Reblog: Bernhardt w Australii

Lech Milewski opisał w dwóch odcinkach pobyt Pasteura w Australii. W drugim wpisie pojawiła się Sarah Bernhardt, w tak niezwykłej opowieści, że dziś rebloguję plotki o pobycie wielkiej aktorki i miłośnicy w Australii…

The Divine Sarah Bernhardt (1844–1923) in Australia, 1891: sex, theatre, sun

Young Czech artist Alphonse Mucha (1860-1939) after moving to Paris created an Art Nouveau poster in 1884 to advertise Bernhardt’s role of Gismonda at Paris’ Theatre de la Renaissance. This poster broke new ground in the art poster world, and within a week of printing, Mucha became a very well known artist in Paris. Sarah Bernhardt loved the poster, and signed Mucha to a 6-year contract. During that time, Mucha designed other posters for her and became very close to the theatrical legend.

Bernhardt was also a keen fan of photography,  using the most modern 19th century technologies available to get her image out to the public.

Bernhardt as Gismonda, created by Mucha in 1884, Paris

By the time the Divine Sarah Bernhardt arrived in Australia in 1891, she was the most famous actress in the world. The Pall Mall Gazette in July 1891 noted that the 46-year-old star’s arrival in Sydney emptied State Parliament and caused wild scenes at Redfern station where she was received with extraordinary honours. The Mayor left his duties to meet her and took her to an official reception. The harbour was decorated as if for a regatta, and the town was illuminated at night.
*
Everyone cashed in on her trip to Australia. The fabulous Australia Hotel, whose foundation stone had been laid by the state premier Sir Henry Parkes just two years earlier, asked Sarah Bernhardt to perform the grand opening. Her name was first in the new hotel register, later displayed in a glass showcase in the main foyer.

Hotel Australia, 1891, opened by Bernhardt

Impresario George Tallis was closely associated with the JC Williamson firm for 50+ years. While concentrating on the business side, Tallis learned every aspect of theatrical management, from choosing costumes to handling international stars. Enticing Bernhardt to do a tour of Australia in 1891, Tallis said, marked the high point in his early career and led to his later fame and knighthood.

The newspapers were agog. The Melbourne Argus in Sep 1890 told its readers that JC Williamson has concluded an agreement with Mme Sarah Bernhardt and company, who would visit Australia for a theatrical season of 10 weeks. She would first appear in Melbourne in June 1892. The plays to be produced would include M. Sardou’s drama Cleopatra. In July 1891 The Argus wrote  “Madame Sarah Bernhardt opened the Sydney season to night at Her Majesty s Theatre in Camille. The house was crowded by a brilliant audience, who, though somewhat impassive during the first act of the play, were gradually warmed to genuine enthusiasm, and rewarded the magnificent performance of the great actress by thunders of applause. Tomorrow La Tosca will be produced”.

Photo of Bernhard, taken during her Australian trip, 1891 (State Library Vic)

During the Sydney leg of her tour, Bernhardt performed in Camille, La Tosca, Fedora, Jeanne D’Arc and Cleopatra. Her performances at Her Majesty’s were in French, so Sydney audiences were provided with English translations via booklets. They followed the play using these booklets. This meant that the house lights were not lowered during the performances. Despite the language difference, Sydney theatregoers rapturously received Sarah Bernhardt. As in France, her costumes were sublime.

At the very same time, Australia needed help to end the appalling rabbit plague and Professor Louis Pasteur sent his brilliant nephew Dr Adrien Loir (1862-1941), a handsome young scientist, to represent the family business – the Pasteur Institute. Apparently Dr Loir needed a translator since he didn’t speak English well, so Bernhardt offered her services (sic)! Bernhardt, aged 47, was already a legendary lover with a particular interest in much younger men. She took one look at young Dr Loir and instead of going on to fulfil her contractual obligations in Brisbane, the couple had a passionate romp for a week on the tiny Rodd Island in Sydney Harbour.

In time, the lovely Bernhardt returned to France alone, but clearly island life had started to appeal to her. At home she bought a Napoleonic fort on the lovely Belle Isle off the coast of Brittany where she spent holidays for the rest of her life.

It is just as well she did her romping in Australia. At 70 she injured her leg when performing Victorien Sardou’s play Tosca, in which she was the heroine who finally hurls herself off a castle wall to kill herself in despair. She tried wearing a cast but that failed;  the Divine Sarah then decided she would be better off without the leg altogether. She wrote to one of her lovers, the surgeon Samuel Pozzi, telling him to cut it off above the knee. Even then, wooden legs failed her, so she was carried around on a sedan chair for the rest of her life, including on stage and on tour.

When the star died in 1923, half a million citizens lined the streets of Paris to bid farewell to France’s most beloved heroine.

***
Read Sarah: The Life of Sarah Bernhardt, written by Robert Gottlieb and published by Yale UP, 2010. And read EdwardianPromenade for some of the gossip that surrounded her early adult life.

 

Z pamiętnika wolontariuszki (i pracowniczki)

13 grudnia 2015 pokazano w audycji / 13. Dezember 2015 lief bei

ein Filmchen von Wolfgang Kübel über meine Arbeit in einem Flüchtlingswohnheim von AWO-Mitte. Sie können den Film sehen, wenn Sie auf das Bild oben klicken! (Achtung – es gilt nur für nächste 3 Monate, dann verschwindet es).

niewielki filmik Wolfganga Kübela o mojej pracy w schronisku dla uchodźców należącym do organizacji charytatywnej AWO-Mitte. Filmik można obejrzeć klikając w powyższy obrazek, ale tylko przez najbliższe 3 miesiące, potem zniknie.

Und noch zwei Erklärungen, weil es im Film irrtümlich was unwahres gesagt wird. Ich bin 1985 als politischer Flüchtling nach Berlin gekommmen (und auch später als Asylberechtigte anerkannt), aber nicht nach Gefängnis! Da hat man zwei verschiedene Sachen miteinander vermischt! Sorry, ich will mir keine unwahre Identität aufbauen!

Und zweitens: Ich war zwar in “meinem” Wohnheim vam Anfang als Freiwillige tätig, seit einem Monat habe ich aber dort schon eine reguläre Arbeit, dh. ich bin bei AWO-Mitte angestellt. Also im Klartext: ich arbeite und bin keine Freiwillige (mehr)!

Uwaga – do filmu wkradły się dwa nieporozumienia: NIE wyjechałam z Polski po karze więzienia i NIE pracuję w schronisku jako wolontariuszka, tylko mam tam etat.  Bardzo przepraszam wszystkich widzów…

Graża

Jaki jest świat, w którym przyszło nam życ, każdy widzi. Rajem na pewno nie jest. Dla wielu jest piekłem na ziemi. Ludzie ludziom zgotowali ten los. Niestety.

Są na tej planecie ogromne obszary, gdzie ich mieszkańcy cierpią nie tylko biedę i niedostatek, ale życie ich i ich rodzin jest bezustannie zagrożone. Na ich domy spadają bomby, terror puka nocą do drzwi. Wyrokami losu, wielkich mocarstw i wielkich pieniędzy, znaleźli się w oku dziejowego cyklonu, który miota ich życiem jak listkiem na wietrze i to życie jest niewiele więcej od listka warte. Nie może nikogo dziwić, że nie mając nic do stracenia, a wiele do zyskania, bo rzecz najcenniejszą, jaką jest życie ich i ich bliskich, podejmują szaleńczą próbę ucieczki przed grozą wojny i bezwzględnego fanatyzmu.

Nam w sytej i bezpiecznej Europie trudno nawet wyobrazić sobie okropieństwa, jakie przeżyli ludzie dotknięci wojennym koszmarem.
Jakże łatwo oceniać innych siedząc wygodnie na kanapie, oglądając świat na płaskim ekranie telewizora. Jakże łatwo w ciepełku pisać przemądrzałe komentarze…

A przecież to nasze bezpieczeństwo, ten nasz dostatek, nie jest wcale oczywisty. Ludzie, którzy piechotą przemierzają tysiące kilometrów o głodzie i chłodzie, aby znaleźć się w bezpiecznym miejscu, też kiedyś posiadali domy i telewizory. Ich dzieci chodziły do szkół. Jakaż ogromna musi być desperacja, jakiż ważki powód, aby porzucić swój świat i udać się na niewiadome, na poniewierkę.

Obyśmy nigdy nie musieli tego doświadczyć…

Najbardziej szkoda mi dzieci. Ten koszmar, który dane im było przeżyć w ciągu ich krótkiego życia pozostawi na zawsze ślady w ich młodych sercach.

Niestety nie mamy tej mocy, tych możliwości, aby zmienić cały świat. Ale mamy moc i możliwość, aby czynić dobro i dokonywać zmian malutkich, na miarę naszych możliwości. Takie możliwości ma każdy z nas, a ludzi dobrej woli jest więcej, jak śpiewał dziwiący się światu Czesław Niemen.
Wystarczy się skrzyknąć. Wystarczy, że ktoś rzuci pomysł. Jak pomóc potrzebującym. Często tak niewiele trzeba. A jaka satysfakcja! Od razu rośnie poczucie wartości, że jednak nie jest tak źle, że jednak można, że świat nie jest taki zły, skoro można czynić dobro.

Jak niewiele trzeba było zrobić, jak niewiele włożyć wysiłku w to, aby wywołać uśmiech na dziecięcych twarzyczkach, aby rozjaśniły się pociemniałe cierpieniem oczy.
Wystarczyło zebrać parę groszy i kupić parę zabawek, tak aby każda dziewczynka w schronisku miała własną lalkę, a każdy chłopiec własny samochodzik. Ileż radości! Radości zaraźliwej, jak każda dziecięca radość. Aż się chce żyć, bo czynienie dobra, nawet niewielkiego, nadaje życiu sens.
Wiara w innego człowieka też.
Okazuje się, że ludzie chętnie pomagają, że potrafią dzielić sie z potrzebującymi. To wspaniale! Bo część dzieci idzie od nowego roku do szkoły. Nareszcie! Bardzo się na tę szkołę cieszą. Nawet jak nie mają zeszytów, piór, kredek, tornistrów i czego tam jeszcze. Nie mają nic. Ale to nie szkodzi.

Wierzę, że znowu się skrzykniemy i wspólnymi siłami zaopatrzymy maluchy w potrzebne przybory szkolne. Już wici rozpuszczone, już są chętni do pomocy. Damy radę!

