einen Grundstein für ein Urvertrauen unserer Patienten in die Welt. Jahre später wurde in einer polnischen Zeitung inseriert, dass wir diese damaligen Zwangsarbeiterinnen und in der deutschen „Zeit“, dass wir die von ihnen betreuten Kinder suchen. Es meldeten sich ungefähr 25 gestandene mehr oder weniger deutschsprechende Frauen, die nach Frankfurt am Main eingeladen wurden, und die ehemaligen von Zwangsarbeiterinnen betreuten Kinder, die wir gefunden, die aber nun erwachsen waren und selber schon Kinder hatten. Wir bildeten drei Gesprächskreise, in denen sowohl das Elend der Zwangsarbeitermädchen artikuliert werden konnte, dass Heimweh und die Traurigkeit und auch ihr einziger Trost, die unschuldigen Babys, die sie trösteten und von ihnen getröstet wurden. Die Seminarwoche vergingen im Fluge und die Gruppe hielt auch in Polen
a/ Kontakt untereinander und b/ zu uns. Eine Gegenveranstaltung gab es in Poznańs Nähe, einem kleinenSchlösschens, wo sich der polnische Staat einmischte. Anne Mendel und ich waren schon vorher gewonnen worden, eine Entschädigung für die ehemaligen Zwangsarbeiterinnen zu erreichen. Der Deutsche Staat mauerte und nach dem Ratschlag von Herrn Koschnik, dem ehemaligen Bremer Bürgermeister, der gerade damals in Serbien, die aufeinder einschlagenden Exjugoslawen auseinder halten wollte, und
vielen vergeblichen Versuchen im Bonner Regierungsapparat unser Anliegen zu platzieren, übergaben wir unser Material einer
Anwaltskanzlei in New York. Sie war dafür bekannt, jüdische Anliegen erfolgreich vertreten zu haben. Der Rest ist öffentlich
geworden, unsere Zwangsarbeiterinnen im Kinderzimmer bekamen eine einmalige Abfindung zwischen 5 bis 8 Tausend €uro und viele andere Zwangsarbeiter bekamen sie auch.
Wir hatten die Spur der Zwangsarbeit im Kinderzimmer bis zur Kanzlei in New York gelegt, der Rest war große Politik, mit der wir nichts mehr zu tun hatten, außer dass wir uns freuten, was wir ins Rollen gebracht hatten. Am Anfang war das Interesse von Anne Mendel und mir, herauszufinden, warum unsere Patienten den Menschen und der Welt so zugetan waren, während die anderen zu egomanischen narzisstisch verstörten Menschen sich entwickelt hatten, obwohl beide Gruppierungen aus einem vergleichbaren sozialen Milieu der NS-Funktionselite kamen. Es entstand eine Bürgerinitiative und unsere Reihen füllten sich mit den ehemals von Polinnen versorgten und heute selbst gestandenen Erwachsenen, die sofort die Idee der Widergutmachung entwickelten. Darunter befanden sich Fachleute, die Gelder akquirierten, einen Hotelbesitzer, der Sonderkonditionen für die Gäste genehmigte, einen Tagungsort, etc. Das gleiche organisierten die Polen in Poznań. Dort gab es einen feucht fröhlichen Abend, in dem ganz zum Schluss von der Regierungsentourage deutsche Nazi-Lieder gesungen wurden, sodass wir am liebsten im Boden versunken wären. Diese unverstellte Identifikation mit dem Aggressor, der sich hier unter Schnaps breite Bahn schaffte, hatte uns erwischt. Gott sei Dank, konnte unsere gemischte Gruppe damit umgehen, sodass die Wiedergutmachungsbemühungen zurück in Frankfurt weiterliefen.
Leider verstarb Anne Mendel zwei Jahre später, sodass sie selbst das Erscheinen ihres Buches Zwangsarbeit im Kinderzimmer nicht mehr miterlebte und unserer Plan, den Erfolg unserer Bemühungen gemeinsam zu feiern im Sande verlief.

Berlin am 16.12. 2022
eschgol@freenet.de / http://www.Esther-Schulz-Goldstein.de

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.