Поэзия – Poésie – Poezja – Poesie – Poetry / Francois Villon

François Villon & Булат Окуджава

Молитва / La Prière / Modlitwa / Gebet / Prayer

Пока Земля еще вертится, пока еще ярок свет,
Господи, дай же Ты каждому, чего у него нет:
Мудрому дай голову, трусливому дай коня,
Дай счастливому денег… И не забудь про меня.

Пока Земля еще вертится, Господи, – Твоя власть! –
Дай рвущемуся к власти навластвоваться власть,
Дай передышку щедрому хоть до исхода дня.
Каину дай раскаянье… И не забудь про меня.

Я знаю: Ты все умеешь, Я верую в мудрость Твою,
Как верит солдат убитый, что он проживает в раю,
Как верит каждое ухо тихим речам Твоим,
Как веруем и мы сами, не ведая, что творим!

Господи, мой Боже, зеленоглазый мой,
Пока Земля еще вертится, и это ей странно самой,
Пока еще хватает времени и огня,
Дай же Ты всем понемногу… И не забудь про меня.

***

Tant que la terre tourne encore, tant que la lumière est vive,
Seigneur, donne à chacun ce qu’il n’a pas:
au sage une tête, au poltron un cheval,
à l’heureux de l’argent… Et ne m’oublie pas!

Tant que la terre tourne encore, Seigneur, c’est en ton pouvoir!
Donne à ceux qui veulent le pouvoir de régner à loisir,
Donne à souffler au généreux, au moins jusqu’au soir,
A Caïn donne le remords… Et ne m’oublie pas!

Je le sais : tu peux tout, je crois en ta Sagesse,
Comme un soldat tué croit vivre en Paradis,
Comme chaque oreille croit à tes doux propos,
Comme nous croyons nous-mêmes, ne sachant ce que nous faisons!

Seigneur, mon Dieu, mon doux Seigneur aux yeux verts!
Tant que tourne encore la terre, et cela paraît bien étrange,
Tant qu’il lui reste encore du temps et du feu,
Donne à chacun un peu… Et ne m’oublie pas.

Plik:Francois Villon 1489.jpg

***
Dopóki nam ziemia kreci się,
Dopóki jest tak czy siak
Panie ofiaruj każdemu z nas
Czego mu w życiu brak.
Mędrcowi darować głowę racz
Tchórzowi dać konia chciej,
Sypnij grosza szczęściarzom
I mnie w opiece swej miej. / 2x

Dopóki nam ziemia kręci się
O Panie, daj nam znak.
Władzy spragnionym uczyń
By władza im poszła w smak.
Hojnych puść między żebraków
Niech się poczują lżej
Daj Kainowi skruchę
I mnie w opiece swej miej.

Ja wiem, że ty wszystko możesz
Wierzę w Twą moc i gest.
Jak wierzy żołnierz zabity
Że w siódmym niebie jest.
Jak zmysł każdy chłonie z wiarą
Twój ledwie słyszalny głos
Jak wszyscy wierzymy w Ciebie
Nie wiedząc co niesie los.

Panie zielonooki mój,
Boże jedyny spraw
Dopóki nam ziemia kręci się
Zdumiona obrotem spraw.
Dopóki czasu i prochu
Wciąż jeszcze wystarcza jej
Dajże nam wszystkim po trochu
I mnie w opiece swej miej.

Przełożył Tadeusz Boy-Żeleński

***
Solange die Erde sich noch dreht,
Solange es noch das wärmende
Licht gibt
Bitte ich Dich Herr, gibt jedem,
das, was er nicht hat

Dem Klugen gib einen Kopf,
Dem Feigen gib ein Ross,
Gib dem Glücklichen Geld,
Und vergiss auch mich nicht.
Solange die Erde sich noch dreht,
Oh Herr, es liegt in deiner Macht.
Gib dem Machthungrigen,
die Macht die ihn befriedigt.

Gib eine Atempause dem Grosszügigen,
und wenn, dann wenigstens bis zum Abend.
Gib Kain (die Möglichkeit) zur Reue
Und vergiss auch mich nicht.

Ich weiss das Du der Allmächtige bist,
Ich glaube an deine Weisheit,
So wie der getötete Soldat glaubt,
dass er weiterleben wird – im Paradies.

So wie jedes Ohr
deinen leisen Worten glaubt,
So wie wir uns selber glauben,
nicht wissend, was wir tun!