Świat nie jest taki zły!
***
A na dokładkę / Und als Zugabe


Weihnachtskrippe ohne Juden, Araben und Flüchtlinge (gezeichnet von J. Wieruszewska)

Świąteczna Warszawa

Anna Dobrzyńska

warsz-swieta-1Tegoroczne świąteczne udekorowanie Łazienek Królewskich zachęca do spacerów po zmroku. Bo oto przechadzamy się między paniami w długich sukniach i „paltotach”, którym towarzyszą równie dostojni panowie, w surdutach i cylindrach. To wprowadziło mnie w klimat dawnej Warszawy i poczułam nastój świąt sprzed 150 laty.

Łazienki Królewskie, 2015 fot. Anna Dobrzyńska

A jaki on był? Jak spędzano w Warszawie ten wyjątkowy czas? Jakie prezenty kupowano dla bliskich? Na pewno nie smartfony i ipady. Zapraszam do małej podróży w czasie… 🙂

…Na Nowym Świecie – ruch i gwar… Ostatnie zakupy, prezenty, wybieranie przysmaków na wigilijny stół. Tuż naprzeciwko pomnika Kopernika w szwach pęka księgarnia – Samuela Orgelbranda. U tego, słynnego na całą Warszawę wydawcy, warszawiacy kupują poczytne powieści francuskie – A. Dumasa oraz dzieła polskich autorów – Kraszewskiego, Fredry, Słowackiego, Boguckiego, również wiele książek historycznych i przyrodniczych.

warsz-swieta-2

„Mężu! Ach, patrz, co za cudny szal w kraty!” Rys. Franciszka Kostrzewskiego z cyku „Szkice z życia warszawskiego”, „Tygodnik Ilustrowany” z 1 kwietnia 1865 roku.

Tuż obok – znajdują się delikatesy Skorupskiego, tu – mieszkańcy Warszawy – zaopatrują się w wino oraz wykwintne frykasy. Ci, którym nie udaje się kupić wybranego trunku czy przysmaku, pędzą szybko na Plac Zamkowy do Dobrycza lub na Miodową do Purwina. Panowie kłaniają się szarmancko napotkanym damom oraz zdejmują z głów bobrowe lub karakułowe czapki. A panie majestatycznie kroczą w sukniach z półłokciowym trenem, spływającym spod tiurniury, na który trzeba bardzo uważać by owej damie nie przydepnąć. Po delikatesy jeszcze można wstąpić do Gouta na Elektoralną – tam spotkamy z pewnością rosyjskich generałów, którzy ten sklep bardzo polubili.

…I wreszcie pierwsza gwiazdka, tak długo wyczekiwana…

Żona pod choinką znajduje parę wełnianych pończoch i prunelowe buciki. Porządna kobieta bowiem jedwabnych ani lakierków nie włoży. A dzieci – pozytywkę – grającą największe hity: walce – „Na falach Dunaju” i „O moja ty królowo”, bo dawny „Tyrol i jego syn’ – zszedł już z list przebojów.

Po wieczerzy w programie jest śpiewanie kolęd. Dzieci znają je dobrze, bo wiele razy ćwiczyły z ojcem. Gdyby, któreś zapomniało tekstu – wstyd!

Kościoły wydają wigilijne wieczerze dla najuboższych…

warsz-swieta-3

Kolęda dla ubogich rozdawana w pierwszy dzień Bożego Narodzenia u księży misjonarzy w Warszawie. Jan Feliks Piwarski, 1859 rok.

Nazajutrz, już od rana – wszystkie kościoły mocno zaludnione. A jak spędzić czas po Mszy Świętej? Dla dzieci atrakcją będzie wycieczka tramwajowa.

warsz-swieta-4„A co to za atrakcja?!” – dziś byśmy powiedzieli. Ale pierwsze konne tramwaje pojawiły się w Warszawie dokładnie 149 lat temu. A 15 lat później, na ulice miasta wyjechał, tzw. tramwaj belgijski, w kolorach szafirowo-żótych, więc dla Warszawy była to – nowość. Struktura linii tramwajowych nie była skomplikowana więc zamiast numerów na tramwajach widniały różnokolorowe tablice, które w nocy zastępowano latarniami.

Łazienki Królewskie, 2015
fot. Anna Dobrzyńska

I tak do Mokotowa dojechalibyśmy tramwajem – białym, do Placu 3 Krzyży – czerwonym, na Wolę – niebieskim. Były też tablice: niebiesko-żółte, zielono-żółte, różowe i żółte.

…Ojciec kupuje bilety… Dla rodziców – pierwszej klasy, za 7 kopiejek, a dla dzieci – drugiej – za 5 kopiejek. Pierwsza klasa jest zlokalizowana w tylnej części wagonu. Rodzice zasiadają na wyściełanych czerwonym pluszem krzesłach, druga klasa – nie jest tak wystawna. W powrotną drogę dzieci już nie siedzą – tylko stoją – za 3 kopiejki. Dlaczego nie jadą wszyscy razem? No cóż, budżet domowy nadwątlony świątecznymi zakupami a nie wypada by rodzice jechali drugą klasą albo co gorsza – mieli miejsca stojące.

warsz-swieta-5…W drugi dzień świąt – dzieci udają się na ulicę Freta do budynku zwanego zwyczajowo „klasztorem ojców Dominikanów”. Dlaczego „zwyczajowo”? Dlatego, że zakonnicy zostali wygnani z klasztoru w roku 1863,  po Powstaniu Styczniowym, a budynek stał się siedzibą sierocińca oraz szkołą i internatem dla jego absolwentów. W korytarzu czeka na dzieci już ustawiona scena i ławki, które najmłodsi w pośpiechu i hałasie zajmują…

Łazienki Królewskie, 2015
fot. Anna Dobrzyńska

Rozpoczynają się jasełka… Z wypiekami na twarzy dzieci śledzą pochód Trzech Króli w purpurze i złotych koronach, podążających, by złożyć hołd Boskiemu Dzieciątku. Adrenalina burzy się we krwi, gdy śmierć goni Heroda, a gdy ścina mu głowę, przerażenie mrozi widownie. Wrażenie pozostanie w pamięci na całe życie. Aktorami są sieroty, które przygotowały jasełka pod okiem sióstr zakonnych z Towarzystwa Dobroczynności. A owe towarzystwo ma swoją siedzibę w Pałacu Kazanowskich, na którym do dziś znajduje się napis – Res Sacra Miser – co znaczy: „biedny jest świętością”.

I tak mijają wyjątkowe trzy dni 19-wiecznej warszawskiej rodzinie…

…prunelowe buciki, ipady, pozytywka, MP3… zmieniają się przedmioty, wychodzą z mody, odchodzą do lamusa. To co najważniejsze, co najbardziej raduje lub czego najbardziej brakuje w ten szczególny czas to – miłość, której życzę wszystkim bardzo dużo z okazji Świąt Bożego Narodzenia.

Kresy. Powiązania.

Andrzej Rejman

Sięgnąłem głębiej do archiwów rodzinnych.

Znalazłem dokument, a właściwie tłumaczenie dokumentu oryginalnego z 1895 roku z którego wynika, że babcia moja, Małgorzata (później Doktorowicz-Hrebnicka) została usynowiona (adoptowana) przez małżeństwo Julię i Gabriela Rodziewiczów – właśnie w 1895 roku, gdy miała niecałe 6 lat. Z dokumentu wynika także, że ojcem chrzestnym Małgorzaty był Marcin Woyczyński.

W dostępnym powszechnie życiorysie jej nowych rodziców nic o tym nie wspomniano, z pewnością jest to fakt biografom nieznany.

Kim byli Julia i Gabriel Rodziewiczowie?

01_odpis_z_wyciagu_ksiegi_metryki_urodzenia_Malgorzata_H

 Julia Rodziewicz

Urodziła się w 1863r. w Mińsku Litewskim jako najstarsza córka Kazimiery ze Szklenników i Ignacego Woyczyńskiego, który w Paryżu ukończył Szkołę Inżynierii Mostów Kolejowych. Praca przy budowie kolei powodowała, że ciągle przenosił się z rodziną z miasta do miasta. Był on znacznie starszy od żony i zmarł wcześnie. Matka Julii po śmierci męża wyjechała do Petersburga, gdzie Julia ukończyła pedagogiczne kursy z wyróżnieniem – z medalem. Po wyjściu za mąż za Gabriela Rodziewicza, studenta medycyny przyjechała do Wilna. Gabriel studiów nie ukończył, był socjalistą i za kolportaż prasy do fabryk został skazany. Przesiedział jeden rok w więzieniu, po czym był stale pod nadzorem policji. Później pracował jako buchalter w banku wileńskim do końca życia.

1_Julia_z_Woyczynskich_Rodziewiczowa4Małżeństwo Rodziewiczów było bezdzietne, ale od roku 1919 opiekowało się Benedyktem Sawrymowiczem-Wojczyńskim (ur. 1895), gdy przyjechał do Wilna z Zakopanego na studia uniwersyteckie.

Po przyjeździe do Wilna Julia włączyła się do pracy społecznej w Towarzystwie Dobroczynnym. Od roku 1910 prowadziła, jako kuratorka, ochronkę z 120 – 130 dziećmi przy ul. Rossa . Po czterech latach weszła do Zarządu Towarzystwa Opieki nad Dziećmi, które prowadziło cztery sekcje: patronat rzemieślniczy, przytułek dla chłopców, kolonie letnie i zabawy letnie (odpowiednik dzisiejszych półkolonii). Julia Rodziewiczowa była jedną z założycielek Towarzystwa “Oświata”, którego honorowym członkiem była Eliza Orzeszkowa. W momencie wkroczenia do Wilna armii niemieckiej we wrześniu 1915 roku szkolnictwo polskie było już zorganizowane.

3.Julia_Rodziewiczowa_1863_1950

Od września 1915 roku Julia współkierowała Gimnazjum Żeńskim Stowarzyszenia Nauczycieli i Wychowawców, które po dwukrotnej zmianie lokalizacji wreszcie osiadło przy ul. Orzeszkowej 8. Od roku 1921 została zatwierdzona jako kierowniczka tej placówki, na którym pozostawała do momentu przejściu na emeryturę tj. do grudnia 1930 roku.

4._Julia_Rodziewiczowa_z_tylu_napis_Nie_Zapominajcie_DroZa wieloletnią pracę w 1931 roku została odznaczona krzyżem “Polonia Restituta”. Od 1936 roku do 1939 mieszkała razem ze swoim bratem doktorem Marcinem Woyczyńskim, byłym osobistym lekarzem marszałka Józefa Piłsudskiego. Całą okupację spędziła w Wilnie sama, gdyż brat wyjechał do Warszawy. Do PRL przyjechała w ramach repatryjacji na początku 1946, do Łodzi, gdzie mieszkała w Domu Starców. Przez pewien czas mieszkała też w Aninie u siostry, skąd przeniosła się do Domu Nauczyciela Rencisty w Zielonce pod Warszawą, gdzie zmarła 13 VIII 1950 roku. (wg. Ewy Sławińskiej- Zakościelnej – Była taka szkoła. Gimnazjum im. Elizy Orzeszkowej w Wilnie 1915-1939. Red. E. Sławińska-Zakościelna. Londyn 1987. Odnowa.)

2_Gabriel_RodziewiczGabriel Rodziewicz

Urodzony 1862 roku w Dyneburgu. Działacz socjaldemokratyczny. Członek kółka robotniczego w Petersburgu. Szkołę średnia ukończył w Wilnie. W 1882 roku wstąpił na Uniwersytet Petersburski. W 1884 roku przeniósł się do Wojskowej Akademii Medycznej. Zwolnił się w 1887 roku z braku środków utrzymania. Pracę zawodową podjął na kolei w charakterze kontrolera. Był założycielem kółka socjaldemokratycznego w Instytucie Technologicznym w 1887, które połączyło się z kółkiem Bronisława Lelewela. Aresztowany wraz z żoną Julią 8.10.1890 roku skazany na 6 miesięcy więzienia, po czym był stale pod dozorem policji. Później pracował jako buchalter w Banku Wileńskim do końca życia. Zmarł w 1923 roku.

Benedykt Sawrymowicz-Woyczyński, późniejszy mąż Wiesławy Walickiej-Woyczyńskiej, która po śmierci męża wstąpiła w 1933 roku. do zakonu sióstr Franciszkanek, przyjmując imię Benedykty. Początkowo uczyła niewidome dzieci, później poświęciła się pracy organizacyjnej, stając się jedną z najbliższych współpracowniczek matki Elżbiety Czackiej, a w czerwcu 1950 roku jej następczynią na stanowisku przełożonej generalnej zgromadzenia. Funkcję tę pełniła przez 12 lat. W latach 1960-1962 brała udział w pracach Konsulty Wyższych Przełożonych Żeńskich Zakonów i Zgromadzeń. (z historii Zakładu Niewidomych w Laskach pod Warszawą)

Marcin Woyczyński, przyjaciel Marszałka Józefa Piłsudskiego, jego lekarz przyboczny.

Urodził się jako syn Ignacego i Kazimiery z domu Szklennik. Miał siostrę Marię. Absolwent Wojskowej Akademii Lekarskiej w Piotrogrodzie z 1895. Uzyskał tytuł doktora medycyny. W 1896 osiadł w Galicji, a w 1900 jego dyplom lekarski został nostryfikowany na Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego. Przyłączył się do ruchu socjalistycznego, od 1904 działał w Organizacji Bojowej PPS. Jego pierwszą żoną była Maria, później zamężna z Józefem Mireckim (1879-1908), także członkiem Organizacji Bojowej PPS, straconym na stokach Cytadeli. W 1906 był jednym z organizatorów Akademickiego Klubu Turystycznego we Lwowie. Po upadku rewolucji 1905 zamieszkał w Zakopanem. Od 1912 był członkiem tamtejszego Związku Strzeleckiego.

Po wybuchu I wojny światowej wstąpił do Oddziałów Strzeleckich Józefa Piłsudskiego. Rozkazem Komendy Legionów Polskich z 10 października 1914 został mianowany lekarzem II batalionu 3 Pułku Piechoty w składzie II Brygady, a dzień później awansowany do rangi podporucznika lekarza. 3 grudnia 1914 jego batalion został przeniesiony do 2 Pułku Piechoty w składzie II Brygady. W 1915 odbył leczenie w Szpitalu Rezerwowym nr 1 w Wiedniu. 15 grudnia 1915 został mianowany porucznikiem lekarzem, zaś 1 grudnia 1916 kapitanem lekarzem. W 1916 pracował jako lekarz w parku amunicyjnym 1 Pułku Artylerii. Po bitwie pod Rarańczą (15/16 lutego 1918) był internowany. Po odzyskaniu wolności służył w c. i k. Armii.

Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości w listopadzie 1918 wstąpił do Wojska Polskiego. Został awansowany do stopnia majora od 15 listopada 1918. W szeregach 5 Pułku Piechoty Legionów brał udział w bitwie o Lwów podczas wojny polsko-ukraińskiej. Uczestniczył w wojnie polsko-bolszewickiej. Pełnił funkcję komendanta Szpitala Załogi w Radomiu (Szpital Garnizonowy Radom) w ramach Dowództwa Okręgu Generalnego „Kielce”. 1 czerwca 1921 pełnił służbę w Dowództwie miasta Wilna, pozostając na ewidencji Kompanii Zapasowej Sanitarnej Nr 2.

Zweryfikowany w stopniu podpułkownika lekarza ze starszeństwem z 1 czerwca 1919 roku. Po wojnie pełnił służbę w Szpitalu Okręgowym nr 3 w Grodnie (1923), później w 1 Pułku Piechoty Legionów w Wilnie, pozostając oficerem nadetatowym 3 Batalionu Sanitarnego. Do 15 maja 1925 roku był „odkomenderowany” do Szpitala w Rajczy na stanowisko ordynatora. Z dniem 31 lipca 1925 roku został przeniesiony w stan spoczynku, w stopniu pułkownika, wyłącznie z prawem do tytułu.

W 1928 roku został ponownie powołany do służby czynnej i mianowany lekarzem przybocznym Generalnego Inspektora Sił Zbrojnych, marszałka Józefa Piłsudskiego. Sprawował opiekę nad marszałkiem podczas kuracji antyartretycznej w tym właśnie roku. Towarzyszył mu również podczas podróży zagranicznych – w sierpniu 1928 roku do Rumunii, od 15 grudnia 1930 do 29 marca 1931 roku na Maderę, od 1 marca do 22 kwietnia 1932 roku do Egiptu i Włoch. 22 grudnia 1931 roku awansował na rzeczywistego pułkownika ze starszeństwem z 1 stycznia 1932 roku i 1 lokatą w korpusie oficerów sanitarnych, w grupie lekarzy.

Woyczyński był wieloletnim przyjacielem marszałka. Mieszkał po sąsiedzku przy Alejach Ujazdowskich w Warszawie. Woyczyński wykazywał zaniepokojenie stanem zdrowia Piłsudskiego, a konkretnie wątroby. 12 kwietnia 1935 roku, miesiąc przed śmiercią Piłsudskiego, ustąpił z funkcji lekarza przybocznego. Odejście ze stanowiska miało się wiązać z kontaktami jego żony z przedstawicielami ruchu komunistycznego (Stefania Sempołowska, Wanda Wasilewska) oraz zachodzącym podejrzeniem infiltracji Woyczyńskich przez wywiad sowiecki bądź nawet współpracy z nim. Z dniem 31 sierpnia został przeniesiony w stan spoczynku.

Marcin Woyczyński był żonaty z Ludwiką z Karpińskich (ur. 25 sierpnia 1872 roku w Warszawie, zm. 30 stycznia 1937 roku w Warszawie). Żona pułkownika była doktorem psychologii, odznaczona Krzyżem Niepodległości, Krzyżem Walecznych i Złotym Krzyżem Zasługi. 1 lutego 1937 roku została pochowana na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach (źródło: Wikipedia, 10.12.2015)

***

I jeszcze ciekawostka

Dzięki Marcinowi Woyczyńskiemu kilka razy udało się wypożyczyć do ważnych celów samochód Marszałka Piłsudskiego…

I tak, według przekazu rodzinnego, do ślubu jechali nim w lipcu 1932 roku Janina Stankiewiczówna i Stanisław Tyszkiewicz. “Ślub odbył się 5-go w kościele św. Aleksandra w Warszawie, obiad w Wawrze”, pisze Małgorzata Hrebnicka w swoich dziennikach przedwojennych.

slub-i-auto

W innym miejscu notuje:

listopad 1932 – “…22-go umarła p. Zofia Stachowska!

Byłam na eksportacji, a więc jeździłam do Warszawy (autem Marszałka Piłsudskiego z Marcinkiem)”

Zofia Stachowska to prawdopodobnie matka Saliny Baniewicz ze Stachowskich, matki Antoniego Baniewicza, powstańca warszawskiego, o którym wcześniej pisałem.

***

To o czym dziś piszę, może wydawać się ciekawe jedynie dla genealogów lub badaczy szczegółowej historii rodów kresowych, jednak jest tu kilka, jak sądzę ciekawych wątków, wymagających jeszcze rozwinięcia.

Zdjęcia też są oryginalne i nie publikowane, więc mogą stanowić dodatek do opisów historycznych tamtych czasów.

ciąg dalszy nastąpi

Obrazki z Iranu 10

Dziś 13 grudnia. Gdy Generał Jaruzelski wprowadził stan wojenny, autora jeszcze nie było na świecie, nie ma więc wspomnień, jakie miały starsze od niego dzieci, które rozpoczęły przyspieszony kurs dorastania od okrzyku: Kto ukradł Teleranek?!!!

Adam Slaski

Wyspa Keszm

15 października

Dojechałem właśnie na Keszm (Qeshm), wyspę na zatoce perskiej. nie ma jeszcze 8, ale jest już bardzo gorąco, szczególnie daje mi się we znaki wysoka wilgotność. Miało być pięknie, a na razie wydaje mi się, że to takie rozpieprzone arabskie miasteczko (w tej części Iranu mieszkają Arabowie).

Aha, powiedziałem już, że w Iranie nikt nie nosi kwefu i masz ci los – w autokarze jedna pani zasłoniła wszystko, ze wyjątkiem oczu. Ale jak już mówiłem – w tych stronach mieszkają Arabowie.