Oh Herr, mein allmächtiger Gott,
mit deinen Immergrünen Augen!
Solange die Erde sich noch dreht,
worüber sie sich selbst wundert,

Solange sie noch
genung Zeit und Feuer hat,
Gib doch allen ein wenig,
Und vergiss auch mich nicht.

***
While the world is still turning, while the daylight is broad,
Oh Lord, pray, please give everyone what he or she hasn’t got.
Give the timid a horse to ride, give the wise a bright head,
Give the fortunate money and about me don’t forget!

While the world is still turning, Lord, You are omnipotent,
Let those striving for power wield it to their heart’s content.
Give a break to the generous, at least for a day or two,
Pray, give Cain repentance, and remember me, too!

I know You are almighty, and I believe You are wise
Like a soldier killed in a battle believes he’s in paradise.
Like every eared creature believes, oh, my Lord, in You,
Like we believe, doing something, not knowing what we do.

Oh Lord, oh my sweet Lord, my blue eyed Lord, You’re good!
While the world is still turning, wondering, why it should,
While it has got sufficient fire and time, as You see,
Give each a little of something and remember about me!

Piękne!

swietowiosny21czerwca-8wrzesniaLato sprzyja zachwytom. Wczoraj wpis zatytułowany “Ach” o pięknych miejscach w czasie wakacji, dziś równie pełen zachwytu wpis o wystawie “Święto wiosny” w Muzeum Narodowym w Szczecinie. Pisałam już tu o tej wystawie, w dniu otwarcia, 21 czerwca, podżartowując sobie, że na całym świecie właśnie zaczyna się lato, a w Szczecinie wiosna. Ale żarty były leciutkie jak piórko, a zainteresowanie wielkie. Fascynowało przede wszystkim zaskakujące połączenie dwóch faktów z roku 1913 – skandalu jakim było wystawienie w Paryżu “Święta wiosny” Strawińskiego w choreografii Niżinskiego i dumy z jaką szczecinianie w tym samym roku otwierali wielki, nowoczesny gmach Muzeum Narodowego.
Przypomnijmy najpierw Święto Wiosny. Oto znaleziona na Youtubie rekonstrukcja tego baletu sprzed stu lat:

Wystawa odwołuje się do tego przedstawienia w wieloraki sposób. Po pierwsze rok. Rok 1913. Dyrektor muzeum, Lech Karwowski, pisze w katalogu:

W 1913 roku zakończył się XIX wiek i  rozpoczął nowy. Choć ludzkie przyzwyczajenie wciąż zachęca do magicznego traktowania dat kończących się zerem, zgodnie przyznajemy, że dla codziennego postrzegania upływu czasu znaczenie graniczne posiadają nie cyfry,
a historyczne wydarzenia.  (…) Data 1913 w ogólnej perspektywie jawi się jako ostatni rok względnej stabilizacji starego reżimu, czasu zwanego powszechnie piękną epoką, belle époque. Jej kres przyniosła jednak
nie tylko wojna, gruntowne zmiany naznaczyły także rewolucje kulturalne. To właśnie w 1913 roku, w wielonarodowym tyglu Paryża, odbyła się premiera “Święta wiosny” Igora Strawińskiego. Towarzyszące jej polemiki konfrontowały obserwatorów zarówno z fantazmatami na temat Rosji, Francji i Niemiec, jak i po raz pierwszy z takim zdecydowaniem postawiły problem modernistycznej deformacji tradycyjnie postrzeganej rzeczywistości oraz wagi skandalu artystycznego w procesach kulturowych.

Na wystawie zgromadzono więc dzieła, znacząco związane z rokiem 1913 – dzieła, których czas się właśnie kończył, i te, dla których się zaczynał. Jest symbolizm, secesja i impresjonizm, ale jest modernizm i ekspresjonizm. Ale to nie koniec związków ze “Świętem wiosny”. Bo wspólny rok to dużo, ale w Szczecinie poszukano dalej. Jest więc sala tańca nowoczesnego z “Popołudniem fauna” Debussy’ego i Izadorą Duncan. Jest Paryż, to miejsce, gdzie objawiła się Awangarda. Jest dużo sztuki niemieckiej, bo przecież budowa Muzeum była inicjatywą niemiecką.

Kazimierz Stabrowski, “Opowieść fal”, Muzeum Narodowe w Warszawie, 1910. Przebrzmiałe, eklektyczne, piękne!

Wszystko zestawione z ówczesnymi trendami artystycznymi – zainteresowanie Słowiańczyzną, co zresztą obecnie wraca, egzotyką dalekich krajów, archeologią, etnografią… A każdy temat umieszczony został w innej sali w intensywnym kolorze. I tak na przykład spatynowana, jadeitowo zielona głowa kobiety kartagińskiej z roku 1920, dzieło Dunikowskiego, na tle intensywnie czerwonej ściany. Piękne!

Albo zabawa kuratorów czyli trzy głowy męskie w identycznym ujęciu – Leopold Gottlieb, Xawery Dunikowski, Wacław Borowski. Wszyscy trzej artyści się przyjaźnili i to się tu czuje. Piękne!

W ogóle mężczyźni. Bardzo ważny motyw wystawy. Akt męski, mężczyzna jako model, nagi filozof, nagi szermierz… W świecie muzealnym dominuje akt kobiecy, a tu tyle aktów męskich. Piękne!

kobietazwiadramiChoć oczywiście są również kobiety. Tadeusz Makowski, Kobieta z wiadrami. 1913. Piękne! Piękne!

A nazwiska, po prostu nie do wiary. Malczewski, Hofman, Feininger, Fałat, Ruszczyc, Wyczółkowski, Nolde, Barlach, Heckel, Maillol, Pechstein, Pankiewicz, Ślewiński, Scharoun i Schiele…

A jeszcze decyzja świadcząca o zwycięstwie idei popularyzacji sztuki nad marketingiem: Przez dwa miesiące wszystkie wystawy w MN można oglądać za darmo. Piękne!

Piękne! Po prostu piękne! Trzeba iść, a jak się mieszka gdzie indziej, to nie ma rady – trzeba jechać!

Ach!

mytrojeWe were in France and Germany. Ach! Włodek made photos, it is why we are only two of us on all those pics:

IMG_9897 IMG_0041 IMG_0074 IMG_0105 IMG_0224 IMG_0252 IMG_0311 IMG_9104 IMG_9363 IMG_9376 IMG_9399 IMG_9478 IMG_9501 IMG_9670 IMG_9687 IMG_9690 IMG_9699 IMG_9744 IMG_9804 IMG_9805 IMG_9809Do you have any idea, where we are / what it is on that last photo? If you find out, let us know and you get a price :-). You do not have to know the name of the place only that “thing”.

The riddle is immediately solved by Sigrid – we are in a maze! Isn’tit amazing?

Mama / Mutti / Mom

Wystawa Ireny 072Irena Kuran-Bogucka
Zdjęcia z wystawy – Fotos von einer Ausstellung – Exhibion´s Fotos
Dariusz Drapella

Wystawa Ireny 017

Wystawa Ireny 028Była graficzką i tłumaczką poezji, przede wszystkim hiszpańskiej, ale również i niemieckiej. / Sie war eine Graphikerin und Übersetzerin der spanischen und deutschen Dichtung. / She was graphic and translator of Spanish and German poetry.

Wystawa Ireny 035 Wystawa Ireny 031

lorca To widać – to mój zaczytany egzemplarz Lorki.

Man sieht es – das ist mein zerlesener Exemplar von Mamas Übersetzungen Lorcas.

It is my book of Mom´s translation of Lorca. One could see, that I red it and red it ever again.
Wystawa Ireny 040Wystawa Ireny 019Wystawa Ireny 022mama-dziewczynaWystawa Ireny 085 Wystawa Ireny 083 Wystawa Ireny 084Wystawa Ireny 073

Poesis – Poetry – Poesie – Poezja / Carl Orff

Carl Orff “Carmina Burana”

Carmina Burana is a scenic cantata composed by Carl Orff in 1935 and 1936. It is based on 24 of the poems found in the medieval collection Carmina Burana. Its full Latin title is Carmina Burana: Cantiones profanæ cantoribus et choris cantandæ comitantibus instrumentis atque imaginibus magicis (“Songs of Beuern: Secular songs for singers and choruses to be sung together with instruments and magic images.”) Carmina Burana is part of Trionfi, the musical triptych that also includes the cantata Catulli Carmina and Trionfo di Afrodite. The best-known movement is “Fortuna Imperatrix Mundi” (“O Fortuna”) that opens and closes the piece.
Carl Orff (July 10, 1895 – March 29, 1982) was a 20th century German composer, best known for his cantata Carmina Burana (1937). In addition to his career as a composer, Orff developed an influential method of music education for children.