Widziałem też dwie panie w tym, wyglądały jakby wybierały się na bal maskowy, ale ponoć ta batula to jedna z wersji okrycia świętobliwych kobiet.

keszm

Dzisiejszy dzień był pełen zwrotów akcji. Najpierw przyjechałem nocnym autobusem z jakimiś zagadkowymi przesiadkami i nie wiedziałem, o co chodzi. Potem się zastanawiałem, po jakiego grzyba mnie tu przywiało, na tę wyspę zapomnianą przez boga i ludzi, a w końcu spotkałem super fajnych ludzi i miałem fantastyczne popołudnie, a jutro też zapowiada się rewelacyjnie.

keszm2Miasto Keszm na wyspie Keszm budzi mieszane uczucia. Sporo się tam buduje, ale niewiele udało się na razie skończyć. Wygląda jak skrzyżowanie Dubaju z niewiadomo czym.

Spotkałem tu natomiast bardzo miłych ludzi. Na ulicy zaczepiła mnie para, Irańczyk i Niemka, którzy prowadzą tu restaurację. Korzystają też z workaway – serwisu przypominającego nieco couchsurfing, ale w zamian za wikt i opierunek trzeba trochę popracować. Aktualnie pracują dla nich dwaj Francuzi, gdy ich spotkałem malowali akurat płot.

A potem pojechaliśmy wykąpać się w zatoce perskiej.

keszmXyzMorze

Woda cudowna, jak w Cancun.

keszmXyzMorze2

Wysłałem wiadomości do lokalnych couch surferów i spotkałem się z Izadem, przemiłym człowiekiem, młodym biznesmenem, który jest na Keszmie dilerem samochodów. Sam jeździ wielkim terenowym land roverem, pojechaliśmy więc zwiedzać bezdroża Keszmu.

keszmXyzAdam keszmXy keszmX keszm3

Byłem też u Izada w domu. Mieszka nad swoim salonem samochodowym, bardzo stylowo, ma ogromną kolekcję filmów, wczoraj obejrzeliśmy Grawitację. Ponadto Izad gra na sazie (irańskiej lutni) i wczoraj urządził mały koncert. Bardzo pięknie gra.

keszmXyzMorze2-Adam

Jutro rano lecę do Teheranu, tam spędzam dzień i w nocy lecę do Aten. Kolejny dzień spędzam w Atenach i w niedzielę wieczorem (po najdłuższej podróży w życiu) ląduję w Warszawie.

PS 1. Z Aten: w czasie jednej wyprawy widziałem Persepolis o zachodzie słońca i Akropol o brzasku!

PS 2. Z Warszawy: dziękuje wszystkim wiernym czytelnikom!!!

Reblog: Pasteur w Australii

Lech Milewski

Gambit Pasteura – 2 – szach, pat i druga szansa

Dzień przed niezbyt fortunną prezentacją drużyny Pasteura przed komisją konkursową ukazał się raport Board of Health – instytucji kontrolującej stan higieny oraz zagrożeń chorobami zakaźnymi.
Raport oceniał bardzo krytycznie propozycje Pasteura. W szczególności wytknął fakt pominięcia sprawy zagrożenia ludzi bakteriami chicken-cholera. W świecie medycyny i nauki nie znano  przypadków takich zakażeń, ale tu nie chodziło o fakty lecz o formy.

W rezultacie komisja zdecydowała, że testowanie metody musi się odbyć na bezludnej wyspie i, jeśli wypadnie pozytywnie, zostanie powtórzone na specjalnej farmie.
Pozytywnym akcentem było zezwolenie na wwiezienie mikrobów na teren stanu Nowa Południowa Walia. Mikroby przechowywane w Nowej Kaledonii dotarły do Sydney w ciągu tygodnia. Niestety okazało się, że straciły swoją skuteczność, co rozgłosiła natychmiast miejscowa prasa. Loir miał w zanadrzu bakterie sprawdzone w Melbourne, ale kolejne ziarno wątpliwości zostało zasiane.

Komisja zajęła się szukaniem bezludnej wyspy, ale Adrian Loir nie pozostawał bezczynny. Klubowy kolega z Melbourne przedstawił go właścicielom browaru Victoria Brewery – KLIK. Loir udzielił im cennych wskazówek dotyczących hodowli drożdży. Wyniki przeszły wszelkie oczekiwania i Loir otrzymał w podzięce czek na dzisiejszych $100,000. To było więcej niż zarobił w całym dotychczasowym życiu.

Dużo poważniejsza propozycja napłynęła z innej strony. Przedstawiciele Nowej Zelandii i Queensland wspominali Adrianowi Loir o chorobach bydła (Cumberland disease). Loir zidentyfikował to jako anthrax (wąglik) – KLIK, na który Pasteur miał gotową szczepionkę. Tu nie było żadnej komisji, Adrian Loir został zatrudniony w instytucie w Queensland przy pracach nad wdrożeniem szczepionki.

Na początku lipca 1888 roku oddano do dyspozycji zespołu ośrodek na Rodd Island – KLIK. W tym samym ośrodku zameldowała się również groźna konkurencja. Na wiadomość o niemożności uczestnictwa w pracach zespołu Komisja postanowiła prowadzić własne badania, które miały sprawdzić czy wprowadzenie chicken-cholera nie spowoduje jakichś skutków ubocznych. Żeby podkreslić swoją determinację Komisja zwróciła się do instytutu Roberta Kocha z prośbą o dostarczenie bakterii chicken-cholera.

Włączenie Roberta Kocha do gry było wielkim ciosem dla Pasteura. Obaj uczeni mieli ze sobą od dawna na pieńku. Po pierwsze Pasteur był zaciekłym patriotą i porażka Francji w wojnie 1870 roku była dla niego tragedią. Tym większą, że Francja utraciła Strasburg, w którym Pasteur brał ślub. Po drugie Koch wielokrotnie krytykował oczywiste sukcesy Pasteura. Obaj uczeni spotkali się na konferencji naukowej w Genewie, gdzie Pasteur udowodnił swoje racje i wezwał Kocha do publicznej dyskusji. Koch zrobił unik obiecując odpowiedzieć na piśmie. Odpowiedź była złośliwym pamfletem, w którym Koch dał do zrozumienia, że nie uważa Pasteura za naukowca lecz za farmaceutę i biznesmena, który chce się wzbogacić na efektach pracy “prawdziwych” naukowców.

Po wybudowaniu na Rodd Island specjalnego laboratorium przekazano je Francuzom w celu rozpoczęcia prac. W sąsiednim pomieszczeniu, dr Katz (używając bakterii od R. Kocha) szukał dziury w całym.
Efekt – króliki zdychały zgodnie z planem. Miesiąc testów dowiódł, że chicken-cholera efektywnie zabija króliki nie czyniąc żadnej szkody koniom, owcom i bydłu. Warunki konkursu zostały spełnione. Dr Katz niczego nie znalazł. Komisja udała się na naradę.

W międzyczasie na farmie w Junee prowadzono intensywne badania nad szczepionką na anthrax. Pod koniec sierpnia zebrano wystarczające dowody na to, że chroni ona skutecznie bydło i owce przed zarażeniem. Wyniki ogłoszono publicznie w sali przy dworcu kolejowym w Junee. Naczelny weterynarz stanu – Edward Stanley – ogłosił zebranym farmerom, że program szczepień zostanie uruchomiony, jeśli znajdzie się zadowalająca ilość owiec do szczepienia. Nie minęło 10 minut a zgłoszono 20,000 owiec, w sumie 260,000 z czego programem objęto 130,000.
Ogromny sukces? Chwileczkę – za udostępnienie swej szczepionki Pasteur zażądał równowartość 40 milionów dolarów. To było nie do przyjęcia. Loir zasugerował, aby na razie zaszczepić 130,000 owiec na koszt ich właścicieli. Pasteur wyraził zgodę pod warunkiem, że najpierw musi zostać rozstrzygnięty konkurs na króliki. To był oczywisty szantaż. Zbyt wiele czarnych chmur zebrało się nad tym projektem.

W kwietniu 1889 roku Komisja ogłosiła werdykt – metoda Pasteura nie została przyjęta.
Głównym argumentem były wątpliwości czy chicken-cholera jest zaraźliwa. Jeśli nie, jeśli trzeba będzie wciąż karmić króliki bakteriami, to nie jest lepsze niż dotychczas stosowane trucizny.
Pozostała jeszcze jedna furtka – Komisja zezwoliła zespołowi Pasteura prowadzić dalsze prace na farmie w Australii i, jeśli te badania dostarczą nowych dowodów, to sprawa zostanie ponownie rozpatrzona za 6 miesięcy. Ludwik Pasteur musi sam sfinansować te badania.
Póki co Komisja zaleciła wprowadzenie obowiązku stawiania przeciwkróliczych płotów. Zasiadający w Komisji importer płotów oferował promocyjna cenę. I na płotach stanęło.

Tragedia? Niezupełnie. Decyzja Komisji otworzyła drogę dla szczepionki na anthrax. Pasteur zgodził się sprzedawać ją bezpośrednio farmerom – 3 pensy za owcę. Do produkcji szczepionki wykorzystano pomieszczenia na Rodd Island, które przemianowano na Instytut Pasteura. Innym źródłem dochodu stała się szczepionka na zarazę płucną bydła (pleuropneumonia). W ciągu roku Loir przekazał do instytutu Pasteura we Francji znacznie więcej pieniędzy niż wynosiła nagroda za króliki.

Wyspa Rodd Island zyskała sobie jeszcze inny powód do dumy. W 1891 odwiedziła Australię legendarna aktorka Sarah Bernardt – KLIK.
Przywiozła ze sobą psy, które musiały być poddane kwarantannie. Czyż mogło być lepsze miejsce niż wyspa, na ktorej pracował jej rodak? Wdzięczna Sarah Bernardt zaoferowała się pomóc Adrianowi Loir jako tłumaczka. Plotkarze donoszą, że pomoc była tak intensywna, że aktorka odwołała na tydzień występy w Brisbane (więcej o sprawie w reblogu za tydzień – przyp. EMS).

Adrien Loir ożenił się z Francuzką i pod jej naciskiem niechętnie opuścił Australię, aby kontynuować pracę w Tunezji. Instytuty Pasteura zaczęły powstawać w wielu krajach. A tymczasem w Australii… pracownik ośrodka na Rodd Island, John McGarvie-Smith, przekazał konkurencji tajemnicę produkcji szczepionki przeciwko anthraxowi. Instytuty Pasteura istnieją w 30 krajach, ten australijski zbankrutował, instytut Johna McGarvie-Smitha istnieje do dziś i na swojej stronie twierdzi, że to John McGarvie-Smith wprowadził w Australii szczepionkę przeciwko wąglikowi  – KLIK.