FORTUNA IMPERATRIX MUNDI
O Fortuna
velut luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis;
vita detestabilis
nunc obdurat
et tunc curat
ludo mentis aciem,
egestatem,
potestatem
dissolvit ut glaciem.Sors immanis
et inanis,
rota tu volubilis,
status malus,
vana salus
semper dissolubilis,
obumbrata
et velata
michi quoque niteris;
nunc per ludum
dorsum nudum
fero tui sceleris.Sors salutis
et virtutis
michi nunc contraria,
est affectus
et defectus
semper in angaria.
Hac in hora
sine mora
corde pulsum tangite;
quod per sortem
sternit fortem,
mecum omnes plangite!
O Fortune
like the moon
you are changeable,
ever waxing
and waning;
hateful life
first oppresses
and then soothes
as fancy takes it;
poverty
and power
it melts them like ice.Fate – monstrous
and empty,
you whirling wheel,
you are malevolent,
well-being is vain
and always fades to nothing,
shadowed
and veiled
you plague me too;
now through the game
I bring my bare back
to your villainy.Fate is against me
in health
and virtue,
driven on
and weighted down,
always enslaved.
So at this hour
without delay
pluck the vibrating strings;
since Fate
strikes down the strong man,
everyone weep with me!
Fortune plango vulnera
stillantibus ocellis
quod sua michi munera
subtrahit rebellis.
Verum est, quod legitur,
fronte capillata,
sed plerumque sequitur
Occasio calvata.In Fortune solio
sederam elatus,
prosperitatis vario
flore coronatus;
quicquid enim florui
felix et beatus,
nunc a summo corrui
gloria privatus.Fortune rota volvitur:
descendo minoratus;
alter in altum tollitur;
nimis exaltatus
rex sedet in vertice
caveat ruinam!
nam sub axe legimus
Hecubam reginam.
I bemoan the wounds of Fortune
with weeping eyes,
for the gifts she made me
she perversely takes away.
It is written in truth,
that she has a fine head of hair,
but, when it comes to seizing an opportunity
she is bald.On Fortune’s throne
I used to sit raised up,
crowned with
the many-coloured flowers of prosperity;
though I may have flourished
happy and blessed,
now I fall from the peak
deprived of glory.The wheel of Fortune turns;
I go down, demeaned;
another is raised up;
far too high up
sits the king at the summit –
let him fear ruin!
for under the axis is written
Queen Hecuba.
O Fortuna!
Wie der Mond
So veränderlich,
Wachst du immer
Oder schwindest! –
Schmähliches Leben!
Erst mißhandelt,
Dann verwöhnt es
Spielerisch den wachen Sinn.
Dürftigkeit,
Großmächtigkeit
Sie zergehn vor ihm wie Eis.Schicksal,
Ungeschlacht und eitel!
Rad, du rollendes!
Schlimm dein Wesen,
Dein Glück nichtig,
Immer im Zergehn!
Überschattet
Und verschleiert
Kommst du nun auch über mich.
Um des Spieles
Deiner Bosheit
Trag ich jetzt den Buckel bloß.Los des Heiles
Und der Tugend
Sind jetzt gegen mich.
Willenskraft
Und Schwachheit liegen
Immer in der Fron.
Drum zur Stunde
Ohne Saumen
Rührt die Saiten! –
wie den Wackeren
Das Schicksal
Hinstreckt; alle klagt mit mir!Die Wunden, die Fortuna schlug,
Beklage ich mit nassen Augen,
Weil sie ihre Gaben mir
Entzieht, die Widerspenstige.
Zwar, wie zu lesen steht, es prangt
Ihr an der Stirn die Locke,
Doch kommt dann die Gelegenheit,
Zeigt sie meistens ihren Kahlkopf.Auf Fortunas Herrscherstuhl
Saß ich, hoch erhoben,
Mit dem bunten Blumenkranz
Des Erfolges gekrönt.
Doch, wie ich auch in der Blüte stand,
Glücklich und gesegnet:
Jetzt stürze ich vom Gipfel ab,
Beraubt der Herrlichkeit.Fortunas Rad, es dreht sich um:
Ich sinke, werde weniger,
Den anderen trägt es hinauf:
Gar zu hoch erhoben
Sitzt der König auf dem Grat:
Er hüte sich vor dem Falle!
Denn unter dem Rade lesen wir:
Königin Hecuba.
O Fortuno
niby Księżyc
nieustannie zmienna,
ciągle rośniesz
lub zanikasz
ciemna lub promienna.
Życie podłe
wciąż kapryśnie
chłodzi nas lub grzeje,
niedostatek
lub bogactwo
jak lód w nim topnieje.Kołem toczy
się Fortuna
zła i nieżyczliwa,
nasze szczęście
w swoich trybach
miażdży i rozrywa,
z twarzą szczelnie
zasłoniętą
często u mnie gości,
by na kręgach
mego grzbietu
grać swe złośliwości.Los zbawienia,
cnót zasługi
przeciw mnie są teraz,
w mej słabości
albo woli
wspierały mnie nieraz.
A więc zaraz
nie mieszkając
uderzajcie w struny
i użalcie
się nade mną,
ofiarą Fortuny!Rany od Fortuny ciosów
opłakuję łzami
nigdy zresztą mnie nie psuła
skąpymi łaskami.
Wprawdzie mówię, że jej czoło
zdobią pukle złote,
lecz czas spod nich też obnaży
łysiny sromotę.Na Fortuny złotym tronie
siedziałem wyniosły,
zdobny w wieniec powodzenia
z wszystkich darów wiosny.
Lecz choć stałem u zenitu
o swe szczęście wsparty,
nagle spadłem z wszystkich darów
do szczętu obdarty.Obróciło się Fortuny
koło nieżyczliwe,
innego już po mnie wznosi
na szczyty zdradliwe,
król im wyżej nad tłum siędzie,
tym pewniejsza zguba,
gdyż na kole tym czytamy:
“Królowa Hekuba”.

Budujmy arkę

Akcja Jadwigi Łopaty: Arka nasion

Termin: 21 lipca 2013 (niedziela)

Program

9:30 – 10:30 “Uciec z Matrixa – zbudować Arkę – trzy kroki jakie należy podjąć” – wprowadzenie Sir Julian Rose, autor książki “Zmieniając kurs na życie. Lokalne rozwiązania globalnych problemów”
10:30 – 11:30 “Nowoczesny, energooszczędny i zdrowy dom bez kredytu”, prezentacja – Krzysztof Wietrzny, ekspert i praktyk ekologicznych technologii, twórca EKOCENTRUM ICPPC
11:30 – 12:30 Nasza Arka (część I) – zwiedzanie EKOCENTRUM ICPPC, oprowadza Krzysztof Wietrzny
12:30 – 13:30 “Niezależność energetyczna w skali mikro. Systemy do produkcji czystej i taniej energii elektrycznej oraz cieplnej na potrzeby domu jednorodzinnego”, prezentacja – Krzysztof Wietrzny, ekspert i praktyk ekologicznych technologii, twórca EKOCENTRUM ICPPC
13:30 – 14:30 Obiad z lokalnych i ekologicznych produktów
14:30 – 16:00 Nasza Arka (część II) – “W drodze do samowystarczalności żywnościowej (uprawy, komposty i preparaty, przechowywanie żywności, pozyskiwanie nasion)” – wykład i prezentacja gospodarstwa – Jadwiga Łopata, laureatka Nagrody Goldmana (ekologiczny Nobel) i Sir Julian Rose
16:00 – 16:30 Podsumowanie

Koszt warsztatów: 190 zł

Osoby zainteresowane uczestnictwem w warsztatach prosimy o zgłoszenia e-mailem: biuro@icppc.pl lub telefonicznie 033 8797 114.

Moje obrazy

Kasi dedykuję

Ewa Maria Slaska

Były już miasta i muzea, dziś obrazy. Patrzę na moje ulubione obrazy z dzieciństwa  i myślę sobie, że powszechny dostęp do dzieł sztuki sprawił, iż wydaje się, jakbyśmy mieli gust banalny czy tuzinkowy. Tymczasem ja po prostu nadal lubię te same obrazy, a każdy z jakiegoś powodu.