Źródła: Stephen Dando-Collins – Pasteur’s Gambit – KLIK .

Bunt und Bunt and also the Revolt

Film Bunt – Re-Vision

Today we present the preview (teaser) of the film Bunt. Re-Vision. 100 Years of Bunt/ Revolt, which shows the entire tour of the donated art exhibition Bunt – Expressionism – Transborder avant garde. Works from the Berlin collection of prof. St. Karol Kubicki (2015) from Berlin via the Nationalmuseum Poznań, Regionalmuseum Leon Wyczółkowski in Bydgoszcz, Kraszewski Museum Dresden and the Lower Silesian Center of Photography “Roman House” [Dolnośląskie Centrum Fotografii „Domek Romański”] in Wrocław.

The exhibition finale will take place on Saturday 12 December 2015 at 16.00 in the Lower Silesian Center of Photography “Roman House” [Dolnośląskie Centrum Fotografii „Domek Romański”]. The event will be a combination of the premiere of the documentary-artistic film Bunt. Re-Vision and the presentation of a book concurrent to the exhibition written by the exhibition’s curator Dr. Lidia Głuchowska.

Dziś prezentujemy wglądówkę (teaser) filmu Bunt – Re-Wizja. 100 lat Buntu, ukazującego wszystkie stacje międzynarodowego tournée wystawy donacyjnej Bunt – Ekspresjonizm – Transgraniczna awangarda. Prace z berlińskiej kolekcji prof. St. Karola Kubickiego, która wyruszyła z Berlina do Muzeum Narodowego w Poznaniu, Muzeum Okręgowego im. Leona Wyczółkowskiego w Bydgoszczy i Dolnośląskiego Centrum Fotografii „Domek Romański” we Wrocławiu

Finisaż w sobotę, 12.12.2015 o godz. 16.00 w Dolnośląskim Centrum Fotografii „Domek Romański”, połączony będzie z premierą filmu dokumentacyjno-artystycznego Bunt – Re-Wizja,a także prezentacją towarzyszącej jej książki autorstwa kuratorki, dr Lidii Głuchowskiej.

Heute zeigen wir die Vorschau (Teaser) des Films Bunt – Re-Vision. 100 Jahre von Bunt / Revolte über alle Stationen der internationalen Ausstellungstour Bunt – Expressionismus – Grenzübergreifende Avantgarde. Werke aus der Berliner Sammlung von Prof. St. Karol Kubicki. Die Kunstwerke aus Berlin sind die Werke im Nattionalmuseum Poznań, Leon-Wyczółkowski-Bezirksmuseum in Bydgoszcz, Kraszewski-Museum in Dresden sowie Bezirksmuseum im Niederschlesischen Zentrum für Fotografie „Domek Romański” [Romanisches Haus] präsentiert worden.

Bei der Finissage am Samstag, den 12. Dezember 2015 um 16.00 im Niederschlesischen Zentrum für Fotografie „Domek Romański” [Romanisches Haus], wird die Erstpräsentation des dokumentarisch-künstlerischen Films Bunt – Re-Vision sowie eine Präsentation der Begleitpublikation, ein Buch der Kuratorin Dr. Lidia Głuchowska, stattfinden.

We invite you to the first presentation at the finissage
Zapraszamy na premierę na finisażu
Wir laden Sie herzlich zur Erstpräsentation auf der Finissage ein

The initial shots of the film were presented in the Regional Museum Leon Wyczółkowski in Bydgoszcz in so called “Cinema”, one of the three parts of the arrangement of the exhibition, next to the “Street” and the “Café”, inspired by the atmosphere of the artistic centres of the 1920s.
Next to the “Cinema” is to be seen the presentation of the artistic book Refleks / Relfex (2014) and the drawing by Jacek Szewczyk Alley without work (1999), part of the presentation Ich 7 / The 7 of them (They 7)

Początkowe sceny filmu zaprezentowane zostały w Muzeum Okręgowym im. Leona Wyczółkowskiego w Bydgoszczy, w części ekspozycji zatytułowanej „Kino“, która – podobnie jak pozostałe części aranżacji, czyli „Ulica“ i „Kawiarnia“ – zainspirowane były atmosferą centrów artystycznych dwudziestolecia międzywojennego.
Obok „Kina” widoczna prezentacja książki artystycznej Refleks (2015) oraz rysunek Jacka Szewczyka Aleja bez pracy (1999), część prezentacji Ich 7.

Die Anfangsszenen des Filmes wurden präsentiert im Leon- Wyczółkowski-Bezirksmuseum in Bydgoszcz im so genanten „Kino“, einem der drei Teile des Ausstellungsarrangements, welcher, neben der „Straße“ und dem „Café“, an die Aura der künstlerischen Zentren der 1920er inspiriert wurden.
Neben dem Kino – die Präsentation des Kunstbuchs entstanden im Rahmen des Projekts Refleks / Reflex sowie die Zeichnung von Jacek Szewczyk Allee der Arbeitslosen (1999), Teil der Kunstpräsentation Ich 7 / Sie 7.

1 Bunt Bydg Szewczyk

BUNT – RE-Vision. 100 Years of Bunt / Revolt
artistic-documentary film

Concept: Lidia Głuchowska, An Kraśko
Technical production: An Kraśko
Text: Lidia Głuchowska

At the exhibition closing event in Wrocław the film’s final version will be screened including 8 episodes:

1/ Acceptance of the donation from prof. Kubicki in Berlin-Hufeisensiedlung and transport to the National Museum in Poznań, 16 March 2015.

2/ Exhibition opening in the National Museum in Poznań, 19 April 2015.

3/ The long Museum Night and curator-guided exhibition viewing in the National Museum in Poznań, 16 May 2015.

4/ Opening of the premiere showing of the project Flyer, squat Od-Zysk, 16 May 2015. Handing over a gift by Polish contemporary artists and a letter of intent – thanking for the donation by prof. Kubicki from Germany, to the hands of the curator dr. Lidia Głuchowska.

5/ Presentation of the gift by Polish contemporary artists to prof. Kubicki in Berlin-Hufeisensiedlung.

6/Exhibition opening and conference in the Leon Wyczółkowski District Museum in Bydgoszcz.

7/ Press conference, exhibition opening and the exhibition in Kraszewski-Museum Dresden; handing over of a miniature of the installation by Karolina Ludwiczak and Marcin Stachowiak and the order of the Leon Wyczółkowski District Museum in Bydgoszcz to prof. St. Karol Kubicki in Berlin by the artists and the Museum’s director prof. dr. hab. Ryszard F. Woźniak.

8/ Vernissage at the Gallery of the Culture and Art Centre OKiS, Lower Silesian Centre for Photography “Domek Romański” in Wrocław.

There were also two other films presented during the exhibition –Refleks [Reflex] and Ulotka [Flyer] by Marek Glinkowski (sound: Radosław Włodarski, 2015)

Authors of the works presented in the movie:

Krzysztof Balcerowiak, Andrzej Bobrowski, Magdalena Czerniawska, Zuzanna Dyrda, Stefan Ficner, Agata Gertchen, Marek Glinkowski, Mariusz Gorzelak, Paweł Frąckiewicz, Jarosław Janas, Aleksandra Janik, Dorota Jonkajtis, Anna Kodź, Wojciech Kołacz, Katarzyna Krawczyk, Marta Kubiak, Maciej Kurak, Maryna Mazur, Agnieszka Mori, Christopher Nowicki, Grzegorz Nowicki, Mirosław Pawłowski, Max Skorwider, Jacek Szewczyk, Piotr Szurek, Michał Tatarkiewicz, Anna Trojanowska, Przemysław Tyszkiewicz, Małgorzata ET BER Warlikowska, Radosław Włodarski.

2 BUNT Dresden-vernis2a

In Dresden Kraszewski Museum the movie was presented already during the press conference and the opening, in one of the exhibition rooms. It allowed the visitors to imagine the parallellity of the different moments of the exhibition tour – the signing of the donation contract in Berlin by Professor Kubicki, the vernissage of the first station of the exhibition in Nationalmuseum in Poznan and the vernissage of the Ulotka / Flyer project in squat Od-Zysk as well as the presentation at the second station of the exhibition in Bydgoszcz.

At the photo-exhibition curator, Lidia Głuchowska and exhibition coordinator, Bronislaw Kowalewski at the vernissage in Dresden.

In the background – the movie: Prof. St. Karol Kubicki, his wife – Petra, as well as the curator, Lidia Głuchowska, after the forwarding the artpieces from his Berlin collection to the Nationalmuseum in Poznań and the regional Museum Leon Wyczółkowski Museum in Bydgoszcz.

W Muzeum im Józefa Ignacego Kraszewskiego w Dreźnie film prezentowany był w jednej z sal wystawowych i to już w trakcie konferencji prasowej i wernisażu, co wśród zwiedzających budzić mogło wrażenie paralelności różnych momentów tournée wystawy donacyjnej – począwszy od podpisania umowy donacyjnej przez prof. Kubickiego w Berlinie, otwarcia pierwszej odsłony w Muzeum Narodowym w Poznaniu oraz premiery projektu Ulotka na sqacie Od-Zysk, a także pokazu podczas na drugiej stacji wystawy – w Bydgoszczy.

Na zdjęciu – kuratorka, dr Lidia Głuchowska i kordynator wystawy, Bronisław Kowalewski podczas wernisażu w Dreźnie. W tle- film: prof. St. Karol Kubicki, jego żona Petra oraz kuratorka, Lidia Głuchowska, po przekazaniu daru dla Muzeum Narodowego w Poznaniu i Muzeum Okręgowego im. Leona Wyczółkowskiego w Bydgoszczy.

Im Kraszewski Museum Dresden wurde der Film in einem der Ausstellungsräume bereits während der Pressekonferenz und der Ausstellungseröffnung gezeigt. Dies könnte bei den Besuchern den Eindruck von der Parallelität unterschiedlicher Momente der Ausstellungstour erweckten – der Unterzeichnung des Schenkungsvertrags durch Prof. Kubicki in Berlin, der Eröffnung der Erstausstellung im Nationalmuseum Poznan und der Vernissage des Projekts Ulotka / Flyer im Squat Od-Zysk sowie der Schau in der zweiten Ausstellungsstation in Bydgoszcz.