Obrazy oglądałam od najwcześniejszego dzieciństwa w książkach mojej matki. Były to przedwojenne niemieckie książki, np. Kunstgeschichte Hammanna, znalezione czy to bezpośrednio w ruinach zburzonego Gdańska czy w antykwariatach, które oczywiście czerpały je z tego samego źródła. Większość tych publikacji miała ilustracje czarno-białe. Były jednak, również niemieckie i przedwojenne, albumy, w które wklejało się obrazki z pudełek po papierosach. Matka miała albumy różowy i żółty czyli gotyk i renesans. Mój syn znalazł dla mnie te książki na rynku w Berlinie i różową i niebieską – późny gotyk. W albumach były kolorowe ilustracje, ale w tych należących do mamy jakiś poprzedni właściciel powyrwał wszystkie reprodukcje przedstawiające Wenus. Nagą, ale tego dowiedziałam się później.

Córki flamandzkiego malarza Cornelisa de Vos. Ojciec namalował je między rokiem 1630 a 1640. Bardzo je lubiłam. Myślałam sobie, że to takie same dziewczynki jak my dwie – moja siostra i ja.

581px-Cornelis_de_Vos_002

Petrus Christus 1470, Berlin, Galeria malarstwa.

Petrus_Christus_-_Portrait_of_a_Young_Woman_-_Google_Art_ProjectTen obraz jako jeden z pierwszych objawił się samoistnie w PRL, nie jako cytat z przeszłości w poniemieckich książkach, lecz obiekt dopuszczony do istnienia mocą decyzji władz. Został umieszczony na okładce książki Andrzeja Banacha: Historia pięknej kobiety (Wyd. Literackie, Kraków 1960).

Czytałam tę książkę chyba ze sto razy. Miałam 11 lat, gdy Mama przyniosła ją do domu. Od tej pory przestałam wieczorami marzyć o tym, że jestem Indianką, towarzyszką życia chłopców z książek “Błękitny ptak” Anny Müller-Tannewitz oraz “Ziemia słonych skał” Sat-Okha czyli Stanisława Supłatowicza. Jako Indianka umiałam na koniu przeskakiwać bardzo wysokie palisady. Ale przestałam być Indianką. W wieczornych marzeniach byłam teraz średniowieczną lub renesansową księżniczką.

Johannes_Vermeer_(1632-1675)_-_The_Girl_With_The_Pearl_Earring_(1665)Dziewczyna z perłą. 1665 rok. Olej na desce. Mauritshuis w Hadze. Jan Vermeer van Delft.

Moja Matka, która sama była artystką, wysoko ceniła Vermeera. Twierdziła, że malował tak, iż na końcu każdego włosa w pędzlu umieszczał kroplę farby innego koloru. Kolor mienił się więc jak tafta. Spośród obrazów Vermeera mnie najbardziej podobały się te, gdzie dziewczyna lub kobieta była sama.

Te dziewczynki i dziewczyny dorastały wraz ze mną. Gdy powoli przestawałam być dzieckiem moim ulubionym obrazem było małżeństwo Arnolfini Jana van Eycka z roku 1434, znajdujące się w zbiorach Galerii Narodowej w Londynie. Nie dlatego, że już mi się tak spieszyło do małżeństwa, ale ewidentnie już dobrze było mieć towarzysza. W prawdziwym życiu długo go jeszcze nie było, ale na obrazie pojawił się miły szczupły młody pan. Smutny, blady.

Van_Eyck_-_Arnolfini_PortraitDopiero teraz, opowiadając tę historię, widzę, że jestem nieodrodną córką hanzeatyckiego Gdańska. Wszystko co mi się podoba(ło), to malarstwo flamandzkie czy niederlandzkie. Ewidentnie ważne były też młode kobiety, od małych dziewczynek po młodą ciężarną żonę. Ale w tym podwójnym portrecie małżonków Arnolfini po raz pierwszy oprócz młodych kobiet, ich twarzy i strojów ważne stały się i inne szczegóły – pantofelki na drewnianym koturnie, mały piesek, różaniec z bursztynów, owoce na parapecie okna, no i oczywiście lustro w głębi pokoju, a w nim plecy obojga młodych ludzi, pomiędzy nimi malarz ze sztalugami, a wokół dziesięć scen przedstawiających mękę Jezusa. Wydaje mi się, że po raz pierwszy w tym właśnie obrazie zobaczyłam coś więcej niż tylko wirtualne portrety i prefiguracje samej siebie – tu po raz pierwszy zobaczyłam OBRAZ. Dorosłam. Zaczęłam się interesować malarstwem.

Miasta w sezonie / Städte in Saison

Das Rätsel wurde von Anne Schmidt gelöst: Das Städtchen heißt Köpenick, das Buch von Carl Zuckmayer – “Hauptmann von Köpenick. Ein deutsches Märchen in drei Akten” und der wahre Held der Geschichte – Friedrich Wilhelm Voigt.

Jest początek lipca 2013 roku. Godzina 12 w południe. Piękna pogoda. Słońce, ciepło, ale nie upalnie, lekki wietrzyk. Pojechałam służbowo do małego miasteczka nad jeziorem.
W miasteczku jest kompleks ładnych budynków barokowych położonych na wyspie w pięknym parku.

I jest pusto. pusto. Pusto. Pusto….

Co to za miasteczko? Was ist das für ein Städtchen?

puste10 puste01 puste02 puste03 puste04 puste05 puste05a puste05b puste05c puste06 puste07 puste08
hauptmannW tym miasteczku stoi pomnik pewnego bohatera literackiego, który wzorowany był na losach pewnej autentycznej postaci.

er

Kto to? Wer ist es? Friedrich Wilhelm Voigt.
Co zrobił? Was hat er gemacht? Am 16. Oktober 1906 hat er als Hauptmann verkleidet einen Überfall auf das Rathaus der Stadt Cöpenick bei Berlin organisiert;  mit einem Trupp gutgläubiger Soldaten drang er ins Rahaus ein, verhaftete den Bürgermeister und raubte die Stadtkasse.
Kto o nim napisał? Wie hieß der Autor? Carl Zuckmayer
Jak się nazywała książka o nim? Wie hieß das Buch?
– “Hauptmann von Köpenick. Ein deutsches Märchen in drei Akten” (1931); es war nicht das erste (und nicht das letzte) Theaterstück über Voigt, dafür aber das berühmteste.

I notatka dla polskich czytelników: http://pl.wikipedia.org/wiki/Kapitan_z_K%C3%B6penick

Gottes Schuh – Boży but

Po polsku i po niemiecku / Auf Deutsch und auf Polnisch

Kolejny film Renaty Borowczak, tym razem o naiwnym artyście, Stanisławie Zagajewskim z Włocławka. Nächster Film von Renata Borowczak – über einen naiven Künstler aus polnischen Włocławek.

Stanislaw Zagajewski habe ich im Winter 2004 besucht. Der unscheinbare Künstler, der damals in einem bescheidenen Häuschen in Wloclawek, Polen, lebte, wollte zuerst nicht erlauben, dass ich über ihn den Kurzfilm “Der Schuh Gottes” drehe. Als er erfahren hat, dass ich den langen Weg aus Berlin zurücklegte, stimmte er zu.

Ich habe einen Tag mit ihm, seinen Hunden und seiner Kunst verbracht. Schon damals, als er noch lebte (er starb 2008), hatte er ein eigenes Museum in Wloclawek. Die Skulpturen haben solch eine enorme Kraft, dass man am liebsten Eine mit nach Hause nehmen möchte.

Stanislaw Zagajewski war ein Autodidakt, und ein Genie. Obwohl er nicht mal genau sagen konnte, wann er geboren wurde (man schätzt sein Geburtsdatum auf das Jahr 1927), als Waisenkind von Nonnen großgezogen wurde und nicht mal eine elementare Ausbildung genoss, verzauberte mit seinen ausdrucksvollen, kompromisslosen Tonskulpturen. Seine Werke werden in Warszawa, Katowice, Torun und  Lausanne ausgestellt.

***

Odwiedziłam Stanisława Zagajewskiego zimą 2004 roku. Artysta mieszkał wówczas w małym domku we Włocławku. Początkowo nie chciał się zgodzić na propozycję, że nakręcę o nim film krótkometrażowy “Boży but”. Zgodził się,  gdy dowiedział się, że przyjechałam specjalnie do niego aż z Berlina.

Spędziłam cały dzień z nim, z jego psami i z jego sztuką. Już wtedy, gdy artysta wciąż jeszcze żył (zmarł w roku 2008), we Włocławku znajdowało się jego muzeum. Jego rzeźby mają siłę i najchętniej człowiek zabrałby jakąś do domu.