3 FILM Dresden3

Director of the Regional Museum Leon Wyczółkowski in Bydgoszcz, prof. Michał Woźniak during the opening in Dresden. In the background – the movie: presentation of the Logo of the touring exhibityion by Andrzej Bobrowski and Radosław Włodarski at the vernissage of the Ulotka / Flyer project in squat Od- Zysk in Poznań.

Dyrektor Muzeum Okręgowego im. Leona Wyczółkowskiego w Bydgoszczy, prof. dr Michał Woźniak podczas wystąpienia na wernisażu w Dreźnie. W tle – film: Andrzej Bobrowski i Przemysław Włodarski prezentują logo wystawy donacyjnej na wernisażu projektu Ulotka na squacie Od-Zysk w Poznaniu.

Direktor des Leon-Wyczółkowski-Bezirksmuseums in Bydgoszcz, Prof. Ryszard F. Woźniak während der Eröffnungsrede in Dresden. Im Hinterngrund der Film: Andrzej Bobrowski und Przemysław Włodarski present ieren das Logo der Ausstellungstour auf der Vernissage des Projekts Ulotka / Flyer in the squat Od-Zysk in Poznań.

BUNT – RE-Wizja. 100 lat Buntu
Film dokumentacyjno-artystyczny

Koncepcja: Lidia Głuchowska, An Kraśko
Realizacja techniczna: An Kraśko
Tekst: Lidia Głuchowska

Premierowy pokaz całego filmu na finisażu odsłony wrocławskiej obejmuje 8 epizodów:

1/ Przejęcie donacji prof. Kubickiego w Berlinie-Hufeisensiedlung i transport do Muzeum Narodowego w Poznaniu, 16.03.2015.

2/ Wernisaż w Muzeum Narodowym w Poznaniu, 19.04.2015.

3/ Długa Noc Muzeów i oprowadzanie kuratorskie po Muzeum Narodowym w Poznaniu, 16.05.2015.

4/ Wernisaż premierowej odsłony projektu „Ulotka”, squat Od-Zysk, 16.05.2015.

Przekazanie daru polskich artystów współczesnych i listu intencyjnego – podziekowania za donację z Niemiec dla prof. Kubickiego na ręce kuratorki, dr Lidii Głuchowskiej.

5/ Wręczenie daru polskich artystów współczesnych prof. Kubickiemu w Berlinie-Hufeisensiedlung.

6/ Wernisaż i konferencja naukowa w Muzeum Okręgowym im. Leona Wyczółkowskiego w Bydgoszczy.

7/ Konferencja prasowa, wernisaż i wystawa w Muzeum Józefa Ignacego Kraszewskiego w Dreźnie oraz przekazanie miniatury instalacji Przenikanie Karoliny Ludwiczak i Marcina Stachowiaka oraz medalu Muzeum Okręgowego im. Leona Wyczółkowskiego prof. St. Karolowi Kubickiemu w Berlinie przez artystów i dyrektora muzeum, prof. dra. hab. Ryszarda F. Woźniaka

8/ Wernisaż we Wrocławiu.

Na wystawie prezentowane były jeszcze dwa filmy artystyczne autorstwa Marka Glinkowskiego (dźwięk: Radosław Włodarski, 2015) – Ulotka i Refleks

Prezentowano w nich prace graficzne nastepujących artystów:

Krzysztof Balcerowiak, Andrzej Bobrowski, Magdalena Czerniawska, Zuzanna Dyrda, Stefan Ficner, Agata Gertchen, Marek Glinkowski, Mariusz Gorzelak, Paweł Frąckiewicz, Jarosław Janas, Aleksandra Janik, Dorota Jonkajtis, Anna Kodź, Wojciech Kołacz, Katarzyna Krawczyk, Marta Kubiak, Maciej Kurak, Maryna Mazur, Agnieszka Mori, Christopher Nowicki, Grzegorz Nowicki, Mirosław Pawłowski, Max Skorwider, Jacek Szewczyk, Piotr Szurek, Michał Tatarkiewicz, Anna Trojanowska, Przemysław Tyszkiewicz, Małgorzata ET BER Warlikowska, Radosław Włodarski.

During the display in the Lower Silesian Photography Centre „Domek Romański“ the movie was to bee seen already from the street, through the windows. It invited the passengers to come in and to see the whole exhibition. In the movie is to be seen the moment of forwarding of the gratitude presents of the Poznań contemporary artists to Prof. St. Karol Kubicki in Berlin.

Next to the screen is to be seen the sculpture by Małgorzata Kopczyńska Cerberus (c. 2013), part of the artistic presentation Ich 7 / The 7 of Them.

Podczas wystawy w Dolnośląskim Centrum Fotografii Domek Romański film było widać już przez okna, z ulicy. Zapraszał on przechodniów do wejścia do środka i zapoznania się z całą ekspozycją.
W filmie udokumentowano m.in. moment przekazania daru współczesnych artystów z Poznania prof. St. Karolowi Kubickiemu w Berlinie.

Obok monitora – rzeźba Małgorzaty Kopczyńskiej Cerber (ok. 2013), część prezentacji artystycznej Ich 7.

Während der Ausstellung im Niederschlesischen Zentrum für Fotografie, „Domen Romański” der Film war zu sehen schon aus der Straße, durch die Fenster. Das lud die Passanten ein, damit sie reinkommen, um die gesamte Ausstellung anzusehen. In dem Film ist u.a. der Moment der Übergabe des Ausstellungslogos – des Dankbarkeitsausdrucks der Gegenwartskünstler aus Poznań to Prof. St. Karol Kubicki in Berlin.

Neben dem Bildschirm- Plastik von Małgorzata Kopczyńska Cerberus (ca. 2013), Teil der Kunstpräsentation Ich 7 / Sie 7.

4 FILM Berlin BUNT

BUNT– RE-Vision. 100 Jahre Bunt / Revolte
Künstlerisch-dokumentarischer Film

Konzeption: Lidia Głuchowska, An Kraśko
Technische Umsetzung: An Kraśko
Text: Lidia Głuchowska

Die Erstaufführung des gesamten Films während der Finissage der Schau in Wrocław umfasst 8 Episode:

1/ Übernahme der Schenkung von Prof. Kubicki in der Hufeisensiedlung/Berlin und Transport in das Nationalmuseum Poznań, 16.03.2015.

2/ Vernissage im Nationalmuseum Poznań, 19.04.2015.

3/ Lange Nacht der Museen und kuratorische Führung im Nationalmuseum Poznań, 16.05.2015.

4/ Vernissage der Erstpräsentation des Projekts Ulotka [Flyer], im Squat Od:Zysk, 16.05.2015.

Übergabe des Geschenks und Dankschreibens von den zeitgenössischen Künstlern aus Poznań für Herrn Prof. Kubicki an die Kuratorin Dr. Lidia Głuchowska.

5/ Aushändigung des Geschenks an Herrn Prof. Kubicki in Berlin.

6/ Vernissage und wissenschaftliche Konferenz im Leon-Wyczółkowski-Bezirksmuseum in Bydgoszcz.

7/ Vernissage und Ausstellung im Kraszewski-Museum Dresden. Anschließend Übergabe einer Miniatur der Installation Przenikanie [In-Einander-Greifen] von Karolina Ludwiczak und Marcin Stachowiak sowie der Medaille des Leon-Wyczółkowski-Bezirksmuseums in Bydgoszcz an Prof. St. Karol Kubicki in Berlin durch die Künstler und den Museumsdirektor Prof. Dr. Ryszard F. Woźniak.

8/ Vernissage in der Galerie des Kultur- und Kunstzentrums in Wrocław, dem Niederschlesischen Zentrum für Fotografie „Domek Romański“.

In der Ausstellung wurden ferner zwei weitere Filme: Refleks [Reflex] and Ulotka [Flyer] von Marek Glinkowski ((Klang: Radosław Włodarski, 2015) gezeigt, in denen Werke folgender Grafikkünstler präsentiert wurden: Krzysztof Balcerowiak, Andrzej Bobrowski, Magdalena Czerniawska, Zuzanna Dyrda, Stefan Ficner, Agata Gertchen, Marek Glinkowski, Mariusz Gorzelak, Paweł Frąckiewicz, Jarosław Janas, Aleksandra Janik, Dorota Jonkajtis, Anna Kodź, Wojciech Kołacz, Katarzyna Krawczyk, Marta Kubiak, Maciej Kurak, Maryna Mazur, Agnieszka Mori, Christopher Nowicki, Grzegorz Nowicki, Mirosław Pawłowski, Max Skorwider, Jacek Szewczyk, Piotr Szurek, Michał Tatarkiewicz, Anna Trojanowska, Przemysław Tyszkiewicz, Małgorzata ET BER Warlikowska, Radosław Włodarski.

5 Ana Krasko

Here is An Kraśko, responsible for the technical production and the artistic shape of the movie.
Oto An Kraśko odpowiedzialna za techniczną realizację i artystyczny kształt filmu.
Das ist An Kraśko, verantwortlich für die künstlerische Umsetzung und die künstlerische Gestalt dieses Films.
Foto: Mariola Nehrebecka

At the screen part of the glas instalation Interference-Re-Integration/ Przenikanie /In-Einander-Greifen by Karolina Ludwiczak & Marcin Stachowiak

SEE ALSO / SIEHE AUCH / ZOBACZ TAKŻE

Stanisław Kubicki – In transitu

transitu3xThe international touring exhibition Bunt – Expressionism – Transborder Avant-Garde. Works from the Berlin Collection of Prof. Stanisław Karol Kubicki is coming in two days an end.
The exhibition finale will be a combination of the premiere of the documentary-artistic film Bunt. Re-Vision and the presentation of a book concurrent to the exhibition written by the exhibition’s curator Dr. Lidia Głuchowska.
The exhibition finale: Saturday, 12 December 2015 at 16.00 in the Lower Silesian Center of Photography “Roman House” in Wrocław.