Stanisław Zagajewski był samoukiem. I geniuszem. Nie był w stanie powiedzieć, kiedy się urodził, ale ocenia się, że było to w roku 1927. Osierocony, wychowywał się u sióstr zakonnych i nie otrzymał nawet podstawowego wykształcenia. Był wspaniałym rzeźbiarzem, a jago gliniane dzieła są magiczne, mocne i bezkompromisowe. Jego prace znajdują się w zbiorach muzealnych w Warszawie, Katowicach, Toruniu i Lozannie.

Poezja – Poesie – Poetry – Poésie / Baudelaire

It is a virtual movie of the legendary French poet Charles Baudelaire (1821 — 1867) reading his poem L’Albatros” The Albatros. Kind Regards Jim Clark All rights are reserved on this video recording copyright Jim Clark 2011

Charles Baudelaire L’Albatros / Albatros / Albatross / Der Albatross 1861

L’Albatros

Souvent, pour s’amuser, les hommes d’équipage
Prennent des albatros, vastes oiseaux des mers,
Qui suivent, indolents compagnons de voyage,
Le navire glissant sur les gouffres amers.

À peine les ont-ils déposés sur les planches,
Que ces rois de l’azur, maladroits et honteux,
Laissent piteusement leurs grandes ailes blanches
Comme des avirons traîner à côté d’eux.

Ce voyageur ailé, comme il est gauche et veule!
Lui, naguère si beau, qu’il est comique et laid!
L’un agace son bec avec un brûle-gueule,
L’autre mime, en boitant, l’infirme qui volait!

Le Poëte est semblable au prince des nuées
Qui hante la tempête et se rit de l’archer;
Exilé sur le sol au milieu des huées,
Ses ailes de géant l’empêchent de marcher.

Albatros

Czasami dla zabawy uda się załodze
Pochwycić albatrosa, co śladem okrętu
Polatuje, bezwiednie towarzysząc w drodze,
Która wiedzie przez fale gorzkiego odmętu.

Ptaki dalekolotne, albatrosy białe,
Osaczone, niezdarne, zhańbione głęboko,
Opuszczają bezradnie swe skrzydła wspaniałe
I jak wiosła zbyt ciężkie po pokładzie wloką.

O jakiż jesteś marny, jaki szpetny z bliska,
Ty, niegdyś piękny w locie, wysoko, daleko!
Ktoś ci fajką w dziób stuka, ktoś dla pośmiewiska
Przedrzeźnia twe podrygi, skrzydlaty kaleko!

Poeta jest podobny księciu na obłoku,
Który brata się z burzą, a szydzi z łucznika;
Lecz spędzony na ziemię i szczuty co kroku –
Wiecznie się o swe skrzydła olbrzymie potyka.

Tłumaczyła Bronisława Ostrowska

Albatross

Often, to amuse themselves, the men of a crew
Catch albatrosses, those vast sea birds
That indolently follow a ship
As it glides over the deep, briny sea.

Scarcely have they placed them on the deck
Than these kings of the sky, clumsy, ashamed,
Pathetically let their great white wings
Drag beside them like oars.

That winged voyager, how weak and gauche he is,
So beautiful before, now comic and ugly!
One man worries his beak with a stubby clay pipe;
Another limps, mimics the cripple who once flew!

The poet resembles this prince of cloud and sky
Who frequents the tempest and laughs at the bowman;
When exiled on the earth, the butt of hoots and jeers,
His giant wings prevent him from walking.

Translated by William Aggeler

Der Albatros

Oft kommt es dass das schiffsvolk zum vergnügen
Die albatros • die grossen vögel • fängt
Die sorglos folgen wenn auf seinen zügen
Das schiff sich durch die schlimmen klippen zwängt.

Kaum sind sie unten auf des deckes gängen
Als sie • die herrn im azur • ungeschickt
Die grossen weissen flügel traurig hängen
Und an der seite schleifen wie geknickt.

Er sonst so flink ist nun der matte steife.
Der lüfte könig duldet spott und schmach:
Der eine neckt ihn mit der tabakspfeife
Ein andrer ahmt den flug des armen nach.

Der dichter ist wie jener fürst der wolke
Er haust im sturm • er lacht dem bogenstrang.
Doch hindern drunten zwischen frechem volke
Die riesenhaften flügel ihn am gang.

Übersetzt von Stefan George