***
Za dwa dni dobiega końca międzynarodowe tournée wystawy donacyjnej Bunt – Ekspresjonizm – Transgraniczna awangarda. Prace z berlińskiej kolekcji prof. St. Karola Kubickiego.
Finisaż połączony będzie z premierą filmu dokumentacyjno-artystycznego Bunt – Re-Wizja, a także prezentacją towarzyszącej jej książki autorstwa kuratorki, dr Lidii Głuchowskiej.
Finisaż: sobotę, 12.12.2015, godz. 16.00 w Dolnośląskim Centrum Fotografii „Domek Romański” we Wrocławiu

***
In zwei Tagen erreicht die internationale Ausstellungstour Bunt – Expressionismus – Grenzübergreifende Avantgarde. Werke aus der Berliner Sammlung von Prof. St. Karol Kubicki ihr Ende. Bei der Finissage wird die Erstpräsentation des dokumentarisch-künstlerischen Films Bunt – Re-Vision sowie eine Präsentation der Begleitpublikation, eines Buches der Kuratorin Dr. Lidia Głuchowska, stattfinden.
Finissage: Samstag, den 12. Dezember 2015 um 16.00 Uhr, Niederschlesisches Zentrum für Fotografie „Domek Romański” in Wrocław

POET il 1 Cover

WERSJA POLSKA  / DEUTSCHE FASSUNG

Stanisław Kubicki who had roots in Poland and Germany not only created poetry in two languages but also expressed himself in two artistic media – visual arts and literature. He was equally engaged in popularizing aesthetic innovation as he was in the socio-political changes of his time, proving his patriotism and fascination with the avant-garde utopia of the new community. In her search for the essence of this trans-border phenomenon, Lidia Głuchowska, in her book provides an insight into the crucial chapter of the history of Polish culture, German studies on Polish literature and art history, by referring to the achievements of such renowned researchers of expressionism as Paul Raabe, Eberhard Roters and Heinrich Kunstmann.

Prof. UAM dr hab. Brigitta Helbig-Mischewski, Polish-German Research Institute at Collegium Pollonicum in Słubice (Adam Mickiewicz University in Poznań, Europa-Universität Viadrina in Frankfurt on Oder)

By focusing on Kubicki’s romantic Polish patriotism and simultaneously on his avant-garde internationalism, Lidia Głuchowska, uses comparative – art historical and philological – methodology and provides an incisive approach and enlightening results. Her sensitivity to the pregnant relationship between the author’s own German and Polish versions of the same poems and their role in both transmedial artistic and political activities enables Głuchowska to analyze productively the differences and parallels between Kubicki’s German and Polish verses. By embracing this original method – from which the title of “in transitu” derives – she is able to penetrate the deepest meanings of the writer’s intentions. The result of the author’s heroic endeavor is to restore the fullness to Stanisław Kubicki’s life in art and to show that the dilemma of his national or supranational self-awareness was typical of many artists of the ‘new states’ in Central Eastern Europe after WW1.

Steven Mansbach, Professor of the History of Twentieth-century Art University of Maryland, USA

Stanisław Kubicki – the author of manifestos and posters of the Poznań group Bunt (1918 – 1922) – initiated the group’s contacts with the international avant-garde in Berlin. For a long time now he’s been valued as the author of expressionist and cubo-constructivist drawings and paintings which were created with extraordinary formal discipline. It turns out however that in the culminating phase of his achievements he also wrote interesting program poems and did so in Polish and German at the same time. Only a comparative analysis of the two areas of Kubicki’s creative activities facilitates a full unveiling of its originality. That is the subject of an insightful monograph by Lidia Głuchowska who thanks to her competency in literary studies and art history, critically researches many archival sources unknown up till now and also documents the artist’s active participation in the Polish resistance movement and the circumstances of his tragic death at the hands of Gestapo.

Prof. dr hab. Waldemar Okoń, The Institute of Art History, University of Wrocław

2abcrazem

Repro p. / s. / S. 3, 342-343

The book Stanisław Kubicki – In transitu – The poet translates himself is not only a solid publication in terms of content but a widely commented and beautiful edition containing program manifestos and expressionist poetry in two languages by the radical leader of the Bunt group Stanisław Kubicki. The works created between 1918 and 1921 reflect the dilemmas of many representatives of the classic avant-garde not only in Poland but also in the other “new countries” of Central Eastern Europe.
Part of them were printed in that stormy period as a kind of artistic intervention to the sudden socio-political changes of the end of the first world war and at the beginning of the new, post-war order. At that time they were simultaneously published in Poland and in Germany in Zdrój magazine, Die Aktion, Der Weg and Die Bücherkiste and in the almanac Faded Dawn of the Epoch. Fighting for the New Art 1917 – 1921 [Zagasły brzask epoki. W walce o nową sztukę 1917–1921], however the majority of them were found only recently and they were reconstructed as a bilingual collection by the author of that publication.
The poetic-program works of Kubicki in the book are a worldwide curiosity: the artist wrote them originally in two languages breaking the particularity of the literary message and thus created a peculiar manifesto of avant-garde internationalism.

3abcrazemRepro p. / s. / S. 9, 281, 165

The versed expressionist manifestos by Kubicki correspond to his drawings that he created simultaneously and paintings similar in themes and universal in expression due to the international – by its nature – artistic language. Together they are a representative example of the explosive synergy of word and image, intensifying the program message in magazines and ethereal printed materials of the avant-garde.
The frame for the poems is a monographic commentary on the interdisciplinary oeuvre by Kubicki which is polemical in comparison with the traditional and stereotypical opinion of his achievements. The book’s introduction defines his poetry and artistic and political activity as an expression of ambivalent self-awareness – in transitu –that is a typical avant-garde multiple identity, stretched between the belief in a trans-national utopia of the new man, the new community and romantic patriotism.
That romantic patriotism was expressed in the unparalleled sacrifice of Kubicki. As the National Army’s courier to the embassies of neutral countries in Berlin he died at the hands of Gestapo.

4abcrazemRepro p. / s. / S. 106, 107, 223

The presentation of the artistic and literary oeuvre included in the five essays goes beyond the revision of Kubicki’s place in the national and universal history of literature and art. It is also an insightful, stylistic and subject-matter-oriented interpretation of the aesthetic artifacts because it unveils the little known behind-the-scenes activity of Kubicki and his colleagues from Bunt in international artistic circles.
The author provides a critical contextualization of the myth and reality of revolution in Kubicki’s works, there’s therefore an echo of his alleged participation in the Spartacus uprising in Germany which the author describes by referring to the theory of the grotesque. Moreover, by delving into the archival source materials the author documents Kubicki’s involvement in the Polish resistance during the second world war. The Preface by Peter Mantis enables understanding the relationships between the artistic (auto)creation of Kubicki and his tragic biography.
The publication concludes with an annex pertaining to the drawings by the Bunt group from the heritage left by the artist and his wife – poet, painter and graphic artist Margarete Kubicka – donated to the National Museum in Poznań and the Leon Wyczółkowski District Museum in Bydgoszcz as well as the exhibition to honor this generous gift.

5abcrazemRepro p. / s. / S. 379, 24, 25

The book Stanisław Kubicki – In transitu – The poet translates himself captivates with its elaborate artwork by the frequently awarded designer Monika Aleksandrowicz. Most of all, she managed to excellently elicit the innovativeness of Kubicki’s art works, their unique discipline and their internal rhythm. Many of the over seventy black and white reproductions are shown here for the first time

6abrazem

Repro p. / s. / S. 62, 63

Lidia Głuchowska, Stanisław Kubicki – In transitu – Poeta tłumaczy sam siebie / Ein Poet übersetzt sich selbst; Przedmowa / Vorwort [Foreword]: Peter Mantis, transl.: Dorota Cygan, Lidia Głuchowska, Arkadiusz Jurewicz, Michael Zgodzay; Style editors: Margit Jäkel, Elżbieta Łubowicz; Ośrodek Kultury i Sztuki we Wrocławiu, Wrocław 2015, pp. 1-480, ISBN: 978-83-62290-97-0.

POET il 6

Table of Contents PL/E/D

Introduction / Einleitung /  Wstęp

Appendix: Donation and Exhibition E /
Anhang: Schenkung und Ausstellung /Załącznik: Donacja i wystawa

Repro p. / s. / S. 262 (Fragment)

 

Reblog (zmodyfikowany): Pasteur w Australii

Ten wpis ma już kilka lat i został opublikowany na naszym poprzednim blogu – QRA czyli Nowa Kura, kuchnia i kultura – ale historia jest znakomita i na tyle wiekowa (ma ponad wiek), że nie trzeba się martwić tym, że się zestarzała. Będą dwa odcinki…

Lech Milewski

Gambit Pasteura – 1 – gry wstępne

Ponieważ nieżyjąca para została nadesłana do Tuły
18 listopada 1924 roku, można więc w chwili obecnej
obliczać ilość królików w guberni tulskiej na 11,762 i pół sztuki.
Na skutek prawidłowej akcji  oraz braku różowej wody
przewiduje się na 1 styczeń 1930  roku we wspomnianej guberni
260,784 sztuki królików.

Ilia Erenburg – Burzliwe życie Lejzorka Rojtszwańca.

Australia spisała się dużo lepiej, w 1926 roku było tu 10 miliardów królików KLIK.

Króliki przywiezione zostały do Australii przez Pierwszą Flotę w 1788 roku – KLIK. Nie spowodowały one jednak żadnych kłopotów. Jedynie na Tasmanii zanotowano ich nadmierny rozrost.
Kłopoty zaczęły się w 1859 roku gdy pan Thomas Austin poprosił kuzyna z Anglii o przysłanie 12 szarych królików, 5 zajęcy, 72 kuropatw i kilku wróbli żeby było na co polować – KLIK . Kuzyn zastąpił kilka szarych królików domowymi i to chyba właśnie one, odporniejsze na przeciwności klimatu, zapoczątkowały późniejszą eksplozję. Ledwie 10 lat później królików było tyle, że coroczny odstrzał 2 milionów nie powodował zauważalnego efektu.
W 1897 roku straty powodowane przez króliki były tak poważne, że rząd Nowej Południowej Walii zafundował nagrodę w wysokości 25,000 funtów (równowartość 10 milionów obecnych dolarów) za efektywna metodę zniszczenia szkodników. Nadeszło 1,500 zgłoszeń z całego świata. Również od bardzo słynnego europejskiego mikrobiologa. Jak widać z pierwszej linii tego wpisu problemu nie rozwiązano.

W 1887 roku Ludwik Pasteur osiągnął światową sławę, za którą niestety nie przyszły znaczące korzyści majątkowe. Oczywiście nie chodziło o osobistą fortunę, ale o fundusze na założenie Instytutu Pasteura, w którym możnaby kontynuować prace naukowe w dziedzinie mikrobiologii. Pasteur zwrócił się do rządu o pomoc podając jako przykład założony w 1885 roku Instytut Higieny w Berlinie, w którym zatrudniony był Robert Koch – KLIK. Odpowiedzią rządu francuskiego było zorganizowanie międzynarodowej zbiórki funduszy. Pasteur zainicjował akcję osobistą wpłatą 100 tys franków i to była największa dotacja. Z całych Niemiec wpłynęło .. 105 franków natomiast z okupowanej przez Niemców Alzacji i Lotaryngii – ponad 48,000. Pedro II – cesarz Brazylii – dał tysiąc franków, car Aleksander III – prawie 98 tysięcy.
W marcu 1887 roku zakupiono teren i rozpoczęto budowę, ale Pasteur zdawał sobie sprawę, że konieczne są środki na wyposażenie instytutu i rozkręcenie działalności. Bez tego cały projekt runie. Właśnie w tym momencie dotarła do niego wiadomość o nagrodzie w wysokości 25,000 funtów (625,000 ówczesnych franków, 10 milionów dzisiejszych dolarów) ufundowanej przez rząd stanu Nowa Południowa Walia. To mogło rozwiązać wszystkie problemy.

Pasteur był przekonany, że ma nagrodę w kieszeni. Pod koniec 1887 Madame Jeanne Pommery, właścicielka dóbr, na których produkowano słynne wina – KLIK – powiadomiła Pasteura o pladze królików, które niszczyły jej plantacje. Pasteur wysłał swego kuzyna Adriana Loir z kulturą bakterii chicken-cholera – “KLIK” – i w dwa tygodnie problem został rozwiązany.

1 kwietnia 1888 roku pocztowy parowiec Cusko przybył do nadbrzeża portu Melbourne. Na pokładzie znajdowała się trzyosobowa reprezentacja pod dowództwem Adriana Loir – KLIK – kuzyna i bliskiego współpracownika Pasteura. W bagażu wieźli nielegalnie słoiki wypełnione bulionem z zabójczymi bakteriami. To rzeczywiście wygląda na żart primamaprilisowy – jechali do Nowej Południowej Walii a wylądowali w Melbourne?  Rzecz w tym, że po przybyciu do Adelajdy, pierwszego portu jaki statek odwiedził w Australii, pasażerowie dowiedzieli się, że rząd Nowej Południowej Walii właśnie wydał zakaz wwozu na teren stanu jakichkolwiek bakterii. Melbourne w stanie Wiktoria było ostatnim portem, w którym można było podjąć jakąś akcję.
W porcie zauważyli francuski statek, który szykował się do podróży do Nowej Kaledonii. Przekazali mu połowę śmiercionośnego ładunku. Mieli nadzieję, że drugą połowę uda się przechować w Melbourne. Nazwisko Pasteur otwierało wszystkie drzwi (chociaż w dniu 1 kwietnia nie obyło się bez pewnych wątpliwości). Adrian Loir uzyskał od ręki członkostwo Athenaem Club i Melbourne Club, dwóch najbardziej ekskluzywnych “gentlemen clubs” w Melbourne. Natychmiast znalazł się ochotnik do przechowania bakterii.
Teraz należało sprawdzić jak bakterie zniosły podróż przez Morze Czerwone. Trzeba było wyhodować kulturę bakterii i podać ją królikom. Posiadanie, przechowywanie czy przewożenie królików było surowo karanym wykroczeniem, ale czego się nie robi dla klubowego kolegi. Kulturę bakterii normalnie hoduje się w inkubatorze w stałej temperaturze 37 C. Z braku inkubatora Adian Loir skonstruował pas, w który włożył fiolki z hodowlą i nosił go na sobie przez 48 godzin. Żona klubowego kolegi udostępniła swój buduar. Królikom podano jedzenie obficie pokropione bakteriami. Zdechły przez upływem 24 godzin. Można było jechać do Sydney i stanąć przed komisją konkursową.

Drużyna Pasteura składała się z 3 osób – wspomnianego wyżej Adriana Loir, dr Franka Hind i dr Francois Germont. Był to dość dziwny zespół. 25-letni Adrian Loir miał za sobą 7 lat pracy u boku Pasteura, ale nie posiadał żadnego tytułu naukowego czy zawodowego. Książka wspomina, że Pasteur traktował swego kuzyna jak niewolnika. Dopiero po kilku latach doszedł do wniosku, że celowe byłoby mieć w zespole doktora medycyny. Sam Pasteur był z wykształcenia farmaceutą i nie miał nawet prawa zrobić komukolwiek zastrzyku.
Anglik – Dr Frank Hind występował w roli tłumacza. Kłopot w tym, że nie znał on praktycznie francuskiego. Pasteur wyznaczyl go mimo sprzeciwu kilku osób. Rzecz w tym, że w obecności Pasteura, wolno było otworzyć usta tylko w odpowiedzi na pytanie mistrza. Dr Hind pracował z Pasteurem 10 tygodni. Najwyraźniej robił to tak dobrze, że Pasteur nie miał żadnych pytań.
Z dr Germont – Francuzem –  było odwrotnie. Pasteur uważał go za biegłego w języku angielskim. W rzeczywistości dr Germont nie był w stanie przetłumaczyc jednego fachowego zdania bez pomocy słownika.

Pora przedstawić komisję konkursową. Zgodnie z australijską tradycją komisja liczyła wiele osób (12)  o przeróżnych kwalifikacjach, wymienię kilka z nich. Dr Wilkinson – doktor medycyny zafascynowany osiągnięciami dr Roberta Kocha. Edward Quin – farmer, który doświadczał plagi królików na własnej skórze. Stan Queensland nie był dotknięty plaga królików, ale wstawił do komisji swojego reprezentanta w nadziei, że może przy okazji znajdzie się jakieś remedium na choroby bydła. Tasmanię reprezentował Hugh Mahon, którego głowną troską było, aby przy likwidacji królików nie ucierpiały owce. Reprezentant stanu Wiktoria – Edward Lascelles był bogatym byznesmenem prowadzącym bardzo zróżnicowaną działalność. Między innymi był głównym importerem płotów przeciwko królikom i producentem fosforowej trucizny na króliki. Ostatnia rzecz jakiej by chciał to wytępienie królików przez Pasteura.

Spotkanie obu zespołów nastąpiło 23 kwietnia 1888 roku. Dr Hind przedstawił swój zespół i odpowiedział na pytania komisji. Na wstępie nakłamał – przedstawił Adriana Loir jako doktora medycyny podczas gdy był on jeszcze studentem. Podał błędne informacje na temat swojej i dr Germonta współpracy z Pasteurem. Spytany w jaki sposób bakterie będą przenoszone przez króliki – podał ekskrementy podczas gdy Pasteur zakładał, że króliki będą się zarażać w norach. To była ogromna różnica. Zapaliło sie światło alarmowe dla osób ostrzegających  o ryzyku rozprzestrzenienia się bakterii wśród innych zwierząt.
Na koniec, spytany czy francuski zespół zgadza się na obecność osób trzecich podczas eksperymentu, dr Hind odpowiedział – tak – bez uzgodnienia z zespołem. Prawdopodobnie bał się zadać pytanie po francusku. Te przekręty miały ogromnie negatywny wpływ na późniejszą współpracę z komisją, ale o tym w następnym odcinku.

Na zimowe nastroje

Tomasz Fetzki

Dzika róża czyli zajączek

Dzisiejsza opowiastka będzie krótka, bezpretensjonalna i raczej mało oryginalna. Ale kto wie – może właśnie taka przypadnie komuś do gustu?
Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: błogosławieni ci, którym tego oszczędzono! Viator do nich nie należy. Odkąd sięgnie pamięcią, musi się męczyć ze skłonnością do nastrojów depresyjnych. Ale to chyba cecha rodzinna, a już na pewno w tym pokoleniu: jego ukochana – wszak jedyna – młodsza siostrzyczka też tak ma. Przy okazji: Asiu, wszystkiego co wymarzone z okazji urodzin Ci życzę! Popatrz – nadrabiam jak potrafię…
I musiało to nieszczęsne rodzeństwo wynajdywać jakieś domowe sposoby przeciwko deficytom nadziei na lepsze jutro. Doszło na przykład do wniosku, że pewną ulgę może przynieść wychwytywanie refleksów piękna. Symbolem takiego rozbłysku stała się dla nich wspólnie ulubiona, jedna z najbardziej uroczych akwarel Dürera, czyli Zajączek.

1 Zajac

Niewinny, mięciutki i… po prostu piękny. Oczy bystre, uszy czujne i każdy włosek sierści oddany tak realistycznie. Rzeczywiście, potrafił i wciąż potrafi poprawić samopoczucie.
Od tego czasu nazywa się to wyszukiwaniem zajączków. A one czasem pomagają, a czasem nie. Bo nieraz do tego stopnia człowieka ściśnie, że żaden szarak nie poradzi, niechby i najbardziej milusi.
Ale teraz nie jest aż tak źle. Po prostu: jesień już zgniła, zima się jeszcze nie zaczęła, ludzie wokół… no… powiedzmy – różni. Brudno, szaroburo, słowem: melancholia nasza powszednia.
Prawdę mówiąc, z tą szaroburością nieco Viator przesadził. Popatrzcie dokładnie.

Znajdziemy tu zieleń – głęboką, choć odrobinę przygaszoną. Jest wytworny brąz, dyskretna oliwka, elegancki beż, znajdzie się i przydymiona nieco żółć. Tyle, że wszystkie te barwy takie jakby nienachalne. Ich odkrycie wymaga wysiłku, a czego jak czego, ale chęci do wysilania się nastrojonemu depresyjnie Viatorowi brak! Na szczęście kica ku niemu zajączek.
Płomienna, soczysta czerwień. Żadnego wysiłku nie wymaga jej odkrycie, sama odcina się wyraziście od pastelowego tła. Refleks piękna. Otucha Wędrowca. Jesienny krzak dzikiej róży, obsypany owocami. Już teraz wygląda zjawiskowo, a co będzie, gdy spadnie śnieg?! Mija go szczęśliwiec Viator każdego dnia, gdy pośród szarych porannych mgieł brnie do pracy.

Mało oryginalne? Z pewnością.
Ale, zaiste, pomaga!